Książki w obłokach cynamonu - Krystyna Habrat
Publicystyka » Felietony » Książki w obłokach cynamonu
A A A
Od autora: Felieton na czas jesieni, pisany z dużym poświęceniem podczas choroby, dlatego proszę o wyrozumiałość wobec potknięć, ale śpieszyłam się z nim, by się nie zdezaktualizował wraz z porą roku. A mnie już lepiej.

Od kilku lat jeżdżę do Pensjonatu Cassia w pewnym Zdroju na południu Polski. Jakoś dotąd nie zapytałam właścicieli, co ta nazwa oznacza. Wystarczyło, że w oplecionym winem domu o łamanym, czerwonym dachu błogo odpoczywałam, rozkoszując się do tego wspaniałymi posiłkami i korzystając z pobliskiej tężni solankowej. Aż przeczytałam, że cassia to cynamonowiec chiński i od razu cały ten uroczy zakątek nabrał dodatkowych treści.

Cynamon. Sama ta nazwa mnie inspiruje, co kilkakrotnie wykorzystywałam w moim pisaniu. Ale ciekawsze jest to, o czym dowiedziałam się jeszcze na studiach, że nasz profesor od psychologii wychowawczej i bohater wielu anegdot i naszego podziwu, podpowiedział kiedyś Bruno Schultzowi tytuł powieści „Sklepy cynamonowe”.

Za moich czasów profesor był już na emeryturze i niestety nie miałam okazji słuchać jego wykładów, ale spotykany na schodach naszego Instytutu pięknie się nam, studentkom, odkłaniał, a potem sam nas poznawał i reagował ukłonem.

Wtedy chodził zwykle z żoną, bo o ile pamiętam, mieli na górze mieszkanko. Ale przed wojną znany był jego salon literacki w sześciopokojowym mieszkaniu przy Alejach Trzech Wieszczów w Krakowie. Bo profesor, psycholog, a wcześniej ukończył medycynę, interesował się w szerokim wymiarze literaturą i sztuką. Przed wojną grywał nawet w krakowskim kabarecie literackim, gdzie udzielali się różni profesorowie, sami pisząc swe numery. Jakże inny musiał to być kabaret od tych, jakie co dzień serwuje nam aż do przesytu telewizja! Próbki tamtej twórczości naszego profesora też nie było mi dane poznać, ale zaczytuję się w jego wielkiej księdze: „O sztuce i wychowaniu estetycznym”.

Sięgam na półkę po mój dość zaczytany egzemplarz i przebiegam oczami spis treści. W dziale „O dziełach sztuki” są rozdziały: Sztuka wzbogaca i pogłębia człowieka; Rola sztuki w ukształtowaniu człowieka; Sztuka - niezbędną wartością w życiu; Trzeba się uczyć rozumienia dzieł sztuki; Twórcze natchnienie jako motyw urzeczywistnienia dzieła; Sztuka pierwotna i ludowa a twórczość wielkich artystów... i by nie wyliczać za długo tych dotyczących znamion dzieł sztuki, wymienię te, które sobie podkreśliłam:

  • - Opis i analiza niektórych obrazów;
  • - Tworzywo obrazu; Kompozycja, Ekspresywność...
  • - Pojęcie dyletantyzmu; ( w tym rozdziale jest chyba o grafomanii i jej znaczeniu)
  • - Sztuka głęboko nas uszczęśliwia;
  • - Sztuka pisarska (aktorska i muzyczna), a dyletanci;
  • - Amatorska twórczość literacka;
  • - Dalej jest o muzyce, bajkach, poezji, filmie, teatrze

I jeszcze tak na chybił trafił: o tańcu, teatrze groteskowym, wychowaniu młodzieży przez sztukę i istocie liryki... A na koniec o urodzie (człowieka).

E, co tam się będę zastanawiać i martwić, że podane wyżej rozdziały nie w pełni oddają sedno sprawy. Ja mam to w głowie i posłużę się pamięcią, by się z   ich treściami choć w minimalnym stopniu podzielić.

   Zanim kupiłam opisywaną książkę, trafiłam na artykuł prof. Szumana o znaczeniu sztuki, gdzie stawia wyżej komedię nad tragedią. Tłumaczy, że świat wkoło jest zły i okrutny i trzeba nie lada talentu, aby wzbić się ponad pesymizm i popatrzeć na to wszystko radośnie, przekazując to czytelnikowi. Czytałam to   w szczególnych okolicznościach, co na pewno sprzyjało wrażeniom, jakie towarzyszyły lekturze i wtopieniu się ich w pamięć. A, co tam, opowiem. Wtedy, jako studentka, pojechałam w wakacje do zagubionego w lasach pałacyku myśliwskiego w Julinie pod Łańcutem, jako wychowawczyni kolonii. Miałam tam pokoik nad wielką sienią z obrazami, malowanymi na ścianie, gdzie zbierali się myśliwi, oraz balkon nad samą bramą wejściową, drewniany, nieco chybotliwy, obrośnięty winem. Podczas ciszy, gdy moje urocze 9-letnie podopieczne spały, ja czytałam na nim książki. Te przywiezione oraz wyszukane w podręcznej bibliotece pałacyku, choć nie z czasów arystokratycznych właścicieli, ale ośrodka wczasowego pewnej huty. Wyszukałam tam: „Dziką kaczkę” Ibsena i „Panią Bovary” Flauberta. No i w jakimś pedagogicznym piśmie wspomniany artykuł Szumana.

Ale w książce są jeszcze rozważania o roli uprawiania sztuki, w tym pisarskiej, dla własnej przyjemności oraz o grafomanii. Jest bardzo ciekawa analiza wiersza Norwida o losie pt "Fatum"* i jeszcze szczegółowe wyjaśnienie dlaczego obraz Van Gogha przedstawiający brzydkie, podniszczone, trzewiki jest dziełem sztuki.

Nie warto się zastanawiać, czy poglądy autora są nadal aktualne, bo   odnoszą się do wartości nieprzemijających i muszą być ciągle żywe, ale warto odnaleźć tę książkę i się nią porozkoszować.

Natomiast zasygnalizowany rozdział „O urodzie” pochodzi z niewielkiej książeczki tegoż samego autora: „Poważne i pogodne zagadnienia afirmacji życia”. My, dziewczyny, się nią zaczytywałyśmy, choć niektóre rozdziałki były już wtedy trochę zdezaktualizowane wobec postępów dermatologii upiększającej, ale tam bardziej chodziło o urodę życia w różnych tego aspektach. Przytoczyć prawie nic już nie potrafię, ale wiem, że te ważne wskazania weszły w mój model postępowania. Ale, co dziwniejsze, zapamiętałam jeden przykład, autor współczuł bardzo dziewczętom o grubych, spierzchniętych ustach. Ten mankament urody współczesność przekuła w pozytyw i modne panie poddają się ochoczo w gabinetach dermatologii estetycznej zabiegowi napełniania ust botoksem, czyli trującym jadem kiełbasianym, aby swe usta uroczo powiększyć.

I tenże profesor Szuman, goszcząc przed wojna w swym salonie literackim znakomitości ze świata artystycznego, podpowiedział raz Bruno Schultzowi tytuł do powieści: Sklepy cynamonowe. Tak przynajmniej ja o tym się dowiedziałam od osób starszych, które z profesorem miały żywszy kontakt. I zaraz ta powieść, jaką wówczas dopiero zamierzałam przeczytać, nabrała dodatkowych smaków i to powiększało potem moją przyjemność obcowania z ową książką.

A cynamon i inne egzotyczne przyprawy ciągle mnie inspirowały. Moją ulubioną lekturą jest książka, jaką  napisali    państwo Tałałajowie, biolodzy, pracujący przy badaniach roślin w Azji i Afryce: „Dziwy świata roślin”. Podczas pierwszej lektury niańczyłam młodszego syna na urlopie wychowawczym  i trochę oddzielona od świata zewnętrznego z przyjemnością poznawałam mało znane mi  rośliny: chleb świętojański, baobab, wanilia, kakaowiec, kwiat jednej nocy... różne  okazy piękne, dziwaczne i niebezpieczne. Już nie pójdę do półki, by to uzupełnić, bo ciągle chcę tę pozycję czytać i czytać na nowo, a stos jeszcze nie przeczytanych rośnie. Książka pełna zdjęć i rysunków pisana barwnym językiem potocznym dobrze się czyta. Potem szczególnego znaczenia nabrał strąk drzewa świętojańskiego czy chlebowego, jaki znalazłam w parku Guel w Barcelonie, bo owiany już legendą.

Ale do egzotyki roślin, szczególnie przyprawowych wrócę wkrótce, gdy nadejdzie jesień. Zaraz na początku października piekę co roku na męża imieniny piernik i dodaję do ciasta kakao, cynamon, wanilię, gałkę muszkatołową, imbir i co tam mam w zapasach szafki, zawsze wonno pachnącej.

Ja robię to w mikserze, ale moi rodzice mieli całą ceremonię przyrządzania tego ciasta. Tato kręcił ingrediencje drewnianym wałkiem w makutrze, a mama wbijała kolejno jajka, dosypywała mąki, potem przypraw. Ja w tym czasie upalałam w rondelku cukier na karmel, dający piernikowy właściwy smak i aromat. Zaraz jeszcze obierałam ze skórek migdały, orzechy i kroiłam drobno, by je dodać na koniec obok rodzynek i skórki pomarańczowej w lukrze, czego nazwy (a wiem, że ładna) w tym momencie zapomniałam. Potem opis tego wszystkiego znalazł się w rozdziale „Tu, gdzie spadł grad od jabłka większy”, gdzie bohaterka ulega chwilowej chandrze na wieść o niebezpiecznej chorobie koleżanki, co jeszcze pogłębia jesienny smutek z ponurym wichrzyskiem. Wtedy jej mama piecze piernik na pocieszenie i coś w tym jest. Ale w innym rozdziale znajoma mamy, wzięta z życia koneserka urody życia, zachwyca się już samymi nazwami stojących w kuchni przypraw: cynamon, wanilia, imbir...

Cóż, nadciąga jesień. Najpierw kusi zdradliwie urodą złotych i purpurowych liści, a odsłania swe ponure oblicze po ich spadnięciu, gdy w szare, zachmurzone niebo tylko czarne patyki drzew. Wtedy dobrze jest schować się w zaciszu domowym z książką. Tu miałam dodać coś o książkach, jakie znalazłam w księgozbiorze właścicieli wspomnianego na początku pensjonatu, których już w mieszkaniu nie mogą pomieścić, ale mnie zabrakło tu miejsca do przedłużania felietonu.

Wspomnę tylko, że wypatrzyłam tam dwa tomy znanej kiedyś powieści o młodych lekarzach. Czytałam jej   tom pierwszy jeszcze na studiach, ale już wstępny opis, gdy studenci w prosektorium rzucają na wchodzącego ręką z preparatu, nie bardzo pasował do mojej wytrzymałości, choć też wtedy na anatomii brałam udział w krojeniu mózgu ludzkiego spod formaliny i uczyłam się psychiatrii i poznawałam wszechstronnie człowieka we wszelkich trudnych aspektach. Ale teraz, gdy pensjonat zgodnie ze swą nazwą będzie się mi kojarzył z zapachem cynamonu i wszelkim pocieszeniem, chyba znowu poproszę właścicieli, lekarzy, o pożyczenie owej bulwersującej lektury o tytule (chyba) „Ciała i dusze”. Przecież dobrze jest znaleźć się pod opieką pani Basi i Jadzi, które stając we framudze drzwi do jadalni zapytują: Co państwu na jutro dobrego ugotować? Co upiec na deser?

A gdy już nadejdą szarugi i pensjonat zamkną warto we własnym domu oddać się ceremonii pieczenia piernika, napawając się aromatami karmelu, wanilii, cynamonu... Potem pogryzać słodkie ciasto podczas czytania książki, co najlepiej robi na czas ponurej jesieni. Książki też inaczej smakują, gdy się je czyta w niezwykłych okolicznościach lub sprzyjającej atmosferze, bo to dodaje lekturze czegoś niezwykłego i pozostaje w pamięci.

Krystyna Habrat.

*Uzupełnienie.

C. Norwid

  FATUM

I

 Jak dziki zwierz przyszło N i e s z c z ę ś c i e do człowieka

I zatopiło weńfatalne oczy...

- Czeka - -

Czy, człowiek, zboczy?

II

Lecz on odejrzał mu, jak gdy artysta

Mierzy swojego kształt modelu;

I spostrzegło, że on patrzy - co? skorzysta

Na swym nieprzyjacielu:

I zachwiało się całą postaci wagą

- - I nie ma go!

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 15.09.2014 09:21 · Czytań: 976 · Średnia ocena: 4,8 · Komentarzy: 13
Komentarze
blaszka dnia 16.09.2014 05:55
Krystyno,

przedstawiasz nam piękny, pełen ciepła i przytulności przepis na przetrwanie jesieni. Budujesz klimat, posługując się ładnym, czystym językiem. Za taką jesienią można zatęsknić.
Już planuję zaparzyć herbatę z cynamonem, mbirem i goździkami, przygotować ciepły koc i dobrą książkę... Ale najpierw odłączę Internet ;)
Krystyna Habrat dnia 16.09.2014 20:08
Dziękuję przemiła Blaszko. A zerknij jeszcze na kilka uzupełnień w powyższym tekście.
Pozdrawiam
KH.
Figiel dnia 17.09.2014 11:39 Ocena: Świetne!
Jesiennie, refleksyjnie i ... pachnąco.
Podzielam Twoją, Krystyno, sympatię do cynamonu. Sama nazwa urzeka, przywodzi na myśl klimat starych sklepów kolonialnych i rzecz jasna, "Lalkę" Prusa w tym fragmencie, gdy stary Mincel uczy młodego Stasia sztuki kupieckiej. Z sympatii do słowa mój czworonożny ulubieniec miał na imię Cynamon.

Cytat:
Cóż, nadciąga jesień. Najpierw kusi zdradliwie urodą złotych i purpurowych liści, a odsłania swe ponure oblicze po ich spadnięciu, gdy w szare, zachmurzone niebo tylko czarne patyki drzew. Wtedy dobrze jest schować się w zaciszu domowym z książką.


O, tak!
Mam swoje ulubione pozycje na jesienne wieczory, kiedy to refleksyjność - nie ma siły! - staje się drugą naturą. I właśnie na jesień mam Kotarbińskiego i jego "Medytacje o życiu godziwym". Zawsze, co roku. Ile to już lat?
A teraz, za Twoją radą połączę lekturę z z cynamonowymi jabłkami w cieście. Może słowem i zapachem choć na chwilę wróci czas, w którym etyka była nie tylko przedmiotem rozważań.

Pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 17.09.2014 13:23
Dziękuję Ci Figiel. Jak dobrze, że przypomniałaś mi o Kotarbińskim, bo tej jego słynnej pozycji jeszcze w całości nie czytałam, choć we fragmentach. Będzie więc okazja. Dotąd z jego grona zaczytuję się w Tatarkiewiczu i w obojgu Ossowskich. Ale ich listów jeszcze nie miałam okazji poznać. Polecam Stanisława O. "U podstaw estetyki". Niby stara (może - nie), a ile się w niej da wyczytać - wciąż na nowo.
Rozpisałam się, ale tu chyba miejsce na dzielenie się informacjami o dobrych książkach. Szczególnie tych, które nie leżą w księgarni. Ale powrócą.
Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 17.09.2014 18:33 Ocena: Świetne!
Mimo, że w znanym Zdroju, to zamykają ten pensjonat na zimę? Jakże to?


Krystyno,

Ty to potrafisz tak napisać, że się człowiek rozmarzyć potrafi i za cynamonem zatęsknić! Jako przedstawiciel płci odmiennej myślę, że ród męski nie do końca pojąc może ciepło i przytulność i tego pensjonatu i Twoich opisów. Bo facetom jest w życiu trudniej.

Zamiast się przytulić oni dyszą chęcią walki i współzawodnictwa. Zabija ich to praktyczne podejście do życia, które kobiety potrafią zbalansować.

Spokój, emanujący z Twojej opowieści - koi mnie niezmiernie dzisiejszego popołudnia...


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Krystyna Habrat dnia 18.09.2014 11:37
Dziękuję DO Co. Tym bardziej, że Ty jesteś przedstawicielem mocnej, męskiej prozy, której nie sposób nie docenić. I chyba taką stawia się wyżej. Ja również. Oprócz ostatniego krzyku mody na przyświntuszanie. Tylko nawet bardzo męscy mężczyźni potrzebują czasem kobiecego sentymentalizmu. W życiu wszystko się przecież ładnie przeplata. Pierwiastek męski i żeński.
A ów pensjonat czynny cały rok, bo blisko są wyciągi narciarskie i lodowisko, ale czasem, jesienią, zamykają na czas malowania pokoi. Nazwy zdroju nie podam, żeby nie robić reklamy, ale łatwo go znaleźć w internecie.
Mężczyznom trudniej? Zawsze myślałam, że na odwrót, bo kobiety muszą czekać... Nadmiar inicjatywy niewskazany. Jednak otoczona mężczyznami (taka moja rodzina, ale mąż jeden- od zawsze) coraz bardziej pojmuję, jak szczęście ich zależy od dobrej kobiety. I dalej temat rzeka... dobry na niejedno opowiadanie czy powieść.
Hedwig dnia 18.09.2014 15:56 Ocena: Świetne!
Krystyno!
Jak się przeczyta taki tekst, to potem człowiek boi się żeby jakimś nieodpowiednim słowem nie zepsuć nastroju chwili i całego piękna jakie się zaczyna odczuwać. Tych wszystkich obrazów, smaków i zapachów. Przeróżnych odcieni i tonów.
Tak się składa że znam odrobinę nastrój takich cichych pensjonatów jesienią. Albo małych drewnianych domków, do których zaglądają gałęzie pełne kolorowych liści. W tych domkach czy tez domeczkach są biblioteczki pełne zakurzonych książek, ściany na których wiszą stare portrety. Jest też zapach powideł śliwkowych i ziół . A także suszonych bukietów zaczepionych za ramy obrazów lub stojących w glinianych dzbanuszkach. Zapach lawendy, albo cynamonu.
Zapach mijających lat, ale też zapach wspomnień.
Bardzo Ci dziękuję za ten piękny tekst.
Krystyna Habrat dnia 18.09.2014 18:21
Dziękuję Hedwig. Warto było wyrwać się z łóżka, gdzie więzi mnie rwa, by przeczytać tak miłe słowa.
al-szamanka dnia 20.09.2014 08:46 Ocena: Świetne!
Masz taki sposób pisania, Krystyno, że czytając, czuję się jakbym znowu była w domu moich dziadków, z którym już na zawsze kojarzyć mi się będą świąteczne zapachy, ciepły płomień wesoło huczący w starym, kaflowym piecu, ogród, gdzie niepodzielnie panowały drzewa wiśniowe i odgłos starego pianina o zmroku. Chciałam nauczyć się na nim grać - zabrakło czasu i ochoty, gdyż tyle było interesujących rzeczy dookoła.
Twoje teksty robią na mnie wrażenie, bo wydaje się, że podobnie myślimy i podobne rzeczy mają dla nas szczególną wartość.
Poza tym są miękkie, mają w sobie prawdziwy klimat... nie tylko cynamonowy:)
No i tak trochę zazdroszczę Ci tego wspaniałego profesora.
O moich nie potrafię powiedzieć dobrego słowa.

Podoba mi się Twój tekst.
Bo... także ja w nim jestem - wiem, że rozumiesz co mam na myśli:)

Pozdrawiam serdecznie:)
Wasinka dnia 20.09.2014 13:57
Lubię, gdy teksty pachną, a Twoje wspomnienia mają taki urok bez wątpienia. I nie mówię tylko o tym cynamonowym, ale o innych wspominajkach.
Tutaj literatura miesza się z cynamonem, z pnączami wina i chybotliwym balkonem, z uśmiechem państwa z pensjonatu i urodą świata, człowieka.
Z przyjemnością czyta się takie opowiastki, bo są ciepłe i przyjaźnie głaszczą, kiedy jesień szarugowa puka do okna.
Są obrazy, jest zapach. Nuta wspomnień gra w sercu.

Pozdrawiam jesienniejącym latem.
Krystyna Habrat dnia 20.09.2014 14:34
Al- Szamanko i Wasinko - bardzo mi miło, że mój felieton przypadł Wam do gustu.
Al - zaczynam sobie łamać głowę... Chodzi o Psychologię?
Niczyja dnia 06.05.2016 16:13 Ocena: Bardzo dobre
Witaj!
Bardzo dobry klimatyczny felieton!
Podobał mi się. Falowałam razem z nim przez Twoje emocje i wspomnienia, rozrzewnienia i rozmarzenia.
Pięknie piszesz, tak wizualnie i obrazowo. Zjadam i chłonę, to co czytam...
O wielu rzeczach nie wiedziałam i z chęcią się dowiedziałam.
Teraz już wiem jak wygląda dobry felieton. Sama coś tam czasem skrobnę w tej formie, ale nie jestem pewna, czy ma to ręce i nogi;)

Cynamon ma różne zastosowania... nie tylko jako dodatek do pieczenia piernika;) A Twój opis pieczenia jest wspaniały. Taka bliskość, że on i ona robili to razem, tata i mama coś wspólnie tworzyli, i Ty to pamiętasz. Rozrzewniłam się tym obrazem...

Każdy ma jakieś swoje miejsce... Ty swój cynamonowy pensjonat. Ja Diałą Bolinę. Ktoś inny jeszcze coś innego. Pięknie jest przeplatać marzenia, wspomnienia i ciepło, aby inni chcieli o tym czytać i mieli z tego przyjemność i pożytek. Ty to potrafisz:) Gratuluję!

Pozdrawiam, Niczyja
Krystyna Habrat dnia 28.06.2016 20:59
Dziękuję bardzo, Niczyja. Dopiero dziś tu zajrzałam. Podnosisz mnie na duchu. Więcej moich felietonów bywa w internetowym tygodniku Pisarze.pl i namiary na te i inne na Facebooku.
A wspomniany pensjonat jest w R*. - pomiędzy Myślenicami a Zakopanym.
Widzę, że jesteś na PP od niedawna i nie znam twoich tekstów, bo ostatnio rzadko tu zaglądam. Zgodnie z zasadą, że wszystko przemija, nawet nawet ulubione miejsca (jak to na PP) mogą się opatrzyć i się odchodzi, zapomina. Ale czasem wraca.
Poczytam trochę Twoich tekstów i może wymyślę jakiś komentarz.
Pozdrawiam.
* Jeśli to nie uchodzi za reklamę to R= Rabka.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
retro
31/01/2023 19:15
Wolnyduchu, dziękuję:) »
Piotrusss
31/01/2023 10:56
Dziękuje »
Miladora
30/01/2023 19:52
Całkiem nieźle, Żołnierzyku, chociaż... :) Niby jest… »
Kasia Koziorowska
30/01/2023 17:57
Dzięki serdeczne dla Was! Pozdrawiam słonecznie. :) »
dach64
30/01/2023 13:03
Bestie tak niestety mają - mieszają we łbie i robią się… »
Marek Adam Grabowski
30/01/2023 11:28
Smakowicie napisane dzieło, oddające historyczny klimat i… »
dach64
30/01/2023 10:48
Oczywiście przekaz i wreszcie odbiór przez czytelnika -… »
mlodepioro
30/01/2023 07:56
Nie wiem, czy tak wypada... Ale stylistycznie i estetycznie… »
mlodepioro
30/01/2023 07:51
Nic dodać, nic ująć! Klasa sama w sobie! Życzę dalszej… »
ShoutBox
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:23
  • Ahoj! Przybyłam w odwiedziny. Troszkę tu pustawo.
  • akacjowa agnes
  • 25/01/2023 22:34
  • Droga Redakcjo. Przez przypadek dodałam dwa razy ten sam tekst. Nie wątpię, że wiecie, co zrobić z tym faktem ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas