Lipcowe spacery - LukaszPeee
Proza » Obyczajowe » Lipcowe spacery
A A A
Od autora: Na prozie znam się, ale jako czytelnik... ;)

Spokojnie omijam grupki ludzi z plastikiem na kółkach. Trudno nazwać to coś koszykiem. Ciągną przedmiot, przypominający prostokątne wiadro, za wysuwaną, również plastikową i także prostokątną, cienką rączkę. Wybraniec, któremu przypada ten zaszczyt, już nie musi myśleć, co włożyć do tego wiadrokółka. Wystarczy, że robi za pociągowego. Ewentualnie pociągową. Równouprawnienie, a jakże! Tylko ten turkot kółeczek. Plastikowych. Bez wyciszającego ogumienia. Jakże by inaczej być mogło. Zresztą, tu nic nie podlega prawom logiki. Racjonalizm zawodzi. Każdy gatunek chipsów w innym miejscu. Grubo krojone przy sałatkach, cienkie i przesolone przy lodówkach z jogurtami i innymi nabiałami. Niektóre nawet w dziale Alkohole. Może przed smażeniem nasączane którymś z trunków. Chyba tylko natury chaotyczne potrafią odnaleźć się w tym burdelu. A może to rodzaj szarady. Intelektualnej przygody dla wybranych.

Pomiędzy półkami z kremami i wędlinami, lodówkami z lodami i mięsem świeżym garmażeryjnym, idę w kierunku nierozpakowanych palet z wodą mineralną. Biorę jedną zgrzewkę gazowanej i wracam w kierunku, gdzie ostatnio znajduje się pieczywo. Przynajmniej od dwóch czy trzech lat w tym samym miejscu. Wcześniej co jakiś czas Robalice wszystko przestawiali, czym oczywiście doprowadzali ludzi do furii. Wiedzieli o tym dobrze. Mimo to jednak długo nie zaprzestawali tego. Pewnie taka strategia marketingowa czy inny ekonomiczno-socjologiczny badziew znawców od rynku i potrzeb konsumentów.

Staram się nie oglądać za siebie, by nic nie odciągało uwagi od celu. Inna sprawa, że nie mam też ochoty spotkać, niby przypadkiem, kogoś znajomego. Dzisiejszy upał nie nastraja do konwersacji na żaden temat. Zwłaszcza, gdyby jeszcze mieli pytać o to i owo. A ja zazwyczaj jedną odpowiedź na pytanie: co słychać? W skrócie, że nic nowego, po staremu, że kończę studia. Co w większym skrócie oznacza, że nic nie słychać. Tak to moja elokwencja w dziedzinie kontaktów interpersonalnych objawia się w sposób, którego nie znoszę. Mam uczulenie na rozmowy o niczym, czy to przy stole, na ulicy, w autobusie czy gdziekolwiek.

            Przy kasie kolejka na pół sklepu prawie. Trzeba postać, porozglądać się. Może ktoś jednak zechce zawrócić między półki. Możliwe, że jednak jeszcze czegoś zapomniał. Taki postój jest wtedy jak zbawienie. Wiedzą o tym wszyscy kolejkowicze, zwłaszcza ci stojący za nim. Idź, idź, my zaczekamy… Oczywiście, że wpuścimy…, chyba po twoim trupie. Bo nie po naszym przecież. Jak masz jakieś wątpliwości, to zgłoś to kierownictwu sklepu. Usłyszysz, że starają się jak mogą, i oczywiście możesz złożyć reklamację, zażalenie i inne tego typu duperele. Jednak pamiętaj, że największą świętością na świecie jest kolejka, która obowiązuje wszystkich. A jak się z niej wyszło, to jednoznacznie oznacza to rezygnację z zajmowanego w niej miejsca. Co oczywiście nie oznacza, że wyginął gatunek ćwoków niedouczonych, którym się wydaje, że z jedną rzeczą to da się wcisnąć. Pani przepuści, ja mam tylko cukier? Żegnaj Gienia, nie tym razem.

Kasjerka z plakietką „Gabriela” dzwoni po pomoc. Ma dość skrzeczącego tłumu. Od trzech godzin nie robi nic innego, tylko przesuwa kody kreskowe nad czytnikiem, podaje sumę, zbiera kasę i wydaje resztę. Obraca tysiącami. Pojawia się zbawienie dla tłumu, uwolniono kasę nr trzy. Głośne wezwanie dziewczyny z plakietką „Anna”. Co za ulga. Naddatki stojące na pół sklepu prawie biegną w tamtym kierunku. Poczekam. Tu czy tam, na jedno wyjdzie. Gabriela mówi do przedstojącego, że napiłaby się piwa. On natomiast nie omieszka przy okazji zauważyć, że właśnie zaczyna weekend. Stawia dwa browarki do skasowania. Przecież jest piątek. Jej to niby nie rusza. Chyba trochę uwodzą się wzrokiem wzajemnie. Widać, że nie są sobie obcy. Przecież nie opowiada się nieznajomym o swych pragnieniach. Mówi mu, że za dobrze ma, skoro już może zacząć odpoczywać, gdy ona musi jeszcze do osiemnastej kwitnąć tutaj. Chłopak ma na uszach słuchawki, w których wygląda jak owad jakiegoś niezidentyfikowanego gatunku. Trochę jak przerośnięta mucha, a nawet jak kosmita, który wpadł tu na chwilę posmakować ludzkich napojów weekendowych. Gabriela żartuje na widok moich zakupów. Twierdzi, że chleb i woda to jak u Mojżesza. Wielka Mucha pyta, kim był ten Mojżesz? Ona, śmiejąc się, mówi, że nie ma pojęcia. A mi te ich bajdurzenia lotto.

            Na zewnątrz upał. Powietrze suche jak piasek. Zieleń pod wpływem słońca zmienia się w coś koloru jasnobrązowo-żółtego czy wręcz sraczkowego. Nie wygląda ładnie. Nie nastraja optymistycznie. Można rzec, że daje kopa, by jak najszybciej uciekać i schować się gdzieś w chłodnym miejscu. Najlepiej w łazience albo w piwnicy. Sjesta w tych rejonach świata w modzie nie jest, ale może klimat spowoduje zmiany przyzwyczajeń. Ledwo słyszalne od czasu do czasu wróble chowają się pomiędzy krzewami. Im też nie jest do ćwiru. Kaczki w stawie pouciekały pomiędzy trzciny. Matki w domach próbują zająć czymś niespokojne dzieci, które za wszelką cenę chcą bawić się na dworze przy największym upale. Pod market podjeżdżają samochody z okolicznych wsi. Ich właściciele wynoszą po kilka zgrzewek różnych wód mineralnych i napoi. Widać, że prace w polu zaczęły się na dobre.

            Idę powoli w stronę swojego bloku. Mijam ludzi zmierzających w odwrotnym kierunku. Pomimo upału ten ruch trwa. Nie daje się go zatrzymać. Obowiązek, nawet kilka razy dziennie. Bo coś się zapomniało, coś innego natomiast przypomniało. Coś w promocji, co się nie powtórzy i czas się nie dłuży. Wracam do domu i nie myślę. Za gorąco. Uważam, by nie przewrócić się nigdzie. Zwłaszcza przy przechodzeniu przez ulicę. Nie wziąłem czapki. Najważniejsze, znaleźć się w chłodnej klatce schodowej i złapać trochę powietrza w płuca. Dotlenić się i nie paść jak betka z wyczerpania.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
LukaszPeee · dnia 02.10.2014 15:34 · Czytań: 714 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Figiel dnia 02.10.2014 17:21
Witaj :)
Temat marketów i tego, co się z nimi wiąże przewałkowany co prawda w prawo i lewo, ale tu akurat sprawnie napisane, lekko ironicznie i sarkastycznie, plus nutka zrzędzenia, niemniej przeczytałam z przyjemnością
Podzielam niechęć bohatera do upału i zakupowych molochów, więc nawet zrzędliwość kupuję, bo mniej więcej w tym samym tonie w marketach marudzę.
Błędów specjalnie nie zauważyłam, ale też nie tropiłam, bo czytało się lekko, bez zgrzytów.
Powodzenia w prozie na PP:)
Pozdrawiam:)
A stoiska dranie zmieniają, żeby się ludziom nawyk szczura w labiryncie nie utrwalił, który po nagrodę ( na przykład chlebek) leci nie patrząc na boki, bo i tak wie gdzie jest. A jak nie wie, to się porozgląda, wzrok na czym nieprzydatnym zawiesi. I może kupi? A że się wkurzy? Kogo to...
Usunięty dnia 02.10.2014 18:01
Takie wiadra na kółkach są w Biedronce. Coś okropnego. Ja z tym czymś zupełnie sobie nie radzę. Wysuwana część, za którą się ciągnie, stale mi się zacina, gdy zjedzie w dół i nie mogę jej wyciągnąć z powrotem do góry, a opada za każdym razem, kiedy postawię to coś pionowo. Do tego przewracam mi się na podłogę. No przerasta mnie to urządzenie.
W Biedronce z takim koszem czuję się jak niedorajda. Zdecydowanie, to nie sklep dla mnie.

Rzeczywistość marketowa opisana trafnie, zwłaszcza kolejka do kasy. Kas pięć, czynna jedna.
Może lepiej robić zakupy w małym osiedlowym sklepiku?

Chyba niezbyt miły ten lipcowy spacer...

Pozdrawiam:)
Brat Pianisty dnia 02.10.2014 18:40 Ocena: Świetne!
Lekko napisane, czyta się świetnie. Tak trzymać.
Co do biedronkowych wiadrokoszy - przyłączam się do protestu. Też mnie irytują, zwłaszcza, kiedy nie ma gdzie ich zostawić przy kasie, bo wieża koszyków już tak wysoka jak ja, a obok nie ma miejsca, bo ludzie stoją.
I to schylanie się (względnie rzucanie), żeby coś włożyć...
LukaszPeee dnia 02.10.2014 19:43
Figiel dziękuję, zrzędliwie miało być. Taki narrator. Poza tym upał i niechęć do zakupów sprzyjają marudzeniu. Też marudzę.

wiktorio Moja mina, gdy pierwszy raz te wiadra zobaczyłem i w dodatku siostra musiała poinstruować, jak tego używać ;) No, cyrk na kółkach :D

Brat Pianisty - wielkie dzięki za wsparcie dla protestu przeciw wiadrom w Biedrze ;) Trzeba może jakąś petycję napisać ;)

Wielkie dzięki za takie pozytywne przyjęcie, zaskoczony jestem. Po tej chochli miodu, poczekam na łyżeczkę dziegciu. :)
euterpe dnia 02.10.2014 20:08
Jestem kaczką dziwaczką i odnajduję się bezbłędnie w tym chaosie. Poza tym wolę te wiadrociągi od wózków. Wszędzie się z nimi przecisnę, nawet pomiędzy tymi wielgachnymi zmywającymi/ dostawczymi maszynami a i wydać mogę dodatkową złotówkę, którą przeznaczyłabym normalnie na wynajem tego kracianego cholerstwa. Biedronka, to pikuś w porównaniu z realem. Tam to tylko w święto zmarłych wpuścić jakiś zamachowców z bombeczkami choinkowymi.
W każdym razie, nieźle się bawiłam obserwując oczami wyobraźni twój lipcowy rajd dakar:D
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
LukaszPeee dnia 02.10.2014 20:32
euterpe Ewo, każdy widzi to inaczej. Można rzec, różnorodność. Dla mnie, zarówno wiadra, jak i wózki są niepraktyczne. Zwłaszcza w małych sklepach, gdzie człowiek o człowieka się ociera. Cieszy mnie, że tekst wywołuje takie emocje :D
Pozdrawiam
Łukasz
euterpe dnia 02.10.2014 20:42
Ocieranie się o obcego spoconego człowieka w taki upalny dzień - o zgrozo!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
wolnyduch
23/06/2022 23:45
Bardzo sympatyczny wiersz dla poprawy humoru, dobrego dnia… »
wolnyduch
23/06/2022 23:42
Bardzo fajny wiersz, jak dla mnie wcale nie jest… »
EDyta To
23/06/2022 22:52
Też mam słabość do gwiazd i księżyca. Bardzo, bardzo mi się… »
wolnyduch
23/06/2022 22:30
Dla mnie ten tekst jest świetnie napisany, taki lekko… »
wolnyduch
23/06/2022 22:20
Może, nie siedzę w głowie Autora, nawisem mówiąc w… »
Baszolud-Nihilistic-Zombie-Poet
23/06/2022 22:00
Fajne, delikatne, podoba mi się. @wolnyduch a może to tak… »
wolnyduch
23/06/2022 21:56
Witaj BNZPoe,t nie będę pisać całego nicku bo można sobie… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:37
Najnowszy:ilustratorka
Wspierają nas