Lunatyczka cz. I - Flauros
Proza » Długie Opowiadania » Lunatyczka cz. I
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

            Całe osiedle pogrążone już było od kilku godzin we śnie, jednak jedno z okien mieszkania znajdującego się na parterze obskurnej kamienicy migało światło telewizora. Tadeusz K. - ochroniarz z pobliskiego supermarketu od kilku godzin z wyraźnym znużeniem w oczach przerzucał kanały. Z upływem każdej minuty miał wrażenie, że jego ciało coraz bardziej zatapia się w fotelu, na którym był usadowiony. Na stoliku obok stał kubek do połowy wypełniony zimną kawą, która już mu nie pomagała. Jego zmęczone i przekrwione oczy raz po raz kierowały się na ekran telewizora, później na chrapiącą w łóżku żonę a następnie na przedpokój łączący drzwi wyjściowe z pokojem ich 20-letniej córki. Zwłaszcza to ostatnie miejsce przykuwało jego szczególną uwagę. Starał się wychwycić każdy szmer, każdy najmniejszy odgłos dochodzący z sąsiedniego pokoju. Leniwie podniósł się z fotela i z grymasem na twarzy rozprostował kręgosłup, po czym przetarł ręką swoje czarne, krzaczaste wąsy. To już jego trzecia z rzędu nieprzespana noc. Wyjrzał przez okno i z zazdrością spojrzał na pogrążone w ciemności śpiące osiedle, a od jego łysiny odbijało się światło księżyca widniejącego dzisiaj na niebie w całej swojej okazałości. Nie dostrzegł żywej duszy na placu otoczonym przez stare kamienice.

            Cztery dni temu cudem udało się uniknąć tragedii.

Tadeusz usiadł na łóżku koło swojej chrapiącej żony i zmarszczył bujnie zarośnięte brwi, które im bardziej się martwił, tym mocniej zakrywały jego oczy.

            - Wstawaj Zofia, teraz ty trochę posiedź. Ja już padam z nóg.

            Szanowna małżonka Tadeusza - Pani Zofia dosyć niechętnie odwróciła się w jego stronę wydając przy tym dźwięk podobny do głośnego chrapnięcia. Usiadła na łóżku i rażona blaskiem telewizora zmrużyła oczy. Ziewnęła, podrapała się po nodze i nic nie mówiąc ruszyła w stronę kuchni poprawiając przy tym swoją staromodną pidżamę.

            - Mam nadzieję, że to już się niedługo skończy, bo długo tak nie pociągniemy - powiedziała Pani Zofia zapalając światło w kuchni i wstawiając wodę na gaz - chcesz herbatę?

            Zamyślony Tadeusz tylko coś odburknął, zdjął kapcie i położył na łóżku, zakrywając się kołdrą po samą szyję.

            W domu państwa K. od jakiegoś czasu panowała dosyć napięta atmosfera z powodu niecodziennej przypadłości ich córki, której zdarzało się wymykać z łóżka przez sen. Problem ten na pozór powszechny i przemijający, zwłaszcza u dzieci, u Emilii K. przybierał czasem rozmiary mogące okazać się katastrofalne w skutkach. Już kilka razy dochodziło do incydentów, podczas których Tadeusz i Zofia przez kilka godzin poszukiwali swojej córki w różnych częściach miasta.

- Powinniśmy zmienić lekarza. To jakaś kpina, że ten oszust nie może sobie z tym poradzić – warknął Pan Tadeusz. Jego wąsy wydawały się poruszać, kiedy był zdenerwowany.

            - Doktor powiedział, że leczenie nie przynosi skutku, więc pozostaje nam mieć na nią oko i czekać. Może z czasem jej to przejdzie.

            - Banda nieuków.

            Po kilku minutach Pani Zofia wróciła do pokoju z kubkiem gorącej herbaty i usadowiła się na fotelu, chwytając w dłoń pilot od telewizora. Tadeusz najwyraźniej już zasnął, więc postanowiła umilić sobie czas telewizją. Niestety, większość kanałów miała już przerwę nocną o tej porze, ale po dłuższej chwili natrafiła na stary horror. Scena rozgrywała się w jakiejś rozpadającej się, zaciemnionej szopie, gdzie za jedną ze skrzyń chowała się młoda, roztrzęsiona kobieta z trwałą na głowie. Jej nienaturalnie szeroko rozwarte oczy wypatrywały kogoś, lub czegoś.

            Powieki Pani Zofii mimowolnie zamykały się. Jej ręka ułożona na oparciu zsunęła się powoli i zawisła bezwładnie nad podłogą, przez chwilę kiwając się lekko przy akompaniamencie coraz głośniejszego chrapania Tadeusza. Odgłosom tym wtórowała mrożąca krew w żyłach muzyka z horroru i rozpaczliwe wrzaski głównych bohaterów. Pani Zofia lekko zdezorientowana otworzyła na chwilę oczy i rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę 2:23. Odetchnęła z ulgą. A więc zdrzemnęła się tylko na kilka minut. Mimo to takie zachowanie było niedopuszczalne. „Nie możesz zasnąć, nie możesz zasnąć” – powtarzała w myślach. Tadeusz już dawno spał, a z zewnątrz dobiegało mamrotanie dwóch pijanych mężczyzn. Odgłosy były bardzo wyraźne, więc prawdopodobnie stanęli tuż pod oknem. Pani Zofia podniosła się z fotela i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę pokoju swojej córki, aby upewnić się, że wszystko jest z nią w porządku. Delikatnie nacisnęła na klamkę i otworzyła drzwi bardzo powoli, aby skrzypienie zawiasów nie obudziło Emilii. Dochodzące z korytarza światło lekko oświetliło łóżko, na którym spała skulona młoda, czarnowłosa dziewczyna. Jej smukła twarz miała wyjątkowo spokojny wyraz, ale Pani Zofia nawet w tej chwili miała przed oczami obrazy z wydarzeń sprzed paru dni, które niechybnie mogły doprowadzić do tragedii. Jedynie przypadek, a może to nawet opieka Opatrzności sprawiły, że do niej nie doszło.

Wróciła do pokoju i usiadła na fotelu. Późna godzina i wyjątkowo mała ilość przespanych w ostatnim czasie godzin sprawiły, że mogłaby zasnąć na stojąco. Stopniowo jej świadomość odpłynęła i dopiero, kiedy głowa bezwiednie opadła, przebudziła się i próbowała skupić na filmie aby nie zasnąć. Sytuacja jednak powtórzyła się jeszcze kilkakrotnie, aż w końcu na dobre odpłynęła w Krainę Marzeń. Jej poza była w tym momencie wyjątkowo mało kobieca. Prawą nogę zadarła do góry, kładąc ją na oparciu fotela, natomiast jej głowa zwisała z drugiej strony, a z otwartych ust wyciekała ślina.

Niedługo potem z przedpokoju dało się słyszeć jakieś szmery, jak gdyby ktoś się skradał i nieudolnie próbował narobić jak najmniej hałasu. Szmery były powolne ale regularne i stopniowo robiły się coraz głośniejsze, jak gdyby ich źródło zbliżało się do śpiącej Pani Zofii. Kiedy ta głośno chrapnęła i ułożyła się wygodniej na fotelu dźwięki nagle się urwały, jakby oczekiwały w ciemności na odpowiednią chwilę. Po jakichś trzydziestu sekundach szmery wróciły, a w progu ukazała się przyciemniona postać Emilii. Miała potargane włosy i białą pidżamę, a jej spojrzenie było zamglone, jak gdyby nieobecne. Zbliżyła się powoli do fotela i nachyliła nad śpiącą matką. Po krótkiej chwili odwróciła się i ruszyła w stronę kuchni zapalając światło, po czym zaczęła przeszukiwać wszystkie szafki, półki oraz lodówkę.

Światło dochodzące z kuchni najwyraźniej drażniło Panią Zofię, bo przez chwilę na jej twarzy malował się grymas niezadowolenia, aż wreszcie przebudziła się i lekko jeszcze zdezorientowana spojrzała w stronę kuchni, po której buszowała jej córka. Nie spuszczając z niej oka podniosła się delikatnie z fotela i powoli ruszyła w stronę kuchni, starając się nie narobić hałasu. Nie chciała wystraszyć swojej córki, która prawdopodobnie w tym momencie lunatykowała. Gdy tylko Pani Zofia zbliżyła się nieco do kuchni podłoga zaskrzypiała pod jej nogą. W tym samym momencie Emilia zastygła w miejscu i po chwili odwróciła się w stronę swojej matki.

- Pić mi się chciało – powiedziała niepewnie Emilia widząc jak jej mama niemal dostała zawału – nie ma już soku?

- Matko Boska! Już myślałam, że coś się z tobą dzieje – odpowiedziała wyciągając z górnej półki nowy karton soku jabłkowego i stawiając go na blacie.

Emilia otworzyła karton, nalała sobie soku do szklanki i usiadła na taborecie podpierając się łokciem o stół.

- Nic mi nie będzie, nie musisz się o mnie martwić.

- Łatwo ci mówić, ale ostatnio odchodziliśmy od zmysłów z ojcem jak wyszłaś z domu. Pół miasta przejechaliśmy, obdzwoniliśmy połowę znajomych. Gdyby tata nie zauważył na chodniku pluszowego misia, którego wzięłaś ze sobą to byśmy cię nie znaleźli. Poszłaś na cmentarz, położyłaś się na grobie, zwinęłaś w kłębek i tak spałaś.

Emilia wodziła palcem po krawędzi szklanki i lekko uśmiechała się, patrząc w przestrzeń.

- Pamiętam jak dostałam tego misia na urodziny od Marcina – zrobiła krótką pauzę – tak bardzo mi go brakuje.

- Wiem jak ci ciężko. Odszedł zaledwie pół roku temu więc jeszcze minie trochę czasu zanim się z tym pogodzisz. Ale my też się o ciebie martwimy. Dopiero po jego pogrzebie zaczęłaś chodzić przez sen, a ostatnio robi się coraz gorzej. Ja z tatą naprawdę cię kochamy i nie chcemy, żeby coś ci się stało.

- Będzie dobrze mamo – odpowiedziała – bardzo ciężko mi z tym, ale poradzę sobie. Tak chciałabym go jeszcze zobaczyć chociaż raz.

Pani Zofia podeszła bez słowa do swojej córki i przytuliła ją. Czuła, że to najlepsze, co może w tej chwili zrobić, mimo, że serce jej pękało kiedy patrzyła na cierpienia Emilii.

- Dzisiaj są twoje dwudzieste urodziny – powiedziała Pani Zofia – wszystkiego najlepszego. Masz jakieś plany na dzisiaj?

- Łukasz i Kinga chcieli mnie gdzieś wyciągnąć, ale sama nie wiem. Nie jestem w nastroju, a poza tym to chyba jeszcze za wcześnie.

- Może to by ci dobrze zrobiło? Nie możesz całymi dniami siedzieć w pokoju.

Emilia nic nie odpowiedziała. Dopiła sok i podniosła się z miejsca.

- Idę spać. Ty też już lepiej idź. Naprawdę nie musicie mnie pilnować.

Pani Zofia wróciła do pokoju, dopiła swoją herbatę i po dłuższej chwili doszła do wniosku, że może rzeczywiście nie ma powodu, aby pilnować córki przez całą noc i może warto położyć się spać. Ostatecznie przekonały ją do tego coraz cięższe powieki. Wyłączyła telewizor i położyła się do łóżka.

Ranek okazał się być bardzo ciepły i pogodny. Chociaż całe osiedle skąpane było w słońcu, to jednak wysoka temperatura nie zachęcała do wychodzenia z domu. Tylko garstka dzieciaków ubrana jedynie w krótkie spodenki wesoło kopała piłkę tuż pod oknem Emilii. Dziewczyna budząc się ze snu przeciągnęła się i ziewając otworzyła szeroko usta. Zmrużyła oczy, kiedy oślepiło ją światło dochodzące zza okna. Miała dzisiaj dobry humor, a to nie zdarzało się u niej zbyt często. Być może jej dobre samopoczucie było wynikiem pogody, być może tego, że dzisiaj obchodziła urodziny. Zamknęła oczy i postanowiła jeszcze przez chwilę poleżeć w łóżku wyobrażając sobie najrozmaitsze scenariusze dzisiejszego dnia. Wszystkie z nich były pozytywne.

Po południu przyjdzie Łukasz z Kingą, prawdopodobnie cała trójka wybierze się na imprezę. Tak dawno nie tańczyła, a od dłuższego czasu miała na to ochotę. Przez ostatnie miesiące starała się izolować od ludzi i ograniczać kontakty z nimi do minimum. Czuła, że nie zasługuje na nic dobrego a każda przyjemność, która ją przypadkiem spotykała wywoływała w niej poczucie winy. Dzisiaj całe to negatywne napięcie uszło z niej jakby za dotknięciem magicznej różdżki.

Z uśmiechem od ucha do ucha odsunęła na bok kołdrę i wygramoliła się z łóżka. Jej goła stopa stanęła na jakiejś leżącej na podłodze kartce, jednak ten fakt początkowo uszedł jej uwadze. Dopiero, kiedy wstawiając jeszcze bardziej odrzuciła od siebie kołdrę zauważyła cały stos kartek, które z szelestem wysypały się na podłogę. W tej chwili jakby zamarła. Rozejrzała się po pokoju dostrzegając kilka wywróconych lub przeniesionych na inne miejsce przedmiotów. Starała się odtworzyć w pamięci stan pokoju przed pójściem spać, jednak zdecydowanie dużo rzeczy było nie na swoim miejscu. Na podłodze obok biurka leżało otwarte pudełko i porozrzucane przybory do rysowania. Nagle poczuła ścisk w żołądku i szybsze bicie swojego serca ale schyliła się i podniosła kartkę leżącą pod jej stopą. Zbladła, kiedy zobaczyła jej zawartość.

- Mamo – zajęczała, ale kiedy nie spotkała się z odzewem powtórzyła głośniej – Mamo!

Pani Zofia natychmiast wpadła do pokoju, ale kiedy zobaczyła swoją córkę pobladłą i trzymającą w ręku kartkę papieru natychmiast zrozumiała co się stało. Spojrzała na stos kartek leżących koło łóżka. Mogło być ich ze dwadzieścia. Podniosła część z nich i zaczęła przeglądać jedna za drugą. Na wszystkich były rysunki lub napisy. Ilustracje były ciemne, przedstawiały zniekształcone twarze i dziwne istoty. Wśród tych zniekształconych rysów co jakiś czas udało się rozpoznać twarze zmarłych osób, głównie członków rodziny. Przeglądała kartki jedna po drugiej, a kolor jej twarzy stopniowo zaczął się upodabniać do koloru twarzy jej córki.

- Ty to wszystko narysowałaś?

- Chyba tak – odpowiedziała Emilia łamiącym się głosem – ale nie pamiętam tego.

Wszystkie ilustracje rysowane były mocnymi i zdecydowanymi przyciśnięciami ołówka, ale mimo to były bardzo precyzyjne. Chociaż Emilia zajmowała się rysowaniem również na co dzień, to jednak w zwykłym stanie świadomości nigdy nie udało jej się osiągnąć tak dużej precyzji.

- Mamo, boję się – powiedziała Emilia, której poranny dobry humor zniknął tak szybko, jak się pojawił. Pani Zofia podeszła do niej i spojrzała na kartkę, którą jej córka trzymała w dłoniach. Nie było na niej rysunku ale napis: „Kocham Cię, chodź do mnie”.

Pani Zofii nie pozostało nic innego jak zastosować procedurę jaką zwykle stosuje w takich sytuacjach. Zebrała wszystkie kartki i wrzuciła je do papierowego pudełka po butach, w którym znajdował się już bardzo gruby plik podobnych prac. Następnie schowała pudełko na samym dnie szafy znajdującej się w przedpokoju.

- Mamo, myślisz, że oni chcą mi coś przez to przekazać? – zapytała nieśmiało Emilia

- Jacy oni? – odpowiedziała pytaniem Pani Zofia, która bezskutecznie starała się przejść do porządku dziennego po porannym wydarzeniu.

- No oni… zmarli…

- Co ty pleciesz dziecko, nic podobnego! – chociaż Pani Zofia nie miała satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie, to jednak wyraźnie nie chciała kontynuować tego tematu. Przez resztę dnia obydwie nie rozmawiały już o tym.

Emilia przez cały dzień próbowała odpędzić od siebie myśli związane z rysunkami ale co jakiś czas temat ten wracał do niej. W związku z tym starała się mieć jakieś zajęcie aż do przyjścia swoich przyjaciół. Posprzątała dom, zabrała się za pieczenie ciasta i zrobienie kilku innych przekąsek dla gości. Kiedy nie miała już nic do roboty zaczęła oglądać telewizję, ale okazało się, że jest to na tyle bierne zajęcie, że ma dużo czasu na myślenie. Ostatecznie postanowiła odwiedzić Pana Edwarda Gajnera – swojego sąsiada i jedyną osobę, która jest w stanie ją zrozumieć.

- Sama już nie wiem co o tym myśleć. Strasznie to wszystko dziwne. Czasami mam wrażenie, że wariuję.

- Niepotrzebnie – odpowiedział Pan Gajner. Był starszym mężczyzną z siwym zarostem i ciepłymi rysami twarzy – takie rzeczy się zdarzają. Może niezbyt często, ale jednak. Może w ten sposób nieświadomość chce wypchnąć jakieś elementy twojej psychiki do świadomości. Na pewno jest na to jakieś wytłumaczenie.

Emilia domyślała się o czym mówi Pan Edward, bo kiedyś czytała książkę o psychoanalizie. Chociaż to wytłumaczenie wydawało jej się dosyć rozsądne, to jednak bardziej podobało jej się, a jednocześnie przerażało wyobrażenie, że to Marcin próbuje się z nią skontaktować. Podzieliła się tą uwagą z Panem Edwardem.

- Tego też nie można wykluczyć – kontynuował – osobiście też wychodzę z założenia, że po śmierci nasza świadomość nie znika i coś po nas pozostaje. Tak po prostu jest łatwiej pogodzić się nam z utratą bliskich osób.

Po śmierci Marcina Emilia zmieniła się w zauważalnym stopniu. Stała się bardziej cicha, coraz rzadziej spotykała się ze znajomymi. Kontakty z innymi ludźmi ograniczyła do rodziny i garstki najbliższych znajomych. Zaczął się również zmieniać jej pogląd na sprawy duchowe. Tak jak wcześniej uważała siebie za ateistkę, tak teraz coraz bardziej dopuszczała pogląd, że może istnieć dusza ludzka egzystująca również po śmierci ciała fizycznego. Trudno nazwać to nawróceniem, ponieważ dalej pozostała niechętna wobec wszystkich instytucji religijnych, jednak zainteresowała się parapsychologią, okultyzmem oraz tematami związanymi z duchami i projekcjami astralnymi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Flauros · dnia 27.10.2014 05:18 · Czytań: 634 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
euterpe dnia 27.10.2014 08:49 Ocena: Świetne!
Świetny debiut:) Może to za duże słowo, że opowiadanie jest dla pełnoletnich. Nie byłam przerażona, tylko zaciekawiona historią, więc spokojnie nastolatek zaczytujący się w powieściach o wampirach, jakiś twarzach Greya, może i to przeczytać bez urazu psychicznego.
Wyłapałam parę niedociągnięć:
Cytat:
że jego ciało coraz bar­dziej ciąży ku fo­te­lo­wi, na któ­rym był usa­do­wio­ny.

może lepiej :coraz bardziej zatapia się w fotelu
Cytat:
Na sto­li­ku obok stał kubek do po­ło­wy wy­peł­nio­ny zimną już kawą, ale kawa już mu nie po­ma­ga­ła.

powtórzenie
Cytat:
W domu pań­stwa K. od ja­kie­goś czasu pa­no­wa­ła dosyć na­pię­ta at­mos­fe­ra z po­wo­du nie­co­dzien­nej przy­pa­dło­ści jej córki,
tutaj powinno być "ich"
Cytat:
na stary hor­ror. Scena roz­gry­wa­ła się w ja­kiejś sta­rej, za­ciem­nio­nej szo­pie,
powtórzenie
Cytat:
roz­war­te oczy wy­pa­try­wa­ły kogoś, lub cze­goś... Oczy Pani Zofii mi­mo­wol­nie
to samo
Cytat:
że po­wie­ki same cią­ży­ły jej ku do­ło­wi.

Cytat:
Oczy Pani Zofii mi­mo­wol­nie cią­ży­ły ku do­ło­wi.

tu jakoś inaczej... może "że powieki same się zamykały"
Cytat:
Stop­nio­wo jej świa­do­mość od­pły­nę­ła i do­pie­ro, kiedy jej głowa bez­wied­nie opa­dła do przo­du prze­bu­dzi­ła się
z tym do przodu, to takie zbyt poprawne. Zwykle opada głowa do przodu, więc chyba nie trzeba o tym pisać.
Cytat:
dawno nie tań­czy­ła, a dzi­siaj od dłuż­sze­go czasu
bez dzisiaj, skoro już od dłuższego czasu.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Flauros dnia 27.10.2014 11:44
Dziękuję za komentarz i uwagi :) Niedługo będę wrzucać kolejne części.

Pozdrawiam,
Paweł
euterpe dnia 27.10.2014 11:54 Ocena: Świetne!
Tak sobie teraz pomyślałam nad zmianą tytułu. Może "lunatyk" będzie ładniej brzmiał i od początku czytelnik pomyśli, że nim jest ojciec, nie córka. To taki będzie mały element zaskoczenia. To tylko sugestia;)
Pozdrawiam,
Ewa
Flauros dnia 27.10.2014 12:18
Będzie jeszcze około 5 części tego opowiadania, a ojciec nie będzie już tutaj odgrywać zbyt dużej roli, więc proponuję poczekać na ciąg dalszy :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yash
07/10/2022 00:18
"zaczęły powstawać przez czysty żart" »
allaska
06/10/2022 23:35
Anno Bardzo dziękuję za słowa. Ostatnio próbuje siebie też w… »
Zola111
06/10/2022 21:58
Abisiu, bardzo Ci dziękuję. Przeczuwałam, że Mama już… »
annakoch
06/10/2022 20:42
Świetny pomysł, świetny tekst w naturalistycznym stylu.… »
Yaro
06/10/2022 18:45
Dziękuję stare sprawy już nie ważne. Pozdrawiam… »
Milena1
06/10/2022 18:33
Czyli cząstka pierwszej prawdy przeskakuje na kilka prawd.… »
TakaJedna
06/10/2022 18:27
Yash, a można jaśniej? Bo ja nie rozumieć. Jaki żart?… »
Yash
06/10/2022 12:45
Zaglądam tu w drodze rewanżu zakładając przed zaglądnięciem,… »
Majster89
05/10/2022 22:37
dzięki ;) pozdrawiam »
Wiga
05/10/2022 21:08
Miło poczytać dobry tekst Pozdrawiam ciepło »
Wiga
05/10/2022 20:36
Pięknie trafiasz w moją wyobraźnię »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:51
Jednak nie jest łatwo być gęśmi, czyha na nie wiele pułapek… »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:48
Nie pisz z rzadka, pls. Piękny utwór liryczny w sam raz… »
allaska
05/10/2022 18:14
Dziękuję Wszystkim za ślad pod tekstem bez tekstu;) :)»
allaska
05/10/2022 18:13
Berele dziękuję. Wolny duchu być może masz rację:)»
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas