Lunatyczka cz. III - Flauros
Proza » Długie Opowiadania » Lunatyczka cz. III
A A A

O godzinie 17:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Emilia ubrana w niebiesko-czarną sukienkę odkrywającą jej smukłe nogi akurat kończyła robić makijaż w łazience. Była to dla niej czynność na tyle rzadka, że wyglądała bardzo niecodziennie z pomalowanymi na czarno oczami i czerwoną szminką na ustach.

- Mamo, otworzysz? – zawołała Emilia z łazienki

Pani Zofia oderwała się od robienia sałatki w kuchni i poszła otworzyć drzwi. Za progiem zobaczyła Łukasza – szczupłego chłopaka w okularach ubranego w czerwono-białą koszulę, oraz Kingę – zgrabną młodą blondynkę z kręconymi włosami i pełnym makijażem. Miała na sobie czarną, obcisłą sukienkę, która podkreślała jej duże piersi i wcięcie w talii. Oboje ściskali w dłoniach zawiniątka w kolorowych opakowaniach.

Obydwoje weszli do mieszkania. Emilia najpierw przytuliła Kingę, później przywitała się z Łukaszem.

- Fajnie, że przyszliście, wejdźcie do mojego pokoju.

Kinga i Łukasz złożyli Emilii życzenia, wręczając jej dwa zapakowane prezenty. Emilia podziękowała i natychmiast zabrała się do ich otwierania. W paczce od Kingi znajdował się niewielki, ale elegancki album wypełniony wspólnymi zdjęciami całej trójki.

- Dziękuję – powiedziała Emilia z ekscytacją w głosie i z niedowierzaniem przeglądała kolejne strony albumu – nie wiedziałam, że te zdjęcia jeszcze istnieją.

- Pogrzebałam trochę na dysku i znalazło się sporo starych zdjęć – odpowiedziała Kinga.

Z drugiej paczki Emilia wyciągnęła książkę o nauce rysowania i zdjęcie w ramce przedstawiające Emilię, Łukasza i Kingę. Prawdopodobnie zostało zrobione gdzieś w górach.

- Zawsze wspominałaś, że chciałabyś nauczyć się rysować – powiedział Łukasz – więc pomyślałem, że książka ci się przyda.

Emilia przytuliła Łukasza i podziękowała mu. Chociaż po porannej przygodzie z lekkim niepokojem spoglądała na okładkę otrzymanej książki.

Kolejne dwie godziny minęły na opróżnianiu przyniesionej przez Kingę i Łukasza butelki wina i na rozmowach. W ostatnim czasie nie było zbyt wiele okazji, żeby się spotkać. Kinga zaczęła studia, podjęła również pracę w jednej z miejskich restauracji. Za to Łukaszowi częściej zdarzało się odwiedzać Emilię. Oglądali filmy, chodzili na spacery do różnych miejsc, rozmawiali głównie o pierdołach. Emilia już od dłuższego czasu zaczęła doceniać nawet zwyczajną obecność innych osób w jej życiu.

Około godziny 20:00 cała trójka wyszła z domu. W wieczornym blasku księżyca okolica nabrała tajemniczego klimatu. Plac, przez który szli dookoła otoczony był wysokimi kamienicami, które u szczytu tworzyły kolistą przestrzeń przepuszczającą światło księżyca. Gdy dotarli do klubu, było w nim już sporo osób. Emilia co prawda niezbyt przepadała za takimi zbiorowiskami ludzi jak to, głównie ze względu na irracjonalny strach przed większymi grupami osób. Ale jednocześnie nie chciała się alienować. Dziwne, że można jednocześnie bać się ludzi i nie móc bez nich żyć.

Muzyka bębniła w uszach. W przyciemnionym pomieszczeniu żywo migotały światła z halogenów, a nad roztańczonym tłumem unosił się zapach potu, alkoholu i energii życiowej, która dopiero tutaj znalazła ujście. Emilia wyraźnie poczuła łapczywe spojrzenie ubranego na czarno łysego bramkarza, którego minęli przy wejściu. Cała trójka ruszyła na poszukiwanie wolnego stolika, co nie było zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę dzisiejszy ruch. W przyciemnionym rogu sali Łukasz dostrzegł jakiś mały, zapomniany stolik, do którego wystarczyło dostawić jeszcze jedno krzesło.

- Napijecie się czegoś? - zapytał Łukasz, kiedy Emilia i Kinga rozsiadły się przy stoliku.

- Ja poproszę drinka - odpowiedziała Kinga.

Emilia skinęła nieśmiało głową na znak, że chciałaby to samo. Łukasz poszedł kupić drinki, a dziewczyny zostały same.

- Wszystko w porządku? - zapytała Kinga - coś dziwnie wyglądasz.

- Nie wysypiam się od dłuższego czasu. Albo mam koszmary albo lunatykuję. Moim rodzicom też jest z tym ciężko a ja nie chcę ich tym zadręczać.

- Rozumiem, że nie jest ci łatwo. Pewnie sama bym była w takim stanie, gdyby mój chłopak... no wiesz...

- Na prawdę nie chcę o tym rozmawiać - przerwała Emilia

- Dobrze, nie musimy.

- A może dobrze by ci zrobiło, gdybyś zaczęła się z kimś spotykać? - stwierdziła Kinga - Może Łukasz? Nawet przystojny, a chyba macie ze sobą trochę wspólnego.

Emilia spojrzała na swoją koleżankę, jakby ta właśnie powiedziała najgłupszą rzecz na świecie.

- Widujemy się czasem, ale dla mnie to jest tylko przyjaciel i nic więcej z tego nie będzie. Dobrze spędza mi się z nim czas i to wszystko.

Po chwili przyszedł Łukasz z dwoma drinkami i piwem dla siebie. Reszta wieczoru minęła w pozytywnej atmosferze. Cała trójka albo wtapiała się w roztańczony tłum albo siadała przy stoliku, żeby odpocząć i porozmawiać. Emilia nie czuła się zbyt dobrze w klubie po tak długiej przerwie, ale starała się tego nie okazywać. Uśmiechała się i tańczyła ze wszystkimi.

Około godziny 2:00 chwiejnym krokiem i bardzo rozbawieni opuścili klub. Kinga idąc pomiędzy Łukaszem a Emilią i obejmując ich nie mogła przestać mówić, a w przerwach między jej monologami rozlegał się jej donośny śmiech.

- Musimy to kiedyś powtórzyć - stwierdziła Kinga, a Łukasz z entuzjazmem w głosie przytaknął jej - zamówię taksówkę. Po drodze mieszkacie więc też możecie się zabrać.

Zatrzymali się koło domu Emilii. Łukasz, który mieszkał zaledwie dwie ulice dalej zaproponował Emilii, że odprowadzi ją pod same drzwi.

- Wiesz, na prawdę miło mi się spędza z tobą czas. Może zabrzmi to trochę banalnie, ale z nikim jeszcze się tak dobrze nie czułem.

- Miło mi to słyszeć - odpowiedziała - mi też dobrze się spędza z tobą czas, dobry z ciebie kolega.

Łukasz spochmurniał na chwilę.

- Myślę, że dla mnie jesteś kimś więcej, niż tylko koleżanką. Myślisz, że to może być odwzajemnione?

Emilia zaśmiała się nerwowo.

- Chyba za dużo już wypiłeś i gadasz głupoty. Na prawdę cię lubię, nie psujmy tego.

Gdy dotarli pod kamienicę Łukasz dostał od Emilii buziaka w policzek z lekko wymuszonym uśmiechem pożegnał się i ruszył do domu. Emilia również skierowała się w kierunku drzwi trochę zamyślona, ale po drodze zauważyła, że z okna swojego mieszkania obserwuje ją Pan Edward Gajner. Widziała w oknie jego twarz, która przybrała posępny wyraz i wydawało się jej, że obserwował ją już od dłuższej chwili. Dopiero, kiedy go spostrzegła zasłonił firankę i zniknął z jej pola widzenia. Trochę ją to przeraziło, może nie sam fakt, że spoglądał na nią z okna, co bardziej sposób w jaki na nią patrzył, zupełnie inny od tego, do którego się przyzwyczaiła - zamyślony, smutny i przenikliwy. Może coś się stało? Nie miała jednak siły zbytnio się nad tym zastanawiać. Alkohol do tego stopnia uderzył jej do głowy, że jedyne o czym teraz marzyła, to wejść do domu, rzucić się na swoje łóżko i zasnąć. 

Poranek był bardzo pogodny. Gdy tylko słońce możliwie najmocniej oświetliło plac Emilia postanowiła wyjść z domu i posiedzieć trochę na zewnątrz. Po drugiej stronie placu dwójka dzieciaków grała w piłkę. Chłopcy mogli mieć po jakieś dziesięć lat. Krótkie spodenki pokazywały ich chude nogi pokryte otarciami i siniakami, chociaż dało się zauważyć, że nie wszystkie otarcia na ich ciele były wynikiem zabawy.

- Widzę, że nie jesteś dzisiaj w zbyt dobrym nastroju - usłyszała głos znad swojej głowy. Nim się spostrzegła obok niej usiadł Pan Edward Gajner, który przez chwilę z zaciekawieniem przyglądał się dziewczynie.

- Nie mam powodu, żeby mieć dobry nastrój - odpowiedziała Emilia, która rzuciła tylko na niego krótkim spojrzeniem, po czym wróciła wzrokiem do grających w piłkę dzieciaków.

- Teraz pewnie powinienem powiedzieć, że jeszcze całe życie przed tobą i że wszystko się ułoży, ale doskonale wiem, jak się czujesz.

- Tak, wiem, że pan stracił rodzinę, chociaż niewiele mi to pomaga. On był dla mnie wszystkim.

Nastała chwila milczenia.

- Często kładę się spać i mam nadzieję, że już się nie obudzę - dodała - wtedy przynajmniej wszystkie moje problemy by się skończyły.

- Myślisz, że oni wszyscy gdzieś tam jeszcze są? - zapytał Pan Edward - Moja żona i córka i Marcin...

Emilia zamilkła na chwilę, spuściła wzrok w dół.

- Sama nie wiem. Z jednej strony myśl, że on gdzieś tam na mnie czeka sprawia mi ulgę, ale nigdy jakoś nie wierzyłam w te sprawy. Wydaje mi się, że to bujda wciskana takim jak my, żebyśmy nie strzelili sobie w łeb. Po śmierci idziemy do piachu, nasze ciało rozkłada się i zjadają je robaki. To tyle...

- A więc jesteśmy tylko niezwykle skomplikowanymi maszynami - dodał Pan Edward - całe nasze życie spędzamy na dążeniu do czegoś - do dobrych ocen w szkole, zawierania przyjaźni, dobrze płatnej pracy, odpowiedniego partnera życiowego. Jeśli jesteśmy dość wytrwali udaje nam się to wszystko osiągnąć i poczuć to przelotne uczucie spełnienia. Ale to nic nie znaczy z perspektywy wiecznej nieświadomości, prawda?

- Dokładnie tak, jak pan mówi - odpowiedziała Emilia.

- Pesymistka z ciebie - stwierdził Pan Edward z pobłażliwym uśmiechem - ale jeszcze będą z ciebie ludzie. Masz czas o 20:00 na małą wycieczkę? Chcę ci coś pokazać.

- Czemu nie - odpowiedziała Emilia po chwili namysłu - lubię wycieczki.

- Więc wieczorem widzimy się na placu - powiedział Pan Edward - Ubierz wygodne buty.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Flauros · dnia 05.11.2014 13:09 · Czytań: 353 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yash
07/10/2022 00:18
"zaczęły powstawać przez czysty żart" »
allaska
06/10/2022 23:35
Anno Bardzo dziękuję za słowa. Ostatnio próbuje siebie też w… »
Zola111
06/10/2022 21:58
Abisiu, bardzo Ci dziękuję. Przeczuwałam, że Mama już… »
annakoch
06/10/2022 20:42
Świetny pomysł, świetny tekst w naturalistycznym stylu.… »
Yaro
06/10/2022 18:45
Dziękuję stare sprawy już nie ważne. Pozdrawiam… »
Milena1
06/10/2022 18:33
Czyli cząstka pierwszej prawdy przeskakuje na kilka prawd.… »
TakaJedna
06/10/2022 18:27
Yash, a można jaśniej? Bo ja nie rozumieć. Jaki żart?… »
Yash
06/10/2022 12:45
Zaglądam tu w drodze rewanżu zakładając przed zaglądnięciem,… »
Majster89
05/10/2022 22:37
dzięki ;) pozdrawiam »
Wiga
05/10/2022 21:08
Miło poczytać dobry tekst Pozdrawiam ciepło »
Wiga
05/10/2022 20:36
Pięknie trafiasz w moją wyobraźnię »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:51
Jednak nie jest łatwo być gęśmi, czyha na nie wiele pułapek… »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:48
Nie pisz z rzadka, pls. Piękny utwór liryczny w sam raz… »
allaska
05/10/2022 18:14
Dziękuję Wszystkim za ślad pod tekstem bez tekstu;) :)»
allaska
05/10/2022 18:13
Berele dziękuję. Wolny duchu być może masz rację:)»
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas