No, cudownie... - euterpe
Proza » Historie z dreszczykiem » No, cudownie...
A A A

Mama zawsze powtarzała, że Wigilia to czas cudów. Jak zwykle miała rację. Nigdy jednak nie sądziłem, że będę któryś z nich obserwował z tak bliskiej odległości. Z perspektywy czasu, nadal robi to na mnie niemałe wrażenie.


  Amanda Karp - to dziewczyna moich marzeń. Co dzień wzdychałem do jej fotografii, którą przez przypadek zarejestrował mój telefon komórkowy. Nie była może idealna, nie miała nawet zarysowanego biustu, jednak przy niej wszystko wydawało się lepsze, pełniejsze, piękniejsze. Poza tym dostrzegałem także, dość irytujące zmiany w mojej osobie. Zaczynało mi zależeć i nie wiedziałem, co mam począć z tym bagażem uczuć. 

  Jeszcze wtedy się nie odważyłem, aby wyjawić jej sekret, choć chciałem żeby szybko to nastąpiło, bo miałem wrażenie, że zwariuję z tej miłości. Słowo opisujące to uczucie, nie przechodziło mi tak łatwo przez gardło, dlatego pewnie tak bardzo się ociągałem. W końcu, gdy to zrobiłem, miałem nadzieję, że spojrzy na mnie ciemnymi oczami, wiatr rozwieje włosy, uśmiechnie się lekko, przysunie wargi do moich i chwilę później porwę je na zawsze i usidlę w pocałunku. Tak to przynajmniej sobie wyobrażałem. 

  Musiałem jednak poczekać na ten moment i chyba wybrać inne usta. Wszystko przez felerny dzień. Nazywa się go przewrotnie Wigilią, choć wydawałoby się, że nie ma zbyt wielkiego znaczenia wobec Bożego Narodzenia. Jednakże właśnie ten termin jest zarezerwowany na wszystkie cuda, które nie zdarzają się w innym okresie. Jeśli więc o nich mowa, wręcz niemożliwe było, że Amanda przyjmie w tym dniu ode mnie zaproszenie. Który normalny rodzic pozwoliłby dziewięciolatce na taką wizytę w obcym domu? Przecież była Wigilia – czas na rodzinne spotkania. 

  W każdym razie udało się, przyszła. Miałem okazję jej o wszystkim powiedzieć, o całej tej fascynacji i uczuciach. Ubrana była w gładką błękitną sukienkę w białe kwiatki, warkoczyki poprzeplatane granatową wstążką, czarne lakierki błyszczące równie mocno, jak jej roześmiane oczy;  białe, prześwitujące rajstopki ukazujące poharatane kolana od wspinaczki po drzewach. Piękniejszej jej sobie nie mogłem wyobrazić. To wydarzenie zrobiło na mnie większe wrażenie, niż moment, gdy dowiedziałem się, że Mikołaj w istocie nie istnieje. Jest tylko wytworem legendy o jakimś biskupie i wynikiem propagandy Coca-coli. 

  Zaprosiłem ją do mojego pokoju. Nie była zbyt zainteresowana zabawkami ani wystrojem. Pierwsze, o co zapytała, to ten pistolet, o którym wspominałem jej w szkole. Tym właśnie zwabiłem ją do mojego przybytku rozpusty. Mówiła, że nigdy nie widziała tego modelu na żywo, a zawsze interesowała się militarią. Zaprowadziłem więc posłusznie moją dziewczynę do gabinetu ojca. Właściwie wtedy tego jeszcze nie ustaliliśmy, czy mogę już ją tak nazywać, jednak skoro ona tego nie może przeczytać ani wysłuchać więc będę mówił, jak chcę. 

  Pokój, w którego progu stanęliśmy, wyłożony był boazerią, przy oknie znajdowało się duże, ciężkie, dębowe biurko i skórzany fotel na kółkach. Wystrój stanowczo zdradzał charakter stałego bywalca - starszego stopniem wojskowego, którego zawsze brakowało w domu. Skrzynka z bronią wisiała pod głową upolowanego pięć lat temu młodego jelonka, któremu nie zdążyło nawet wyrosnąć poroże. Ojciec każdego, kto nie znał się na zwierzynie, przekonywał, że jest to po prostu samica, gdyż wstydem jest przyznać, że na oślep powalił berbecia pięcioma strzałami. Niestety, jak mawiała mama - wojsko wcale nie dodało mu odwagi, podczas gdy tato ciągle wspominał o wrodzonej wrażliwości i sumieniu, które nie pozwalało mu na takie niepokojące zachowanie. Mógłbym mu teraz przyznać rację, bo nie znam drugiego dorosłego, kto by tak płakał przy wspólnym oglądaniu „Bambi”, ale mimo wszystko ten łeb nad skrzynką był argumentem nie do przebicia. 

  Wyciągnąłem maleńki kluczyk z szuflady biurka. Dawno już poznałem każdą skrytkę w tym domu, dzięki czemu byłem specjalistą od tutejszej przestrzeni mieszkalnej. Podeszliśmy do skrzynki. Oboje spojrzeliśmy w martwe oczy jelenia, potem po sobie. Oddychaliśmy powoli, głęboko, a ja tylko myślałem „chwilo, błagam cię, trwaj”. Otworzyłem drewniane drzwiczki. Twarz jej chwilę potem z bladej zrobiła się w pewnych miejscach różowa. Wyglądała uroczo. Tak właśnie ją zapamiętałem. Gdy chwyciła władczo srebrnego colta z rękojeścią ozdobioną masą perłową, pomyślałem, że to dobra chwila, by wyjawić tajemnicę. W chwili ekscytacji na najwyższym poziomie nie będzie przecież w stanie mi odmówić. Podszedłem naprawdę blisko. Czułem jej zapach, świeżo wypranej sukienki i mleka z miodem, którym się często raczyła. Chcąc, aby było jeszcze bardziej romantycznie, dotknąłem jej dłoni i szepnąłem na ucho:

- Ej, zostaniesz moją dziewczyną?

Wtedy jeszcze nie wydarzył się cud, nie odpowiedziała jednoznacznie, choć mogę wnioskować, co miała na myśli. Pocisk z colta wystrzelił prosto w policzek. Zrobił pokaźną dziurę, prawie taką, jaką miał ten martwy jeleń, tylko w liczbie pięciu. Może dlatego nie przeżył? W każdym razie Amanda padła na podłogę. Było dużo krwi. Naprawdę wiele. Nie wiedziałem, że takie
ilości może pomieścić tak drobna osoba. 

  Mama szybko przybiegła. Gdy ją zobaczyła, przeżegnała się tylko i wyrwała z jej dłoni pistolet. Wydarła kawałek swojej sukienki i kazała mi go trzymać przy policzku. Sama pobiegła do salonu, gdzie dzwoniła na pogotowie. Gdy przyjechali, nie żegnali się tak szybko. Zajęli się moją dziewczyną najlepiej, jak umieli. 

  Zastanawiałem się, czy wypada z nią zerwać w takiej sytuacji. Jednak postanowiłem nie być potworem i poczekać na samoistne rozwikłanie sprawy.
 

  Właśnie wtedy nadeszła godzina cudu. Amanda, choć nigdy nie wyglądała upiorniej, powróciła do świata żywych po długiej reanimacji. Mimo że nie ma połowy ust, jednego oka i ucha, nie widzi i nie słyszy, pozostanie zawsze w moich myślach jako pierwsza miłość. Nie wyrzekłem się jej. Dzisiaj jestem mężem kalekiej dziewczyny i ojcem jej dzieci. Ona nauczyła mnie, że
„pierwsze słowo do dziennika, a drugie do śmietnika”.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
euterpe · dnia 08.01.2015 15:27 · Czytań: 878 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
jackass1408 dnia 08.01.2015 22:02
Parę uwag do rozważenia:
Cytat:
mia­łem na­dzie­ję, że spoj­rzy na mnie ciem­ny­mi ocza­mi, wiatr roz­wie­je włosy
- miałem nadzieję powtórzone w tym akapicie po raz drugi/ wiatr rozwieje jej włosy pewnie; w ogóle w tym trzecim akapicie jak dla mnie zbyt złożone zdania z całą litanią przecinków; Ze dwie kropeczki fajne by były:)
Cytat:
Mu­sia­łem jed­nak po­cze­kać na ten mo­ment
- poczekać powtórzone w odstępie dwóch linijek: odwlec byłoby milej
Cytat:
zna­cze­nia, wobec Bo­że­go Na­ro­dze­nia
- przecinek raczej zbędny
Cytat:
Za­pro­wa­dzi­łem, więc po­słusz­nie moją dziew­czy­nę do ga­bi­ne­tu ojca.
bez przecinka
Cytat:
jed­nak skoro ona tego nie może prze­czy­tać ani wy­słu­chać, więc będę mówił, jak chcę. 
- niepotrzebne więc i przecinka bym się pozbył
Cytat:
z ozdo­bio­ną masą per­ło­wą rę­ko­je­ścią,
- wydaje mi się, że z rękojeścią ozdobioną masą perłowąlepiej gra
Tekst całkiem mi się podoba, szczególnie zakończenie i nazwisko Amandy. Ciekawa stylizacja języka postaci, tylko tego dreszczyku niewiele. Wyrzuciłbym ostatnie zdanie, które psuje dobre zakończenie.
Pozdrawiam / Przemek
euterpe dnia 09.01.2015 09:47
Przemku, dziękuję za odwiedziny i sugestie, które wykorzystałam do polepszenia mojego tekstu. Cieszę się, że Ci się podobało zakończenie i nazwisko Amandy. :)
Tekst był pisany na konkurs pp "z dubeltówki w gwiazdkę". Zaliczyłam go do "historii z dreszczykiem" zgodnie z sugestią jednej z użytkowniczek. Owszem, nie jest to straszna historia, jednak odrobinę krwi zawiera. Pisałam to bardziej jako humoreskę, stąd zabawne zakończenie, którego nie zmienię, gdyż uważam, że tekst dużo by stracił na tej modyfikacji.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Heisenberg dnia 09.01.2015 17:34
Nieźle, Ewa, bardzo nieźle ;) Zakończenie faktycznie jak taki strzał w głowę dla czytelnika, bo akcja toczy się powoli, spokojnie i nagle bach!
Właśnie w takich "humoreskach z dreszczykiem" najbardziej mi podchodzi Twoje pisanie, bo ani to humoreska, ani historia z dreszczykiem, ale jakieś dziwne coś, zajefajne zresztą.

Forma wciąż kuleje, chociaż i tak jest przepaść między pierwszymi Twoimi tekstami na portalu. Głównie chodzi mi o styl, pogmatwane zdania, niepotrzebne wyrazy lub nienajleoszy szyk. Nie będę wymieniał wielu uwag, ale przykładowo:

Cytat:
Dzi­siaj je­stem mężem i ojcem dzie­ci ka­le­kiej dziew­czy­ny.

- Lepiej "Dzisiaj jestem mężem kalekiej dziewczyny i ojcem jej dzieci."

Cytat:
Miała jak zwy­kle rację.

- "Jak zwykle miała rację" - jakoś tak naturalniej mi brzmi.

Cytat:
jej ro­ze­śmia­ne oczy i białe raj­stop­ki prze­świ­tu­ją­ce po­ha­ra­ta­ne od wspi­nacz­ki po drze­wach ko­la­na.

- do napisania od nowa.

Dużo powtarzających się zbyt często zaimków, typu "tej", "ten" itp.

Dużo błędów interpunkcyjnych.

No. To tyle. Pozdro ;)
Miroslaw Sliwa dnia 09.01.2015 22:50 Ocena: Świetne!
I widzisz Ewo, jak popracujesz, to robisz bardzo fajne rzeczy.
Treść wstrząsająca; czułem od samego początku, że stanie się coś dramatycznego, no i się stało. Kilka lat wstecz przyszło mi się opiekować, prawie przez rok, co prawda młodszą dziewczynką; widziałem ją ostatni raz cztery lata temu, ale pokochałem to dziecko, choć nie moje jak własne i nad życie. Zabawy z dziećmi; eh, trudna sprawa.
Bohater Twojego opowiadania; trochę idiota, ale wszyscy czasami nimi jesteśmy, był po prostu konsekwentny w swoich uczuciach.
Czasami wpadam na piwo do baru, w którym bywa również człowiek opiekujący się od 25 lat sparaliżowaną żoną. Niech nikogo nie gorszy to, że ten mężczyzna od czasu do czasu wypije sobie jedno czy dwa piwa. Wiesz, kiedy on mówi o tej swojej żonie, to po prostu wiadomo, że on ją kocha.
Ludzie powinni być ze sobą, zwłaszcza wtedy kiedy jest źle, ale dzisiaj ludzi brakuje.
Ewcia, niech Ci nigdy człowieka bliskiego nie zabraknie.
Poruszające opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Mirek
Dobra Cobra dnia 10.01.2015 17:11 Ocena: Świetne!
Bardzo dobra opowieść o miłości i zbrodni.

Coraz wyżej wznosisz poprzeczkę! Tak trzymaj!


Dobra Cobra
euterpe dnia 11.01.2015 10:48
Heisenberg, dziękuję Ci za takie słowa, wiele dla mnie znaczą. Poprawiłam zdania, jednak nie znalazłam tych wielu powtórzeń zaimków. Sporą pracę poczyniłam w tym kierunku od czasu pierwszej publikacji. Cieszę się, że jest to zauważone:)

Mirku, Twoje komentarze zawsze są wypełnione pouczającą treścią. Opisałeś bezwarunkową miłość do dziecka, które nawet nie było Twoje, co jest przypadkiem niezwykłym, gdyż jak wiemy, często nawet ludzie decydujący się na adopcję mają z tym problem, którego nie mieliby w przypadku nowego pieska lub kotka. Wzrusza mnie miłość mężczyzny do kobiety, to w jaki sposób o niej się mówi w tych czasach rozpustnych, gdzie łatwiej o zdradę niż o prawdziwe uczucie. Dzięki Twoim historiom wiem, jakie uczucia wzbudzają te moje opowiadania, za co serdecznie Ci dziękuję. Jesteś bardzo wrażliwym człowiekiem, znać Cię jest chlubą, choćby z widzenia na tym portalu:)

DoCo, dziękuję serdecznie za obecność pod opowiadaniem, cudowną ocenę i skoncentrowany opis:) Nie wiem komu wyznaczam poprzeczkę, ale mam nadzieję, że sobie:) Dziękuję przyjacielu:)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za opinie,i oceny,:)
Ewa
Miroslaw Sliwa dnia 11.01.2015 19:13 Ocena: Świetne!
Ewo, ja nie jestem żadnym mistrzem świat we wrażliwości. Staram się tylko być człowiekiem, a Ty pamiętaj; popracować nad tekstem.
Trzymaj się ciepło. :)
Mirek
euterpe dnia 11.01.2015 19:30
Mirku, nie trzeba być mistrzem świata, by być czyimś wzorem do naśladowania, choć podobno najlepiej uczyć się od najlepszych.
Bycie człowiekiem jest takie wyczerpujące, więc każdy kto stara się nim być i tak wykonuje kawał dobrej roboty.
Postaram się nie zawieść i pracować nad tekstami, które tu wstawiam:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
jasna69 dnia 12.01.2015 16:21
Rozczuliła mnie ta historia. Chłopak od początku widział piękno Amandy, nawet gdy jeszcze nie miała biustu, a potem… Prawdziwa miłość, bo nawet nie chcę myśleć, że został z poczucia winy. Sentymentalna jestem okrutnie, choć w moim wieku już chyba nie przystoi. W każdym razie poruszył mnie ten tekst i dlatego był jednym z czterech, na które zagłosowałam.

Pozdrawiam serdecznie
euterpe dnia 12.01.2015 21:22
Dziękuję Ci, Jasna69, za tak słodki komentarz. Myślę, że miłość jest sentymentalna, bez względu na wiek, nie znam nikogo, kto by w nią nie wierzył i nie uśmiechnął się choć chwilowo, gdy Ci którym kibicujemy, okazują się być razem. Nie przejmuj się, przystoi wierzyć we wszystko, a jeśli jest to miłość, to co może być bardziej przystojne?:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
wolnyduch
18/05/2022 19:04
No tak, wiem, że to przekład, ja też głownie piszę rymowane,… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas