Kraj lat dziecinnych - EdwardH
Proza » Inne » Kraj lat dziecinnych
A A A

   Słońce natrętnie przedarło się przez zamknięte powieki i obudziłem się już w Sokółce. Jechałem ulicą białostocką przez dawną dzielnicę żydowską. A jednak ją poznałem. W moje starcze kości nagle wlała się życiowa energia i wstałem żwawo. Aż mi się chciało krzyczeć po polsku: Sokółko, Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił! Ty kraju lat dziecinnych, co zawsze zostanie, święty i czysty jak pierwsze kochanie.

   Wysiadłem na przystanku koło cerkwi. Skoro ona dalej stoi, jak i podobno meczet w Bohonikach, to może i synagoga przetrwała?

   Powoli, bo tchu mi brakło, poszedłem w górę, w stronę ulicy 1 maja. Stamtąd miałem widok na sympatyczną uliczkę, która w takie letnie wieczory była zawsze wypełniona gwarem. Przez chwilę zdawało mi się, że słyszę dźwięk skrzypiec, lecz to na pewno musiał gwizdać wiatr. Tylko słońce nad żydowskimi kamieniczkami barwiło niebo na pomarańczowo jak dawniej.

   Jacyś młodzieńcy wpatrywali się we mnie wrogim wzrokiem, ale nie przeszkadzało mi to. Nasi chłopcy też często szukali zaczepki z gojami i czasem niebezpiecznie było chodzić po zmroku po niektórych zaułkach. Ale mimo wszystko żyliśmy ze sobą przez te parę set lat. I kiedy dla Polaka palił się dom, biegliśmy, żeby pomóc gasić. Tak samo i było, gdy Żyd potrzebował pomocy.

   Zresztą, między sobą też się czasem biliśmy. Zwłaszcza syjoniści lubili się wdawać w bójki z durakami z KZMZB (Komunistyczny Związek Młodzieży Zachodniej Białorusi). A z syjonistami tłukli się chasydzi.

   Do głównej synagogi trafiłbym z zamkniętymi oczami, więc nawet i teraz, po siedemdziesięciu latach trafiłem od razu. Nie ujrzałem jednak świątyni, a szkołę.

   Może to i lepiej? Lepiej, że teraz ten budynek wypełnia hałas, młodość, śmiech i życie, niżby miał być cichym i ponurym muzeum. A i przynajmniej nie służy za magazyn, jak za pierwszego sowieta.

   Idąc w stronę ulicy Lelewela spotkałem osobę w podobnym do mojego wieku.

- Przepraszam pana. Czy ocalała chociaż jedna ze świątyń, czy może jakaś bożnica? Czy są w ogóle w Sokółce jeszcze jacyś Żydzi?

   Najpierw spojrzał na mnie nawet nie jak na wariata, a jak na kosmitę, a potem puścił taką wiązankę przekleństw, że nie ma nawet co cytować. Broda jak u Abrahama, a tymczasem kawał chama.

   Zaraz jednak puściłem w niepamięć ten incydent, gdyż ujrzałem na ulicy znajomą postać. Przetarłem oczy, lecz on nie tylko nie zniknął, ale podszedł do mnie z takim uśmiechem na twarzy, że człowiekowi od razu się ciepło robiło na duszy.

   Był to Szuster, ostatni sokólski rabin. Niezwykle dobry, tolerancyjny i mądry człowiek. Zawsze zażegnywał konflikty między nami i gojami. Prowadził organizację charytatywną „Linas Hacedek”. Dla każdego bez wyjątku miał radę i dobre słowo. Był wielkim, bardzo aktywnym rabinem, który cieszył się poważaniem nie tylko wśród Żydów. Nie było spraw o znaczeniu publicznym, przy których nie pytano by go o zdanie. Do tego znał na pamięć całe rozdziały Miszny. Choć proponowano mu stanowiska rabina w wielu różnych miejscach, jego serce nie pozwalało mu opuścić Sokółki, z którą zżył się całą duszą.

- Czego tu właściwie szukasz, Dawidku?

- Nie wiem rabbi, nie wiem. Tak jak ty, zżyłem się z tym miasteczkiem swoją chłopięcą duszą i opuszczając Sokółkę zostawiłem część tej duszy tutaj. Muszę ją odnaleźć. Nie chcę umrzeć niekompletny.

- Każdy z nas zostawił w tym mieście, w tych ulicach i kamienicach cząstkę w swej duszy. W naszych polskich przyjaciołach również. Nie ma w tym nic złego. Gdy twoja dusza będąc w Szeolu, będzie przez wieki wyczekiwała Mesjasza i wiecznego zbawienia, cząstka twej duszy wciąż będzie tu, w Sokółce. Ale to nie wszystko, prawda Dawidku? Szukasz swoich korzeni. Nie zapuściłeś nowych w Izraelu, ani nigdzie indziej. Chcesz odnaleźć je tam, gdzie wypuściłeś swoje pierwsze, młode pędy.

- Tak, rabbi.

- Tylko nie myl szukania korzeni z pogonią za duchami, Dawidku.

   I odszedł. A ja nie śmiałem go gonić i zasypywać pytaniami. Gdy i ja odejdę, będziemy mieli mnóstwo czasu na rozmowy.

   Nie goniłem duchów. Goniłem siebie z czasów młodości. Goniłem go, aż dotarłem pod swój dawny dom. Mój jedyny prawdziwy dom. Stałem przed nim, choć cały czas kusiło mnie bardzo, żeby zapukać i zobaczyć twarze rodziców i braci. Zamiast tego ujrzałem w oknie jakiegoś chłopaka. Odszedłem, gdy usłyszałem jak woła swoją matkę, że jakiś Żyd stoi na zewnątrz i ogląda dom.

   Jeśli myślał, że chcę się upomnieć o to co moje, to się grubo mylił. Bo cóż bym robił sam w pustym domu? Po cóż miałbym siedzieć z duchami i boleśnie zatracać się we wspomnieniach? Ten dom miał teraz nowych właścicieli i kwitło w nim nowe życie.

   Poszedłem do parku, który niegdyś był placem brukowanym kocimi łbami. Żydowskie kramiki widziałem jedynie oczami wyobraźni. Jedna tylko rzecz pozostała. Ktoś z moich czasów. Był to niemalże mój rówieśnik, bo kiedy ja byłem małym chłopcem, Dąb Wolności był młodym drzewem. Teraz był to stuletni, potężny dąb. Kiedy on stał się coraz większy i silniejszy, ja zmarniałem i zniedołężniałem. Będzie on tu stał jeszcze długo, długo po mnie. I będzie pamiętał.

   Nie chciałem gonić duchów, ale chcąc nie chcąc, musiałem pójść na cmentarz, na którym leżeli moi pradziadowie. Chciałem tam znaleźć miejsce dla siebie. Wszyscy moi krewni i przyjaciele opuścili ten padół łez i rozpaczy przez oświęcimskie kominy i wiatr rozwiał ich prochy po całym świecie, dlatego chociaż ja powinienem spocząć w świętej sokólskiej ziemi. Czułem, że jestem im to winny.

   W drodze na kirkut tylko raz musiałem spytać o drogę. Niedługo później dotarłem na skrzyżowanie ulic Zamenhofa i bohaterskiego Icchoka Malmeda. Tam zobaczyłem kawałek oryginalnego muru, a za nim zarośniętą krzakami i młodymi drzewami dżunglę. Gdzieniegdzie tylko jak półdupek zza krzaka wystawała porośnięta mchem macewa. Przy pierwszym nagrobku z brzegu, ku mojemu zdziwieniu, stał znicz.

   Znalazłem ścieżkę i ruszyłem przez te chaszcze. Choć nie minęło nawet stulecie, wydaje mi się, że sokólscy Żydzi byli bardziej zapomniani niż Jaćwięgowie, którzy dawniej zamieszkiwali te ziemie.

   Wiele nagrobków ze starości zapadło się w ziemię. Wrośliśmy w tę ziemię jak ten wiekowy dąb...

   Oprócz mnóstwa śmieci, znalazłem dwa miejsca na ognisko, wokół których były ułożone nagrobki, które musiały służyć do siedzenia przy ognisku. Aj waj! Krew mnie zalała i broda najeżyła się jak naelektryzowana, gdy okazało się, że jedna z bardziej możliwych do rozczytania macew, należy do mojego pradziadka. Trzasnąłem o drzewo leżącą obok butelką po tanim winie. Chciałem podnieść, albo chociaż przeturlać nagrobek na swoje miejsce, lecz po chwili byłem już wyczerpany i brak mi było oddechu.

   Gdybym był tym młodym chłopakiem co kiedyś, zrobiłbym to w minutę, a później dowiedziałbym się, kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy, a następnie poszedłbym z flaszką pejsachówki na grób jego przodków i zrobiłbym to samo. Ale na szczęście zmądrzałem. Wiem, że zemsta nie prowadzi do niczego innego niż powiększanie konfliktu i karmienie nienawiści. Mam nadzieję, że ci młodzi ludzie wraz z wiekiem tak samo zrozumieją to i owo. Nawet nie to, że jest to miejsce święte i tak robić nie można, ale to, że za każdym nagrobkiem stoi człowiek i jego jedyna w swoim rodzaju historia.

   Na końcu kirkutu znalazłem polanę, na której mogłem usiąść i odpocząć. Zaskoczyło mnie to, jak szybko się uspokoiłem. Rzeczywiście, panował tu spokój cmentarny, lecz nie przerażający, a dający ukojenie.

   Sięgnąłem za pazuchę by wyciągnąć modlitewnik, ale okazało się, że pomyliłem książeczki i wziąłem ze sobą opowiadania Izaaka Babla. Z pewnością każdy czytając jego opowiadania instynktownie tęsknił za Odessą, nawet jeżeli nigdy w Odessie nie był. Ja zaś czytając jego opowiadania, zawsze myślałem o tej cholernej Sokółce, o sadzie i o jabłoni pod którą zwykłem pijać wino. Nie zamieniłby mojego miasteczka i tego sadku za żadną Odessę, a i nawet za cały Izrael. Głupi byli ci wszyscy syjoniści, co krzyczeli, że miejsce Żyda jest w Palestynie, kiedy swoją prawdziwą ojczyznę mieliśmy tu.

   Mam nadzieję, że nie przyprawiłem nikogo o zawał. Człowiek idący koło cmentarza mógłby pomyśleć, że zobaczył ducha, lecz to nie był duch, a jedynie stary sokólski Żyd błąkający się wśród porośniętych mchem kamieni i jak niewidomy odczytujący palcami niewidoczne już napisy. Ale dosyć już tego. Na obcowanie z nimi będę jeszcze miał całą wieczność, więc dosyć tego chodzenia jak dziecko we mgle.

   Niedługo później już byłem poza miastem. Oczy mi lekko zwilgotniały i starcze serce zaczęło bić jak za młodu, gdy usłyszałem dźwięk podkutych kopyt i zobaczyłem chłopa jadącego furmanką. Aż mnie kusiło, żeby zawołać „Panie! Podwiezie pan do Grodna na zabawę?”. Oj, jeździło się kiedyś, jeździło. Teraz bym potrzebował wizy, bo jakieś duraki granicę tam postawili.

   Idąc dalej, zrozumiałem coś. Zrozumiałem, że tej mojej ukochanej Sokółki już nie ma. Że wszystkich moich ziomków także nie ma. Tylko lasy pozostały te same. I polne dróżki. I łąki i pola. Jeszcze słońce zachodziło jak dawniej, a i powietrze pachniało młodością. Wielce szczęśliwy byłem widząc, że chociaż tyle pozostało z mojego kraju lat dziecinnych.

   Ściemnia się. Robi się coraz ciemniej. Trzeba wracać. Nie wiem, czy znalazłem tu to czego szukałem. Za to wiem na pewno, że niczego nie zgubiłem. Muszę już wracać. Matka dziś przygotowała czulent. Muszę się pospieszyć, żeby bracia wszystkiego nie zjedli. Ściemnia się. Jest już coraz ciemniej...

 
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
EdwardH · dnia 08.04.2015 16:04 · Czytań: 749 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Vanillivi dnia 08.04.2015 20:31
Edwardzie, ten tekst może być ciekawy, szkoda jednak, że nie zadbałeś o to, by przedstawić nam go w odpowiedniej formie. Wygląda to tak, jakby był kopiowany z jakiejś strony czy notatnika i w trakcie formatowanie całkowicie padło. Bardzo proszę, abyś przekleił tekst do Worda, poprawił akapity, pousuwał zbędne spacje, tam gdzie się one wkradły i edytował tekst.
Wtedy redakcja przeczyta go jeszcze raz i rozważy przeniesienie na górną półkę.
W tej formie niestety trudno skupić się na odbiorze treści, a szkoda.
Pozdrawiam serdecznie.
EdwardH dnia 09.04.2015 13:16
Już, tylko te "szczeliny" zostały, ale nie wiem co na nie poradzić. A tekst wkleiłem, tak samo jak i milion razy, z oppenoffice. Nie wiem, czemu tym razem wyglądał tak haunianie...
Bernierdh dnia 09.04.2015 15:43
Smutny tekst. Niby prosty, a jednak głęboki i, przede wszystkim, urzekająco piękny.
Istnieje szansa, że jestem jeszcze zbyt młody, by go w pełni zrozumieć.
Pozostaje mi się tylko zachwycić.
Pozdrawiam.

Mi też zdarzyło się parę razy, że edytor robił dziwne rzeczy z tekstem i to wyłącznie przy wklejaniu z open office. Nie mam zielonego pojęcia, czemu tak się dzieje, ale nie jesteś osamotniony :p
zajacanka dnia 10.04.2015 02:09
Witaj!
Z przyjemnością przeczytałam Twój tekst; lubię takie wspominkowo-rozliczeniowe. Zadałabym sobie trudu, żeby ten tekst dopieścić, bo warto, jeśli to czyjeś przeżycia, może Twoje, może wyimaginowanego bohatera, niemniej wydają się prawdziwe.

Zaczęłabym od tytułu, jeśli można.
Kraj lat dziecinnych
Dziecinne - kojarzy mi się z niewinnością. Tak sądzę było w Twoim zamyśle. Ale również z naiwnością, co - w ustach autora/bohatera/mocno dojrzałego człowieka - nabiera nieco innego wydźwięku w tym opowiadaniu. Jakimś rezonansem mi dało po uszach. ie potrafię tego w tej chwili sprecyzować.

Cytat:
ulicą bia­ło­stoc­ką

Jeśli tak się nazywała, to Białostocka z dużej.
Cytat:
w stro­nę ulicy 1 maja. Stam­tąd mia­łem widok na sym­pa­tycz­ną ulicz­kę,
za blisko
Cytat:
te parę set lat.

paresęt dałabym razem
Cytat:
I kiedy dla Po­la­ka palił się dom,

I kiedy Polakowi palił się...
Cytat:
Broda jak u Abra­ha­ma, a tym­cza­sem kawał chama

unikaj rymów
Cytat:
uj­rza­łem na ulicy zna­jo­mą po­stać. Prze­tar­łem oczy, lecz on nie tylko nie znik­nął,

postać - rodz. żeński; on - męski.
Zrób z tym porządek.
Cytat:
mię­dzy nami i go­ja­mi.

rym
Cytat:
chło­pię­cą duszą i opusz­cza­jąc So­kół­kę zo­sta­wi­łem część tej duszy

może: i zostawiłem jej część...

To tylko przykłady, Edwardzie. Przejrzyj pod tym kątem.

Poza tym popracuj nad interpunkcją, bo nawet ja widzę uszczerbki. :)

Całość smutna w wymowie. Wiele podobnych czytałam, niemniej jednak zawsze z chęcią zagłębiam się w kolejną tego typu opowieśc.

Pozdrawiam serdecznie :)
Miroslaw Sliwa dnia 10.04.2015 18:06 Ocena: Świetne!
Podoba mi się ten tekst. Zresztą sam lubię wspominać.
Naprawdę jakaś rzetelność emanuje z tego opowiadania. Jest sentyment i jest jakieś rozrzewnienie, bo tak być powinno. Nie ma pretensji do świata o miniony czas i bardzo dobrze, bo niby jaki sens może mieć bezpłodna kłótnia z rzeczywistością.

Lubię wspomnienia własne i lubię wspomnienia cudze. U niektórych wywołują one smutek, a mnie, po prostu, robi się od nich cieplej w okolicach serca.

Bardzo ważne jest również to, że nie "młotkujesz" czytelnika żadnymi ideologizmami.
To opowiadanie jest zwykłą, prostą i niezwykle szczerą wypowiedzią i w tym jego siła.

Bardzo lubię takie niewysilone teksty.

Pozdrawiam serdecznie.

Mirek
Stan dnia 11.04.2015 22:29 Ocena: Świetne!
Szanowny Edwardzie!
Dla mnie jest to jeden z najlepszych tekstów, jakie czytałem na PP. Czuć w nim prawdę, rezygnację i mądrość, której nabiera się wraz z doświadczeniem przeżywanym świadomie, co potrafią tylko nieliczni. Być może, że ten tekst zrobi wrażenie tylko na tych, którzy oddaleni są od swojej „Sokółki” o wiele lat i tysiące kilometrów. I dziwię się trochę poprzednim komentarzom, które nie dostrzegają tego i nie chce mi się wierzyć, że to dlatego, iż zanika wrażliwość na najstraszniejsze wydarzenia XX wieku.
Pozdrawiam serdecznie
Stan
al-szamanka dnia 13.04.2015 22:37 Ocena: Świetne!
Zaczytałam się niezalogowana, ale musiałam wejść, aby zaznaczyć moją obecność pod tym pięknym tekstem.
Jest w nim coś, co chwyta za serce.
Lubię wspominki i sama często je opisuję, ale te są szczególne.
Po prostu wyjątkowo trafiłeś z klimatem.
Stworzyłeś piękną panoramę, gdzie czuje się emocje, widzi oczami bohatera, przeżywa razem z nim. Wszystko pasuje :)
Jeśli chodzi o niedociągnięcia gramatyczne, to tak jak już wspomniała Zajacanka.
Widziałam je, ale nie zwracałam uwagi zafascynowana opowieścią.

Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas