Opowieść Świąteczna - swistakos
Proza » Inne » Opowieść Świąteczna
A A A
Od autora: Takie małe opowiadanko dla przypomnienia sobie Świąt. :)

 

  W tym roku Święta zapowiadały się pochmurnie. Za oknem na niebie pełzły nisko zawieszone szaroczarne chmury zwiastując niechybny deszcz, lub może coś jeszcze gorszego. Na potwierdzenie tego usłyszał w oddali grzmot. Starszy pan patrzył na nieciekawą powłokę nieboskłonu z dezaprobatą. Bardzo nie lubił takiej aury, zwłaszcza w okresie świątecznym. Krótko przystrzyżone, rzadkie siwe włosy miał gładko przyczesane, śnieżnobiałą brodę równo przyciętą i zgolone wąsy. Wstał z fotela, powolnym starczym krokiem podszedł do drzwi prowadzących do salonu i otworzył je.

 Przy świątecznie zastawionym stole siedzieli goście – większość jego rodziny, wyraźnie czekali na niego.

- Jest nasz dziadek – rzekła jego najstarsza córka.

 Natalia, bowiem tak miała na imię, była czterdziestodwuletnią osobą. Jej szczupłą figurę okrywała jasna bluzka i ciemne spodnie, w uszach tkwiły małe srebrne kolczyki. Skinęła lekko na starszego pana, jakby chcąc go przynaglić do pośpiechu. Ten zaś, nie zwracając na to uwagi, spokojnie usadowił się na przygotowanym dla niego miejscu.

- Możemy zaczynać? –  z kolei syn zwrócił się do ojca.

Zagadnięty potakująco skinął głową. Rozpoczęła się Wieczerza Świąteczna. Po odmówionej uroczystej modlitwie i podzieleniu się opłatkiem, oraz obowiązkowym złożeniu sobie życzeń, zasiedli do jedzenia. Śniadanie trwało dość długo, gdy skończyli, siedzieli nadal przy stole dyskutując o różnych sprawach.

- A może dziadek cos by opowiedział? – spytała jasnowłosa wnuczka.

- Dziadku opowiedz coś! – zaczęły prosić pozostałe dzieci.

Starszy pan uniósł rękę. Był to od dawien dawna niepisany symbol, że chce, by wokół zapanowała cisza. Wszyscy zamilkli, domyślając się, co zaraz nastąpi.

- Dobrze, coś opowiem – rzekł gdy nikt już nie hałasował.

 Odchrząknął i rozpoczął swą opowieść.

- Z racji tego, ze  są Święta, tradycyjnie opowiem wam powieść świąteczną. A więc posłuchajcie.

 - Jak wiecie, w młodości, wielokrotnie podróżowałem. Zwiedziłem przeróżne mniej lub bardziej egzotyczne zakątki Ziemi. Trafiłem nawet do Arabii Saudyjskiej, czyli przebywałem w tak zwanej Azji Mniejszej. Długo by opowiadać jak przebiegała moja podróż, bowiem po drodze spotkały mnie przeróżne perypetie. Myślę, że to dobry temat na inną opowieść. Teraz tylko wspomnę, że trafiłem tam jako bart- derwisz, czyli tak zwany opowiadacz przeróżnych historii. Znam ich wiele, więc nie miałem problemu z wyszukiwaniem historyjek. Jedna wiąże się, z obecnymi Świętami.

 Pewnego dnia przebywałem na miejscowym rynku. Szedłem sobie między kupieckimi kramikami i spoglądałem na wystawiony przez sprzedawców towar.  Stoły kramarskie uginały się od stosów egzotycznych owoców, gdzie indziej wonny zapach przyciągał człowieka do kolorowych przypraw Wschodu, były kramy z ubraniami, jakimiś figurkami, garnkami i przeróżnymi akcesoriami. Można tu było znaleźć właściwie wszystko, co tylko nadawało się do sprzedaży. Widziałem nawet domowe zwierzęta przeznaczone na targ. Kupcy pochodzili z przeróżnych zakątków chyba całego świata.

  Ja jednak zmierzałem na obszerny plac w środku targowiska. Dotarłszy tam stanąłem, następnie z pietyzmem rozłożyłem na ziemi trawiasto zielony kwadratowy kocyk, który zabieram w każdą moją podróż. Jest to przydatna rzecz, może służyć do wielu rzeczy. Tym razem posłużył mi za miejsce do siedzenia. Usiadłszy na nim wygodnie, po turecku, wciągnąłem w płuca powietrze i wypuściłem je. W ten sposób przygotowałem się do rozpoczęcia mej opowieści. Zacząłem nawoływać, by chętni do jej wysłuchania stanęli wokół mego kocyka. Nie musiałem długo wołać, bowiem bardzo szybko zebrał się spory tłumek potencjalnych słuchaczy. Arabowie słyną z tego, że są zawsze chętni do wysłuchania ciekawego opowiadania.

 Widząc ile ich jest zacząłem je snuć:

- Posłuchajcie mili Państwo. Jestem wędrownym bardem – derwiszem, przybywam z dalekiego egzotycznego kraju. W przeciwieństwie do Arabii, nie ma w nim pustyni i przez kilka miesięcy panuje zima. Tak, jest dużo chłodniejszy niż wasza pustynna kraina, lecz to bardzo piękny kraj. Na południu otacza go pasmo majestatycznych, wysokich pod sam nieboskłon gór, zaś północ ogranicza pasmo burzliwego, wspaniałego morza. Środek ta kraina ma mniej lub bardziej równinny, przez co niestety w przeszłości stawała się obiektem ataku sąsiadów. Ma żyzną urodzajną glebę i jest to dodatkowy powód ich militarnych zakusów, bogactwa naturalne też posiada. Lecz nie o tym kraju chciałem dziś mówić. Ma opowieść dzieje się w innej krainie. Nazwy jej już nie spamiętam, lecz nie jest ona aż tak ważna. W jej obręb wchodzi obszar szerokich stepów. Są one tak rozległe, że jak się na nie wjedzie, przez wiele tygodni wszędzie dookoła widać tylko równinę porośniętą wysoką trawą sięgającą aż po koński brzuch. Między jej łanami rozkwita różnokolorowe kwiecie, tworząc wielobarwne kobierce, z ich intensywnym zapachem łączy się woń ziół porastających wiele miejsc. W takich chaszczach mieszka wiele polnej zwierzyny. Jadąc konno nieraz słyszałem szelesty przesuwających się wokół zwierzęcych ciał. Czasem jakiś ptak z piskiem, czy głośnym niezadowolonym, lub może przestraszonym świergotem wyfruwał spod nóg wierzchowca i leciał wzwyż. Zdarzało się nieraz, że któreś zwierzę czmychnęło w pobliżu ukazując płowy sarni grzbiet, czy szarawe uszy zająca. Widziałem też stada dzików żerujących w pewnej odległości ode mnie, widocznych w miejscami przerzedzonej zielonkawo kolorowej gęstwinie.

 Pod wieczór trafiłem na polankę z nieco niższej trawy, tu postanowiłem zatrzymać się na wieczorny spoczynek.  Rozpaliwszy niewielkie ognisko, piekłem nad nim upolowanego wcześniej małego warchlaczka i słuchałem intensywnego nocnego śpiewu cykad. Pomyślałem sobie, że ten hałas chyba nie da mi zasnąć. Po zjedzeniu posiłku i zapiciu go gorącą aromatyczną herbatą zalaną ugotowaną nad ogniskiem gorącą wodą z metalowego imbryka, udałem się na spoczynek. Rzeczywiście, hałas jaki wywoływały cykady długo nie pozwolił mi zasnąć. W końcu, do cna wyczerpany, usnąłem niespokojnym, lecz głębokim snem.

Nie pamiętam co mi się śniło, może nawet nic, dość, że wstałem skoro świt. Zmęczony, niedospany, w złym humorze rozpaliłem ognisko i zabrałem się za parzenie porządnej porannej kawy. Miałem nadzieję, iż mocny, aromatyczny gorący napój rozbudzi mnie trochę.  Spokojnie czekałem aż w naczyniu do parzenia kawy zagotuje się gęsty i czarny jak smoła, mile pachnący wywar, gdy w pobliżu zaszeleściła trawa.

- Co jest, u licha? – Mruknąłem patrząc w kierunku, skąd usłyszałem trzask.

 Z zarośli wyszedł sporych rozmiarów zając i powoli kicał w mym kierunku. Odetchnąwszy z ulgą odłożyłem trzymaną na kolanach broń gotową do strzału myśląc sobie: „Dobrze, że to tylko zając. Co prawda jakiś dziwny.” Nie tyle same rozmiary mnie zdziwiły, co fakt, iż był śnieżnobiały i w jednej z przednich łap coś trzymał. Przyjrzałem się bliżej przedmiotowi i aż gębę rozdziawiłem ze zdziwienia, bowiem w prawej łapce dzierżył wiklinowy koszyczek i nie był on pusty. O nie, wręcz przeciwnie, wypełniony po brzegi. Widziałem równo ułożone, wystające brzegi pisanek, a w środku żółte kurczaczki z ciekawością wystawiające w górę swe małe łebki.

  Ach, wy Arabowie, nie wiecie co to pisanki. Zaraz wam wyjaśnię. To są takie malowane na różne kolory jajka, często zdobione przeróżnymi wzorami. Ci, co byli w Europie mogli się z nimi zetknąć. Widzę, że niektórzy potakująco kiwają głowami, więc wiedzą, co to. Dobrze już dobrze, snuję dalej swą opowieść.

 A więc miał ten koszyk. Zatrzymał się przed ogniskiem i jakimś takim inteligentnym wzrokiem spogląda na mnie. Myślę sobie: „ O co mu u licha chodzi, czyżby coś chciał ode mnie? Gdyby umiał mówić ludzkim głosem, może byśmy się jakoś dogadali.” Jakież było moje zdziwienie, gdy po chwili zając odezwał się do mnie w te słowa:

- No i co tak rozdziawiasz tę gębę, zająca nie widziałeś?

- Zająca to ja widziałem, ale takiego z koszykiem i do tego jeszcze gadającego, to w życiu nie. – Odrzekłem, przy okazji zamykając rozdziawioną do tej pory gębę.

- Aha. – Odparł zając. – Dobrze, że chociaż zająca żeś pan widział.

- Ano widziałem, widziałem. Dlaczego zając gada i po co ci ten koszyk?

- Koszyk to koszyk, jest pełen przeróżnych smakołyków, pokażę ci.

 Postawił koszyk na ziemi, podniósł kurczaki do góry.

- No, zobacz sam.

Spojrzałem, w koszyku naprawdę znajdowały się przeróżne smakołyki.

- A gadam dlatego, że gadam i tyle.  A z koszykiem idę do ludzi. Niektórzy dziś mają święto, podczas którego dostają od zająca koszyk ze smakołykami.

- Ale ty masz tylko jeden koszyk.

- Tak? A rzeczywiście.- Zając podrapał się przednią łapką za długim lewym uchem. – Aha, ale ja idę do jednego samotnego człowieka, podobno gdzieś tu jest… Zaraz, to przecież ty! Właśnie do ciebie idę. Weź ten koszyk, dziś Wielkanoc, należy ci się.

 Postawił przy mnie koszyk, następnie odwrócił się i pogwizdując z zadowoleniem pokicał w trawiaste zarośla.

  Na tym zakończyłem moją opowieść. Słuchacze stali przez chwilę niemo wpatrzeni we mnie, jakby oczekując dalszego ciągu opowiadania. Gdy on nie nastąpił, po chwili na kocyk posypały się monety, ludzie zaczęli klaskać i jeden przez drugiego chwalić, jak się to oni wyrazili, dobrą opowieść, szkoda tylko, że bajkową. Potem rozeszli się do swoich zajęć, ja zaś zebrawszy monety, zwinąłem kocyk i ruszyłem w dalszą podróż.

 Zapomniałem dodać, że zając przykicał dokładnie w Święta Zmartwychwstania, ale, że słuchacze już się rozeszli, zrezygnowałem z tego.

  Dzieci siedziały w ciszy przeżywając treść usłyszanego opowiadania.

- No dzieci, idźcie się bawić do innego pokoju. Teraz dorośli będą rozmawiać o swych nudnych sprawach.

 Dzieci wyszły z salonu, a pozostali pogrążyli się w świątecznej rozmowie, zaś za oknem rozszalała się burza.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
swistakos · dnia 14.04.2015 21:50 · Czytań: 494 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
amsa dnia 17.06.2015 18:41
swistakos - urokliwa ta Twoja powiastka, taka właśnie dla dzieci:). Pamiętając inne wymyślone przez Ciebie historie, mogę stwierdzić, że masz pomysły, ale szwankuje wykonanie interpunkcyjne, a czasem szyk zdania. Poza tym popatrz jak zapisuje się dialogi, bo tutaj też jakby nie za dobrze. Ale poza tym miło było poczytać.

Pozdrawiam serdecznie

B)

Cytat:
i wy­raź­nie cze­ka­li na niego.
- na niego czekali
Cytat:
- Jest nasz dzia­dek(.) – (r)Rze­kła jego naj­star­sza córka.
- bez kropki
Cytat:
Na­ta­lia, bo­wiem tak miała na imię, była czter­dzie­sto dwu let­nią (te trzy wyrazy razem) osobą.

Cytat:
Ten zaś(,) nie zwra­ca­jąc na to uwagi(,) spo­koj­nie usa­do­wił się na przy­go­to­wa­nym dla niego miej­scu

Cytat:
- Mo­że­my za­czy­nać? – To z kolei syn zwró­cił się do ojca.
- bez to
Cytat:
Śnia­da­nie trwa­ło dość długo, gdy skoń­czy­li, sie­dzie­li nadal przy stole(,) dys­ku­tu­jąc o róż­nych spra­wach.
- spoczywali
Cytat:
- A może dzia­dek (coś by)opo­wie­dział­by coś? – (s)Spy­ta­ła ja­sno­wło­sa wnucz­ka.

- Dziad­ku opo­wiedz coś! – (z)Za­czę­ły pro­sić po­zo­sta­łe dzie­ci.

Cytat:
Wszy­scy za­mil­kli(,) do­my­śla­jąc się, co zaraz na­stą­pi.

Cytat:
- Do­brze, opo­wiem coś(.) – (r)Rzekł gdy nikt już nie ha­łasował
- przestaw szyk - coś opowiem.
Cytat:
- Z racji tego, ze jest są Świę­ta, tra­dy­cyj­nie opo­wiem wam po­wieść wi­gi­lij­no - świą­tecz­ną.
- usuń jest i wydaje mi się, że wystarczy wigilijną.
Cytat:
Nie pa­mię­tam co mi się śniło, może nawet nic(,) dość, że wsta­łem skoro świt.


Cytat:
Myślę sobie:, „ O co mu u licha cho­dzi
- usuń przecinek i spację
Cytat:
Za­po­mnia­łem dodać, że zając przy­ki­cał do­kład­nie w Świę­ta Zmar­twych­wsta­nia, ale, że słu­cha­cze już się ro­ze­szli, zre­zy­gno­wa­łem z tego.
- może lepiej - nie zdążyłem tego powiedzieć.
swistakos dnia 20.06.2015 15:28
Dzięki amsa, trochę poprawiłem.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JoannaP
02/07/2022 15:03
Dzięki :) »
Jacek Londyn
02/07/2022 07:09
Dobra Cobro. Sam nie wiem, czy to dobre dla mnie to… »
Lilah
01/07/2022 20:01
Abi, cała przyjemność po mojej stronie. :) To… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:04
Dziękuję Wszystkim!!!!!!! Nawet Pierwszemu :) Nie, żebym się… »
Florian Konrad
01/07/2022 19:02
Dziękuję. »
Dobra Cobra
01/07/2022 17:35
Ja tu widzę SAME pozytywne zmiany u bohatera tego jakze… »
Jacek Londyn
01/07/2022 08:08
Wolnyduchu, Mareczku, dziękuję za znak na… »
Abi-syn
30/06/2022 22:57
Atutem tego wiersza jest autentyczność, wiersz pisany… »
Abi-syn
30/06/2022 22:46
Dzięki: No i trafiały się u mnie też i gorsze teksty,… »
Abi-syn
30/06/2022 22:06
Wolna Duchem, "wyciągłaś" B) B) z niebytu tekst,… »
Madawydar
30/06/2022 20:55
Taka chwila przed pierwszym aktem, oczekiwanie, kondensacja… »
Yaro
30/06/2022 19:52
Dziękuję Duszku jesteś bardzo potrzebna i niesiesz dobre… »
wolnyduch
30/06/2022 19:47
Specyficzne poczucie humoru, jak dla mnie jest to wiersz… »
wolnyduch
30/06/2022 19:44
Jak dla mnie świetny, rytmiczny 13 zgłoskowiec, a z takimi… »
wolnyduch
30/06/2022 19:29
Dobry wiersz do zatrzymania, pozdrawiam. »
ShoutBox
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas