Oni - kmmgj
Proza » Inne » Oni
A A A

  

Oni

 

 

On boi się samotności i tylko w tym jesteśmy sobie podobni. Ja boję się jeszcze wielu różnych innych rzeczy, on ponadto niczego.

Nie kończę mlecznej zupy. Zjadłbym choć nie lubię. Zrobiłbym to dla niej, bo dla niej zrobię wszystko. Ale zupy nie zjem, nie teraz. Warunki sprawiają, że nie jestem w stanie.

- Ty gnido! Widzisz co dla ciebie robię? Wiesz co dla ciebie poświeciłam? Wiesz kim mogłam teraz być bez ciebie?

- Przestań.

Proszę ją nie patrząc w te oczy tak piękne, lecz teraz tak mi wrogie. Błagam ją dla mego, ale też dla jej własnego dobra. Ona nie przestaje.

- Ty nędzo! Patrz na mnie gdy do ciebie mówię! Jesteś taki żałosny. Byłeś wcześniej inny, a teraz jesteś podróbą człowieka, tchórzem, mameją bez wyrazu. Co się z tobą stało?!

Uderza dłonią w stół, wylewa na mnie moją mleczną zupę. Bije mnie w twarz by przykuć uwagę. Nie mam pretensji. Jeść nie chciałem, mleko zetrę, oparzenie się wyleczy. Boję się tylko by tym krzykiem nie zbudziła Jego. On będzie miał pretensje, on nie zostawi spraw niezałatwionymi.

- Maju czemu to robisz? Wiesz, że cię kocham. Wiesz, że dla ciebie wszystko...

Mówię do niej, lecz ona mnie nie słucha. Jest zajęta krzyczeniem, szarpaniem moich włosów, rozdrapywaniem twarzy. Wkłada w to całą złość, cały swój gniew. Jest mi przykro, że na to zasłużyłem, że znowu ją zawiodłem. Zaciskam zęby by nie skomleć, palce wbijam w blat stołu. Cierpię i krwawię bez najmniejszej skargi. Nie chce dać mu powodu, żeby się pojawił. Boję się, bardzo się boję. Drżę cały, oczy łzawią. Nie wiem czy długo jeszcze będę mógł go wstrzymywać.

- Patałachu! Nędzo! Gnido!

 

Widzę. To nie jest tak żebym nic nie widział. Nie potrafię jednak w niczym mu przeszkodzić. Wszystko dzieje się obok mnie, lecz bez żadnego mojego w tym udziału. Więzienie ze szklanymi ścianami, ja w jego środku. Wydarzeń jestem tylko świadkiem..

On nic nie mówi. Słowa nie są jego specjalnością. Wiem dobrze, nikt ode mnie nie zna go lepiej. On uwielbia czyny - szybkie, bezmyślne, brutalne.

Wywraca stolik. Szybkim ruchem chwyta Mai gardło. Przygważdża ją do ściany. Pięścią obok drobnej jej uderza twarzyczki. Mocno, tak, że pęka na kostkach skóra. Robi to dla niej, żeby strach w niej zbudzić. Robi to też dla mnie, żebym i ja ból poczuł. Znam go dobrze, wiem jakie kierują nim pragnienia.

Nie kończy na strachu, to dla niego mało

Najpierw bije ją w brzuch. A ja nic nie robię, przeszkodzić mu nie umiem. Potem już tylko po twarzy, raz zewnętrzną raz wewnętrzną dłoni stroną. Bekhend, forhend – jakby treningiem to dla niego było przed tenisowym meczem. Rytmicznie, równym, jednym tempem. Bim - bam, bim - bam, bim – bam. Zmienia melodię gdy tamta zaczyna go nudzić. Bam - bim, bam - bim, bam - bim. Nazbyt długo to robi. Chwila trwa jak wieczność. A ja w swojej szklanej celi. A ja bezradny jestem obok, jestem po za, wykluczony. A ja zamknięty za ścianą.

On przestaje grać swoją muzykę dopiero ze znudzenia. Bim - bam, bam - bim cichnie. Tak jak pojawił się nagle, tak i teraz niespodziewanie znika. Znowu jesteśmy z Mają sami. Teraz dopiero pomóc jej mogę.

Klękam z miseczką z wodą. Kładę jej główkę na moje kolana. Odgarniam z twarzy  polepione włosy. Ścieram z niej całą tą wytłoczoną na zewnątrz czerwień. Budzi się z wrzaskiem, kiedy niezdarne moje dłonie sprawiają jej ból.

- Nie!

Chyba to właśnie krzyczy. Trudno mi być pewnym. Zrozumieć nie mogę, bo przeszkadzają mi jej spuchnięte usta i jej zruszone zęby i to, że wyrywa się z moich rąk i to, że ucieka przede mną w kąt pokoju i to, że zasłania twarz pięściami i to, że chlipie próbując opanować spazmy.

- Maju to tylko ja. Już jest dobrze. Nie martw się. Zaopiekuje się tobą.

Lecz ona płacze i krzyczy. Nie chce mnie słuchać.

Tak bardzo martwię się o nią. Może wyrządził jej krzywdę tak wielką, że myśli już nie tak jak powinna. Może we mnie widzi swojego wroga.

Zbieram słowa, które mogłyby ją uspokoić. Chciałbym jej powiedzieć o wszystkim co we mnie, w samym środku duszy. Są tam przecież łany dobra, tony ciepła, hektary miłości, mierzone w morskich milach intencje te właściwe. To wszystko przecież dla niej, na jedno jej ręki wyciągniecie, na palca skinięcie. Tak bardzo chciałbym, by dobrym darzyła mnie uczuciem.

- Maju, czym bym był bez ciebie? Sam bym był jak palec, bez niczego. On by tylko mi został. Czy wiesz kim on jest? Wiesz. Wiesz zbyt dobrze. Znasz go jak mnie, a może i lepiej. Znasz go dużo wyraźniej. Poznaczona przecież jesteś przez wyryte przez niego znamiona, blizny którymi ciągle znaczy twoje ciało. Musisz przecież wiedzieć, dlaczego tak bardzo nie chce zostać z nim samym. Tylko ty i ja widzieliśmy jak się rodził, z czego powstawał.

Wszystko co złe było we mnie, jemu oddałem.

Wszystko co zbyt we mnie porywcze, co we mnie barbarzyńskie, co niespokojne, niestabilne, gniewne, mściwe, co nie przebacza - w nim jest teraz. To co było we mnie niewłaściwe - jego określa.

Nie skazuj mnie na niego. Nie każ mi zostawać z nim tylko. Nie odgradzaj mnie od siebie, bo sam nie wiem co teraz z siebie wykluczę.

Ona mnie nie słucha. Widzę w niej tyle strachu. Sam w takim stanie nic bym nie słyszał. A wiem dobrze czym strach jest! Samotności się boję, burzy, pająków, zbyt ciemnych nocy, nieprzyjemnych uliczek, nachalnych ludzi, swoich myśli co je muszę skrywać przed światem, braku nadziei, zmieszania mej krwi z cudzą, niepewnej przyszłości, fizycznego bólu, bólu mojej duszy, i jego. Przed nim drżę najbardziej...

On zaś - on nie boi się niczego (oprócz samotności). On jest gniewem, on burzą, on złem jest... lecz przecież ona powinna wiedzieć. Przecież boleśnie odczuwa zło z którego on stworzon.

Maja nie patrzy na mnie. Moich słów nie słucha. Tak, ja wiem - ona gardzi nimi, jak i całym mną. Ona woli siłę. Zawsze wybiera jego.

- Maju muszę się pożegnać. Odchodzę. Trwać już w tym nie umiem. To co mam najlepsze, tego nie doceniasz. A przecież rzeczy pięknych tyle we mnie, zapewniam co do tego. Zamykasz na nie oczy. Wolisz wpatrywać się w niego. Podziwiasz tego, który chce cię niszczyć.

Odchodzę, a on mi będzie towarzyszem. On nie zostanie tu sam z tobą. On boi sie samotności, jak i ja się boję.

 

Idziemy drogą obaj, choć myślałby kto że sam idę. Krok mój wolny. Moja postawa, tak wiem, nie wzbudza szacunku. Głowa moja spuszczona, bo smutny jestem, straciłem to co było dla mnie najważniejsze. Ramiona ściągnięte mam do środka. Pierś wklęsłą. Jakże różnię się nawet wyglądem od mojego złego, bliźniaczego brata. On pewnością jest siebie i taka jest jego sylwetka. On mrokiem, to tylko znajdziesz w jego oczach. On jest ogniem i z tego jego gesty. On dziką drapieżnością, tym powodowane każde z jego poczynań.

Mam na dłoniach krew. Jej krew mam i też moją, zmieszały się obie. On wie że nie lubię, że brzydzi mnie, że odrazą napawa, że boję się jak niczego innego (oprócz samotności). Dlatego to zrobił, po to żebym cierpiał. On lubi gdy mnie boli.

Idę wolnym krokiem z dłonią zaciśniętą. Mam w niej kotwicę do uczuć tych dobrych – z prawie tylko takich stworzony jestem. Moja prawa ręka trzyma prezent od Mai. Wierzę, że dla mnie, chcę wątpić, że nie dla niego. Ciężkie, metalowe, masywne pióro, dobrze w ręce leży. Przez nie wylewał się nadmiar moich uczuć. Niewysłane listy, nikomu nieprzeczytane wiersze, zbyt trudne w wypowiedzeniu słowa - wszystko to wyeksportowałem z siebie przez rzecz tą małą, ale i tak ważną.

Och, gdybyż można było z łatwością taką samą wszystko co złe również poza siebie wykluczyć! Nie jest to rzecz prosta. Wiem, bo dla siebie i dla niej próbowałem przecież. On w ten sposób powstał, mój już na zawsze towarzysz. Samotności się boję, jak zawsze się bałem. On mi przed nią tarczą. Na dwa rozmieniłem duszę, co złe było we mnie, w nim zamknąłem. Moja łapczywość w nim, mój gniew w nim, rządza krwi, brak chęci przebaczenia, porywczość, siła brutalna, nienawiść do wszystkiego, chęć niszczenia i sprawiania bólu – w nim to wszystko. Ni grama tego w sobie już nie mam. Ja przecież jestem spokojem, ja dobrem, ja tylko miłością chce się dzielić. Nic nie chcę innego.

A ulica jest ciemna, a wiatr zimny chłodzi moje ciało. Deszcz wcale nie mocny spływa po mej twarzy, maskuje moje łzy. Tak płaczę, jestem smutny, dużo we mnie żalu. Już mi jej brakuje. Tylko z nim zostałem, a on do mnie mówi. Myśli złe w moją głowę wkłada. Chce mnie prowadzić niedobrymi ścieżkami, chce bym go obudził, dał mu ręce wolne. On mówi, że silny jest, że zadba o mnie, że skrzywdzić mnie nie da. Mówi, że my dwaj to jedno, skazani na siebie jak z rewersem awers. Tłamszę go w środku, trzymam go głęboko, knebluje, na pysk naciągam mu kaganiec, pętam, więżę w sobie. A noc jest ciemna, a wiatr zimny, a twarz moja mokra coraz bardziej, lecz nie deszczu to wina.

Znam tego, który stoi w bramie. Wolałbym jednak żebyśmy byli sobie obcy. Patrzy na mnie i już zaczyna się uśmiechać. Złą to dla mnie wróżbą.

- A cóż to za oferma?

            Zaciskam mocniej pióro. Zakotwiczyłem w nim myśli te dobre, przyciągam je do siebie. Nie dam się obrazić, nie dam się wyrwać złemu co jest we mnie. On tylko czeka bym smycz mu poluzował.

- Co u ciebie czubie? Tak dawno cię nie widziałem.

            Z chłopakiem z bramy jest ktoś jeszcze. Jest dziewczyna, wyłania się teraz z cienia. Cicho rechoce. Dzięki tej publice niemiły mi znajomy końca nie daje swym naigrywaniom. Odsłania brzydkie zęby zadowolony z siebie.

- Nie odpowiadasz jak do ciebie mówię. Nie jestem dla ciebie rozmówcą pajacu?

            Obraża mnie raz kolejny. Gdy śmieje się ze mnie wtedy uderza też w mojego bliźniaczego brata. Wszak wspólne mamy imię, wspólne mamy ciało, wspólną mamy dumę, którą ten chce urazić. Jeżeli o mnie chodzi, to ja wytrzymam. Obrażony się nie czuję. Tylko mój zły rewers wyrywa się ze mnie. Chce ściągnąć z pyska kaganiec. Chce moich rąk by nimi móc plamę na honorze zmazać. Nie pozwalam mu, zabraniam, mówię mu żeby przestał.

- Co tam szepczesz psycholu?

            Psycholu !? - Błąd. Straszną w skutkach popełnił pomyłkę. Niepotrzebnie używa słów, którymi nas rani.

            Smycz pękła, spadł z pyska knebel. Jeszcze przed chwilą moje ciało teraz mi skradzione. Mnie tu nie ma. Ja jestem w swojej szklanej celi. Patrzeć tylko mogę. Jestem widzem w kinie, a film nie jest dla dzieci.

Moje pióro nie jest już dobrych rzeczy kotwicą, w złych rękach do czego innego staje się narzędziem. Ostro zakończone gładko wchodzi w ciało. Raz jeden i raz drugi, kolejnych już nie zliczę. Oczy zbyt wolne by za tym nadążyć. W piersi, rękę, piersi, byle jak najgłębiej. Czerwień beztrosko tryska, jej fontanny barwią wszystko w koło. W plamach moje ciało, w nich też chodnik, w nich brama.

 

Samotności się boję, zawsze się jej bałem. Mój bliźniaczy brat jest na nią receptą. Stworzyłem go we mnie. Co miałem złe jemu oddałem, wynajmuje mu ciało, wydzieliłem część duszy. On za to mnie chroni, nie pozwala by po za nim ktokolwiek inny wyrządzał mi krzywdę.

- Ratunku!

Krzyk przerywa seans. Już nie jestem w kinie. Runęła szklana ściana celi.

            Biegnę.

Krzyk był tej dziewczyny. Spłoszyła nim jedynego mojego przyjaciela. Moje ręce już wolne, oddał mi nad nimi pełną już kontrolę. Uciekam, to tak dobrze umiem.

- To on!

Słyszę głos za sobą.

Myli się. Źle krzyczy. To nie on, lecz oni. We dwóch uciekamy z mym złym bliźniaczym bratem. On samotności się boi, zostawić go nie mogę.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
kmmgj · dnia 22.06.2015 17:18 · Czytań: 380 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
amsa dnia 23.06.2015 19:48
Kmmgj - witam. To trudny i emocjonalny tekst. I mam z nim problem. Dobrze, wyraziście opisane emocje, walka dobra ze złem, próba, która musi zakończyć się klęską. Ciekawy opis rozdwojenia jaźni, schizofrenia? Ale niestety, stylistycznie źle. Stosujesz inwersje, co wypada nienaturalnie w zapisie, poniżej kilka przykładów. Poza tym początkowo się pogubiłam kto w tym momencie jest narratorem, później już nie miałam z tym kłopotu, ale musisz to jakoś uporządkować. Problemy z interpunkcją również nie pomagają. Przeczytaj tekst głośno, zobaczysz, gdzie należałoby postawić przecinek i usłyszysz niewłaściwy szyk zdania.

Pozdrawiam

B)

Cytat:
Wy­da­rzeń je­stem tylko świad­kiem..
- Jestem tylko świadkiem wydarzeń.
Cytat:
Szyb­kim ru­chem chwy­ta Mai gar­dło.
- Szybkim ruchem chwyta za gardło Mai. Chwyta za gardło Mai szybkim ruchem. Zaciska na gardle Mai palce, coś w tym stylu.
Cytat:
ro­zu­mieć nie mogę, bo prze­szka­dza­ją mi jej spuch­nię­te usta i jej zru­szo­ne zęby i to, że wy­ry­wa się z moich rąk i to,
- Nie mogę zrozumieć, bo (...) i naruszone zęby
Cytat:
Pię­ścią obok drob­nej jej ude­rza twa­rzycz­ki. Mocno, tak, że pęka na kost­kach skóra.
- Uderza pięścią obok jej drobnej twarzyczki. Mocno, tak że pęka skóra na kostkach.
Bernierdh dnia 23.06.2015 23:38
Witaj, człowieku o niewymiawialnym nicku :)
Tekst jest bardzo ciekawy, ale dziwne decyzje w sprawie stylu postawiły przede mną mur, którego nie potrafię przekroczyć. Moim zdaniem, ta inwersja w co drugim zdaniu to bardzo, bardzo zły pomysł.
Chciałbym przeczytać ten tekst bez tego dziwnego zabiegu. Wtedy na pewno by mi się spodobał.
Pozdrawiam serdecznie :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.????… »
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:30
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas