Warkocze w złodziejowie - fragment 4 - skroplami
Proza » Inne » Warkocze w złodziejowie - fragment 4
A A A
Od autora: Z ostrożności dodane oznaczenie dla dorosłych, chociaż nic się "nie dzieje" :).
Z przyczyn dotrzymania słowa < jedna czytelniczka prosiła, podałem termin, duma prawie mnie rozpiera, komuś się podoba :):), ok - mam wątpliwości czy wszystko ;) >, mogą zaistnieć miejsca nie dopracowane lub zbyt wydłużone.
Brak czasu a nie potrafię jeszcze tak jak w poniższym tekście :(. Ćwiczę ;).
Reszta, do oceny. No tak, nikt tego nie ocenia :). Nie szkodzi, chwilami jak bajka dla trolla i można usnąć.
Miłego czegoś tam jeśli ktoś tu zajrzy.
P.S. Za wszelkie skojarzenia myślowe odpowiedzialność ponosi autor, chociaż kary realnej od skojarzeń nawet opartych na faktycznych nazwach, prawo nie zezwala stosować. Czyli nie będzie żadnej kary :).
Klasyfikacja wiekowa: +18

                                                                        WOŹNICA. ZIEMIA.
Woźnica czekał. Ucieleśnił się z „hm” które w tle gdzieś dla niej było gdy motylem się stała. W amarakowym ogromnym ogrodzie w zagajniku krzaków igłami zdobionych wrócił do ciała. Gałęzie lekkim wiatrem poruszane wczepiały się w ramiona. Bezcielesność chwilami rozpraszała przedziwnymi wrażeniami gdy wplatał się, przenikał. Cielesność miała inne prawa, fizyczne przeżycia. Drapieżność krzaków, ich chęć miłosną wręcz wciąż kłucia i działanie aby w niego trafiać, czuł wyraźnie. Uśmiechał się, to mała boleść czyli żadna boleść. Zapach Kingi, nos też się ucieleśnił z tysiącami zapachowych wrażeń, rozsypał mu jakby mrówki na całe ciało. Jeszcze chwilę, chciał aby przypomnienie samo w niej go przywołało. Obserwował gdy z kształtu motyla do własnego powróciła zdziwiona ramion, nóg, całości widokiem a on ponownie zachwytem zadrżał. Widział gdy siebie wypróbowała biegiem do ogrodu, gdy czytała pierwszą wskazówkę którą w dokumencie z jej świata tutaj nakaz spełniania przysłał. Dla pewności sięgnął w zakamarki ciała i podrzucił jej od siebie papier. Erotyka, seks, często były jak rzece stop lub w nurt prawdy wrzucenie.

Dostrzegła. Jeszcze jedna mała kartka ręcznie pisana leżąca przy nodze stołu. Podniosła.
„Dnie i noce. Dnie zabiegane, zapracowane, Twój świat. A noce, hm. Często nocą jestem bliżej Ciebie i widzę. Nocnymi oczyma Ty patrzysz nocy w oczy, które ciemne, czarno żarzące chwilami, gęstością promieniujące, przeciwne Twoim. A ja widzę Cię zamkniętymi oczyma, znasz to. Jasnooka patrzysz na mnie nocy pełna i jesteś z ciemności podglądająca w ciemności. Więc zdzieram z Ciebie ciemność i nagość Twą dotykam.
Gorąca nagość, dolinek kilka, gorące, górek kilka, gorące.
Zanurzam usta w dolinki, wspinają się po górkach.
Ich szlak znaczą wilgotne znaki. Prawie niewidoczne lśnią tylko.
Wplatasz dłonie, wplatam usta, plączą się jedne z drugimi, smak nocy, smak intymności Twojej. Głębiej smakuję, więcej smakuję i czuję, jak otwierasz się.
Dotykam, rozchylam rozchylone, mocniej jeszcze i bliżej jestem i głębiej Ciebie czuję.
Jęk z ust do ust, tarcie gorącem o gorące, pulsowanie i nocy drżenie, gdy pętla rozkoszą Cię wiąże, uwalnia. Oddychasz spokojnie, zagubiona wciąż.
Całuję prosto tam i wszędzie, jak ciemność.
Jak w takiej chwili tak w tej chwili jestem przy Tobie, poczuj, teraz.
Nuto, to seksualne sercem muśnięcie, budzi kolejne cząstki Twej pamięci, czujesz już? W.”

Odetchnęła. Tak, Woźnica. A ona Nuta jego. To było inne i znajome, skryte i odkryte, w innej formie a takie podobne. Pamięć sercem budzona wcześniej przypomniała, teraz jej ciało gęstość w brzuszku poczuło. Miłość do Woźnicy oddech wstrzymała. Gdy piersi o powietrze się upomniały haustem jak niedawno wina je nabrała. Szczegóły z czasu przeszłego w którym była wcześniej wyrzynały się w pamięci. Całkowita niepamięć przy pierwszym przejściu ze świata do świata, Woźnica wiedział, jej przekazał, bliskość swą obiecał. Pierwszy raz do innego świata się wybrała. Poczuła teraz w sposób bezmyślny, tu nie potrzebny rozum. Bezmyślność, ta ludzka miara jest w innych światach jak lustrem w oczy. List od W, uśmiechnęła się widząc jak zmuszał ją do myślenia. Jak hm pod nos jej podsuwał. Umysł już wcześniej obrazy i słowa odsłonił a teraz serce i ciało w pełni przerwało swą niepamięć, drżała. Do ogrodu ponownie wybiegła nie krzycząc, szepcząc głośno.
-Pio! Piotrze!
To Woźnicy imię.
Gdy zobaczyła jak biegnie do niej, poczuła lekkość i niesiona niewidocznymi skrzydłami na gęstych wszechobecnych drobinkach powietrza z uczucia, też biegiem w jego stronę. On widok jej chciał w siebie wręcz wessać, oczyma. A te zbudziły nagłe pragnienie i całym sobą czuł Kingę choć wcześniej fragment, fragment, fragment. A ona poczuła jak kiedyś gdy ziemski księżyc ją posiadł, uniósł, rozproszył ponad światem i przed Woźnicą na drodze rzucił. Pamiętała, Piotr wtedy nie mógł słowa z gardła. Dziś ona prawie tak ale dziś był jak obiecał, zawsze spełniał co powiedział. Był obok przy jej pierwszym przejściu ze świata do świata. Pierwszy raz odbierało nie tylko pamięć ale możliwość szybkiej obrony, też już wiedziała. Światy różniły się i stąd niepamięć umysłowa oraz cielesna. Następne przejścia już z własnym wyborem kształtu i zachowaniem zmysłów, siły. Siły w przeróżnym znaczeniu. Całość przedstawiały nie zapisane słowa unoszące się na falach rzeki czasu która przez światów bezlik przepływała. Wiedziała lecz ta wiedza, pewność i obrazy mglące wciąż powoli się wyłaniała.
Wpadła na niego rozpędzona a on objął ją mocno i prawie wtarł w siebie. Ona jak pijawka go ramionami nad ramionami i nogami jak chorągiew drzewce gdy wiatr zakręci obejmująca. Wyszeptał do jej ucha:
- Naga jesteś, drażnisz bezlitośnie.
- Pio – pocałowała go leciutko wciąż jak sznur więźnia krępując, usta musnęły usta, wargi
leciutko rozchyliły wargi, wilgotnie się połączyły przez sekundę i zamieniły w tarcie. Wilgotne, koniuszków nerwowych miękko wzajemnością się przyzywających, aż Woźnica wciągnął w siebie jej oddech, wydarł z jej wnętrza czując jak od środka z nim jest, fizycznie teraz też. I oderwał usta i przez chwilę tulili się dostrzegając jednak kącikami oczu jak amaraki w ich stronę łodyżki szyjne wyciągają i słysząc jak dzwonią przedziwnie. I oderwała się od niego, zsunęła nagością po nie nagości. O pół głowy niższa była. Stanęła lecz on podniósł ją w górę i zbliżył twarz do twarzy.
- Wiem że jeśli jesteś to mało już czasu, mów szybko – i dodała – złośliwiec.
Miękko tym razem pocałował ją w czoło mówiąc „Nuteńko” i postawił na nogi.
- Czy ty tatusisz? Musisz tak tutaj, teraz? – ona z radością w oczach.
- Ciii, jestem poważny – uśmiech jednak nie schodził mu z twarzy.
- Mów, gadaj, pokazuj.
- Mam się rozebrać teraz? – uśmiech stał się szerszy
- Nie, nie, mów, zaraz się ubiorę, mów – w oczach miała obrazki jakby, z ustami w górę, ale głos jak słów treść, poganiał bo wiedziała i on wiedział, śmierć to jedna z możliwości a Woźnica miał mało czasu. Pewna chwila do niego galopowała.
- Tak, prawda. Musisz wszystko wiedzieć i zostawić znak swój tutaj. Co zrobić lub jaki znak zależy od Ciebie lub stąd się pojawi.
Stali naprzeciw ona motyl już tylko wspomnieniem i on nie hm już.
- Posłuchaj ale zaraz się ubierz nagusko. Zamknij teraz na chwilę oczy. W świecie zwanym Ziemia istniejemy w codzienności. Ty zrodziłaś się w jej i matki łonie z pomocą ojca. Ona i on to ludzie, ja nie do końca. Szukasz jednak kilku odpowiedzi. Przypomnę Ci przez chwilę, krótko, aby inne chwile i całość szybko wróciły. Będziesz ze mną jak wiatr z deszczem, kawa z mlekiem, żona i mąż – tu Woźnica się uśmiechnął.
- Wszystko co teraz istnieje zmieni się ale nadal będzie istnieć. Za chwilę zrozumiesz. Kawałki mnie, moich odczuć i myśli, też dostaniesz. Poczujesz, jesteśmy warkoczem. Wrócą nazwy, zrozumienie ziemskiego świata chociaż trochę inaczej. Na przykład? Urodziłaś się w mieście które ma nazwę. Bywają miasta nie nazwane. Teraz poznasz prawdziwą, to Wałbrzych City Złodziejowo. Będziesz wiedzieć dlaczego tu jesteś, kim jesteś, po co. To jednak niedużo, to kropla. Poznajesz siebie i idziesz w moim kierunku. Chodź.
Część z tego co i o czym mówił już wiedziała. Resztę starała się zrozumieć szukając sukienki, z bielizny zrezygnowała. Bez podpowiedzi od razu pojęła. Ubieranie się sprawiało przyjemność. A teraz nie ma czasu na przyjemność, co by to nie znaczyło. Aż się uśmiechnęła. Przyjemność przez moment bo ze słów Woźnicy powstawały na nowo chwile ze świata który codziennością. Krople tęsknoty tworzące kałużę w sercu.
Gdy w końcu szybko suknię koloru śliwki węgierki i skrzącą bo kolorem słońca przetkaną założyła, skraj nad kolanami uniosła i biegiem wróciła. Stanęła naprzeciw, ponownie zatapiając bezkres w bezkresie jego, czując że się unosi w górę z winy serca swego. Wszystko się działo w sposób rymowany. Czy samo czy nie samo, nie wiedziała. Woźnica czuł podobnie i dłoni drżenie też czuł ale objął nimi tylko. I wplótł we włosy na jej główce. Czas to matematyka, czas się zbliżał, nagle poganiał, musiał dać Nucie pewność z własnych cząstek. Jej włosy zawsze były delikatne i wrażliwe jak kocie wąsy. Poczuła jak dłonie przenoszą, jak z nich płynie w nią piasek gorący, nadbałtycki, drobniutki. Miejsce gdzie mało ludzi, tylko jakieś dwunożne do cieni podobne kształty w oddali. Wino w wodzie się chłodzi? Temperatura będzie w sam raz, nie za chłodne ciepłe wcale. Poczuła że to nie jej a jego myśli. Zdejmuję z siebie wszystko i z ciebie, na kocu cię kładę, i ty sama się tak. A może nie? Nie rozróżniała już czy to jego czy jej myśli. Nago naprzeciw siebie, on nabiera piasku garście obie, za nią staję i takim ciepłem sypkim po plecach jej rozsiewam. Poczuła że to już nie ona a on, że jego wrażenia o niej, słownictwo jak odczucia się zmieniało. Bliskość, nagość, gorąco, bezludzie prawie. Wielki parasol jednak skinieniem paluszka ona czaruje aby w oczy słońce się nie wdzierało gdy. Kropka, co gdy, jest w domyśle. I nagle wie że to nie czary a zwykła zamiana energii w materię, i czuje jego pragnienie i swoje. On bierze ją tak zwyczajnie i ona jego podobnie, oddaniem swym i kręgami zmienności czyli ze spodu na wierzch i odmian przez godzinę kilka, wilgotnie bo gorąco, wilgotnie bo w niej, wilgotnie bo wszystko znika i tylko wbijanie jego w siebie i nie tylko tak. Staje się, stają się rozkoszy granicą, oboje mknę ku niej. On tej rozkoszy dla niej źródłem, przyjmuje je. Jęk, nie jeden, skurcz, nie jeden a rząd, twój, mój, twoje, moje, zaplatają się pod słońcem bo parasol porwał wiatr, wszędzie warkoczy kształt i jednym z nich, takim cielesnym też ale i sercem jednym i czuje jak on czuje i staje się nim, czucie jego i myśli jego w jej głowie mkną „biodra moje w Twoich szybciej i mocniej by rozerwać w strzępki opór w który członek trafia gdzieś w głębi a który nie da rozerwać się choć narasta natarciem, tarciem, ociera się i jak echo przenika, unosi, zakręca, wraca”, czuła jak rytm i myśli słodko osłabiają, jednocześnie napięcie i natężenie rośnie, rośnie, poczuła że siłą nieznaną biodra jej unoszą się i dla niego mocniej otworzyć pragną, przyjąć dalej, silniej, do głębi po serca skraj i inaczej, bo ustami, dłońmi, cząsteczkami w cząsteczkach, aż wybuchną wszystkie ponownie, aż ziemia zatrzyma się dla chwili jednej a potem znów. W chwili tej pozostać tak, w bezczasie splecionym ramionami, wciąż być siebie pełnymi, z jak najdłuższym ja jej przy ja jego lub jedno w drugie, zaplątanym od wewnątrz i oddechem jednym, bijące sercami jedno na drugim, i obok, i teraz na drugim jedno znów, odwrotnie. Oddychać, czuć wciąż ciała i serca uniesienie aż ziemią pod nimi drżące. I rozerwanie ich bliskością tą spełnioną, tak by okręt jego rozbił się w porcie jej, odkrytym, cudnym i cudnie bezwstydnym, by rozbity sztormem zawrócił i w oczekiwaniu znów gotował się do kolejnych burz. Nie wiedziała gdzie jest, czuła że on też zatracił ułamek teraźniejszości tym co przekazał o sercach, ciele, ich bliskości. Kochała, była kochana, nie wiedziała czy to słowo to wszystko. Woźnica miał imiona, jedno zawsze pierwsze, Piotr. I oddał jej na koniec myśli swe, co chciał zrobić a nie zrobił wtedy. I pocałował jej rozchylone dwie linie z wielolini skrytych, delikatną wersją ulicznego ziemskiego języka pipką zwane, to miejsce pragnące i ku któremu także jego pragnienie, bo żądzą bywali. Chociaż w ich warkoczu to słowo znaczyło procentowo różnie to budziło się często jak wściekłe. Chciał aby jej rozognione choć nawilżone miejsce, a ona czuła się tak w tej chwili jakby tylko tym miejscem była, odpoczęło ciut. Woźnica uśmiechnął się. Odsunęli się od siebie, dłonie się oderwały chociaż kiedy połączyły nie poczuli. Słychać było tylko oddechy, oczy widziały więcej.
- Spokojnie Nutko - Nutą ją często nazywał, lubiła – teraz tego nie zrobiliśmy.
- Wiem i wiem już dlaczego jesteś Woźnicą, pamięć wraca – powiedziała. Kiedyś jej opowiedział i to kiedyś teraz zobaczyła.
- Ładne masz oczy i przez chwilę miały barwy Siewcy – na to on widząc jak oczy jej płoną kilkoma barwami. To było żartobliwe porównanie.
Z czerwienią włącznie, śladem po oczach które Kinga wczoraj w tym świecie motylem będąc na początku drogi nocą w domu przy którym ogród gdzie byli, spotkała. Woźnica wiedział że to nie spotkanie lecz wybór. Była ich czyli oczu tych istoty pewnej, wybranką. Istota coś od siebie jej podarowała. Coś to nie był tylko kolor grozę budzący, Woźnica wiedział Kinga jeszcze tylko przeczuwała.
- Piotrze, wiem że chociaż czas zwolnił, tutaj, wiem że nie mamy czasu. Nie mamy na pewno?
Pytając próbowała ukryć miękkie dziwne dygotanie które wewnątrz wciąż czuła, bo to co przed chwilą wspomnieniem wróciło rozpaliło i przepełniło serce. Ono wciąż kipiało, odczuwało ciała pełnię, wielość spełnień i dążenie do spełnień. Pożądanie z miłością ponownie splecione, dusiło serce, całe ciało, umysł, wokoło niej się unosiło.
- Kinga, przejdzie zaraz gdy tylko nakażesz sobie – jego słowa jak klucz otworzyły kolejne wspomnienie.
Imię wypowiedziane bez zdrobnienia było żywe i uspokajało. Może nad tym panować, aż się uśmiechnęła.
- Tak, prawda, już przejdzie, masz rację, teraz musi – i z uśmiechem zmrużyła oczy. Spokój jak chłód
spłynął, objął. Było tak proste że aż się zdziwiła.
- Dobra, chodź, jeszcze trochę zostało do wyciągnięcia ci z główki. Z pomocą mojej –
uśmiechnął się i zrozumiała.
- Świntuch – powtórzyła - chodź świntuchu szybko – i zapletli się bez dłoni we włosy.

Tym razem wiedza czy przekaz wiadomości był pełen obrazów, nie pięknych, prawdy pełnych. Kiedyś nie wiedział teraz już wie i z niego ona wiedziała. Tam skąd przybył, inne zasady. W ziemskim świecie jego śmierć to utrata pamięci życia poprzedniego. Gdy umierał, a tam umierał i ponownie rodził się, trwało lat kilkanaście aż Strażnik pozwolił mu w trudach wstecz pamięcią sięgnąć. Trwało rok, dwa, by umysł się przystosował i ciało. Jego świat i ziemski świat, łączyły pajęczyny przez epoki czasu mknące. Wielobarwne i lśniące, dla niewielu dostrzegalne. Tymi pajęczynami i pajęczymi nićmi potrafił podróżować i na krótkie chwile, nie włosy a włoski czasu, wpływać. Czas był pełen matematyki i jak rzeka. Przepiękna, porywająca dosłownie i w przenośni, skrząca jak słońce w śniegu odbite w niektórych z istniejących światów. Rzeka miała początek nieznany, następnie miejsce gdzie dany świat istniał, coś na kształt mostu, zapory, sita przez którą się ciągle przelewał. Nierówną linią przez rzeki tej środek wiła się jasno lśniąca żywa wstęga. Wszędzie istniała. Na końcu ocean czasu, do którego rzeka wpływała. Gdzie wszystko wymieszane podobno i gdzie nikt mu znany nie dotarł. A mostów, zapór, światów w rzece czasu było dużo, bardzo dużo. Odległości pomiędzy nimi różne. Niektóre horyzontem spojrzeń mierzone, inne metrem w ziemskiej mierze.
Ziemski świat był ruchomy, dlatego też wyjątkowy. Wrażenie jakby przesuwał się nie było wrażeniem, w lewo i w prawo, aż docierał do innego świata który przenikał i od którego oddalał się. Wracał niekiedy w druga stronę, niekiedy na swoje miejsce. Gdy mniejsza odległość i przenikanie to niematerialność nazywana zjawami, duchami, upiorami, czyli istoty niematerialne ze światów sąsiednich, pozwalały się ludziom i nie ludziom dostrzec. Niektóre z zapór czas rozrywał i niszczył. Czy tylko czas niszczył? Tego wciąż nie wiedział. Brzegi przestrzeni, przez które czas płynął i koryta żłobił, były jeszcze innej materii. Materii początku i końca, żywej i potężnej. Istoty w każdym ze światów materialnych przemieszczały się z brzegu na brzeg. Początek i koniec zmienny był, na obu stronach zapory. Tam niektóre z istot na kolejną życia nić nawlekane. Ogromna większość pozostawała we śnie bezsennym. W oczekiwaniu nieświadomym na Sędziów. Na brzegach Siewcy istnieli. Biało czarne istoty mocy przedziwnej. Biało czarne też w charakterze. Ale to inne historie, jak za jednym z ziemian Woźnica mawiał. Lubił go a w czasie krótkim jak brata pokochał. Jego tablica liść przypominająca, wśród innych w stosach wymierzonych oczekiwała. Kiedyś razem, teraz czytał, widział i dotykał wszystkiego co ich łączyło, gdy pamięć wracała. Siewców nie jeden raz spotkał. Omijali go mrużąc oczy przedziwne, jedyne części ich istoty wielobarwnie jak kryształ światłem się mieniące i w świetle skrzące. Ogromne oczy wszystko widzące.
Dziś był w amarakowym świecie. Na ziemi miłość naznaczyła go piętnem. To osobna historia i nie na tą chwilę. Tutaj za miłością się pojawił, to było jej pierwsze ze świata do świata przejście. Często w takich przypadkach bywało ostatnim. Nie mogło być jej ostatnim, czuł to w sobie jak ogromną falę gotową zmiażdżyć, zatopić wszystko, wszystkich, siebie. A ta miłość miała imię, ciało, energii kształt niezwykły i mocy nieznanej wciąż pełen. To była Kinga.

Woźnica ponownie odsunął się. Kinga napięła kark, poczuła ból, to był dobry ból i w niego się zanurzyła. Wróciła przeszłość, pamięć, wiedza o życiu Woźnicy wciąż jednak niepełna, jego dotyki i słowa. Pochyliła się i z tutejszej ziemi wyrwała dwa amaraki, zawsze tworzyły parę. Zanim zapadła nagła cisza rozległ się jęk, jak gong chociaż tonacja odmienna, zerwane kwiaty umierały i cały ogród wiedział. Woźnica cofnął się o krok, stanął bokiem by ją widzieć i ogród cały oraz co za ogrodem, ugiął lekko kolana, pochylił głowę. Zaskoczyła go i wszystkich wokoło. To się działo, jej zadanie samo ją porwało.
- Ożyw – wyszeptał dla uspokojenie miejsca w którym byli a które mogło stać się wściekłością i
nienawiścią w jednym momencie. Wiedział że ona potrafi, siebie przekazując od niej wiele do niego pomknęło i Woźnica wyczuł dary dla Kingi. Ale teraz, nagle, obcy którymi w tym świecie byli zniszczyli życie to raz a dwa, zniszczyli niezwykłość czyli miłość tutejszą, która rodzinnej z urodzenia podoba chociaż to wyjątkowo marne porównanie.
Dary miała w sobie, czuła je. Słowo Pio wypowiedział w nieznanym jej języku, języku tutejszego świata i ogrodu, było zrozumiałe. Jej odruch działania miało ten sam cel. Kwiaty ułożyły się w dłoni, przytuliły listki, płatki uniosły dzwoniąc cicho i połączyły skraje jak w pocałunku, rozluźniły. Umierały. Czuła, wiedziała, ich życie w jej sercu i dłoniach. Przymknęła oczy i rytm z serca swego smugą przelała. W smudze cząsteczki z różnokolorowymi kropkami. Amaraki wystrzeliły do pionu na jej dłoni końcami połączone. Woźnica uśmiechnął się, widok był przedziwny. Muzyka w powietrzu jak ptaki zaćwierkała. Woźnica się wyprostował, rozejrzał, uśmiechnął. Ogród nie był zaskoczony i zaskoczony jednocześnie.
- Nuto, one są z tobą teraz wszędzie. Będziesz je czuła często, mogą cię wezwać.
- Tak, też czuję, wiem – głos Kingi się zmienił, współbrzmiał z ogrodem, był odrobinę śpiewny.
- Jeśli nie wiesz wszystkiego a jeśli wiesz to tylko dla pewności powiem. To teraz twoi bracia, twoje siostry. Nie tylko one ciebie ale ty je możesz wezwać ale musisz pomóc w przejściu do innych światów. Do każdego ze światów, tam gdzie będziesz. Z wyjątkiem jednego, twojego pierworodnego świata, Ziemi. Tam się nie pojawią.
- Pio, cicho – odpowiedziała w końcu z uśmiechem – już trochę wiem. I czy my nie musimy gdzieś?
Przykucnęła, wbiła dwa palce w ziemię, do otworów włożyła kwiaty pojedynczo. Jeden wyskoczył trzepocząc listkami i płatkami, wsunął koniec z którego korzenie do otworu gdzie drugi kwiat.
- Wiesz że to nie brat i siostra lecz para?
- Wiem – teraz Woźnica uśmiechnął się – kwiecie.
- Cicho – jej ton zaprzeczał jednak treści słowa. Napięcie wokoło rozpływało się powoli, czuli oboje. Jej
działaniem i ich rozmową ugaszone. Dziwna to była rozmowa, dźwięki amaraczego świata wydawali.
Gdy się zbliżyła wyciągając dłonie objął ją tylko. Chwilę wcześniej podpowiedziała że wie. Wiedziała że muszą przejść, że świat gdzie jego miecz jak drogowskaz był, pęcznieje chwilą.
Uwielbiali długie pieszczoty, oboje. A ostatnio wszystko jak grom z nieba i burza za burzą. Uwielbiali oboje tulić i pieść. A wciąż nie dane im było. Cienie ona teraz dostrzegła. Wiedziała, że „ożyją” za chwilę i porwą. Że mogą nie wrócić, myśli nie dopuszczała. Cienie tylko on i ona spośród obecnych i widzialnych w ogrodzie widzieli. Znaczyły zbliżanie się możliwości przejścia w czasie lub ze świata do świata. Czas podlegał matematyce i z liczb niewymiernych w czasie tworzyły się tunele, jaskinie, nieznane. Wejścia były ułamkami chwil, czas liczby niewymiernej pomiędzy sekundami, minutami, godzinami, dalszymi, tymi ziemskimi i nieziemskimi, to ruchome wejścia. Potrafili dostrzec, złapać, przekroczyć. Zbliżała się chwila dla Woźnicy świata. Tam jest niebezpiecznie, czuła ona wiedział on. A przecież to spełnienia początek, tak oczekiwanego bo wspólnego. Tyle jeszcze dróg do przejścia wczoraj, dziś, jutro. Piękno i zachwyt, życia radość w powietrzu drżąca, zapach lasów i kwiatów, bezliku pocałunków posmak i nieskończoność całości światów, tyle tego istniało wokoło i w nich w tej chwili. Dotknęła dłońmi ust jego i przykucnęła, pod suknią naga bo suknia tylko zamalowała dla niewyrazistości przed obcymi, nie Woźnicy, oczyma. Przykucnął obok. Otoczenie rozmyło się i kształty gdzieś we mgle. Wiedzieli kto i gdzie czeka. Tam miecze i zaklęcia. Tam śmierć jak chleba kromka, czy jakoś tak pisał znany poeta. Nie, nie tego świata. Chociaż i w tym jak chleb ona jest. I do chleba odniósł poeta, jednak nie ośmielił się z chlebem śmierci związać. Bo nikt chleba tego i kromki tej, nie pragnął tu. A gdzie indziej? Cóż, gdzie indziej tak.
- Wiesz co masz zrobić? – zapytał.
- Tak – odpowiedziała już gotowa.
Poczuli, jak nadchodzi kolejne „spełnienie”. Oboje wyciągnęli ramiona i wbili palce w jedną ze szczelin które wśród liczb niewymiernych pomiędzy cyframi czasu w nieskończoność istniały. I ogród zadrżał, jakby rozstąpił się. Ciemność ich porwała i spadanie. Rozpostarł skrzydła dłoni jej nie puszczając i po chwili poczuł, jak i ona skrzydła rozpościera. Ściany czasów były zbliżone kształtem do obranego kształtów celu, wybranego świata. Tym razem zimne, wręcz lodowate, soplami wystające. I pod nimi białe piekło. Chłód zimnego śnieżnego tu czasu przenikał. I inny świat, inna chwila już drżąca. On wiedział, ona też wiedziała. I błysk też dostrzegli. Uderzenie stopami w skalistą, nierówną ziemię tutejszego Kruków świata bielą lodu i śniegu wymalowaną przez naturę, przez dwie pory roku bo tylko takie tu istniały, gorąc i mróz, było mocne. Rozleciały się szczątki skał, wbili się do połowy łydek, przykucnęli dla równowagi. Woźnica wyciągnął niedźwiedzi kożuch dla Kingi. Skąd, nie zauważyła.
- Ubierz, na tamtym wzgórzu pod drzewem jest miejsce skąd będziesz widzieć. Możesz jednak poruszać się wszędzie. Jeśli zginę, Twoja śmierć też tutaj. Jeśli nie przez wieczność będziemy się szukać. Jeśli Ciebie śmierć tutaj, mnie też, też wiesz. Nic nie mów, czuję – i wygląd Piotra zmienił się częściowo. Wojownik, jednym słowem. Objął Kingę, te objęcia, i pocałował i oboje poczuli ciepło przez mróz, wargi i ciało przystosowały się do świata, usta były już zimne. Spojrzeli sobie w oczy i odwrócił się, pomknął.

                                                           ZMARTWYCHWSTANIE. KRUCZYSTAN.
Mag był jak legenda o Tysonie. Zimne oczy, futro do ciemnej w barwie skóry przystrzyżone, mięśnie jak stalowe. Nutami śmierć niosącymi drgające. W świecie tym Woźnica spokojem się obnażył. Ruchy kocie, miękkie, w szybkości niedostrzegalne.
Śnieg, zmierzch i tych dwoje naprzeciw. Grzechotniki dwa, ognie dwa. Za nimi z szeregów wojsk smugi pary ledwo dostrzegalne. To oddechy Kruków z ostrzami lśniącymi w dłoniach pazurami przyozdobionych, dwie armie naprzeciw. Kruki przed wiekami podzieliły się na dobro i zło. Dziś naprzeciw siebie, gotowi. Mgnienie za chwilę nastąpi i historii na krótki czas w świecie tym kierunek wytyczony i nakazany zostanie. Wodzowie dwaj pierwszą rundę stoczą. Druga runda znakiem zapytania i napięciem rosnącym w spojrzeniach.
Cień pomknął w kierunku Woźnicy, pchnięcie oszczepem w serce mierzone. Nie drgnął, grot zmienił kierunek, powietrze trafił. Mag zdziwienia w oczach nie potrafił ukryć, choć tylko błyskiem przemknęło. Odpowiedź sama się zrodziła w tej samej chwili. Niedostrzegalna i naturalnie miękka. Białe płatki porywem powietrza wzburzone, uniesione, lekko zawirowały i opadły. Tylko one ruch ostrza miecza wyczuły, nie dostrzegając. Mag zastygł z oszczepem do pchnięcia ponownego gotowym. Biel błękitu barwę pod stopami Maga przybrała. Na kolano przyklęknął bezsilnie. I po chwili twarz w śniegu zanurzył.
Woźnica w ogień się przeistoczył. W kierunku swego wojska pobiegł, poderwał je okrzykiem potężnym i huraganem na przeciwnika runął. Sekundę trwało wszystko, drugą serc wyrwanie. I cisza nastała. W ciszy ciała kruczych braci, wciąż przeciwników, przewracały się bezwładnie. Zwycięskie Kruki serca braci wciąż pulsujące w dłoniach ściskały. Niepewność i ból w rysach twarzy pojawiła się. Woźnica przed szeregami stał. Oczyma zmierzchu pełnymi niebo przepatrywał, ramiona rozpostarł. Okrzyk ponownie jak huk wodospadu ciszę przepełnił.
I spośród chmur ona, o nieznanym tutaj imieniu nikomu, jak kolorowa deszczu kropla pojawiła się. Muskała Krucze serca z których krople krwi błękitu pełnej jak łzy na dłonie. Z dłoni skapywały w mroźną biel. I pod dotknięciem dłoni jej, serce drgało w drapieżnych a w tym momencie delikatnych kruczych szponach. Po drgnięciach kilku bratu serce wydarte przywracał. Blizna zasklepiała się. Czas jednak jak drewno ogniem trawione się spalał. Przyspieszyła, musiała zdążyć, aż biegiem od jednego do drugiego szeregu mknęła. Niewiele czasu pozostało, gdy ostatnie krucze serce do właściciela powróciło. Zdążyła i uśmiech zakwitł na ustach nie tylko jej. Woźnica oczy zmrużył, głowę opuścił, zadrżał. Szeptał niezrozumiałe nikomu słowa, przywoływał. Ze słów jego ciepło życia poległych otuliło, przeniknęło. Zwycięskie Kruki przyklękły. I pierwsze powieki nicości wyrwane rozwarły się. Płomień i gwiazdy w nich. Drugie, trzecie. Woźnica przytulił Kingę. Poczuł jej twarz na swojej i zapach poczuł. Pocałunkiem musnęła wargi jego. Wciąż chłodu świata tego pełny a jednocześnie drżący wciąż, chwil kilka wstecz i świat jeden wstecz temu rozpalony, teraz parował przedziwnie pocałunek. Chłód rozpuścił bo wciąż gorący nie tylko wspomnieniem był i nie tylko na ustach. Ciał i serc krótkie miłości wilgotne wspomnienie, sprzed chwili tak odległej w przestrzeni, dla czasu powieką mrugnięcie, tu żyło wciąż. Mocno, bo stąpanie po życia skraju i na granicy śmierci mocnym wrażeniem.
Woźnica dostrzegł wcześniej jak oczy Kingi przez moment  stały się kryształowe, wielobarwnie mieniące. To już nie było złudzenie. Oczy Siewcy. Wróciła w pamięci mglista niewidoczna postać, która gdy Kinga usnęła motylem będąc z kąta się wyłoniła i lekko ją pogłaskała. Chłód jak strzałą wbił się i rozprysł od środka. Jednak serce niepokój związało i na bok odstawiło. Gdy do Kruka o imieniu Dwa Węzły się zbliżył, ten już słowa chrapliwym językiem wymieniał z ponownie narodzonym. Miecz swój mu podał. Kruk powstał, miecz uniósł. I bracia jego powstali, pięści zaciśnięte unieśli. To czas pożegnania po wielu bitwach ku tej ostatniej wiodących. Wszyscy wiedzieli, że ten który miecz od Woźnicy otrzymał, jego miejsce na stałe zajmie. Kruk ten walczył kiedyś z Woźnicą. I w walce zapletli się jak węzeł, dwa w jednym. Woźnica sam mu imię nadał. Wiedział co będzie, wiedział że nie z nim a z bratem w przyszłości która w tej chwili rzeczywistością się stała, Kruki zaplotą węzeł ze swych serc. Węzeł do śmierci trwały i razem poprowadzą braci nową drogą. W tym świecie nie było miłości takiej jak w ziemskim. Inne prawa, dzikie i surowe. Mnóstwo też istot z wielu światów innych. Ale pośród kamieni uczucia kwitły, wiedział. Spojrzał w oczy krucze, pełne oddania i zrozumienia. Bez skazy zła. Spojrzał w oczy jego brata. Te wciąż jeszcze niedowierzające były, w swe wnętrze patrząc i na zewnątrz patrząc, lecz skazy też nie dostrzegł. Mógł odejść. Podał dłoń Dwu Węzłom.
Odwrócił się. Kinga delikatnie ramię pod jego wsunęła i ramiona jak serca oba się zaplotły, lekko a jednym warkoczem, wszechobecnym. Ruszyli w stronę samotnego drzewa na najbliższym wzgórzu, wdychając zimne powietrze. Miało swój zapach i odrobinę łaskotało nozdrza. Przy drzewie dobre miejsce do powrotu wyczuć im się pozwalało. Jeszcze na moment, gdy Kruki nagle uderzeniami pięści w tarcze podziękowania im składały, kroki powstrzymali. Woźnica spojrzał na drzewo. Było piękne iglastą jak ziemska zielenią i białą korą. Kochał drzewa. Rzekł, uśmiechając się:
- A Ty drzewo nie możesz jechać – i dotknął drzewa. Ono zrozumiało i w odpowiedzi zaszumiało igłami przedziwnym dźwiękiem, jak chichotem. Cienie dostrzegli chwilę wcześniej, wydłużały kształty rzeczywistości. Z Nutą jednocześnie wbili palce w chwilami i tutaj jak w każdym świecie się pojawiającą krawędź liczby niewymiernej czasu, razem skoczyli w szczelinę którą dłonie powstrzymały i mocniej rozdarły rozciągnięciem jej niewymierności w zwężającą się nieskończoność (to zjawisko naukowe, nieznane ziemskiej nauce, trudne do wytłumaczenia ziemianom z krwi i kości). I krajobraz od horyzontu po horyzont pękł, to wrażenie. Ponownie spadali, gotowi. Dla Kruków też ponownie Woźnica, tym razem z Kingą, po prostu rozpłynął się.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
skroplami · dnia 13.09.2015 14:30 · Czytań: 776 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
hannacze dnia 10.10.2016 23:11
Zacznę Cię błagać o to byś czytał (a może czytała...)czasem moje teksty.Twoje komentarze są oszałamiające. Kto Ci dorówna?

No tak, nic się nie działo... .
skroplami dnia 12.10.2016 03:15
hannacze, jak w banku ;).
Ape dnia 21.02.2018 08:49
Pięknie utkane, kto teraz tak pisze?
skroplami dnia 27.02.2018 17:57
Witaj i dziękuję Ape :).
Ale wstyd mi, tak mnóstwo tu braków i wszystko, a co najmniej połowa :(, do poprawki :).
Ok, kiedyś, ale na pewno. Przyczyna "kiedyś" bardzo istotna, uczę się od Was, faktem - niektórych, jak pisać, hm :), właściwie to - jak chociaż coś "jedno" dobrze napisać :). Słownictwo porąbane, wiem, wiem.
I tak, trochę się nauczyłem, warto "podglądać" ;). Może zdążę, kolejne warto, choć jedno dobre a nawet bardzo, napisać ;).
Ponadto, nauka to też przyjemność, tak ;)?
Zgoda - to piszę za Ciebie ;).
Pozdrawiam i życzę dobrej, twórczości :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ronin
04/12/2022 13:04
Zaimkoza aż boli. »
wolnyduch
04/12/2022 00:24
Ciekawy wiersz, msz o tym czego kto potrzebuje decyduje… »
wolnyduch
04/12/2022 00:18
Wstrząsający, wręcz dramatyczny wiersz, no cóż świat jest… »
wolnyduch
04/12/2022 00:15
Urokliwie zatrzymana chwila, wiersz bardzo obrazowy, taki… »
wolnyduch
04/12/2022 00:09
Dobrze się czyta tę impresję ze wspomnień, troszkę… »
wolnyduch
03/12/2022 23:56
Witaj al - szamanko Faktycznie mnie zafascynowała postać… »
al-szamanka
03/12/2022 19:15
Musial Cie Gray mocno zafascynowac, ze az cztery wersje… »
Wisniewski
02/12/2022 21:32
Dziękuję pięknie Wam obojgu! »
Marek Adam Grabowski
02/12/2022 20:47
Dziękuje. Kto wie, może Kości podstawią na turystykę.… »
Kazjuno
02/12/2022 20:35
Tym razem, Marku, pozostawileś czytelnika ze sporą… »
wolnyduch
02/12/2022 19:45
Może puka, bo mu zależy na niej? Tak poza tym, to zawsze… »
wolnyduch
02/12/2022 19:34
Spojrzenia w serce, tak ono jest ważne... Jak dla mnie to… »
wolnyduch
02/12/2022 19:26
Dobrze i mnie się czytało to życiowe opowiadanie, choć… »
wolnyduch
02/12/2022 19:15
No cóż, zawsze na początku ludzie się nie znają, ale taniec… »
Darcon
02/12/2022 19:11
Bardzo dobre, Wisniewski, przede wszystkim w swojej… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas