Pamiętniki Gaetha, rozdział 2, część 1. - Raysham
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pamiętniki Gaetha, rozdział 2, część 1.
A A A
Od autora: Po przerwie powrót do historii Gaetha. Młody elf nareszcie ma z kim porozmawiać. Początek wielkiej, dziwnej przyjaźni?

 

Rozdział II - "Ucieczka"

 

             Szelest. Szmer, który towarzyszył przewracaniu wiekowych, kryjących w sobie wielką wiedzę, stron. Potrafiłem rozpoznać go gdziekolwiek bym się nie znalazł. Nie zliczę ile nocy, ile wieczorów, ile dni wsłuchiwałem się w ten odgłos, gdy pomimo usilnych prób nie mogłem zasnąć. Lefarion zwykł całymi nocami przesiadywać nad jakimiś starożytnymi manuskryptami. Tłumaczył je i czytajał z wielką pasją. Ten dźwięk brzmiał dokładnie tak samo. Czułem się zagubiony, nie potrafiłem powiedzieć gdzie się znajduję. Wspomnienia powoli wracały do wciąż zamglonego umysłu, a wraz z nimi odchodziła szara szata, która przesłaniała mi oczy i sprawiała, że nie mogłem wrócić do realnej rzeczywistości. Po chwili doszło do mnie, że to nie szmer przewracanych stronnic, a szelest liści, które głośno burzyły się na koronach drzew pod wpływem podmuchów mroźnego, północnego wiatru.

            Świadomość wracała ociągając się, jakby z niechęcią. Zdałem sobie sprawę, że leżę oparty o jakiś ogromny głaz. Najwidoczniej jeszcze przed chwilą spoczywałem na nim, regenerując zmęczony organizm. Zza pleców dochodził mnie odgłos plusku wody. Z trudem odwróciłem głowę i spojrzałem wprost na sporej wielkości, okrągłą fontannę. Na jej środku stał posąg wilka, który przedstawiony był w momencie, w którym wył całą siłą swych płuc. W jego postawie zdawałem się dostrzegać wielką energię i śmiałość. Z gardła wytryskiwał mu strumień czystej, wody. Ten widok zmylił mnie kompletnie, bo nie pamiętałem niczego co przypominało tę rzeźbe. Zdążyłem już sobie przypomnieć gdzie się znajduję i moje myśli znowu ogarnął ten sam lęk, co przed omdleniem. Teraz jednak pomieszany był z niemym pytaniem, które znowu zaczęło kłębić się w mojej głowie.

            Rozejrzałem się dookoła, ale wszędzie znajdowały się tylko, ciągnące się w nieskończoność, regały pełne wszelakich książek. Nagle czując dotkliwe pieczenie na kostkach obu dłoni począłem oglądać je i oceniać jak mocno są poranione. Wyglądało na to, że bicie we wzmacniane, drewniane drzwi nie było dobrym pomysłem. Hmpf.. Trzeba to zapamiętać – pomyślałem z przekąsem. Tak naprawdę to bicie drzwi nie było głupszym pomysłem niż przekraczanie progu tego przeklętego miejsca… Czemu ja muszę taki być… Ehh.

            Moją rozmowę z samym sobą przerwały odgłosy kroków, które dochodziły od strony półek stojących z lewej strony placyku, na którym znajdowała się fontanna wraz z kamieniem, o który siedziałem oparty. Po chwili z cienia rzucanego przez wielki regał wyłonił się ten sam elf, którego zdążyłem już poznać wcześniej. Wyglądało na to, że niesie ze sobą kilka książek.

         - Ohh, obudziłeś się. Nareszcie. – Powiedział z wyraźną ulgą w głosie. Nie dziwiłem mu się. Nie miałem pojęcia ile czasu przyszło mu spędzić w samotności. Pewnie dodawało mu otuchy to, że nie jest już jedynym w tym dziwnym miejscu.  – Miałem nadzieję, że niedługo wstaniesz. Leżałeś tak już dobre kilkanaście godzin... O ile da się ocenić upływ czasu w tym zapomnianym przez bogów więzieniu. Przeniosłem cię tutaj po tym jak zemdlałeś waląc w te wielkie drzwi. Musiałeś być wycieńczony.

        - Tak… Cóż, nie tego się spodziewałem wchodząc do tego piekielnego budynku na powierzchni. Ale najwidoczniej znowu padłem ofiarą własnej ogłupiającej ciekawości. Pewnie nie ostatni raz. – To ostatnie zdanie dodałem dopiero po chwili milczenia. Przyszło mi na myśl, że chyba nigdy nie doświadczę pewniejszej rzeczy w moim życiu niż to, że mam talent do pakowania się w kłopoty.

       - Cóż, przynajmniej nie zostałeś porwany, w środku polowania, przez nieznaną bestię, która zamiast po prostu z tobą skończyć, zabiera cię do miejsca gdzie nie ma nikogo poza tobą, byś gnił pośród rozpadających się ksiąg. – Odpowiedział jednym tchem. – W największej jaskini, jaką kiedykolwiek widziałeś. – Dodał po chwili.

        - Heh. No tak. To akurat mnie ominęło. – Odparłem, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. To jak opowiadał ten elf sprawiało, że czułem się… lepiej. Widać było, ze najwidoczniej pogodził się już ze swoim losem i nie miał zamiaru zamęczać się wyrzutami. - Jak długo już tutaj siedzisz?

            Młodzieniec przeszedł obok mnie i usiadł przy stojącym naprzeciwko stoliku, przy którym stały trzy krzesła. Rozłożył przed sobą trzymane książki, wzbijając przy tym tuman kurzu, który wzniósł się wysoko w powietrze.

        - Nie potrafię powiedzieć. Kilka tygodni, jeśli miałbym zgadywać. Na szczęście to miejsce jest jak jakieś miasto, tylko, że zamiast żywych istot mieszkają tu książki. I chociaż nie mają zapotrzebowania na jedzenie czy picie, jest tu zaskakująco duża spiżarnia. – Powiedział klepiąc się po brzuchu. Znowu zebrało mi się na śmiech. – Przy okazji, jestem Faendil.

      - Miło mi. Chociaż byłoby milej gdyby okoliczności nie były takie beznadziejne.

       - Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek cię spotkał. Skąd pochodzisz? – Zapytał z wyraźną ciekawością.

            Próbowałem wstać, podpierając się łokciem o twardą powierzchnię białego głazu. Zastanawiałem się co odpowiedzieć. Zdążyłem już założyć, że przebywający ze mną elf nie ma wrogich zamiarów. Wręcz przeciwnie, jest w tej samej sytuacji co ja i wygląda na dobrego. Jednakże ja również nie miałem pojęcia skąd pochodzi mój nowy towarzysz. Wyglądało na to, że po raz pierwszy w życiu spotkałem kogoś kto nie należał do mojego klanu. Wiedziałem, że po „ucieczce” jak nazywał Lefarion odejście elfów do puszczy, cała moja rasa podzieliła się na dziesiątki odrębnych od siebie grup, a ogrom starożytnego lasu sprawiał, że do spotkań prawie nie dochodziło. Nie wiedziałem do końca czym spowodowany był ten podział, ale przyszło mi  po prostu zaakceptować to jako fakt, którego nijak nie mogę zmienić. Natomiast teraz odczuwałem wielką radość, że mogłem wreszcie poznać kogoś z moich pobratymców, kto nie pochodzi z tego samego obozu.

      - Skąd pochodzę? – Powtórzyłem jego pytanie. Chciałem dać sobie chwilę na przemyślenie odpowiedzi. – Z puszczy. Tak jak i ty. – Powiedziałem z nikłym uśmiechem, podnosząc się na własne nogi.

      - A więc jesteś z innego klanu… - Odparł Faendil w zadumie. Przymknął powieki tak, że przez chwile wyglądał jakby drzemał w oderwainu od świata. – Nigdy nie spotkałem kogoś spoza mojej pierwotnej grupy. Wiedziałem jednak, że taki czas w końcu nadejdzie. – Ciągnął swoją wypowiedź. – Widzisz… Ojciec mówił mi, że jesteśmy największym klanem obecnym, tutaj, w Puszczy, ale zawsze powtarzał, że nie jedynym.

     - Kim jest twój ojciec? – Spytałem z nieskrywaną ciekawością. Zdążyłem już zauważyć, że nowopoznany elf ma inny styl bycia. Bardziej elegancki, szlachetny. Zastanawiałem się czy nie należy do jakiegoś ważnego rodu. Skoro jego klan był największym w puszczy…

      - Jest… przewodniczącym? Coś w tym rodzaju. – Zaczął Faendil bez skrępowania. – Nie potrafię określić jego stanowiska… prowadzi nasz klan, zarządza nim…

     - Przewodnik?

     - Tak, coś w tym rodzaju.

      - W moim klanie również znajduje się ktoś taki. Czuwa nad naszym bezpieczeństwem i prowadzi nas przez puszczę. – Powiedziałem zamyślony. Może poza wielkością nasze klany wcale nie były takie różne. - Taki ojciec całej naszej społeczności. Wybieramy go na całe życie, a on służy wspólnemu dobru.

      - Wybieracie? – Zapytał z niedowierzaniem. – U nas przewodnictwo jest… dziedziczne. To znaczy, że ja przejmę władzę nad klanem po tym jak mój ojciec nas opuści albo się jej zrzeknie. – W jego głosie słychać było nutkę dumy, ale widać było, że obawiał się tego dnia. – W każdym razie, raczej szybko to nie nastąpi, ma dopiero trzysta lat…

     - Cóż, wygląda na to, że jednak są jakieś różnice. – Odparłem, chcąc uciąć temat. O tym wszystkim mogliśmy rozmawiać godzinami. O różnicach w naszych życiach, o tym dlaczego mieszkamy w puszczy, a nasz naród nie jest zjednoczony. Jednak w tym momencie moja głowę wciąż zaprzątała jedna myśl – Co my tu robimy? I jak się stąd wydostać? – Jak to się stało, że cię porwano? – Powiedziałem, chcąc zacząć nowy, bardziej interesujący mnie w tej chwili, temat.

      - Ahh… - Ciężko westchnął Faendil. Widać było, że nie jest to dla niego łatwy temat. – Byłem podczas polowania… Dopiero niedawno mój mistrz stwierdził, że jestem gotowy na samodzielne wyprawy w głąb puszczy. Do tamtej pory zawsze chodziłem z nim albo innymi myśliwymi, bo byłem zbyt „mały”…  -  Widać było, że krępuje go to wyznanie. Ja jednak szybko zrozumiałem, że to nie dlatego, iż był tchórzem. Jako tak ważna osoba pewnie nie mógł nawet wyjść z namiotu i nie zwracając przy tym czyjejś uwagi. Dałem mu o tym do zrozumienia przyjaznym uśmiechem, starając się pokazać, że wiem jaka to sytuacja. Widać zrozumiał moje intencje, bo wyraźnie się rozluźnił. – W każdym razie, byłem bardzo podekscytowany i chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. W naszym klanie niewielu jest dobrych łowczych, dlatego każdy z nich jest bardzo szanowany. – To stwierdzenie zdawało mi się zastanawiające. W grupie, w której ja dorastałem każdy dorosły umiał polować, a większość klanu była dobrymi łowczymi.  Kolejna różnica. - pomyślałem, jednocześnie wsłuchując się w dalsze słowa, które padały z ust Faendila. – Wpadłem na trop jelenia, dużego jelenia. Podążałem za nim kilka godzin, próbując dopaść, ale co i rusz uciekał mi w ostatnim momencie. Nie zauważyłem, że zmrok zapadał szybciej niż wcześniej zakładałem. Wkrótce całkowita ciemność zastała  mnie w środku lasu. Wracając po własnych śladach dojrzałem, że nagle coś zaczęło ruszać się pomiędzy drzewami. Wystraszyłem się i chciałem umknąć w krzaki, ale niespodziewanie poczułem bezwład w całym ciele. Nie mogłem się ruszyć, byłem sparaliżowany. –  Na wspomnienie tamtej chwili w jego oczach zapłonęły iskierki tego samego lęku. W jego wyobraźni znowu malował się obraz nieznanej bestii. – Niespodziewanie coś runęło na mnie, a zaraz potem rozległ się ostry, przeszywający ryk, którego nigdy wcześniej nie słyszałem. I  nie chcę słyszeć. –  Mówiąc to złapał się za głowę jakby ta wciąż bolała od przenikającego ją wrzasku. Przypomniała mi się chwila, w której sam zwijałem się w ogromnym bólu na posadzce świątyni, a zewsząd atakowały mnie nieznośne, nieznane dźwięki. –  Wtedy zemdlałem… Pamiętam tylko, że bestia wyglądała jak wygłodniały, wściekły wilk. Z tym, że była dużo, dużo większa. Obudziłem się tutaj, a jedyną pamiątką, która została mi po tamtym spotkaniu jest blizna po śladach ugryzienia na prawym ramieniu. –  To powiedziawszy wstał i pokazał mi ślady na swoim własnym ciele. Faktycznie, wielka szrama rozciągała się od barku, idąc w dół i kończąc się nisko na plecach. Nie był to jeden, długi ślad i łatwo było rozpoznać, że zostawiły je czyjeś zęby. Wgłębienia i zadrapania na skórze układały się w pewien wzór. W tamtym momencie z przerażeniem zastanawiałem się co za potwór może mieć tak wielkie kły.

       - Nie zazdroszczę ci spotkania... - Powiedziałem po obejrzeniu rany. Naprawdę nie wyglądała najlepiej, ale na szczęście mimo wielkości zagoiła sie szybko. Kolejna zaleta bycia elfem. - Co to za księgi? - Spytałem mając nadzieję na zmianę tematu.

      - Cóż, sam do końca nie wiem. Odkąd tu jestem przeczytałem wiele niesamowitych rzeczy... Pewnie nawet nie wyobrażasz sobie co było zanim elfy wstąpiły do puszczy. - Odparł rozmarzonym głosem Faendil. Jego ponury nastrój odszedł tak szybko jak się pojawił. - Ehh... kiedyś byliśmy wielkim ludem. Nie musieliśmy się chować jak szczury przed innymi i odcinać od siebie nawzajem.

     - Czy ja wiem czy to tak źle? - Sam nie miałem pojęcia jak mogło to wyglądać. Jednak życie  w puszczy sprawiało mi przyjemność. Czułem, że tutaj pasuję. - Każdy pewnie ma co do tego inne odczucia. Tutaj przynajmniej ludzie nie ścigają magii.

            To prawda, że magia nie była dość powszechnie akceptowana w Cesarstwie. Ludzie nie posiadali takich zdolności, a przynajmniej nie większość. Tymczasem elfy, wszystkie posiadały w sobie jakąś moc, kwestia była tylko jej wyzwolenia. Wymagało to wielu ćwiczeń i zajrzenia w głąb siebie. Podróże do Przedczasu były bardzo niebezpiecznie i nie zawsze wiadomo było jak wrócić. Lefarion opowiadał mi, że gdzieś daleko na wschodzie żyją klany, w których magowie potrafią czynić niestworzone rzeczy. Wiedziałem też jednak o tych, którzy mieszkali na Wielkich Pustkowiach, za Górami Wysokimi. Ci nie byli już tak przyjaźnie nastawieni. Nikt jednak nie widział tamtejszych ludów od dawnych czasów. Wyjątkami pozostawały pojedyncze mroczne elfy, które zaciągały się do armii imperium w charakterze najemników. Bardzo drogich najemników.

      - Tak... magii. - Powiedział Faendil zamyślony. - Znalazłem tutaj jedną księgę na ten temat. Napisane jest w niej, że odkryły ją mroczne elfy jeszcze dziesiątki tysięcy lat temu, kiedy Puszcza nie istniała. Przedczas był połączony z naszym światem, a duchy i inne pokraczne stworzenia chodziły po tej ziemi. Potem stworzyli barierę, która oddziela te dwa światy. Z czasem Przedczas zanikał, a teraz jest zupełnie zdeformowany. Nie chcę nawet myśleć co tam się dzieje. - Tutaj nagle przestał opowiadać i znowu spochmurniał. - Jest też coś innego...

      - Co takiego? - Spytałem zaciekawiony. Po ostatnich słowach Faendil zamilkł na dłuższą chwilę, a ja nie wiedziałem jak to odbierać.

     - Wiesz.. myślę, że choćbyśmy się stąd wydostali, będziemy musieli tu wrócić. - Powiedział tajemniczo. Nie bardzo rozumiałem o co mu chodzi, ale nie podobała mi się ta myśl. Jak to musieli?

     - Najpierw to przydałoby się stąd uciec. Potem możemy myśleć o chwalebnym powrocie w blasku mieczy i toporów, dzielnych wojów. - Odparłem oschle. Nie bardzo uśmiechała mi się perspektywa powrotu do tego więzienia.

     - Wyjaśnię później. Teraz faktycznie trzeba poszukać stąd jakiegoś wyjścia. - Po tych słowach, młody elf wstał opierając się o stół i począł iść w stronę półek. Zdawało się, że odnalazł nową energię. Jakby rozmowa i spotkanie ze mną dodały mu wiary. - Gdzieś tu musi być wyjście. Rozejrzyj się trochę, może coś znajdziesz. Tylko uważaj. Niech wielkość tego miejsca cię nie przerazi.

       Po tych słowach zniknął pośród półek i zostawił mnie w poczuciu kompletnej dezorientacji. Zrezygnowany odwróciłem się w drugą stronę i ruszyłem szlakiem tabliczek, na których wyryte były nazwy kolejnych księgozbiorów. Chyba czas zaprzyjaźnić się z tymi lekturami. Może któraś pomoże się stąd wydostać...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Raysham · dnia 28.09.2015 18:59 · Czytań: 371 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
13/01/2026 19:16
A więc modlitwa. Niezwykłe pisarskie przedsięwzięcie. Idę… »
pociengiel
13/01/2026 18:08
Mawydar, dzięki. Biorę to na klatę. Wykorzystałem… »
Madawydar
13/01/2026 18:08
Kobiece oczekiwanie na jego przyjście. Pierwsza część… »
Madawydar
13/01/2026 17:37
Jest tu zalążek nastroju, ale trwa zbyt krótko jak na… »
Madawydar
13/01/2026 16:59
Hanging Out - DamianMorfeusz Mroczne to, tajemnicze,… »
pociengiel
13/01/2026 11:56
Tekst jest świeższy od zawartości odkręconego pojemnika.… »
Pulsar
13/01/2026 09:34
Pokasowałeś swoje wiersze, żeby po "młócce" -… »
Madawydar
12/01/2026 18:51
W tym opowiadaniu pojawia się wiele pytań, na które trudno… »
retro
12/01/2026 18:10
Madawydar, dziękuję za komentarz. Starałam się oddać to, co… »
JOLA S.
12/01/2026 13:46
To nie jest dobre opowiadanie, ale mimo to nie mogłam się od… »
Madawydar
11/01/2026 23:15
Mnie raczej boskość kojarzy się z jasnością, a ciemność z… »
Madawydar
11/01/2026 22:39
gertruda burgund Bardzo dziękuję za rzeczowy komentarz… »
gertruda burgund
11/01/2026 13:44
Przeszły mnie dreszcze na koniec. Poruszające. Mocne.… »
gertruda burgund
11/01/2026 13:21
moja Gałązko Jabłoni... ;) - ze Stachurą ta szczęśliwa Wyspa… »
JOLA S.
10/01/2026 16:01
Dobrze się czyta, pomimo, że autorka nie jest zbyt wylewna.… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)
  • Redakcja
  • 07/01/2026 13:49
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim Portalowiczom!
  • Kushi
  • 04/01/2026 21:22
  • Wszystkiego najlepszego w Nowym 2026 roku dla całego Portalu Pisarskiego <3 :)
  • JOLA S.
  • 01/01/2026 21:17
  • Dobry wieczór w Nowym 2026 Roku. Dawno mnie tu nie było. Piękne wspomnienia były silniejsze. Do siego dla wszystkich i do usłyszenia.
  • Janusz Rosek
  • 01/01/2026 11:11
  • Szczęśliwego Nowego Roku 2026 i spełniania marzeń.
  • Redakcja
  • 04/12/2025 11:42
  • Powodzenia wszystkim, kategoria konkursowa została już utworzona, można zgłaszać do niej teksty!
  • Darcon
  • 04/12/2025 11:25
  • Stało się, skład uczestników konkursu Malowanie Słowem zamknięty. Teraz czekamy na pierwsze konkursowe opowiadania. :)
  • Darcon
  • 29/11/2025 14:37
  • Uwaga! Zostało ostatnie miejsce w konkursie Malowanie Słowem! Nie zwlekaj, żeby nie żałować. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty