Frendliksy - mruczol
Proza » Groteska » Frendliksy
A A A

FRENDLIKSY

Od tematu eutanazji nie uciekniemy, bo za chwilę starszych ludzi będzie więcej niż młodych.
Bohdan Maruszewski

Rok 2030 cechował się wielkimi przemianami na całym świecie. Byli tacy, którzy z szampanem w dłoni świętowali swoje małe zwycięstwa, byli też tacy, którzy z rozrzewnieniem w oczach wspominali stary, dobry porządek. Jak to się mówi: „Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził”1. „Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”2...
Uznany i wsławiony na całym świecie wynalazca, który nie tak dawno temu otrzymał za swój rewolucyjny pomysł Nagrodę Nobla, leżał w ciasnym, przytulnym mieszkanku i czekał na Frendliksa. Miał 54 lata. Był jeszcze młody i pełen chęci życia. Niestety, nieszczęśliwy wypadek unieruchomił go w miejscu i skazał na „bezpieczne przejście na druga stronę”. Gdyby tylko potrafił przewidzieć konsekwencje swojego odkrycia...
Piętnaście lat wcześniej, kiedy jeszcze był młody i w najśmielszych nawet snach nie myślał o tym, że kiedyś zmuszony będzie umrzeć, przyszedł mu do głowy genialny pomysł – Frendliksy. Na świecie coraz to bardziej pogłębiał się kryzys gospodarczy, państwa europejskie, a w szczególności Polska, dyskutowały zajadle nad problemem starzejącego się społeczeństwa. Coś trzeba było z tymi nieszczęsnymi ludźmi zrobić. Nikogo nie było stać, aby całymi latami utrzymywać narzekających, nic nie wnoszących dla polepszenia sytuacji krajów darmozjadów.
Wynalazca popatrzył melancholijnie na świat widniejący poza czterema ścianami jego małego mieszkania. Na ogromnym billboardzie, który unosił się tuż naprzeciwko okien – obecnie doskonale wiedziano, w jaki sposób dotrzeć do odbiorcy – dostrzegł dwójkę sympatycznie wyglądających ludzi. Jeden z nich – mężczyzna w średnim wieku – uśmiechał się błogo, krocząc w kierunku olśniewającego, sprawiającego wrażenie bezpiecznego i upragnionego światła, drugi z kolei – o wiele młodszy i sprawniejszy – trzymał go ciepło z rękę i sprawiał wrażenie, jakby odprowadzał dobrego przyjaciela do celu jego podróży. Napis pod zdjęciem brzmiał: „Z nami bezpiecznie udasz się na drugą stronę...”.
Pięćdziesięcioczterolatek westchnął głęboko. To dziwne, w jaki sposób wraz z wiekiem i okolicznościami zmienia się punkt widzenia. To, co kilkanaście lat temu wydawało mu się wspaniałym pomysłem, dzisiaj traciło wiele na swojej genialności. Wiedział, że musi odejść. Nie należało zaśmiecać społeczeństwa i sprawiać problemów państwu. Nie było przecież nikogo, kto podjąłby się jego utrzymywania. Zdarzały się wprawdzie dzieci, które wbrew wymogom ówczesnego świata podpisywały dokumenty, wyrzekając się tym samym Frendliksów i zobowiązując do utrzymywania swoich rodziców dotąd, dopóki starczy im sił oraz możliwości finansowych... Cóż, zacofanie i brak otwartości na postęp bywały czasami ogromnym problemem podczas wprowadzania rewolucyjnych zmian. Jego Agnieszka i Pawełek zostali wszakże wychowani w myśl nowoczesnych poglądów. Tak działał system i jemu należało się podporządkować.
Usłyszał zgrzyt klucza w drzwiach. To musiał być Frendliks. Wysoki, szeroko i serdecznie uśmiechający się mężczyzna dzierżył w dłoni pudełeczko z zapasem medykamentów pozwalających człowiekowi odejść cicho i bezboleśnie „na drugą stronę”... Wyglądał zupełnie jak istota ludzka. Takie było zresztą założenie. Z tym, co jest nam doskonale znane, czujemy się bezpieczniejsi.
– Dzień dobry – przywitał się grzecznie. – Czy jest pan gotowy?
Wynalazca uśmiechnął się blado. Gdyby miał mówić szczerze, jego odpowiedź nie brzmiałaby wcale twierdząco.
– Woli pan zastrzyk czy tabletkę pod język? – zapytał życzliwie Frendliks. – Osobiście polecałbym zastrzyk. Jest wprawdzie nieco bolesny, ale za to od razu zapada się po nim w błogi, wieczny sen. Tabletka nie boli i jest przyjemna w smaku, jednak wywołuje skutki uboczne w postaci nieprzyjemnych dreszczy...
– Czy mogę to chwilę przemyśleć? – mężczyzna próbował zyskać choć trochę na czasie.
– Oczywiście. Ma pan całe pięć minut. Do południa muszę obskoczyć jeszcze kilka mieszkań... – Uśmiechnął się przepraszająco towarzysz.
Naukowiec zbladł. Dreszcze czy bolesny zastrzyk? Wybór nie był wprawdzie duży, ale sprawiał mu przeogromną trudność. Najchętniej zadzwoniłby do dzieci. Zdawał sobie sprawę, że nic by to nie pomogło, jednak...
– A więc?
Jakże szybko upłynął wyznaczony czas!
– A może wróciłby pan do mnie na końcu? – zaproponował nieśmiało wynalazca.
Frendliks podszedł do jego wezgłowia i uśmiechnął się wyrozumiale.
– Proszę się nie bać. To nie jest mój pierwszy raz. Pomagam ludziom już od ponad pięciu lat. Jestem prawdziwym ekspertem. Wiem, że wybór nie należy do najłatwiejszych. Pozwolę więc sobie zadecydować za pana. Proponuję zastrzyk.
W przeciągu jednej sekundy przyjazny uśmiech Frendliksa zaczął wydawać się wynalazcy obłudnym oraz nieszczerym.
– Nie... Nie. Może jednak nie zastrzyk? – zaoponował delikatnie.
– Wspaniale! A więc tabletka! - ucieszył się towarzysz. – Przytrzymam pana, w razie gdyby dreszcze okazały się zbyt gwałtowne.
Mężczyzna zaczął popadać w panikę.
– Dziękuję panu bardzo, ale ja mam jeszcze dwie zdrowe ręce. Mogę pracować. Obecnie wiele prac wykonuje się wirtualnie...
– Proszę się nie wygłupiać. Powinien pan doskonale rozumieć, że to niemożliwe.
Wynalazca podjął ostateczną decyzję. Nie chciał jeszcze umierać. Zamierzał walczyć o życie. Być może ani jego, ani państwo nie było stać na udoskonalenia dla inwalidów, ale trudno. Mógł wymyślić Frendliksy, wymyśli więc coś równie genialnego, co pozwoli na darmową ochronę życia.
Z błyskiem w oczach wyrwał kompanowi tabletkę z rąk i wyrzucił ją zwinnym ruchem przez uchylone okno. Towarzysz zirytował się delikatnie, ale na jego ustach wytrwale widniał pełen dobroci i serdeczności uśmiech. Chwycił do ręki strzykawkę. Nie spodziewał się taktycznego manewru wynalazcy, tak więc pozwolił się zaskoczyć. Obrzucił pobłażliwym spojrzeniem rozlany po podłodze płyn.
– Trudno – oznajmił przesączonym życzliwością i zrozumieniem tonem. – Będziemy zmuszeni załatwić to w nieco barbarzyński, lecz od początku praktykowany sposób...
Tracący powoli świadomość wynalazca odkrył w końcu tajemnicę, która zaprzątała jego umysł od dobrych kilkunastu lat. Nareszcie zyskał pewność, dlaczego większość „przeprowadzanych na drugą stronę” osób sprawiała wrażenie, jakby odeszła na skutek braku powietrza...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mruczol · dnia 23.10.2015 21:30 · Czytań: 458 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Heisenberg dnia 23.10.2015 21:30
Trochę miałki ten tekst w mojej opinii, nawet trochę bardziej niz trochę ale napisany z widoczną wprawą, czyta się dobrze.
mruczol dnia 24.10.2015 11:18
Dziękuję za komentarz ;)
Cieszę się, że pomimo odczucia miałkości tekst czytało się dobrze ;)
Miał wzbudzać emocje i to nawet spore :( :smilewinkgrin: , ale chyba nie wyszło :confused: :lol:
Pozdrawiam serdecznie ;)
Aśka B) ;) B)
skroplami dnia 24.10.2015 14:06 Ocena: Bardzo dobre
Wzbudza, wzbudza :).
Przynajmniej u mnie :). Krótki science z dobrą treścią i zakończeniem.
Zresztą co warto podkreślić, historia kręci się w kółko.
Czyli za naście lat Frendliksy :), wcale nie śmieszne :(.
Kiedyś niepełnosprawne niemowlaki i "starszaków" uśmiercano a co najmniej oddzielano, "starszaków", aby sobie sami. Chyba nie Troja a może jednak ona :).
mruczol dnia 24.10.2015 14:42
Dziękuję za miłe słowa ;) :bigeek: ;)
Mam nadzieję, że jednak do Frendliksów nie dojdzie :smilewinkgrin:
Pozdrawiam serdecznie :) :smilewinkgrin: ;)
Aśka B)
Dobra Cobra dnia 25.10.2015 12:36
Jakież głebokie rozważanie, ukryte pod płaszczykiem groteski! Czy słusznie?


mruczole,

dobrze kombinujesz i owo kombinowanie mnie się podoba.

Jednak wcale nie trzeba szukać dalekich odniesień. Oto na naszych oczach w krajach zamożniejszych starym ludziom przestaje sie w pewnym wieku podawać lekarstwa, bo i tak muszą umrzeć, więc po co przedłużać proces agonii. A zaoszczędzi się na opiece zdrowotnej, którą dotują rządy.

U nas, w Polsze, jeszcze istnieje szacunek do umierającego i trzyma się go za wszelką cenę (ale po co???) z bijącym sercem, choć już dawno niekontaktującego i nieprzytomnego. Czy słusznie? Czy rodziny lubują się w utrzymywaniu prawie zmarłego przy życiu? To mu i tak już nic nie pomoże.


Litaracko napisane całkiem okej, więc jest talent, który trza tera szlifować, szlifować i szlifować. Czyli pisać i podejmować rózne tematy. A może nawet wykształcić swój rozpoznawalny styl? Czego z całego serca życzę!


Pozdrawiam,

DoCo
mruczol dnia 26.10.2015 19:36
Dobra Cobro,
dziękuję za lekturę mojego tekstu ;) oraz miły komentarz :bigeek: :smilewinkgrin: :smilewinkgrin: .
Wiem, że świat jest brutalny i że eutanazja w niektórych krajach funkcjonuje już jako coś normalnego :( , są jednak pewne ograniczenia... Chociaż, to dla mnie żadne pocieszenie :( .
Uważam, że człowiek jest po to, aby zmieniać świat na lepsze, a nie po to, żeby eliminować ze swojej drogi wszystko, cokolwiek jest mu w danej chwili niewygodne. Jak to podkreśliłam w tekście - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedyś ci, którzy obecnie pozbywaliby się z lekkim sercem innych członków społeczeństwa, mogą należeć do grupy osób, które będą przeszkadzać innym...
Pozdrawiam bardzo serdecznie :lol:
Buziaki :bigeek: :smilewinkgrin:
Aśka B) ;) B)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 18:09
Dziękuję za rady. Pozdrawiam »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam serdecznie. »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam. »
Lilah
22/05/2022 17:53
???? »
wolnyduch
22/05/2022 17:46
Re: Lilka Wybacz, mea culpa :) Tak, masz rację, to nie… »
annakoch
22/05/2022 17:20
Dziękuję za odwiedziny i zatrzymanie Lilu. Rozwieszam-… »
valeria
22/05/2022 16:34
rudzik jest słodki. »
Lilah
22/05/2022 15:28
Podoba mi się, Aniu /tak mogę?/. Jednak dni bym rozciągnęła… »
FrancodeBies
22/05/2022 15:19
Jestem pod wrażeniem! Pozdrawiam serdecznie »
Lilah
22/05/2022 15:09
Aleksandro, taki zapis - "szaliczek" nie wygląda… »
Lilah
22/05/2022 14:53
"Zaś" nie jest tu wypełniaczem, zastępuje słowo… »
annakoch
22/05/2022 14:35
Przyroda zawsze miała wpływ na życie człowieka. "Po… »
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 13:38
Dziękuję za cenne uwagi. Pozdrawiam »
wolnyduch
22/05/2022 13:36
Bardzo ciekawa, nietuzinkowa i obrazowa proza. Swoją drogą… »
wolnyduch
22/05/2022 13:15
Człowiek jest przywiązany do miejsca zamieszkania i… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:42
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas