Drzewo życia - kmmgj
Proza » Obyczajowe » Drzewo życia
A A A

 

Żeby mieć coś, oddać trzeba coś w zamian. Wszystko co ważne, co warte zrobienia, wymaga zrezygnowania z setki innych dużych rzeczy, na które zabraknie już czasu i miejsca. Nie będę się rozdrabniał i robił małostkowy. Zrobię swoje.

Kiedy jego zazwyczaj spokojny głos błądzi teraz pomiędzy krzykiem, a szlochem, potwierdza to co już dawno wiem - on nigdy mnie nie zrozumie.

-  Nie podnoś głosu!

            Mówię i zauważam, że sam również krzyczę.

- Inaczej się nie da! Inaczej niczego nie usłyszysz! Jak możesz tak się zachowywać!? Jak możesz udawać, że niczego nie pamiętasz!? Jakby wszystko co było, było niczym! Jakby ona była dla ciebie niczym.

            Wstaję od stołu i dosuwam krzesło. Idę do wyjścia, po drodze zabieram stojącą w korytarzu walizkę. Dobrze, że nie zdarzyłem się rozpakować mogę bez przedłużania tej chwili po prostu trzasnąć za sobą drzwiami.

            Taksówka, pociąg, taksówka, dom. Cisza samotności mnie uspokaja. W drodze gryzłem się myślą, że znowu go rozdrażniłem, a przecież nie powinien się denerwować. We mnie to przykre spięcie zrodziło złe emocje. Wspomnienie o tej rozmowie najchętniej zamknął bym w drewnianej skrzynce i głęboko zakopał. Teraz muszę przywrócić moim myślom dyscyplinę i powrócić do pracy.

            Siadam do biurka, ale jeszcze nie przeglądam notatek, jeszcze nie rozkładam książek. Patrzę przed siebie w okno. Mój sad nie jest takim jakim go zostawiłem, trochę się zmienił. Drzewa są jakimi były, ale ta jesień i te porozsypywane liście. Gdyby chociaż leżały na miejscu, na które upadły, ale one podnoszą się i latają z wiatrem. Rozumiem już, że nic dzisiaj nie zrobię. W takim bałaganie nic się nie da zrobić, muszę posprzątać. Ale to już jutro.

- Panie i Panowie! Z pewnością początkowo wyda się to wielu z pośród Państwa naiwnym podejściem. Ja zapewniam jednak, że takim nie jest. A w ciągu mojego referatu mam nadzieję, że i Państwa przekonam, do mojej myśli.

            Zacznijmy jednak od podstaw, bo jak dom nie będzie stał bez swoich fundamentów, tak i człowiek nie doszedłby do tego wszystkiego co można mu przypisać, bez tej podwaliny jaką jest umiejętność porządkowania informacji. Technika, o której chciałbym Państwu powiedzieć swoje początki ma już w starożytności. Przez pokolenia wiedza o możliwościach ludzkiego umysłu i sposobie jego obsługiwania znacznie się wzbogaciła. Pragnę na naszych spotkaniach kolejno wyłożyć Państwu różne techniki, a także zbierając wszystkie w całość nauczyć operować metodą dla której wszyscy Państwo się tu znaleźliście.

            Sięgam po szklankę z oskołą. Gestem tym maskuję mój błąd. Po wczorajszym spotkaniu mam w głowie dużo chaosu, myśli mi się kłębią, jak te liście na wietrze. Przełykam i jakoś znajduję kolejne słowa.

- W dobie komputerów i ogromnych cyfrowych baz danych czasami zdarza się nam zapominać o możliwościach tego niesamowitego dysku twardego jaki mamy w głowie. Nie umiemy z niego korzystać i czasami zdarza się nam zapominać o jego niezwykłych właściwościach. A wystarczy przecież tylko kilka prostych, a przecież tak już starych technik, by móc zapanować nad tym potężnym narzędziem.

            Wyjątkowo ważne w tym wszystkim jest umiejętność segregowania wiadomości. Dzielenia ich w działy i rozdziały. Umiejętne tworzenie skrótów myślowych, słów-kluczy otwierających odpowiednie drzwi w naszym mózgu.

            Do głębokiego dołka wkładam skrzynkę i zasypuje ją piachem. Dokładnie wygrabiłem już wszystkie liście i spaliłem je na kupie. Kilka suchych gałęzi, których nie zauważyłem z okna odciąłem, a ich miejsca zaznaczyłem jaskrawą farbą. Sad znowu zaczyna wyglądać tak jak powinien.

            Dzwoni telefon.

- Tato przepraszam.

            Bardziej niż głos słyszę w słuchawce sapanie. Słyszę jak łapie oddech. Wydaje mi się, że brzmi gorzej niż wtedy gdy słyszałem go ostatnio.

- Przepraszam, że krzyczałem. Nie chciałem tej sprzeczki.

- Nie mamy o czym mówić. Już o tym zapomniałem.

            Chwila ciszy.

- Co robisz? Jesteś bardzo zajęty? Może byś jeszcze przyjechał, może porozmawiamy?

- Trochę porządkuje sad. Mam ostatnio dosyć dużo pracy. Chyba nie będę mógł się wyrwać.

            Znowu cisza. Tym razem jeszcze dłuższa. Nie przerywam jej, nie mam nic więcej do dodania.

- Widzisz tato, o to właśnie mi chodzi. Ten twój sad jest dla ciebie najważniejszy. Ten sad, twoja praca…, a na którym miejscu jest twoja rodzina? To co z niej zostało. Jak możesz nie wspominać mamy. Ty przecież zapamiętujesz wszystko, a zachowujesz się tak jakby jej nigdy tak naprawdę nie było. O tym chciałem porozmawiać. Przepraszam, że ostatnio podnosiłem głos, ale to jest dla mnie ważne, szczególnie teraz. Czy mógłbyś mi to wytłumaczyć?

            Cisza. Tylko jego niespokojny, chory oddech. Czeka, że coś mu powiem. Cisza się przedłuża.

            Rozłączam się. Kończę rozmowę.

- Pałac pamięci proszę Państwa. Wiem, że pomysł nie jest nowy, ale to wcale nie znaczy, że przez lata stracił na swojej wartości. Przeciwnie wręcz - zyskuje nawet. Trzeba tylko dodać jeszcze do tej zakurzonej koncepcji nowe możliwości jakie otworzyły nam lata poznawania człowieka. Poznawania umysłu, jego potencjału i dróg rozwoju.

            Zacznijmy jednak może od tego, czym jest sam pałac? Zapraszam Państwa do jego holu. Proszę zostawcie w nim swoje wierzchnie ubrania. Zapewniam, że wasza wizyta potrwa dłużej. Zapewniam też, że po tej dzisiejszej, jeszcze wiele razy będziecie chcieli tutaj powrócić. Tak jak wielu naszych poprzedników i jak ja sam, kiedy już znalazłem tutaj swój pokój… a może raczej swoje własne miejsce. (…)

- Świetny wykład, jak zawsze zresztą.

            Poklepuje mnie po plecach. Nie znoszę tego. Przygryzam wargę wstrzymując słowa.

- Zdaje mi się jednak, że już go słyszałem. Czy się nie mylę, że słowo, w słowo był identyczny jak ten przed rokiem. Zdaje mi się tylko? Czy to możliwe? Czy w ogóle można mieć taką pamięć?

            Udaje, że jest miły. Jest w tym udawaniu trudny do zniesienia. Jest pewnie w moim wieku, chociaż wygląda na starszego. Mówiąc dużo pomaga sobie rękami. Uwagę przyciąga jego sygnet.

- Chyba nie słuchał pan uważnie ani dzisiaj, ani przed rokiem. Przecież mówiłem w jaki sposób jest to mo…

- Jak syn? Byłeś u niego? Najpierw ona, teraz on.

            Przerwał mi, a teraz mruży oczy w udawanym współczuciu. Nie stać mnie na dłuższe znoszenie jego osoby. Odchodzę bez słowa.

            Każde z drzew opatulam na zimę słomą, chroni przed zwierzętami i mrozem. Teraz z pagórka mogę kontentować dzieło. Jest piękny. Na początku zastanawiałem się nad zamknięciem go w geometrycznych ramach. Równoległe do siebie alejki, każde z drzew, jak żołnierze w szeregu zasadzone w jednakowej odległości od drugiego, tego samego rodzaju drzewa. Chciałem mieć wszystko jak najbardziej uporządkowane. Dobrze, że tak nie zrobiłem.

            Tylko pozornie panuje w moim sadzie chaos. Strzeliste brzozy, obok drobnych wiśni. Grusza otoczona krzaczastą jarzębiną, samotny orzech przy granicy, no i ona, moja jabłoń w samym środku… Wszystkie choć w chaosie, to każde celowe, każde z innego powodu. Inaczej potrzebne, o różnym wyglądzie, wymagające innej troski, mające różny smak od pozostałych i o innym znaczeniu.

Kontemplowanie sadu przerywa mi telefon. Nieznany numer.

- Tu szpital wojewódzki. Pacjent  podał pański numer jako kontaktowy…

            Taksówka, pociąg, taksówka, szpital. Gruby lekarz w kitlu o żółtawym odcieniu przeciera okulary mówiąc mi, że z pewnymi rzeczami należy się po prostu pogodzić. Nerwowe oczekiwanie, strach, niepewność, wątpliwości. On budzi się tylko na krótkie chwile. Jego głos grzęźnie gdzieś głęboko w nim, nie wydostaje się na zewnątrz. Może powinienem coś mówić. Może o tym jak będzie pięknie, gdy już stąd wyjdzie – ale on nie wyjdzie. Może o tym jak było pięknie kiedyś, ale…

            Głaszczę go po dłoni. Nie ma sensu żebym siedział tu cały czas. Taksówka, pociąg, taksówka, dom.

- Proszę Państwa znamy więc technikę pamięciową opierającą się na przypisywaniu dobrze przez nas znanym miejscom szczególnych znaczeń. Łatwiej jest więc głosić wykłady bez żadnych notatek, bo wszystko co widzimy przed sobą jest naszymi zapiskami. Kolumny, ludzie, nawet plamy na ścianie mogą być miejscami w które zarzucimy kotwice naszej pamięci. I oto mamy, od lewej do prawej; kolumna, człowiek, plama - wstęp, krzesło - rozwinięcie, okno - zakończenie.

            Pani w zielonym, muszę powiedzieć, że przypisałem Pani istotną rolę w moim dzisiejszym wykładzie. Rolę czwartego w nim punktu. Mam nadzieję, że nie weźmie mi tego Pani za złe.

            Ale, czy to już wszystko na co nas stać?

            Poznajemy świat nie tylko wzrokiem. Nie tylko wzrokiem porządkujemy informacje. Mamy więcej zmysłów, warto z nich skorzystać. Smakom, kolorom, dźwiękom i tak dalej, również warto przypisać pewne zrozumiałe dla nas znaczenie. To po pierwsze.

            Po drugie – mapy myśli. Czy słyszeli już Państwo? Otóż nasze myśli nie są linearne, nie prowadzą od punktu do punktu, ale rozwidlają się w wielu różnych kierunkach. Większość słów rodzi przecież dużo więcej niż jedno skojarzenie. Zaistniał więc pomysł by porządkując nasze myśli rysować je na kartce, tak jak kartograf rysuje mapy.

            Ale czy to wszystko? Czy to wszystko na co nas stać?

            Otóż, ja mówię nie! Bo nasze myśli nie są też jak te mapy na planie. Ja mówię; idźmy dalej. Nasze myśli to wieloramienne i wielogłowe hydry, ale nie dwu, ani nawet nie trójwymiarowe, ale wymagające zaangażowania od nas wszystkich naszych zmysłów. Tak moi drodzy Państwo, rozcapierzają się na wiele stron, są one raczej jak gałęzie drzew.

            Odcinam scyzorykiem kawałek brzozowej kory, wkładam do ust i mielę zębami, przekładam językiem starając się wydobyć smak. Mam jutro ważne wystąpienie, przypominam sobie kolejność w jakiej będę mówił.

            Pień drzewa jak dział, większe konary jak rozdziały, gałęzie jak akapity. Znam każde ze zgrubień na korze, każdą zagojoną bliznę po obciętej rei. Nic nie jest przypadkowe, każdy fragment drzewa jest właściwie uformowany, tak by odwzorowywał moje myśli (a może by moje myśli znalazły odtworzenie w drzewie).

            Wszystkie zasadziłem tematycznie, jak regały książek w bibliotece. Tylko ja umiem czytać katalog. Tylko ja wyczytam co zapisane jest w moich gruszach, wiśniach, śliwach, bzach i jarzębinach. Tylko ja, aż nazbyt dobrze wiem o czym mówi ta jabłoń po środku. Ostatnio ją omijam, nie przyglądam się jej, nie jem jej owoców. Źle mi smakują. Nie chcę budzić niektórych myśli.

            Wypluwam resztki kory. Muszę już się szykować. Zostało mi już mało czasu.

            Taksówka, pociąg, taksówka, szpital, żółtawy kitel, dłoń ciepła lecz jakby martwa, niepewność, zwątpienie, jego przebudzenia, jego słaby uśmiech, mój uśmiech sztuczny, cisza, brak nadziei, taksówka, pociąg, taksówka, dom.

- Szanowni Państwo! Metoda o której Państwu opowiadam bardzo dobrze się sprawdza kiedy chcemy uczynić naszą pamięć trwalszą i żeby uporządkować rozbiegane myśli. Nie jest jednak pozbawiona pewnych wad, o których również powinniście Państwo wiedzieć. Bardzo poważnym problemem jest to, że nie o wszystkim chcemy pamiętać. Kłopotem może stać się to, że zbyt dokładna stanie się Państwa pamięć. Każdy szczegół zapamiętywać wszystkimi zmysłami. Znacie Państwo zapewne przypadek tego Rosjanina zwanego panem „S”? Głos mu pachniał, obraz brzmiał, słyszał zapachy jak melodie, a każde ze wspomnień było dla niego ogromnie trudne do wymazania.

            I słyszę już Państwa głosy, oto mówicie mi: to nie problem, lepiej pamiętać wszystko, niż zapominać kawałek po kawałku.

            Proszę Państwa – mylicie się! Nie bez powodu zapominamy. Nie jest też przypadkiem, że najszybciej wypadają nam z pamięci rzeczy nam niemiłe. Dlatego właśnie radzę Państwu wcześniej dobrze zastanowić zanim w końcu podejmiecie decyzję co chcecie zasadzic w swoim sadzie pamięci. Bo, zapamiętajcie sobie dobrze moje słowa: nie warto, żeby niektóre gałęzie w ogóle wzrastały.

- Kolejny dobry wykład

            Mówi Starzec z Sygnetem. Tak jak robią to uczniaki w amerykańskich filmach, kładzie jabłko na moim biurku.

- To znowu pan?

- Pan?

            Odpowiada pytaniem na moje pytanie.

- Chyba nigdy wcześniej nie mówiłeś per Pan. Nie prościej po imieniu?

            Patrzę na jego twarz. Przyglądam się jej uważnie. Jest mi obca. Nie mam czasu na tłumaczenie mu jego błędu. Pewnie pomylił mnie z kimś innym.

Wymijam nieznajomego. Jabłko wyrzucam po drodze do kosza, nie jem ich. Wychodzę.

- Co się z tobą dzieje?

            Słyszę jeszcze za sobą.

            Taksówka, pociąg, taksówka, szpital. Żółty Kitel zatrzymuje mnie w korytarzu, mówi mi, że trzeba być przygotowanym na najgorsze. Mówi, że najgorsze może przyjść już niedługo.

- Takim razie nie powinien być teraz sam.

            Chcę wyminąć lekarza i iść do sali.

- Nie jest sam. Jest z nim ktoś z państwa rodziny.

            Mówi.

Przyśpieszam kroku. To ja jestem całą rodziną mojego syna.

            Na sali jest ten z sygnetem. Siedzi przy łóżku i trzyma dłoń mojego syna. Siadam po drugiej stronie, dotykam drugiej dłoni. Ona jest martwo zimna.

- Powinieneś być tu wcześniej.

            Mówi z pewnym zarzutem w głosie.

- Powinienem.

            Potwierdzam i siedzimy w ciszy, martwej, grobowej. Tylko nasze oddechy i ja łkam czasem.

Dzielę tę ciszę tylko z tym kimś kogo nie znam, lub może nie pamiętam, lub raczej pamiętać nie chciałem. Jest podobny. Znajomą ma postawę, kształt ust, ten sam gest ramion gdy się gniewa. Jest podobny do kogo? Nie wiem. Wiedzieć nie chcę.

- Powinieneś być tu wcześniej. Dla niego, przez wzgląd na nią i dla samego siebie.

            Patrzy mi w oczy, przykuwa mój wzrok swoim wzrokiem. Nie mogę ominąć jego spojrzenia, nie mogę nawet mrugnąć.

- Jeszcze tylko pogrzeb, a potem już nigdy więcej się nie spotkamy. Zapomnę o tobie, tak jak ty zapomniałeś o tym co było.

            Wypuszcza z dłoni dłoń mojego syna. Wychodzi z sali zamykając za sobą drzwi. Cisza grobowa i ja w jej środku.

- Wszystko co zapamiętujemy, już było. Czas odbarwia kolory, przytępia wyrazistość smaków, bagatelizuje uczucia, wygłusza myśli. Żeby na nowo, jak najwierniej przeżyć to co było, ożywić wspomnienie, trzeba dla swoich myśli wybudować świątynię. Czy jak wolicie Państwo pałac pamięci. Trzeba to zrobić gdzieś daleko w sobie, jak najgłębiej. Żeby nie skalała tego miejsca stopa profana. Żeby przez wasze częste odwiedziny wspomnienie nie zaczęło żyć własnym życiem. Trzeba tę świątynie zamknąć by uniemożliwić w niej zmiany. Zamknąć też wszystkie okna, żeby dzisiejsze światło fałszywie nie oświetlało tego co należy do dnia wczorajszego.

A jeżeli do dnia wczorajszego nie chcą już Państwo powracać. Jeżeli bolą was wspomnienia. Jeżeli doskwiera wam każdy z nimi kontakt. Po zamknięciu świątyni daleko za siebie wyrzucie od niej kluczyk.

            Do jednego zbiornika piły nalewam paliwa, do drugiego oleju. Czyszczę gaźnik z wiórów. Pilnikiem ostrzę łańcuch. Szlifierką przycinam ograniczniki.

            Po środku mojego sadu stoi drzewo mojego życia - stoję przed nim. Moja jabłoń jest brzydka. Omijałem ją ostatnio, zaniedbywałem. Obchodzę ją raz ostatni patrząc na to jaka jest teraz, a jest zdziczała. Są gałązki, które nic nie znaczą, dzikie narośla, których nie pamiętam. Walają się przegniłe owoce, ostatnio brzydzę się ich smakiem. Okaleczyłem ją i teraz koślawa jest moja jabłoń. Musiałem to zrobić. (Czasami ponowne wejście do swojego pałacu boli. Czasami warto po zamknięciu drzwi wyrzucić kluczyk.) Nie ma ponad połowy korony drzewa. Nie ma wszystkiego co było o niej - bo jej już nie ma. Kiedy kolory nie bledną, kiedy smaki trwają w wyrazistości, wtedy i uczucia trwają, a każdy dzień boli tak samo. Wtedy trzeba wyrzucić wszystkie kotwice, o które chwyta się nasza pamięć, trzeba płynąć dalej. Po prostu trzeba.

            A teraz zabrakło i jego.

Nie mam już mojego syna.

            Ciągnę za sznurek i odpalam silnik. Odcinam gałąź jego dzieciństwa. Kolorem znaczone blizny po zbędnych gałązkach, tekstura kory, jej smak – znam dokładnie. Jego pierwsza szkoła, grymasy twarzy, ton głosu – znam dokładnie.

            Odcinam gałąź, tnę w mniejsze polana. Wywożę i spalam. Chociaż to boli tnę i kolejne. Łzy przysłaniają mi obraz, nerwowe dreszcze utrudniają prowadzenie piły, ale nie przerywam aż kończę pracę. Zostaje sam nagi pień. To wszystko.

            Ja też zostałem.

            Ja sam jeden.

            Ja sam spokojniejszy.

            Szczęśliwy nawet.

Myśli mam wolne, nie zmącone. Czuje się lepiej niż czułem się wcześniej. Czemu było mi źle? – Nie wiem. Nie chce wiedzieć.

I patrzę na drzewo po środku mojego sadu, a ono jest nagie i wygląda jak pal. I znowu się martwię, przecież nie powinno się podcinać starych jabłoni.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
kmmgj · dnia 04.11.2015 18:23 · Czytań: 416 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 18:09
Dziękuję za rady. Pozdrawiam »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam serdecznie. »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam. »
Lilah
22/05/2022 17:53
???? »
wolnyduch
22/05/2022 17:46
Re: Lilka Wybacz, mea culpa :) Tak, masz rację, to nie… »
annakoch
22/05/2022 17:20
Dziękuję za odwiedziny i zatrzymanie Lilu. Rozwieszam-… »
valeria
22/05/2022 16:34
rudzik jest słodki. »
Lilah
22/05/2022 15:28
Podoba mi się, Aniu /tak mogę?/. Jednak dni bym rozciągnęła… »
FrancodeBies
22/05/2022 15:19
Jestem pod wrażeniem! Pozdrawiam serdecznie »
Lilah
22/05/2022 15:09
Aleksandro, taki zapis - "szaliczek" nie wygląda… »
Lilah
22/05/2022 14:53
"Zaś" nie jest tu wypełniaczem, zastępuje słowo… »
annakoch
22/05/2022 14:35
Przyroda zawsze miała wpływ na życie człowieka. "Po… »
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 13:38
Dziękuję za cenne uwagi. Pozdrawiam »
wolnyduch
22/05/2022 13:36
Bardzo ciekawa, nietuzinkowa i obrazowa proza. Swoją drogą… »
wolnyduch
22/05/2022 13:15
Człowiek jest przywiązany do miejsca zamieszkania i… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:36
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas