Bez wyjścia - intro
Proza » Inne » Bez wyjścia
A A A

Wieża była więzieniem z wyschniętą studnią pośrodku.

Z najniższego kręgu, do którego trafiłam, nie było widać szczytu, tylko wijące się przy ścianach korytarze z balustradami, krąg za kręgiem w górę, bez żadnych łączących je przejść, drabinek czy schodów. Na każdym kolejnym kręgu zmieniał się status więźniarek; gdzieś na górze, kilkanaście kręgów nade mną, wolno chodziły strażniczki, czasem przystawały i patrzyły na nas, wychylając się przez balustrady, ale one także nie mogły stąd wyjść, więc też były więźniarkami. Zresztą nad nimi były ich strażniczki – i tak dalej, a raczej wyżej, bez końca.

Wszystko to wiedziałam od momentu, w którym się tu znalazłam, zostawiając na zewnątrz całe swoje życie, wspomnienia i tożsamość. Nie wiedziałam, jak się nazywam, i jak ma na imię mój pięcioletni synek. Chłodna wilgoć jego spoconej rączki była jedynym elementem rzeczywistości, który rozpoznawałam. Ale zaraz rozpleciono nasze dłonie i zabrano go, zesztywniałego ze strachu, na zewnątrz. Miałam nadzieję, że kiedyś zapomni moją wyślizgującą się z uścisku dłoń. A jeśli nie będzie umiał zapomnieć, że całą winę za nasze rozstanie złoży na mnie i nie będzie rozważał, co by było, gdyby mocniej mnie trzymał za rękę, gdyby się wyrwał dwóm spokojnym, silnym kobietom w szarych uniformach, gdyby mnie z całej siły kopnął w kostkę, wrzasnął, rozniecił ostatnią iskrę macierzyństwa w moim bezwolnym ciele i przywołał je z powrotem do życia. Wiedziałam, że nic by to nie dało - to ja puściłam jego rączkę i pozwoliłam go zabrać. Nie zrobiłam za nim nawet kroku. Dłoń, na której została wilgoć jego potu, wytarłam o cembrowinę studni. I już było po wszystkim.

Wiedziałam też, że znalazłam się tu, bo tak wybrałam. Szukałam bezpiecznego schronienia przed niebezpieczeństwem, które tam, na zewnątrz, wydawało mi się tak straszne, że tylko Wieża mogła mnie ukryć. Z zewnątrz wyglądała solidnie i bezpiecznie. Na dodatek romantycznie. Zupełnie jak wieża z ilustracji do starej bajki o królewnie czekającej na swojego królewicza-zbawiciela. Pamiętałam ten moment - zwierzęcy strach, dochodzący do granic wytrzymałości, i wreszcie "Tak" w mojej głowie, przekroczenie granicy, zerwanie wewnętrznego pasa bezpieczeństwa, zamknięcie oczu i otwarcie ich już tutaj, w najniższym kręgu Wieży.

Decyzja zapadła raz na zawsze, nieodwołalnie, i nie mogłam jej już zmienić. Wiedza o tym, że dwie kobiety odprowadziły dziecko na zewnątrz i że tutaj nie było miejsca ani dla dzieci, ani dla mężczyzn, a dla mnie nie ma już drogi z powrotem, pojawiła się we mnie jako oczywistość i zastąpiła wszystko inne, co wiedziałam wcześniej. Wokół widziałam inne nowicjuszki, lekko oszołomione i podzielające tę moją wiedzę o Wieży, kręgach, strażniczkach. I o braku wyjścia. Te, które były tu przede mną, wolno i równo maszerowały po kręgu, te, które dopiero się pojawiały, przystawały na moment, tak jak ja. Niektóre miały dzieci. Odbierano je bezboleśnie, tak jak mojego synka. Jakaś kobieta pojawiła się z obejmującą ją za nogi nastoletnią córką - kobiety w uniformach zawahały się lekko, podniosły dziewczynę z kolan i popchnęły ją do samodzielnego marszu. Szybko złapała rytm. Niektóre pojawiały się z ramionami wyciągniętymi do mężczyzn, po których wspomnienia rozpływały się w klarownym powietrzu Wieży. Jedna wykonywała gest głaskania, choć jej kot został po drugiej stronie. Ale większość przychodziła z opuszczonymi ramionami, nieprzywykłymi do obejmowania, przytulania i głaskania. Te od razu zaczynały chodzić.

Jedna z krążących już kobiet dotknęła lekko mojego ramienia i ruchem podbródka dała mi do zrozumienia, że powinnam iść, że stałam już za długo. Ruszyłam więc w drogę. Chodziłyśmy w kółko i w kółko. Nie można się było zatrzymać. Po wewnętrznej stronie korytarza znajdowały się zawsze otwarte drzwi do małych cel, gdzie można się zatrzymać na noc, zjeść, załatwić się, umyć. Najgorsze, że nie było nic do roboty. Tylko chodzić i myśleć, chodzić i myśleć. I pilnować się, żeby nie oszaleć. Te myśli to nic szczególnego, żadne tam egzystencjalne dylematy, żadne rozważania na temat roli tego miejsca, żadne wątpliwości, dlaczego nazywam je więzieniem, chociaż miało być schronieniem, czy jestem tu za karę. Nie, tylko bezsensownie frazy wybijające rytm marszu.

Po prostu krok za krokiem, krok za krokiem. Nic więcej.

Chodzenie po tych kręgach otępia, przytłumia, osłabia wolę. Dlatego nie wolno się zatrzymać, a strażniczki z góry poganiają przystające w zdumieniu nowicjuszki. Dzięki temu liczba samobójstw jest zaskakująco niska. Ja też o tym nie myślę, a kiedy myślę, to w odległy, zamglony sposób. Tak samo, jak myślę o momencie, w którym dotrę na sam szczyt, gdzie być może jest jedyne wyjście. Nie czuję nadziei, ani ulgi, ani niecierpliwości. To wszystko już we mnie umarło, gdzieś tak na trzecim kręgu.

Po kilkunastu latach znalazłam się powyżej setnego kręgu. Nie wiem, w jaki sposób przechodzę, zresztą jest mi to już zupełnie obojętne. Po prostu chodzę i chodzę, i nagle spostrzegam, że jestem krąg wyżej.

Dostałam pracę w pralni. Wreszcie mogłam coś robić. Z tą pralnią wiązało się blade przeczucie, że może jednak jest jakieś wyjście. Może będę prała dla ludzi z zewnątrz, może jakieś zewnątrz istnieje. Ale nigdy nie udało mi się tego potwierdzić. Po tylu latach blade wspomnienie tego, że kiedyś byłam poza Wieżą, że coś poza nią istnieje, zamieniło się w przelotną myśl między jednym krokiem a drugim. Więc tylko czerpałam ulgę z faktu, że oprócz chodzenia i myślenia mogę też czyścić, zapierać, spłukiwać.

Kiedy zostałam strażniczką - straciłam rachubę lat i kręgów - od dawna już przestałam podnosić głowę i patrzeć w górę, czy nie widać tam światełka wyjścia. Co z tego, jeśli nawet by i było?

Zamiast tego zaczęłam się przyglądać studni na dole. Wbrew logice, im większa odległość mnie od niej dzieliła, tym lepiej ją widziałam. Wreszcie zaczęłam dostrzegać, że wcale nie jest wyschnięta - zielonkawa, mieniąca się iskierka na dole musi być jej żywym dnem. Wreszcie stanęłam, naprawdę stanęłam, a nie przerwałam na chwilę marsz, i podjęłam decyzję.

Nie zrobię ani kroku więcej. Przed czymkolwiek się tu schroniłam, nie może być tak straszne, jak Wieża.

Wspięłam się na barierkę i skoczyłam.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
intro · dnia 10.11.2015 14:10 · Czytań: 998 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 9
Komentarze
Heisenberg dnia 10.11.2015 19:08
Cześć, intro :)

Tekst otwiera duże pole interpretacyjne, i, szczerze mówiąc, po przeczytaniu nie jestem pewien, czy moje myśli wkroczyły na właściwy teren. Innymi słowy, widzę, oczywiście, w tej studni drugie dno, ale jest ono dla mnie dosyć grząskie i rozmyte. Co mi osobiście się podoba.

Podoba się też atmosfera niejasności i lekkiej "dziwności" w tekście. Niemal o groteskowość zahaczającej.

Co więcej powiedzieć? Intrygujący obrazek. I już.
Pozdrowienia
Dobra Cobra dnia 10.11.2015 22:00 Ocena: Bardzo dobre
To może jakieś Meropolis a la Fritz Lang.


intro,

Trochę jakby zahacza o sf, trochę o ułudę idealnego policyjnego miejsca, bez demokracji (choć czymże jest sama demokracja, skoro każdy może w niej robić, co chce) za to z batem nad głową. MOże to jakiś kosmos...

Interpretacji jest wiele.

Ciekawie napisane, dobrze się czyta, choć troszkę jakby przewidywalne, bo już ktoś kiedyś coś takiego napisał zapewne, bo coś się przypomina.

Anyway jest bardzo dobrze. Tak być powinno! To zawsze bowiem jest radośc dla czytającego.


O czym zapewniam nieprzymuszany.


Pozdrawiam,

DoCo
intro dnia 11.11.2015 00:04
Heisenberg, Dobra Cobra, dzięki serdeczne za komentarze :)
Cieszę się, że tekst się spodobał mimo nieokreśloności. Sama się zastanawiam, czy to jego zaleta czy raczej usterka. Obrazek wziął się ze snu :) Gdyby odnieść go do wydarzeń w realnym życiu i połączyć świat oniryczny z rzeczywistym, byłoby bardziej jednoznacznie, ale nie bardzo chciałam.
Dla mnie jest to metafora takiej sytuacji, w której człowiek zamyka się w sobie przed światem zewnętrznym, bo odbiera go jako zagrażający, wymagający odpowiedzialności, decyzji, wyborów. Ucieka, ale nie na wolność, tylko do własnych przekonań, nawracających myśli, smutku, więc jest to destrukcyjne, ale wciąga i trudno się uwolnić z tej spirali.
Interpretacja z państwem policyjnym jak najbardziej na miejscu, tyle że mnie chodzi raczej o wewnętrzną dyktaturę i naszych wewnętrznych strażników.
Pozdrowienia
intro
Klau dnia 11.11.2015 13:01 Ocena: Świetne!
Piękna metafora ucieczki przed samym sobą i światem.

Szczególnie spodobał mi się fragment o rozstaniu z dzieckiem – może czasami za łatwo pozwalamy odejść tym, którzy są w naszym życiu naprawdę ważni. Albo macierzyństwo nie jest po prostu dla wszystkich.
intro dnia 11.11.2015 20:29
Klau, bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz. Zwłaszcza cieszy mnie, że tak trudny fragment Ci się spodobał.
Pozdrawiam
intro
hannacze dnia 12.11.2015 22:04
Piszemy sobą więc to też jest pewnie o tobie. Czytałam z wielkim zaciekawieniem. Szkoda,że tak łatwo odpusciłaś watek z dzieckiem. Może dodałby on albo dramatu; mogłoby być jeszcze bardziej posępnie albo czegoś bardzo świeżego, jakiejś nadziei której się człowiek zawsze czepia.
Ciepło pozdrawiam
intro dnia 15.11.2015 20:00
Dziękuję, hannacze :)
Pewnie można by jakoś wykorzystać inaczej wątek dziecka, mnie jednak to odpuszczenie wydaje się dość dramatyczne: puszczenie rączki, zerwanie kontaktu, zajęcie swoją bezcelową wędrówką. Może to rzeczywiście budzić niedosyt, wkalkulowany jednak.
Serdecznie pozdrawiam
intro
purpur dnia 14.01.2016 11:42
No też przeczytałem i też spodobało się!

Bardzo fajny masz sposób pisania, nie czuję tutaj ani "za mało" ani "za wiele" - nic mnie nie podgryza, nic nie tarmosi zmęczonych oczu... Do tego po raz drugi ( tyle przeczytałem Twoich tekstów ) bardzo oryginalny pomysł się pojawił, coś innego, coś co ni sili się na bycie czymś więcej, mądrzejszym itp... Bardzo cenię oryginalne pomysły, więc tu masz plus...

Znowu jakaś taka nienamacalna sur-realność się pojawiła! Świetnie!

Wiem, że tak miało być... musiało tak być... ale przez cały tekst dręczyło mnie - skoro teraz szuka wyjścia to po jaką cholerę pełzła do tej przeklętej wieży! Wrrr! No dobra, wyrzuciłem to z siebie :) Wybacz, ale... to moja osobista uwaga, nie umiem się poddawać... więc denerwowała mnie Twoja bohaterka :)
Co oczywiście nie zmienia faktu, że opowiadanie jest bardzo w porządku!

Dzieki za miłą minutkę i zapraszam do siebie!
Zbigniew Szczypek dnia 14.01.2016 18:15
I ja się przyłączę do opinii o tekście.
O ile wzruszyła mnie opowieść o człowieku bez serca( a propos zapomniałem tam dodać - jeśli to była próba/sprawdzian miłości i człowieczeństwa-mogła go zabić, to może nie miał faktycznie serca), o tyle ta napawa mnie smutkiem i rozdziera wewnętrznie. To nic innego, jak swoisty klasztor, odosobnienie. Nikt nie zauważył lub bał się do tego przyznać, ale moim zdaniem to "CZYŚCIEC".
Ale specyficzny czyściec!
Jaki sens ma samobójstwo, negacja własnego istnienia, jak można odebrać życie, nie znając jego wartości? Do zakonu idą często ludzie, nie widzący sensu własnego życia, na tyle jednak pobożni lub tchórzliwi, że sobie tego życia nie odbierają. W wieży jest troszkę inaczej. Także więzień/eremita ma czas pogodzić się sam ze sobą, poznać wartość życia i stawić czoła pozostałej rzeczywistości żyjąc, bądż też nie.
Zgadzam się z PurPur-em, świetnie się czyta, wszystkie trybiki naoliwione.
Super!
Pozdrawiam serdecznie
Zbyszek z poziomu 1
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marian
22/05/2022 19:40
Jacku, dziękuję za wizytę i miły komentarz. »
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 18:09
Dziękuję za rady. Pozdrawiam »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam serdecznie. »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam. »
Lilah
22/05/2022 17:53
???? »
wolnyduch
22/05/2022 17:46
Re: Lilka Wybacz, mea culpa :) Tak, masz rację, to nie… »
annakoch
22/05/2022 17:20
Dziękuję za odwiedziny i zatrzymanie Lilu. Rozwieszam-… »
valeria
22/05/2022 16:34
rudzik jest słodki. »
Lilah
22/05/2022 15:28
Podoba mi się, Aniu /tak mogę?/. Jednak dni bym rozciągnęła… »
FrancodeBies
22/05/2022 15:19
Jestem pod wrażeniem! Pozdrawiam serdecznie »
Lilah
22/05/2022 15:09
Aleksandro, taki zapis - "szaliczek" nie wygląda… »
Lilah
22/05/2022 14:53
"Zaś" nie jest tu wypełniaczem, zastępuje słowo… »
annakoch
22/05/2022 14:35
Przyroda zawsze miała wpływ na życie człowieka. "Po… »
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 13:38
Dziękuję za cenne uwagi. Pozdrawiam »
wolnyduch
22/05/2022 13:36
Bardzo ciekawa, nietuzinkowa i obrazowa proza. Swoją drogą… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:30
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas