Porywy. W mechanizmie zegara. Cz. I - Pory poruszeń - faith
Proza » Obyczajowe » Porywy. W mechanizmie zegara. Cz. I - Pory poruszeń
A A A
Od autora: Instynkt, który każe przeć wciąż do przodu i poznawać nowe rejony, przywiódł mnie na mało znaną mi jeszcze i wciąż obcą półkę z prozą.
Opowiadanie, do którego Was zapraszam, składa się z dwóch części. Poniżej prezentuję pierwszą z nich. O czym jest? Jaka jest?
Zachęcam, by się tego dowiedzieć...

 

 

 

Rodząc się jesteśmy bliżej śmierci niż kiedykolwiek później.

 

Cz. I - Pory poruszeń

 

Aniela została wytarta z czystości już w chwili swoich narodzin, kiedy stara Poleszkowa dokładnie umyła jej obolałe ciałko z resztek matczynej krwi. Co prawda, żadna myśl nie skażała jeszcze wtedy jej głowy, ale świat już zdążył przylepić się do małych ramion.
 
Na początku było czucie. Gdy wszystko, sklejone w jedno, nie miało jeszcze nazw, słowo zdawało się bez znaczenia. Nie mogła jej wtedy zranić nawet najbardziej zmyślna obelga, a prawda zdawała się tak samo mało ważna jak kłamstwo. 
 
Jednak z każdym kolejnym oddechem, Aniela nieodwracalnie wpuszczała w siebie życie. Aż w końcu zaczęła się rozwarstwiać. Najpierw na zmysły - kolor stał się czymś innym niż chłód, a ból różnił się od zapachu. Potem świat, jak i ona sama, zaczął pęcznieć od pojęć i znaczeń.
 
Dzieciństwo składało się z prób okiełznania tych wieloznaczności. Aniela była już bowiem w posiadaniu czegoś, z czym rodzi się każdy człowiek - instynktu przetrwania za wszelką cenę. Chowała więc głowę w miękkim podbrzuszu matki, gdy ojciec chwiejnie wchodził do domu, zapełniając swoją natarczywą obecnością całą izbę. Mimo że nie wiedziała jeszcze wtedy o istnieniu takich pojęć jak niepokój czy strach doskonale znała ich działanie. A to stawało się kolejną częścią życia. Owa część trzymała się Anieli aż do chwili, gdy jej świętej pamięci mąż, utopił się w pobliskim stawie, zwanym od tamtej pory "Kazimierzowym", ze względu na imię nieboszczyka.
 
- To kara boża - mówiły sąsiadki. - Potrzebne mu to było, żeby wódkę sprzedawać po wsi? A i samemu gębę w niej moczyć?
 
Mimo to nie wszystkie warstwy, na które zaczęła dzielić się Aniela dorastając, miały w sobie cząstkę goryczy.
W czasach, kiedy każdy wschód słońca znaczył tyle, co nowe życie, zdarzały się momenty, które chowała w sobie, bo dawały czyste szczęście. Zazwyczaj były to chwile niezmącone żadną człowieczą obecnością.
W wakacyjne dni potrafiła przesiedzieć na ławce w ogrodzie całe popołudnie. Cieszyła się tam czerwienią, którą słońce malowało na zamkniętych powiekach, albo czekała, aż zmęczone tańcem motyle postanowią odpocząć na jej kolanie.
Tak Aniela poznała czym jest samotność. I z czasem doszła do wniosku, że to uczucie jest jej najbliższe, a przy tym najbardziej pociągające.
 
Latem Rzeka niosła radosne krzyki kąpiących się w niej miejscowych dzieci. Ale dziewczyna wolała słuchać jej szumu, gdy nie zakłócał go żaden inny dźwięk. Siadała wtedy nad brzegiem i moczyła stopy w chłodnej wodzie. Pod palcami czuła gładkie kamienie, które czas wypolerował tak, że zdawały się niemal ze szkła. Myśli Anieli płynęły wtedy wartko z górskim prądem, a ona pozwalała im tworzyć w sobie nowe dorzecza.
 
Czas jednak nie zajmuje się tylko wygładzaniem kamieni. Przede wszystkim płodzi i uśmierca, by nadać życiu bieg. Nie było nigdy momentu, w którym pojawił się na świecie, a jednak rządzi nim na różne sposoby. To on każe trawom kłaść się do snu, wie kiedy sad powinien pęcznieć od owoców, a jesienią szepcze wiatrom, by postrącały liście z drzew. I mimo, że żaden człowiek nie pamięta momentu, w którym pojawia się w nim czas, chwila kiedy zaczyna on kiełkować w organizmie nadchodzi nieuchronnie.
 
Aniela dostrzegła go w sobie bardzo późno, a gdy to zrobiła stał się kolejnym elementem składającym się na nią samą. W dorosłość weszła już z wielką świadomością, że tkwi w niej coś, czego nigdy się nie pozbędzie.
 
Rzeka pod wpływem lat stała się bardziej kręta i mniej przejrzysta. Zresztą, czas i tak nie dawał już Anieli chwil, by mogła pomoczyć nogi w jej wodach. Za sprawą dzieci, które rodziła rok po roku, widziała jak bardzo pokaleczył ją upływ lat. Ale pozostawione blizny były tylko konsekwencją radości, gdy patrzyła, jak rumiane buzie szybko pochłaniają kolejne kromki chleba z cukrem. Ich chichot wypełniał ją całą cudownym poczuciem sensu.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, że miłość równocześnie otwiera drogę dla cierpienia.
 
Jesienią tego samego roku, gdy Rzeka wylała podmywając fundamenty domu, Aniela wypuściła z gniazda najmłodszego syna. To właśnie tamten rok odwrócił ciszę na drugą stronę.
Nie była już trzepotem ważek nad wodą, kiedy moczyła w niej nogi, ani oddechem ulgi, gdy siadała w fotelu, po tym jak dzieci wreszcie zasnęły. Od tamtej pory cisza uderzała o ściany w chacie głuchym, przejmującym chłodem, wdzierając się w zwiotczałe ciało, które malało pod jej wpływem.
 
Teraz, mając pięćdziesiąt dziewięć lat, Aniela nauczyła się z nią żyć. Tak jak ze świadomością, że czas już dawno zdążył ją sobą zbrukać. Tęskniła za chwilami, gdy jeszcze była całością i żałowała, że nie może ich pamiętać.
Siedząc przy kuchennym stole obserwowała, jak cukier powoli zapada w gęsty kożuch kawy. Ogród za oknem przypominał jej dziś ojca. Był równie surowy i chłodny.

Lubiła późną jesień, jej prostota, golizna i poczucie, że wokół panuje wszechobecna śmierć, zdawały się bliższe prawdy niż przepełnione kolorami lato.
Listopadowe poranki uderzały w nozdrza jedynie chłodem, przypominając, że trzeba przynieść drzewo z szopy.
Teraz właśnie tak Aniela zaczynała każdy dzień, który aż do zachodu przepełniony był codziennymi rytuałami. To one dawały jej poczucie bezpieczeństwa i tego, że życie niczym jej już nie zaskoczy. Nie potrzebowała zaskoczeń. Dawno przestały mieć dla niej znaczenie rzeczy nowe i obce. Nauczyła się kochać to, co już dawno poznała - warkocz, co rano zaplatany z jednakowym pietyzmem, podłogę w kuchni, gdzie znała każdą skrzypiącą deskę i popołudniowe chwile z kawą, którą sączyła powoli z fajansowego kubka, pozwalając odpocząć opuchniętym nogom.

To właśnie w takie popołudnia najbardziej dotkliwa stawała się tęsknota za prostotą, którą Aniela posiadała wciąż głęboko w sobie, choć już nie umiała jej dotknąć.
Dziś wiedziała, że smutek nie opuści jej aż do wieczora. Wyszła przed dom. Na tle zachodzącego czerwienią nieba malowały się gałęzie topól, obleczone jedynie w jemiołę.

- To będzie mroźna noc - powiedziała sama do siebie, gasząc papierosa o parapet. 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
faith · dnia 15.11.2015 04:09 · Czytań: 1236 · Średnia ocena: 4,88 · Komentarzy: 28
Komentarze
skroplami dnia 15.11.2015 08:02 Ocena: Świetne!
Dawaj, dawaj cz. 2 :).
Można się zatopić w czytaniu jak w rzece, głębszej od słowami płynącej :).
Dobrze i stopniowo się wchłania, i mam teraz kotwicę w środku chociaż kotwica plum i szybko, a nad głową żagiel z "mechanizmu zegarów" łopocze.
Dobra Cobra dnia 15.11.2015 15:38 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo mądra opowieść, dojrzale napisana i przemyślana.

faith,

miło się czyta takie teksty, gdzie można zając umysł dorosłymi rozważaniami o najważniejszym.




Poniżej kilka subiektywnych uwag lyterackich:


Cytat:
Rodząc się jesteśmy bliżej śmierci niż kiedykolwiek później.
Zaczyna się bardzo filozoficznie! Dobre wejście. Lubię takie wejścia.

Cytat:
- To kara boża. - mówiły sąsiadki.
Bym napisał: - To kara Boża[BEZ KROPKI] - mówiły sąsiadki.

Cytat:
Mimo to, nie wszystkie warstwy, na które zaczęła dzielić się Aniela dorastając, miały w sobie cząstkę goryczy.
Mimo to[BEZ PRZECINKA] nie wszystkie warstwy, na które zaczęła dzielić się Aniela dorastając, miały w sobie cząstkę goryczy. Tak chyba lepiej wygląda zapis.

Cytat:
Tak Aniela poznała czym jest samotność. I z czasem doszła do wniosku, że to uczucie jest jej najbliższe, a przy tym najbardziej pociągające.
Dopóki nie pozna jakiegoś faceta, który zakręci jej w głowie! ;).


Sumując: jest pięknie, wyciszenie, delikatnie i subiektywnie. A w tle przyroda, będącą najlepszą przyjaciółką osób samotnych, jimo, że żyją wśród innych.


Z zainteresowaniem oczekując części drugiej pozostaje,

DoCo
Zurbanizowany dnia 15.11.2015 16:03 Ocena: Świetne!
Witam.

Piękne i nostalgiczne opowiadanie. Powiem szczerze, że dawno nie czytałem, tak pieczołowicie i ciepło pokazanej prozy życia. Życia, które biegnie jak szalone, nie oglądając się na nas wcale… Niczym ukochana Rzeka Anieli.

Samotność jest chyba czymś najgorszym w życiu człowieka, a już samotność wśród ludzi, to wręcz niesamowita psychiczna tortura i trzeba być istotą ze stali, by dotrzymać samotności towarzystwa.

Czekam na drugą część i jestem pewien, że znów będę się delektował pięknem prowadzonej przez Ciebie narracji, faith.

Pozdrawiam serdecznie.

Zurbanizowany
blaszka dnia 15.11.2015 17:43
Bardzo ładnie piszesz, spokojnie, klimatycznie, i wiesz, co chcesz powiedzieć. Jak na nowe rejony, to znakomity debiut. Rzuciłam tez okiem na Twoje wiersze i rysunki. We wszystkim Ci do twarzy ;)
faith dnia 15.11.2015 22:42
Skroplami, zawitałeś i tutaj, do prób mojego "prozowania" i to jeszcze z tak dobrym słowem. Bardzo Ci dziękuję, nawet nie wiesz jak się cieszę, że spodobały Ci się losy Anieli :)

DoCo, liczyłam właśnie na takie konkretne uwagi, bo interpunkcji i zapisu dialogu byłam najmniej pewna. Już poprawiam co tam trzeba :) Bardzo się cieszę, że się spodobało, wiele to dla mnie znaczy, bo na tym polu dopiero debiutuję. Wszystkie słowa biorę sobie do serducha i dziękuję.

Zurbanizowany, oddycham więc z wielką ulgą, bo z niecierpliwością oczekiwałam, jak zostanie odebrane to opowiadanie. A tu takie miłe przyjęcie! :) Utwierdzacie mnie w przekonaniu, że warto próbować nowych rzeczy i starać się, by i one były jak najlepsze. Postaram się nie zawieść Twoich oczekiwań względem drugiej części:)

Blaszko, łap mój wielki uśmiech za tak ciepłe słowa. Bardzo się cieszę, że zaglądnęłaś też w inne rejony, po których się poruszam, no i że one również przypadły Ci do gustu :)

Kochani, chcę Wam wszystkim z osobna podziękować za tak serdeczne przyjęcie mnie tutaj. Przyznam, że drżałam nieco na myśl o ocenie tego, co napisałam, bo do tej pory, prozę jedynie czytałam. Wiele dla mnie więc znaczą Wasze słowa, wnoszą pewność, że było warto. Dziękuję!
mike17 dnia 16.11.2015 11:09 Ocena: Świetne!
Piękny przykład, jak elementy liryki można wpleść w prozę, jak malować poetyckie obrazy rzeczy, które poetyckimi nie są, są codziennością, zwykłymi dniami i nocami, utartymi rytuałami, które dają poczucie bezpieczeństwa.

Zatonąłem w nostalgiczno-sentymentalnym świecie, niemalże dotknąłem miejsc opisywanych w tej miniaturze, poczułem lekkie impresje i to, co składało się na powolne ewoluowanie bohaterki od niemowlęcia po kobietę w sile wieku, uczącą się cztery puste ściany nazywać na nowo domem - bowiem poczuła smak samotności, najgorszego wroga człowieka.
Wtedy żyje się niejako "do tyłu" - czas jakby idzie do tyłu, wracają wspomnienia, wypełniając sobą pustkę, stając się nową rzeczywistością.

Pod względem literacko-językowym jest bardzo dobrze: nie można się niczego czepić, świadomie przelewasz swe myśli na papier, widać, że każde zdanie jest dopieszczone i ma swoje integralne miejsce w całej układance.
Nie ma przypadkowości.

Tekst krótki, ale bardzo intensywny, barwny, choć to raczej barwy szarości...
Udało Ci się na tak małej płaszczyźnie słownej oddać prawie całe życie, nie czyniąc zbyt wielkich "skoków" czasowych na niekorzyść całości.
Poszczególne wydarzenia gładko wypływają z siebie, płynnie i naturalnie.

Jesienny tekst, taki listopadowy.

Tu drobiazgi:

Cytat:
Ów część trzy­ma­ła się Anie­li aż do chwi­li, gdy jej świę­tej pa­mię­ci mąż

owa część
Cytat:
- To bę­dzie mroź­na noc. - po­wie­dzia­ła sama do sie­bie, ga­sząc pa­pie­ro­sa o pa­ra­pet.

bez kropki po "noc".

Well done, Katarzyno :)
faith dnia 16.11.2015 18:50
Michale, poezja jest mi bardzo bliska, nie mogłam jej więc nie wpleść w opowiadanie, gdy ona sama ze mnie wypływa. Zresztą zdecydowanie wolę taką narrację niż suche fakty :) Bardzo cieszę się z Twojej wizyty tutaj. Z tego, że dałeś się porwać w świat, który starałam się stworzyć tym razem w nieco dłuższej formie niż wiersz. Każdy debiut jest trudny, chcemy sprostać oczekiwaniom, przekonać się, jak wypadniemy na nowym dla nas polu. Twój komentarz jest dla mnie bardzo ważny, pokazuje, że warto próbować, szukać siebie nawet tam, gdzie jeszcze nie zaglądaliśmy. Oczywiście dostosuję się do rad, za które bardzo Ci dziękuję. Nie ukrywam, że ogromnie na nie liczyłam.


Pozdrawiam Cię serdecznie :)
ajw dnia 16.11.2015 18:58 Ocena: Świetne!
Tak jak w wierszach potrafisz stworzyć specyficzny klimat, tak i w tym tekście budowałaś go od poczatku az po ostatnie słowo. Widać, że nie tylko w poezji masz coś do powiedzenia. W sposób niezwykły piszesz o rzeczach zwykłych, a to niewątpliwie sztuka. Pozdrawiam serdecznie :)
faith dnia 16.11.2015 20:31
Ajw, dopiero dowiaduję się, co takiego mam do powiedzenia w prozie, jednak już wiem, że jest ona równie fascynująca jak poezja:) A że jest to początek, każde dobre słowo cieszy mnie podwójnie i jest niezwykle motywujące.
Dajesz więc kopa do dalszego tworzenia, za co bardzo Ci dziękuję :)

Ściskam mocno!
introwerka dnia 16.11.2015 20:33 Ocena: Świetne!
Niezwykłe rozwarstwianie się sensu. Piękna metafora rozwarstwiającego nas czasu może być także symbolem kiełkującej w bohaterce kobiecości (we współczesnych studiach kobiecych kobieta bywa nieraz określana mianem tej-ktora-nie-jest-jednością). A przecież sam obraz rozwarstwiania nas przez czas może mieć wiele znaczeń: możemy dzielić się na etapy lub symultanicznie - na różne sfery życia, na rozum i uczucia, doświadczanie i intuicję itp. Także fikcja literacka, np. Twoje opowiadanie, może się rozwarstwiać (zdaniem literaturoznawców każdy tekst literacki ma cztery warstwy; w poprzek tych warstw mogą iść kolejne rozwarstwienia, np. na lirykę i prozę w tekście z "Pogranicza" ). Najpiękniejsze zaś jest dla mnie w Twoim opowiadaniu to, że, mimo deklarowanego przez bohaterkę "skalania czasem", cały tekst emanuje niezwykłą świeżością i czystością.

Pozdrawiam :)
faith dnia 16.11.2015 20:55
Introwerko, otworzyłaś to opowiadanie na nowe sfery. Rzeczywiście, rozwarstwienie może nastąpić na różnych płaszczyznach, człowiek kończy je dopiero z chwilą śmierci, by ponownie scalić się, kiedy zanika w nas już świadomość. To krąg, który każdy z nas zatacza. Dziękuję Ci bardzo za to szerokie spojrzenie, które również mi wiele pokazało.
Bardzo cieszę się, że tutaj zajrzałaś, zabieram Twoje słowa ze sobą.

Kłaniam się :)
Wasinka dnia 01.12.2015 21:24
Faith,
ech.
Gdy widzę "zegar", to nie mogę się powstrzymać.
Pociągnęłaś mnie za sobą, a może winnam powiedzieć, że Aniela zaplotła wokół mnie swoje rozwarstwienia, rzeczne muły i tykanie zegara. Z przyjemnością czytałam, bo lubię takie obrazki, kiedy życie maluje się metaforą i rekwizytem. Jest klimat, są ciekawe sploty, zazębienia.
Już pierwsze zdanie pomachało do mnie zachęcająco treścią, a wyrażenie "świat już zdążył przylepić się do małych ramion" przypieczętowało chęć przeczytania do końca.

Małe potknięcia się zdarzają, ale to pikuś. Tak dla przykładu tylko podrzucę malutki fragment:
Cytat:
Mimo, że nie wie­dzia­ła jesz­cze wtedy o ist­nie­niu ta­kich pojęć, jak nie­po­kój, czy strach, to do­sko­na­le znała ich dzia­ła­nie. A to sta­wa­ło się ko­lej­ną czę­ścią życia. Owa część trzy­ma­ła się Anie­li aż do chwi­li, gdy jej świę­tej pa­mię­ci mąż, uto­pił się w po­bli­skim sta­wie, zwa­nym od tam­tej pory "Ta­de­uszo­wym", ze wzglę­du na imię nie­bosz­czy­ka.

Podkreślone przecinki można spokojnie wyrzucić, a powtórzone "to" ukrócić na przykład o pierwsze (Mimo że nie wie­dzia­ła jesz­cze wtedy o ist­nie­niu ta­kich pojęć jak nie­po­kój czy strach, do­sko­na­le znała ich dzia­ła­nie).

Pozdrawiam księżycowo.
faith dnia 01.12.2015 21:43
Wasinko, już się biorę do roboty i poprawiam co trzeba. Bardzo Ci dziękuję za te rzeczowe uwagi:)
Cieszy mnie, że spodobała Ci się historia Anieli, a właściwie pierwsza z jej części, szczególnie, że jest to tak naprawdę moja pierwsza próba stworzenia prozy i jeśli ktoś po przeczytaniu tego co napisałam wyciągnie choć malutką myśl dla siebie, to już jest powód do radości. Dlatego łap ode mnie soczysty uśmiech :)

Jeszcze raz bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem i wyłapanie tych "chochlików" :)

Uściski
Wasinka dnia 01.12.2015 21:53
Czekam zatem na kolejną część o Anieli, w której "najbardziej dotkliwa stawała się tęsknota za prostotą, którą Aniela posiadała wciąż głęboko w sobie, choć już nie umiała jej dotknąć".

Pozdrowienia srebrzyste.
faith dnia 01.12.2015 22:00
Wasinka napisała:
Czekam zatem na kolejną część o Anieli


Jak tylko już we mnie "dojrzeje", nie omieszkam jej tu zamieścić.

Pozdrawiam ciepło:)
purpur dnia 05.02.2016 16:18
Aby to już mieć za sobą, to od razu na Ciebie nakrzyczę!

A gdzie jest część druga, hę?

Patrząc ogólnie to już minęło ponad dwa miesiące, a zaglądając bardziej w szczegół, to mi wychodzi ponad pięćdziesiąt dni ( wybacz, potrafię zliczyć jedynie do: pięć razy moje palce :) )!

No dobrze, skoro jęki mamy już za sobą, to teraz...

No cóż, śliczne. Jak bym nie wiedział, że piszesz wiersze, to bym napisał, że pewnie kiedyś pisałaś wiersze :) Tak. Czuję tutaj zupełnie inne spojrzenie, niż osób piszących tylko prozę.
Zupełnie na co innego naciskasz, zupełnie inaczej prowadzisz treść, zupełnie inaczej pieścisz słowem swoje postacie. Jest masa emocji, zamknięta w zdaniach, które tylko z pozoru są zwykła skleją wyrazów.
Tak. Cudnie jest to napisane, czyta się to muskając oczami literki...

Ciekawy jestem strasznie ( też mi nowość, jeśli by pewne powiedzenie było prawdziwe to ja już bym był nie na pierwszym stopniu pewnego miejsca, a raczej schodził bym już na trzecią, piwniczną kondygnację ... :p ) co dalej zrobisz z tym tekstem. Gdzie popędzi historia, co nam opowiesz - nie spodziewałem się, że w takim miejscu się ona urwie...

I tu wracamy do początku mojej wypowiedzi:

Gdzie, do trzystu beczek marcepanowych śledzi, jest kolejna część, hę?
patam-patam-patam ( takie nerwowe wystukiwanie palcami, po blacie! )!
faith dnia 05.02.2016 20:34
Purpurze, miło mnie połechtała Twoja niecierpliwość:) Druga część właśnie się we mnie zakorzenia. Pisząc tę historię miałam w głowie oczywiście zarówno początek jak i koniec, jednak wciąż brak mi samodyscypliny, by przysiąść i porządnie wziąć się za ten tekst. Nie martw się jednak, taki komentarz jak Twój potrafi zmotywować. Zresztą obiecałam sobie, że do końca tego miesiąca dopracuję go i opublikuję drugą część opowiadania.

Ogromnie mnie ucieszył Twój komentarz i wnikliwość. Chyba masz rację, poezja przemawia przeze mnie również w prozie i nie da się tego ukryć. A może wcale nie trzeba?:)
Miło mi, że dałeś się wciągnąć w świat, który starałam się wykreować, a w dodatku spodobał Ci się on. W końcu piszemy i układamy własne myśli w słowa, głównie po to, by znalazły one odbiorców.

Ja już wiem, jak skończy się ta historia, mogę tylko zdradzić, że cykle mają tu wiele do powiedzenia, reszty dowiesz się niebawem...

Bardzo dziękuję Ci za odświeżenie tego opowiadania :)
Pozdrawiam!
Jaga dnia 22.02.2016 10:25
Faith

Jestem zauroczona!
Uwielbiam taką prozę. Są w niej fragmenty, które podkreśliłabym zielonym markerem, gdybym czytała Twoją książkę w wersji tradycyjnej. (Tak, wiem, nie wolno niszczyć książek, ale ja tak właśnie czytam. Im bardziej pomazana, tym bardziej ukochana).

Twój tekst porwał mnie od pierwszego (genialnego!) zdania.
A potem były kolejne, które mnie zachwyciły.
"Aniela została wytarta z czystości już w chwili swoich narodzin, kiedy stara Poleszkowa dokładnie umyła jej obolałe ciałko z resztek matczynej krwi. Co prawda, żadna myśl nie skażała jeszcze wtedy jej głowy, ale świat już zdążył przylepić się do małych ramion.

Na początku było czucie. Gdy wszystko, sklejone w jedno, nie miało jeszcze nazw, słowo zdawało się bez znaczenia. Nie mogła jej wtedy zranić nawet najbardziej zmyślna obelga, a prawda zdawała się tak samo mało ważna jak kłamstwo.

Jednak z każdym kolejnym oddechem, Aniela nieodwracalnie wpuszczała w siebie życie. Aż w końcu zaczęła się rozwarstwiać. Najpierw na zmysły - kolor stał się czymś innym niż chłód, a ból różnił się od zapachu. Potem świat, jak i ona sama, zaczął pęcznieć od pojęć i znaczeń"


Rozwarstwianie się Anieli, jej zdobywanie życiowego doświadczenia to prawdziwy majstersztyk!

Czekam z niecierpliwością na kolejną (kolejne!) części.
Pozdrawiam,
Jaga

P.S. Oczywiście oceniam jako "świetne"
faith dnia 22.02.2016 18:40
Jago, kłaniam się nisko na takie słowa. Bardzo mi miło, że tak entuzjastycznie odebrałaś część tego opowiadania, dzięki temu aż chce się tworzyć dalej i eksplorować nowe pokłady prozy w sobie :)

Jaga napisała:
(Tak, wiem, nie wolno niszczyć książek, ale ja tak właśnie czytam. Im bardziej pomazana, tym bardziej ukochana).


Mam to samo:) Z tego właśnie względu wolę posiadać książki niż pożyczać. Podkreślam w nich ciekawe fragmenty, mądre myśli, a nawet po prostu zbitek wyrazów, który mi się podoba. Nidy przecież nie wiadomo, co może nas zainspirować za chwilę.

Co do kolejnych części, mam złą i dobrą wiadomość.
Dobra to taka, że nie będziesz musiała już długo czekać na drugą odsłonę opowiadania o Anieli; powinna ukazać się na dniach. Natomiast zła, że będzie to ostatnia część
Takie założenie miałam na początku i myślę, że jest ono dobre.

Zapraszam Cię więc serdecznie do lektury i dziękuję za tak ciepłe i dodające pogody ducha słowa :)

Uściski!
Niczyja dnia 28.02.2016 00:35 Ocena: Świetne!
Brak mi słów, żeby wyrazić to co czuję po przeczytaniu tego tekstu...
Przepiękne... wszystko, po prostu wszystko:)
Dziękuję, że to napisałaś. Niewielu tak potrafi.
faith dnia 29.02.2016 11:56
Niczyja, mnie też zatkało po Twoim komentarzu :)

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wdzięcznie się ukłonić i serdecznie podziękować Ci za te słowa.
Bardzo się cieszę, że się spodobało, to dla mnie niezmiernie ważne.

Jeszcze raz dziękuję i posyłam szeroki uśmiech! :)
Joan dnia 01.03.2016 19:39
Najpierw przeczytałam drugą część, a potem pierwszą. Obydwie mi się podobały.

Ja również lubię zaznaczać cytaty w książkach (ołówkiem :)]
W tym najbardziej podoba mi się to zdanie:

Cytat:
Czas jed­nak nie zaj­mu­je się tylko wy­gła­dza­niem ka­mie­ni. Przede wszyst­kim pło­dzi i uśmier­ca, by nadać życiu bieg.
faith dnia 01.03.2016 20:14
Joan, bardzo miło mi Cię gościć pod tym opowiadaniem :)

Myślę, że książkom nie dzieje się krzywda, gdy trochę potraktujemy je ołówkiem. Wręcz przeciwnie, to raczej komplement w stronę jej Autora, że są w niej fragmenty warte zapamiętania i refleksji.

Zdanie, które u mnie wyszczególniłaś, tak naprawdę jest głównym sensem całej historii.
Cieszę się, że znalazłaś tu coś dla siebie i poświęciłaś swój czas.

Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)
retro dnia 02.03.2016 11:48 Ocena: Świetne!
Nie mogło mnie zabraknąć pod częścią pierwszą, którą przezornie wydrukowałam z drugą. Wyciszająca lektura, dająca ukojenie. Opowieść o życiu z jego lękami i radościami. Każdy z nas jest w pewnym stopniu Anielą ze swoją wielowarstwowością narzucaną przez świat zewnętrzny. A może to tylko dostosowanie? Dostrzegam jakąś filozofię życia w "Porach...". Jeśli dokonałam totalnej nadinterpretacji (co jest b. prawdopodobne;) ) to świadczy to o moim bardzo dobrym odbiorze tekstu.
Pozdrawiam ciepło:)
esere dnia 20.04.2016 19:03
Cytat:
Co praw­da, żadna myśl nie ska­ża­ła jesz­cze wtedy jej głowy, ale świat już zdą­żył przy­le­pić się do ma­łych ra­mion.


Nie lepiej dodać "jej" do ramion? Jakoś bez tego zaimka mi czegoś brakuje.

Proza życia jest najtrudniejsza do opisania w sposób ciekawy, więc tym bardziej gratuluję dobrej jakości tekstu. Przyjemny ze strony językowej, poza kilkoma uchybieniami, jakie już wszyscy wyżej wymienili. Narracja spokojna, dobrze oddajesz upływ czasu, który w końcu każdego z nas dotyczy, a który jest tak nieuchwytny, że aż boli.
faith dnia 20.04.2016 19:50
Retro, Ciebie przede wszystkim chciałam bardzo przeprosić, bo umknął mi gdzieś Twój komentarz pod tym opowiadaniem :( Ale to nie zmienia faktu, że dziś ogromnie się ucieszyłam, że go czytam, tak na poprawę nastroju, bo jest pełen ciepła i szczerości.

Masz rację, Aniela to postać uniwersalna, za jej pomocą chciałam ukazać i opisać to, w jaki sposób możemy postrzegać życie jako ogół, proces i cykl. I nie ma w tym żadnej Twojej nadinterpretacji, wręcz przeciwnie, zobaczyłaś w tej historii dokładnie to, co chciałam ukazać. Więc ja się mogę tylko cieszyć i uśmiechać szeroko:)
Bardzo Ci dziękuję za te słowa, tak ważne i budujące dla mnie i naprawdę jeszcze raz przepraszam za zwłokę w odpowiedzi. To już się nie powtórzy:)

Esere, celowo nie wstawiłam tam zaimka, bo uważam, że jest on w domyśle. Myślę, że drugi identyczny w jednym zdaniu o takiej konstrukcji jest nie tylko zbędny, ale wręcz przeszkadza. Bez niego również wiadomo, o czyje ramiona chodzi, choć oczywiście może tam czegoś brakować. Coś jednak za coś, wolę z niego zrezygnować na korzyść uniknięcia powtórzenia :)

Ale bardzo Ci dziękuję za zwrócenie uwagi i czujną obecność, szczególnie, że opowiadanie, mimo wszystko przypadło Ci do gustu. Bardzo się cieszę :)

Pozdrawiam Was serdecznie pomarańczowym zachodem słońca!
retro dnia 06.05.2016 14:55 Ocena: Świetne!
Faith ostatnio rzekłam do przyjaciela dokładnie takie słowa: "czas nie odgrywa żadnej roli" - chodziło mi głównie o pisanie opowiadań, ale w kontekście komentarzy też się sprawdza;) A wiadomo, że każdy z nas ma swoje realne życie. Pracę, rodzinę, obowiązki. Więc, jak to mawia moja siostrzenica: "spoko-luz":)

Aniela zajmuje szczególne miejsce wśród postaci wyczytanych w opowieściach na PP.
Pozdrawiam słonecznie.
faith dnia 06.05.2016 19:37
Retro, masz zupełną rację:) A dopóki ktoś czyta tekst, lub wraca choćby do jego fragmentów to on żyje i o to chodzi :)

retro napisała:
Aniela zajmuje szczególne miejsce wśród postaci wyczytanych w opowieściach na PP.

To dla mnie najlepszy komplement i świadectwo, że warto było napisać to opowiadanie.
Dziękuję, że zaglądasz.

Pozdrawiam Cię, z wieczornym już słońcem :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Tomek i Agatka
26/01/2023 23:29
Czasami wylewa się ze mnie morze, a wtedy fala wyrzuca… »
Tomek i Agatka
26/01/2023 23:16
Z całego serca dziękuję Wolnyduszku za czytanie i ślad.… »
Florian Konrad
26/01/2023 17:43
Dziękuję serdeczniasto! »
Florian Konrad
26/01/2023 17:43
Oj, metal jest tym, co kocham »
Yaro
26/01/2023 10:50
Dziękuję za komentarz bardzo budujący , błąd prawiłem.… »
Woland
26/01/2023 08:20
Dziękuję :) I również dziękuję, chociaż mniej od… »
wolnyduch
26/01/2023 00:18
Pięknie wyrażona tęsknota za "Odyseuszem" , podoba… »
wolnyduch
26/01/2023 00:12
Jak dla mnie to taki bardzo wysublimowany, niezwykle… »
wolnyduch
26/01/2023 00:09
Bardzo lubię prostotę, a jednocześnie pięknie wyrażającą… »
wolnyduch
26/01/2023 00:04
Urokliwy wiersz o przyrodzie, mnie się o bardzo podoba,… »
wolnyduch
25/01/2023 23:54
Nie przepadam za wyliczankami, dlatego wiersz nie bardzo mi… »
wolnyduch
25/01/2023 23:36
Tak, masz rację, Ołowiany Żołnierzyku, że to proza poetycka,… »
wolnyduch
25/01/2023 23:31
Tak, dobrze się czyta, teoretycznie o zwykłej jeździe… »
Olowiany Zolnierzyk
25/01/2023 23:11
Dobre. Choć za krótka ta miniatura.. Stylistyka szwankuje.… »
wolnyduch
25/01/2023 23:05
Zastanawia mnie ten brak odbicia w lustrze?... A co do… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 25/01/2023 22:34
  • Droga Redakcjo. Przez przypadek dodałam dwa razy ten sam tekst. Nie wątpię, że wiecie, co zrobić z tym faktem ;)
  • Dark
  • 22/01/2023 14:36
  • Rada dla tworzących horror lub jakąkolwiek grozę - nie tutaj. Szukajcie grup na fb, wysyłajcie prawdziwym autorom swoje teksty na priv, udzielajcie się w postach.
  • Dark
  • 22/01/2023 14:35
  • Usunąłem teksty i się żegnam. Odezwała się do mnie Anna Dzięgielewska, która ma kontaktować się z Wojciechem Gunią. W przyszłym roku redakcja Planeta czytelnika ma ogłosić mnie swoim autorem, promować
  • Berele
  • 14/01/2023 01:47
  • Bo ja się wycofałem ;)
  • Arkady
  • 12/01/2023 20:30
  • Jakoś tu cicho się zrobiło ... i pusto...
  • wolnyduch
  • 06/01/2023 21:02
  • Dołączam do życzeń,
  • Gramofon
  • 05/01/2023 20:11
  • Dark, o jakim tekście mówisz?
  • Dark
  • 05/01/2023 07:41
  • Zgadzam się.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas