Szczurołap - swistakos
Proza » Inne » Szczurołap
A A A
Od autora: Kolejne opowiadanie z serii "Szczur".

Szczurołap

 Otwarty wylot kanału.

- Witam, jestem Kanalarzem. Mieszkam tu od zawsze, przynajmniej odkąd sięgnę pamięcią. Nie mam pojęcia, czy się tu urodziłem, ponieważ tego akurat nie pamiętam. W każdym razie kanały to mój dom, me mieszkanie, w którym czuję się właśnie jak w domu, w końcu jestem u siebie. Mój głos jest jak wołanie na puszczy, mówię w wylot kanału, właściwie, to nie wiem do kogo. Może po prostu sam do siebie, z nikłą nadzieją, ukrytą gdzieś tam w głębokim kącie mego jestestwa, że ktoś mnie usłyszy? Nie wiem, w każdym razie mówię i będę kontynuował.

Na czym to skończyłem? A, już wiem. W mym życiu kanały zawsze były, są i będą, prawdopodobnie do końca mej egzystencji. Gdzie tam, prawdopodobnie, na pewno, przecież nigdzie się stąd nie wybieram. W ogóle rzadko opuszczam to środowisko, tylko, gdy zmusi mnie do tego naprawdę wielka potrzeba. Na co dzień jednak jestem tam, gdzie czuję się najlepiej, najbezpieczniej, po prostu jestem w domu, u siebie, czyli w kanale. W tym miejscu, gdzie teraz stoję, urodziłem się, przynamniej tak mi się zdaje. W najdalszych zakamarkach pamięci mam zapisany niewyraźny, lecz trwały obraz mego pierwszego zetknięcia się ze światem. Wiem, a właściwie wyczuwam, iż nastąpiło to tu, dokładnie w punkcie, w którym stoję.

Tak, w pobliżu wylotu jest ciekawie, stykają się tutaj dwa światy: ten zewnętrzny i mój, kanałowy. Zdecydowanie wolę właśnie kanały, to obszar mego życia, mojego występowania, mój rewir, znam go bardzo dobrze. Przez lata mej egzystencji poznałem tu każdy zakątek, żaden, nawet najmniejszy załom w betonowej czaszy okrywającej go od góry, po bokach i z dołu, nie jest mi obcy, wszystkie znam dokładnie. Dla mnie prawdziwe życie jest tu i nie chcę tego zmieniać. Nawet ten charakterystyczny ostry zapach wiszący w powietrzu, wypełniający każdy załom, którym prawdopodobnie i ja przesiąkłem, jest najbardziej znajomym elementem mego środowiska.

Lubię wszystko, co mnie tu otacza. No, może oprócz szczurów. Te stworzenia mnie denerwują niemiłosiernie. Nie dość, że ciągle próbują podkradać mi z trudem znaleziony pokarm, to jeszcze zdarza się, iż chcą mnie atakować. Nauczyłem się ich unikać, ale także niszczyć. Są wrogiem numer jeden. Sztukę łowienia tych bydląt opanowałem do perfekcji, nawet miasto to doceniło.

Kiedyś, po okresie długotrwałych ulewnych dreszczów, woda w kanale tak się podniosła, że zostałem zmuszony do wypełznięcia na powierzchnię. Wychodząc stanąłem niepewnie na czarnym asfalcie ulicy. Wtedy podszedł do mnie on, jakiś człowiek i zaczął ze mną rozmawiać. Na początku nawet się przestraszyłem, że ktoś do mnie zagaduje, lecz wkrótce wyjaśnił, iż ma do mnie konkretny interes. Przede wszystkim okazał się urzędnikiem państwowym i wiedział o mnie wiele, przynajmniej o tym gdzie, na co dzień zamieszkuję. Zaproponował mi pracę, zostałem zatrudniony przez miasto jako zawodowy łapacz szczurów. Raz w miesiącu przychodzi w umówione miejsce przy jednej ze studzienek kanalizacyjnych i czeka na mnie. Jak do tej pory zawsze przychodziłem, pokazywałem mu uzbierane przeze mnie wyłapane martwe szczury, a on za każdym razem daje mi jedzenie, kiedyś nawet przyniósł ze sobą ubranie dla mnie i koc, którym podczas snu mogę się okryć. Przydatny jest szczególnie zimą, kiedy robi się chłodniej i przykryty nim mniej marznę. Na początku zamiast jedzenia chciał dawać mi jakieś pieniądze, ale na co mi one w kanałach? Poprosiłem go więc, by za nie kupował jedzenie dla mnie. Jak dotychczas wywiązuje się ze swego zobowiązania, a ja ze swojego. Dzięki takiemu układowi mam łatwiejszą egzystencję i pewność, że raz w miesiącu dostanę dużo jedzenia, zawsze starcza mi na długo, choć jest problem z jego przechowywaniem. Przede wszystkim musi leżeć w suchym miejscu, bo inaczej zgnije. W jednej odnodze znalazłem coś takiego. To nieczynne odgałęzienie, właściwie nie wiem do czego ma służyć, bowiem nigdy nie spływała nim woda, ani ścieki, jest więc suche i jednocześnie chłodne. To ważna właściwość, dzięki temu żywność przechowuje się tu naprawdę długo. Ma jeszcze jedną rzecz pomagającą mi. Mianowicie krągłe metalowe drzwi, które po zamknięciu szczelnie odgradzają go od reszty kanału. Dzięki tej właściwości szczury nie mają szansy się do niego dostać. A próbowały kanalie, oj próbowały i czasem próbują nadal. Nieraz widuję je pod kręcące się pod drzwiami i szukające szczeliny, przez którą zdołałyby się przecisnąć, ale na szczęście nic z tego, żadna z prób dotychczas nie zakończyła się powodzeniem. Te, które zastanę, gdy idę do mego schowka, po prostu likwiduję i wrzucam do worka, gdzie zbieram kolekcję dla urzędnika. Na razie z powodzeniem sobie radzę z nimi, choć czasem przychodzą naprawdę wielkie i do tego jeszcze agresywne osobniki.

 Pamiętam, jak razu pewnego natknąłem się na ogromne bydlę wielkości sporego kota. Stał pod drzwiami i szukał sposobu wejścia do pomieszczenia za nimi. Na mój widok obrócił się w mą stronę. Widziałem jak świdruje mnie parą czarnych oczu, jego wydłużony ryjek i najeżone wąsy podrygują węsząc mój zapach, a długi ogon ciągnie się po mokrawym szlamie wypełniającym w tym miejscu dno kanału. Zobaczywszy mnie najeżył sierść. Sztywna ciemnoszara szczecina uniosła się do góry, stercząc prawie pionowo. Przez ten zabieg sprawiał wrażenie jeszcze ze dwa razy większego. Gdy spostrzegł, że ten chwyt nie wywołał na mnie widocznego wrażenia; sterczałem nadal tam, gdzie byłem; wydał z siebie głośny ostrzegawczy pisk. Ja nadal stałem patrząc śmiało w czarne ślepia. Teraz wściekły szczur rzucił się w moją stronę, ja zręcznym uskokiem uniknąłem jego wielkich, ostrych zębów. Kiedy zwierz z rozbiegu przebiegał obok mnie, skoczyłem mu na kark, obiema nogami mocno gniotąc jego kręgosłup. Pod moim ciężarem cielsko zwierzaka przypłaszczyło się do ziemi i coś mu we wnętrzu chrobotnęło. Tymczasem odbiwszy się od jego grzbietu znowu uskoczyłem na bok. Szczur już nie wstał, z uszkodzonym kręgosłupem jak oszalały zaczął kręcić się wokół własnej osi wydając przy tym cienkie jękliwe piski. Już wiedziałem, że jestem zwycięzcą, choć gryzoń mógł jeszcze być groźny. Stojąc w pewnej odległości rzucałem w niego cegłówkami znalezionymi na dnie kanału; leżały tu od zawsze; tak długo, aż przestał się ruszać. Odczekałem dłuższy czas, widząc wciąż nieruchome cielsko ostrożnie podszedłem do zwierza. Kopnąłem go z całej siły, nie poruszył się. No to wiedziałem, że był już całkowicie martwy, leżał bez ducha, nieżywy. Podniosłem wielkie szare cielsko i z niejakim trudem włożyłem do reklamówki, a sam otworzyłem stalowe drzwi, by wejść do mego schowka. Tu pobrałem dla siebie odpowiednią ilość jedzenia i zamknąłem go starannie ponownie. Zadowolony wróciłem do mego ulubionego miejsca, czyli do wylotu kanału i ze smakiem spożyłem pożywny posiłek.

 Pod koniec miesiąca urzędnik na widok wielkiego szczura omal nie padł z wrażenia. Wyjaśniłem mu, że okaz jest definitywnie i naprawdę martwy. Dopiero wtedy podszedł bliżej i wręczył mi pakunek z jedzeniem, a szczurzego wielkoluda zabrał ze sobą, mówiąc, że umieści go w muzeum osobliwości, czy coś takiego. Gdy odszedł, ja wróciłem do kanałów. Tak się zakończyła ma mała przygoda z Panem Wielkim, jak w myślach nazwałem gryzonia.

Na co dzień żyję sobie spokojniej, szczury, które łapię nie są aż tak wielkie, takie zwyczajne. Te prosto upolować, najczęściej skaczę im na grzbiet i ciężarem swego ciała łamię kości, oraz to, co mają w środku. Jednym zdaniem prosta robota, nic szczególnego, dla mnie taka zwyczajna. Dopóki urzędnik wywiązuje się ze zobowiązania będę wykonywał te zajęcie, zdążyłem je nawet polubić. Za każdym razem polowanie wywołuje dreszczyk adrenaliny, choć najbardziej odczuwałem go oczywiście przy spotkaniu z „wielko - szczurem”. O tym mówiłem przed chwilą.

-W nocy znowu ubiłem kilka szczurków łażących po mnie. Takich niewielkich, to znaczy przeciętnego wzrostu, łatwo z nimi poszło. Wlazły na mnie chyba częściowo przypadkowo, po prostu przechodząc tędy w drodze do dalszych kanałowych czeluści. Miały pecha, że natrafiły na mnie, zawodowego łapacza szczurów, w skrócie zwanego szczurołapem. Poza tym drobnym incydentem noc minęła spokojnie i bez zarzutu, nawet się wyspałem.

Teraz stoję u wylotu kanału i kontynuuję swój monolog przerwany snem. Takie mówienie w pustą przestrzeń zaczyna mi się coraz bardziej podobać, chyba to polubię. O, nawet uśmiechnąłem się na samą myśl o tym, niechybny znak, że odczuwam przyjemność. Nastał ciepły dzień, w sam raz na nic nie robienie i snucie monologu. Wciąż wierzę, iż ma on jakiś sens. Może ukryty gdzieś głęboko, nie wiadomo gdzie, ale wewnętrznie czuję, że nie jest on tak całkowicie bez sensu. Właściwie to nie wiem dlaczego, lecz tak jest.

 Słowa to też forma pisania, przezroczystym atramentem w bezbarwnym powietrzu. Piszę więc moją opowieść dalej. Podchodzę do krawędzi kanału i chwilę grzeję się w dochodzących tu promieniach słońca. Patrząc przed siebie i widzę zbiornik wodny, do którego ulatują ścieki z kanału. Rura odprowadzająca nieczystości jest kilka metrów powyżej wody, ścieki wylatują z niej kaskadą przypominającą żółtawo szary wodospad, na dole mokrą czarniawa plamą znaczą miejsce zetknięcia się ich z wodą zbiornika. Z mojej perspektywy rozciąga się widok na dość rozległy obszar zastygłej wody nieruchomej w bezwietrznym powietrzu. Gdzieś w oddali widzę brzeg wodnego królestwa, na nim wzniesione prostokątne klocki wysokich wieżowców. W tym miejscu kiedyś przed laty wybudowano wielkie osiedle, teraz patrzę na widoczny jego fragment. Nad nim niebieszczy się bezchmurne pogodne niebo, z powietrzem rozedrganym od upału. Na zewnątrz panuje upalny letni dzień, w mym kanale jest przyjemny chłodek. Rozkoszuję się nim z niekłamaną przyjemnością wdychając wilgotny zapach zatęchłego powietrza. Odwrócony tyłem do słońca idę w głąb pochłaniającej mnie ciemności, tu jest moje naturalne środowisko.

 Idę wypełnić zobowiązanie wobec miasta, dziś zamierzam przejść mniej znanymi mi częściami kanałowego labiryntu. Rzadko tu zaglądam, bo dotychczas nie miałem takiej potrzeby. Tym razem jednak zapoluję tutaj na jakieś szczury. Idę brodząc po kostki w szlamowatej wodzie w całkowitej ciemności. Gdy nie ma światła, wzrok jest do niczego nieprzydatny, zdaję się więc na pozostałe zmysły, wcześniej nieraz to robiłem.  Wytężam słuch, węszę wyczuwając każdy zapach. Najbardziej interesuje mnie charakterystyczna woń szczurów, węsząc szukam je, słuchem staram się wyłapać dźwięki wydawane przez gryzonie. Długi czas nic nie mam, wreszcie coś wyczuwam. Mocniej wdycham kanałowe powietrze, tak najwyraźniej czuję to, zapach szczura. Idąc dalej słuchem wychwytuję charakterystyczne chrobotanie wydawane przez któregoś z nich, kilka razy słyszę też cichy, ledwo dosłyszalny cienki pisk. Teraz jestem pewien, że któryś jest w pobliżu, z każdym krokiem podchodzę do niego coraz bliżej. Stąpając ostrożnie stawiam bezgłośne kroki i skradam się w kierunku dźwięku potwierdzonego coraz wyraźniejszą wonią gryzonia. Teraz najważniejsze wyczuć odpowiedni moment, oraz miejsce do uderzenia. W całkowitej ciemności muszę skoczyć tak, by trafić nogami na szczurzy grzbiet. O teraz, skaczę. Gdy stopy stykają się z podłożem, wyczuwam pod nimi miękkość ciała gryzonia i słyszę chrzęst łamanych kości. Zwierz nawet nie zdążył pisnąć boleśnie całkowicie zaskoczony i już jest po nim, nie żyje. O jednego szkodnika mniej, jeszcze kilka, by uzbierało się na jedzeniową wypłatę. Dalszą część monologu postanawiam wygłosić później, kiedy zakończę łowy.

- No, polowanie zakończone, nastał wieczór, a ja mam na koncie dodatkowych kilka szczurów, jestem zadowolony z wyniku. Teraz spokojnie mogę ułożyć się do snu, zasnę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zanim jednak spocznę, powiem, że nie miałem z nimi najmniejszego kłopotu, w ciągu lat życia spędzonych w tym środowisku nabrałem naprawdę dużej wprawy w łowieniu, jestem z siebie dumny. Nagrodzę siebie uśmiechem zwycięzcy dającym mi niekłamaną satysfakcję, chwilowo jestem naprawdę szczęśliwy. Zadowolony kładę się spać, zaraz zasnę.

- No i mamy kolejny dzień. Jeszcze uszczęśliwiony przeciągam się i wstaję odrzucając z ciała koc, którym byłem okryty. Tym razem chronił mnie nie tyle przed zimnem, którego o tej porze roku nie ma nawet nocą, co przed łażeniem szczurów bezpośrednio po mym ciele. Spałem tak twardo, że nawet żadnego nie wyczułem, choć wiem, iż musiały jakieś przeze mnie przechodzić, zawsze tak robią. Na szczęście dla nich żadnemu nie przyszło do szpiczastego łebka, by spróbować mnie pogryźć, bo wtedy niechybnie bym się obudził i zlikwidował kilka z nich, łącznie ze śmiałkiem tak ohydnie haniebnego brawurowego wyczynu.

W otworze wylotu widzę błękitne niebo i wstające słońce oświetlające okolicę czerwonym blaskiem. Wkrótce wzniesie się wyżej zatracając purpurową barwę na rzecz jaskrawo żółtej. To ciało niebieskie zawsze tak czyni, tak już ma i mieć będzie przez wieki. Ot, zebrało mi się nagle na astronomiczne rozmyślania wyrażone słowami wypowiedzianymi na głos. Czasami miewam takie pseudofilozoficzne chwile, ta jest jedną z nich. 

No cóż, poobserwowawszy wschód naszej najjaśniejszej gwiazdy odwróciłem się do niej plecami pokazując wstającemu dniowi odwrotną stronę medalu, czyli me plecy i resztę tyłu. Nie chcę cię oglądać słoneczko, nie jesteś mi do niczego potrzebne, absolutnie do niczego. Tak mówię, bo uważam, iż tak właśnie jest w rzeczywistości, mi wystarczy majacząca przede mną ciemność kanału, a światło dzienne co najwyżej od czasu do czasu w małych dawkach, tak to już ze mną jest.  Unurzany w ciemności idę coraz szybciej, wkrótce biegnę widząc tylko czerń, mój głos powoli zamiera cichnąc coraz bardziej, czeluść kanału pochłania mnie, niedługo zniknę całkowicie rozpływając się w nieprzeniknionej czerni. Tylko raz w miesiącu wychynę z niej, by pobrać zapas żywieniowy od miejskiego urzędnika, na zewnątrz ledwo mnie słychać, zaraz zamilknę, być może na zawsze…

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
swistakos · dnia 13.12.2015 13:21 · Czytań: 624 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
bened dnia 03.05.2016 00:44
Świst: Skąd ta szczurza tematyka?
Oby jak najwięcej "pseudofilozoficznych chwil" na słoneczku, a nie w mrocznych kanałach :)

Cytat:
Słowa to też forma pi­sa­nia, prze­zro­czy­stym atra­men­tem w bez­barw­nym po­wie­trzu.

Zwłaszcza te rzucane na wiatr...

Pozdrawiam
swistakos dnia 03.05.2016 22:58
Czasami trzeba ujrzeć świat trochę odwrotnie. Dla jednych światło i świeże powietrze jest źródłem szczęścia, dla innych wręcz przeciwnie.
Aronia23 dnia 07.05.2016 09:23 Ocena: Świetne!
"...w pobliżu wylotu jest ciekawie, stykają się tutaj dwa światy: ten zewnętrzny i mój, kanałowy." Dobre - zetknięcie się dwóch światów, jak spotkanie z obcymi. Po się zastanawiać czy istnieje życie na innych planetach, skoro na Ziemi jest tyle różnych światów.
Cóż jeszcze? Postać szczurołapa ni to ludzka, ni to obcego.
Nie potrzebuje wielu zmysłów, tylko węch, no może i słuch. Wzrok zanika. Wspaniale jest to opisane:
"Wytężam słuch, węszę wyczuwając każdy zapach. Najbardziej interesuje mnie charakterystyczna woń szczurów, węsząc szukam je, słuchem staram się wyłapać dźwięki wydawane przez gryzonie. Długi czas nic nie mam, wreszcie coś wyczuwam. Mocniej wdycham kanałowe powietrze, tak najwyraźniej czuję to, zapach szczura. Idąc dalej słuchem wychwytuję charakterystyczne chrobotanie wydawane przez któregoś z nich"

Ta część opowieści szczególnie mnie wciągnęła. Jest niesamowita
Tak tekst niby banalny, a jednak wcale niebanalny. Mógłby nawet posłużyć jako kanwa dla horroru, szczególnie zakończenie:
"Unurzany w ciemności idę coraz szybciej, wkrótce biegnę widząc tylko czerń, mój głos powoli zamiera cichnąc coraz bardziej, czeluść kanału pochłania mnie, niedługo zniknę całkowicie rozpływając się w nieprzeniknionej czerni."
Podoba mi się ta opowieść . A23
swistakos dnia 07.05.2016 15:41
Dziękuję Aronio za tak pozytywny odbiór opowiadanka.:)
Pozdrawiam
swistakos
Aronia23 dnia 07.05.2016 16:57 Ocena: Świetne!
Cała przyjemność po mojej stronie. Opowiadanie mi się podobało, a to najważniejsze. Świstaku, będę zaglądać do Ciebie. Masz fajny styl, pomysły i tak miło czyta się to, co napisałeś.
Nie umiem wstawiać buziek, ale uśmiech przesyłam oraz życzę spokojnego wypoczynku. A23
swistakos dnia 07.05.2016 21:43
Jeszcze raz dzięki. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas