Ms. Rose - silver-star
Proza » Długie Opowiadania » Ms. Rose
A A A

Jednego dnia jesteś tylko nastolatką, a twój dzień jest przepełniony radością i szczęściem. I wiesz że ten dzień jest idealny bo czujesz to, czujesz że przepełnia Cię szczęście. Następnego dnia nie masz już siedemnastu lat, a twój dzień to kolejna szara monotonia, której stawiasz czoła mimo że wcale nie masz na to ochoty, i zrobiłabyś wszystko aby od tego uciec, jednak wiesz że to jest twoje życie . i od początku do końca wykonujesz ten sam schemat, zwany codziennością.

Rose przewróciła się z boku na bok, powoli przebudzając się, kiedy to słońce delikatnie muskało promieniami słońca jeszcze poszarzałe niebo. Był wczesny poranek. Szkolny poranek, tak go nazywała bo za każdym razem kiedy się budziła miała to uczucie. Ten dzień już od początku był, taki spokojny i delikatny wstała godzinę wcześniej niż musiała, ponieważ chciała rozkoszować się wschodem słońca popijając gorącą kawę. To zawsze wprawiało ją w dobry nastrój. Teraz tak jakby wszystko wokół po prostu jakoś się układało. I nawet nie narzekała na nic. Nawet jeśli w szkole było trochę ciężko to jej pasja zawsze potrafiła zmienić najgorszy dzień w dobry. Zawsze po ciężkim dniu przychodziła do domu czasami smutna czasami rozczarowana , i oddawała się w ręce sztuki.  To zawsze ją wyciszało. Zamykała się w pokoju włączała muzykę i rysowała, malowała tworzyła coś co miało oddawać jej myśli. Kiedy kończyła wychodziła z pokoju odmieniona jakby spokojniejsza, pogodzona z rzeczywistością. Tego dnia zobaczyła ogłoszenie gdzieś w internecie o konkursie plastycznym, tematem była natura, a właściwie oddanie natury na własny sposób. Pomyślała że to szansa na sprawdzenie się. Wysłała swoje zgłoszenie i udała się do szkoły. Pogoda dopisywała a uczniów w szkole było coraz mniej. Jednak Rose do ostatniej chwili poprawiała wszystkie swoje oceny , dlatego też chodziła jeszcze do szkoły. Jednak strach przed nie zdaniem roku odszedł. Była pewna swego. Wraz z przyjaciółkami po szkole miały jechać nad jezioro , oddalone o parę kilometrów . zawsze uwielbiały spędzać tam słoneczne dni, nawet jeśli miały tylko siedzieć i rozmawiać ze sobą cały dzień to od zawsze uwielbiały to miejsce.

-Nie jest Ci gorąco w tych dżinsach ?- zapytała Marry , jedna z przyjaciółek Rose

-boże dziewczyny chyba zwariowałyście, jak chcecie się opalać nie widzicie tej wielkiej chmury nad nami?- z paniką w głosie odezwała się Trace

-przesadzasz, zresztą jak zwykle – zauważyła Melisa

-Jest ciepło przecież nie musimy się opalać , chociaż poczujmy ten klimat co rok temu, co jest z wami dziewczyny !?

-Rose ma racje jedziemy- przyznała wreszcie Trace

-jedziemy!- odezwały się pozostałe dziewczyny

Było jeszcze wcześnie kiedy dotarły na miejsce. Zdążyły załapać się jeszcze na kilka gorących promieni słońca. Siedziały tak przez dwie godziny rozmawiając, śmiejąc się , i wspominając ubiegłe lato , kiedy to każdego dnia przychodziły tutaj i narzekały na swoją opaleniznę mimo tego że opalały się codziennie i były poparzone odsłońca. Cały ten wypad był znakiem że zbliża się lato wielkimi krokami. Rose poczuła ten sam smak co rok temu.  Wracając do domu była uśmiechnięta, po mile spędzonym dniu z przyjaciółkami . Sprawdzając pocztę wieczorem dowiedziała się że aby wziąć udział w konkursie do którego zgłosiła się z samego rana, trzeba przejść przez pierwszy etap w którym sprawdzane są umiejętności. Tak więc dla zabawy przyjęła wyzwanie, i już za tydzień rozpoczynały się eliminacje. Następnego dnia poranek był upalny ,dzień wolny od szkoły. Więc Rose wraz z przyjaciółkami postanowiły  jechać na plaże jak najwcześniej. Było jeszcze wcześnie, około godziny dziesiątej, mimo że była to sobota, na plaży nie było tłumów. Dziewczyny rozłożyły się na piasku w samym centrum słońca. Promienie nie były jeszcze tak gorące, jak to bywało w lipcu czy w sierpniu. Ale pogoda była już na tyle słoneczna aby się opalać. Jednak nie chciały jeszcze wchodzić do wody, bo wydawała się bardzo zimna. Chwile po tym jak dziewczyny rozłożyły swoje ręczniki , zaraz obok nich pojawiła się grupka chłopaków. Pewnie dlatego że to miejsce wydawało się być najbardziej atrakcyjne. I najbardziej nasłonecznione. Chłopacy wyglądali na starszych. Byli umięśnieni, i  mieli te modne zaczesane fryzury, a każdy z nich miał okulary na nosie lub na głowie.

-o popatrzcie widoki tutaj są chyba nawet lepsze niż to słońce – powiedział jeden z chłopaków z uśmiechem na twarzy co miało sugerować zaczepkę w stronę dziewczyn

-Ojojoj dziewczyny chyba się zarumieniły Mark, - kolejny popatrzył się w stronę dziewczyn z widocznym zainteresowaniem

Dziewczyny wszystko słyszały bo leżały zaraz obok, i tyko zaśmiały się do siebie. Trace podniosła wzrok na jednego z chłopaków- Marka. I rzuciła przelotny uśmiech. Ten natychmiast go odwzajemnił.

-Hej dziewczyny !nie chcecie może przyłączyć się do nas? bo później odpalamy grilla- w końcu zagadał jeden z chłopaków podchodząc

-hmm.. nie dzięki my za niedługo się zbieramy – rzuciła Rose

Trace natychmiast ją tyrpnęła , ponieważ ona i Marry mogły zostać jeszcze dłużej

-właściwie to jednak zostaniemy trochę dłużej bo jednak trzeba korzystać z pogody póki jest –szybko odpowiedziała Trace zanim chłopak zdążył zareagować

-jestem Trace a to jest Rose i Marry- wskazała na koleżanki obok

-oh, jestem Mark, miło mi was poznać, więc jeśli jednak zostajecie to może przyłączcie się do nas już teraz?

-w sumie czemu nie – Trace odpowiedziała za wszystkie dziewczyny i zaczęła zwijać swój ręcznik. Gestem pokazała dziewczynom żeby podążały za nią. Rose ewidentnie nie spodobał się pomysł przyłączania do nieznajomych, bo wydawało jej się to prostackie. Ale skoro Trace już załatwiła to za nie wszystkie podążyła za nią razem z Marry która wydawała się równie zadowolona co Trace.

-chłopaki patrzcie kogo przyprowadza do was mistrz podrywu – zaśmiał się wskazując na dziewczyny

-oo stary, a myśleliśmy że nigdy ich tutaj nie zbawisz

Dziewczyny spojrzały po sobie

-ohoh mistrz podrywu zwabił nas tylko tym grillem- odpowiedziała Rose

-noo ładnie Mark a do tej pory działała tylko klata – zaśmiali się wszyscy.

-no to może rozłóżcie sobie ręczniki tutaj koło nas, i tak w ogóle jestem Steven – podał ręke wszystkim dziewczynom

Wszyscy w końcu się zapoznali, i tak spędzili godzinę na śmianiu się i żartowaniu. Nawet Rose zaczęła dobrze się bawić i miło spędzać czas. Dziewczyny nawet weszły do wody gdy zobaczyły że chłopacy wchodzą do niej bez problemu .

-Kurczę ale zimna- skrzywiła się Rose wchodząc do wody

-Coś Ty! – zanurkował Steven zaraz obok niej- i co dalej Ci zimno?- uśmiechnął się do niej

Rose widząc chłopaka zanurzonego po piersi postanowiła wbiec głębiej, jednocześnie  chlapiąc na wszystkie strony.

- haha o boże Tobie serio nie jest zimno?- zaśmiała stojąc prawie na takiej samej głębokości co Steven

-Nie , uwierz mi teraz wcale nie jest zimno w porównaniu z wodą w zimie

-Co? Nie mów że kąpałeś się tu w zimie?

-to było tej zimy , postanowiliśmy z kolegami zrobić coś szalonego i wpadliśmy na pomysł żeby wskoczyć bez ubrań do wody. Co prawda nie wskoczyłem z klifu bo chyba żaden z nas by tego nie przeżył ale wszedłem i było niewyobrażalnie zimno

-no nie wierze! W życiu bym nie weszła- z niedowierzaniem mówiła Rose

-haha  takie tam męskie wygłupy

Wszyscy dobrze się bawili kiedy to wybiła już piętnasta. Dziewczyny zaczęły się zbierać do domu. Trace widocznie zauroczona nowo poznanym chłopakiem nie chciała opuszczać plaży. Ale wymieniła się z chłopakiem numerem telefonu więc kolejne spotkanie wisiało już  w powietrzu.

-dziewczyny, to co widzimy się jutro w tym samym miejscu? Punkt jedenasta?

-no pewnie – odezwała się Trace

-możliwe że tak – dorzuciła Rose

-na pewno a nie może –uśmiechnął się Steven

Na razie,- odezwały się wszystkie dziewczyny  machając

Trace w podróży opowiadała dziewczynom jak świetnie rozmawiało się jej  z Markiem. I mimo spędzonych razem tylko kilku godzin, między nimi bardzo zaiskrzyło .

-i nie mówcie że nie było warto się do nich dołączyć i zostać trochę dłużej, mamy teraz takie ciacha na wyciągniecie ręki.- fascynowała się ciągle Trace

-Trace daj już spokój , było fajnie ale ledwo go znasz, może powiesz zaraz ze się zakochałaś?- śmiała się Rose

-a przestań już Rose tak jej dogadywać, widzisz jaka jest zadowolona- dodała Marry

Ten dzień do samego końca był słoneczny, Gdy dziewczyny się rozstały, to i  tak do północy kontaktowały się ze sobą przez telefon. Rose tego wieczoru postanowiła porysować bo przecież za niedługo miała ten konkurs. Nawet nie zdążyła nikomu oznajmić że miała zamiar wziąć w nim udział. Usiadła na parapecie , swojego okna naprzeciwko łóżka, widziała więc gwiazdy których było nieskończenie wiele, chociaż jedna świeciła specyficznie dużym blaskiem co przykuło jej uwagę. Nie myślała co tworzy, po prostu rysowała. Często w zwykłych rzeczach widziała coś niezwykłego, coś czego nikt nie potrafił zobaczyć. Twierdziła że wszystko wokół jest wyjątkowe trzeba tylko wydobyć piękno które gdzieś tam jest ukryte.  Nadszedł poranek. Ten poranek nie był już tak słoneczny jak poprzedni. Co uniemożliwiało wyjazd nad jezioro. Więc tego dnia Rose od rana myślała nad swoją pracą na konkurs, podczas gdy pozostałe dziewczyny były załamane że dziś nie zobaczą chłopaków. Rose jakoś wcale się tym nie przejmowała. Było jej wszystko jedno, mogła jechać a mogła też zostać, a że była brzydka pogoda, nie sprawiło to jej żadnej przykrości, co nie znaczy że nie podobał się jej wczorajszy dzień. Wręcz przeciwnie był to dla niej zaskakująco dobry dzień, ale wiedziała że takie plażowe podrywy mogą spotkać każdego, i że były to akurat one nie czyni je w żaden sposób wyjątkowymi . To takie przewidywalne, myślała dlatego też wcale się tym nie jarała. Poprzedniej nocy natchnęły ją gwiazdy do jej pracy konkursowej, więc postanowiła przedstawić je w taki sposób aby oddawały wszystko co czuła kiedy patrzyła na nie. Gwiazdy pokazywały się na niebie kiedy kończył się dzień, czasami lepszy czasami gorszy, ale właśnie gwiazda symbolizuje zakończenie twojego dnia. Wiesz też że nigdy nie przeżyjesz drugiego takiego samego dnia, więc gwiazda również jako symbol nadziei na nowy początek,  Jak i tęsknoty za czymś co nigdy nie powróci. Takie miała wyobrażenia kiedy tworzyła niebo pełne gwiazd, ale gdzieś pośrodku jedna wielka gwiazda która swoim blaskiem rozjaśnia najciemniejszą drogę. Pod koniec tego dnia, spojrzała na niedokończony rysunek i stwierdziła że właśnie tak chciała żeby wyglądał. Była z siebie dumna. Wtedy też postanowiła odetchnąć wychodząc na spacer ze swoim psem. Było już ciemno a niebo było ponownie  rozświetlane przez miliony gwiazd. Delikatnie kropił deszcz. Co wprawiało ją w lepszy nastrój. Może dlatego że wszystko wtedy wydawało się takie spokojniejsze.  Wracając do domu zadzwoniła do niej Trace.

-no mówie Ci ze zaprosili nas na domówkę do Stevena, w przyszły piątek.  Mark z chłopakami stwierdzili że głupio wyszło że nie było dziś pogody i się nie spotkaliśmy.

-Okej no to zobaczymy, no nie?

-nie! Pójdziemy tam i tyle, będzie fajnie zobaczysz

- no dobra co nam szkodzi- przekonała się w końcu Rose

W poniedziałek Rose wysłała swoją prace, bała się tylko że jest niewystarczająco dobra żeby mogła przejść dalej. Więc z niecierpliwością czekała na odpowiedź. W sobote miała dowiedzieć się czy przeszła dalej czy też nie.  Czekała na to tak bardzo bo było to dla niej ważne. Był piątek, pogoda co prawda nie była bardzo słoneczna ale nie było zimno. wieczorem miał się odbyć się grill u Stevena. Tak wiec trzy zaproszone dziewczyny spotkały się wcześniej aby się odpowiednio  wyszykować i obgadać wszystko. Po drodze do chłopaków kupiły potrzebne rzeczy, postanowiły nie przychodzić z pustymi rękami.

-to ten dom?- zdziwiła się Marry

-Tak , to ten adres podał mi Mark- sama zdziwiła się Trace widząc przed sobą ogromną wille z basenem i wielkim ogrodem. Dom wyglądał jak z bajki. Dziewczyny zadzwoniły domofonem który miał otworzyć bramę.

-słucham-odezwał się męski głos

-cześć, to my- odezwała się Trace trochę nie pewnie, czy będzie wiedział , jakie my? Przecież może zaprosili też inne dziewczyny może powinny się przestawić?

-aa, cześć wchodźcie czekamy na was w ogrodzie

Dziewczyny popatrzyły na siebie z ulgą. Kiedy szły do miejsca w ogrodzie gdzie miał odbyć się grill ,słyszały głośną muzykę. Po drodze podziwiały przepiękne kwiaty i idealnie przykoszoną trawę.  Kiedy tylko chłopacy zauważyli że zbliżają się dziewczyny wstali i podeszli w ich kierunku.

-oo cześć nareszcie ! czekaliśmy na was , teraz dopiero zacznie się impreza- wykrzyczał Mark

-hej , przyniosłyśmy parę rzeczy może się przydadzą- powiedziała Trace.

Wszyscy się do siebie uśmiechnęli , i zaczęła się impreza!. Przy grillu było w sumie tylko pięciu chłopaków, więc od razu kiedy dziewczyny przyszły chłopakom wyraźnie poprawiły się humory.

-Przyjdzie ktoś jeszcze?- zapytała Rose

-tak , miały wpaść jeszcze takie dwie dziewczyny, i jeden chłopak, ale nie wiadomo kiedy, cieszymy się że  wy jednak przyszłyście- odpowiedział Steven uśmiechając się do Rose.

Wszyscy siedzieli przy dużym drewnianym stole na którym było pełno przekąsek i napojów . zaraz obok wielkiego drzewa naprzeciwko stołu był hamak , na którym teraz bujała się Marry  i Trace. Rose w tym czasie rozmawiała ze Stevenem.

-choć pokażę Ci cos- zaproponował Steven kiedy Mark i Robert stali przy grillu , a reszta chłopaków zajmowało się sprzętem muzycznym bo coś zaczęło się zacinać. Wstali i poszli w stronę bramy przez którą wcześniej weszła  z pozostałymi dziewczynami. I zatrzymali się przy drzewie koło którego  była dostawiona drewniana drabina.

- wejdź pierwsza, nie bój się drabina jest stabilna

Rose popatrzyła na niego, ale nie zawahała się i weszła po drabinie. Chłopak szedł zaraz za nią więc nie musiała obawiać się że spadnie. Kiedy po chwili weszli na górę, Rose rozejrzała się dokoła. Domek na drzewie w środku był większy niż się wydawał z ziemi. Był wypełniony obrazami , i drewnianymi figurkami, a na środku stał wielki teleskop .

-Chcesz zobaczyć pierwsze gwiazdy na niebie?

-no pewnie, lubisz patrzeć na gwiazdy?

-i to jak! od małego lubiłem wpatrywać się w niebo, a kiedy mój tata zbudował to miejsce, jak miałem 10 lat to zabierał mnie tutaj codziennie wieczorem, właśnie po to żeby popatrzeć przez teleskop. –Mówił Steven ustawiając sprzęt aby dobrze było przez niego  widać – gotowe, teraz spójrz- przesunął się

-łał, naprawdę piękne. Gwiazdy teraz wydają się jakby na wyciągnięcie ręki

-tak masz racje. Czasami przychodzę tutaj w nocy, wszystko wtedy wydaje się bardziej nierealne jak z bajki.

Rose uśmiechnęła się do siebie. Sama chciałaby zobaczyć pełne niebo gwiazd w środku nocy. A Steven ujął to idealnie. Po chwili oderwała się od teleskopu, i zapytała o obraz strojący pod ścianą.

-Piękny obraz, to Ty malowałeś?

-Nie nie, te wszystkie obrazy które tutaj widzisz namalował mój tata. Ja nie umiem narysować nawet psa- zaśmiał się Steven

-niesamowite, twój tata ma w takim razie ogromny talent, nie da się  tego w żaden sposób opisać. – krążąc wokół zachwycała się każdym obrazem

-Interesujesz się sztuką? Widzę tą iskrę w twoim oku

- może troszkę , ale jestem początkująca i chyba i tak lepiej radzę sobie z ołówkiem

-o chętnie zobaczył bym twoje prace

-aa nie ma czym się za bardzo chwalić, ale może kiedyś

-z miła chęcią ocenie – zaśmiał się znowu

-może chodźmy już na dół , bo nie wypada tak zostawiać gości – uśmiechnęła się Rose

Wrócili więc do stołu. Gdzie wszyscy już siedzieli , a pod ich nieobecność  zjawiły się dwie dziewczyny.

- O Cześć- odezwał się Steven patrząc w kierunku dwóch zgrabnych brunetek

-no kogo my tu mamy!- jedna z dziewczyn wstała i przytuliła się do Stevena – Eva – przywitała się z Rose wyciągając rękę w jej kierunku

-Hej, Jestem Rose

Kiełbaski właśnie się zrobiły więc gdy wszyscy już usiedli przy stole każdy dostał jedną dla siebie. Rose usiadła obok Marry, naprzeciwko Stevena koło którego siedziała Eva. Rose poczuła się trochę niezręcznie, kiedy widziała jak Eva flirtuje ze Stevenem, bo wcześniej wydawało jej się że tak jakby Steven flirtował z nią, a może tylko jej się wydawało?. Przez resztę wieczoru wszyscy się śmiali i żartowali. Kiedy zbliżała się północ , Marry i Rose starały się namówić Trace do powrotu do domu. Ale ta pod wpływem alkoholu ciągle upierała się że zostaje.

-Hej Mark mógłbyś nam pomóc? Musimy już wracać a patrz na Trace, w jakim jest stanie. nie damy z nią rady mógłbyś chociaż kawałek nas podprowadzić?-Zapytała Rose

-Oczywiście, ale uważam że powinnyście zostać, Steven mówił już że nawet przygotował dla was pokój, co prawda jedno łóżko ale na pewno dacie radę

-Nie , nie chcemy nadużywać gościnności, poza tym , w domu powiedziałam że wrócę najpóźniej o północy, zresztą dziewczyny też muszą wrócić

-okej nie ma sprawy zawołam zaraz kogoś to was odprowadzimy nie martwcie się

Steven który nie był pod wpływem alkoholu postanowił podwieźć dziewczyny, Mark wsiadł razem z Trace i Marry na tylnych  siedzeniach, a Rose usiadła obok Stevena.

-Masakra, Trace totalnie przesadziła- chwyciła się za głowe Rose

-no może troszkę, ale dobrze że ma takie troskliwe koleżanki –puścił jej oczko

-Raczej dzięki Tobie i Markowi wrócimy bezpiecznie do domu

-no pewnie, z reguły nie pije, dlatego też zawsze mogę posłużyć jako ratownik – zaśmiał się Steven

Rose również się zaśmiała .

-To tutaj za rogiem dom Trace, wysadźcie nas tutaj

-Okej już się robi, zaprowadzimy Trace a potem podrzucimy was –zakomunikował Steven

-Nie nie, nie trzeba poradzimy sobie to tylko 5 minut stąd damy rade- odpowiedziała szybko Rose

-nie absolutnie jest już późno nie zostawimy was samych , nie ma takiej opcji

-ale nie chcemy sprawiać jeszcze większych problemów

-to żaden problem, problemem byłoby gdyście musiały wracać na nogach

-no dobrze w takim razie dziękujemy

-nie ma problemu naprawdę

Wszyscy wyszli z samochodu aby zaprowadzić Trace do domu. Ktoś musiał wnieść ją po schodach więc ze względu na trzeźwy stan zrobił to Steven. Który nie chciał powierzać tego zadania koledze który był  pod wpływem kilku piw. Kiedy ponownie wsiedli do samochodu Rose pokierowała Stevena  do jej domu, ponieważ dziś Marry miała u niej nocować.

-to tutaj, dzięki wielkie jeszcze raz, i przepraszamy za koleżankę- uśmiechając się wysiadła z samochodu

-nie macie za co przepraszać, trzymajcie się, i do następnego razu

-pewnie do następnego ,i przekaż podziękowania również Markowi – zaśmiała się delikatnie, pokazując głową na śpiącego na tylnej  kanapie Marka.

-haha , na razie !- machnął ręką

-hej!- odezwały się dziewczyny machając.

Dziewczyny od razu gdy weszły do domu położyły się na łóżku. Porozmawiały tylko przez krótka chwilę bo Marry szybko zasnęła. Rose nie mogła zasnąc. Myślała podświadomie o Stevenie który od momentu przybycia Evy zachowywał się dziwnie, był tak jakby speszony i  zawstydzony.  Wtedy mało rozmawiali. A wcześniejsza rozmowa w domku na drzewie wywarła na niej spore wrażenie, sama nawet nie wiedziała czemu myślała o nim podświadomie. Wydawało jej się że wcale nie spała a nagle przywitał ją słoneczny poranek była siódma rano , Marry nadal spała. A Rose chwyciła za kartkę i ołówek.  Widząc śpiącą obok koleżankę włożyła słuchawki na uszy aby jej nie obudzić. I chwilę później spod jej ręki wyłonił się obraz domka na drzewie . Sama nie rozumiała dlaczego to narysowała , szybko schowała więc rysunek do szuflady . i zeszła na dół aby zaparzyć wodę na kawę. Kiedy  to rozkoszowała się gorącą kawą patrząc przez okno i podziwiając budzącą się przyrodę, zeszła Marry. Która wyglądała jakby w ogóle nie spała.

-no cześć! Kogo my tu mamy!, jak tam? Wyspałas się

-ahh głowa chyba zaraz mi eksploduje – za ziewała Marry przeciągając się

-chodź zrobię Ci kawę – uśmiechnęła się Rose sięgając po duży kubek .

-więc?-zapytała Marry

-co więc?

-Jak tam ze Stevenem? Nie było was wczoraj przez dobre pół godziny

-aa wtedy, Steven pokazał mi domek na drzewie i po prostu się zasiedzieliśmy, nic takiego naprawdę .poza tym chyba zdążyłaś zauważyć że jemu podoba się ta dziewczyna Eva.

-Rose, przestań, chyba on jej. Widziałam jak na Ciebie patrzy. Cały czas na Ciebie zerkał i nie mów ze tego nie zauważyłaś

-dobra, dobra skończmy już z tym. I jak lepiej się już czujesz czy będziesz potrzebowała tabletki?

-nie, już trochę lepiej

Wybiło popołudnie . Marry została jeszcze na obiad, który razem przygotowywały bo nie było rodziców Rose. Postanowiły jechać jutro nad wodę, jeśli będzie tak samo słonecznie jak dziś. Kiedy dziewczyny zadzwoniły do Trace okazało się że ona też już dobrze się czuje. Więc nie było problemu żeby następnego dnia z samego rana jechać. Kiedy Rose została już sama w domu. Czekając na powrót rodziców z pracy, włączyła głośną muzykę i postanowiła trochę posprzątać pokój. I naglę zadzwonił telefon. Rose podnosząc telefon zauważyła że dzwoni nieznany numer.

-słucham?

-Witam, Czy mam przyjemność rozmawiać z Rose Fields?

-Tak to ja, o co chodzi?

-Dzwonię do Pani ponieważ, dostała się Pani do dalszego etapu konkursu „draw your minds”. Za tydzień w sobotę rano odbędzie się drugi etap w Santiago. Dokładne namiary wyślemy pocztą . Gratulację!

W tej chwili jej serce jakby przyśpieszyło . Nie mogła w to uwierzyć że dostała się dalej . to było spełnienie marzeń. Ktoś docenił jej pracę i przeszła dalej. Ale jak to możliwe. Ona nawet nie poinformowała rodziców że wzięła udział w konkursie. A za tydzień miała jechać na drugi koniec kraju . Była przecież pewna że nie przejdzie dalej ponieważ był to wielki konkurs w którym brało udział kilka tysięcy osób. A do drugiego etapu przechodziły naprawdę wyjątkowe prace. W Drugim etapie uczestnicy będą musieli przed komisją namalować bądź narysować  to co w pierwszym etapie natchnęło ich do stworzenia tej pracy. Gdy Tylko jej rodzice wrócili do domu powiedziała im o wszystkim. A oni bardzo zaskoczeni i zadowoleni ze szczęścia córki, postanowili że pojadą tam razem z nią. Następnego dnia dziewczyny pojechały nad wodę, tym razem chłopacy czekali już na nie przed domem Trace. Bo tam właśnie spotkały się wszystkie dziewczyny.

-Cześć dziewczyny!-odezwał się Mark i Steven równocześnie, a  Jacob przywitał się gestem.

-No hej – odpowiedziały

W tym samochodzie były tylko dwa miejsca, a drugim samochodem kierowała Eva, w środku była jej koleżanka z ostatniej imprezy, i dwóch chłopaków.

-to ja pójdę do drugiego samochodu- postanowiła Rose

-okej-odpowiedział Steven który wyglądał jakby czuł się trochę niezręcznie.

-Cześć wszystkim-przywitała się radośnie Rose, w jej kierunku padło kilka odpowiedzi „Cześć” i dwie piątki od chłopaków którzy siedzieli w tyle, usiadła koło nich i ruszyli w kierunku plaży.

Na plaży było jeszcze sporo miejsca , więc rozłożyli się wszyscy w jednym miejscu, mimo że stanowili dużą ekipę.

-Hej dziewczyny idziemy kupić sobie coś do picia, idziecie z nami?- zaproponował Mark wraz z dwoma chłopakami u boku

-Pewnie- odezwała się Trace

-oczywiście wy stawiacie – odezwała się Eva

-Ja zostane, przypilnuje rzeczy- odezwała się Rose

-na pewno? –zapytał Steven

-tak , poopalam się trochę

I tak na kocu została sama Rose bo dwóch chłopaków którzy zajmowali się przenośnym grillem,  poszli na chwilę do wody. –jednak chwilę później zobaczyła ze w jej kierunku zbliża się Steven

-Hej co tak sama leżysz?- zapytał

-nic nie szkodzi , pilnuje chłopakom grilla, a Ty nie z towarzystwem?

-nie, oni zostali bo jeszcze piją , a ja dziś znowu prowadzę więc wróciłem, jak chcesz to możesz podejść do nich to za tą zieloną budką po prawej siedzą na zewnątrz mogę Cię podprowadzić- zaproponował

-a nie dzięki, też nie pije poza tym wolę sobie poleżeć na słońcu

-o  czyli dotrzymasz mi towarzystwa, to mi się podoba – zaśmiali się obydwoje – W ogóle Marry mówiła coś że za tydzień jedziesz do Santiago na konkurs?

-Tak jadę, to plastyczny konkurs ale na razie nie ma się z czego cieszyć to dopiero drugi etap- mówiła skromnie Rose chociaż w duchu nie mogła powstrzymać radości która ją przepełniała.

-jasne tylko drugi etap? Jesteś zbyt skromna! To niesamowite osiągnięcie, gratuluje, szkoda tylko że na sobotę planowaliśmy z chłopakami zabrać was gdzieś

-aa to super dziewczyny na pewno będą zadowolone , Eva i Sophie też – w duchu było jej przykro że nie mogłaby jechać z nimi

- Bez Ciebie to nie będzie to samo.

Rose odpowiedziała na to tylko uśmiechem.

- a tak w ogóle jeśli mowa o Evie, to ostatnio było mi głupio na tym grillu bo zanim ona się zjawiła więcej gadaliśmy, po prostu długa historia dlaczego tak niezręcznie poczułem się kiedy ją zobaczyłem

-no pewnie rozumiem , nie musisz mi się zwierzać, ale jeśli chcesz pogadać to chętnie wysłucham może doradzę- wymusiła na swojej twarzy uśmiech, bo  właśnie tego się spodziewała „długiej historii z Evą”

-chodzi o to , że byliśmy kiedyś tak jakby razem, ale w końcu stwierdziłem że jej zależy tylko na dobrej zabawie i kasie. Zauważyłem że kręci ją taki świat prawie codzienne imprezy nowi ludzie, a wiedziała że jestem w stanie jej to zapewnić wiec oczarowała mnie na początku a później ją przejrzałem i powiedziałem że nie chcę z nią być, jednak ona dalej tego nie rozumie i stara się o to żebyśmy dalej byli razem. Ale to nie wypali nie jestem taki jak ona. Nic mnie z nią nie łączy.

-to dlaczego jest na każdej imprezie jaką organizujesz ty lub twoi znajomi ? Skoro Ci na niej nie zależy? Może jednak coś do niej czujesz i sam siebie oszukujesz?

-nie to nie tak, po prostu moi koledzy też chcą żebym z nią był bo twierdzą że jest niezłą laską ale dla mnie to nie wszystko. Chyba wszyscy oprócz mnie chcą tego związku .

-skoro naprawdę jej nie chcesz, to powiedz jej to łagodnie żeby jej nie zranić, może ona czuje coś do Ciebie

-może nie wiem, koniec gadania o mnie, powiedz coś o tym konkursie, co narysowałaś że dostałaś się do drugiego etapu?

-hah może to śmieszne zabrzmi ale namalowałam niebo pełne gwiazd z jedną najjaśniejszą pośrodku rozświetlającą najciemniejszą drogę

Stevena wyraźnie zaszokowało to co powiedziała Rose, przecież ostatnio razem patrzyli przez teleskop w gwiazdy. Czyżby to był przypadek?

-serio?? to nie może być przypadek że wybrałaś akurat gwiazdy

-nie wiem po protstu natchnęły mnie w pewien sposób, chociaż gdy zobaczyłam je jakby bliżej przez twój teleskop, wydawały się jeszcze piękniejsze i bardziej niezwykłe

-nie chciałabyś zobaczyć ich w środku nocy? musisz do mnie kiedyś wpaść , może nawet dziś jeśli masz czas?

-byłoby fajnie, ale nie wiem czy tak wypada przychodzić do Ciebie w nocy- zasmiała się Rose

-haha spokojnie, wypada. przyjadę po Ciebie o północy co Ty na to?- zaproponował

-sama nie wiem, twoja rodzina nie będzie miała nic przeciwko że przyjdę tak późno?

-no coś Ty! poza tym nie ma u mnie nikogo przez dwa tygodnie, na serio musisz zobaczyć gwiazdy w środku nocy to coś niesamowitego.

-no dobra, niech będzie

I tak Rose i Steven umówili się na później. Tego dnia jeszcze długo świeciło słońce. jego promienie nawet poparzyły trochę skórę Rose, ponieważ leżała na słońcu przez dobre kilka godzin. Trace znowu była za bardzo pod wpływem alkoholu , co zaniepokoiło dziewczyny. Musiały znowu udać się wcześniej do domu .Ale dla Rose to akurat był dobry czas żeby właśnie wrócić, musiała przecież jakoś wyglądać na noc z gwiazdami. a teraz była czerwona , a piasek miała nawet we włosach. Tym razem Steven również je zawiózł. Ale nie chciał już wracać na plaże miał już dość siedzenia tam, jednak później musiał przyjechać po nich bo przecież przyjechali razem. Kiedy Rose przeszła przez próg swoich drzwi i spojrzała w lustro które było na wprost od wejścia, przeraziła się . była bordowa jak burak nawet nie spodziewała się że aż tak bardzo się spiekła. Od razu poszła się wykąpać, i podświadomie cały czas myślała o Stevenie. po kąpieli posmarowała się balsamem chłodzącym aby załagodzić trochę ten różowawy kolor skóry. włączyła muzykę i trochę krzątała się po pokoju. Nawet nie była głodna ale rodzice zawołali ją na kolacje, którą przeważnie razem jadali. Jej starszy brat jednak nie mógł teraz z nimi być ponieważ wyjechał do Europy. Rose uwielbiała kiedy wszyscy razem zbierali się przy stole i wspólnie jedli przy tym żartując i opowiadając o minionym dniu. Jednak to Lucas zawsze rozkręcał wszystko dlatego bez niego to nie było to samo. podczas kolacji telefon Rose zawibrował. natychmiast więc otworzyła widoczną na nim wiadomość.

"hej , jak tam? nie za bardzo Cie spiekło? ja już szykuje teleskop na twoje przybycie, pamiętaj bedę o północy ;)"

Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie. Jednak wiedziała że rodzice nie pozwolą jej wyjść tak późno. więc postanowiła w ogóle im o tym nie mówić tylko wymknąć się kiedy będą już spali.

"jasne do zobaczenia, a i nie przestrasz się dziś wyglądam jak świnka."

"haha masz szczęście że lubię świnki. "

-Co tak się śmiejesz Rose? nie ładnie tak używać telefonu kiedy jemy wspólnie kolacje, odłóż to - zauważył ojciec Rose

-dobrze, przepraszam- odpowiedziała, w duchu nadal ciesząc się na spotkanie ze Stevenem.

Po kolacji, pozmywała aby rodzice nie byli źli. i udała się na górę do swojego pokoju . nagle wybiła jedenasta. dziewczyna wcześniej już przyszykowała sobie strój. miała zamiar włożyć na siebie błękitną bluzkę na grubych ramiączkach , była ze swetrowego materiału, trochę krótsza. do tego wysokie obcisłe jeansy, podkreślające kształtną pupę. Gdy włożyła to na siebie jej brzuch był minimalnie odsłonięty, wyglądało to na prawdę dobrze z jej delikatnie wyrzeźbionym ciałem. postanowiła wziąć jeszcze jakiś sweter na wypadek gdyby było jej chłodno. Długie ciemnobrązowe włosy rozpuściła i spryskała mgiełką która miała nadać im objętości podkreślając fale. Jej makijaż nie był prawie widoczny, nie lubiła dużo się malować. preferowała naturalny wygląd co bardzo jej służyło. delikatnie tylko podkreśliła kości policzkowe, i przejechała tuszem do rzęs uwydatniając swoje duże zielone oczy. Była gotowa. więc włączyła muzykę przy której zawsze się relaksowała i zeszła na dół aby zobaczyć czy jej rodzice już śpią. na szczęście tak właśnie było , odetchnęła z uglą i weszła z powrotem na górę bo miała jeszcze trochę czasu. wybiła północ, a Rose zobaczyła zbliżające się duże auto które od razu poznała. kiedy tylko samochód zaparkował Rose otrzymała sms-a

"cześć, jestem już pod twoim domem "

zeszła więc po cichu po schodach , rozglądając się jescze raz i zamknęła dom. On czekał już koło samochodu.

-hej- wyraźnie uśmiechnął się w jej kierunku pokazując przy tym perłowo biały uśmiech który w świetle księżyca jeszcze bardziej się świecił.

-no cześć, widzisz jaka jestem różowa?- zaśmiała się Rose

-no no faktycznie, w takim razie świnko wyglądasz dziś oszałamiająco - uśmiechając się otworzył dla niej drzwi do samochodu - ruszajmy

Po drodze do domu Stevena zatrzymali się jeszcze na chwilę w jakimś sklepie nocnym aby kupić kilka przekąsek .

-co bierzemy ?- zapytał Steven

-czekoladę i krakersy! -  Rose pstryknęła palcami.

Do domu Stevena jechało się dziesięć minut, a podczas tych dziesięciu minut obydwóm uśmiech nie schodził z twarzy. Kiedy dotarli na miejsce od razu poszli w kierunku drabiny prowadzącej do domku na drzewie.

-Panie przodem !- powiedział wykonując gest przepuszczania

-jest tak ciemno, trzeba powoli wchodzić żeby noga się nie ześlizgnęła

-nie martw się jestem tuż za Tobą, będę Cię łapał-zapewnił Steven

Rose tylko odwróciła się na ułamek sekundy i uśmiechnęła się do siebie, nagle poczuła się bezpieczniej.

-uff nareszcie, gdzie jest światło?

-eh.. no bo wiesz tutaj tak jakby nie ma światła, ale nie martw się mam przygotowane świeczki i jest nawet jeszcze lepiej, już je zapalam

-no okej nie martw się nie boję się ciemności - uśmiechnęła się Rose

-Cieszę się, to może ja zaczne rozpalać świeczki a ty rozłóż koc tam pod oknem - pokazał na okno z widokiem na las i księżyc.

-pewnie!

Kiedy oboje już usiedli na kocu, Steven przysunął kilka świeczek w ich kierunku tak żeby wszystko widzieli. na kocu leżały przekąski i napoje. Rose sięgnęła po krakersa i położyła na nim  kawałek mlecznej czekolady .

-Co ty robisz? łączysz słonego krakersa z czekoladą? - zaśmiał się Steven

-nigdy tego nie próbowałeś? to najpyszniejsza rzecz pod słońcem, słony krakers wydobywa intensywniej smak czekolady.

-haha co za ekspertka! w takim razie muszę spróbować,

Kiedy przez przypadek ich dłonie lekko się zetknęły , Steven spojrzał jej w oczy i delikatnie się usmiechnął. Rose miała teraz ogromną ochotę pocałować go, miał przecież taki niesamowity uśmiech który sprawiał że wszystko wokół nagle nie miało znaczenia. W końcu Rose przerwała ciszę która na pewien krótki moment między nimi nastała. Była to ta cudowna  cisza która przenosi dwa umysły gdzieś daleko stąd, ale nagle poczuła że musi ją przerwać.

-to co idziemy popatrzeć na gwiazdy?

-jasne! ustawię tylko teleskop i Ty popatrzysz pierwsza i powiesz mi co widzisz w gwiazdach a później ja Ci powiem co  ja widzę dobra?

-okej, brzmi jak zabawa w skojarzenia

-o już ustawiłem , trzymaj !

przez pierwsze sekundy Rose nie mogła wydobyć nic z siebie była zapatrzona w gwiazdy ten widok zapierał jej dech w piersiach

-łał.. to na prawdę niesamowite..

-a nie mówiłem , strasznie odpręża! To teraz  znajdź jakąś gwiazdę która przykuła szczególnie twoją uwagę skojarz ją z czymś i nie mów mi, a ja spróbuje odgadnąć

-okej! na pewno nie zgadniesz którą z nich wybiorę, wybór jest ogromny- zaśmiała sie Rose- dobra mam ! - odsunęła się od teleskopu

Przez chwilę tylko stał i wpatrywał się w gwiazdy kiedy w końcu odsuwając się od teleskopu powiedział

-wiem że wybrałaś tą najmniejszą ,tą malutką zaraz pod tą najjaśniejszą tą która była najmniej widoczna i trzeba było się przypatrzeć aby ją dostrzec- popatrzył na nią , tym razem Jeszce bardziej głęboko tak jakby patrzył nie tylko w jej oczy ale też zaglądał do jej duszy.

-nie to nie możliwe, jak to zrobiłeś? byłam pewna że nie zgadniesz!- w jej oczach pojawił się błysk i poczuła motyle w brzuchu kiedy tak on patrzył się w jej oczy.

-wiesz nie znam Cię dobrze ale czuje że jesteś osobą która dostrzega piękno w najmniejszych rzeczach widzę to kiedy na Ciebie patrzę, - przybliżył się do niej nie spuszczając wzroku i delikatnie pocałował jej usta, ona sekundę później odwzajemniła jego pocałunek i poczuła jego delikatne usta które tak jakby idealnie komponowały się z jej wargami. Przybliżyli się do siebie jeszcze bardziej przejechał palcami po jej włosach i dotknął jej twarzy. Rose położyła dłoń na jego klatce piersiowej , na początku nie pewnie, a później przejechała ręką po jego szyi , a on położył jedną rękę na jej talii. W tym momencie na jej ciele pojawiła się gęsia skorka. To był magiczny moment . Kiedy się od siebie oderwali jeszcze chwilę wpatrywali się w siebie.

-Jesteś niesamowitą dziewczyną nie poznałem nigdy kogoś takiego jak Ty

-Przecież nawet mnie nie znasz

-Ale widzę tą wrażliwość w Tobie i od razu wywarłaś na mnie wrażenie tym w jaki sposób mówisz o sztuce.

-Chciałabym Ci wierzyć bo to samo pomyślałam o Tobie kiedy przyszliśmy tutaj na tej imprezie i opowiadałeś mi o gwiazdach.- uśmiechnęła się lekko

pocałowali się jeszcze raz tym razem obydwoje byli jeszcze bardziej pewni swoich pocałunków. Czas płynął bardzo szybko i nagle wybiła trzecia nad ranem. Rose stwierdziła że musi już wracać do domu. Więc Steven odwiózł ją do domu i na pożegnanie pocałowali się jeszcze raz.

-Przjadę po Ciebie jutro porobimy coś fajnego obiecuje!

-Trzymam Cię za słowo wariacie

-Wariacie haha- powtórzył tylko i zaśmiał się . Rose wychodząc z jego samochodu wysłała mu całuska śmiejąc się do siebie. Obydwoje cały czas żartowali w swoim towarzystwie i od razu się dogadywali nawet bez słow. Tej nocy Rose nie mogła zasnąć z wrażenia, przez dwie następne godziny tylko obracała się z boku na bok bo nie mogła zapomnieć smaku jego pocałunków . To spotkanie było tak niesamowite że nie mogła wyobrazić sobie lepszego. Bała się tylko że te słowa które jej powiedział były tylko po to aby ją zwabić. Ale w tym momencie nawet nie chciała dopuszczać do siebie takich myśli . Następnego dnia znowu się spotkali tym razem Steven obiecał że zabierze ją w fajne miejsce.

-no powiedz mi gdzie jedziemy? - ciągłe wypytywała Rose z wyraźnym podekscytowaniem w głosie

- nie mogę to będzie niespodzianka , jak Ci się nie spodoba będziesz mogła walnąć mnie najmocniej jak potrafisz i zabiorę Cie tam gdzie będziesz chciała

-o nie! myślisz że jestem słaba i nie potrafiłabym Cię mocno walnąć? - Rose wybuchłą śmiechem

-tak .. rozgryzłaś mnie, to teraz mam większego stresa przez Ciebie-  obydwoje cały czas się śmiali

Kiedy w końcu dotarli na miejsce , kazał zamknąć jej oczy i ostrożnie wyprowadził ją z samochodu.

- jeszcze chwilkę ... i .. już prawie jesteśmy .. no dobra już otwieraj oczy!

Przez chwilę Rose nie mogła uwierzyć własnym oczom. Steven przygotował stolik na wzgórzu z którego było widać morze i plażę, a ludzie którzy przechodzili plaża wyglądali prawie jak mrówki. było dość wysoko a widok był niesamowity. plus ten stolik .

-Steve.. to na prawdę piękne miejsce..

-jeszcze chwilka zaraz przygotuję stolik- z koszyka wyciągnął ciasto które wcześniej kupił w cukierni i sok pomarańczowy z dwoma kubeczkami . Stół już był schludnie przygotowany i stała na nim jedna świeca. - zapraszam Panią i odsunął krzesło

-a dziękuje bardzo

-czyli jednak dziś obejdzie się bez bicia- zaśmiał się patrząc na Rose wyczekująco

- wydaje mi się że dziś Ci odpuszczę kolego

Znowu śmiali się przez cały czas, żartowali i kiedy zjedli usiedli na dachu jego samochodu i patrząc na zachód słońca znowu zaczęli się całować . tak jakby już nabrali w tym wprawy tym razem wyglądało jakby byli parą już od dawna, nie krępowali się całowac tak jak robili to ubiegłej nocy. Od tego momentu spotykali się codziennie , wtedy kiedy byli razem czas płynął tak szybko że nawet nie zauważali kiedy przemykał  im przed oczami. Rose wzięła go również na swój konkurs. Udało jej się dostać dalej to było coś niesamowitego od zawsze o tym marzyła. Jeśli wygrałaby cały konkurs dostałaby się na najlepsze studia które promowałyby jej sztukę. byłaby znaną osobą a jej prace byłyby umieszczane może nawet w muzeach. Jej świat zmienił się pod wpływem sztuki i Stevena. Były to dwa czynniki które sprawiały że była tak niesamowicie szczęśliwa. Jeszcze nigdy szczęście nie zawitało do jej życia w takiej formie. Konkurs w którym brała udział był podzielony na wiele etapów i w kolejnym już w trzecim półfinałowym etapie miała stworzyć coś co mogłoby w jakiś sposób zmienić świat. Zastanawiała się więc co mogłaby stworzyć.

-kochanie masz już jakiś pomysł co zrobisz? zapytał Steven wyglądając przez okno w pokoju Rose późnym wieczorem.

-nie, na razie nie wiem nie mam żadnego pomysłu- Rose tak jakby próbowała unikać tego tematu ponieważ przez ostatnie dwa tygodnie nie potrafił stworzyć niczego co by ją zadowalało

-wiem że dasz rade za każdym razem wymyślałaś coś niesamowitego

-jakoś tym razem po prostu mam pustkę w głowie, muszę się jakoś rozerwać chodźmy teraz na plażę

-teraz?

-no tak czemu nie? co z tego że pada

-no dobra chodźmy wariatko

Tego dnia było dość chłodno na zewnątrz, i padał deszcz od rana. jednak na plaży ten widok był niesamowity. schowali się pod jednym z  wielkich drzew gdzie deszcz nie dosięgał. siedzieli tak i wpatrywali się w morze.

-Jesteś taka piękna wiesz?

-przestań- powiedziała Rose delikatnie się rumieniąc zawsze tak robiła kiedy wpatrywał się w nią i po pewnym czasie mówił i zapewniał ją że jest najpiękniejszą i najwspanialszą osobą jaką w życiu spotkał.

-mówię poważnie, przez ostatnie dwa miesiące wszystko w moim życiu nabrało znaczenia dzięki Tobie

-Boże..- popatrzyła w jego oczy i dotknęła delikatnie jego twarzy, - co ja bym bez Ciebie zrobiła Steve czasami nie mogę uwierzyć że właśnie mnie to spotkało poczułam to już pierwszego dnia na plaży kiedy po raz pierwszy rozmawialiśmy..-spuściła wzrok jakby lekko zdenerwowana bała się że tylko ona to czuła

-Przeznaczenie?- zapytał przysuwając się do niej sięgnął po jej dłoń i przystawił do swojego serca.- czujesz? jak szybko bije? nigdy wcześniej moje serce nie reagowało tak na nikogo

uśmiechnęła się i w jej oczach pojawiły się łzy, nikt wcześniej nie mówił do niej w tak piękny sposób. nikt wcześniej nie sprawił u niej takich uczuć, tak to było przeznaczenie cała ich znajomość, plaża gwiazdy teleskop. W tym momencie uwierzyła że wszystko we wszechświecie ma swój porządek, że gdzieś w gwiazdach było już to zapisane.

-Chyba się w Tobie zakochałam- pocałowała go w usta delikatnie

Wtedy on tym razem nie spojrzał w jej oczy ale zajrzał do jej duszy, i powiedział  te dwa słowa które sprawiły że cały świat zatrzymał się właśnie dla nich.

-Kocham Cię - pocałował ją tym razem namiętnie, ale tak subtelnie po chwili odrywając się znowu powtarzał te słowa żeby uwierzyła że są prawdziwe. kocham Cię jak wariat, i nie wyobrażam sobie mojego życia bez Ciebie.

**

 

cztery lata później.

 

-Rose Pan Rutherford prosi Cię do gabinetu , podobno ważna sprawa- powiedział wykładowca historii sztuki na Harvardzie

Rose udała się wiec do gabinetu Pana od filozofii który również specjalizował się w sztuce.

-Dzień dobry wzywał mnie Pan

-Witaj Rose , usiądź. dostaliśmy propozycje dla Ciebie abyś przeprowadziła wystawę sztuki w Santiago, byłoby to dla Ciebie duże osiągnięcie

Rose kiedy usłyszała Santiago od razu się uśmiechnęła,  stamtąd nie było daleko do jej domu, wiec mogłaby odwiedzić rodzinę i przyjaciół. oczywiście przyjęła ofertę i już za dwa dni miała się tam znaleźć. więc musiała zacząć się pakować. Rose nie mogła doczekać się najbardziej tego że zobaczy najbliższych bo nie widziała ich przez bardzo długi czas. odkąd cztery lata temu zaczęła swoją podróż związaną ze sztuką nie bywała zbyt często w domu. Nie miała czasu nawet na rozmowy z przyjaciółmi tak więc straciła kontakt prawie ze wszystkimi. Jednak postanowiła odwiedzić starych przyjaciół i zostać na kilka dni u rodziców. Kiedy dotarła już do Santiago dwa dni później, nie mogła doczekać się aż wróci do domu. zaraz po wystawie umówiła się że rodzice przyjadą po nią .

-cześć kochanie !- krzyczeli rodzice Rose widząc ją z daleka

-o mój boże ! tak dawno się nie widzieliśmy!- Rose podbiegła do rodziców i rzuciła się im na szyje. w tym momencie każdy z nich miał łzy w oczach .

 

Następnego dnia wieczorem Rose wybrała się  na spacer po plaży. Był to chłodny wieczór, mimo że w dzień było ciepło. przeszła się plażą za którą bardzo tęskniła kiedy nie było jej w domu. Rozglądając się dookoła przypomniały się jej lata spędzone tutaj w gronie przyjaciół. usiadła na jednym wzgórzu gdzie widok na morze był zniewalający. widziała zachód słońca za chmurami. Wiał wiatr i było jej zimno mimo swetra który nałożyła na ramiona, Jednak widok był piękny i przywracający wspomnienia z dawnych lat. Rose mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, i przymrużając delikatnie oczy wzięła głęboki wdech. Nagle jakby ogarnęła ją fala smutku nie wiedziała nawet dlaczego. postanowiła że przejdzie jeszcze kawałek odpędzając od siebie dziwne uczucia i wróci do domu. idąc wzdłuż linii brzegowej zauważyła w oddali grupkę ludzi siedzących przy ognisku. zbliżając się zobaczyła że jedna z par się całuje a reszta nie zwracając na nich uwagi popija piwo i śmieje się w niebogłosy. Wyglądali na zadowolonych . Rose już tak dawno nie była na takiej imprezie a kiedy tu mieszkała często urządzali ze znajomymi takie wypady . od razu pomyślała że zadzwoni jutro do dawnych przyjaciół . zbliżając się powoli do grupki znajomych przystanęła na chwilę jakby się przewidziała. stanęła za palmą stojącą kilka kroków od niej i jakby z niedowierzaniem przecierając oczy przeglądnęła się jeszcze raz chłopakowi który trzymał na kolanach drobną blondynkę o długich włosach. przed chwilą się całowali. zrobiło jej się sucho w gardle, przecież to był Steven i jakaś dziewczyna . to na pewno był on mimo że minęło tyle czasu ona wszędzie poznałaby ten uśmiech Stevena.  Czując ogromną gulę w gardle, i narastające w niej emocje postanowiła zebrać się w sobie i przejść obok nich. chciała żeby ją zobaczył.

-co ja wyprawiam - powiedziała pod nosem Rose, opanowując oddech zaczęła iść w ich kierunku jak gdyby nigdy nic. na początku postanowiła nie patrzeć się w ich kierunku aby sami ją zauważyli, ale stwierdziła że sama zrobi pierwszy krok w końcu nikt nie wypatruje zwykłych przechodniów.

-oo - zaczęła przystawiając

wszyscy ją usłyszeli i popatrzyli  w jej kierunku

-h- hej .. wyjąkała niby zaskoczona ze sztucznym uśmiechem skierowanym do Stevena ponieważ reszty nie poznała, była tak zdenerwowana i podekscytowana równocześnie że jej dłonie całe drżały

-Rose?? o mój boże! - Steven wyraźnie zaskoczony nie wiedział co ma zrobić wstał i przyglądnął się Rose nie zważając uwagi na resztę przyjaciół podszedł w jej kierunku z ogromnym uśmiechem na twarzy - co ty tutaj robisz? przytulił ją natychmiast

Wtedy Rose poczuła się pewniej odwzajemniła jego uścisk i uśmiechnęła się do niego, wszyscy obok wpatrywali się w nich włączając blondynkę  która była zmieszana i jakby na jej twarzy zagościł niepokój

-ja.. - zaczęła zakładając kosmyk włosów za ucho przyjechałam na parę dni do moich rodziców strasznie stęskniłam się za tym miejscem

-oh, miło Cię znów widzieć ! prawie w ogóle się nie zmieniłaś długo już tu jesteś?

-nie wczoraj przyjechałam, tak bardzo tęskniłam za ta plażą że aż musiałam wybrać się na spacer.

-może przyłączysz się do nas ? wskazał gestem na znajomych siedzących przy ognisku, nie czekając na jej odpowiedź przedstawił ją wszystkim głośno , Jego znajomi wydawali się bardzo mili bo sami zaproponowali żeby została z nimi.

 -Dziękuje , może następnym razem , muszę lecieć pomóc rodzicom przy kolacji bo już im obiecałam - uśmiechnęła się do wszystkich

- ahh no trudno obyś się tu jeszcze w najbliższych dniach pokręciła trochę - umięśniony brunet mówiąc uśmiechnął się do niej.

- pozwól że cię odprowadzę - zaproponował Steven

- Nie nie trzeba na prawdę , nie ładnie tak zostawiać znajomych

-ale oni nie będą mieć nic przeciwko, wrócę za parę minut oznajmił rzucając przez ramię.

Ruszyli więc w stronę domu Rose, który był oddalony tylko 5 minut od tej plaży.

-Nie musiałeś mnie odprowadzać- zaczęła

-ale chciałem, tak długo nie rozmawialiśmy, chciałem dowiedzieć się co u Ciebie słychać

-hm wszystko w porządku tak myślę, a u Ciebie?

-to dużo szczegółów mi zdradziłaś- zaśmiał się Steven, wiesz u mnie trochę się pozmieniało poszedłem na studia sportowe, nie było mnie tu przez rok ale teraz będę tu przez najbliższe trzy miesiące.

- o brzmi ciekawie, wiedziałam zawsze że gdzieś w Tobie drzemie sportowiec . zaśmiali się obydwoje

-To Twoja dziewczyna?-przerywając śmiech wskazała ręką w stronę oddalającego się ogniska

-Tak- odpowiedział zerkając w stronę morza

-bardzo ładna - uśmiechnęła się Rose klepiąc go po plechach , Steven tylko uśmiechnął się do siebie

-więc cztery lata co?- powiedział Steven

-chyba na to wychodzi- spuściła wzrok, chyba czas żebyś już wracał, miło było z Tobą porozmawiać popatrzyła w jego oczy zmuszając się do uśmiechu, i powstrzymując się przed wybuchem emocji które kłębiły się w niej od momentu kiedy tylko go zobaczyła

-hm też tak myślę. Mam nadzieję że spotkamy się jeszcze zanim wyjedziesz znowu na dobre  - próbował zażartować jak to zwykle bywało u Stevena nic się nie zmienił jedno spojrzenie a Rose wiedziała że był dokładnie taki sam jak wtedy, ten sam człowiek to samo poczucie humoru.

-pewnie ! dotknęła jego ramienia i ruszyła, odwracając się i zalotnie machając. - Do zobaczenia!

-do zobaczenia ! stał tam jeszcze przez chwilę ukradkiem zdążyła to zauważyć. Gdzieś głęboko miała nadzieje że pobiegnie za nią i przytuli mocno . tak bardzo tego potrzebowała. jednak tak się nie stało

Po powrocie do domu, położyła się natychmiast do łózka nie miała ochoty na kolacje ani nawet na rozmowę z rodzicami. Po prostu włączyła muzykę i tak jakby naglę puściły jej emocje, zaczęła płakać. Łzy leciały jedna po drugiej nie mogła ich zatrzymać, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać jeszcze bardziej, nie mogła się opanować. nie mogła zrozumieć samej siebie. i Dlaczego tak wybuchła przecież to co było miedzy nią a Stevenem skończyło się dawno temu. i nie powinna wracać do tego już nawet myślami. jednak pękło w niej coś tak bardzo że wszystkie wspomnienia nagle wróciły każdy drobiazg, każdy dzień, obrazy z pamięci migały jej przed oczami. Jego dotyk jego śmiech. pamiętała nawet zapach jego perfum i to jak zawsze delikatnie przyciągał ją do siebie i całował w tak idealny sposób . Nie porównywalnie z nikim innym. Nagle wstała kiedy łzy nadal płynęły z czerwonych zapuchniętych oczu , wyciągnęła pudełko z szuflady koło biurka .wzięła je ze sobą i wsadziła tutaj. było w nim kilkanaście kopert. wszystkie zaadresowane do jednej osoby. do Stevena . nigdy nie wysłane. wyjęła pierwszy z brzegu. otworzyła kopertę i zaczęła czytać.

 

"Drogi Stevenie, piszę do Ciebie ten ostatni list. bo wiem że pora już z tym skończyć. Nie byłam na to gotowa trzy lata temu kiedy po raz ostatni się widzieliśmy , ani nawet dwa lata  temu kiedy zadzwoniłeś do mnie po raz ostatni. wiedz że nie jestem gotowa na to nawet teraz ale jeśli  nie teraz , nie przełamię się nigdy aby powiedzieć Ci to co mam Ci do powiedzenia. Wiem że to co się stało między nami nigdy się nie odstanie i wiem że masz  mi to za złe że wyjechałam dlatego myślę że musisz ruszyć na przód, dążyć do szczęścia na które zasługujesz najbardziej na świecie. Jesteś niesamowitym człowiekiem i wiem że wyrządziłam ci ból wyjeżdżając wtedy. A moją obietnicą że wrócę złamałam Ci serce. Zdaje sobie sprawę że nigdy mi nie wybaczysz. pragnę tylko żebyś był szczęśliwy. Te chwile z Tobą będą mi towarzyszyć już na zawsze noszę w moim sercu wspomnienia których nie wymaże nawet czas. bo pomimo upływających chwil ja nadal pamiętam każdy szczegół naszej miłości. a wraz z biegiem lat wspomnienia wręcz coraz bardziej się nasilają. pamiętaj że zawszę będę Cię kochać nie ważne gdzie poniosą nas nasze drogi , i nie ważne kogo na nich spotkamy zawszę i na zawszę będę Twoja pamiętaj o tym. Kocham Cię - Rose."

Gdy skończyła czytać, zmięła list i wrzuciła go do pudełka z resztą listów. nie mogła pojąć dlaczego tak bardzo nadal go kochała. Ten list napisała do niego rok temu. Napisała do niego kilkanaście innych listów ale nigdy ich nie wysłała bała się że to będzie jeszcze bardziej boleć. postanowiła  zachować je dla siebie i nigdy ich mu nie wysyłać.  Tej nocy zrozumiała że nadal kochała Stevena całym sercem i mimo tego że próbowała oszukać samą siebie nigdy nie przestała go kochać. jej serce dobrze wiedziało czego szuka, i wie nadal czego chce. Jednak Steven już jej nie kochał miał dziewczynę i wydawał się być z nią szczęśliwy. właśnie tego życzyła mu Rose jednak poniekąd była zazdrosna że teraz kocha inną. nie mogła zasnąć , a kiedy w końcu jej się to udało to pewnie dlatego że jej oczy nie mogły wytrzymać więcej łez. Budząc się następnego ranka czuła potworny ból głowy i ledwo mogła otworzyć oczy. W myślach dalej miała Stevena. Nieświadomie cały czas o nim myślała. Tego dnia chciała zając myśli czymś innym bo miała już dość tego co czuła. Postanowiła pomóc mamie przy obiedzie gdyż wczorajszej kolacji nawet nie tknęła. Rodzice zauważyli wczoraj ze z Rose jest coś nie tak , gdy tak szybkim tempem poszła na górę do swojego pokoju nie odzywając się do nikogo.

-Rose.. kochanie co się wczoraj stało możesz mi o wszystkim powiedzieć- z troską w głosie powiedziała mama, która mieszała właśnie sałatkę do obiadu

-nic się nie stało.. po prostu źle się poczułam, głowa strasznie mnie bolała przepraszam

-dobrze ale jeśli coś cię niepokoi lub jesteś smutna z jakiegoś powodu możesz przyjść z tym do mnie - uśmiechając się poklepała córkę po ramieniu

-dziękuje, tak zrobię- odwzajemniając uśmiech spuściła wzrok w podłogę aby mama nie zauważyła przebłysku łez z poprzedniej nocy

nagle ktoś zapukał do drzwi, mama Rose podeszła i otworzyła.

-Witam panią, przepraszam że pojawiam się tak w porze obiadowej, ale chciałbym porozmawiać z Rose jest może w domu?

W tej chwili Rose gdy to usłyszała nie wiedziała co ma zrobić czy wyjść i z nim porozmawiać czy olać go. Kiedy to mama wyrwała ją z zamyślenia

-hej Rose , Steven do Ciebie - posłała jej ten uśmiech który widziała setki razy kiedy Steven zjawiał się u progu jej drzwi.

przez chwilę wahając się ruszyła do drzwi zakładając kosmyk włosów za ucho.

-hej.. co tutaj robisz?

-Cześć, przepraszam że tak wpadam bez uprzedzenia po prostu po wczorajszym spotkaniu nie mogłem przestać myśleć o tym że tu jesteś i że nie miałbym okazji z tobą porozmawiać, bałem się że nie zjawisz się na plaży już więcej a nie mógłbym znieść tego że już więcej cię nie zobaczę

mama z kuchni przysłuchiwała się doprawiając kurczaka. Nie musiała nawet specjalnie podsłuchiwać ich rozmowy ponieważ wszystko było słychać nawet w kuchni.

-wiesz co nie wiem co mam Ci powiedzieć.. nie mogę teraz z Tobą porozmawiać mamy rodzinny obiad to nie najlepsza pora na pogawędki

przerywając ich rozmowę podeszła mama Rose nasuwając Stevenowi propozycję

-Hej Steven, może chciałbyś z nami zjeść obiad, tak dawno nie rozmawialiśmy a z pewnością Ty i Rose macie sobie dużo do poopowiadania.

-mamo..- Rose posłała mamie spojrzenie pełne zakłopotania

-Dziękuję z wielką chęcią bym się przyłączył ale nie wiem czy wypada, poza tym nie chce przeszkadzać

-nie absolutnie nie będziesz nam przeszkadzał, kurczaka starczy dla każdego a Rose będzie na pewno zadowolona gdy zjesz z nami

-Rose? na pewno? - spojrzał na nią wyczekująco

-tak.. pewnie wchodź- przecież wcale tego nie chce - pomyślała wzdychając.

-świetnie! w takim razie siadajcie przy stole obiad będzie gotowy za pięć minut - zakomunikowała mama

Podczas obiadu najwięcej odzywała się mama Rose wypytując Stevena a studia czy pracę , Rose czuła się bardzo niezręcznie w jego towarzystwie zwłaszcza że przepłakała przez niego całą noc. Jednak starała się wyglądać obojętnie i od czasu do czasu uśmiechać się aby nikt nie zauważył że cos jest nie tak a zwłaszcza  Steven. Chociaż w pewnym momencie po prostu nie mogła już dłużej udawać, i napięcie które w niej narastało od chwili jego przybycia w końcu się uwolniło. wstała od stołu nie mogąc już znieść dłużej tej niekomfortowej sytuacji.

-przepraszam muszę wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza.

-Ale Rose.. za chwilę deser- odezwała się mama spoglądając to na Stevena a to na swojego męża. Jednak Rose nawet się nie odwróciła po prostu wyszła z domu.

-przepraszam, może powinienem pójść za nią czuje że to po części moja wina że Rose wyszła, tak więc bardzo dziękuje za obiad, bardzo mi było miło.

- nie ma sprawy , jesteś zawsze mile widziany pamiętaj , Rose po prostu miała dzisiaj gorszy dzień- odpowiedziała mama

Chwilę później Steven musiał podbiec kawałek aby dogonić Rose.

-hej.. poczekaj - zawołał

Rose odwróciła się z pustym wyrazem twarzy

-Przepraszam..- powiedział bo nie bardzo wiedział jak zacząć,- nie powinienem był przychodzić  to moja wina, pewnie chciałaś spędzić czas z rodziną

nastała chwila milczenia Rose spuściła wzrok i przez zaciśnięte gardło powiedziała

- nie rozumiesz tego co?

-czego?

- że ja tak cholernie nadal Cię kocham - odwróciła się i szybko ruszyła przed siebie, nawet nie chciała żeby ją zatrzymywał , po jej policzku popłynęły łzy. Wtedy on zamarł nadal stojąc w miejscu , nie mógł uwierzyć w to co właśnie przed chwilą usłyszał. Kiedy jakby wrócił do rzeczywistości Rose zniknęła już z pola widzenia. usiadł wiec na krawężniku opanowując emocje. Ponieważ nadał czuł przyśpieszone bicie serca . Kiedy Rose wróciła wreszcie do domu stwierdziła że nie może zostać tutaj dłużej i miała zamiar wyjechać już następnego dnia. wiec spakowała się a wieczorem poszła na ostatni spacer po plaży, który przeważnie ja uspokajał . usiadła pod jednym z ogromnych drzew, wtedy ogarnęła ją fala wspomnień, ostatnio kiedy siedziała w tym miejscu Steven powiedział ze ją kocha. wiał wiatr i było dosyć chłodno więc postanowiła że zaraz stąd pójdzie. Kiedy nagle z daleka dostrzegła idącą postać w kierunku tego drzewa, po chwili zdała sobie sprawę że to Steven, wstała więc i miała zamiar od razu odejść. Jednak kiedy on ją zauważył natychmiast zawołał

-Rose!, poczekaj, porozmawiajmy

-przepraszam muszę iść, jutro wyjeżdżam

-posłuchaj, wiem że dziś kiedy powiedziałaś mi że mnie kochasz było to pod wpływem impulsu , i że wcale nie miałaś tego na myśli. nie widzieliśmy się tyle czasu, i gdybyś na prawdę to czuła odpowiedziałabyś na chociaż jeden mój list, albo chociaż zadzwoniła. to nie porządku że mówisz mi takie rzeczy kiedy jestem zaręczony.. dlaczego mi to robisz?

Wtedy Rose zdobyła się na najbardziej wymuszony uśmiech powstrzymując łzy. podeszła bliżej i spojrzała mu prosto w oczy , położyła swoją dłoń na jego piersi wyczuwając jego ciepło.

- przepraszam.. nie powinnam była tego mówić. masz racje zawładnęły mną emocje. masz prawo być szczęśliwy a ja tylko znowu namieszałam  w twoim życiu.. nie przejmuj się mną, chcę żebyś był szczęśliwy a teraz patrząc na Ciebie widzę to szczęście w twoich oczach.

Steven jakby zagubiony nie bardzo wiedział co odpowiedzieć, tylko przytulił ją i wyszeptał jej na ucho- dziękuje.

wtedy posiedzieli jeszcze przez chwile na plaży, on opowiedział jej jak poznał swoją narzeczoną, Rose łamało się serce słysząc tą opowieść ale nie dała tego po sobie poznać była twarda wiedziała że tak będzie lepiej. Tylko uśmiechała się w odpowiednich momentach.

-To już czas na mnie- powiedziała Rose wstając

-nie ma sprawy odprowadzę cię.

Zbliżając sie do domu , Rose poczuła to dziwne uczucie które świadczy o jakimś końcu . Nastał wiec czas pożegnania .

- Rose ?- Steven zatrzymał się - musimy częściej się odzywać, tęskniłem za tobą. gdy wypowiedział te słowa Rose dostrzegła dziwny blask w jego oku ten jakby z przed paru lat. uśmiechnęła się więc tylko i odpowiedziała

- liczę na zaproszenie na wesele - roześmiali się obydwoje tym razem zupełnie naturalnie

-Ty dostaniesz jako pierwsza obiecuje

- do zobaczenia - pomachała mu Rose zamykając drzwi od domu. wtedy tak jakby cos w jej sercu nagle wygasło, jakiś promyk który dotychczas napędzał jej życie. Poczuła że straciła to coś co nosiła przez długi czas, straciła nadzieje. weszła więc na gorę swojego pokoju i zaczęła pakować resztę rzeczy, jednak w pewnym momencie dostrzegła że pomimo uśmiechu który wydawał się całkiem naturalny pojawiło się cos jeszcze łzy które ciekły jedna po drugiej.

Następnego dnia postanowiła że rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu. Wróci na uczelnie i tam rozpocznie swoje życie na nowo. Jakoś przecież musiała przez to przejść. Jednak jakiś głos w jej sercu nie pozwolił jej wyrzucić listów które kiedyś do niego napisała wzięła je ze sobą i gdy wróciła do domu schowała tam gdzie było ich miejsce. Wróciła więc do codzienności, musiała przestać myśleć o Stevenie. Uśmiechnęła się do swojego odbicia lustrzanego , pomyślała że na pewno kiedyś znajdzie jeszcze miłość swojego życia, była przecież jeszcze taka młoda i piękna.  Przez kolejne dwa miesiące pracowała jak maszyna, nie zatrzymywała się nawet na chwilę. Była pełna energii, i kiedy prowadziła wystawę sztuki  w jednym z najlepszych muzeów w stanie to nie traciła pewności siebie prezentując po kolei każdy z obrazów. Jednak pewnego wieczoru wracając do domu, poczuła coś dziwnego. Tak jakby nie pasowała do miejsca w którym się znajduje. Poczuła się samotnie przechodząc obok ogromnego tłumu . W jednej chwili zrozumiała że tęskni za domem za miejscem które dawało jej poczucie przynależności, bezpieczeństwa i ciepła. Mimo że miała tutaj wszystko musiała wrócić do domu. Nie mogła zostać ani jednego dnia dłużej w pustym apartamencie. Tego samego wieczoru wyciągnęła z szafy walizkę i zaczęła wrzucać do niej rzeczy które miała pod ręką, w pewnym momencie zatrzymała się i zadzwoniła

-Cześć Marry. Wiesz ostatnio uświadomiłam sobie, jak cholernie brakuje mi tego wszystkiego co mieliśmy cztery lata temu. To było po prostu idealne, brakuje mi Ciebie, naszych wypadów, naszych żartów, wszystkiego. I nawet jeśli mam teraz wszystko o czym zawsze marzyłam to w głębi duszy czegoś ciągle mi brakuje i tym czymś jest dom. Pamiętasz? Miałyśmy się przyjaźnić na zawsze.. co się z nami stało? Mam tego dość, muszę wrócić do domu, i jeśli czujesz się w jakimś stopniu podobnie do mnie, odezwij się .

Rose nagrała się na skrzynkę swojej byłej przyjaciółki z która nie rozmawiała od dłuższego czasu . poczuła potrzebę nagłego kontaktu. Zaczęła tęsknic za wszystkim tym co miała kilka lat temu.  Następnego dnia wieczorem Rose była już w domu rodzinnym.  Jej rodzice zdziwili się jej nagłym przyjazdem. Przez kilka dni czuła się zagubiona, zastanawiała się czy dobrze postąpiła wracając, i zostawiając wszystko za sobą. W dodatku nie otrzymała żadnej wiadomości od swojej przyjaciółki  co bardzo ją zasmuciło. Tydzień po przyjeździe znalazła dla siebie małe mieszkanko które jak na razie w zupełności jej wystarczało. Któregoś dnia  kiedy to wypakowywała resztę swoich rzeczy rozległ się dzwonek do drzwi. Trochę się zdziwiła ponieważ na razie tylko jej rodzice wiedzieli gdzie mieszka a raczej nie spodziewała się ich tego dnia. Podeszła więc i otworzyła drzwi.

-cześć Rose

Rose jakby zesztywniała, to był Steven

-h.. hej! Co ty tu robisz?

- przepraszam jeśli przeszkadzam , chciałem tylko zobaczyć co u Ciebie słychać, któregoś dnia wydawało mi się że widziałem Cię z daleka , poszedłem wiec zapytać do domu twoich rodziców czy może przyjechałaś ich odwiedzić, a oni powiedzieli że wróciłaś na dobre i podali mi namiary na ciebie.

-Ah okej, może chcesz wejść?

-nie nie trzeba chciałem się tylko przywitać, jestem po drodze

- nie wygłupiaj się wejdź na chwilę, opowiesz mi co u Ciebie słychać, zrobię Ci kawę

-no dobra, przekonałaś mnie ta kawą – zaśmiał się delikatnie

Rose poczuła się dziwnie , ale tak bardzo chciała porozmawiać z nim. Czuła do niego ogromny sentyment.

-powiedz mi tak naprawdę czemu wróciłaś? Jakoś wątpię że życie tam było tak złe że musiałaś zrezygnować z tego wszystkiego

-wiesz mam już dość tego chaosu w moim życiu. Od zawsze myślałam że gdy stąd wyjadę i zdobędę to o czym od zawsze marzyłam to będę najszczęśliwszą osobą na świecie, jednak byłam z tym wszystkim sama , nie było ze mną nikogo z kim mogłabym dzielić to szczęście. Myślę że otworzę tutaj małe muzeum sztuki, coś co w zupełności wystarczy mi do spełnienia marzeń w najlepszym miejscu na świecie -w domu .

Nie czekała na jego odpowiedź, bo widziała jak przygląda się jej i próbuje znaleźć odpowiednie słowa.

- A jak u Ciebie? – zapytała zmieniając temat

-wiesz.. jest całkiem idealnie. Ślub z Betty za trzy miesiące.  Zostajemy tutaj jak na razie.

-oh..to świetnie- nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć tylko uśmiechnęła się. Poczuła ogromne ukłucie w sercu. Cios którego nie potrafiła już znieść, czyli jego życie było całkiem idealne bez niej..

-przepraszam ale jeśli nie masz nic przeciwko  musze wrócić do rozpakowywania się,

-pewnie, może jeszcze wpadniemy na siebie któregoś dnia

-mhm,- machnęła ręką zamykając za nim drzwi.

A więc to wszystko jest na poważnie.. ta dziewczyna, ślub to wszystko. Jego poukładane życie bez niej. To najbardziej ją zabolało.  Wróciła do rozpakowywanie się odpędzając od siebie wszystkie wspomnienia . Nagle usłyszała dźwięk telefonu.

-halo?

-cześć Rose..

Rose usłyszała niepewny głos swojej starej przyjaciółki.

-o mój boże! Marry… jednak zadzwoniłaś.. tak bardzo za tobą tęskniłam

-ja też.. wiesz miałaś racje, to cholernie boli być zdala od tego wszystkiego. Kiedy odsłuchałam twoją wiadomość poczułam ten dziwny ścisk, i próbowałam się go pozbyć tłumacząc sobie że tutaj mam wszystko czego potrzebuje, ale ja już dłużej tak nie mogę.. wracam do domu kochana

-ohh.. nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Możesz zamieszkać ze mną dopóki nie znajdziesz niczego

-naprawdę? Dziękuje jesteś najlepsza, mam zarezerwowany lot za dwa dni

-świetnie nie mogę się doczekać

W końcu na twarzy Rose pojawił się uśmiech, czekała na dobrą nowinę. I oto ona, jej przyjaciółka wraca do domu. Następnego dnia Rose zaczęła przygotowywać pokój dla Marry. Powróciła w niej wiara że wszystko może się ułożyć.  Rose poszła na zakupy żeby zrobić dla Marry powitalną kolację. Chodząc alejkami szukając potrzebnych produktów ktoś nagle ją zaczepił

-cześć Rose! Kiedy się odwróciła , stanął przed nią Steven z dziewczyną którą trzymał za rękę

-hej – wyjąkała

-zauważyliśmy Cię więc podeszliśmy , to jest Betty – Steven przedstawił swoją narzeczoną

-Rose – podała rękę wymuszając na swojej twarzy sztuczny uśmiech. Zauważyła że Betty jeat strasznie ładna i ma niesamowicie głębokie spojrzenie. Najgorsze było to że wydawała się całkiem miła

-Steven wiele mi o Tobie opowiadał, cieszę się że w końcu mogę Cię poznać,  hej! Może wpadniesz do nas dziś wieczorem  ? Organizujemy małego grilla, a słyszałam że dopiero wróciłaś więc może miałabyś ochotę przyjść?

-hm.. bardzo mi miło ale nie wiem czy wyrobię się ze wszystkim, jutro wieczorem przyjeżdża moja przyjaciółka i musze jeszcze przygotować parę rzeczy

-ahh rozumiem, ale jakbyś jednak zmieniła zdanie to wpadaj

Steven tylko stał i przytaknął

- tak tak jesteś mile widziana – odezwał się uśmiechając się delikatnie

-dziękuje za zaproszenie jakby coś się zmieniło , odezwę się

Rose tak bardzo nie chciała polubić Betty, ale ta wywarła na niej duże wrażenie. Najlepsze było to że biła od niej taka szczerość. Tak naprawdę miała już wszystko przygotowane na powrót Marry, ale nie miała ochoty iść tam z wymuszonym uśmiechem . Jednak kiedy tak siedziała myśląc o tym wszystkim, pomyślała że może powinna iść tam  w końcu ich związek skończył się już dawno temu wiec Steven miał prawo do szczęścia. Zadzwoniła więc do niego pytając czy zaproszenie jest nadal aktualne bo właściwie wyrobiła się ze wszystkim i z chęcią wpadłaby na grilla. Godzinę później była już w drodze do domu Stevena bo to u niego miał się odbyć grill. Kupiła wino bo stwierdziła że nie wypadało przyjść z pustymi rękami. Z oddali było  słychać już muzykę i śmiech ludzi. Zadzwoniła domofonem, ostatni raz kiedy tu dzwoniła byli sami we dwójkę trzy lata temu. Kiedy urządzili romantyczną kolacje w domku na drzewie z okazji przyjazdu Rose na tydzień. 

Nieważne – powiedziała po cichu łapiąc głęboki oddech i przeszłą przez bramkę kierując się do ogrodu.

Hej wszystkim! Pomachała i uśmiechnęła się do wszystkich. Rozpoznała dwie znajome twarze . Koledzy Stevena z którym najwidoczniej dalej utrzymywał kontakt. 

Poczuła ulgę, nie czuła się jak piąte koło u wozu bo wszyscy zaczęli z nią normlanie rozmawiać. Robiło się późno, wszyscy wypili już po kilka drinków ona jako jedyna postanowiła napić się tylko jednego. Wiedziała też że Steven nie pije. Betty wypiła trzy drinki ale nie było po niej nic widać dalej była radosna i pełna blasku, najwidoczniej miała mocną głowę, siedziała teraz na kolanach Stevena. Głaszcząc go po policzku. ten widok łamał mi serce ile dałabym żebym to mogła być ja- pomyślała Rose. Nagle jakiś chłopak którego nie znała zaczął się do niej przystawiać. Kładł rękę na jej kolanie i mówił jaka to nie jest piękna. Rose zniesmaczona chciała wstać chłopak był bardzo pijany i bardzo natarczywy. Jednak on poszedł za nią, ta mówiła ż nie jest zainteresowana aż w końcu chwycił ją za rękę przytrzymując ją i zaczął obmacywać jej tyłek. Wtedy Ktoś go odepchnął Rose odwróciła się i zobaczyła Stevena który uderzył chłopaka w twarz.

-wszystko w porządku?- zapytał zatroskany

-mhm pokiwała tylko głową ze smutnym wyrazem twarzy, pójdę już przepraszam za to wszystko

-Rose poczekaj! Przecież widzę że nie jest okej.. pozwól mi Cię chociaż odprowadzić

-nie naprawdę wszystko jest w porządku. Nie musisz mnie odprowadzać goście czekają, muszę już iść – uśmiechnęła się ze smutnym spojrzeniem

Steven nie dawał za wygrane wybiegł za nią.

-nie bądź zła.. zawołał

- Ale o co mam być zła? Pytając przystanęła.

-o to że jestem z nią szczęśliwy.

-co? – wyraźnie zdezorientowana Rose nie wiedziała jak zareagować

-przecież widzę. Widziałem to dziś przez cały wieczór to twoje spojrzenie które mówi że robię coś złego, to spojrzenie przez które nie raz zadawałem sobie setki pytań.

-przestań.. nie jestem zła. Cieszę się ze wszystko Ci się ułożyło naprawdę. Zasługujesz na wszystko co najlepsze i widząc jak bardzo jesteś z nią szczęśliwy to łamie mi serce, ale wiem że będzie dobrze bo to jest najważniejsze że jesteś szczęśliwy.

- Rose.. nie rób mi tak. Nie mów do mnie w ten sposób.. Ja nie mogę patrzeć jak cierpisz a widzę ze tak jest znam Cię, ty też zasługujesz na wszystko co najlepsze na pewno nie na takiego frajera który się do Ciebie dostawiał, nie wiem czy ktoś w ogóle jest Ciebie wart..

Rose patrząc mu w oczy nie umiała powstrzymać łez.

 -Steven ja ..- zawahała się przez moment nie wiedząc czy powinna dalej kontynuować -  ja nadal Cię kocham i wiem że Ty już nic do mnie nie czujesz i to jest w porządku naprawdę.. Jesteś osobą której po raz pierwszy wyznałam moje uczucia, i kiedy to mówiłam miałam to na myśli ,i wtedy parę miesięcy temu to też była prawda. i wiem to bo dziś czuje się dokładnie tak samo jak wtedy cztery lata temu. Ale dam radę jakoś z tym żyć i nie mieszać w twoim.

Pocałowała go w policzek i odeszła. Steven znowu znieruchomiał . musiał wziąć parę głębokich wdechów i wrócił do domu. Do swojej dziewczyny dla której był nieobecny tej nocy. Powiedział ze kiepsko się czuje, bo nie mógł przestać myśleć o tym co powiedziała mu Rose. Tej nocy Rose zrozumiała że po części wróciła tu dla niego dla miłości jej życia. I sama siebie oszukiwała próbując przyćmić swoje uczucia pracą, marzeniami innym miastem. On wciąż zajmował ogromną część w jej sercu. Ale to był ten czas kiedy raz na zawsze musiała go sobie odpuścić . Następnego dnia przyjechała Marry więc Rose poczuła się znacznie lepiej. Najpierw zjadły kolacje a później przeszły się po plaży. Opowiadały sobie o wszystkim tym co działo się w ich życiach i obydwie stwierdziły że życie w oddali od siebie jest bezsensu.

-Wiesz Rose nigdy tak bardzo nie tęskniłam za niczym jak za naszymi wspólnymi chwilami tutaj

-tak bardzo chciałam usłyszeć że chociaż Ty za mną tęskniłaś..

-ej.. kochanie? Co jest ?

Wtedy Rose popatrzyła w drugą stronę opanowując napływające łzy

-nie nic..

No nie mów że..  no nie wierze to nadal Steven huh? Marry spojrzała na przyjaciółkę przytulając ją do siebie

-ja po prostu chciałam żeby chociaż w jakimś stopniu tęsknił za mną..

Wtedy Rose wybuchła płaczem w ramię Marry. Ta przez pewien czas po prostu ją pocieszała i dawała się wypłakać

- Chodź ! nie ma czasu na smutki tuż za rogiem czeka na nas przygoda mówię Ci czuje to! Muszę Cie rozweselić

Tego wieczoru dziewczyny postanowiły zostać w domu oglądając filmy i jedząc niezdrowe jedzenie.  Ale zaplanowały już weekend. Postanowiły udać się do klubu rozerwać się i zapomnieć na chwile o problemach. Rose czuła się sto razy lepiej mając u swojego boku swoją przyjaciółkę na co dzień.  W sobotę przed imprezą postanowiły iść na małe zakupy . Marry wybrała dla Rose dżinsową spódniczkę z wysokim stanem a do tego krótką skórzaną bluzkę. A dla siebie wzięła krótką czerwoną sukienkę krzyżowaną na plecach. Kiedy włożyły na siebie nowe ubrania i pomalowały się wyglądały bajecznie. Przed imprezą postanowiły napić się drinka żeby zacząć jakoś imprezę. Były jeszcze młode i miały prawo zabawić się raz na czas. Poza tym z tego co wiedziały miało się tam zjawić wiele starych znajomych. Kiedy weszły do klubu który z zewnątrz wydawał się o wiele mniejszy niż był w rzeczywistości od razu ruszyły na parkiet.  Powoli na parkiecie zaczęło robić się tłoczno . Po kilku piosenkach postanowiły trochę ochłonąć i poszły napić się drinka, przy barze zauważyły dwie znajome twarze. Były to koleżanki z ich byłej klasy. Wszystkie od razu zaczęły się przytulać. Usiadły w loży i zaczęły rozmawiać. Wszystkie delikatnie wstawione. A Rose wypiła już cztery drinki ale nadal miała ochotę tańczyć. Więc wyciągnęła wszystkie koleżanki na parkiet . Tańczyły przez kilka piosenek aż Rose postanowiła napić się znowu czegoś opuszczając na chwile koleżanki.  Czekając na swojego drinka przy barze, zobaczyła że ktoś przysiadł się koło niej. To był Steven

-co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona jedyna osoba której nie chciała widzieć tego wieczoru  był właśnie Steven

-Wyjdziesz ze mną na chwile na zewnątrz?- zapytał z poważnym wyrazem twarzy

-hm.. nie za bardzo czekam właśnie na mojego drinka poza tym koleżanki będą się martwić jak zauważą że wyszłam – odpowiedziała odwracając  głowę

Wtedy on podszedł do niej od tyłu i dotknął jej pleców

- proszę, tylko na moment

Wtedy ona czując ciepło jego ręki na swojej skórze , odwróciła się do niego i wstała

-tylko na chwilę

Gdy wyszli na zewnątrz ona poczuła chłód który nagle owładnął jej ciało . Poczuła gęsią skórkę, pomimo że wypiła kilka drinków.

- słucham co chciałeś?- zapytała zniecierpliwiona, była już lekko wstawiona

-Rose, co ty mi robisz? –powiedział głośno prawie krzycząc

-o co Ci chodzi? Zwabiłeś mnie tutaj żeby na mnie krzyczeć? Gdzie jest twoja narzeczona? – Mówiła wyraźnie rozdrażniona

- nic nie rozumiesz huh?

Nie odpowiedziała nic , tylko spojrzała na niego zdezorientowana

-zniszczyłaś wszystko! Wszystko co dotychczas udało mi się zdobyć będąc z daleka od Ciebie. I tak po prostu po kilku latach znowu się zjawiasz, taka sama jak wtedy .. to bolało.. i to nadal cholernie boli. To całe udawanie że nic już dla mnie nie znaczysz. A teraz sama zapytaj siebie gdzie jest moja narzeczona co? Okłamałem ją że źle się czuje i potrzebuje się przewietrzyć, po tym wszystkim co dla mnie zrobiła, kiedy tak po prostu mnie zostawiłaś. Była przy mnie i słuchała  opowieści o tobie, w każdej z nich byłaś moim ideałem i nie sądziłem że mógłbym pokochać kogoś bardziej niż ciebie, ale z czasem zakochałem się w niej

Rose słuchając tych wszystkich słów czuła że do jej oczu napływają łzy ale musiała je powstrzymać, poczuła ogromny ból nie dlatego że obarczał ją winą, ale dlatego że zdała sobie sprawę ze wróciła tu dla niego a to nie było fair. podeszła do niego , był roztrzęsiony i smutny jednocześnie, chwyciła go za dłoń i przyłożyła do swojego serca

-posłuchaj.. Steve, moje serce zawsze reagowało na ciebie w ten sposób, przyśpieszone bicie, i to dziwne uczucie które podpowiadało mi że jesteś tym jedynym. Ale masz racje zostawiłam cię, i nie potrzebnie wróciłam mieszając ci tym w głowie, byłam egoistką wiem. Ale jeśli na tym polega miłość to dam rade,  wyjadę i już więcej mnie nie zobaczysz obiecuje będziesz szczęśliwy tylko zapomnij o mnie dobrze?

On jakby uspokoił się trochę, patrząc jej w oczy. Pokiwał głową

-nie wyjeżdżaj to nie byłoby w porządku , poradzimy sobie jakoś

-tylko już więcej nie myśl o mnie , i już wracaj do Betty, ona jest naprawdę cudowna Steve- uśmiechnęła się do niego i poszła.

Tego wieczoru Rose postanowiła wrócić do domu. Czuła już że to koniec prawdziwy koniec, i że to już czas na zawsze zapomnieć o Stevenie.

Kiedy Steven wrócił do domu, przeprosił Betty za dziwne zachowanie, i zauważył że ona nadal nad czymś pracuje

-co robisz kochanie? Cały dzień czymś się zajmujesz może w ramach rekompensaty jakoś będę umiał ci pomóc?

-hm właściwie może i mógłbyś. Piszę do czasopisma opowiadanie, i tym razem to odbiega od moich dotychczasowych notek. Ta ma być o nieszczęśliwej miłości, i nie za bardzo wiem jak się za to zabrać.

-ohoho to chyba jednak nie moja działka skarbie – pocałował ją w policzek- Ale za to zabieram Cię jutro na romantyczną kolację

-no dobrze – wstała i odwzajemniła jego pocałunek

Kiedy rano się obudził , Betty była już w pracy. Na biurku leżał rogalik z czekoladą i karteczka

„miłego dnia kochanie”

Steven uśmiechnął się do siebie, i gdy tylko się dobudził i zrobił kawę, miał takie dziwne wrażenie że coś jest nie tak. Że jego głowę zaprzątały inne myśli. Pomimo że miał wspaniałą dziewczynę z którą za nie długo  miał wziąć ślub, czuł że robi coś nie w porządku. Żeby uporządkować myśli i wszystko to co działo się wokół chciał wyjechać na dwa dni niby w ramach delegacji a tak naprawdę chciał odwiedzić dawnego przyjaciela, porozmawiać z nim i oczyścić głowę. Więc wyruszył już następnego dnia  kiedy tylko okłamał Betty że musi wyjechać ponieważ musi załatwić coś ważnego związanego z pracą, przekładając ich romantyczną kolację. Bo tak naprawdę nie miał ochoty teraz udawać że wszystko z nim w porządku. Betty niczego się nie domyślała . więc tylko powiedziała że będzie za nim tęsknić.

**

Dwa dni później Steven zadzwonił do Betty tłumacząc jej że niestety delegacja przedłuży mu się o cały tydzień, Betty nie była zadowolona jednak wciąż niczego nie podejrzewając powiedziała tylko

-kocham Cię.. wracaj jak najszybciej

Steven miał wyrzuty sumienia że okłamuje Betty ale, nadał miał ogromny mętlik w głowie a nie chciał pokazywać się w tym stanie nikomu .

**

Rose i Marry tego dnia wyjechały na weekend do spa, chciały się odprężyć i zapomnieć o smutkach. Rose postanowiła zapomnieć o przeszłości która  nigdy nie wróci i zając się sobą. Marry pomagała jej w tym jak tylko mogła. Jej obecność dawała jej  poczucie że wszystko będzie dobrze. Ten weekend zapowiadał się naprawdę dobrze. I kiedy tylko przyjechały na miejsce udało się najpierw na masaż a później do jacuzzi .

**

Tydzień później Kiedy Steven wrócił do domu , tego samego wieczoru wybrali się razem z Betty na kolację. Betty była niesamowicie szczęśliwa, widząc Stevena . Jednak zauważyła od niego bijący chłód wiec zapytała siedząc naprzeciwko niego w jednej z najlepszej restauracji w mieście

-Wszystko w porządku?

-tak,- odpowiedział zdziwiony – czemu miałoby nie być skoro siedzę tutaj z najwspanialszą dziewczyną na świecie?

Betty uśmiechnęła się i jej dziwne odczucia zostały rozwiane. Resztę wieczoru spędzili śmiejąc się i rozmawiając. Jednak Steven musiał iść wcześniej spać ponieważ następnego poranka musiał iść do pracy.

**

-Cześc kochanie wróciłem! Odezwał się Steven wchodząc do domu, po pracy. Jednak nie usłyszał odpowiedzi,

Zauważył Betty stojąca przodem do okna w kuchni .

-hej- podszedł do niej od tyłu i ją przytulił , ona tylko odepchnęła jego ręce i odwróciła się, miała łzy w oczach.

-Betty! Co się stało?

Ona tylko odwróciła się do niego i pokazała na kopertę – mówi Ci to coś?

-kochanie! – próbował ją przytulic , Steven wyraźnie skrępowany wiedział co znajdowało się w kopercie

-Z samego rana, wzięłam się za rozpakowywanie twoich rzeczy pomyślałam że będziesz zmęczony kiedy wrócisz po pracy i będziemy mogli spędzić czas razem robiąc coś fajnego, tymczasem otworzyłam boczną kieszeń twojej torby..- Betty zamilkła na chwilę – zdziwiłam się wyjmując z niej kopertę bez adresata , bez niczego jednak koperta nie była pusta – Po jej policzku płynęły łzy jedna po drugiej.

Steven był zagubiony nie wiedział co ma zrobić

Wtedy ona zaczęła czytać jego list.

„Ostatnie wydarzenia cholernie namieszały mi w głowie ale to co teraz napiszę w tym liście powinno wszystko wyjaśnić. Będąc z dala od Ciebie pokochałem kogoś innego, naprawdę pokochałem, myślałem że mam wszystko czego potrzebuje do bycia szczęśliwym. I nagle po kilku latach zjawiłaś się znowu. Na plaży tego wieczoru przechodziłaś tak po prostu , a kiedy w końcu mnie dostrzegłaś, a ja nie mogłem uwierzyć własnym oczom  uśmiechnęłaś się. A ja przestałem oddychać na kilka sekund. O Boże.. ten twój uśmiech, który kiedyś dawno temu próbowałem rozgryźć ale on zawsze pozostawał tajemnicą. wtedy wydawałaś się być taka silna i niezależna, piękna i niebezpieczna równocześnie.  Byłaś moją zagadką od samego początku. I kiedy przeszłaś  obok mnie w ten swój specyficzny sposób, wszystko wróciło. Twoja  głowa na moim ramieniu, to w jaki sposób siedziałaś na moich kolanach z włosami zarzuconymi na jedną stronę kiedy oglądaliśmy Gwiazdy ,Twojej chore pomysły , dusza artystki. Dwa ciała Jedna dusza. Tak czułem się przy Tobie . I tego dnia kiedy pojawiłaś się niespodziewanie wszystko wróciło. A ja tak jakby znowu zacząłem płonąć , a tak naprawdę nigdy nie przestałem.  To Ty pokazałaś mi czym jest prawdziwa miłość. Wiedziałem to już pierwszego dnia kiedy Cię spotkałem, wtedy tak naprawdę dotknęłaś mojej duszy. Ten uśmiech który przypomniał mi jak wiele straciłem, uśmiech który skrywa więcej tajemnic niż ocean.”

Wtedy Betty podniosła wzrok , a jej oczy pełne łez mówiły tylko jak bardzo jest zraniona.

-Jest piękny Steve.. naprawdę piękny. Szkoda tylko że nie jest o mnie

Steven zaniemówił, opadł na krawędź sofy i zakrył twarz rękami chciało mu się płakać.

-A ja jak głupia zastanawiałam się dlaczego jesteś ostatnio taki nieobecny. Dobrze że teraz się dowiaduje że nadal kochasz Rose a nie kiedy wzięlibyśmy ślub.

-Posłcuhaj.. może to nie jest najlepszy moment ale muszę Ci coś powiedzieć.. Nie wyjechałem w delegacje tylko musiałem wszystko poukładać sobie w głowie. Nie chciałem żebyś widziała że coś jest ze mną nie tak. Betty zrozum mnie.. Ona była częścią mnie i kiedy tak po prostu znowu się pojawiła wszystko w moim sercu ożyło .. nie chciałem Cię ranić

Betty nawet na niego nie spojrzała tylko pakowała swoje rzeczy, kiedy to łzy dalej spadały jedna po drugiej. Steven próbował ja zatrzymać jednak ona wyrwała mu się i kiedy otwierała drzwi z walizką w ręce powiedziała tylko

-Ale zraniłeś, Ściągając pierścionek z palca i kładąc go na jego biurku.

A on pogrążył się w tak wielkim smutku że nie potrafił nawet nic odpowiedzieć. Jego przyszła żona zostawiła go. Tego wieczoru poszedł do baru zaczął pić. Drink po drinku , aż skończyło się na tym że siedział nieprzytomny w środku nocy, nie mając po kogo zadzwonić. Tak wyglądały jego kolejne dwa dni. Pił i pił kiedy jednak w końcu zadzwonił do niego szef z pracy. Otrząsnął go ,i kazał przyjść do pracy następnego dnia. Zniechęcony wszystkim musiał w jakiś sposób się ogarnąć, i zacząć od nowa swoją codzienność. Bolało go to że zranił Betty, Jednak w jego sercu był ktoś inny i miał nadzieje że jeszcze nie jest za późno na odzyskanie tego czego pragnął najbardziej na świecie.

 

 

**

 

Rose siedziała właśnie w salonie oglądając z Merry ich ulubiony serial kiedy to nagle do jej drzwi ktoś zapukał. Podeszła więc i otworzyła.

-Cześć Rose-  Uśmiechnął się smutno Steven

-Hej, co ty tutaj robisz- zapytała zdziwiona

-wiesz.. mam tutaj coś dla Ciebie.- przekazał jej kopertę tę samą przez którą rozpadł się jego związek z Betty. – chciałbym żebyś to przeczytała- był pewny swego to właśnie ją kochał nad życie

Rose wzięła kopertę przyglądając się jej

-co to jest?

-po prostu przeczytaj, muszę iść- odwrócił się zostawiając  Rose to spojrzenie, które ona tak uwielbiała.

Rose była zdezorientowana, ale gdy podniosła wzrok Stevena już nie było. Weszła więc z powrotem do domu i udała jakby nic się nie stało schowała kopertę do kieszeni od bluzy. Miała zamiaru w ogóle jej nie otwierać nie chciała mieszać sobie w głowie, bo zresztą nie ważne co było tam napisane i tak niczego prawdopodnie by to nie zmieniło. Jednak myślała o tym przez cały wieczór. I kiedy przyjaciółka poszła spać ona ukradkiem udała się do łazienki i otworzyła kopertę. Znalazła w niej kartkę zgiętą w pół. Otworzyła ją i zaczęła czytać.

„.. ten twój uśmiech, który kiedyś dawno temu próbowałem rozgryźć ale on zawsze pozostawał tajemnicą”  kiedy skończyła czytać powróciła do tego fragmentu i tak jakby wszystko co dotychczas w niej było pękło. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. „Przecież Steve się żeni” powtarzała sobie w myślach. A mimo wszystko w tej chwili jedyne czego chciała to bycia w jego ramionach tak silnych , czuła się przy nim jak dziewczynka , tak bezpiecznie. Tak bardzo go kochała. W tej chwili po prostu zawładnęły nią uczucia. I przebrała się tylko wzięła z szafy pudełko .. to pudełko które ukrywała przed wszystkimi przez kilka lat. Jej wszystkie listy do niego których nigdy nie wysłała. Wyszła z domu choć była już prawie północ. Dobrze wiedziała gdzie jej serce ją prowadzi. Chwilę później stała już przy drzwiach od mieszkania Stevena. Zawahała się przez moment ściskając pudełko w rękach. Jednak odważyła się w końcu zapukać. Po chwili otworzył jej Steven wyglądał jakby właśnie został obudzony

-Przepraszam że tak przychodzę .. – chciała kontynuować patrząc mu prosto w oczy

Wtedy on podszedł do niej i nie miał już zadnych  wątpliwość pocałował ją delikatnie w usta kiedy ona odwzajemniła jego pocałunek oderwali się od siebie nadal stojąc przed drzwiami Stevena.

-Kocham Cię Rose, jesteś wszystkim czego zawsze pragnąłem

-Ja też Cię kocham i myślę że nigdy tak naprawdę nie przestalałam.. mam coś dla Ciebie listy które pisałam do Ciebie tamtego lata. Kiedy myślałeś że przestała o Tobie myśleć. To właśnie tak spędziłam moje wakacje, pisząc do Ciebie. Ale bałam się że to zrani nas jeszcze bardziej dlatego nigdy ich nie wysłałam.

Wtedy on tylko spojrzał na nią i powiedział

-kochanie już niczym nie musisz się przejmować jestem przy Tobie teraz już nic nas nie rozdzieli. Betty odeszła ze względu na Ciebie, i nie chciałem jej ranić ale tak musiało się stać, byłem tego pewny w dniu kiedy wróciłaś

Tę noc Rose spędziła u Stevena , poczuli się tak jak wtedy, albo nawet lepiej ich uczucie umocniło się pomimo lat rozłąki. Przeznaczenie  sprawiło że znowu się spotkali.

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
silver-star · dnia 21.01.2016 04:08 · Czytań: 516 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas