Zegary - Kardemine
A A A

 

   Szarą ulicą szarego miasteczka szedł sobie zegar. I płakał. Dreptał energicznie tykając nerwowo tą nerwowością, która ma za zadanie pokryć czarny, fatalistyczny smutek. Rzęsiste łzy wypływały mu obficie z cyferek dziewięć i trzy. Panowała ciemna, zimowa noc. Śniegu było mało, co zegar przyjął z dużą ulgą. Martwił się wcześniej, jak sobie poradzi z gąszczem białych płatków, które jak dotąd obserwował tylko z półki w ciepłym mieszkaniu swojej wiekowej właścicielki, którą nazywał Cukiereczkiem.
    Omijał dziury w starym betonie, większe kamienie i nocne, miejskie stworzenia grzebiące w śmietnikach. I cały czas płakał. Kiedy dostrzegał ludzi, szybko krył się w obfitych nocnych cieniach. A tej nocy po mieście kręciło się ich sporo. Bo ludzie zwykli hałaśliwie cieszyć się z nadejścia kolejnego roku. Jakby było w tym coś zabawnego. Coś, z czego można było się cieszyć.
    Chlipiąc i pociągając nosem, którego nie miał, zegar przypomniał sobie niedawną wizytę tego starca. Pojawił się wraz ze śniegiem w małym pokoiku, w którym Cukiereczek oglądała telewizję, a on sobie spokojnie tykał, zastanawiając się razem z panią reporterką, czy faktycznie na cellulit pomagają okłady z przejrzałych pomidorów. Nagle wiatr otworzył okno, przeźroczysta mgła zakotłowała się za plecami nieświadomego niczego Cukiereczka i przekształciła w ludzką postać. Starzec był biały i płynny jak śnieg. Zegar nie przestraszył się przybysza. Nie takie rzeczy widział i znał. Cukiereczek nie zdawał sobie sprawy przed czym nocami broni jej niepozorny, mały czasomierz. Starzec suchą, pokrytą plamami wątrobowymi ręką podał mu papier i zniknął. Zegar z niepokojem przeczytał, że został wybrany do grupy noworocznych zegarów. Tych zegarów, które w dzień poprzedzający nadchodzący nowy rok oddają wszystkie swoje godziny, które z kolei zostają wliczone w każdy następny dzień roku. I dzięki którym świat trwa w swojej niezmienionej formie. Wskazówki zamarły mu z przerażenia.
    Następnego dnia całe piętro wiedziało już o tym wydarzeniu. Oczywiście wszyscy potajemnie cieszyli się, że to właśnie na kogoś innego padł los. Reszta mogła sobie spokojnie tykać przez kolejne dwanaście miesięcy. Powszechna, lokalna radość była tak wielka, że nawet urządzono spotkanie pożegnalne, które nie było niczym innym, jak przyspieszoną stypą. Zebrano się na poddaszu, ciemną nocą, kiedy to ludzie, te biedne, organiczne stworzenia zapadają w chwilową śmierć. Przyszła stara Klotilda, która trzeszczała strasznie topornymi nóżkami. Byli bracia z Media Markt, nowocześni, błyskający dumnie elektroniką i drażniący tą bufonadą stare zegary. Nieco spóźnieni sąsiedzi z dolnego piętra, różowa Igusia i Cymcyk, klasyczny miedziany budzik. W kącie siedział mieszkaniec poddasza stary Adam, zużyty z odpadającym lakierem i połamanymi wskazówkami. Przyszło też wiele innych zegarów, wszystkie szczerze zasmucone i jednocześnie szczęśliwe, że to nie im przypadł honor poświęcenia się dla tego upadłego świata.
    Jak tylko Tupcio - gość honorowy - pojawił się na poddaszu, Nikos osiedlowy zegar orkiestra z wbudowaną katarynką, zaintonował głośno:

Witaj odważny zegarku!
Oddajesz godziny w podarku!
Światu temu, życiom tym!
Aby się nie rozpłynęły w dym!

 

   Nikos nie był zbyt utalentowany, a jego rymy prezentowały się często bardzo niezgrabnie i topornie. Tym razem jednak zaśpiewał z takim uczuciem, że niejednemu zegarowi zaparowały szklane obudowy ze wzruszenia.
    - No, Tupcio. Gratuluję wezwania. Przed tobą honorowa misja! – zwrócił się do przygnębionego zegarka Regolio, secesyjny zegar w średnim wieku. – Nie każdy może oddać życie w tak szlachetnej sprawie!
    - Dziękuję panu bardzo - zaszeptał Tupcio.
    - Po co mu gratulujecie, Regolio? Cóż to za honor oddać wszystkie swoje godziny? - odezwał się z boku Adam – Li tylko po to, żeby ten chaos trwał?
    - To zaszczyt! – obruszył się Regolio – To dzięki nam wszystko trwa, dzięki naszemu poświęceniu upływa czas, a świat idzie do przodu!
   - Tak…dzięki śmierci takich małych, radośnie tykających Tupciów – odparł smętnie wiekowy zegar. - Gdyby wybór był chociaż sprawiedliwy! Ten mały zegarek mógł jeszcze tykać latami. Tymczasem ja - zepsuty - tkwię na tym strychu odkąd pamiętam i nikt mi nie przyniósł żadnego listu, choć tylko na to czekam. Z rozkoszą oddałbym wszystkie godziny, jakie mi tutaj upływają. W tym bezruchu, w tej martwocie. Taka jest ta sprawiedliwość!
   - Biedny Tupcio! Biedny Tupcio! - rozległy się szepty, a mały zegarek będący obiektem tego współczucia, poczuł mokre łzy wypływające z dziewiątki i trójki.
   - Czyż nie jest szlachetne oddanie życia po to, by wszystkie inne życia mogły trwać? - upierał się Regolio obrażony, że ktoś narusza jego osiedlowy autorytet.
    - A cóż ci uczyniły te życia, że ich tak bronisz? - odparł równie smętnie, co beznamiętnie Adam - Kiedyś świat był inny, jego mechanizm sprawniejszy. Kiedy psuł się zegar, dawano go do naprawy, dbano o niego, wraz z jego rytmem siadano do stołu, zatrzymywano wskazówki, gdy dom nawiedziła śmierć. Zegar był ważny, traktowano go z szacunkiem. Był bijącym sercem domu. A dziś? Zepsujesz się, to wyrzucą cię na śmietnik i kupią nowy, w najlepszym wypadku wylądujesz na strychu z innymi niepotrzebnymi rzeczami. I będziesz czekał, aż się rozlecisz ze starości.
    - Przemawia przez was gorycz czekania, Adamie – rzekła miękko Klotilda. – Nie męczcie takimi słowami Tupcia. Biedaczek, już i tak jest wystarczająco wystraszony.
    I była to prawda. Stary zegar zgasił ostatnią iskrę, która utrzymywała Tupcia w pionie. Tak bardzo nie chciał umierać! Jedynie myśl, że to ma jakiś sens utrzymywała go w równowadze. I teraz nawet to zostało zachwiane. Usiadł w kącie i zaczął płakać. Nikt nie mógł go uspokoić, bo i nie było słów, które mogły by przynieść ukojenie. Nie mogąc znieść towarzystwa współczujących towarzyszy Tupcio wstał i podreptał w stronę wyjścia. Wszystkie zegary stłoczyły się przy półkolistym oknie i patrzyły ze smutkiem, jak ich mały kolega drepcze skrajem ulicy w stronę ratusza, gdzie miał spędzić swój ostatni czas, czekając aż wybije godzina dwunasta - jego ostatnia.
Nikos zaśpiewał drżącym głosem:

Tupcio, mały zegarek Tupcio!
Jutro będzie z niego trupcio…

   Max, jeden z braci Media Marktów parsknął śmiechem na ten rym, za co dostał solidnie w łepetynę od Klotildy.

   Zanim Tupcio dotarł do ratusza, solidnie się zmęczył, co na chwilę pozwoliło mu zapomnieć o czekających go wydarzeniach. W końcu jednak zobaczył w oddali blask. Wiedział, że ludzie nie widzą, jak piękny secesyjny budynek ratusza z wykuszami i zdobionymi balustradami o płynnej linii, żarzy się przedziwnym, bo raz łagodnym, a raz rażącym światłem. Gdy dotarł na miejsce nie zobaczył żadnych innych zegarów. Był tylko on sam. Zaczął wspinać się po schodach, ale szło mu to bardzo opornie, bo stopnie były wysokie, śliskie od szronu, a długa wędrówka zabrała siły. Nagle poczuł, jak ktoś go podnosi za uchwyt i ani się obejrzał, jak stał na samej górze, tuż pod drzwiami.
    - Pańskie nazwisko? – usłyszał.
    Pochylał się nad nim młody, uśmiechnięty chłopak. Bujną, płową czuprynę ozdabiał mu zawadiacko przekrzywiony cylinder. Na długi ciemnozielony surdut narzuconą miał skórzaną kurtkę pokrytą różnymi naszywkami. Jego dżinsy były całe podarte w ten dziwaczny młodzieżowy sposób, którego Tupcio nigdy nie rozumiał. Dziwny młodzian w chudych rękach trzymał sfatygowany zeszyt i wielkie, czaple pióro.
    - Proszę uprzejmie o pańskie nazwisko – powtórzył zdumiałemu zegarkowi.
    - Tupcio - zaszeptał zdumiony zegarek.
    - Aaaaa! Tupcio, z Baczyńskiego 22/3? Bardzo dobrze! – ucieszył się młodzieniec. – Jakże się miewa Cukiereczek? Reumatyzm już jej tak nie dokucza?
    Tupcio chciał coś odpowiedzieć, ale widocznie nie było to konieczne, bo wesoły blondas zaczął znowu mówić nie czekając na jakąkolwiek reakcję.
    - Nazywam się Aki. Można rzec: Mistrz Ceremonii. Przeprowadzę ciebie i pozostałych przez to, co nas niedługo czeka. Jeśli są jakieś pytania, zawsze służę pomocą. Zapraszam zatem, zapraszam.
    Aki popchnął delikatnie palcem Tupcia w stronę odchylonych drzwi. Mały wszedł i skierował się w stronę dobiegających go rozmów. Znowu trzeba było wchodzić na górę po krętych schodach, ale tym razem było to znacznie łatwiejsze. Czuł, jakby płynął, a przeskakiwanie następujących po sobie stopni zdawało się dziecinnie łatwe. Kiedy znalazł się na samej górze, tam, gdzie biło serce ratuszowego zegara, zobaczył innych. Były to czasomierze w różnym wieku. Jedne stały w kątach i samotnie płakały, inne w grupach lamentowały głośno. Były też i takie, które całkiem spokojnie siedziały i czekały. Niektóre wydawały się być nawet dumne z powierzonej im misji. Tupcio znalazł sobie pusty kąt, usiadł i czekał, bo nie mógł zrobić nic więcej. Miał tylko nadzieję, że odchodzenie nie będzie boleć.
    Siedział tak dłuższy czas obserwując, jak przychodzą inne zegary, tak samo przestraszone, jak i on. Dosiadł się do niego nawet jeden starszawy jegomość, który szturchnął go przyjaźnie, chcąc dodać animuszu zarówno jemu, jak i sobie samemu. Tupcio uśmiechnął się smętnie, bo więcej entuzjazmu nie był w stanie z siebie wykrzesać. Rozmowy narastały, robiło się coraz głośniej, nerwowość i strach zmieniała się w coś innego. Mały chronometr wyczuwał niezadowolenie. Widział, jak jeden z nowszych, młodych zegarów imieniem Makuś przechodzi od grupy do grupy przemawiając tak intensywnie, że słychać było jęk jego rozżarzonych prawie do czerwoności sprężynek. Nawoływał do buntu.
    - Jakim prawem?! Jakim prawem odbiera nam się swobodę decydowania?! - grzmiał coraz zapalczywiej. - Mydlą nam oczy ideą wielkiej sprawy. Tylko, że to nie oni oddają swoje życie. To my, my!
    - Tak musi być – odezwał się ktoś.
    - Kto tak powiedział? Od zarania czasów oddajemy swoje godziny, ale czy ktoś nam powiedział: dlaczego? Jak bezmyślnie dotąd podchodziliśmy do tego, jak bezrozumie szliśmy na śmierć. Dosyć tego! Czas, byśmy sami podejmowali decyzje, czas byśmy się obudzili!
    - Co zatem proponujesz? Jaki masz plan? – zawołało kilka zegarów rozpalonych nadzieją na ocalenie.
    - Ucieczka.
    - Mistrz Ceremonii nie pozwoli nam uciec - zakrzyknął ktoś z tłumu.
    - A zamierzacie prosić o pozwolenie? - poderwał się Makuś. - On trzyma z Drabiną, nie jest po naszej stronie. Ucieknijmy! W umieraniu nie ma dumy, nie ma honoru!
    - Świat będzie trwać. To jest sens naszego odchodzenia - zaprotestował starszy czasomierz o złoconej obudowie.
    - Owszem, świat będzie trwać – zgodził się Makuś. - Jednak nas już nie będzie. My nie będziemy trwać. Jaką tutaj widzisz korzyść? Już nie zobaczymy, jak ten świat będzie się kręcił, jak wirował, bo zwyczajnie znikniemy.
    - Racja! Racja! – rozległy się krzyki.
    - Ktoś musi to zrobić – odezwał się jeszcze jakiś sceptyk. - Jeśli żaden zegar nie umrze, umrze świat, a z nim wszystkie zegary. Robimy to też i dla innych! Takich, jak my!
    - Zgoda - odezwał się Makuś. - Jednak niech nas nie przymuszają, niech dadzą wybór! Jeśli jakiś zegar chce się poświęcać, proszę bardzo! Nie wiem, jak wy, ale ja nie zamierzam oddawać swojego życia! Co mnie to obchodzi?! Chcę tykać, chcę jeszcze tykać z całych sił! Uciekajmy!
    - Uciekajmy! Uciekajmy! - podchwyciło kilka innych czasomierzy. Wykorzystując zamieszanie, Makuś zerwał się z miejsca i zaczął toczyć szybko, nie zważając na to, że boleśnie obija sobie przy tym nóżki. Jego śladem poszło i kilka innych spanikowanych zegarów. Podskakiwały, toczyły się, biegły tak szybko, jak tylko potrafiły. I wydawało się, że im się uda, że nie będą musiały oddawać swojego małego, zegarowego tchnienia. Były już przy drzwiach wiodących na dół, już miały zeskakiwać po schodach, kiedy Makuś pierwszy odskoczył w tył. A za nim zatrzymała się cała przerażona gromadka.
    - Mistrz Ceremonii! Mistrz Ceremonii! – zaszeptały strwożone zegary.
W drzwiach pojawił się ów jasnowłosy młodzieniec z przekrzywionym cylindrem. Nie wyglądał jednak już tak przyjaźnie. Jego blada twarz stała się tak biała, że aż prawie przeźroczysta, a wielkie oczy nabrały zimnej, stalowej barwy.
    - A dokąd to się wybiera moje małe, tykające towarzystwo? - zapytał i jego twarz na mgnienie oka naznaczył grymas, który zmienił ją w pustą czaszkę. Oczodoły bez światła, usta bez słów. Zegary skuliły się ze strachu i stłoczyły razem.
    Aki - po tej jednej złowrogiej chwili - uśmiechnął się ciepło miłym, serdecznym uśmiechem, jakim witał wszystkie zegar przy wejściu do ratusza. Pochylił się nad przestraszonym Makusiem i podniósł go do góry za uchwyt. Ten szarpał się i wyrywał, ale Mistrz Ceremonii trzymał go w żelaznym uścisku i przyglądał mu się spokojnie.
    - Mały buntownik, co? - mrugnął zabawnie, po czym postawił zegar na podłodze. Wyprostował swoją długą sylwetkę i złożył ręce na plecach. - Nie chcecie się poświęcać, słyszę. Nie chcecie umierać za ten zgniły świat, dowiaduję się. Wzrasta w was oburzenie, bo nikt o zdanie nie zapytał? Cóż mogę Wam powiedzieć? To, że nie macie wyboru, to wiecie. Tak samo, jak nie ma wyboru słońce. Musi codziennie wstać i zaświecić światło. Nikt go nie pyta o zdanie. Tak, jak nie ma wyboru deszcz. Kiedy przychodzi czas, musi spaść, by przynieść ochłodę. Tak, jak nie ma wyboru polna mysz. Kiedy dopadnie ją jastrząb, musi zostać zjedzona. Wiecie, co chcę wam powiedzieć: wszystko wypływa z naturalnego porządku rzeczy. Śmierć też. Zabiera młodych i starych, mierząc swoją własną logiką. To się dzieje i nie ma tu czegoś takiego, jak „wybór”. Jest jednak coś innego…
    Aki pochylił się tak, żeby słyszały go wszystkie zegary.
    - …sposób przyjmowania tego, co nieuniknione. Przekształcenia zła w dobro, goryczy w dumę, paniki w spokój. To od was zależy czy poświęcenie będzie męką, czy błogosławieństwem. Jeśli nie musisz się poświęcać i nie chcesz – za żadne skarby nie rób tego. Nikt się z tego nie ucieszy, Drabina też nie. Jeśli jednak musisz i nie ma innego wyjścia, to możesz wybrać. Są dwie korony, jedną z nich zakładasz na głowę: korona pierwsza to zgoda na to, co przeznaczone, odwaga zmierzenia się ze strachem i zmianą. Bo ty…
    Tu Aki zwrócił się do Makusia.
    - …nie boisz się odchodzenia. Boisz się tego, co dalej. A najbardziej boisz się, że nie będzie żadnego dalej. Tu cię mogę uspokoić. Będzie, będzie…
Aki potoczył stalowym spojrzeniem po reszcie grupy.
    - …i taka korona jest cudowna, och, jak cudowna! Z krwawych pąków wykwitają wonne kwiaty, z płynnych łez najczystsze kryształy! I idzie się z taką koroną na drugą stronę i wita cię tylko okrzyk zachwytu i miłości. Ale jest też druga korona. Korona buntu, który jest z góry skazany na porażkę, niecierpliwości, odurzenia chwilą obecną, ulotnością, brakiem odwagi. A nade wszystko brakiem szerszej myśli. Nie ma nic gorszego, niż stworzenie zamknięte w klatce swoich własnych wyobrażeń. A tak wielu wybiera tą właśnie koronę, tak wielu zakłada ją na głowę! Koronę z najczarniejszego błota, woniejącą tchórzostwem i wygodnictwem. I idzie z nią na drugą stronę. A tam na ich widok zasłania się twarz. Bo to korona upleciona z ducha, jaki zachowujecie w chwili śmierci. Teraz przyszedł czas, abyście wy wybrali. Każdy na ziemi prędzej, czy później stanie przed takim wyborem. Jedynym, jakiego można dokonać. Co włożycie na swoje małe, mechaniczne główki? Co ty, Makusiu włożysz?    - spytał na koniec spokojnie już siedzącego, zrezygnowanego buntownika.
Ulotniła się z Makusia dawna buńczuczność. Przygnębiony milczał i na nikogo już nie patrzył. Aki podszedł do okna. Gdzieniegdzie rozbłyskiwały na niebie kolorowe fajerwerki.
    - Już czas - powiedział. - Nie bójcie się. Będzie dobrze.
    Poczekali jeszcze chwilę, aż nagle uderzyła w nich kakofonia różnych hałaśliwych dźwięków. To ludzie cieszyli się z nadejścia Nowego Roku. Tupcio, który do tej pory siedział cicho w kącie i tylko słuchał, teraz poderwał się przestraszony z miejsca. Coś się działo i wyczuwał to wszystkimi swoimi sprężynkami. Inne zegary również zachowywały się, jak naelektryzowane. Zegary zaczęły się unosić. Wierzgały nerwowo nóżkami chcąc przyciągnąć swoje metalowe i drewniane ciałka ku dołowi. Mimo swoich wysiłków dryfowały cały czas miarowo w górę. Otworzyło się niebo i przez chwilę czasomierze widziały tylko miliony rozsianych gwiazd. Robiło się coraz jaśniej, i jaśniej. Tupcio przez mgnienie oka zobaczył ludzką postać. Mężczyzna w purpurowym garniturze patrzył na wznoszące się tykające towarzystwo, po czym znikł z zasięgu widzenia. Oślepiające światło wzrastało, choć wydawało się, że nie jest możliwym, by było jeszcze jaśniejsze. W którymś momencie Tupcio zorientował się, że nie widzi pozostałych. Jest sam. Zaskoczony zdał sobie sprawę, że wcale się nie boi. Hałas ucichł, a światło było ciepłe i przyjazne. Poczuł dziwną niemoc, a kiedy ona minęła wiedział że się przeobraził.
    - Czy to śmierć? Czy już umarłem? – zapytał sam siebie.
    Usłyszał śmiechy. Najpierw delikatne, później coraz wyraźniejsze. Serdeczne śmiechy, pełne wesołości i czułości. A później przyszło drugie przeobrażenie. I wiedział już wszystko. Nie było tu Boga. Był gdzieś wyżej, znacznie wyżej. Jednak swoim jestestwem ogarniał wszystko, co było niżej. Nawet Tupcia. I Tupcio to wiedział. Wiedział też, że byli tutaj inni, tacy sami, jak on. Też się bali, też się bronili. A teraz witają go, śmiejąc się z jego niedawnych obaw. Dowiedział się znacznie więcej. Zrozumiał to, o czym mówił Mistrz Ceremonii, zrozumiał świat, w którym do tej pory żył. Już wiedział, dlaczego jest taki zimny. Czuł też, że nie wszystkie zegary poszły w miejsce, w którym on jest. Niektóre już nigdy nie zobaczą słońca. I tak musi być. Równowaga. Tupcio nie zastanawiał się nad tym dłużej.


    Podążył za perlistymi śmiechami.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kardemine · dnia 08.03.2016 17:58 · Czytań: 1701 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Komentarze
Gorgiasz dnia 08.03.2016 19:26
Cytat:
szybko krył się w obfitych nocnych cieniach. A tej nocy po mieście kręciło się ich sporo.

„nocnych” to derywat od nocy; powtórzenie.

Cytat:
- A cóż ci uczyniły te życia, że ich tak bronisz? - odparł równie smętnie, co beznamiętnie Adam

Kropka po „Adam” uciekła.

Cytat:
gdy dom nawiedziła śmierć. Zegar był ważny, traktowano go z szacunkiem. Był bijącym sercem domu.

Powtórzony „dom”.

Cytat:
Jedynie myśl, że to ma jakiś sens utrzymywała go w równowadze.

Przecinek po „sens”.

Cytat:
Nie mogąc znieść towarzystwa współczujących towarzyszy Tupcio wstał i podreptał w stronę wyjścia.

Przecinek po „towarzyszy”.

Cytat:
Gdy dotarł na miejsce nie zobaczył żadnych innych zegarów.

Przecinek po „dotarł”.

Cytat:
Tupcio chciał coś odpowiedzieć, ale widocznie nie było to konieczne, bo wesoły blondas zaczął znowu mówić nie czekając na jakąkolwiek reakcję.

Przecinek po „mówić”.

Cytat:
Wykorzystując zamieszanie, Makuś zerwał się z miejsca i zaczął toczyć szybko, nie zważając na to, że boleśnie obija sobie przy tym nóżki.

Usunąłbym „na to”.

Cytat:
Pochylił się nad przestraszonym Makusiem i podniósł go do góry za uchwyt. Ten szarpał się i wyrywał, ale Mistrz Ceremonii trzymał go w żelaznym uścisku i przyglądał mu się spokojnie.

Trzykrotnie powtórzone „się”.

Cytat:
Tupcio, który do tej pory siedział cicho w kącie i tylko słuchał, teraz poderwał się przestraszony z miejsca. Coś się działo i wyczuwał to wszystkimi swoimi sprężynkami. Inne zegary również zachowywały się, jak naelektryzowane. Zegary zaczęły się unosić.

Cztery razy „się”.

Cytat:
Też się bali, też się bronili. A teraz witają go, śmiejąc się z jego niedawnych obaw. Dowiedział się znacznie więcej

„się”

Podobało się. Dobry styl, ciekawy pomysł, czytelne paralele. Przeczytałem z przyjemnością.
bruja dnia 08.03.2016 22:38
Bardzo spodobało mi się to opowiadanie, ciekawy pomysł. Los zegarów wydaje mi się być smutny i niesprawiedliwy. Nie poświęcają swojego malutkiego tykającego życia bo chcą tylko ktoś tak za nie zadecydował, mimo ze na koniec są zadowolone ja widzę je jako ofiary.
Kardemine dnia 14.03.2016 08:36
Dziękuję za oba komentarze :). Wszystkie uwagi wezmę pod uwagę. Dziękuję jeszcze raz ^^
Gramofon dnia 18.03.2017 10:47 Ocena: Bardzo dobre
W drugiej części za mało Tupcia a po pierwszej się z nim utożsamiałem :(
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/09/2022 00:31
Witaj Wigo Widocznie tak... Dzięki za czytanie, tym… »
Majster89
26/09/2022 21:00
dzięki Brytka ;) pozdrawiam Majster89 »
przyszycguzik
26/09/2022 12:26
Dzięki Agnes :) »
gaga26111
26/09/2022 10:49
Wow no ciekawy komentarz :) całkiem daleki od tego co miałam… »
Brytka
26/09/2022 07:41
Głęboka prawda, polubiłam. »
wolnyduch
25/09/2022 22:01
Bardzo intrygujący wiersz, msz bardzo osobisty, w moim… »
Wiga
25/09/2022 21:59
Widocznie miał pozostać Pozdrawiam jesiennie po… »
wolnyduch
25/09/2022 21:55
próbowałam wiersz skasować, niestety bezskutecznie... »
wolnyduch
25/09/2022 21:49
Nie znam inspiracji, pewnie wówczas mogłabym dobrze wiersz z… »
Wiga
25/09/2022 17:23
Abi-syn Dziękuję za odwiedziny. Co prawda Wiga, nie Wilga,… »
Brytka
25/09/2022 07:46
AnDob - cała dzisiejsza rzeczywistość to jedna wielka… »
Brytka
25/09/2022 07:40
przyszycguzik - Dziękuję, przemyślę te zaznaczone fragmenty,… »
tetu
25/09/2022 00:29
Abi, mnie też hamował niemy krzyk, do tego stopnia, że… »
Majster89
24/09/2022 22:13
dziękuję za miły komentarz;) pozdrawiam serdecznie… »
pociengiel
24/09/2022 21:57
Dzięki wielkie. »
ShoutBox
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
  • Dzon
  • 17/09/2022 00:04
  • Eee.. tak napisałem trochę głupot i chciałem skasować. Sorry.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas