Tosiek - malajka
Proza » Obyczajowe » Tosiek
A A A

Usiadłam na ławce pod Moim Drzewem. Przez chwilę doświadczyłam nawrotu złośliwych myśli, które ubierały tego typu sentymentalne nadawanie aktu własności miejscom w obrzydliwą szatę ckliwości, ale tego dnia było mi Wszystko Jedno. W dni takie jak ten dotyka Cię absolutne doznanie pustki analitycznej, co jest rzeczą dobrą, jakkolwiek ciężko tak myśleć o czymś, co zawiera określenie „pustka”.
Siedziałam więc w tym odczuciu i starałam się podejść do tej sytuacji jaką jest, bez oceny jej taniości-bądź-nie. To nie było ważne. Wszystko inne było ważniejsze. Czerwona spódnica, niepasująca do niczego czarna kamizelka, stary, obeszły w drażniące oko (innych, nie moje) złośliwe kłaczki; stare srebro kolczyków i pomadka o smaku truskawek. I te wszystkie kaczki. I te wszystkie tramwaje. Każdy detal. To była moja chwila. Jestem ja i Poświatowska. Ja siedzę nad Wisłą i myślę, że chciałabym być trochę nią. Poświatowską, nie Wisłą. Choć aż prosi się o tanie metafory. Przypominam sobie jeden z jej wierszy. Tak bardzo nie wiedziałam, co z nim zrobić, jak go przetrwać; przepisałam go kilka razy, piórem, przepisałam go tyle razy, aż utrwalił mi się w głowie i mogłam go wyrecytować o każdej porze nocy. Patrzę na jej zdjęcie, myślę sobie, że przynajmniej włosy mamy podobne. Chociaż tyle z niej. Czytam o jej życiu, wchodzę w nie i rozumiem więcej.
Nagle idzie on. Widzę jego twarz i wiem, co zaraz się wydarzy. Wiem też, że tak naprawdę to zależy ode mnie, drugiemu człowiekowi trzeba pozwolić, trzeba dać mu pozwolenie na wyjście do siebie, wyjście do ciebie, takie czasy. Pan patrzy nieśmiało, jest na mojej wysokości, widzę to spojrzenie i wiem, że teraz-albo-nigdy. Uśmiecham się więc w mój pozwalający na podejście do mnie sposób, zarezerwowany tylko dla obcych ludzi, którzy są na chwilę i nie boję się ich. Zaczynam się ich bać dopiero, gdyby mieli zostać.
Pan to widzi i wie, że może.
- A jak to się dzieje, że taka urocza młoda dama siedzi sama nad Wisłą?

Myślę sobie, że to jest dobry wieczór już w tej sekundzie. Nieczęsto człowiek nazywany jest uroczą młodą damą - na takie komplementy można liczyć tylko od wymierającego pokolenia, jeśli mogę użyć tego słownego brutalizmu.

- Wie pan, ja tak sobie siedzę, i mam nadzieję, że ktoś przyjdzie i się zakocha. Ale jestem tu już chwilę i boję się, że dzisiaj znów z tego nici. Daję sobie czas do szóstej, bo jest zimno, a wie pan, ja nie będę ryzykować przeziębienia. Nawet dla wielkiej miłości.

Pan uśmiecha się do mnie szczerze, czekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Dalszy rozwój wydarzeń następuje. Seria tradycyjnych pytań o życie, o a-pani-to-z-Krakowa?-Nie?-Oooo., dygresja o pogodzie. On właśnie robi sobie spacer dla zdrowia „aż z Jubilatu” i idzie do domu, na Osiedle Pułku („O, to byliśmy sąsiadami, no niech pani popatrzy!”)
Ja znam takie historie, ja je już przeżywałam i lubię je nieskończenie. Pozwalam na nie i też im pomagam, tym historiom. Wydarzyć się.
Wiem, że pan nie odejdzie, ja zasadniczo nie chcę, żeby szedł, bo wiem, że mogę go posłuchać. Miałam „trochę do myślenia” po przedchwilczej rozmowie z nutką Brutalnej Szczerości, której doświadczyłam, ale wiem, że ta rozmowa, to bulwarowe spotkanie - ono będzie ukojeniem dla obu stron.

- Proszę pana, mam taki pomysł. Co pan na to, żebym pana kawałek odprowadziła? Stopy mi już zcierpły od tego czekania, a dziś już chyba nikt nie przyjdzie, a poza tym – przyszedł pan. Więc uważam czekanie za zakończone. 
- Byłbym zaszczycony.
- Chodźmy więc.

Idziemy więc z panem i rozmawiamy, inicjatywa słowna po stronie mojego rozmówcy. Poznaję historię jego syna, z Michałowic, do których ma tylko 14 kilometrów - „tj. 7-8 minut samochodem, przez Nowohucką, to bardzo niedużo, proszę pani.”.


Rozmawiamy tradycyjnie: o świecie, o ludziach; opowiadam mu trochę o sobie, trochę o podróżach i o tym, że chciałabym kiedyś spisać moje przygody po to, żeby pokazać wszystkim, że ludzie są naprawdę lepsi, niż nam się wydaje i że nie ma się czego (ich) bać. W duchu śmieję się dziwnie, że to ja mówię takie rzeczy. Opowiadam mu dwie Dobre Historie. Rozmawiamy trochę o uniwersaliach.
- Wie pani co, ja tak czuję, jakbym panią znał od zawsze, naprawdę.
- Dziękuję, proszę pana, to naprawdę bardzo miłe mi słowa.
- Wie pani co.. - pan aż stanął – pani jest podobna do mojej zmarłej żony. Naprawdę. Ona tylko włosy miała czarne. Reszta ta sama.

Uśmiecham się lekko i przypominam sobie, że bardzo często ktoś mówi mi, że kogoś mu przypominam. Ja naturalnie wkładam to do szufladki "pospolitości mnie", ale dzisiaj tak nie myślę. Dzisiaj tylko się uśmiecham.
Idziemy dalej. Przy pierwszym zakręcie pan nieśmiało pyta, czy już się żegnamy. Jest w połowie zdania.
- Wie pan co, pójdę z panem jeszcze kawałek. Mam rower, szybko wrócę.

Wiem, że powinnam wracać, bo mam mnóstwo rzeczy na głowie, ale wiem, że jeśli wrócę do mieszkania, to zacznę dalej myśleć, więc i tak nic z tego nie będzie, a tak przynajmniej jest miło.
- Wie pani... ja nie myślałem, że na końcu mojej dzisiejszej drogi spotka mnie coś tak miłego. Jest pani takim moim małym cudem.

Myślę sobie, że zostałam nazwana Małym Cudem, co deklasyfikuje natychmiast Uroczą Damę, a ja staram się mocno nie popaść w autozachwyt.

- Niech pan nie przesadza z tymi cudami, bo słowa mogą tracić na znaczeniu - śmieję się - Chciałabym, żeby pan wiedział, że mi szalenie dobrze się z panem rozmawia.

Idziemy dalej. Przy każdym zakręcie pan z niepokojem patrzy, co zrobię. Myślę sobie „Jeszcze kawałek!”
W końcu postanawiam, że to już tu.
- Proszę pana, muszę się pożegnać. Doprowadzę pana do tego kościoła, myślę, że to dobre miejsce na pożegnanie.
- Pani Olu, bo ja... mam takie pytanie. Bo mi się tak dobrze z panią rozmawia, ja już 11 lat na emeryturze jestem... A ja tak siedzę... Czy.. czy...byłaby szansa, żebyśmy się kiedyś spotkali na kawę..?

Uśmiecham się do siebie. Widzę miny osób, które usłyszałyby lub przeczytałyby taki dialog pomyślałoby sobie już odpowiednią czarną historię. Ja widzę starszego człowieka, który jest od 11 lat na emeryturze i nie ma w głowie niecności, a potrzebę rozmowy.

- Proszę pana, oczywiście że jest. Myślę, że możemy się jeszcze kiedyś spotkać nad Wisłą.
- A czy coś takiego...- pan pokazuje gestem klawiaturę telefonu – pani ma?
- Mam.. Ale nie róbmy tak. Po prostu umówmy się kiedyś na tej ławce. Ja tam naprawdę często czekam, aż ktoś przyjdzie.
- Oj, kiedy pani wreszcie przestanie żartować z tym zakochaniem.
- Proszę pana – przybieram trochę sztucznie surowy ton, ale wewnętrznie dzieje się śmiertelnopoważność – ja z takich ważnych rzeczy jak miłość nie żartuję przenigdy.
- Czyli...
- Czyli pewnie się kiedyś spotkamy nad Wisłą. - nie daję kontaktu nie dlatego, że się boję, ale dlatego, że wiem, że po prostu nie mam teraz czasu, na nic. Nie powinnam mieć. A wiem, że jeśli zadzwoni, to go znajdę. -Ale to trudno tak się spotkać...
- Jak się będziemy mieli spotkać, to się spotkamy.
- Dobrze. To kiedy?
- Teraz nie, bo Święta. Po Świętach. Pewnie po Świętach.
- Dobrze, to ja przyjadę na rowerze. Wie pani, bo ja czasem tak wyciągam ten rower, wie pani, dla zdrowotności.
- Dobrze, czyli ustalone. W takim razie jeszcze raz dziękuję za dziświeczór – pan ściska moją rękę – Niech mi pan jeszcze tylko powie, jak pan ma na imię?
- Tosiek – prostuje się i na twarzy pojawia się coś na wzór dostojeństwa – Wołają na mnie Tosiek.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
malajka · dnia 06.04.2016 11:31 · Czytań: 1010 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Heisenberg dnia 06.04.2016 11:35
Trochę niechlujstwa jest w tym tekście - powtórzenia, zaimkoza, pogubione znaki interpunkcyjne, ale można przymknąć oko, bo poza tym napisane dosyć sprawnie i klimatycznie.
Podobało się.
Gorgiasz dnia 07.04.2016 10:57
Mnie również podobało się Twoje opowiadanie. Tchnie autentyzmem, szczerością i czymś spontanicznym, jak to się kolokwialnie mówi "od serca". Ciekawa psychologia i rozwinięty zmysł obserwacji, również dają o sobie znać.
malajka dnia 12.04.2016 00:11
Dziękuję, drodzy Panowie, za opinie!

Heisenbergu - przyznam, że tekst był (s)pisany dość mocno spontanicznie, stąd może owo niechlujstwo, ale to oczywiście żadne tłumaczenie. ;) Postaram się interpunkcyjnie poprawić, z zaimkozą też racja - poprawiam w kilku zbędnych miejscach, ale w kilku zostawiam, bo w tych zostawionych momentach jest ona "o, taka moja" (jeśli to zrozumiałe)

Gorgiaszu - bardzo się cieszę, to ważna dla mnie opinia, ponieważ na tej "odsercowości" mi zależało - szerzej: mam taki zastanowienie, czy jestem w stanie oddać komuś historie, które mi się wydarzają tak samo żywo i szczerze na piśmie, jak gdy ma to miejsce gdy jest spotkanie osób?
Cieszę się, że się udało.

pozdrawiam!
m.
purpur dnia 14.04.2016 14:04
Bardzo fajna opowiastka. Faktycznie taka... autentyczna. W chwili obecnej to ja mógłbym przysiąc, że przytrafiła się ona tobie. Dobrze oddana. Z takim lekkim dystansem, zdania które padają, kawałki "waszego" dialogu są w takiej ilości w jakiej być powinny. Nie znajduję tutaj ani sztuczności, ani elementów które mogłyby zaburzyć odbiór.

Czasami dobrze jest przeczytać historię, która nie ma jakiś większych zamiarów zmieniać świata. Jest taka troszkę z boku, nie krzyczy o sobie, nie naciska, ot parę linijek tekstu. Czasami takie historyjki przyjemnie się czyta i w tym wypadku własnie tak było. Nie pytaj co dokładnie sprawiło, że to opowiadanie zainteresowało, chodź nie powinno, bo nie za wiele tutaj treści... No ale zaciekawiło... Do tego miało bardzo fajną atmosferę, pewnie właśnie to ukradło mi...

Takie tam:
Cytat:
obeszły w drażniące oko
- nie rozumiem tego zrwotu :) No ale może jest dobry :D
Cytat:
- Wie pan, ja tak sobie siedzę, i mam nadzieję, że ktoś przyjdzie i się zakocha.
- bardzo podoba mi się to zdanie!
Cytat:
na wyjście do siebie,
- wiesz... jakoś mi tak trochę przeszkadza to wyjście, jakoś tak wewnętrzenie pasuje mi tutaj wejście... Twoje połączenie działa, ale jakoś tak... :)
Cytat:
Pozwalam na nie i też im pomagam, tym historiom. Wydarzyć się.
- świetne
Cytat:
a autozachwyt.
- a->w ?
malajka dnia 14.04.2016 15:27
Drogi purpurze,
już się tłumaczę:

obeszły w drażniące oko (...) złośliwe kłaczki - w sensie szalik "obszedł w kłaczki". Teraz w sumie nie wiem, czy tak "się mówi", czy to tylko rodzinny neologizm ;) Generalnie nie pierwszej młodości szalik, który przydałoby się potraktować szczotką do ubrań - ale kto by czytał takie zdanie? ;) W sumie to nie tak istotne.

wyjście do siebie - ja mam w głowie takie określenie rozumiane jako wyjście do drugiego człowieka z sobą (całym sobą); ale Twoje "wejście do siebie" może być równie dobrym określeniem tego, co dzieje się z drugą stroną, czyli tą, do której się wychodzi ;) (nie wiem, czy nie plączę.. )

Literówka faktycznie, typu pośpiesznego, dzięki za czujne oko - poprawiam.

Cieszę się, że mógłbyś przysiąc - bo właśnie się wydarzyła. Tak więc słowa o autentyzmie są dla cenne.

pozdrawiam!
m.
purpur dnia 14.04.2016 16:07
Ok - te "obeszły" to też znam, wiec nie jest to neologizm rodzinny... Teraz jakoś zrozumiałem to zdanie, przedtem jakoś było "źle"... Moze się nie wczytałem

pozdrawiam
grusza dnia 31.05.2016 20:03
Takie miłe. Weszłam tak na chybił trafił i zaczęłam linijkę, to jeszcze drugą, trzecią, czwartą i tak dobrnęłam do końca. Chyba to, co mi się spodobało, to klimat, jak pisano wcześniej, autentyczny, ale też nieco (dla mnie przynajmniej) melancholijny, spokojny. Wyciszyło mnie po całym dniu.
malajka dnia 02.06.2016 23:06
Dzięki,gruszo!
Dobrze odczytujesz mela-nastrój.
Cieszę się, że Cię wyciszyło, bo kojarzy mi się z łagodnością, to dla mnie ważne. :)
pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
Wiolin
24/01/2022 09:29
Witaj Anno. No tak, przyznaję że nie brakuje temu… »
Wiolin
24/01/2022 09:14
Witaj Przyszyty. Wiesz przecież że wiersz nie musi… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:26
Wściekłość i żal jak echo budzą się w koszmarze. To taka… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:26
Dziękuję serdecznie! Bardzo trafnie odczytany początek.… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:25
No cóż, trudno się mówi, dziękuję. »
przyszycguzik
24/01/2022 01:22
Czy niegramatyczność jest zamierzona? Moim zdaniem… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:20
Usunąłbym lep­szym wy­bo­rem, bo to jakoś razi - trochę… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:10
Sytuacja liryczna dosyć mętna - ukryta w tysiącu domysłów i… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:07
Ten wiersz z kolei mniej mi się podoba. Początek nie wciąga.… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:03
Guzik z trzeciej zwrotki od końca trzeba przyszyć!… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:38
  • Znałem wielu Niktów, z reguły byli z Nikąd i wracali tam, skąd przybyli. Są niezapamiętywalni i postrzegani jako deja vu.
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:Quidem
Wspierają nas