Proza » Miniatura » Brat
A A A

Stałem na środku sklepu z elektroniką czując, że nogi wchodzą mi w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.

- Chryste, Przemo, zdecyduj się wreszcie.

- Sam nie wiem… Może idźmy gdzieś indziej?

- Bracie, to najlepszy sklep z elektroniką. I nawet dosyć tani. Poza tym sam mówiłeś, że potrzebujesz laptopa jedynie do pracy. Nie potrzebujesz nie wiadomo jakiego sprzętu, nie będziesz grać w super wymagające gry.

- To prawda, ale szkoda pieniędzy na grata, który nawali gdy będę w samym środku jakiegoś projektu. Lepiej zainwestować raz, a mądrze, nie uważasz? Lecimy gdzieś indziej.

Jęknąłem w duchu, ale nic nie powiedziałem. Rozumiałem, że Przemek kochał swoją pracę i do każdego aspektu z nią związanego podchodził z wielką powagą. Należało po prostu to uszanować i uzbroić się w cierpliwość. W końcu praca pozwalała mu wieść prawie normalne życie. Był tłumaczem przysięgłym i literackim – przekładał głównie amerykańskie powieści i dokumenty. To jeden z nielicznych zawodów, w których mógł się sprawdzić przy stopniu swojej niepełnosprawności.

Jego wzrok w skupieniu przeskakiwał jeszcze z jednego towaru na drugim. Pierś zafalowała gdy głęboko westchnął, a ja niemal w tej samej chwili uczyniłem to samo.

- W porządku. Jak uważasz.

I w tym momencie wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do szału. Tuż obok nas, jak spod ziemi wyrosła niska, pulchna szatynka. Dumnie wypięła pierś na której nosiła logo sklepu. Podeszła bliżej nas i uśmiechnęła się, ale jej wzrok pozostał chłodny.

- Bardzo panów przepraszam, ale poprosiłabym pana na wózku o opuszczenie sklepu.

- A niby dlaczego? – zapytałem zaczepnym tonem.

- Przeszkadza innym klientom. Nie mogą przejść pomiędzy półkami.

- Coś takiego! Mój brat nie jest w stanie nawet poruszyć ręką, a pani tak po prostu wyrzuca go ze sklepu? Co to za bzdurny argument? Kto się skarży? Przecież tu nie ma prawie nikogo!

- Bardzo mi przykro…

- Mnie również. Chciałbym porozmawiać z pani przełożonym.

Na jej twarzy przez grubą warstwę pudru przebijał się szpecący trądzik. W parę chwil zobaczyłem, jak powleka się kropelkami potu.

- Proszę nie mieć mi tego za złe, ja tu tylko pracuję…

 - Może jeszcze mam pani współczuć? Masz rację Przemek, chyba wybierzemy inny sklep. Może być pani spokojna, z pewnością więcej tutaj nie przyjdziemy.

Złapałem rączki wózka i nerwowo popchałem go naprzód. Zawadziłem przy tym o krawędź wykładziny omal nie zrzucając Przemka na podłogę.

- Wybacz, braciszku, strasznie jestem wkurzony – wysapałem, gdy opanowałem sytuację i znaleźliśmy się na ulicy.

Przemek milczał. Nigdy źle nie wypowiadał się na temat osób, których nie znał, ale po wyrazie jego twarzy poznałem, że zachowanie ekspedientki sprawiło mu przykrość.

- Nie przejmuj się. Znajdziemy inny sklep i będziesz mógł radośnie klepać te swoje ukochane tłumaczenia.

Przemek  był niepełnosprawny od dawna.

Wszystko zaczęło się pewnego lata, gdy miał pięć lat. Nad zakurzonym miastem wisiała gęsta chmura upału. Po ulicach sunęły rowery, dzieci oblegały place zabaw niczym ptaki swoje cenne gniazda i Przemek nie należał do wyjątków. W wakacje bawił się świetnie. Spędzał całe dnie w ogrodzie i u swoich przyjaciół. Wkrótce coś jednak położyło kres tej sielance. Początkowo zapowiadało się niewinnie. Przemek pewnego ranka obudził się bardzo osłabiony. Po zmierzeniu temperatury okazało się, że ma gorączkę. Rodzice nie mieli pojęcia jak poważny był jego stan, przekonani, że to tylko niegroźne przeziębienie. Mylili się. Podstępny wirus zaatakował wkrótce motoneurony, co ostatecznie doprowadziło do konsekwentnego i nieodwracalnego zaniku mięśni. Polio. Postać porażenna rdzeniowa. Te trzy słowa diagnozy lekarza zmieniły życie całej rodziny. Przemek przeżył, ale skutkiem przebytej choroby był zanik większości mięśni. W praktyce oznaczało to porażenie całego ciała od szyi w dół. Niepełnosprawność nie przeszkodziła mu jednak w ukończeniu liceum i zdaniu matury ze świetnymi wynikami. Następnym krokiem były studia – sinologia, następnie filologia angielska. Potem zdany egzamin na tłumacza przysięgłego. Oprócz tłumaczenia nauczał – zdalnie, przez Internet, a także goszcząc u siebie uczniów na korepetycjach. Ponadto prowadził stronę internetową służącą do nauki języka angielskiego i chińskiego, cieszącą się niezwykłą popularnością. To pozwalało mu zasilać domowy budżet stałymi, niemałymi kwotami. 

- Nie potrafiłbym siedzieć na rencie – mówił – Honor mi na to nie pozwala.

Znał biegle cztery języki – chiński, angielski, niemiecki i hiszpański – przez co nazywałem go swoim językowym guru – sam mówiłem dosyć dobrze po angielsku i przy dobrej woli rozmówcy byłem w stanie porozumieć się po niemiecku, ale wiedziałem, że o osiągnięciu takiej biegłości w językach jak Przemek, mogę jedynie pomarzyć. Byłem z niego bardzo dumny.

- Nie przejmuję się tym – odpowiedział – Jedźmy na przystanek. Robi się późno.

***

Laptop kupiliśmy bez żadnych problemów w następnym sklepie. Można powiedzieć, że zdobyliśmy go w ostatniej chwili – pół godziny przed zaplanowaną rehabilitacją Przemka, co wymusiło znaczny pośpiech w trasie na przystanek. Nienawidził tych zajęć, ale niestety, nie mógł od nich uciec. Kiedy wsiadaliśmy do autobusu, poczułem wibrację telefonu przy udzie, w kieszeni. Odebrałem.

- Tak, mamo?

- Dlaczego tak długo was nie ma? Tata musi zawieźć Przemka na rehabilitację.

- Właśnie na nią jedziemy.

Mama odetchnęła.

- Wiesz, jakie to ważne…

- Wiem, mamo. Będziemy w domu za półtorej godziny.

- Załatwiliście wszystko?

- Tak, Przemek jest znowu gotowy do pracy.

- To dobrze. Bezczynność mu nie służy. Wiesz, że nasz poliglota zaczął się uczyć francuskiego?

Roześmiałem się.

- Wiem. Czemu mnie to nie dziwi? Niedługo zacznie wtrącać do rozmów obcojęzyczne słówka. Już teraz, jak pomaga mi w nauce, nie pamięta polskich słów do wytłumaczenia angielskich.

- Kochany, pracowity chłopak – westchnęła mama z zachwytem – Nie wiem, jakim cudem bylibyśmy w stanie dotrwać do pierwszego, gdyby nie on.

Autobus zadygotał. W ostatniej chwili udało mi się chwycić rączkę wózka i powstrzymać go przed stoczeniem się na drzwi. Wcisnąłem hamulec i otarłem rękawem pot z czoła. Kątem oka zauważyłem, że kilkoro dzieci przypatruje nam się z ciekawością. Przemek uśmiechnął się do nich i puścił im oko. Matka małej dziewczynki o mysich włosach odwzajemniła uśmiech, złapała córkę za rękę i odwróciła w przeciwnym kierunku. Wyobraziłem sobie rozmowę, jaką odbędą w domu, rozmowę o zachowaniu wobec niepełnosprawnych. Nie przyglądaj się. Bądź miła. Ustąp z drogi. Nie okazuj współczucia. Nie dotykaj wózka. Autobus zatrzymał się na naszym przystanku, wydając z siebie przeciągły syk. Kiedy wysiedliśmy,  siąpił lekki deszczyk. Naciągnąłem sobie i Przemkowi kaptur na głowę i pospieszyłem w kierunku gabinetu fizjoterapii.

Rehabilitant specjalizował się głównie w pracy z tetraplegikami, a ceny jego zabiegów były wręcz kosmiczne.  Kiedy nas zobaczył, skinął Przemkowi głową na przywitanie i uścisnął mi dłoń. Był wysportowanym mężczyzną o przyjemnej aparycji. Przejął ode mnie wózek i wepchnął go do swojego gabinetu, a ja usiadłem na krześle w poczekalni, kładąc obok nowy laptop, po czym wyciągnąłem z torby książkę i zacząłem czytać. Po chwili uniosłem wzrok i spojrzałem na miasto za oknem. Ludzie z parasolami  w dłoniach przemykali  blisko ścian budynku, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi, marząc o jak najszybszym znalezieniu się w zaciszu własnych domów. Po ulicach mknęły samochody, rozchlapując wodę w kałużach. Nie brakowało również bezpańskich psów i kotów. Były plagą miasta, a rozmnażały się jak króliki. Słyszałem szumy wlatujące przez otwarte okno, wypadkową wszystkich szeptów i odgłosów, przeradzającą się w jeden, wielkomiejski krzyk. Malował się przede mną niezwykły portret, warty literackiego naszkicowania. Porzuciłem książkę i wyciągnąłem zeszyt – zawsze nosiłem go przy sobie. Zacząłem pisać. Kreśliłem słowa, usiłując pisać w miarę starannie. Często w ferworze natchnienia zapominałem o tym i bazgrałem jak kura pazurem, a potem kląłem, nie mogąc rozszyfrować sensu zdań. Po chwili odłożyłem długopis i szeptem przeczytałem opis. Spodobał mi się. Zawierał wszystko co powinien, w odpowiednich proporcjach. Kiedy wena opuściła mnie, a papier wchłonął maksimum moich wysiłków, wróciłem do czytania. Zerknąłem na zegarek. Do końca ćwiczeń Przemka pozostało pół godziny.

Pół godziny kreatywnego wysiłku. Pół godziny upajania się tym, co w literaturze najlepsze.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
desert rose · dnia 09.06.2016 20:42 · Czytań: 729 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
ElaM dnia 30.06.2016 11:07
Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Świetnie napisany tekst, a Przemek - super bohater.

Pozdrawiam.elka.
desert rose dnia 02.07.2016 12:18
Bardzo dziękuję :)
Pozdrawiam,
desert rose
maak dnia 05.07.2016 11:27
Bardzo ciekawie mi się czytało. Szkoda,że miniaturka jest tak krótka :)

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Gramofon
14/07/2024 20:40
Lżejsza usadzona mocno przez grawitacje. »
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty