Stary zegarmistrz - JOLA S.
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Stary zegarmistrz
A A A

Czy czas istnieje obiektywnie, czy też jest tylko subiektywnym „stróżem porządku zdarzeń”? Dlaczego nie można go cofnąć?

****



          Po ciężkim dniu, tuż przed północą, nareszcie zawędrowałam do łóżka. Szalejący wiatr i strugi deszczu głośno uderzające o szyby okien sypialni nie pozwalały zasnąć. Spocona miotałam się w bezradnie w pościeli. Nagle z ciemności zaciśniętych powiek wypłynął przerażający obraz cyferblatu starego zegara. Czarne cyfry na srebrzystej tarczy układały się w zmieniające w zawrotnym tempie rozedrgane hieroglify. Pojawiały się i znikały w szalonym tańcu niczym przestraszone ptaki.
Usiadłam, nieporadnie usiłując zapalić nocną lampkę. O mało nie spadła, a gdy ją stawiałam z powrotem na szafkę mój wzrok odruchowo spoczął na wiszącym nad sekretarzykiem ulubionym, gdańskim zegarze. Musiał stanąć niedawno! Zerwałam się z łóżka, próbowałam go nakręcić, ale bezskutecznie.
Czy coś się stało? Czy czegoś nie wiem? Dlaczego akurat dziś? Natrętne myśli przemykały jedna po drugiej, nie dawały wytchnąć, potęgując dziwny niepokój.
Zegary raz gwałtownie zatrzymane nigdy nie tykają tak samo jak dawniej, przypomniałam sobie słowa Starego Zegarmistrza, przyjaciela mojego ojca.
Mimo upływu lat pamiętałam go bardzo dobrze: garbił się, lekko pociągał nogą, wyglądem zawsze wydawał mi się dużo starszy niż był w rzeczywistości. Jako mała dziewczynka odwiedzałam go z ojcem, lubiłam podglądać go w pracy i słuchać jego niezwykłych opowieści. Przenosiły mnie do krainy baśni. Zapatrzona bezgłośnie w mówcę, wierzyłam, że zegary podobnie jak ludzie mają duszę. Kiedyś ten zegar słuchał tylko mojego ojca. Po jego odejściu chodził nakręcony tylko moją ręką. Tej nocy, stary zegar nie reagował na dotyk. Żadne roztrząsania nie pomagały. Wiedziałam, że nie zaznam spokoju dopóki się nie dowiem dlaczego zamilkł. Opadłam na poduszkę, próbując, zebrać myśli.
Tylko Stary Zegarmistrz może mi pomóc, on naprawia wszystkie zegary, może i mój przywróci do życia. Wiem, gdzie mieszka. Byłby to ratunek dla wszystkich.

Nic mądrzejszego nie przychodziło mi do głowy. Pospiesznie ubrałam się, spakowałam w wielką torbę zegar i wybiegałam z domu, nie do końca świadoma tego, co robię. Mrok zdawał się oddychać w rytmie moich kroków. Ciemne chmury zasnuły nocne niebo, siąpił drobny deszcz, powietrze było wilgotne od oparów mgły.

Podekscytowana kilka razy przystawałam po drodze, próbując zmierzyć się z tym, co siedziało w skołowanej głowie. Nie wiem, nawet kiedy minęłam kolonię małych drewnianych domów, których numerów w ciemności nocy nie sposób było rozpoznać. W końcu kamienista droga doprowadziła mnie do parterowego domu o niebieskich okiennicach, stojącego na skraju lasu. Dawno tu nie zaglądałam, chyba ani razu od śmierci ojca. To, że znowu zobaczę Starego Zegarmistrza nie robiło na mnie większego wrażenia. Był mi zwyczajnie potrzebny. Gdy sobie to uprzytomniłam zrobiło mi się wstyd. 

Z daleka znajomy stary dom porośnięty mchem wygląda na opuszczony, pomyślałam ze smutkiem. Wokoło panowała zupełna cisza. Tylko zapach ulatującego z komina dymu utwierdził mnie w przekonaniu, że wewnątrz zastanę gospodarza.Tuż za wysokim, obrośniętym gęstą winoroślą płotem usłyszałam ostrzegawcze miauknięcie, powracało jak echo. To nie było złudzenie, sprawiło, że na ciele szybko pojawiła się gęsia skórka.
Ten czarny kot ciągle żyje i straszy, ale czy to ważne?, uświadomiłam sobie niemile zaskoczona. Nigdy nie lubiłam tego czarnego, kudłatego tłuściocha o potężnej głowie.
Gdy dźwięk się oddalił, ruszyłam ku ciężkim, obdartym z olejnej farby drzwiom. Zardzewiała klamka bez problemu puściła. Były otwarte. Gdy weszłam, bezgłośnie zamknęły się gwałtownie za plecami. Trafiłam do innego świata, który ledwo rozpoznawałam. Mroczna sień nie zachęcała do wejścia, jej chłód od progu chwytał za gardło. Zawieszona w zakurzonym korytarzu woń tlącego się drewna drażniła zdyszane nozdrza. Zastygłam na moment. Stopy szczelnie przywarły do zimnej kamiennej posadzki. Musiała minąć długa chwila, zanim wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Między wąskim korytarzem a pokojem nie było drzwi. W nikłym świetle ognia kominka ujrzałam znajomą, zgarbioną postać. Zegarmistrz siedział przy wielkim, dębowym biurku, całkowicie pochłonięty czytaniem księgi o postrzępionych stronach. Przez moment szukałam w jego twarzy podobieństwa z tą, którą przechowywałam we wspomnieniach. Niestety znalazłam niewiele. Posiwiał jeszcze bardziej, rysy stwardniały. Miał na sobie czarne, wymięte ubranie. Wyglądał na niezwykle zmęczonego, nadspodziewanie brzydko się postarzał.

Ile lat go nie widziałam, próbowałam gorączkowo policzyć.

Na mój widok Zegarmistrz drżącą ręką odłożył ciężką księgę, nieporadnie usiłując wstać ze starego, wytartego fotela z wysokim oparciem i uszami. Powstrzymałam go gestem.

— Witaj Księżniczko! — wydusił ze zdziwioną miną, ale w jego zachrypłym głosie brzmiała dawna życzliwość. 

Podkrążone oczy, skryte pod sumiastymi, srebrnymi brwiami, spoglądały spokojnie, ale nic więcej nie powiedział. Gdy nasze oczy spotkały się, spuścił wzrok na buty i potrząsnął głową, jakby chciał się z czegoś wytłumaczyć. Zrobiło mi się ciepło, poczerwieniałam, czas nagle zaczął płynąć do tyłu. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Miałam ochotę, tak jak kiedyś, wdrapać się na te kościste kolana i posłuchać jego opowieści z płonącymi uszami. Dawniej widywaliśmy się prawie, co dzień; widywaliśmy się przez wiele lat. Przeszło wiele wiosen, dorosłam, wyszłam za mąż, a osoba Starego Zegarmistrza nadal wnosiła odrobinę magii do mojego świata.

Dziś było jednak coś, co mnie zaniepokoiło. Zadziwiające, na ścianach izby nie zauważyłam ani jednego zegara. Ściany drażniły pajęczynami, grubą warstwą szarego kurzu i odpadającymi płatami tynku. Zaskakująca pustka i brud wyzierały ze wszystkich kątów. Na wielkim, zakurzonym dębowym stole przewalały się sterty książek i pożółkłych papierów. Obok dopalał się ogarek świecy, który chybotliwym płomieniem rzucał na ścianę diaboliczne cienie. Sprawiało to wrażenie tak niesamowite, że aż trudno było uwierzyć.
Czas się pomylił, czy to moje biedne zmysły? Coś musiało się stać, bo skąd ten koszmarny bałagan? Czy to dzieje się naprawdę? Gdzie podziały się jego ukochane zegary?, cisnęło się na usta.


Już chciałam z siebie wykrztusić to pytanie, gdy usłyszałam stłumiony głos gospodarza.

— Teraz patrzę na czas i zegary z zupełnie innej, nowej perspektywy. Czas jest pojęciem względnym, niespokojnym kłębkiem neuronów w komórkach pamięci lub wręcz nie istnieje, powstał wraz z pojawieniem się człowieka.

Ostatnie słowa Zegarmistrza brzmiały jak koronny argument dłuższego wywodu. Gdy mówił twarz mu szarzała, kurczyła się, jak maska zrozpaczonego klowna. Miałam nieodparte wrażenie, że właśnie w tej chwili bezlitosny czas, ze zdwojoną siłą odciska na niej smutny pocałunek. Przemawiał jak ktoś, kto zaczyna swój pożegnalny wykład. Nie byłam w stanie ogarnąć toku jego myśli. Kolejne wypowiedziane słowa i przytaczane argumenty brzmiały coraz bardziej zagadkowo. Zaskoczona, wpatrywałam się w jego usta, nie mogłam się skupić, po czole rozlała się fala gorąca, ugięły się nogi. Skąd, kiedy i dlaczego w tym człowieku zaszła taka wielka zmiana? Przez ułamek sekundy miałam ochotę odwrócić się, uciec i nigdy nie wracać, cały mój dotychczasowy świat nagle runął.

Nie po to tu przyszłam!, rozpaczliwie usiłowałam przywołać się do porządku

W zakamarkach świadomości tliła się jeszcze iskierka zdrowego rozsądku. Nakazał zostać. Ostrożnie położyłam zegar na brzegu blatu stołu. W dotyku wydawał się dziwnie zimny. Wstrzymałam oddech, czekałam w napięciu na reakcję Starego Zegarmistrza, ale widok zegara nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia. Milcząc, obrzucił srebrny cyferblat beznamiętnym spojrzeniem. Pogrążony w dziwnej zadumie, chyba zastanawiał się, co jeszcze ma powiedzieć, aby mnie przekonać. Nic więcej, nie umiałam wyczytać z jego zasępionej twarzy, czułam się zawiedziona. Po raz pierwszy czułam do niego bezgraniczny żal.

Co mam myśleć o jego teorii i dokąd zmierza?

Bliski  dotąd człowiek objawiał się, jako ktoś obcy, pełen duchowej pychy i pogardy do wszystkiego, co stare. Jego widok napełniał mnie strachem. Nagle szczerząc zęby w uśmiechu, wyrzucił z siebie drżącym głosem:

— Do diabła! Czas, realnie nie istnieje, więc, po co go mierzyć. Zegary są nam już niepotrzebne. Czasu nie widzimy, jest urojeniem, wymysłem. Tylko go czujemy, pędzi na oślep w nicość, bez naszej zgody. Ma nad nami władzę...


Ku mojemu zaskoczeniu był całkowicie przekonany o swojej racji. Takim go nie znałam. Jak to możliwe? Jest zupełnie odmieniony, chyba stracił głowę lub ktoś albo coś złego nim zawładnęło!?

Chciałam go złapać za rękę, gwałtownie potrząsnąć. Czułam, że za tymi słowami kryje się jakaś straszliwa tajemnica, do której nie umie lub nie chce mnie dopuścić. Moje myśli były napięte do ostatnich granic, skronie pulsowały. Zrozumiałam, że teraz ja coś bezpowrotnie tracę, coś nieuchwytnego, ważnego. Ogarniało przerażenie. Mój czas, przeszłość, przyjaźnie, wspomnienia spotkań i twarze drogich mi ludzi ulatywały gdzieś w nieskończoność, jakby ktoś niewidzialny stopniowo mnie z nich okradał. Z wolna ogarniała mnie potworna pewność, że coś bezpowrotnie tracę. Czułam się jak przerażony pisklak, który wypadł z gniazda.

— To koniec, chyba wdepnęłam w pułapkę! — jęknęłam.

Wbrew woli przenosiłam się ze Starym Zegarmistrzem do innego, obcego świata, obdartego z godzin, minut i sekund i dobra. Nie mogłam temu zapobiec, pogrążałam się z minuty na minutę coraz bardziej w czarnej otchłani.

— Nie chcę! Nie mogę stać się kłamstwem! — z ściśniętej krtani wydobył się stłumiony krzyk.

Strach wdzierał się rzeką, nicość zbliżała się coraz bardziej, obejmowała pierścieniem, porażając wszystkie moje zmysły. Tłem dla krzyku była głucha cisza. Przygryzłam wargi, byłam bliska histerii. Nie znałam wcześniej tego uczucia.
Kim naprawdę jesteś? Nie umiem niczego dobrego o tobie powiedzieć, nie mogę niczego zapamiętać.

Rozbiegane myśli jak piłki, odbijały się od ścian i wracały jak echo. Zacisnęłam mocno powieki, gdy je podniosłam, nikogo koło mnie już nie było. Stary Zegarmistrz rozpłynął się w swojej czasoprzestrzeni, zabierając ze sobą cząstkę mnie.

Dlaczego mi to zrobiłeś?!

Odchodząc, opuściłam bezradnie ręce, osłupiałym wzrokiem patrzyłam na mój milczący zegar. Wewnętrzny głos szalał: Zostałam nagle sama, w obcym, opuszczonym domu, skazana na życie bez poczucia czasu. Muszę przestać o tym myśleć. Muszę wreszcie przestać!

Ze snu wyrwał mnie mój własny szept.
Co za koszmarna noc, dawno tak źle nie spałam. To tylko sen, mara.
Próbowałam dodać sobie otuchy. Spojrzałam w okno, deszcz prawie ustał, podmuchy wiatru odsłoniły kawałek błękitnego nieba. Powoli zaczęłam zsuwać się z łóżka.

— Tik-tak, Tik-tak, Tik — ponaglał mnie mój zegar.

Obrzuciłam go wzrokiem:

Chodzi jak zawsze, za moment wybije ósma. Odetchnęłam z ulgą. I wtedy, między głośnymi uderzeniami zegara, usłyszałam szept Starego Zegarmistrza:

— Jeśli teraźniejszość istnieje realnie to, w jaki sposób istnieje przyszłość i przeszłość, skoro pierwsza jeszcze nie nadeszła, a drugiej już nie ma.

Był tak wyraźny, że nie mogłam się pomylić.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 09.07.2016 12:53 · Czytań: 740 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
mike17 dnia 09.07.2016 15:09 Ocena: Świetne!
Jolu, fajny, klimatyczny kawałek :)
Od początku wciągający w swe podwoje, i trzymający mocno do samego końca, a to sztuka nie lada :)
Czytało się gładko, bo historia frapująca i intrygująca wielce.
Choć wykorzystałaś motyw snu, jako w sumie już nienowy i znany, tu zagrało to w sam raz i utworzyło z resztą idealną całość.
Lubię takie magiczne, niezwykłe rzeczy.
Udało Ci się taką stworzyć.
Poczytałoby się jeszcze, ale... sen się urwał!

Na pochwałę zasługuje także jakość polszczyzny, którą władasz - brawo!
JOLA S. dnia 09.07.2016 15:18
Cześć! Pojawiłeś się dobry duch z mojego snu- właśnie się obudziłam....Nie uwierzysz o czym śniłam.... - , ale to włożę między wiersze. Dzięki! :yes:
Serdeczności :) :) :) :)
Jolka
Margharet dnia 10.07.2016 17:05 Ocena: Świetne!
Witaj Jolu S. przeniosłaś mnie w Świat Starego Zegarmistrza i to mi się bardzo spodobało. Było to tak realne, że od dzisiaj będę uważała gdzie niosę zegar do naprawy.
Pozdrawiam
JOLA S. dnia 10.07.2016 20:42
Margharet, dziekuję za wizytę i odlotowy komentarz :) :) :)
Cieplutko pozdrawiam
Jolka
purpur dnia 18.07.2016 13:09
Zegarmistrz... droga i cienie i niedomówienia. Być może się mylę, co nie byłoby znowu jakieś bardzo dziwne, ale...

Każdy piszący ma jakiś cel w pisaniu, element któremu poświęca najwięcej czasu, najwięcej słów. Długo nie rozumiałem Twojego pisania i wydawało mi się, że są w nim braki. Że wszystko jest ok, ale tam gdzie powinno być coś, ja tego odnaleźć nie mogłem.

Teraz jednak dostrzegam dlaczego... po prostu do tej pory, nie zdawałem sobie sprawy, że ten element również może być celem.

Odnoszę wrażenie, że bardzo lubisz kreować atmosferę, tworzyć otoczkę w swoich tekstach. Nie do końca ma w nich znaczenie historia ( chociaż oczywiście jest, ale po prostu nie jest na pierwszym planie ), nie dominują tutaj emocje. Nie ma krzyczących dialogów, a opisy mimo iż zazwyczaj bardzo dopieszczone przymiotnikiem, również nie wybijają się ponad całość. Wspólną cechą, moim zdaniem, jest włąsnie atmosfera w Twoich opowiadaniach. Bardzo dokładnie oddana, bardzo ukierunkowana.

Tak mi się przynajmniej wydaje.

To opowiadanie jest właśnie nią przesiąknięte. Sama historia nie zgina mi nóg w kolanach. Uważam iż opisy są za bardzo dopieszczone dookreśleniami. Emocje mimo iż są, to również nie dominują. Ale... Tutaj czuje się ciężar, wiszący nad tekstem, ciemność, gęstość. Tak.

Uczysz. No przynajmniej mnie.

Mimo, iż tak do końca nie jestem odbiorcą Twoich tekstów, bo to nie do końca moja "tematyka", to zawsze chętnie je przeczytam. Bardzo fajnie pokazujesz w jak różny sposób można pisać, a ja bardzo lubię coś takiego zobaczyć. Tak jak wspomniałem - uczysz :)

Dobre opowiadanie.
JOLA S. dnia 18.07.2016 15:50
Drogi Purpurze, Piotr Kofta kiedyś napisał :" opowiadania to dobra rzecz dla melancholików, bo towarzyszy, i przy pisaniu, i przy lekturze, intuicja, że świat w gruncie rzeczy jest nie- wyjaśnialny. Opowiadanie przywodzi na myśl spacerowanie z latarką po ciemnym lesie. Tego, na co akurat padnie snop światła nie sposób zrozumieć bez całej reszty, która ginie w mroku. W pewnym sensie opowiadanie to malowanie pustką, bo niejednokrotnie ważniejsze okazuje się nie to co jest w opowiadaniu, ale to czego nie ma. Chodzi tu o kluczową sprawę: o wbudowane w opowiadanie uczucie niespełnienia, wrażenia, że zatrzaśnięto nam drzwi przed nosem, albo wciągnięto majtki i zapięto rozporek przed obiecaną, wyczekiwaną satysfakcją. Do opowiadania równie dobrze można mieć pretensje, że jest fotografią, a nie filmem." Gdzieś tu kryje się ostrzeżenie dla autorów opowiadań, a brzmi z grubsza - opowiadanie nie jest powieścią....."
Jego wywód, znacznie szerszy od przytoczonego przekonał mnie. Staram się jak umiem przestrzegać tego przykazania, przede mną długa droga, może mi się uda ją kiedyś pokonać, dobrze się czuję w tym gatunku. Dzięki, że czytasz moje teksty. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny, czytam je zawsze z uwagą i pokorą.
Pozdrawiam i zapraszam w moje skromne progi. :) :) :)
Jolka
Aronia23 dnia 07.10.2016 12:32 Ocena: Świetne!
Jolu, Droga, jakże miło wiedzieć, że Jesteś. A jestem przy Twoim opowiadaniu o Zegarmistrzu i opis - "Strugi deszczu spływając, głośno uderzały o szyby okien mojej sypialni, nie pozwalały zasnąć. Szalejący wiatr wzniecał we mnie dziwny niepokój. Byłam przeraźliwie zmęczona, dręczyły mnie koszmary. ", pasują akuratnie na teraz, latem nie miały aż takiej mocy.
No i cała ta nierealna sytuacja. Znamy tez przecież "Zegarmistrza purpurowego" - tak mi tylko przyszło do skołatanej mojej głowy. Miewam coraz częściej nie radosne a pełne nerwowości przebudzenia. A wiesz, że ja nie znoszę zegarów, których cykanie słychać. Mam w domu jeden taki po Babci, ale rzadko wprawiany jest w ruch. To odliczanie... i jak powiadają "Coraz bliżej Boga lub Diabła"
Bardzo też do mnie przemówiły słowa" Kiedyś mój zegar słuchał tylko mego ojca. Po jego odejściu chodził nakręcony tylko moją ręką. " A tak, tak, mój Tato odszedł niedawno, no umarł.
Jeszcze jedno piękne zdanie napisałaś, Jolu. Jakbym siebie widziała- "Co za koszmarna noc, dawno tak źle nie spałam? To tylko sen, mara. Próbowałam dodać sobie otuchy. " może nie tyle piękne, co bardzo prawdziwe, wg. mnie. Ogromny pracy i Twoja wyobraźnia. Nawet wybrałam dla Ciebie ( i twoje słowo). najlepsze słowo tego tekstu - "bezradnie" Dziękuję za emocje, które mi podarowałaś i mądrość. Zbieram takie perełki i gdy naprawdę przyjdzie zła godzina - dam radę, dzięki Tobie. a23
JOLA S. dnia 07.10.2016 12:44
Aronio, dzięki. :) Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny, a jak jest jeszcze pozytywny... :) Dodam, że piszę dla przyjemności i największą satysfakcją jest to, gdy ktoś mnie przeczyta.

Pozdrawiam cieplutko
wiosna dnia 24.08.2020 09:52
Klimatyczny tekst, choć czuję leciutki niedosyt, ale to nie wina Autorki. Po prostu chciałabym, aby bohaterka odwiedziła Starego Zegarmistrza, aby sprawdzić, czy jest u niego i z nim tak, jak w jej śnie-nieśnie:)
Pozdrawiam:)
JOLA S. dnia 24.08.2020 11:35
Wiosno,

zrobiłaś mi swoją wizytą wielką przyjemność. To były moje początki na PP.
Planuję wrócić do Starego Zegarmistrza, jeżeli tylko czas pozwoli.
Cudną sprawą jest klawisz edytuj, gdyż daje taką możliwość.
Tymczasem czytam Twoją poezję i komentarze. Nie zawsze pozostawiam ślad, ale jest w nich coś, co bardzo lubię.

Pozdrawiam serdecznie :)

JOLA S.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas