Alesund, miasto nadzei, miasto cudów cz.2 - hannacze
Proza » Inne » Alesund, miasto nadzei, miasto cudów cz.2
A A A

ALESUND MIASTO NADZIEI MIASTO CUDÓW 1/2

Jest moc

     Sonię poznałam na kursie norweskiego.
Bardzo ładna Polka, blondynka z pięknym biustem,
przyciągała oczy nie tylko facetów. W języku miała kolczyk.
Jej sposób bycia wskazywał na to, że nie ma w sobie strachu i chyba zbyt wielu ograniczeń.
Posiadała swobodę wypowiedzi i bardzo łatwy rodzaj nawiązywania znajomości.  Myślę, że dla wielu z nas była postacią z innego świata. Miała faceta Norwega, mówiła po norwesku lepiej od nas wszystkich razem wziętych. Mieszkała tu już kilka lat i do końca nie wiadomo było, co ona właściwie na tym podstawowym kursie języka robi.

    Z dwójką przyjaciół (o których napiszę dużo później), postanowiliśmy stworzyć trupę klaunów. Miało to być połączenie dobrej zabawy z zarabianiem pieniędzy, a gdzieś tam jeszcze z dawaniem ludziom radości.
    Wracałam właśnie z zakupów, związanych ze wspomnianym wyżej przedsięwzięciem, z torbą pełną skarbów, czyli: czerwonymi spodniami z szerokimi na pół metra nogawkami, z za dużą koszulą w biało-czarną kratkę i kilkoma sztukami materiału, które mieliśmy zużyć na łatki; i wtedy spotkałam Sonię.
Pchała wózek z niespełna rocznym synkiem, o którym pieszczotliwie mówiła „Rudzielec”. Obok szedł około czteroletni chłopiec, jak się okazało, synek koleżanki, której zamknięto na okres wakacji przedszkole (w Norwegii w lipcu są wakacje i prawie cały kraj pustoszeje).
Zatrzymałyśmy się. 
Pogadałyśmy o niczym, po czym Sonia zapytała:
      - Wypijesz ze mną kawę?
Nie spodziewałam się zaproszenia, a ponieważ posiadam nienasycony umysł artysty i silną chęć poznania i doświadczenia w życiu możliwie wszystkiego, odparłam:
      - Jasne, to świetna propozycja.

     Nie było daleko. Szybko dotarłyśmy na miejsce.
Maluch zasnął, czterolatek zajął się natychmiast sobą, jakby przeczuwał, że jest to czas Soni, że ona opowie mi teraz swoją historię, i że chwilowo on nie ma nic do powiedzenia, gdyż jego historię napisze dopiero życie.
      - Pięknie mieszkasz - powiedziałam.
   Mieszkanie było rzeczywiście urządzone z gustem. Ściany w przedpokoju pokryte różnymi materiałami współgrały z resztą wystroju. Częściowo malowane na biało, częściowo pokryte łupkiem, stanowiły już na wejściu bardzo ciekawe połączenie.
    Kuchnia robiła wrażenie. Miejsca pomiędzy szafkami, gdzie zwykle kładzie się kafelki, tutaj pokrywały tafle szkła z wtopionym zdjęciami okolic. Długość każdej tafli to  około, czy może ponad dwa metry. Duże okno, pod którym stał wysoki stół z czterema wygodnymi hokerami. Podłoga, ściany w kuchni i meble, dopasowane kolorystycznie stanowiły piękną całość, inną od tych, które do tej pory widziałam.
     - Kawę czy herbatę - zapytała Sonia.
     - Poproszę kawę - odpowiedziałam.
     - Ja mogę tylko dwie kawy dziennie. Mam zobowiązanie wobec nie narodzonych dzieci, to duchowa adopcja - powiedziała.

Zaciekawiła mnie na tyle, że postanowiłam nieco podrążyć temat.
     - Jakie zobowiązanie? - zapytałam
     - Aaa, w kościele. Ksiądz zaproponował, by w intencji nie narodzonych dzieci i samotnych matek zrezygnować z czegoś co lubimy, by takim sposobem skupić się na modlitwie.
     - Nie spotkałam się jeszcze z niczym takim - powiedziałam.
   Sonia powoli zaczynała opowiadać mi swoją przedziwną historię. Historię, o której mogę powiedzieć, że była w niej moc, która na kilka dni przeniosła mnie w inny wymiar. Było to coś wielkiego, coś co powaliło mnie na kolana i kazało myśleć o tej dziewczynie jak o kimś wielkim, niebanalnym, wyjątkowym. Jak o niezwykłej bohaterce. Swoją walką stoczyła w pojedynkę nie mając zbyt wielu sojuszników. No może poza jednym, niewidzialnym... . 

Ale może po kolei.

    Rolfa poznała w barze. Miał kobietę i dzieci. Nie miała w sobie żadnych hamulców. Żona nie stanowiła przeszkody.  Ustalili, że będą razem. Miała to być tajemnica wygodna dla obojga. Sonia się zakochała. Zaszła w ciążę; i tu następuje koniec pięknej bajki. Rolf kazał jej usunąć dziecko i chyba przestał ją lubić.

    Tak, wiem, odezwą się teraz głosy sędziów, którzy być może z satysfakcja powiedzą, że ma za swoje.
    Ona wiedziała. Ustaliła to przed samą sobą, że ponosi konsekwencję własnych wyborów. 

    Rolf był znaną postacią w mieście z racji prowadzonych przez siebie interesów. Towarzyski, pełen temperamentu, a wokół niego kobiety.
Zostawił Sonię. 

    Minęło trochę czasu nim do niej dotarło, że może spróbować coś z tym zrobić... .
Była w szóstym miesiącu ciąży, gdy zdecydowała się podjąć próbę walki o swoją i dziecka przyszłość. 
Postanowiła, że będzie codziennie chodzić do oddalonego od jej miejsca zamieszkania o dwie godziny drogi, jedynego kościoła katolickiego w mieście. Około dwie godziny w jedną stronę, godzina w kościele, i droga powrotna. Dzień w dzień. Modliła się słowami Nowenny Pompejańskiej.
Rolf nie tylko przestał się w tym czasie nią interesować, ale zaczął być widywany z innymi kobietami. Rozstał się sądownie z matką swoich dzieci i był wolny.
Kilka razy w jej obecności flirtował i całował się z innymi kobietami.

   Sonia codziennie toczyła swój własny bój o rodzinę; siebie, dziecko i ojca dziecka.
Pod koniec szóstego miesiąca ciąży uczestniczyła w organizowanym w parafii, Kursie Filipa.
Rekolekcje zakończyły się modlitwą o każdego uczestnika osobno. Nie zapomni nigdy tego, co wtedy doświadczyła. Znalazła się w obecności czegoś, czego nie potrafiła nazwać. Było to coś wielkiego, ogarniającego ją swoim dobrem i swym pięknem, coś potężnego. Powaliła ją ta siła na ziemię. Leżąc w szóstym miesiącu ciąży na posadzce kościoła pomyślała, że wszystko jest możliwe, że jej modlitwy mogą zostać wysłuchane... .
   Prośby i intencje z którymi zwróciła się do Boga były następujące: By zostali rodziną, lub; bo Bóg nie jest koncertem życzeń; tak mi powiedziała, więc lub by przestało boleć. 

    Minęło trochę czasu.
Urodził się piękny rudy chłopczyk.
 
    Znów minęło trochę czasu, rudy chłopczyk miał już kilka miesięcy.
Wtedy zadzwonił telefon i Sonia usłyszała, że Rolf chce być z nią i dzieckiem, że chce, by byli rodziną, że chce im kupić wspólny dom... .

    Znów minęło parę miesięcy.
Mieszkali już razem w nowiutkim mieszkaniu, które kupili i które to Rolf codziennie remontował, a pewnego wieczoru  powiedział:
      - Nie wiem dlaczego wtedy zadzwoniłem. Nie mogłem inaczej. Nie rozumiem tego. Po prostu nagle zapragnąłem być z wami.

    Sąd przyznał Rolfowi częściową opiekę nad trójką jego dzieci z poprzedniego  związku, więc często one odwiedzają ich nowe mieszkanie. 

    Stało się jeszcze coś, chyba najbardziej zadziwiającego w tej historii, otóż Rolf zaczął z Sonią chodzić do kościoła na norweskie nabożeństwa.

    Sonia ma teraz  na ramieniu duży tatuaż. Są na nim róże i krzyż.

Powiedziała mi, że jest wystarczająco duży, by nigdy nie udało jej się zapomnieć komu zawdzięcza swoje ocalenie.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hannacze · dnia 26.07.2016 18:16 · Czytań: 720 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Komentarze
monarchiawyobrazni dnia 27.07.2016 09:37
Witaj Hannacze,
W tekście widzę kropelkę wrażliwość, jednak nie na tyle dużą, bym przejęła się losem Soni. Jak dla mnie napisałaś o niej za bardzo idealnie po prostu, a to powoduje, że jest papierowa.

Cytat:
. Miała fa­ce­ta Nor­we­go,

Powinno być Norwega.

Ta historia ma w sobie trochę piękna, jednak nie trafia w moje emocje.
Pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu,
Monarchia.
Niczyja dnia 28.07.2016 08:17 Ocena: Bardzo dobre
hannacze,
Wróciłam:)
Spodobały mi się Twoje historie z miasta cudów - Alesund. Czekam na więcej;)

A teraz o tej tutaj, powyżej.
Historia Sonii wciągająca, smutno-radosna. Jest w niej wszystko, a najważniejsze, że kończy się optymistycznie. Dobrze! Jest wiara, która przynosi cuda...
Piękna historia:)
Spodobała mi się...
Podoba mi się Twój styl pisania. Malujesz słowem, spokojnie, acz wciągająco. Super!

Znalazłam dwa błędy:
Cytat:
każdego uczestnika z osobo
>>> osobno
Cytat:
ak mi powiedzziła
>>> powiedziała
Popraw je, a zrobi to tekstowi dobrze.

Czytałam Twoja opowieść w drodze do pracy. Może i mi dziś przydarzy się jakiś cud, jeśli w to uwierzę?:)
Tak, wiara czyni cuda. Każda...

Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej,
Niczyja
hannacze dnia 29.07.2016 00:07
Błędy poprawiłam. Dziękuję :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
12/08/2022 21:14
Dziękuję za miłe słowa, skroplami. Cieszę się, że tekst Ci… »
wolnyduch
12/08/2022 20:37
Zatem, mamy coś wspólnego, bo płynięcie pod prąd jest mi… »
wolnyduch
12/08/2022 20:34
Witaj Per fumum To prawda, że ten świat jest pełen… »
Per fumum
12/08/2022 18:24
Może jest jeszcze jakaś nadzieja, może człowiek zacznie być… »
pociengiel
12/08/2022 10:28
Wiersz przypomniał mi matkę, która kochała Święto Matki… »
akacjowa agnes
12/08/2022 08:31
Dziękuję za miłe słowo o kapelusiku ;) Jasne, że Twój… »
pociengiel
12/08/2022 02:56
najfajowsze z tych wszystkich wagonów »
pociengiel
12/08/2022 02:35
dzięki, jako niezdeklarowany wolny duch, myślałem… »
wolnyduch
11/08/2022 23:52
Wszystko można, również za tym winklem, ale czy warto? Z… »
wolnyduch
11/08/2022 23:41
P.S Nie uleganie trendom, to właśnie świadomość siebie i… »
wolnyduch
11/08/2022 23:34
To prawda, że ludzie sami sobie podcinają gałąź na której… »
wolnyduch
11/08/2022 23:11
Witaj Akacjowa Masz rację, że dobra pewnie nie jest… »
akacjowa agnes
11/08/2022 18:05
Cieszę się, że trafił w Twój gust, Ekslibris. Bardzo ciekawa… »
ekslibris
11/08/2022 18:01
Wiersz o akceptacji siebie i o próbie odnalezienia się we… »
pociengiel
11/08/2022 17:49
podjarany »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas