Brat cz.2 - desert rose
Proza » Miniatura » Brat cz.2
A A A

Uczę się matematyki ale idzie mi jak krew z nosa. Mój wzrok przeskakuje pomiędzy wypisanymi na kartce wzorami a treścią zadania. Nie wiem od czego zacząć. Bębnię palcami w stół. Przez dłuższą chwilę intensywnie myślę, ale wreszcie poddaję się. Lepiej zająć się czymś przyjemniejszym. Sięgam po podręcznik z historii i zaczynam wkuwać fakty dotyczące cesarstwa rzymskiego. Starożytność zawsze mnie fascynowała. Mój wzrok płynnie przesuwa się po tekście, wiedza błyskawicznie zadomawia się w umyśle. Uwielbiam historię, jedyny przedmiot, który pasuje do mnie bardziej to język polski. Chociaż niektórym analizowanie i interpretacja tekstów lirycznych czy pisanie wypracowań mogą się wydawać żmudne i niemęskie, ja nigdy w ten sposób nie myślałem i nie żałowałem, że nie mam talentu do matematyki czy fizyki. Moja pasja jest cenna i doskonale zdaję sobie sprawę jakim jestem szczęściarzem, że ją mam.

 Kiedy dzisiejszy temat z historii jest już całkiem nieźle opanowany, siadam przy biurku na którym stoi komputer rodziców. Przepisuję opis, który stworzyłem podczas rehabilitacji Przemka, wprowadzam poprawki, cedzę i ważę każde słowo, nadając zdaniom odpowiednią barwę. Staram się wyćwiczyć nawyk częstego pisania – dążę do tego, aby pisać przynajmniej dwie strony dziennie. Kiedy również z tym sobie poradzę, prześlę plik na swoją pocztę elektroniczną, żeby uchronić go przed zniszczeniem, na wypadek gdyby komputer został uszkodzony. Uśmiecham się do siebie z zadowoleniem. Mam poczucie dobrze wykorzystanego czasu. Zerkam na zegarek i słyszę jak przez uchylone drzwi na piętrze wydobywa się głos Przemka mówiącego po chińsku. Zatem lekcja już się zaczęła. Jest dobry w tym, co robi, więc nie narzeka na brak uczniów czy zleceń. Gdyby był zdrowy, mógłby rozpocząć pracę w korporacji. Zaskakujące, jak dużo mogłoby się wydarzyć, ,,gdyby”. Zjadam ostatnią kanapkę i wstawiam talerz do zmywarki. Ogarnia mnie senność, ale nie mogę teraz wrócić do pokoju. Wchodzę do salonu. Tata drzemie w fotelu, pilot leży niebezpiecznie blisko krawędzi podłokietnika. Okulary przekrzywiły mu się w zabawny sposób. Telewizor wciąż jest włączony, płyną z niego dźwięki teleturnieju muzycznego. Wyłączam go, delikatnie zdejmuję tacie okulary i kładę je na stoliku do kawy. Nie dziwię się, że zasnął, jest wiecznie przemęczony, w dodatku cierpi na syndrom wypalenia zawodowego. Jego praca od dłuższego czasu jest istną drogą przez mękę. Nie awansował od wieków, nie dostał nawet premii świątecznej. Jego szef jest wyraźnie niezadowolony, a ostatnio w redakcji zaczęły rozchodzić się plotki, że zanosi się na redukcję etatów. Gdyby został zwolniony, znaleźlibyśmy się w bardzo trudnej sytuacji. Rehabilitacja Przemka, lekarstwa, artykuły pielęgnacyjne niosą z sobą nieodłączne koszty. Chociaż mój brat nieźle zarabia i samodzielnie pokrywa znaczną część swojego leczenia, a nawet wspiera finansowo rodziców, często jego dochód jest niestabilny, zależny od ilości tłumaczeń i uczniów. Bywają lepsze i gorsze miesiące. Poza tym, do tego wszystkiego dochodzą dojazdy na wizyty u bardzo dobrego lekarza, jednego z najlepszych specjalistów w Polsce, który opiekuje się nim od lat, przyjmujący jedynie w prywatnym gabinecie w Warszawie.

Odkładam podręczniki i przeciągam się leniwie. Ależ chce mi się spać…

Zamykam książkę, wchodzę do salonu i rzucam się na kanapę. Rozgrzane ciało przykleja się do zimnej skóry. Wkrótce zapadam w lekką drzemkę z której wyrywa mnie dźwięk telefonu. Zerkam na wyświetlacz. Dzwoni chłopak ze szkoły, którego poznałem przez mojego przyjaciela, Łukasza. Odbieram.

- Halo?

- Cześć, Paweł. Rozkręcamy imprezę i chciałem spytać czy przyjdziesz. Miał zadzwonić Łukasz, ale jest w kuchni, pieczę pizzę wegetariańską, twoją ulubioną.

Natychmiast się budzę, adrenalina zaczyna pulsować w mojej krwi, wyczuwam niezłą zabawę.

- A kto dokładnie rozkręca?

- Ja, Łukasz, Bartek, Piotrek, Wojtek i jeszcze kilku znajomych. Będzie też parę niezłych panienek. Na pewno Magda – mówi to takim tonem, jakby ten fakt miał wywrzeć na mnie ogromne wrażenie. – Poważnie, przyjdź, bez ciebie nie będzie tak fajnie.

Zastanawiam się nad tą propozycją. Towarzystwo, które przychodzi, bardzo lubię, większą część dobrze znam. Przemek czuje się już lepiej. Po lekcji zapewne zabierze się za zaległe tłumaczenia. Poza tym, gdyby coś złego się stało jest pod dobrą opieką, a ja mam za sobą ciężki dzień. Czemu by się nieco nie rozerwać?

- W porządku. Gdzie mam przyjść?

- Super. Wiedziałem, że można na ciebie liczyć. Czekamy u Łukasza. Pospiesz się. Za pół godziny zaczynamy. Ach, gdybyś mógł i nie sprawiłoby ci to kłopotu, wpadnij do sklepu i kup jakieś chipsy. Zrzucimy się i oddamy ci kasę.

- Jasne, nie ma problemu. Nie musicie nic oddawać. To drobiazg.

- To świetnie. W takim razie do zobaczenia.

Żegnam się i przerywam połączenie. Chowam telefon do kieszeni. Podchodzę do szafki w przedpokoju i zabieram z niej klucze, przeszukuje spodnie w poszukiwaniu drobnych, ale znajduję jedynie kilka pomiętych papierków i przeżutą gumę do żucia, która całkiem zalepiła kieszeń. Fuj.

- Mamo? Wychodzę do Łukasza, okej? Masz jakieś pieniądze?

- Nie masz żadnych zadań do odrobienia? – odkrzykuje przez trzy pokoje. Wchodzę do kuchni. Nienawidzę kiedy do siebie wrzeszczymy. Stoi tuż przy zlewozmywaku, sprząta. Włosy spięła gumką recepturką, na ręce ubrała nitrylowe rękawiczki. Ma uczulenie na lateks. Kiedy mnie widzi, odkłada ścierkę i ociera pot z czoła.

- Nie wiem. Nie byłem dzisiaj w szkole, ale jak się spotkam z Łukaszem, zapytam go czy mamy coś zrobić na jutro.

Chodzi ze mną do klasy i zazwyczaj siedzimy w jednej ławce. Często nauczyciele złoszczą się na nas, bo rozmawiamy.

- Dlaczego nie byłeś w szkole? – w jej głosie pobrzmiewa groźna nuta.

- Przemek zachorował. Wymiotował. Miał gorączkę. Nie mogłem zostawić go samego. Artur około południa przyjechał go zbadać, na szczęście nie dzieje się nic groźnego. Już czuje się lepiej.

- To dobrze. W porządku, możesz wyjść, ale nie wracaj zbyt późno. Musisz się jeszcze pouczyć.

- Dzięki. Dałabyś mi jakieś pieniądze?

Podchodzi do szafki, wyjmuje z niej kopertę, z której wyłuskuje dwudziestozłotowy banknot.

- Tylko nie kupuj alkoholu.

- No coś ty! Nie ufasz mi?

- Mówię na wszelki wypadek. Baw się dobrze. Postaraj się wrócić przed północą, dobrze?

- Jasna sprawa.

Nadstawia policzek, całuję ją na pożegnanie. Pachnie miętą, chyba odżywką lub szamponem i czymś jeszcze, drażniącym i  chemicznym. To zbyt wiele dla mojego nosa. Kicham i ocieram nos wierzchem dłoni. Mama mówi ,,na zdrowie” i odprowadza mnie do drzwi czujnym wzrokiem, pewnie zastanawia się, czy wrócę trzeźwy. Tylko raz zdarzyło mi się upić na imprezie i gorzko tego żałowałem, ale nie dlatego, że następnego dnia męczył mnie kac. Naraziłem na szwank jej zaufanie do mnie i potem długo musiałem je odbudowywać. To bolesne doświadczenie, wolę wyciągnąć rozsądne wnioski i nie popełniać ponownie takich błędów.

Zamykam za sobą drzwi i zeskakuję z ganku. Moje nogi zapadają się w świeżym śniegu. Jest zimno, a ja nie mam na sobie zbyt ciepłych ubrań. Narzuciłem tylko cienki, jesienny płaszcz. Drżę. Przyspieszam kroku. Łukasz nie mieszka daleko, więc nie zdążę za bardzo zmarznąć. Szybkim krokiem kieruję się w stronę poczty, gdzie tuż obok mieszka mój przyjaciel. Na ulicy jestem sam, w pobliżu nie ma żywego ducha, nawet psa. Jest zima, więc szybko się ściemniło. Latarnie posyłają  na drogę mocne światło, ale otaczający mnie las tonie w gęstym mroku. Boję się tamtędy chodzić, zwłaszcza nocą, ale nie mam wyjścia. Chociaż mam, mogę wrócić do domu i przegapić świetną zabawę, zastępując ją nudnym serialem w połowie którego najprawdopodobniej zasnę. Po drodze wstępuję do sklepu. Mam szczęście, jest jeszcze otwarty. Podczas zakupów myślę o Magdzie. Większość chłopaków określiłaby ją jako atrakcyjną, ale sam nie wiem co o niej myśleć, atrakcyjność to dla mnie dużo więcej, niż powierzchowny wygląd. Wielu się w niej kochało, była niekwestionowaną królową męskich serc. Nie znam jej zbyt dobrze, więc trudno byłoby mi powiedzieć cokolwiek o jej charakterze.

Piętnaście minut później docieram pod dom Łukasza. Na tle ciemności odcinają się żółte prostokąty okien. Nawet na zewnątrz dociera mnie głośna, dudniąca muzyka. Chyba rock. Łukasz go uwielbia. Często z grupką znajomych ze szkoły organizujemy wypady na koncerty, co roku ma nadzieję, że rodzice pozwolą mu jechać na Woodstock, ale zawsze się rozczarowuje. Pukam do drzwi. Przez małe, kolorowe szybki dostrzegam drgającą ciemną plamę która rośnie w oczach, gdy ktoś podchodzi. Pojawia się Łukasz. Na mój widok wyraźnie się cieszy, na jego ustach wykwita serdeczny uśmiech. Zbliża się do mnie i ściska na powitanie, potem przybija mi piątkę. Jego włosy błyszczą od żelu, wylał na siebie chyba pół flakonu męskich perfum. Zaprasza mnie do środka. Śmiało wchodzę i podaję mu reklamówkę wypełnioną chipsami. Znajduję się w przestronnym salonie. W powietrzu wisi gęsta chmura papierosowego dymu, poprzez którą trudno cokolwiek dostrzec. Jakimś sposobem rozpoznaję intensywnie rude włosy. Magda. Macha mi radośnie, rozparta na podłokietniku fotela z białej skóry, w dłoni ściska butelkę piwa. Właśnie puentuje dowcip, towarzystwo wybucha śmiechem. Ostatnie, co można jej zarzucić, to kiepskie poczucie humoru.

- Cześć wszystkim! – wołam, przekrzykując radio.

Kilka osób wrzeszczy w odpowiedzi, inni machają przyjaźnie lub kiwają głowami. Robię szybkie rozeznanie. Większość gości znam ze szkoły lub z osiedla, na którym mieszkałem pięć lat temu, przed przeprowadzką do domu dziadków, ale jest parę nowych osób, które widzę po raz pierwszy w życiu. Mój wzrok przykuwa zwłaszcza wysoki, szczupły chłopak w koszulce w kratkę i okularach w czarnych oprawkach za którymi błyszczą bystre, szarobłękitne oczy. Wygląda na kujona. Lubię takich typów, zazwyczaj są inteligentni i mają konkretne zainteresowania. Na parapecie siedzą dwie blondynki, obie krótkowłose. Obie palą, wydmuchując dym przez uchylone okno. Parę osób pląsa w rytm muzyki. Atmosfera jest luźna i przyjemna. Zapowiada się dobry wieczór. Podchodzę do grupki chłopaków, wyglądających na hipsterów i podaję każdemu dłoń. Mają mocny, władczy uścisk. Nie zadzieraj z nami, chłopcze – zdają się mówić. Uśmiecham się od ucha do ucha i zagaduję:

- Jestem Paweł. Jak się bawicie?

- Spoko.

Aha. Są małomówni. To zły znak, nigdy nie sprawdzałem się w roli wyciągania z ludzi informacji. Zamieniamy kilka zdań o pogodzie. Widziałeś najnowszy film w kinie? Śledzisz rozgrywki koszykarskie? Lubisz football? Mógłbyś podać mi sok? Te pogaduszki nudzą mnie, więc szybko zmieniam grupkę. Niestety, w innej rozmowa wygląda podobnie. Wreszcie siadam na kanapie, tuż obok chłopaka w okularach.

- Cześć. Damian.

- Paweł.

Kiwamy do siebie głowami i stukamy się puszkami z piwem. Przez chwilę pijemy w milczeniu.

- Nigdy wcześniej cię nie widziałem, a bardzo długo znam Łukasza. Gdzie go poznałeś? – pyta wreszcie.

Przełykam. Piwo jest idealnie schłodzone, czuję jak przepływa do żołądka.

- W szkole. Jesteśmy w tej samej klasie. Poza tym mieszkam niedaleko, często się widujemy. A ty skąd go znasz?

- Z treningów. Od jedenastu lat uprawiamy kajakarstwo wyczynowe, gramy w drużynie kajak polo.

- Nigdy nie słyszałem o takim sporcie.

- Dziwne, że Łukasz ci o nim nie opowiadał, skoro tak długo się znacie. Powinieneś spróbować. To świetna zabawa. Trochę brutalna, ale bezpieczna, nosimy kaski z kratami na twarzy. Są dwie drużyny, gra polega na trafieniu do bramek nad wodą jak największej liczby goli. Zawodnicy noszą fartuchy. To rodzaj wodoszczelnego materiału który rozciągasz wokół otworu w kajaku, żeby do środka nie napływała woda. Kiedy się przewrócisz, co podczas gry zdarza się dość często, musisz tak balansować biodrami, żeby się odwrócić. Tak zwany eskimosek. To dosyć trudne i wymaga intensywnych treningów, ale jest wykonalne.

- Ciekawe. Chętnie wpadnę kiedyś na twój trening, jeśli mogę.

- Zapraszam. Trener będzie zachwycony. Fajnie by było, gdybyś zechciał zagrać. Niestety, niewielu nas jest, a drużyna składa się praktycznie z samych maturzystów, wkrótce wszyscy wyjadą na studia.

- Szkoda. Zastanowię się.

- Możemy wyjść na zewnątrz? Chyba za dużo wypiłem. Trochę mnie mdli.

Kiwam głową i wychodzimy. Wita nas lodowaty wiatr. Natychmiast dostaję dreszczy i zaczynam się trząść. Damian pochyla się i opiera dłonie o kolana, jakby odpoczywał po długim biegu.

- Dobrze się czujesz? – pytam.

- Tak, już mi przechodzi.

Przez kilka minut milczymy, wdychając w płuca świeże, wieczorne powietrze. Przed nami rozciąga się pole, białe, gładkie i jałowe. W oddali jaśnieją plamki światła w oknach domów porozrzucanych wokół jak klocki. Damian prostuje się, wyciąga z kieszeni papierosa, zapala i zaciąga się.

- Piękny wieczór – mówi, wydmuchując dym – Ale cholernie zimny.

Kiwam głową. Znów zapada niezręczna cisza. Również coś wyciągam. Miętową gumę do żucia. Wrzucam małą pastylkę do ust, rozgryzam, ostra świeżość wypełnia mi usta. Damian chce poczęstować mnie papierosem, ale odmawiam.

- Nie lubisz papierosów?

- Nie lubię. Nie mogę palić, mam astmę. Wiele razy się dusiłem, nie zamierzam fundować sobie tego na własne życzenie.

Kiwa głową, rozumie mnie. Przestaje palić, rzuca niedopałek w zaspę śniegu. Odwraca się i wraca do domu. Podążam za nim. Polubiłem go, mam ochotę pogadać z nim nieco dłużej, ale później, nie chcę się narzucać. Zagaduję do Magdy, jest już nieco wstawiona, głos ma nadmiernie wesoły, trochę bełkotliwy, założę się, że oprócz alkoholu, w grę weszło coś jeszcze, może trawa. Albo coś mocniejszego. Tak, ma rozszerzone źrenice, zaczerwienioną skórę, pewnie podwyższone ciśnienie. Przyspieszony oddech. Widzę to wyraźnie. Jest jeszcze bardziej dowcipna niż zwykle, stojący wokół ludzie pokładają się ze śmiechu. Prawdziwa dusza towarzystwa. Pełna życia. Czarująca dziewczyna. Muzyka dudni coraz głośniej, kilka osób podskakuje na parkiecie. Roześmiana para tańczy tak energicznie, że wpada na wielki wazon w rogu. Rozlega się brzdęk tłuczonego szkła, dziewczyna i chłopak wybuchają głośnym, pijackim śmiechem. Łukasz łapie się za głowę, ale po chwili macha ręką w geście lekceważenia. Wszystko okej, nie przejmujcie się. Mama i tak nie cierpi tego paskudztwa, mówi i przyłącza się do ogólnej wesołości. Tak, Łukasz zawsze jest beztroski, nawet w poważnych sytuacjach. Prawdziwa oaza stoickiego spokoju. Nie znaczy to, że jest nieodpowiedzialny, o nie, założę się, że po naszym wyjściu da z siebie wszystko, aby przed powrotem rodziców dom był w idealnym stanie. Chętnie pomógłbym mu w sprzątaniu, ale mama kazała mi wrócić wcześnie. Wielka szkoda. Moglibyśmy spokojnie porozmawiać, bez cuchnącego dymu i głośnej muzyki. Nie czuję się swobodnie korzystając z jego gościnności i nie dając nic w zamian. Czuję się trochę jak pasożyt. Mówię o tym Łukaszowi, ale śmieje się i mówi, żebym się nie wygłupiał. Wszystko w porządku, jesteś moim gościem, powinieneś bawić się dobrze, a nie zamartwiać. Za chwilę robi minę, jakby powiedział coś złego. Zerka na mnie niespokojnie a ja w mig pojmuję o czym myśli. Tylko on wie o Przemku. Ufam mu, wiem, że zachowa się taktownie i bez zbędnej litości. Za to najbardziej go cenię. Hałas zaczyna mnie męczyć, zdążyła rozboleć mnie głowa, znowu znajduję się w szponach koszmarnego zmęczenia, ale nie chcę wracać do domu, impreza niedługo się rozkręci. Pytam Łukasza czy mogę się trochę zdrzemnąć. Zgadza się i prowadzi mnie do sypialni swojej siostry, Moniki. Czuj się tu swobodnie, Monika nocuje u swojego chłopaka. Ma dwadzieścia lat i studiuje architekturę, a partnerów zmienia jak rękawiczki. Pytam, czy nadal jest z Dawidem. Łukasz wybucha śmiechem, nie, teraz chodzi z kolegą, z uczelni, poważna sprawa, proszę ja ciebie, buja się ze studentem medycyny. Ciekawe, czy już ją badał. Śmiejemy się z niesmacznego żartu, popijamy piwo. Wreszcie odstawiam pustą puszkę na biały stolik nocny i kładę się na łóżku. Materac jest wygodny. Zamykam oczy, słyszę, że Łukasz zostawia mnie samego. Kiedy leżę w ciszy, ból głowy słabnie, ogarnia mnie błogość i spokój, niestety zakłócane przez ćmiące wyrzuty sumienia. Mama nie chciałaby, żebym pił. Tak samo jak Przemek. Nie jestem pijany, to tylko kilka piw, mówię do natrętnego potworka w mojej głowie. Nigdy więcej nie wrócę nawalony. To był pierwszy i ostatni raz. Kiedy otwieram oczy, orientuję się, że jest jasno. Zrywam się na równe nogi, przerażony. Cholera, cholera zaspałem. Niech to szlag. Poprawiam pościel, wygładzam poduszki, zabieram pustą puszkę po piwie. Wchodzę do salonu. Jest opustoszały, radio milczy, Łukasz krząta się szybko, pracowicie wrzucając puszki i inne śmieci do dużego, czarnego worka. Wita się ze mną i wskazuje mi talerz ze śniadaniem. Jajecznica z szynką. Pochłaniam ją w kilka kęsów, popijam zimną kawą. Od chipsów i piwa boli mnie żołądek, dokucza silna zgaga. Łukasz jest jak zawsze niezawodny, z szafki wyciąga listek pigułek. Słyszę trzask plastiku, na dłoni kolegi pojawiają się dwie tabletki. Podaje mi je, dziękuję i przełykam, wraz z ostatnim łykiem kawy. Zostaję dłużej, żeby pomóc Łukaszowi doczyścić dywan z wymiocin. I tak mam przechlapane w domu. Czy to, że wrócę pół godziny później lub wcześniej zrobi jakąś różnicę? Mój telefon przez noc zdążył się wyładować, mama na pewno próbowała się dodzwonić i teraz szaleje ze zmartwienia, tworząc w wyobraźni najczarniejsze scenariusze. Na szczęście w ten dzień nie pracuje, może zaopiekować się Przemkiem. Będzie wściekła, z pewnością czeka mnie szlaban i w najbliższym czasie nigdzie nie wyjdę, w najgorszym razie mogę się pożegnać ze wszystkimi imprezami do końca roku szkolnego. Cholera. Całe szczęście, że lekcje zaczynam dzisiaj dopiero po jedenastej. Co mamy na dzisiaj, Łukasz? Ach, świetnie, żadnych zadań? Tylko odpytywanie z historii? Rewelacyjnie, obkułem się z całej starożytności. Zgłoszę się, przyda się kolejna piątka.  Powtórzenie wiadomości z matmy? Sprawdzian w środę? Zostanę na popołudniowym kółku. Na lekcji trudno mi nadążyć z tempem tłumaczenia nauczycielki, ale na praktycznie indywidualnych, dodatkowych zajęciach jest w porządku. Wytłumaczy mi trygonometrię. Naprawdę, chcesz mi pomóc? Wielkie dzięki. Napiszesz mi ściągę? Nie… Nie potrafię oszukiwać na testach. Zbyt wiele nerwów mnie to kosztuje. Już wolę dostać gałę niż narażać się na zawał. Uff, dywan jest już czysty, twoja mama na pewno nic nie zauważy. Łukasz może odetchnąć z ulgą. Jego kieszonkowe nie jest zagrożone. Po sprzątaniu salonu biorę prysznic, przed wyjściem do szkoły chcę pozbyć się nieświeżego, poimprezowego zapachu. Niestety, moje ubrania nasiąknęły dymem. Całe szczęście, że Łukasz psika moje spodnie i bluzę swoimi perfumami. Ich zapach trochę mnie drażni, ale to lepsze niż problemy  z nauczycielami, którzy mają wszystkie zmysły dziwnie wyczulone. Muszę jeszcze skoczyć do domu przepakować podręczniki i mogę biec na lekcje. Dwie pierwsze godziny to polski, omawiamy wiersze Leśmiana. Kocham go. To znaczy jego twórczość, nie samego poetę. Z reguły o tym nie mówię, ale lubię czytać jego wiersze i nie tylko jego, wieczorem, do poduszki. To bardzo mnie odpręża. Czuję jak stres odrywa się wtedy od mojego mózgu i tonie w nicości. Wspaniałe uczucie. Chociaż może wydać się to dziwne, wysiłek intelektualny związany z czytaniem i interpretowaniem poezji zawsze ułatwia mi zasypianie. Niedługo później żegnam się z Łukaszem. Dziękuje za pomoc w doprowadzaniu domu do porządku i macha z okna na piętrze. Wolno posuwam się noga za nogą w stronę przykrych konsekwencji mojego zaśnięcia.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
desert rose · dnia 12.10.2016 19:48 · Czytań: 364 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
14/08/2022 22:59
Wiersz pełen emocji i bardzo gorzki w wymowie, ten los… »
wolnyduch
14/08/2022 22:53
Ciekawy wiersz przywodzący tytułem hiszpańskiego… »
wolnyduch
14/08/2022 22:42
Witaj Akacjowa Bardzo ciekawa ek fraza, trudna do… »
wolnyduch
14/08/2022 22:11
Ciekawy obrazek turystycznego miejsca, opisany w… »
wolnyduch
14/08/2022 21:58
Witaj Berele Mój wiersz jest moim odczuciem, uważam, iż… »
Marek Adam Grabowski
14/08/2022 14:11
Już czytałem u konkurencji. Pozdrawiam »
Marek Adam Grabowski
14/08/2022 14:10
Już czytałem u konkurencji. Pozdrawiam »
Berele
14/08/2022 13:54
Wiersz sprzyja ekofanatykom, którzy potrafią uprzykrzyć los… »
Berele
14/08/2022 13:46
Ustawka, los gołodupny, baranie skóry piękne! Wiersz mi się… »
Berele
14/08/2022 13:35
Przy każdym twoim wierszu liczę na wielkiego kopa w dupę,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:30
Nie jestem przekonana czy to jest haiku, a co do neologizmu,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:26
Tak, Agnieszko, też uważam, że dobrze, gdy chce się chcieć,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:23
Cieszy mnie, iż mój odczyt jest prawidłowy. Miłego… »
AnDob
14/08/2022 11:37
Czuję, że poezja pisana odręcznie dużo lepiej trzyma się… »
pociengiel
14/08/2022 10:46
Masz chyba najlepszy okres. Znowu poemat, powiem hipermarket… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 14/08/2022 20:07
  • Wiedziałam, że na coś się przydam i bez moich życzeń, mogłoby być dużo gorzej ;)
  • Dobra Cobra
  • 14/08/2022 09:59
  • Dzięki Twemu życzeniu miałam naprawdę dobrą noc. A i długi weekend też niczego sobie ;) Pozdrawiam
  • akacjowa agnes
  • 13/08/2022 21:54
  • Dobrej nocy, portalowcy :) Miłego długiego weekendu
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas