Kiosk i Paweł - Niczyja
Proza » Miniatura » Kiosk i Paweł
A A A
Od autora: Tak trudno się rozstać...

„Kiosk i Paweł”

 

Idąc na rozmowę o pracę wstąpiłam do kiosku. Kupiłam brzoskwiniowe mentosy, które potem jadąc tramwajem w całości wyssałam, pogryzłam, połknęłam, po prostu zjadłam wszystkie, żeby zajeść stres. Firma ‘Owulacja w zoo’, bo taką miała nazwę, choć nic wspólnego ze zwierzętami nie miała, powitała mnie z otwartymi ramionami. Byłam trzecią kobietą, oprócz tego stado facetów różnej maści, wieku i upodobań. Złowili rybkę na wędkę i zostałam jako atrakcja, urozmaicenie szarej i nudnej codzienności, z czasem stałam się specjalistką w tym co robiłam.

Z początku wiele razy zostawałam po godzinach z Pawłem. Przystojnym, długowłosym równolatkiem. Podobał mi się i przez to nie liczyłam godzin upływających na przygotowywaniu dokumentacji do ofert technicznych, które potem skrupulatnie, ramię w ramię, wsadzaliśmy do sterty segregatorów, tego samego niebieskiego koloru. Mój szef wyznaczał mi takie zadania, a ja, chociaż nie miałam płacone za nadgodziny chętnie zgadzałam się na takie nietypowe przyjemności. Ważne jest towarzystwo, nie tylko to, co się robi. Życiowa prawda, niejedna, której doświadczyłam w ‘Owulacji w zoo’.

Przez dziesięć lat nasze losy, moje i Pawła przeplatały się. Pojawiały się podobne lub zgoła odmienne doświadczenia, ale zawsze byliśmy bratnimi duszami. Rozmowa nigdy nie była wymuszona, płynęła swobodnie jak rzeka swoim spokojnym nurtem. Najpierw on ściął włosy, przez co przestałam drzeć z podniecenia na jego widok i łaknąć wspólnego przygotowywania ofert. Później dowiedziałam się o jego ślubie ze śliczną wesołą drobinką, którą mógłby zmieścić w kieszeni. Potem słyszałam o kilku bezdzietnych ciążach, dzielił ze mną smutek milczeniem. Bardzo wymownym, dla niego kojącym, skoro wtedy chciał być przy mnie. W międzyczasie zaszły i u mnie zmiany. Wyszłam za mąż. Ciąża. Dziecko. Ciąża. Dziecko. Potem już tylko praca, coraz bardziej stresująca i mniej satysfakcjonująca.

Aż któregoś dnia po sierpniowym urlopie w krainie marzeń zauważyłam, że kiosk zniknął. W jego miejscu stał oszklony pawilon ziejący pustką. Zawsze był dla mnie taką oczywistością, że nigdy tak naprawdę o nim nie myślałam. Dopiero kiedy zniknął poczułam, że skończył się pewien etap życia. Mojego życia. Życia tej sympatycznej kobiety, która tam pracowała i zawsze chętnie służyła pomocą, cierpliwością dla znerwicowanych klientów i uśmiechem nawet w pochmurne dni mimo, że nie docierało do niej słońce. Całe dnie spędzała pod ziemią na antresoli stacji metra. Niektórzy potrafią być pogodni, zawsze i wszędzie, nie tłumacząc się brakiem słońca czy specjalnych lamp, które używane są w krajach skandynawskich, aby osłabić efekty panoszącej się tam jak dżuma depresji.

Miesiąc później nasze drogi, moja i ‘Owulacji w zoo’ rozeszły się. Otrzymałam ofertę nie do odrzucenia, czyli wypowiedzenie umowy o pracę. Powodem mogło być cokolwiek, sfingowana przyczyna, skutek prawie natychmiastowy. Zatrudniono młodszą, bardziej chętną i otwartą na nowości dziewczynę. Bardziej potrzebną męskiej kadrze. Słodki kwiatuszek. Starsza kobieta, którą teraz jestem musi szukać nowej drogi. Bolesny był to cios, chociaż przywidywałam, że prędzej czy później mnie to spotka. I stało się, w końcu kiedyś musiało.

Tego dnia, po pracy, chciałam kupić brzoskwiniowe mentosy, ale kiosku już nie było. Wieczorem zadzwonił do mnie Paweł. Powiedział, że w firmie wszyscy szepczą, bo o takich sprawach nikt nie mówi głośno, to temat tabu, a najbardziej dla tego, kogo sprawa bezpośrednio dotyczy. Gdy już usłyszał z moich ust, że to prawda, powiedział niewiele, powtarzał kilka razy słowa, że mu bardzo, bardzo przykro. Że szkoda tych wspólnych lat, które nas łączyły w pracy i poza nią. Że teraz nic już nie będzie takie samo. Był wzruszony, szczerze, przeżywał ten cios, podobnie jak ja. On jeden. Poza nim nikt z całej firmowej populacji nie odezwał się do mnie w tej sprawie. Jakbym nie istniała. Jakbym już znikła, a przecież jeszcze jestem, jeszcze będę przez jakiś czas…

 

(2 listopada 2016)

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Niczyja · dnia 13.11.2016 11:52 · Czytań: 586 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 13.11.2016 14:56 Ocena: Bardzo dobre
Opowieść na czasie.


Niczyja,

Dokładnie portretujesz rynek pracy, na którym króluje seksizm, bezwzględność i brak stałości i pewności zatrudnienia. Kiedyś było o wiele łatwiej, bo każdy miał pracę, a błękitne ptaki (czyli tacy, co nie chcieli pracować) byli publicznie piętnowani.

Nazwa firmy pierwsza klasa, a na dodatek związana w nazwie z zoo.

Jestem fetyszystą kiosków z prasą. Lubię je oglądać, co też akurat mają w ofercie. Oczywiście mega kioski są przyjemne, mają duzy wybór periodyków. Właściwie każdy kiosk jest inny, choć te gromadzą się w podobne placówki z podobnym designem. Niegdyś prasa była rzeczą deficytową, teraz kupisz, czego pragniesz bez czekania w kolejce na dostawę.

Znikanie nie dotyczy tylko kiosków, co jest naturalne. Nikt z nas nie jest nieśmiertelny, odchodzimy, a miejsca, gdzie pracowaliśmy, znikają z map. Chociaż wiele zapewne przetrwa.

Zatem o znikaniu jest to opowieść. A to ciekawy temat.

Bardzo miło się u Ciebie czyta.



Pozdrawiam,

DoCo
skroplami dnia 13.11.2016 19:27 Ocena: Świetne!
Se zapaliłem. Bo ...wa nienawidzę.
Napisałaś bardzo kobieco, z punktu niemożności powiedzenia "nie", z punktu może stoickiego.
Jednak kolumna która podtrzymuje działanie unoszącego się jak "bóg" pracodawcy to bezsilność kobiety pracownika. I zgoda na to, też w tle, bo żadnego oparcia aby "nie". Nienawidzę takich pracodawców, aż mi pięści. Gdyby były mocniejsze, chyba do krwi. Te "nieludki" z oczyma w kształcie 2zł bo 1 zł już znikło, te skóry tylko powietrzem cuchnącym wypełnione za nic mające wszystkich którymi zarządzają. Prychające śliną pt "ja jestem dobry, ja jestem uczciwy, ja jestem firma i wszystko dla firmy..." a ślina jadowita. Wiem, doświadczenie.
Dlatego tak krótkie i w takiej formie opowiadanie, aż trzęsie.
Wystarczy, zapalę drugiego. Nie, nie Twoja wina :), napisałaś pięknie i doskonale oddałaś kobiecą bezsilność, także nieraz życiową. Ok, może co innego chciałaś a ja krzywo widzę, cóż, spaczenie "zawodowe" ;).
Usunięty dnia 13.11.2016 20:48
Prawdziwe, życiowe. Niestety.
Niczyja dnia 13.11.2016 20:48
DoCo,
Dziękuję za poczytanie i komentarz do tej smutnej opowiastki. Jak zawsze trafiony, bystry, choć tym razem w mniej żartobilowym tonie, bo tak należy, bo proza życia to nie żart. To smutna prawda, o tym kim jesteśmy i o tych, którzy nas otaczają...
Cieszę się, że się podobało i miło Ci u mnie.
Zapraszam zatem ponownie kiedyś.


skroplami,
Świetny jest Twój komentarz! Zrozumiałeś dokładnie to, co chciałam przekazać. Bezbronność pracownika wobec pracodawcy. Zero wdzięczności i docenienia za wieloletnią pracę. Pstryk palcem, tym najmniejszym, i już go nie ma. Jest nowy, niekoniecznie lepszy.
Ja też sobie chyba zapalę... chociaż nie palę. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
Lubię pisać krótkie emocjonalne formy.
Cieszy mnie, że miniatura trafia w serducho i wywołuje emocje, aż trzęsie...

Ustiuszo, Ha, nie zdązyłam Ciebie dodać, i będziesz blada, bez wytłuszczenia.
Dziękuję, że wpadłaś.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Niczyja
OWSIANKO dnia 18.11.2016 15:32 Ocena: Świetne!
Twoje zdanie: "Lubię pisać krótkie emocjonalne formy."
nie tylko lubisz, ale umiesz!
Niczyja dnia 18.11.2016 23:06
Owsianko,
Dziękuję, bardzo dziękuję:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:27
Dużo słów. Czy nie bardziej poetycki jest obraz faceta w… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
Wiolin
24/01/2022 09:29
Witaj Anno. No tak, przyznaję że nie brakuje temu… »
Wiolin
24/01/2022 09:14
Witaj Przyszyty. Wiesz przecież że wiersz nie musi… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:26
Wściekłość i żal jak echo budzą się w koszmarze. To taka… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:26
Dziękuję serdecznie! Bardzo trafnie odczytany początek.… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:25
No cóż, trudno się mówi, dziękuję. »
przyszycguzik
24/01/2022 01:22
Czy niegramatyczność jest zamierzona? Moim zdaniem… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:38
  • Znałem wielu Niktów, z reguły byli z Nikąd i wracali tam, skąd przybyli. Są niezapamiętywalni i postrzegani jako deja vu.
Ostatnio widziani
Gości online:30
Najnowszy:Quidem
Wspierają nas