Czerwone światełko - cd. Łuny na niebie - Nero
Proza » Obyczajowe » Czerwone światełko - cd. Łuny na niebie
A A A

Prolog

Czerwone niebo podczas wschodów i zachodów słońca dla Reginy i Karola kojarzyło się z łunami na Wołyniu i było symbolem traumy, nieszczęść i tragedii rodzinnej, od której nie mogli się uwolnić. Powrót do przeszłości z biegiem lat stał się dla nich tematem tabu, o którym pamiętali, ale bali się nawet wspominać. Ten okres przypieczętowała i zamknęła śmierć matki. Wrastali w nowe miejsce, ale udręczeni widmem straszliwej przeszłości.

 Natomiast śmierć Honorci stała się nicią łącząca Mariana z Marysią, która zamieniła się w nierozerwalną więź tych dwojga młodych, a jakże ciężko doświadczonych przez los ludzi.

Życie powoli wracało do normy po latach pożogi wojennej.

 Rodzice Marysi urządzili córce przyjęcie ślubne na miarę swoich możliwości i tamtych ciężkich czasów powojennych. Na weselu Mariana młodsza siostra Celina poznała skrzypka z kapeli wiejskiej, który zauroczony jej urodą i skromnością, był od tej pory stałym bywalcem w ich domu, a po niedługim czasie mężem. Tymczasem dla młodej pary Mariana i Marysi powstający PGR na włościach okolicznego hrabiego stał się szansą na nowe życie. Pałac zamieniono na spichlerz, a u jego podnóża wybudowano – bliźniaki dla pracowników tego panstwowego gospodarstwa. W jednym z nich zamieszkali nowożeńcy.  Ich miłość zaowocowała licznym potomstwem.

Tylko Jędrek nigdy do nich nie wrócił, szukali go nawet przez Czerwony Krzyż, ale przepadł jak kamień w wodę.

Tryb życia Reginy na pozór nie uległ zmianie, pracowała ciężko w polu mimo zamążpójścia, bo jej mąż Janek miał artystyczną duszę i do gospodarstwa za bardzo się nie kwapił.  W niedziele grywał na weselach i zabawach, a w dni powszednie zajmował się pszczelarstwem. Podporą dla Reginy był syn – Kaziu, który chyba po dziadku z Wołynia odziedziczyl smykałkę do gospodarowania.

Młodszą córkę – Teresę, w przeciwieństwie do brata i matki, bardziej pociągały zajęcia ojca, ale przyszłość swą wiązała ze zdobyciem wykształcenia i zmianą miejsca zamieszkania.

Czerwone światełko

Teresa chciała się wyrwać od tragicznych wspomnień rodzinnych, od schematu życia wiejskiego, do świata otwartego jeszcze jej obcego, nieznanego, ale czuła, że lepszego. Wiedziała, że furtką do jej marzeń będzie egzamin wstępny do liceum. Pojechała z ojcem, bo matka jakby nadal bała się świata, ludzi, otoczenia.

Weszli do olbrzymiego budynku szkoły i nagle w jej głowie zapaliło się czerwone światełko koloru sukienki, którą miała na sobie. Spostrzegła, że nie może wtopić się w tłum, wyróżniała się, przeżywała tę inność bardziej niż egzamin, od którego zależała jej przyszłość.

Marzyła tylko o jednym, nie być czerwonym alarmem.

Po wyniki pojechała sama, kolorystycznie dopasowana do tłumu, nie zwracając już uwagi na siebie, z zadowoleniem odczytała swoje imię i nazwisko na liście przyjętych.

Od tej pory stała się bacznym obserwatorem życia, świata i otoczenia, aby uniknąć światełka koloru alarmu.

Nie było łatwo, ale z uporem nadrabiała braki wynikające z różnic w poziomie nauczania szkół wiejskich i miejskich. Wiedziała, że jest to dopiero pierwszy etap jej edukacji. Krok po kroku realizowała swe marzenia, dążenia do wyrwania się poza obręb społeczności, w której dorastała. Cały czas czuwała, aby swym zachowaniem, wyglądem i kulturą bycia nie zapalała czerwonego światełka.

Wielokrotnie zmieniała swoje miejsce pracy, zamieszkania, ale ciągle w poszukiwaniu lepszego życia - w przeciwieństwie do matki i babci.

Po wybudowaniu własnego domu myślała, że nastąpił kres jej wędrówek życiowych. Wyzbyła się kompleksów, o czerwonym światełku już prawie zapomniała, aż tu nagle na jej drodze zapaliło się światełko koloru zielonego, które uprawniało ją do legalnego wyjazdu do miejsca marzeń wielu rodaków – Ameryki.

Łudzila się, że kolor nadziei będzie jej towarzyszył już cały czas. Niestety czerwona lampka wracała ze wzmożoną siłą, czasem pulsowała bezustannie, a najczęściej zmieniała swój kolor na pomarańczowy - ostrzegawczy.

 

 W swoim życiu nie zagubiła pierwotnych cech osobowości, jednak okazało się, że szczerość, otwartość, prostolinijność na obczyźnie były symbolem naiwności. Wkrótce przekonała się, że Polak Polakowi wilkiem, a nie bratnią duszą.  W środowisku emigrantów dominowała żądza szybkiego wzbogacenia się przeważnie kosztem rodaków oraz wyzysk, obłuda, zazdrość i nieszczerość. Podobnie jak jej nieżyjąca babcia zamykała się w sobie, a wymarzony sen o Ameryce stawał się koszmarem. Załamana, zdołowana, wykorzystywana, pracująca ponad siły człowieka, niejednokrotnie myślała o powrocie. Tylko nurtowało ją pytanie.

 - Do czego wracać?  Przecież rynek pracy w kraju całkowicie się załamał po transformacji.

Jak większość rodaczek życie w nowym miejscu rozpoczęła od sprzątania domków w serwisie prowadzonym przez Polkę. Zajęcie to zupełnie ją nie satysfakcjonowało zarówno pod względem obowiązków jak i wynagrodzenia. Czerwone światełko pulsowało, a uzupełnieniem jego był dwuwiersz z „Pieśni” Jana Kochanowskiego, który powtarzała w myślach jak mantrę. „Córy szlacheckie(żal się mocny Boże!) Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże”

Punktem zwrotnym stał się wypadek syna. Brak ubezpieczenia zdrowotnego przyczynił się ostatecznie do zmiany pracy. Odtąd fabryki dawały jej stałe zatrudnienie na obczyźnie. Podjęła pracę w zakładzie produkującym porcelanę łazienkową. Obraz tego miejsca przypominał manufaktury angielskie z siedemnastego wieku. Pierwsze słowa, które poznała były: piecework i hurry up. Robota była na akord, a zarobki za najniższą stawkę godzinową w Ameryce, zaś warunki pracy urągające godności człowieka. Przypomniały się jej słowa piosenki, którą śpiewała podczas zabawy w klasy na podwórku.

„Ameryka panie USA, jak się robi panie, to się ma.

Byle prędzej panie, byle szybciej panie, byle prędzej raz i dwa.

Ameryka panie USA.

Tylko tekst odnoszący się do pracy był prawdziwy, ale druga część nijak się miała do jej zarobków.

Czerwone światełko alarmowało - znajomość języka pozwoli ci się wydostać z tego marazmu i koszmaru.

Poszła do polskiej szkoły sobotnio–niedzielnej na naukę angielskiego. Opłaciło się, dało jej to podwaliny pod samodzielną pracę nad językiem. Spisane ręce i uda nóg, były dla niej podręcznikiem, z którym nie rozstawała się. Wolontariuszka wróżyła jej zaliczenie egzaminu – Toefl - po dwóch latach tak intensywnej pracy.

Niestety znowu zaświeciło czerwone światełko informujące.

 - Twoja nauka i kariera nie jest ważna, pewnych rzeczy już nie przeskoczysz, zajmij się pracą, aby twoje dzieci mogły zastartować w życiu z innego poziomu niż ty. Nie zmienisz prawdy o emigrantach – pierwsze pokolenie na stracenie.

Mimo tego niektórzy uważali ją za osobę sukcesu, bo przeskoczyła kilka najniższych pozycji w bardziej nowoczesnej fabryce. Ale ona wychodziła z założenia - wyższy status, większa odpowiedzialność. Przekładało się to wprawdzie na ustne pochwały, ale niestety nie na wynagrodzenie, bo nie umiała walczyć o swoje.

Jej empatia i wrażliwość na innych sprawiła, że samotna Ukrainka – Halinka - wśród wielonarodowościowej ekipy pracowniczej, za wstawiennictwem Teresy, znalazła się w gronie jej ofisowych współpracowników. Może w ten sposób chciała przebaczyć krzywdy doznane przez jej rodzinę, wykreślić przeszłość, zmienić zdanie o nich. Nie wzięła pod uwagę ostrzeżeń starej Polki, aby w życiu omijała szerokim łukiem sąsiadów zza wschodniej, polskiej granicy, bo jak mówiła - oni na polskich plecach jadą, a później nóż w nie wbijają.

Niestety, słowa rodaczki długoletniej emigrantki okazały się prawdziwe.

Po latach przypomniała sobie zabawę z dzieciństwa. Polegała ona na semantycznej analizie imion swoich towarzyszy zabaw.  Bogumił, znaczyło - Bogu miły, Bronisław to ktoś, kto broni sławy zaś Stanisław – zatrzymuje sławę.

 Obserwując zachowanie swojej nowej coworker, w myślach analizowała jej imię. Pierwsza cześć imienia symbolizowała pusty śmiech, jakieś nieartykułowane charczenie podczas bezdechu, zdziwienie, czy olbrzymie zaskoczenie. Osoba ta wywoływała wszystkie te odczucia u ludzi z nią obcujących. Druga część wyrazu jeszcze trafniej określała jej osobowość. Podobnie jak linka zmieniała swoje pozycje i kształty, balansowała w niebezpieczny sposób, ale nigdy nie traciła równowagi, potrafiła zawsze wyważyć w odpowiedni sposób środek ciężkości, aby nie upaść i nie poturbować się. Naciągała tę linę w życiu do granic wytrzymałości, żeby wyskoczyć na wyższą pozycję, po drodze niszcząc innych, niejednokrotnie tych, którzy podali jej pomocną dłoń. Przychodziła jej w sukurs również aparycja, na którą dała się nabrać Teresa.  Przy pierwszym zetknięciu, wzbudzała zaufanie, gdyż robiła wrażenie nieśmiałej i w pewnym stopniu nawet zagubionej. Otaczała się jakąś aurą tajemniczości, tylko długie obcowanie z nią pozwoliło stworzyć mglisty obraz jej osobowości.  Zachowanie szepczuchy (osoby prowadzącej rozmowy szeptem, aby nie mieć świadków ciągle zmiennej i oportunistycznej postawy) stawiało ją zawsze na stanowisku neutralnym.

Tak, Ha-linka balansowała i pięła się w górę po szczebelkach kariery.  Dzisiaj już na stanowisku, drogą zmyśleń i pomówień, usuwa wszystkich, którzy mogliby zagrozić jej pozycji.

Wyciągnięta do niej dłoń przez Teresę, okazała się trampoliną w jej karierze, a dla naszej rodaczki przyczyną odejścia na wcześniejszą emeryturę. Przekonała się, że nie ma sił do walki z wiatrakami, w postaci pomówień, kłamstw, zmyśleń i wiecznych intryg.

Uciekła podobnie jak jej babcia i matka, ale nie przed czerwoną łuną na niebie, tylko przed pulsującym światełkiem w jej głowie.

Po czterdziestu sześciu latach pracy, czasem trudnej ze względu na swą specyfikę, czasem ciężkiej fizycznie a czasem dość skomplikowanej, ale zawsze traktowanej odpowiedzialnie, Teresa przeszła na wcześniejszą emeryturę i stanęła przed najtrudniejszym wyborem - pozostania na obczyźnie, czy powrotu do korzeni?  Mimo roztrząsania wszystkich argumentów za i przeciw, nadal nie wie, gdzie ostatecznie powinna zakotwiczyć swoją życiową łajbę. Nostalgia przywołuje ją do powrotu, do kraju lat dzieciństwa, młodości i najszczęśliwszego wieku dojrzałego. Realia przemawiają do pozostania w kraju wygranym na loterii wizowej, kojarzącym sie ze szczęściem, a dla niej również z jakimś fatum, które zniszczyło u wielu i w pewnym stopniu również u niej, wszystko tak skrzętnie budowane wcześniej. Spostrzegła, rozmawiając z rodakami, że nie jest odosobniona na tym życiowym rozdrożu, zauważyła podobną sytuację do jej u większości emigrantów, którzy zdecydowali sie na rozłąkę z najbliższymi.  Potocznie się mówi, że czas goi rany, że jest najlepszym lekarzem, że pozwala zapomnieć. To pozytywne działanie czasu w normalnie funkcjonującej rodzinie, ma wpływ kojący, natomiast wśród emigrantów i ich rodzin pozostawionych w kraju czas powoduje pęknięcia i szczeliny, które sie pogłębiają i doprowadzają do rozpadu tej podstawowej komórki społecznej oraz zupełnego poluzowania więzi z najbliższymi.  

Okres emerytury to również czas refleksji, wspomnień, rozliczania się z popełnionych błędów, żalu za nie, próby naprawy, a przede wszystkim – powrót do korzeni.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Nero · dnia 17.11.2016 12:29 · Czytań: 458 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
JOLA S. dnia 18.11.2016 08:34
Witam Nero, bardzo sprawna warsztatowo klasyczna forma wypowiedzi, o ciekawym brzmieniu, po drugie jasność i prostota przekazu. To dodaje tekstowi lekkości i zwraca uwagę na najistotniejsze prawdy.
Mnie się podoba, ale budzi podskórny lęk, zmuszając do smutnych refleksji - zapala czerwone światełko.

Pozdrawiam serdecznie :)
JOLA S.
Nero dnia 18.11.2016 14:54
Jestem niezmiernie wdzięczna za pozytywną opinię. Wierzę, że zakreślony w tryptyku scenariusz zakończy się dla Polski i bohaterki pozytywnie, a kolor zielony powróci na stałe.
Dziękuję serdecznie za przeczytanie i refleksje i pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty