Cierpienia początkującej pisarki cz.1 /Lektura nadobowiązkowa/ - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Cierpienia początkującej pisarki cz.1 /Lektura nadobowiązkowa/
A A A
Od autora: Tytuł historyjki wydaje mi się zbyt obszerny. Długo nad tym nie myślałam. W którejś ze starych komedyjek Chaplin, chcąc domknąć walizkę, obcina wszystko nożyczkami. co z niej wystaje. Postanowiłam nie iść w jego ślady. Proszę Czytelnika, aby nie uważał mojej opowieści za dokument, zachował dystans i nie dziwił się nieścisłościom, ponieważ pisząca była zajęta zupełnie czym innym. Zachęcam do uważnego czytania i znikam.

Cierpienia niedoszłej pisarki cz.I

 

Patrzę w dwa okna bez zasłon. Mglisty wieczór, chłód i wilgoć zacierają kształty, rujnują kolory. Dwie kobiety próbują rozprawić się z początkiem jesieni. Jedna strzela do liści jakby wszystko było ich winą. Druga ogląda na nogach i rękach tatuaże z marzeń.
Czy to jawa czy sen? Po chwili już nie mam wątpliwości. Wróciły! Przyznam się, że byłabym okrutnie zawiedziona, gdyby było inaczej, to byłaby prawdziwa klęska. Paweł staje dwa kroki ode mnie. W jego oczach czai się panika, chyba trochę nawet zbladł. Zerka na mnie wymownie, uciekam wzrokiem, ale daję się ponieść emocjom, dawno nie byłam tak wzruszona i szczęśliwa. Mam ochotę tańczyć i śpiewać, nie przeszkadza mi deszcz i śliskie deski balkonu.
- Niech ta gra toczy się dalej! Otwieram usta do krzyku, ale głos mi więźnie w gardle, nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Paweł wciąga mnie do środka mieszkania, zamyka drzwi, bierze za rękę, przytyka kciuk do nadgarstka, bada puls. Nie jest na mnie zły, umie się w takiej sytuacji miło znaleźć. Zaraz zupełnie się rozkleję. Czasem się zdarza. Mnie też.


****

Z uwagi na mój szacunek dla czytelnika zamiast rozprawiać o stanie mego ducha, zacznę od początku.

Światy dwóch kobiet z vis a vis, to dobry pomysł na powieść, przyszło mi kiedyś do głowy. Olśniło mnie w łóżku, leżałam nieruchomo wpatrując się w sufit. To bardzo powszechny stan, biorąc pod uwagę pierwsze zdania opowiadań początkujących pisarzy. Mijały dnie i noce. Musiałam uzbroić się w wytrwałość posuniętą do obłędu i zachować entuzjazm. Świat dookoła wariował, mnie dopadały na przemian euforia i chandra, ale najgorszą udręką była niepewność. W końcu nastąpił ten moment, moje przeczucie uzyskało właściwy obraz. Wielomiesięczny trud i upór w podglądaniu nie poszły na marne.

- Widzę, je jak w soczewce, każda z nich jest manifestacją jednostkowości, wyjątkowości - obwieściłam Pawłowi podczas śniadania.

- Proszę, tylko nie nabij sobie guza na drodze do literackiej kariery - zauważył z właściwą sobie troską, upuszczając na podłogę nadjedzony i namiękły słodką mazią wafel.

- Żadne wyzwanie dla mnie nie jest zbyt wielkie – odparłam rozcierając kapciem różowe paskudztwo na miazgę.

Opuszczałam kuchnię całkowicie rozluźniona, z dumnie podniesioną głową, jak to bywa po dobrze spełnionym obowiązku. Jako osoba wielkiej gorliwości, tego samego dnia rzuciłam się wir pracy twórczej, z wiarą w sens swego wysiłku. Zaczęła się przygoda życia. Pracowałam bez wytchnienia, w głowie mi chlupało, ręce mam dotąd zmęczone, ostemplowane pęcherzami, bo na komputer nie było mnie stać. Nogi przeciwnie ciągnęły na balkon - co robi z człowiekiem siła przyzwyczajenia.
Moim sercem już nie targały burze, nagłe pisarskie olśnienia zostały podporządkowane spokojnej kontemplacji. Skłaniałam się do naiwnego założenia, że moja książka, będzie porządnie zrobiona, żeby kartki szły po kolei, nie było w środku stronic niezadrukowanych, a okładka przynajmniej nie od razu odpadnie. Zawartość książki to osobna sprawa, wiadomo, twórczość literacka wyboistą ścieżką kroczy. Wiedziałam, napiszę powieść obliczoną na zaspokojenie gustów niezbyt wysmakowanych. Lektura nikomu życia zmienić nie potrafi. Wrażenie po niej pozostaje lub nie, zależy to od wrodzonych predyspozycji czytelnika. Będzie to, więc literatura wagonową zwana, tania i przez to poczytna.Coraz częściej chodzi tylko o to, żeby jakaś rzecz w ogóle była, niezależnie, od jakości. Czytelnik może zawsze się jakoś pocieszyć, z autorem i wydawcą bywa dużo gorzej. Przyznam się, że ta myśl przygnębiała mnie trochę. Tylko świadomość, że teksty Leonarda da Vinci wypadają dość blado na tle konkurencji, nie pozwoliła mi do końca w siebie zwątpić.
Podglądanie i podsłuchiwanie cudzych sekretów, to dla mnie zawsze wielka przyjemność, no i inspiracja. Kojarzy mi się z zerkaniem do albumu ze zdjęciami, to jak wyznania z wyglądu. Wszystko dzieje się tu i teraz. Czy cel uświęca środki? To wymaga rozstrzygnięcia, toteż, bez zahamowań korzystałam z nadarzającej się gratki. Z pewnością nie jestem aniołem, ale czy istnieje coś takiego jak literatura tworzona przez aniołów. Ja w każdym razie nie miałam szczęścia jej poznać. Na ogół jest produkowana przez podobnych do mnie niedoskonałych śmiertelników.

Ale do rzeczy, znowu się rozpraszam.

****

Moim bohaterkom zaufałam bezgranicznie, wiele im zawdzięczałam. Ich historia ma swoje zalety, jest niewysychającym źródłem inspiracji, więc czerpałam z nich obficie. Proszę mi nie zazdrościć. Starałam się, już nie rozliczać ich z kreacji, w które wpisywała je codzienność, z uporem tworzyłam swoje. Nie zależało mi na autentyczności sensu stricto. Im człowiek ma mniej informacji, tym więcej zawdzięcza swemu instynktowi. Pogodziłam się z myślą, że w moim dziele wizerunki kobiet nie będą ani lepsze, ani gorsze od rzeczywistości.
Postanowiłam, że starsza, której nadałam imię Krystyna, w mojej powieści to będzie prawie autentyk, obraz samotności, mieszanina obłędu i kłamstwa. Widziałam w niej ptaka nieświadomego swego szaleństwa. Każdy chce być ptakiem, ale gdyby posłuszny los, zamieniłby go w indyka, czułby się zawiedziony.
Nie należy tego rozumieć opacznie, nawet przez moment nie pomyślałam, żeby zrobić z Krystyny wariatkę. Jeżeli tak uzna, to pełna skruchy poproszę ją o wybaczenie. Nikomu nie narzucam swojej prawdy. Na twarzy Krystyny, przypominającej mordkę smutnego pieska, wyryte jest cierpienie, strach, desperacja. Czasem wszystkie uczucia razem. Widzę ją, na co dzień, mimo to jest dla mnie kimś nierzeczywistym. Czyste szaleństwo. Odsłonięte blade ręce tej kobiety wyciągają się ku górze, jakby próbowała wydostać się z grobu, rozkopując ziemię pazurami. Jej usta wypełnia żółć i gorzkie wino, więc biegnę do siebie, nierzadko, po to, żeby zwymiotować. Po wielu dniach uważnej obserwacji doszłam do wniosku, że tylko jakaś przedziwna, głęboko skrywana siła witalna oddala ją od samobójczej śmierci. Wierzę w rozmaite rodzaje piekieł, niektóre są dobrowolne. Siedzą w nich ochotnicy, a każdy sam sobie smoły do kotła dolewa.

Obserwowanie Krystyny od początku doprowadzało mnie do ekstremum, kondensowało mój czas i przestrzeń, napinało moje nerwy do granic możliwości. Czasem myślałam, że Van Gogh czuł to samo, co ona, gdy obcinał sobie ucho. I na tym kończy się podobieństwo tych dwojga. Krystyna tkwi w swoim mieszkaniu, jak w matni i nie wie, jak się wydostać. Początkowo myślałam, że nie na własne życzenie, dziś już niczego nie jestem pewna. Może boi się zdemaskowania? Przedziwne - nie śmieje się i nie płacze, nawet krojąc wielkim nożem cebulę. Jej gruczoły łzowe chyba wyschły. Czy wierzy w Boga? To przynosi ulgę. Jeśli tak, to, w którego, w Jezusa czy w Jahwe? Może jest niespełnioną malarką? Na stojącej na środku jej pokoju, sztaludze do dziś widnieje, ciągle ten sam niedokończony autoportret. Czasem z pasją coś na nim domalowuje. Natychmiast nabieram podejrzeń, że coś jest nie tak lub czegoś jest za dużo. A pytań jest ciągle mnóstwo. Ma dwa koty, wstrętne, zaborcze tłuściochy. Szarego dachowca trzyma w bieliźniarce, a z białym śpi, używając go zamiast poduszki. Dzięki kotom zażywa ruchu w obrębie mieszkania. Każdy, kto zna koty przyklaśnie temu spostrzeżeniu. Życie właściciela kota polega na nieustannym zamykaniu i otwieraniu drzwi. Wszystko to uważałam za bardzo korzystne, bo nie ma nic gorszego dla żołądka i duszy jak popaść w bezruch i marazm.
Ostatnio stała pół dnia na balkonie z monetą w dłoni gotowa opuścić ją na ulicę. Wtedy przypomniałam sobie swoją babcię wparowującą do pokoju, krzyczącą: „Nie rób tego! Jeśli opuścisz pieniążek, to on może kogoś trafić w głowę.” Poczułam się małą dziewczynką, miałam znowu sześć lat, chciałam zobaczyć, co się stanie, kiedy pozwolę, by pieniążek upadł. Babcia podała mi powód, dlaczego nie powinnam tego robić. Był dla mnie na tyle przerażający, że tego nie zrobiłam. Kim jest ta kobieta z pieniążkiem w drżącej dłoni, nie wiem jeszcze, w jakiej roli ją obsadzę? W mojej powieści rola narratora jest już zajęta przez zrzędliwego starca. Krystynę początkowo osadziłam w roli ofiary straszliwego wypadku. Wierzyłam, że dotąd słyszy ryk ognia wypluwanego przez rozbite okna, wycie syren i chlust wody lejącej się ze strażackich sikawek, czuje zapach gryzącego dymu. To moja pierwsza układanka ze słów. Krystynę próbowałam sobie wyobrazić, znaleźć jakiś powód świadomej izolacji, ale ciągle mi ta jej kreacja nie satysfakcjonowała To nie w jej stylu, powtarzałam zgnębiona. Rozumiem, że swoją” twórczością” nie rozsupłam tajemnicy jej kruchego, zagadkowego istnienia, zresztą nie o to mi przecież chodzi.

Świat wychylający się z drugiego okna należy na oko, do ślicznej jak posążek osiemnastolatki, dzikiej trochę, obciążonej nadmiarem sił witalnych. Prawdopodobnie naczytała się w kolorowych żurnalach, że trzeba kimś być. Zachłystuje się, byle, czym, urzeka ją powierzchowne piękno, a do tego jest głupia jak but. Chcę jej powiedzieć - nawet na banalne życie, trzeba zapracować, a za nasze przyjemności i głupotę zawsze ktoś płaci. Dobrze, że nie miałam dotąd na to okazji. Czasem lubię moralizować, to fatalna cecha. Monice nic nie wychodzi: nie ma stałej pracy, chłopaka, przyjaciół, sika ze strachu przed życiem. Niedawno pomalowała włosy na rudo, nie wiem czy wygląda teraz bardziej przymilnie, ale zapewne czuje się jak moja kotka, która spija z podłogi rozlane mleko łapczywie, czekając na ciepły dotyk dłoni. Biega bez sensu po swojej klatce, najczęściej
półnaga, stroi straszne grymasy do lustra podziwiając swoje tatuaże lub ćwicząc mięśnie szyi. Myśl o własnym wyglądzie, poprawie postawy i wypukłości biustu nigdy jej nie opuszcza. Sto minut dla własnej urody? Co dzień? Dla mnie to oznaka znudzenia i lekkiej przesady, dla niej istota życia. Ma do tego prawo. Jej kłopoty biorą się prawdopodobnie z chaosu i nadmiernego szumu informacyjnego. Te zjawiska w młodych umysłach sieją niepokój i spustoszenie. To ją częściowo tłumaczy. Patrząc na nią widzę samą siebie w młodości, pryszczatą dziewczynę siłującą z całym światem, a zaraz potem uwieszoną kolczykiem w obłokach. Z tego okresu, pozostał mi wytatuowany na prawym półdupku czarny motylek. Podnieca Pawła. Zdarza się to niestety coraz rzadziej, chyba starzejemy się. W mojej powieści Monika dojrzeje, doświadczy życia, by w pełni zaakceptować swoją młodą samotność.

****

Próbowałam to wszystko sobie poukładać z fragmentów wspomnień, przebłysków pamięci i snów, a jakże. Żeby się w tym rozeznać, wyraźniej zobaczyć, wszystko spisywałam. Są dzienniki i dzienniczki. Takie, jak na przykład pisał Gombrowicz, pomyślane od razu do publikacji, nie sprawiają autorom pozagrobowego kłopotu. Gorzej z dziennikami na użytek własny, pisanymi bez literackiej kosmetyki i autocenzury, dla uporządkowania sobie minionego dnia, odreagowania rozmaitych stresów i trzymanymi w ukryciu nawet przed Pawłem. Chrobot snującego się po papierze długopisu, tego pamiętnego dnia, brzmiał jak szept, napawał mnie lękiem, bo ciągle miałam wrażenie, że w mieszkaniu ktoś jest, tuż za drzwiami. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Słyszałam czyjeś głosy. Bałam się otworzyć drzwi, ale kiedy je otworzyłam i wyjrzałam na ulicę zobaczyłam dwa policyjne radiowozy. Potem Krystynę ze zwieszoną głową, rozpaczliwie opędzającą się od tłumu reporterów.
Złe spojrzenia znosiła z pokorą, jej twarz wyglądała jak popękana maska. Na szyi miała mocno zaciśnięty szalik, wyglądał jak stryczek, w  oczach gościł strach. U jej boku widniała przerażona Monika. Porcelanowa cera bez cienia makijażu, na kruchym ciele tylko płaszcz przeciwdeszczowy, przez który pobłyskiwał dorodny biust. - Dziewczyny dzielą jakąś tajemnicę?  Jest gorzej niż myślałam, zabierają je na posterunek, posądzają o jakieś morderstwo. Ciało znaleźli w śmietniku, dwa bloki od mojego mieszkania? Motyw seksualny? Czy mają dowody? Zorganizowana grupa przestępcza?

Trudno mi było w to uwierzyć. Naszły mnie złe przeczucia, powiało prawdziwą grozą.

- Sprawa nie szybko trafi do sądu - wysyczałam przez zęby.

Miotałam się przestraszona i spanikowana, w uszach dudniła  krew, waliło serce. Mój świat nagle stanął na głowie, mrugał rozpaczliwie. Opisywać  słowami to  marny trud. Muszę jednak próbować słownego wysiłku.

Nie mogłam dłużej tego słuchać ani oglądać, trzęsłam się z bezsilnej złości. Z trudem uspokoiłam oddech. Co za koszmarne przedstawienie, może coś mi umknęło? Poszłam na górę i wpełzłam pod kołdrę. Telefon milczał jakby całemu światu odebrało mowę. Prawie cały dzień przeleżałam w łóżku, w ubraniu. Przeglądałam notatki, wspomnienia przesuwały się jak cienie, zastanawiałam się, po co ja to wszystko właściwie robiłam?  Zaczęłam wariować, czułam się paskudnie.

Usłyszałam kroki na schodach. Do sypialni wszedł Paweł. - Wysłucha mnie, już ja go zmuszę - pomyślałam rozgorączkowana. Siedziałam ze splecionymi w koszyczek dłońmi, z gardła wydobywał się szloch.


- Co mogę dla ciebie zrobić? - Zapytał z doskonale obojętną miną.

Poczułam ciepły oddech. Dotknął moich ust, ale nic więcej.

- Muszę ci opowiedzieć. Jestem zła, rozumiesz... - zaczęłam i urywałam.

  Tak daleko zaszłam, byłam tak blisko. Serce podchodziło mi do gardła. Paweł otworzył szafkę, wyjął dwie szklanki, napełnił  whisky. Podając, komicznie przekrzywiał głowę i uśmiechał, był wyraźnie zdegustowany. Po pierwszym łyku czułam, że przewracają mi się wnętrzności, skrzywiłam się z obrzydzeniem.

- Och, możemy być spokojni.  Wierzę, że okażesz się nowym Raymondem Chandlerem - powiedział patrząc mi prosto w oczy.

W każdym razie starał się do końca, jak mógł. Od razu zrobiło mi lepiej, wypuściłam powietrze, z mojej szyi i ramion znikło napięcie. Wypiłam duszkiem kolejny łyk whisky: wydawała mi się mniej gorzka. Życie odzyskało sens, moje serce uderzało mocno i ufnie.

Czasem do rzeczy wielkich dochodzi się małymi kroczkami.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 24.11.2016 09:48 · Czytań: 2208 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
Dobra Cobra dnia 24.11.2016 11:07
Straszne są te cierpienia niedoszłej pisarki, częśc 1 (dajesz tu nadzieję, że będą kolejne części cierpień ;)


JOLU S,

Czyta się to, czyta. Ale nie ma się co zaginać na pisanie od razu trzystu (300!) stronicowych opowiadań. Ma być pięknie, wesoło i z natchnieniem. A nie w tfurczym cierpieniu i wyrywaniu włosa z głowy.


Cytat:
Skłaniałam się do założenia, że moja książka, będzie porządnie zrobiona, żeby kartki szły po kolei, nie było w środku stronic niezadrukowanych, a okładka przynajmniej nie od razu odpadła.
BArdzo miłę założenia, niestety (!) to wszystko zależy od zasobu szmalcu i sławy. Początkujących nie drukują na kredzie ;(

Cytat:
Podglądanie i podsłuchiwanie cudzych sekretów, to dla mnie zawsze wielka przyjemność,
No masz! A najbardziej smakują ich upadki, hihihi.

Cytat:
Świat wychylający się z drugiego okna należy na oko, do ślicznej jak posążek osiemnastolatki, dzikiej trochę. Prawdopodobnie naczytała się w kolorowych żurnalach, że trzeba kimś być. Zachłystuje się, byle, czym, urzeka ją powierzchowne piękno, a do tego jest głupia jak but.
A to jest akurat potfornie prawdziwe i zarazem przerażające - głupie piękne panny, służace tylko do jednego. Upadek totalny!


No i akcja z policją na koniec pełna tajemnicy, brawo!



Napisane dojrzale, ze znajmomością psychologii luckiej (niektórzy to mają bez zaawansowanych studiów). Pozostaje czekać na kolejną (kolejne?) odsłony dzieła.


Ukłony,

DoCo
JOLA S. dnia 24.11.2016 12:16
DoCo,

Nauczycielu Kochany, od dawna czytam Cię ze zrozumieniem, zarówno Twoje teksty jak i komentarze.

Wynoszę z nich mądrości życiowe i warsztatowe. Tym razem, też wielkie dzięki za rady wypisane między wierszami. Co z tego mojego pisania wyjdzie, to dopiero się okaże. Nie umiem poprzestać w poszukiwaniu własnej drogi, wyboistą ścieżką kroczy, ale nie jestem w tym pierwsza, ani ostatnia. Jeżeli Tobie się podobało, to wielka zachęta, a cenne przestrogi zanotowałam, nie tylko ku pamięci. ;)

Pozdrawiam gorąco :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 24.11.2016 15:21
Nie bierz mię pod włos, ni nie nazywaj nauczycielem przez duże N pisanym!


JOLU S,

Gdyż albowiem ja jestem tylko pokornym sługą prozy, a na dodatek tworzącym niszowo (czyli w niszy). Czyli opowieść powstaje dopiero. Jesteś bardzo odważną pisząca, gdyż ja bym nie potrafił publikować póki nie mam gotowej całości.

Weny życzę czym prędzej.


DoCo z pozdrowieniem
JOLA S. dnia 24.11.2016 17:22
DoCo,

nie wiem jakiej miary jesteś, jeśli marnym to źle, jeśli znakomitym to dla mnie jeszcze gorzej. Stoję na rozdrożu, próbując Cię troszkę poczochrać pod włos. Może być z włosem jeżeli to odmieni Twoje życie.
Okazujesz się istotą misternie skomplikowaną , dlatego poddaję Cię rzetelnej obserwacji, a do tego potrzeba nie lada odwagi ;)
Moja argumentacja tym razem wypada dosyć mizernie, więc kończę i pędzę ustawić się w kolejce po wenę. Należało zamówić miejsce z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, gdyż nie mam chodów w Redakcji.
Cóż, życie hazardem jest. ;)

Z niesłabnącym podziwem dla Twego talentu i erudycji

JOLA S.
mike17 dnia 26.11.2016 15:10
Dość dynamiczna i wciągająca opowiastka się tu pojawiła :)
Z nerwem i przytupem pociągnięte zdania jasno ukazują nieliche rozterki młodej pisarki, której wyobraźnia daje niewąsko popalić, i tym samym umożliwia pisanie powieści.

A że to osóbka mocno znerwicowana, lekturze dzieła towarzyszy wieczne nieopadające napięcie, co bardzo mi się podoba, bo cenię zdrowe nerwy w życiu, które nie nadwyrężają psyche, a ją ochoczo stymulują i popychają człeka ku nowym, nieodkrytym krainom.

Jest coś mocno psychodelicznego w tej opowiastce, co każe mi się ciągle uśmiechać pod nosem, może to kwestia "narwania" bohaterki, a może tego, jak opisałeś jej zmagania z wewnętrznymi ciężarami.

A miota się dziewczę, oj miota...

Z polszczyzną nie masz na bakier, gdzieś tam jakiś samotny przecinek wcale nie zakłóciły mi percepcji tych niezwykłych przygód - wręcz przeciwnie - jak akcja wciąga, człek nie baczy na duperele, jeno czyta i rajcuje się tekściorem :)

Jak ja, dziś, sącząc sobie przedniego browarka :)

Pozdrawiam Autorkę!
JOLA S. dnia 26.11.2016 15:39
Mike, niniejszą opowiastkę należy traktować z wielkim dystansem, nie traktując przygód niedoszłej pisarki poważnie. Wykonuje znaczące gesty, stroi pozy i odprawia wyszukane ceremonie wyłącznie ku uciesze Czytelnika. Przy tym dobrze się sama bawi.Uśmiech ponad wszystko. Od smutków i powagi każdemu należy się przerwa.To pisanie było dla mnie tylko pretekstem do snucia luźnych skojarzeń.
Moje intencje odczytałeś bezbłędnie, znasz doskonale kobiety, co udowodniasz po raz kolejny :)
Dzięki za dobre słowo , więcej napisać nie potrafię.
Do zobaczenia w II części :yes:
Ukłony :) :)
JOLA S.
Aronia23 dnia 28.11.2016 08:53 Ocena: Świetne!
Jolu S. Witam. Hm. A jednak są trzy kobiety: pisarka, Krystyna i Monika. Ni tylko pisarka cierpi, jej bohaterki też jakieś takie... :"Patrzę w dwa okna bez zasłon. Mglisty wieczór, chłód i wilgoć zacierają kształty, rujnują kolory. Dwie kobiety próbują rozprawić się z początkiem jesieni. Jedna strzela do liści jakby wszystko było ich winą. Druga ogląda na nogach i rękach tatuaże z marzeń.
Czy to jawa czy sen? Po chwili już nie mam wątpliwości. Wróciły.". I się zaczęło dopiero. Miotanie, latanie, wymyślanie, kombinowanie, ale początkujaca pisarka też ma zgryż , ni tylko jej boh. To je dobre:
"Skłaniałam się do naiwnego założenia, że moja książka, będzie porządnie zrobiona, żeby kartki szły po kolei, nie było w środku stronic niezadrukowanych, a okładka przynajmniej nie od razu odpadnie. Zawartość książki to osobna sprawa, wiadomo, twórczość literacka wyboistą ścieżką kroczy. Wiedziałam, napiszę powieść obliczoną na zaspokojenie gustów niezbyt wysmakowanych." I ten Leonardo, chyba w grobie się przewraca. dostrzegam jeszcze co nieco - podpowiedź. Ty napisałaś poradnik. Dziękuję. Jakże to nieco podobne do moich ostatnich wybuchów, ale. Dobra Kobieta z Ciebie, Pani Jolu. Kurczak, blady. Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 28.11.2016 09:21
Aronio, cierpienia nieopierzonej pisarki w krzywym zwierciadle. Cieszę się - dobrze odczytałaś.
Jesteś niezawodna. :)
Lubię się troszkę podroczyć, zresztą nie tylko z Czytelnikiem.
Za oknem zimowa słota i wichry, a w mej duszy gra i to są skutki ..... ;)

Zapraszam na kolejną odsłonę dzieła, już wkrótce :)

Pozdrawiam cieplutko
JOLA S.
purpur dnia 05.01.2017 16:38
Cierpienia pisarki powiadasz...

A mnie się wydaje, że bólu tutaj nie znajdziemy, ino tylko to co powoduje, że pióro wpada w dłoń. Opisane w dodatku od tylniej strony!, o zgrozo, wypadałoby to opisać słowem innym, ale ja tego nie zrobię, słowo to się nie pojawi, mimo iż powinno.

A do tego napisane ślicznie, pewnie mówię to nie pierwszy raz, ale cholera, masz dar składania zdań, z wyrazów które wpadają dokładnie w te miejsca w które powinny, ani o znak w lewo, ani o znak w prawo, dokładnie w swoją szufladkę.

Do tego pojawiają się takie śliczne przebłyski - dygresyjki z życia wzięte, zamknięte w mądrym wpisie, takim ludzkim, znaczy ludzko - pisarskim:

Cytat:
Każdy chce być ptakiem, ale gdyby posłuszny los, zamieniłby go w indyka, czułby się zawiedziony. - nice


Cytat:
Życie właściciela kota polega na nieustannym zamykaniu i otwieraniu drzwi.


Bardzo mi się to podoba!

Wiele jest tu elementów, które mi się podobają, ba, niektóre bym chętnie Tobie zabrał i już jestem zły, że to Tobie przypadła rola, wpisania ich na papier :)

Wiem, że możesz odnieść wrażenie, że wracający PurPur zatracił gdzieś swoje starczo - zżędliwe kłapanie paszczą, bo jest tak miło, przytulnie i bez ostrych przedmiotów... ale spokojnie, nic takiego się nie stało :) Chwilowo zauroczyłaś mnie sposobem napisania powyższego, jego lekkością, dojrzałością i naprawdę nie mam ochoty narzekać. A to akurat, nie zdarza się za często :p

Pozdrawiam,
Pur
JOLA S. dnia 05.01.2017 17:37
Purpurze ,

to Twój głos, nie wierzę. Słodkie przebudzenie, co za melodia i wdzięk.
To dzieje się naprawdę...
Czytałam Twój komentarz z taką intensywnością, że poczułam mrowienie w stopach. :)
Nagle, nie wiedzieć czemu, pomyślałam, że jestem dobra. Przestaję mieszkać w ciasnym pudełku, mam gdzieś pieniądze, wypływam na szerokie wody ;)

Matka objęła twarz początkującej pisarki dłońmi i powiedziała zatroskanym głosem

- Nie, nie kochanie.

Dzięki za czytanie, kłaniam się nisko i proszę nieśmiało o jeszcze. :)

JOLA S.
stawitzky dnia 01.02.2017 21:03
Potrafisz oddać myśl, którą założyłaś na samym początku, i ciągniesz ją do końca. Masz cholernie dobry warsztat.

Kilka zdań zapisałem i z pewnością ukradnę!

A przede mną kolejne części... :)
JOLA S. dnia 01.02.2017 22:51
stawitzky,
polecam się Twojej uwadze.
Twoje opinie będą bezcenne :)
Dużo czytania...

Czekam z niecierpliwością i gorąco pozdrawiam. :)
JOLA S.
Lilah dnia 05.02.2017 15:01
Przywędrowałam do 1. części i zamierzam przeczytać wszystkie kolejne, ale to trochę potrwa.

Tymczasem pozdrawiam serdecznie :)
JOLA S. dnia 05.02.2017 17:30
Lilah, bardzo mnie to cieszy.

Życzę podróży bez rozczarowań :)

Gorąco pozdrawiam :)
Ten_Smiertelny dnia 15.05.2018 11:26
Witaj Jolu,
tytuł z pewnością potężny, bo niesamowicie zaciekawia. :) Wszyscy przecież jesteśmy na Portalu takimi właśnie początkującymi pisarzami/pisarkami i wszyscy też… cierpimy…

Zda się więc naturalne, że z chęcią byśmy poczytali o tym jak to wygląda u innych. Tworzenie jest z pewnością procesem złożonym, wymagającym bólu i poświęcenia; a przecież znamy jedynie własne doświadczenia w tym względzie… Cierpienia więc początkujących pisarzy szczególnie mnie interesują i rad porównałbym je z mymi własnymi. Możliwe jednak, że trochę się zapędziłem…

Nie mogę się bowiem tutaj obyć, bez jakiejś takiej dygresji i wyznania, że twoje Jolu utwory, są czasem dla mnie pewną zagwozdką i nawet ciężko mi wypowiedzieć się na ich temat. Wynika to zapewne z mojej głupoty i naprawdę, proszę nie przejmuj się tym… :) Chciałem tak tylko usprawiedliwić się przed tobą, boję się bowiem, że (jak wiele moich) ten komentarz będzie trochę niedorzeczny. Chcę więc zawczasu wyjaśnić mą wyjątkową nieudolność w tym względzie. :)

Żeby jednak cię za bardzo nie straszyć, powiem, że tekst czytało mi się płynnie, z zaciekawieniem i przyjemnie. Nie nudziłem się, lecz na spokojnie analizowałem zachowania i odczucia bohaterki porównując je z moimi własnymi doświadczeniami. :)

Cytat:
Proszę Czytelnika, aby nie uważał mojej opowieści za dokument, zachował dystans i nie dziwił się nieścisłościom, ponieważ pisząca była zajęta zupełnie czym innym.


Już na wstępie (od autora) trochę zbaraniałem. Nie bardzo rozumiem, jak rozumieć te słowa… A przynajmniej na początku wcale ich nie zrozumiałem.

Nie dokument… Zatem jest to zupełnie fikcyjna opowieść o jakiejś początkującej pisarce? Cierpienia są elementem fabuły, służyć mają rozwojowi akcji. Dobrze mówię?

Nie bardzo wiem jednak jak miałbym zachować dystans. Czytając jakąś (szczególnie fikcyjną) opowieść zawsze identyfikuję się i wczuwam w bohatera i o żadnym dystansie mowy być nie może. Jak więc to?

Po przeczytaniu nieścisłości jakiś nie bardzo widziałem… Komentarze zaś wprawiały mnie w lekkie osłupienie. Szczególnie ten twój.

JOLA S. napisała:
niniejszą opowiastkę należy traktować z wielkim dystansem, nie traktując przygód niedoszłej pisarki poważnie. Wykonuje znaczące gesty, stroi pozy i odprawia wyszukane ceremonie wyłącznie ku uciesze Czytelnika. Przy tym dobrze się sama bawi. Uśmiech ponad wszystko. Od smutków i powagi każdemu należy się przerwa. To pisanie było dla mnie tylko pretekstem do snucia luźnych skojarzeń.


Kto by się spodziewał, że pisząc „Cierpienia” pragniesz od czytelnika uśmiechu? :)

Ja niestetyż wszystko traktuję poważnie i nie wiedząc o tym, twe opowiadanie (wbrew twej woli!) potraktowałem tak samo. Spaprałem sprawę!

Nigdy mi przez myśl nie przeszło cieszyć się z cierpień jakiejś pisarki! Nie wiem skąd czerpać miałbym tutaj uciechę…

Cytat:
mnie dopadały na przemian euforia i chandra, ale najgorszą udręką była niepewność.


Cóż… ja tak miewam/miewałem… Kiedy człowiek, dzień w dzień, po 12 godzin dziennie siedzi przy biurku wpatrując się w monitor i z całych sił stara się pracować… by później może połowę z tej pracy wyrzucić do kosza, możliwe są różne scenariusze…

Myślę, że niepewności rodzi się w nas i prowadzi do chandry, a nawet rozpaczy czy depresji, kiedy chcemy wszystko wziąć na siebie i własną pracą, jakby przebić mur problemów, czy trudności. A to jest przecież niemożliwe, bo człowiek jest przecież tak mały i nikły.

Ulgę daje dopiero zaufanie Bogu, uznanie, że to On panuje nad wszystkim, że jest wstanie dać nam umiejętność potrzebną do pracy oraz zapewnić nam powodzenie. Przypomnienie sobie o tym fakcie, pozwala odetchnąć; zaufanie Stwórcy umożliwia spokój ducha. :)


/////////////

Ogólnie jednak bohaterka twojego opowiadania ma, zupełnie inny sposób tworzenia niż ja. Puszczając wodze wyobraźni snuje wizje, prawie jakby telepatycznie odbierała jakieś informacje czy zdarzenia… skądś.

Ja zwykle mam bardzo konkretny i sprecyzowany pomysł. A raczej pomysły… które trzeba jedynie ubrać w całość.

Twoja bohaterka robi to zupełnie inaczej… Więc i tak się da? Czy może to tylko zupełnie fikcja?

Cytat:
Z pewnością nie jestem aniołem, ale czy istnieje coś takiego jak literatura tworzona przez aniołów. Ja w każdym razie nie miałam szczęścia jej poznać.


Hm… mamy przecież Biblię obmyśloną przez Boga, a to przecież więcej niż anioł… Polecam! ;)

Cytat:
Nie zależało mi na autentyczności sensu stricto. (…) Pogodziłam się z myślą, że w moim dziele wizerunki kobiet nie będą ani lepsze, ani gorsze od rzeczywistości.


Jakże łatwo pogodziła się z tą myślą! Nie bardzo rozumiem. Przecież realistyczne oddanie ludzkiego charakteru jest z pewnością najtrudniejsze. Choćby nieświadomie zawsze człowiek minimalnie przegnie w jedną lub drugą stronę. Przedstawienie zaś rzeczywistości, takiej jakiej jest, jest chyba niemal niemożliwe…

Cytat:
Każdy chce być ptakiem, ale gdyby posłuszny los, zamieniłby go w indyka, czułby się zawiedziony.


Nie rozumiem dlaczego każdy miałby chcieć być ptakiem… Nawet jeśli jednak marzyłby o tym, to miałby w myśli raczej ptaka fruwającego, a nie indyka, więc i los wcale nie byłby posłuszny…

Ale fakt! To bardzo zabawne stwierdzenie. :)
Może nawet i mądre. Mi w każdym razie, mimo oczywistej niedorzeczności, jednak się podoba. Przypomina trochę złote myśli filozofów. :)

Cytat:
Nikomu nie narzucam swojej prawdy.


Nie ma prawdy swojej i nieswojej. Prawda jest tylko jedna. Chrystus powiedział: „Ja jestem prawdą drogą i życiem”. On też z pewnością swą prawdę „narzucał”.

Na prawdę
Że względna jest,
zewsząd ją pomawiają.
Tak mówią wszyscy, którzy jej nie znają.

Cytat:
Wierzę w rozmaite rodzaje piekieł, niektóre są dobrowolne. Siedzą w nich ochotnicy, a każdy sam sobie smoły do kotła dolewa.


Nie lubię takiego arcytypowego myślenia. Jezus Chrystus zapewne pierwszy mógłby być przytoczony jako przykład takiego ochotnika, gdyż mówił: „jak długo będę was cierpieć” i bolał, a na koniec jego postępowanie doprowadziło do jego śmierci męczeńskiej! Niewątpliwie gdyby postępował inaczej nie cierpiałby i żył długo i szczęśliwie.

Rzeczywiście najlepsze co można powiedzieć o osobie strapionej i nieszczęśliwej to, to – że sama jest sobie winna! Dobra to pociecha! i szczyt współczesnego współczucia…

Cytat:
Czasem lubię moralizować, to fatalna cecha.


Dlaczego to ma być fatalna cecha? Lepiej demoralizować?

Wyobraź sobie, że nasz rodak Wacław Potocki, najbardziej lubił w swych tekstach pouczać i moralizować i w efekcie napisał ich aż 300 000!!! Tak! trzysta tysięcy! Niewiarygodne!

I mówiono wówczas o nim, że jest „we wszystkim doskonały”. A jego dzieła bardzo się ludziom podobały.

No ale, tak! to były dawne czasy, dziś moralista jest znienawidzony, a kto demoralizuje, zbiera oklaski. Taki mamy postęp głupoty.

Moralizować dobrze, bardzo nawet dobrze. Byle tylko wiedzieć co mówić i jak to robić.

Twoja bohaterka usprawiedliwia się, że nie jest aniołem. Marne to usprawiedliwienie. Jeśli nie jest, to niech chociaż stara się być. Wszyscy wszakże jesteśmy niedoskonali, mamy jednak też obowiązek do doskonałości dążyć i o moralność zabiegać.

A kobieta to już w ogóle powinna być aniołem… <śmiech>

////
Ponarzekałem, ponarzekałem, ale nie czytało mi się źle. Wręcz przeciwnie! Z twoich które dotychczas przeczytałem, to czytało mi się najłatwiej i z największą ciekawością. :)

Pozdrawia cię nie anioł, lecz podobny do twojej bohaterki zwykły śmiertelnik i niedoszły pisarz. Bądź zdrowa! :)

Ten Śmiertelny

PS
Wracając jeszcze do tekstu i myśląc więcej, widzę, że jednak były pewne elementy humorystyczne. To po prostu ja, barani łeb, mimo twych ostrzeżeń, podszedłem do tekstu zbyt poważnie. Cóż może następnym razem…
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
24/01/2022 21:22
Usunąłem co zbędne. »
annakoch
24/01/2022 20:23
Świetne ! Moja głowa zobaczyła gotowy obraz filmowy.… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 17:39
Dobrze, skoro nie na temat, to usuwam komentarz. zresztą był… »
Florian Konrad
24/01/2022 16:56
Jejciu... co za pytanie. Więc proszę napisać ten tekst o… »
Mareczek
24/01/2022 16:36
Nie zawodzisz Wiolinie.Kolejny wiersz Twojego pióra będący… »
Maciej Bienias
24/01/2022 16:28
Choć gdybym chciał nie wiem jak bardzo uczynić zadość… »
Mareczek
24/01/2022 16:15
Zrobiłaś aniat.wiwisekcję bólu i rozpaczy,która mnie… »
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas