Czarna dziura - Galernik
Proza » Humoreska » Czarna dziura
A A A
Od autora: III nagroda XIX Ogólnopolskiego Turnieju Satyry „O Złota Szpilę”- turniej literacki.
CK w Przemyślu, 2016 r.

    Był ciepły, letni, słoneczny dzień, szedłem skrajem leśnej drogi, gdy nagle w trawie coś się poruszyło. Przystanąłem, aby się temu przyjrzeć. Mysz, zaskroniec, przebiegło mi przez głowę, bo chyba nie zając, zauważyłbym go. Poza tym, uciekłby. Jak to zając. Już miałem pójść dalej, kiedy znowu spostrzegłem ruch.

     Rozchyliłem źdźbła i oczom moim ukazał się niezwykły widok: na ziemi siedziało kilka, może kilkoro, trudno było poznać ich płeć, małych, wystraszonych ludzików. Zresztą, nie wiem, czy można je tak nazwać, na pewno nie były to krasnoludki, nie wierzę w ich istnienie, a jeśli już, to powinny mieć, zgodnie z nazwą, czerwone czapeczki albo kubraczki.

     Nie, nie były to ufoludki, posiadałyby jakieś czułki, antenki, wydawałyby dźwięki w rodzaju: pi, pi, pi, czy coś podobnego,  a tu, nic z tych rzeczy. Stworki były ubrane na zielono, miały wzrost małego kota i wyraźnie starały się, abym ich nie zauważył. Stroje koloru trawy zlewały się z podłożem, ledwo mogłem je dostrzec. Chyba w ogóle unikały ludzi, bo nikt ich wcześniej nie widział, nawet stara Maciaszczykowa, która wszystko wie, i wszędzie jej pełno.

     Dobra nasza, pomyślałem, będę was teraz obserwował. Stałem przez chwilę nieruchomo, a kiedy uznały, że są bezpieczne, poszły dalej. Dreptały wąziutką ścieżynką, rozglądając się czujnie, jakby czegoś szukały. Nagle zamarły w bezruchu, zastygły w dziwnych pozach, jak w zatrzymanym filmie akcji. Podczas, gdy one stały jak zamurowane, ścieżkę przekraczała inna, kolorowa procesja, jeszcze mniejsze skrzaty, ubrane na pomarańczowo. To właśnie ten kolor sprawił, że je zauważyłem, były kształtu i wielkości chrząszczy, poruszały się podobnie, na sześciu, czy ośmiu cienkich nóżkach.

     Zielonki odczekały chwilę, a potem, o zgrozo, z piskiem, tupotem małych kończyn, rzuciły się na pomarańczowe towarzystwo, tłukąc niemiłosiernie tym, co który miał w łapkach: a to grubsze źdźbło trawy, a to ciskając szyszkami czy żołędziami, wyciąganymi z zakamarków pelerynek.

     Ale z was wredne typki, pomyślałem, to tak? To mniejszy, innego koloru, w tym samym lesie żyć nie może? Podniosłem leżący opodal kij, i dalejże ich okładać. A macie, nauczcie się tolerancji, wrzeszczałem zdenerwowany, bijąc na prawo i lewo. Rozpierzchły się czym prędzej, podskakując śmiesznie i nakładając na główki, hełmy, czy kaski zrobione ze skorup żółwich lub, kto ich tam wie, z czego.

     Kiedy tylko zniknął ostatni, zaszło słońce, tak mi się przynajmniej zdawało. Jednak to nie chmury je przysłoniły, to pojawiła się nagle, Bóg wie skąd, ogromna, niebieska postać, pochyliła nade mną, dłonią wielkości stodoły chwyciła za kark, uniosła    w górę i usłyszałem: słabszych i mniejszych bijesz, nikt cię tolerancji nie nauczył? Jak nie dostałem wielkiego kopa w dupę, jak nie poleciałem w górę, aż Wielki Mur Chiński zobaczyłem, podobno jedyną, stworzoną przez człowieka budowlę, widzianą  z kosmosu. Oho, pomyślałem, źle ze mną, przecież tu nie ma powietrza, tu jest pustka, nic, przestrzeń międzygwiezdna, międzygalaktyczna, jak ja tu wytrzymam?

     Zanim to do mnie dotarło, z otaczającej mgławicy, z głębin takich, że teleskop Hubble’a pewnie by go nie namierzył, dobiegł głos. Ze wszystkich stron jednocześnie, mówił:  maluczkiego bijesz, który jest na obraz i podobieństwo, jak ci nie wstyd? A gdzie tolerancja? Mój ciemiężyciel, wielki jak Pałac Kultury, został ogromną, niewidzialną energią rzucony w otwartą przestrzeń, w stronę czarnej dziury, która go w zawrotnym tempie wessała. W tym momencie odczułem delikatny, leciutki dotyk, po którym zacząłem się kierować w stronę Układu Słonecznego. Podziwiałem Wszechświat, słońca, gwiazdy i planety. Kiedy dotarłem do atmosfery ziemskiej, zaczerpnąłem haust powietrza, w ostatniej chwili chwyciłem jeszcze w locie błyskawicę, a gdy byłem już blisko, cisnąłem nią w dom Maciaszczykowej.

     Wylądowałem łagodnie, tuż obok miejsca spotkania z zielonymi ludkami. Odnalazłem je. Siedziały skulone pod krzaczkiem czarnych jagód, którymi, dla większego kamuflażu, posmarowały buźki na czarno. Z pewnym ociąganiem, ale przyjęły moje przeprosiny. Zaprosiłem je do siebie, poczęstowałem jałowcówką, smakowała. Odtąd żyjemy w zgodzie, odwiedzamy się. Ale nie lubimy tych gnojków na ośmiu łapkach, przekopujemy im ścieżki, robimy zatory, sikamy do studni. Niech nie myślą, że będą nam świecić w oczy swoim pomarańczowym kolorem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Galernik · dnia 29.11.2016 18:00 · Czytań: 688 · Średnia ocena: 3,6 · Komentarzy: 7
Komentarze
Niczyja dnia 29.11.2016 22:31 Ocena: Bardzo dobre
Galerniku,

No świetna relaksacyjna opowiastka na dobranoc;)
Mam nadzieję mieć po niej jagodowe lub pomarańczowe sny, czego i Tobie Autorze życzę.
Pamiętaj, że jagody są najlepsze i największe w Górach Izerskich, a pomarańcze, koniecznie czerwone!, najsłodsze i najbardziej soczyste pochodzą z Sycylii.

Miło było zakończyć dzień z Twoim leciutkim, acz zawierającym przesłanie tekstem.

Dobranoc:)
Niczyja
Dobra Cobra dnia 29.11.2016 22:35 Ocena: Przeciętne
Gratulacje za otrzymanie III nagrody!

Galerniku,

I tak własciwie to nie wiadomo, po co dajesz taką uwagę o tym wyróżnieniu na wstępie. Jeśli jesteś chwalipiętą - jak najbardziej rozumiem, choć absolutnie nie popieram. Jesli jednak ta nieskromna uwaga ma sprawić, że czytelnik łaskawiej spojrzy na Twój tekst to już takie sobie zagranie. Na PP (moim skromnym zdaniem) czytało się już bowiem o wiele lepsze opowiadania, które jednak żadnych nagrod nie otrzymały.

Nie wiem, jakimi kategoriami kierowało sie jury tego zacnego Konkursu, a może byli to młodziaki, które niewiele przeczytali w życiu. Albo poziom był po prostu marny. Bo ja w tej opowieści niczego aż tak satyrycznego nie znajduję. Co więcej - jest ono na dość średnim poziomie.

Zatem jak sam widzisz wstęp Od Autora tylko pogrąża niniejszą opowieść. Może po prostu z niego zrezygnować? Strasznie nie znoszę wazeliny.


Ukłony,

DoCo
al-szamanka dnia 30.11.2016 04:59 Ocena: Bardzo dobre
Ha, tekst czytany przed piątą rano łagodnie wprowadza czytelnika w długi dzień.
Przede wszystkim dlatego, gdyż jest po prostu sympatyczny.
Oczywiście już po pierwszej przestrodze z góry wiadomo o co chodzi, niemniej do końca czyta się z ciekawością.
Ale właśnie końcówka mnie zaskoczyła.
Nie tego się spodziewałam :D
Chociaż przyznać trzeba, że właściwie było to jedyne możliwe rozwiązanie nierozsypujące tekstu.
Parsknęłam śmiechem.
Życie, samo życie-
Pozostaje jeszcze zapytać... co z panią Maciaszczakową.
I czy czasami ona też nie wypiła jałowcówki... z ośmiołapkowymi :D

Pozdrawiam porannie :)
skroplami dnia 30.11.2016 07:54 Ocena: Bardzo dobre
Na dobranoc i na dzień dobry, bardzo dobre :).
Uśmiech zostaje ze mną na kilka godzin, się panoszy ;).
Jednocześnie nauka z uśmiechem lub przypomnienie co dobre i jak należy a przynajmniej powinno się. Jeśli nas od małego nie nauczono ;). Lub jeżeli zapominalscy jesteśmy.
No i że kara istnieje, też dobrze wiedzieć, na wszelki :).
Galernik dnia 01.12.2016 19:54
Niczyja, bardzo dziękuję. Miło, że dzięki mojemu tekścikowi zrelaksowałaś się po twórczym, zapewne, dniu. Dawno nie byłem w Górach Izerskich. Jeśli jagody są tam najlepsze i największe, to warto się tam wybrać. Jagody są dobre na oczy, może pozwolą dostrzec niewidzialne. Serdecznie pozdrawiam.

al-szamanko, ciekaw jestem jakiego zakończenia się spodziewałaś, zdradzisz?
Maciaszczykowa po prostu dostała za swoje, po co się wtrąca w nie swoje sprawy...
Serdeczności ślę :)

skroplami, "uśmiech zostaje na kilka godzin" - to najwspanialsza recenzja, podziękowania serdeczne.

Dobra Cobro, takie Twoje święte prawo aby się z kimś zgadzać lub nie i oceniać tekst według swojej miary. To szanuję. Wszak nie każdy ma takie samo poczucie humoru. Lub nie ma go wcale, z tym też da się żyć, choć trudniej jakoś (moim skromnym zdaniem).
Ale przypisywać intencje, przypinać łatki, obrażać? Fe, nieładnie, po prostu nieładnie.
OWSIANKO dnia 20.04.2020 15:14 Ocena: Bardzo dobre
Galernik
Tekst zacności pełen i filozoficzny na dodatek. A pointa na czasie, bo gdy nie wiemy, komu przypisać spadające na nas nieszczęścia, nie szukamy winnych wśród cyklistów? Taką rolę pełni Maciaszczykowa.

Pozdrawiam wszystkich, prócz D. Cobry. Tym razem się nie popisał, a szkoda, bo to dobry tekściarz jest.
Galernik dnia 20.04.2020 18:59
Owsianko - to prawda, szukamy winnych, zapominając wszakże o sobie. Inna rzecz, że cztery lata temu to jeszcze nie było mody na szukanie winy u cyklistów i wegetarian (rety - jagody są potrawą wegetariańską!).

Pozdrawiam wszystkich bez wyjątku :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:joanna_wie