Idealne państwo, idealne społeczeństwo. Opowiadanie okolicznościowe. - MichaelTequila
Proza » Długie Opowiadania » Idealne państwo, idealne społeczeństwo. Opowiadanie okolicznościowe.
A A A
Od autora: Opowiadanie w istocie nie jest długie. Liczy niecałe 7 stron tekstu formatu A4.

Proszę nie krępować się w wyrażaniu opinii. Jestem autorem chętnie słuchającym Czytelników, tym bardziej, że wiem dobrze z doświadczenia, że tekst, który podoba się jednemu czytelnikowi, inny może uznać za nędzny.

Komentarze i uwagi są dla mnie tym cenniejsze, że opowiadanie to zamierzam włączyć do zbioru opowiadań, jaki planuję wydać w formie książkowej w pierwszym kwartale 2017 roku.

Serdeczne pozdrowienia noworoczne,

Michael Tequila.

Wydarzenie z pozoru było mało znaczące. Poseł opozycji stojąc przy mównicy wyznał miłość przewodniczącemu parlamentu. Powiedział, że go kocha. Kiedy to mówił, trzymał w ręku kartkę świąteczną z życzeniami dla dziennikarzy, którym rządząca Partia Dobroczynności pragnęła zwęzić korytarze dla ułatwienia pracy w parlamencie oraz skrócić sztandar dziennikarski, dodatkowo utrudniający im poruszanie się po korytarzach. Przewodniczący udzielił adoratorowi dla ostrzeżenia dwa upomnienia, po czym wręczył mu czerwoną kartkę. W innym demokratycznym parlamencie wyznanie miłości mężczyźnie przez mężczyznę ani kartka z życzeniami dla jakiejś grupy zawodowej nikogo by specjalnie nie zdziwiło, ale nie w tym kraju. Z drobnej sprawy wynikła wielka granda.

Decyzja przewodniczącego podziałała na opozycję jak czerwona płachta na byka. Ci ludzie dosłownie oszaleli: zaczęli krzyczeć, tupać, protestować, chwilę później otoczyli mównicę i fotel przewodniczącego żądając przywrócenia ukaranego posła do gry. Zaniepokoiło to prezesa Partii Dobroczynności, który dorywczo pełnił również funkcję premiera. Poprosił kolegę o wyjaśnienie. Ten wytłumaczył krótko, o co poszło.

- Jestem rozżalony na niego. Spodziewałem się, że uczyni to w bardziej intymnym nastroju, że przyniesie kwiaty i że uklęknie przede mną. A tu taka publiczna żenada. Nie spodziewałem się tego po nim. Wyglądało to jak gruby żart. Samo oświadczenie miłości na pewno było miłe, ale poza tym to dno. Co więcej, on chciał mówić o muzyce i pieniądzach, a nie o miłości.

Prezesowi PD ledwo udało się uspokoić kolegę. Pocałował go w rękę. Nigdy nie całował mężczyzn w rękę, ale tym razem zrobił wyjątek. Przekonał go także do utrzymania czerwonej kartki w mocy.

Życzenie opozycji nie zostało spełnione. Przewodniczący parlamentu mógł im ustąpić, ale nie uczynił tego po wymianie serdeczności z prezesem partii. Nie mógł wybaczyć i nie wybaczył, choć bardzo tego pragnął. Opozycja w odwecie uparła się, aby zablokować mównicę i jego fotel w sali posiedzeń. Okazała się również nieugięta.

Te trzy czy cztery z pozoru proste decyzje zapoczątkowały długi ciąg niezwykłych zdarzeń.

*****

Incydent w parlamencie pokazano w telewizji, wywołał on gwałtowną reakcję. Postępowanie przewodniczącego nie podobało się wielu widzom, którzy uznali, że nie ma on serca, że odrzucił oferowaną mu miłość, że jest bezlitosny. Na ulice miasta wyległy tysięczne tłumy. Liczba protestujących nieprzerwanie rosła. Zebrani skandowali różne hasła, śpiewali poważne pieśni, wygłaszali krótkie, dosadne przemówienia, unikając jednak nieparlamentarnych słów. W końcu zablokowali wyjazd z parlamentu przedstawicieli partii rządzącej. Interweniowała policja, usuwając demonstrantów uniemożliwiających przejazd.

- Blokada sali posiedzeń parlamentu grozi załamaniem porządku prawnego kraju, ruiną gospodarki, naruszeniem przyjaznych stosunków z sąsiadami, innymi słowy totalną klęską. - Tak określił sytuację prezes Partii Dobroczynności. - Zapytajmy się otwarcie, nie owijając sprawy w bawełnę, kto buntuje się przeciwko nam, legalnej władzy? Są to szumowiny i elementy społeczne, zwolennicy poprzedniej skorumpowanej partii, której odebraliśmy władzę. - Przewodnicząc rozwinął długą listę przewinień poprzedniej władzy, po czym podsumował. - Demonstranci na ulicy buntują się przeciwko nam, władzy rządzącej sprawiedliwie i rozważnie, pragnącej dobra całego społeczeństwa, a nie elit. Niedoczekanie ich!

Członkowie PD słuchali przemówienia prezesa z uwagą i szacunkiem. Kiedy wpadł w gniew, uznali ten gniew za dojrzały i sprawiedliwy. Swoją aprobatę wyrażali energicznym potakiwaniem. Słychać było także okrzyki: - Dla dobra narodu udzielamy panu pełnego poparcia. Jesteśmy jego demokratycznie wybraną reprezentacją. Jesteśmy z nim tożsami. Partia to naród, naród to partia! - Zaczęli skandować patrząc w oczy sobie oraz widzom siedzącym przed telewizorami.

Obywatele zgromadzeni na ulicy nie przyjęli jednak łatwo słów prezesa, przewodniczego, ani członków partii rządzącej. - Mamy własny rozum i serce. Nie musicie za nas decydować. Mamy was dość! - Krzyczeli zbiorowo i indywidualnie, i nadal gromadzili się jakby zbierając siły.

Przewodniczący parlamentu przy wsparciu prezesa PD podjął decyzję. W ciągu nocy na ulicach pojawiła się policja, żandarmeria oraz agenci w niewidzialnych garniturach, dobrze odżywieni, mocno wywatowani, ostre rysy na marsowych twarzach. Żaden z ich nie uśmiechnął się nawet przez moment, kiedy tworzyli kordon odgradzając demonstrantów od parlamentu. Rankiem następnego dnia wszystkie wejścia do parlamentu były zablokowane, a ulice odgrodzone stalowymi płotami. Przywódcy opozycji i nieprawomyślni komentatorzy sugerowali, że rolą sił porządkowych było zaszokować i zastraszyć obywateli. Niektórzy obywatele w to wierzyli, inni nie.

Dzięki zdecydowanej akcji rządu sytuacja została opanowana. Prezes PD był zadowolony. Obronił integralność parlamentu i legalnie wybranej władzy. Ze wszystkich ludzi w kraju tylko on jeden uśmiechał się.

*****

Po trzech latach rządów Partii Dobroczynności, zwanej także Partią Dobrobytu, powstało wymarzone przez naród idealne państwo, a w ślad za nim ukształtowało się idealne społeczeństwo. Wymagało to niezliczonych reform, aktów prawnych, rozwiązań instytucjonalnych, a nade wszystko nieprzerwanej perswazji.

Jednym z najważniejszych rozwiązań był Rejestr Specjalny, oznaczony kodem RS, narzędzie stanowiące podstawę każdego nowoczesnego państwa. Jego beneficjentami byli szarzy obywatele, o których nikt wcześniej nie mówił, albo mówił bardzo niewyraźnie. Szarzy obywatele dzięki władzy Partii Dobroczynności w końcu poczuli się w kraju jak u siebie, gdzie innym nie powodzi się lepiej niż im samym. Czerpali z tego wielką satysfakcję.

Rejestr Specjalny podlegał bezpośrednio prezesowi PD, pełniącemu dorywczo rolę premiera. Rejestr przechowywano w podwójnie opancerzonej szafie ze złotym emblematem lwa ze skrzydłami orła. Szafa była wbudowana w ścianę dzielącą gabinet premiera i gabinet Ministra Służb Specjalnych. Dostęp do niej miały tylko trzy osoby: premier i minister służb specjalnych oraz jedna kobieta, której nazwisko było utajnione. Wiedziano o niej tylko tyle, że była mocno zbudowana, silna i miała tubalny głos i nawet w czasie największej trwogi wznosiła odważnie dłoń w górę z palcami ułożonymi w symbol zwycięstwa. Układ dwóch mężczyzn plus jedna kobieta zapewniał równowagę płci, czego życzył sobie premier. - Jesteśmy demokratyczni do szpiku kości. - Powtarzał to wielokrotnie, aby nikt nie miał wątpliwości. W jego partii nie było to potrzebne, bo wszyscy jej członkowie myśleli identycznie. Tkwiła w tym ogromna siła.

RS był rejestrem osób wrogich, podejrzanych o wrogość oraz niechętnych władzy. Nie państwu, nie społeczeństwu, ale właśnie władzy, która w ocenie prezesa była niczym innym jak sublimacją ideału, o którym pisał Platon dwa tysiące pięćset lat wcześniej. Prezes, uznawany już wtedy za geniusza politycznego, oparł zręby idealnego państwa na teorii Platona, geniusza filozoficznego, którego darzył wielkim zaufaniem z uwagi na jego poglądy na demokrację ludową.

Jako symbol sił rządzących prezes PD był najbardziej zagrożony przez jednostki wrogie i niechętne władzy. Rząd traktował te zagrożenia niezwykle poważnie. - Wiadomo, że jak umiera mózg, to umiera cały organizm. - Lapidarnie wyjaśniał Minister Zdrowia, były ekspert sądowy z poważnym doświadczeniem w wystawianiu świadectw zgonu.

Jednostki wrogie i niechętne Rejestr Specjalny określał generalnie jako indywidua. Usystematyzowano je hierarchicznie wedle skali ich negatywnych uczuć. Najwyższą kategorię stanowiły indywidua wrogie władzy, kod IWW. Do tej kategorii zaliczono także opozycję parlamentarną po zebraniu pełnej dokumentacji ich dywersyjnej pracy. Opozycja - jak się okazało - była ideologicznie sponsorowana z zewnątrz kraju i to na masową skalę.

Drugi, niższy poziom RS, stanowiły indywidua podejrzewane o wrogość, kod IPW. Chodziło o podejrzenia natury uniwersalnej, zarówno te niebudzące żadnych wątpliwości jak i budzące wątpliwości. Tak było bezpieczniej i taniej. Było to ważne, ponieważ bezpieczeństwo i ekonomia były głównymi hasłami rządu.

Najniżej w hierarchii zagrożenia, był to poziom trzeci, stały indywidua niechętne władzy, kod INW. Do ich teczek dostęp miała, prócz wymienionej już trójki, także policja. To samo indywiduum mogło znaleźć się na wszystkich szczeblach Rejestru Specjalnego. Znaczyło to, że jest ono niebezpieczne pod każdym względem.

Indywidua znajdujące się w Rejestrze Specjalnym były traktowane w sposób szczególny: policja, służba więzienna i służby specjalne mogły je aresztować i trzymać w areszcie do trzech miesięcy bez oskarżenia, także wymuszać zeznania, ale tylko w „rozsądnym wymiarze”, jeśli oskarżeni zagrażali bezpośrednio partii rządzącej, parlamentowi lub rządowi, czyli najwyższym organom władzy państwowej. Zasady strzelania do indywiduów przy próbie ucieczki były określone przez rząd w odrębnym akcie prawnym. Aresztowania indywiduów odbywały się głównie nocą, najpóźniej nad samym ranem, kiedy poszukiwani spali.

Dostęp do teczek RS premier i minister służb specjalnych mieli bezpośrednio ze swoich gabinetów poprzez wewnętrzne drzwiczki w sejfie pancernym. Sejf znajdował się za ich plecami, nie było więc mowy, aby ktokolwiek zbliżył się do niego niepostrzeżenie. W obydwu gabinetach oprócz wartownika ukrytego za zasłoną w rogu pokoju czuwał także pies wilczur.

Wbrew opiniom opozycji, rządowi nie chodziło o zastraszenie obywateli, ale o wychowanie społeczeństwa w duchu karności i porządku. Wyjaśnił to prezes, dorywczo pełniący również funkcję premiera, szczególnie wysoko ceniący ład społeczny.

- Bez karności i porządku nie ma kołaczy. - Mówił prezes prawie nie rozciągając linii uśmiechu usytuowanej nad górną wargą. Dolnej wargi nie angażował, gdyż była ona zarezerwowana na okazje specjalne, kiedy opozycja i krnąbrni obywatele usiłowali wyprowadzić go z równowagi.

*****

System rządzenia oparty o RS przyniósł krajowi wielkie korzyści; dzięki niemu obywatele nauczyli się karności i porządku. Z czasem okazało się jednak, że miał on także pewną słabość. Chodziło o to, że obywatele ukształtowali w sobie nawyk nabierania wody w usta, w związku z czym pojawiły się braki wody, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. Ceny wody poszły w górę, ale nikt nie mógł się skarżyć, ponieważ miał wodę w ustach, w związku z czym rząd mógł zapomnieć o problemie, przynajmniej przejściowo.

- Dlaczego ludzie nabierają wody w usta, choć nikt ich do tego nie zmusza? - Nie było to pytanie szekspirowskie, mógł je zadać każdy przeciętny polityk, umiejący myśleć i powiedzieć coś sensownego. Różne były mniemania i teorie. Niektórzy obywatele bali się o pracę, szczególnie w urzędach państwowych, policji, szkołach, tam gdzie zwierzchnik miał nad sobą drabinę dalszych zwierzchników sięgającą szczytów władzy, czyli rządu. Inni milczeli z wygody lub zobojętnienia. Jeszcze inni, aby zapomnieć co im dolega, wpadali w szpony seksu, narkotyków, papierosów lub alkoholu. Ci, którzy nie lubili wody, wyjeżdżali za granicę do pracy lub na długie wakacje, jeśli mieli kogoś, kto chciał ich sponsorować.

Skutki milczenia społeczeństwa odbijały się coraz bardziej na gospodarce. Drastycznie spadło zapotrzebowanie na kawę i herbatę. Zaoszczędzone w ten sposób dewizy rząd przeznaczył na potrzeby armii. Po dwóch latach kraj był potężnie uzbrojony, a jego armia budziła szacunek u wrogów, zwłaszcza kiedy rozwinęła amatorską partyzantkę, zakwaterowaną w ziemiankach po lasach i kiedy trzeba przerzucaną na miejsce akcji. Była to formacja cichociemna, cicha jak milczenie i ciemna jak noc bez księżyca. Dzięki wzrostowi siły militarnej państwa wzrosło poczucie bezpieczeństwa obywateli, z czego się wszyscy cieszyli. Mając wodę w ustach wyrażali to błyszczącymi z radości oczami i radosnym bulgotaniem w gardle. Określenie „nabrać wody w ustach” upowszechniło się, natomiast określenia „suche usta” i „spieczone usta” przeszły do archiwum, w końcu do historii.

*****

Członkowie PD i przedstawiciele rządu mieli zapewnione zaopatrzenie w wodę z zasobów strategicznych kraju, w związku z czym nie musieli nabierać jej w usta. Prywatnie wyrażali pogląd, że jest to nieestetyczne i niesmaczne. Mając usta wolne do gadania, zachowywali powagę i nie poświęcali czasu na płoche rozmowy z opozycją, organizacjami społecznymi i obywatelami.

- Byłoby to niepoważne. My jesteśmy po to, aby kierować społeczeństwem, a nie rozmawiać z nim, bo jest to czas obustronnie zmarnowany. - Wyjaśniał rzecznik rządu na konferencjach prasowych. Dwóch dyżurnych naukowców i dyrektor rządowego ośrodka badania opinii publicznej poważnym potakiwaniem potwierdzali tę prawdę. Dziennikarzom nie pozwalano zadawać pytań; były one z zasady beznadziejne i rządowi szkoda było na nie czasu.

Zamiast prowadzenia czczych rozmów z dziennikarzami, rząd koncentrował się na krytyce wrogów narodu oraz udzielaniu instrukcji obywatelom, jak żyć i postępować. Niezależnie od okoliczności, rząd regularnie weryfikował listy indywiduów zanotowanych w Rejestrze Specjalnym.

*****

Rejestr Specjalny służący ewidencji i eliminacji indywiduów wrogich i niechętnych władzy stworzył fantastyczne możliwości doskonalenia administracji państwowej. Jego celem było zapewnienie szczęścia obywatelom. Nie chodziło o szczęście w ogóle, byłoby to zbyt prozaiczne, ale o szczęście totalne. Ilość totalnego szczęścia należnego każdemu obywatelowi określały wskaźniki wyliczane przez Ministerstwo Informacji Publicznej. Prawo do totalnego szczęścia określał szczegółowo Regulamin Rządu, naczelny akt normatywny państwa. Szczęścia nauczano w szkołach na lekcjach wychowania patriotycznego pod hasłem: „Każdy obywatel ma prawo do totalnego szczęścia”. W nauczaniu szczęścia rząd kierował się doświadczeniami historycznymi i tradycją, jak również instrukcjami zawartymi w podręczniku „Proces” autorstwa Franza Kafki.

Wyraz „totalny” nabrał pozytywnego znaczenia i upowszechnił się w różnych formach i ujęciach: totalne szczęście, totalna władza, w końcu totalitaryzm rozumiany jako najwyższa forma szczęścia indywidualnego obywatela i całego społeczeństwa. Totalitaryzm stał się hasłem naczelnym Partii Dobroczynności i rządu.

*****

Mimo ogromnego postępu w kierunku totalitaryzmu, najwyższej formy szczęścia obywatelskiego, w kraju zaczęło panoszyć się kłamstwo i chamstwo, spokrewnione ze sobą pojęcia zezwierzęcenia wywodzące się z jednego pnia ewolucji. Indywidua wrogie i niechętne władzy sugerowały, że dwaj bracia pojęciowi są sponsorowani przez partię i rząd, lubiące wyprzeć się prawdy, kiedy była ona zbyt bolesna lub prawdziwa. Wedle indywiduów regularne używanie terminu „prawdziwa” było nadużyciem, gdyż nie każda prawda przedstawiana przez władzę nosiła takie znamię.

W ramach totalitaryzmu mnożyły się doniesienia na indywidua, gdyż wielu obywateli pragnęło dołożyć swoją cegiełkę do eliminacji osób wrogich władzy. Powody doniesień, przybierających często formę anonimów, były bardzo różne: ludzie wyciągali prywatne żale, ktoś komuś nadepnął na piętę lub spojrzał krzywo, albo nazwał świńskim ryjem, albo powiedział coś za plecami, albo skrytykował choćby nawet nieśmiało jakiś organ władzy państwowej. W ślad za doniesieniami szły dochodzenia, różnego rodzaju komisje śledcze, procesy sądowe oraz wezwania do składania zeznań, wręczane o godzinie szóstej rano lub dwudziestej trzeciej w nocy. Były to oficjalne godziny wręczania wezwań sądowych.

Na pytania indywiduów otrzymujących wezwania, dlaczego dostarczano je bardzo wcześnie rano lub nocą, przedstawiciele służb doręczeniowych, ubrani w czarne dresy i kominiarki odsłaniające tylko orli nos i penetrujące oczy, mocniej ujmowali broń z obawy, że pytający zechce ją wyrwać w celu siania terroru, przed którym przestrzegał rząd. Z reguły też wyjaśniali uprzejmie: „Taką mamy pracę”, albo, „Chcieliśmy mieć pewność, że jest pan w domu”, albo „Proszę o to pytać mojego szefa”, albo „Lubimy sprawiać obywatelom niespodzianki”.

*****

Wraz z upowszechnianiem się praktyki nabierania wody w usta w kraju robiło się coraz ciszej. Narastało milczenie. Przyszedł taki czas, kiedy zaległo ono parki i ulice, urzędy i place targowe, ośrodki handlowe i media. Było to milczenie poważne. Coraz rzadziej ludzie ważyli się rozmawiać w miejscach publicznych. Praworządni właściciele telefonów komórkowych sami prosili Ministerstwo Służb Specjalnych o nagywanie i odsłuchiwanie ich rozmów. Nie prowadzono już rozmów o sprawach banalnych, dzięki czemu ludzie mogli bardziej koncentrować się na pracy i poświęcać więcej czasu na naukę i czytanie. Zyskała na tym ogromnie kultura narodowa, wzrósł znacznie poziom czytelnictwa; co najmniej czterdzieści pięć procent społeczeństwa czytało już jedną książkę w ciągu roku. Często był to zbiór wierszy o wodzu narodu, ulubiona lektura obowiązkowa wszystkich uczniów.

*****

Pod koniec okresu rządów Partii Dobroczynności w kraju zapanowała prawie kompletna cisza. Nabieranie wody w usta przez obywateli stało prawie obowiązkiem, opisywanym słowami "very trendy". Partia i rząd podejrzewali, że była to zmowa milczenia wymyślona przez opozycję parlamentarną oraz indywidua wrogie i niechętne władzy. Społeczeństwo milczące stało się ponure, choć na zewnątrz wszystko wydawało się normalne: otwarte były sklepy, urzędy, żłobki i przedszkola, stacje kolejowe i autobusowe, stadiony, lotniska, a nawet wychodki, w dużych miastach zwane szaletami.

Komunikacja ustna tak skarlała, że w końcu całkowicie zanikła. Wywołało to niekończącą się lawinę nieszczęść. Firmy przestały produkować, sklepy sprzedawać, warsztaty reparować, szkoły uczyć, szpitale leczyć. Towary i usługi były powszechnie dostępne, ale były to tylko pozory. Skoro nikt nie otwierał ust i nie udzielał informacji, nie można było porozumieć się, nawet w prostych sprawach, kupna pieczywa, cukru, alkoholu (obojętnie etylowego czy metylowego), pasty do obuwia, nie wspominając o samochodzie czy nieruchomości. Zamknięte wodą usta blokowały wszystko. Sprzedawcy pytani o produkt lub cenę pokazywali palcem na wypełnione policzki. Firmy zagraniczne przestały przysyłać swoich przedstawicieli, aby importować towary, bo nikt z nimi nie rozmawiał. W drogę nie wyruszały ciężarówki ani pociągi, gdyż kierowcy i maszyniści nie mogli porozumieć się ze zleceniodawcami. Wyglądało to jak strajk generalny.

Nawet w parlamencie, gdzie zawsze miały miejsce kłótnie między rządzącymi a opozycją, zanikły debaty, gdyż opozycji oprócz problemu wody wypełniającej usta załamały się także ręce. Partia i rząd nie musieli rozmawiać między sobą. Dla nich wszystko było jasne, gdyż łączył je prezes pełniący rolę dawnego uniwersalnego sekretarza partii.

*****

Przyszedł czas, kiedy partia i rząd uznali, że mur obywatelskiego milczenia stał się przeszkodą nie do pokonania. Po plecach zaczęły im chodzić ciarki niepokoju i strachu, pogubili się. Kiedy przyszły Święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku postanowili wypocząć, nabrać więcej tlenu w płuca i odnaleźć się. W tym celu zaczęli rozjeżdżać się na narty, do kurortów, do dacz w leśnych ostępach, na wycieczki do ciepłych krajów, gdzie kto mógł. Czynili to w milczeniu, aby nie zakłócać pozytywnego nastawienia umysłu.

Takie były przynajmniej spekulacje, bo ludzie wciąż nabierali wody w usta i coraz mniej wiadomości docierało do kogokolwiek. Zastój w kraju zbliżał się do dna, życie objawiało się wyraźniej już tylko tam, gdzie sprawy kręciły się w sposób naturalny z rozpędu jak koło zamachowe.

*****

Pełna prawda o stanie narodu wyszła na jaw wiosną. Kiedy śniegi stopniały i dłuższe dni przynosiły więcej światła, społeczeństwo zaczęło dostrzegać wychudłe postacie dziarskich do niedawna działaczy partyjnych i rządowych. Ich przerzedzone szeregi sugerowały, że wielu z nich odeszło na zawsze w różnych okolicznościach, między innymi popełniając samobójstwa lub udając się na banicję. Fakty te potwierdziła policja. Obudzona wiosennymi powiewami wiatru, z własnej inicjatywy zdecydowała się podjąć śledztwo w sprawie tych, którzy dotychczas im śledztwa zlecali.

Metody samobójstw działaczy były różne. Bardziej oczytani w literaturze, zwłaszcza orientalnej, odbierali sobie życie stosując seppuku lub harakiri, inni - z niechęcią, gdyż byli ludzmi religijnymi - wybierali eutanazję. Młodsi działacze lubiący skoki bungee na długiej linie, wybierali skok na druty wysokiego napięcia. Było też sporo takich, którzy pogubili się po lasach lub postrzelali na polowaniach. Niemało też zginęło w wypadkach drogowych lub zapiło się na śmierć. Przypadki zgonu z głodu oraz zamarznięcia we własnym domu wskutek braku dostaw energii cieplnej były rzadsze.

Historycy nazwali ten okres wiosną ludów, wyjaśniając, że rządzący potknęli się o własne nogi nie doceniając roli obywateli, którzy protestując przeciwko władzy z jakiegokolwiek względu nabierają wody w usta i popadają w całkowite milczenie.

W tragicznym okresie czasu jedynie papierosy i alkohol zyskały na znaczeniu. Niektórzy obywatele nie będąc w stanie wytrzymać bólu milczenia popadali w nałogi. - Dym tytoniowy skutecznie zastępuje opary otaczającego nas absurdu. - Twierdzili, zaciągając się dymem. Inni pili umór alkoholizowane środki kąpielowe, kierując się modą przybyłą ze wschodu podobnie jak koncepcja partii - jedynej przywódczej siły narodu.

Jeśli chodzi o prezesa Partii Dobroczynności, to zniknął on całkowicie z pola widzenia. Po pewnym czasie odnalazł się i to w kilku miejscach na raz. Mówiono, że zapuścił czarną brodę i zajął się nauczaniem początkowym patriotyzmu, ale kiedy okazało się, że nie ma papierów ani kwalifikacji, zwolniono go. Próbował pracy misyjnej w różnych miejscach, ale bezskutecznie. Kiedy mówił o winie drugiego człowieka, wymieniając czasem jakieś nazwisko, cytowano mu Pismo Święte: "A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? ". Kiedy mówił o wierze w człowieka i potrzebie sprawiedliwości na ziemi, przypominano mu Boga i życie wieczne.

Pewien poważny zakonnik zaklinał się, że prezes zjawił się któregoś wieczoru w jego zakonie w kapturze na głowie i z małym stołeczkiem w ręku, wyrażając gotowość nawracania braci na prawdziwą wiarę. Nie uwierzono mu jednak i przepędzono go. Nigdy później już go nie widziano.

- Nie miał łatwego życia, dlatego zniknął. Wszędzie mu się sprzeciwiano, był z tego powodu nieszczęśliwy. Minęły już czasy, kiedy jego słowa przyjmowano bezkrytycznie. - Podsumował ze smutkiem zakonnik, po czym przeżegnał się.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MichaelTequila · dnia 02.01.2017 19:57 · Czytań: 630 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
voytek72
05/10/2022 10:49
Moze uzylas 'czcionki sympatycznej' i teraz do… »
TakaJedna
05/10/2022 08:43
Wolnyduchu, dziękuję za komentarz. I za ocenę. Moje wyroby… »
voytek72
05/10/2022 07:58
Moim zdaniem jest wiersz. Niby latwo jest ponarzekac na… »
Berele
05/10/2022 01:24
Co do tego upolitycznieniena, to nie jest to agitacja, nie… »
wolnyduch
05/10/2022 00:11
Niezwykle nietuzinkowe, wydźwięk smutny, ale za pomysłowość… »
TakaJedna
04/10/2022 21:17
Dobry tekst. Prosto napisany, nieprzekombinowany, przemawia… »
pociengiel
04/10/2022 19:07
dzięki »
wolnyduch
04/10/2022 18:49
Ciekawe nawiązanie do przeszłości, które wypełnia peelkę,… »
wolnyduch
04/10/2022 18:43
"wspólnie łączymy każdorazowe szczęścia w akordy… »
wolnyduch
04/10/2022 18:36
Ciekawy wiersz, choć ten lot dość niepokojący. Pozdrawiam… »
wolnyduch
04/10/2022 18:32
Wiersz, z podglądactwem w tle i oceną kogoś, ciekawe czy ta… »
wolnyduch
04/10/2022 17:48
Wiersz z kontekstem politycznym, nie lubię takich wierszy,… »
pociengiel
04/10/2022 14:30
dzieki »
pociengiel
04/10/2022 14:29
dzieki »
Mareczek
04/10/2022 14:12
A mnie też lepiej, że 'uciekł Pekaes na… »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas