smak słów składanych półgębkiem - stawitzky
Proza » Inne » smak słów składanych półgębkiem
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Budzę się o świcie. Nie, że jasno, nie że ciemno, takie chuj wie co, jakby rzeczywistość nie mogła się zdecydować którą z form przybrać. Pierwsza jest łazienka, nie, pierwszy jest łyk piwa, najlepiej z sokiem, ale soku z pewnością nie ma. Znajduję jakieś otwarte na stole, przechylam. Teraz się rozglądam, ale to, co widzę jest trudne, za dużo szczegółów, więc łazienka. Nie popisali mnie, nie jestem poklejony, cóż, odpadłem  to odpadłem, na chuj drążyć temat? Wracam do pokoju i dziwi mnie, że jestem sam. Całkowicie zapominam o drugim pomieszczeniu i wynajduję kolejne piwo, tym razem nie otwarte, tym razem niewygazowane, tym razem dobre, no, może nie tyle dobre, co przyswajalne bardziej. Piję duszkiem, nie tak aby zapomnieć, tylko tak, żeby nie bolało, żeby przestało być niepoukładanie w umyśle. Spoglądam na drzwi i dopiero teraz wiem, że ci, co nie przetrwali, wygodnie sobie śpią za nimi, na łóżku. Dopijam  piwo, wraca mi temperatura i ogólna chęć. Chuć.

        Dobrze jest czasem nie walczyć z myślami, szczególnie gdy jest się przepitym, wtedy dobrze po prostu odpuścić i wziąć się za kolejną flaszkę, ale wiem, wiem, to takie koło, potem już nigdy trzeźwość nie jest tym czym ma być, a endorfiny można jedynie sztucznie odzyskać. Ale bądźmy szczerzy, każdy chce być szczęśliwy jak najdłuższej do chuja wafla. Nawet sztucznie. Widzę to w żulach zalanych z rana, widzę, iż pragną być radośni bardziej niż są wtedy, gdy nie są zalani. Wiecie co czuję? Kilka razy się zastanawiałem o co mi chodzi, po co tak na nich patrzę? Z zazdrości. Ja cholernie chciałbym być na ich miejscu. Nie w sensie materialnym czy kondycyjnym, ja zwyczajnie nie chcę jechać do pracy, pragnę być najebany z rana tak jak oni i czuć się najebanym na wskroś. Jara mnie ten błędny wzrok na przystanku autobusowym, albo jego brak, ta cała obojętność w pełni. Pijak śpiący na przystanku w porze rannej to skarb, to jeden z ostatnich okazów totalnego braku w wiary świat rzeczywisty.

        Wraca nie tylko temperatura z tym i tym, wraca również pogląd, percepcja bez oczywistości przekazu; niby wiem, niby czuję, rozglądam się, ale wszystko przez filtr łykam do wnętrza, pozwalam rzeczom być dokładnie tym czym są. Nie nadwyrężam kształtów, nie myślę na opak, jestem.

        Jest butelka, dobrze, będę pił. Jest burdel, rozumiem, nie sprzątam, niech sobie jest. Reszta śpi, chuj, niech śpią. Odsłaniam roletę, pewnie już domyślacie się jaki w tym cel, no właśnie nie tym razem, nie po to, żeby to z zewnątrz przyszło do mnie, raczej, abym zobaczył jak powietrze razi sobie z tym na zewnątrz. Czysta, niezachłanna ciekawość. Perła wśród wiedzy. Co mi to da? Kompletnie nic. Łyk, dwa, i tak sobie latam, taki mam styl poranny, niektórzy idą na siłownie, do pracy, inni odśnieżają lub jadą gdzieś swoim volvo, inni – nie ja.

        Ja sobie piję tak, aż mi się skończy. Aż ujrzę przez dno w flaszce powiększoną możliwość zrobienia czegoś fajnego. Można by i pograć, nawet wessać sobie mogę – uprzednio skruszając, mogę całość mieć dla siebie. Poranne doprowadzanie się do porządku to zastrzyk sił niemożliwych; mam tu na myśli poranne wypicie kilku gramów. Innymi słowy: dobrze pierdolnąć piwko skoro świt.

        Za oknem chujnia, sztucznie, śnieg zamiast w dół to w górę, przez wiatr? Albo coś innego go przyciąga, inna grawitacja – ciekawsza. Może zobaczył ochłapy człowieczeństwa i zawrócił, chuj go tam wie. Ludzie zakryci, szaliki odcinają ich od mrozu, idą i idą pod wiatr te sukinkoty, te człapiące karykatury, mam ochotę pomachać im z okna, tak też czynię, ale komu tam na myśl przyjdzie, że w parterowym oknie wita ich taki ja. Idą do pracy? Możliwe, godzina akurat w sam razowa na poranną zmianę.

        Tylko brak podkładu muzycznego sprawia, że ich codzienność jest doprawdy codziennością nie filmem. Przyglądam się im i mam wrażenie, że gdzieś to widziałem, jakbym znał każdą z tych osób, albo tak naprawdę ci na zewnątrz to nie oni, tylko ja. 

        Gdzie tak gnacie? Idę za panią z parasolem, za panem bez ale za to w czarnych spodniach, za młodym w czapce z pomponem, za staruszkiem w skórzanych rękawiczkach, za panią w okularach, wchodzę do sklepu na pierwsze piętro, do biura, do warzywnego, do piekarni, kupuję bilet miesięczny w kiosku, dołączam do kolejki w przychodni. Ich dzień staje się moim; wklejam się w kontur i jest tak, jakbym od zawsze był nimi nie sobą. Zapominam o wszystkim tu, eksterioryzacja w pełni, jestem tym i tamtym, jestem tam.

        Stojąc z piwem w oknie, i to o wschodzie słońca, można być wszystkim wszędzie. Co tylko chcesz. Zastrzyk poprawy nastroju, łyk, drugi, kolejny. Zastrzyk możliwości.

        Prawa ręka ląduję w spodniach i  myślę typowo jak na poranek po nocnej wódzie, że chętnie podgoniłbym małego. A co. Zaczynam memłać ręką na dole aż robi się twardy i trę. Tarło odpierdalam. Tym razem ląduję w łóżku u Klaudii i wspominam. Albo tworzę nowe wspomnienia.

        Przy jej czarnej cipie jestem, czarnej tak jakby ją węglem tarła, a w środku różowa, na pewno jest różowa. Musi taka być. Tylko tak sobie ją wyobrażam; różowa w środku - Mon Cheri Afryki.

        Dla twoje cipy jestem, czarnej.

        To moje katharsis.

        Nie jestem, śpiewam. A to? Nie tyle śpiew, ile rowki w płycie analogowej. Oczami po nich jak igłą od gramofonu. Szelest, szmer, tu głośniej, tam ciszej. Wiatr. Nie, że wierzby szumią złowrogo, napierdalają! Wylane soki ze środka, dzieci na twarzy, piersiach, na udach. Mlask. W tle cisza. Stadion ciszy.

        Za mną wykastrowane kaczki, pluszowe misie, rury, mięsnie brzucha, plastry nikotynowe, rak jamy ustnej i guz w wielkości pomarańczy. Śmierć. Rynsztok. Za mną bolerka, parasolki, widły, szympansy grające na wiolonczeli i ciężkie nokauty rzeczywistości.

        Czymże ja? Marsem? Wenus? Całą galaktyką? Rozszerzającym się tym u góry? Czarną, wielką dupą pochłaniającą połacie czasu i przestrzeni? Tymże? A memłam w jajach jak pizda. Gra XIII Eine kleine Nachtmusik a ja zaczynam do niej tańczyć. Stepować. Księżyc w ręku, betonowe buty na szkitach, step po stepie, jak marionetka w rękach pijanego Boga. Wymykam się mu ze sznurków i zaczynam się śmiać na całe gardło, bo czymże on? Nachlany, nie szuka mnie nawet, a gdyby chciał to i tak mnie nie ma, za rogiem dawno, idę i gwiżdżę sobie pod nosem.

        Wycieram dłoń w obrus, biorę łyk piwa. To jest rzeczywistość. Prawda, w której nie ma nic. Nawet jezior.

        Nie ma fasad, żadnych kotów na dachach kamienic, o drzewach też zapomnij. I o kotkach na nich. Trochę tylko za oknem tych krzaczków. Akurat pora na cięcia zimowe, gałęzie będą drapać maszynką, czy ból tam będzie? Czy będę go czuł?

        Rzeczywistość która nie ma zapachu, nie ma w niej koreczków śledziowych po kaszubsku, kaszubskich ojców, braci z północy, pusto. Nie ma Żydów. Polaków nie ma. Polako-Żydów, żuli, skośnych, nic. Pusto. Nie ma już dymu nad kominem, kamienic w Piotrowicach, nie ma brokułów, masła, musztardy, naczyń, nic. Nie ma stolików szwedzkich, radia na parapecie, radio? Nie ma Manna, Listy. Nie ma urodzin, zgonów, gazu w mineralnej, gazu w wódce, gazu w Auschwitz, pusto.

        Żadnych godzinnych plaż, i piasków. Tramwajów w Lizbonie, żadnych wąskich przejść, tych cieniutkich jak makaron ryżowy, wschodów nad byle miastem, nic. Nie ma miejscowości, chleba na naturalnym zakwasie, już nie mówiąc o mandarynkach w grudniu, bo ich też nie ma. Tabletek, poronień, wypadków, smoły, smolistych, smogów, nie ma Turnera ani Pueblo. Nie ma pierogów ruskich, litewskich, japońskich, dolnośląskich. Nie ma parkingów dla niepełnosprawnych, i wózków inwalidzkich – inwalidzi chodzą rękach, albo do tyłu. Tyłem. Widzieliście kiedyś coś takiego? Jak jeszcze były te wózki, jak przepiękny pan, gej, niepełnosprawny, wjeżdża całkiem przypadkiem kołem w gówno. Widzieliście? A obok reklama: sprzątaj po swoim psie. Jej też już nie ma. Taka jest rzeczywistość.  

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
stawitzky · dnia 30.03.2017 22:03 · Czytań: 492 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
JOLA S. dnia 30.03.2017 23:00 Ocena: Świetne!
stawitzky,

wgryzłam się, łyknęłam z ogromną satysfakcją.

Dobre to jest. Bardzo dobre. Tak naturalnie rzecz płynie, dotykasz spraw najważniejszych niby mimochodem, lekko muskasz. Niczego czytelnikowi nie narzucasz, niczego nie sugerujesz. A jednocześnie... Uderzasz celnie a mocno.

Pozdrawiam cieplutko :)

JOLA S.
mickiewiczada dnia 04.04.2017 13:51 Ocena: Świetne!
Też mi się podoba.
skroplami dnia 08.04.2017 11:55 Ocena: Świetne!
Witaj ulubiony autorze :).
Powiem tak: choćbyś pisał w koło o tym samym to "smak słów składanych półgłębkiem", wszystkich Twoich słów ;), jest jak "wóda" a ja alkoholik już ;).
Mam nadzieję że jednak nikt nie sięgnie po alkohol, na dłuższą metę :), aby widzieć jak Ty i jak Ty tworzyć. To iluzja, że pomoże :). Twoje pisanie ukazuje Twą "skórę" od wewnątrz, budulcem słów Twe wnętrze, przedziwnie niezwykłe i często cierpiące. Tak, cierpienie się sączy, chwilami ;). Na szczęście wygląda tak ;), czyli jedno oko celuje a drugie kpiąco naciska "spust" :). To jednak nic, bo sednem i topielą jednocześnie, tak, można się utopić w zachwycie, hm :(, jest niezwykła specyfika rzeczywistości. Znana nam i nieznana bo z innego punktu wrażeń przedstawiana, na dodatek jest ona całkowicie naga :). Cóż, idąc za tym porównaniem, no wybacz :(, jest jak Apollo i Wenus. I powstaje nagi zachwyt i widać to chociaż większość milczy bo zabrakło może słów a może, no nie wiem, "orgazm" ;)?
Najważniejsze, maczasz pióro w talencie i jakby samo pisze ;). Wiem, często aby je zamoczyć trzeba krwi umysłowej litr lub dwa i głowa jak w kacu.
Dobra, może inaczej, każdy jest inny przecież chociaż większość tak samo urodzona.
Należysz do niezwykłej mniejszości :). Określanej słowem: artysta.
Oczywiście, są minusy, rzecz naturalna :). Ale nie powiem jakie w moim odczuciu. Po prostu "idziesz" do przodu i wciąż szukasz odpowiedzi. Nie widzisz:)? Ja widzę :).
Opisujesz życie a życie to... no właśnie, co :)?
Dużo prostych radości i smutków, patrz: trzy ostatnie akapity opowiadania.
Jest tam wrażliwość powodująca spostrzegawczość piszącego i stworzenie równań ze słów, niedostrzegalnych i celujących w serca czytelników.
Trafiony, leży ;).
Gratulacje :).
stawitzky dnia 14.04.2017 09:09
JOLA S.

Dziękuję za odwiedziny, za dobrą ocenę, no i cieszę się, że się podobało. Pozdrowienia!

skroplami

To żeś mi posłodził tym ''ulubionym autorem'', i całą resztą zresztą też! Dziękuję. Ostatnio krucho u mnie z pisaniem, dobrze jest przeczytać coś tak pochlebnego. Miło, że wpadłeś, do następnego!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas