Coleoptera - andro
Proza » Inne » Coleoptera
A A A
Lubię chwasty wyrastające w szczelinach pomiędzy chodnikowymi płytami. Mlecze, perz i zwykłą trawę, są jak ukrzyżowany Chrystus. Jezus podwórkowy cierpiący za ludzkość w betonowej pułapce między śmietnikiem a trzepakiem. Przechodzę chodnikiem przy piaskownicy i zamiast patrzeć w niebo, przyglądam się tym wytrwałym istotom, cierpliwym i pokornym. - Tutaj jest nasze miejsce - mówią do mnie - Ty idź Wielki Człowieku, zdobywaj Świat, dokonuj wspaniałych czynów, a my zostaniemy tu, w tych szczelinach przy krawężniku. To nam wystarczy, tylko nas zostaw w spokoju. Uśmiecham się do nich i mówię:
- Siema, jak leci. A później jest mi przykro kiedy widzę, że ktoś je wyciął. W szczelinach czernieje ziemia odświeżona razami szpadla, a mnie coś ściska w gardle jakby mi ktoś zabił bliskich.
Lubię patrzeć na błoto w słońcu, to jest jak wysadzanie w powietrze mostów. No, może podobne trochę. Już jest ciepło i jasno ale po ukochanym deszczu zostało bło przytulone do jezdni, wciśnięte w dziury, zasychające przy krawężnikach i kratkach ściekowych. Błoto też mówi. - Jestem niegrzeczną dziewczyną i mogę cię pobrudzić. Nikt mnie nie lubi ale ja jestem tu i umieram w słońcu, które kochacie.
A śmietniki? Jak pięknie wychylają z nich smukłe szyjki butelki po piwie... Niczym spragnione żyrafy na zbyt małym wybiegu w ZOO. Otoczone wianuszkiem plastikowych kubków od jogurtów i śmierdzącymi resztkami jedzenia wykrzykują swoje pośmiertne "O!" w niewzruszoną czasoprzestrzeń podwórka. W ich ponętnej gładkości odbija się światło latarni gdy zapadnie zmrok. Błyszczą jak morsy wylegujące się na plaży w księżycową noc. Śmietniki to my, to jest odzwierciedlenie całego człowieczeństwa. Doskonałe zwierciadło, które nie kłamie. Są tu nie przeczytane książki, zużyte prezerwatywy, sztuczne kwiaty, rozprute pluszowe misie, połamane układy scalone. Cała cywilizacja w śmietnikowej pigułce. Uwielbiam śmietniki prawie tak samo jak rampy sklepów przemysłowo - spożywczych. Rampa to jest miejsce magiczne, tutaj magia przyjmuje swoje najpiękniejsze postacie. Stosy drewnianych skrzynek i kartonów imitujące przytulność osiedlowego klubu. Stalowe okucia powycierane i błyszczące smutno w strategicznych miejscach są jak biżuteria starej panny, niemodna ale jakże ciepła. Wywołuje na twarzy ten nikły uśmieszek zrozumienia i aprobaty. Tylko kto się do tego przyzna? Rampa jest jak osoba, która się dwoi i troi w wirze codziennych zajęć, wdzięczy się i szaleje w tłumie "przyjaciół" z pracy. A w nocy wyje z bólu samotności, płacze betonowymi łzami i załamuje stalowe ręce. Magia i piękno zaplecza.
Zawsze bardziej podoba mi się bałagan oficyny niż dumny, odświeżony front, który nie ma duszy.
Lubię wydeptane, zaciszne miejsca na tyłach sklepików. W łysą i twardą ziemię wklejone są tam dziesiątki błyszczących kapsli od piwa, a setki pomarańczowych spłaszczonych filtrów papierosów mrugają przyjaźnie jak figlarne skrzaty. Powietrze nasiąknięte jest sokiem słów, które płynęły tu z tylu ust wilgotnych od piwa, jest gobelinem znaczeń, mądrości i bzdur poprzetykanym gęsto "kurwami". Można się w takie miejsce wtulić jak w futro w mroźny dzień, założyć kaptur spokoju na skołowaciałą głowę i obserwować sobie ukradkiem świat obracając w palcach kapsel od butelki portera. Dużo można zobaczyć. Faceta w czapce, który smarka z rozmachem przyciskając kciukiem jedną stronę nosa, brązowego ptaszka huśtającego się na gałązce nędznego krzaka przy plastikowym pojemniku na śmieci albo niezgrabny stos omszałych cegieł oblepionych resztkami spękanej zaprawy. Na jednej z nich zamarł w bezruchu połyskujący zielonkawo chrząszcz.
- Siemanko - mówię do niego - jak leci?
Chrząszcze są piękne, wszystkie bez wyjątku, te malutkie jednobarwne i okazałe, rogate, mieniące się wieloma barwami. Piękno, które można spotkać dosłownie wszędzie. Po co się tarabanić tysiące kilometrów w poszukiwaniu pięknych widoków i wrażeń? Wystarczy znaleźć sobie chrząszcza na cegle za sklepikiem i obserwować go pijąc piwo.
Ale nic nie koi mojej duszy tak, jak ogrody działkowe. Po prostu działki. I nie mam tu na myśli grilla ze znajomymi na zielonej przystrzyżonej trawce. Mój wzrok odpoczywa rejestrując kurniko- pałace sklecone z wszelakiej maści materiałów i fantazją architektoniczną zadziwiające mnie za każdym razem ponownie. Na swój pokrętny sposób dumne siedziby cholera wie kogo, na oko to chyba szuwarowych dziadków albo mafiosów z żaholeckiego lasu. Budowle te rozczulają mnie swobodą i dowolnością rozwiązań technicznych, żeby nie powiedzieć wprost: architektoniczną rozwiązłością. Tutaj nie ma nic do gadania poziomica, kątomierz czy inna taśma miernicza. Przecudne skosy i przechyły, niebanalne połączenia falistej blachy z płytą paździerzową i obowiązkowe okna znalezione na śmietniku. Tylko na działkach można zobaczyć zmaterializowane domki z dziecięcych rysunków, skonstruowane tak beztrosko i zamaszyście jak lekko i frywolnie sunie kredka w dłoni przedszkolaka. Do tego jeszcze rozbrajające szczerością muchomorki, kwiatki i słoneczka namalowane dla ozdoby olejną farbą. Chrząszcz jest doskonały w swojej budowie i symetrii. Jego chitynowy pancerz lśni tajemniczo i spokojnie, dlatego jest piękny. Piękno kurniko- pałaców kryje się w braku symetrii, w łuszczącej się, zmatowiałej farbie i niewzruszonej naiwności. Świat gna przed siebie w zawrotnym tempie i produkuje koszmarne ilości wzorców, form, standardów i zasad. Na działkach, jeśli potrafi się patrzeć, można uciec od tego i na chwilę zapomnieć, że coś tam trzeba. Tu każdy jest sobie księciem, królem albo kacykiem na swojej działce. Księstwa i państewka bywają różne. Najbardziej lubię te z kurniko- pałacami. Oprócz siedziby władcy najczęściej znajduje się tam "palmiarnia" wykonana z szyb i z "czego dusza zapragnie". Obowiązkowo są też drzewa owocowe, powykręcane i zdziczałe trochę ale owoce ich są słodkie i soczyste. Obrazu sielanki dopełniają kępy trawy i pokrzyw, jakieś klatki dla królików albo coś w tym stylu i, najważniejsze, magazyn "potrzebnych rzeczy", takich co mogą się przydać. Zdarza się czasami gipsowy krasnal (ale zawsze z odłamanym nosem) albo wanna wypełniona deszczówką, diabli wiedzą po co. Przechodzę obok takiego państewka i uśmiecham się, chłonę jego ciepło i dobrą energię. Mówię: - Siema, jak leci?
Czasami wskoczę do środka przez chylący się płotek i poczęstuję się przejrzałym, zmrożonym winogronem, o którym zapomnieli wszyscy ludzie świata. Podobają mi się też zgrzebne i bezpretensjonalne państewka, które nazywam "działką zadbanej pani". Raz widziałem na takiej działce kobietę po pięćdziesiątce w kraciastej flanelowej koszuli, z nie farbowanymi włosami schludnie i prosto spiętymi w kucyk. Wydała mi się miła i zadowolona z życia. Zapamiętałem ją i jej działkę, dlatego wszystkie podobne nazywam właśnie tak. Nie miała w swoim królestwie żadnych warzyw i nie zasiała kwiatów. Tylko kilka owocowych drzew i trawa usiana żółtymi kropkami mleczy i różowo- białymi stokrotkami. To była normalna trawa, taka zwykła i fajna a nie murawa z boiska piłkarskiego strzyżona przez maniaków trzy razy w tygodniu Drzewka rzucały przyjemny migoczący cień i uśmiechały się rumianymi jabłkami. Do tego jeszcze skromna błękitna altanka i to wszystko. Żadnych porzeczek, malin, krasnali, wiatraków, oczek wodnych i murowanych grillów. Prostota i piękno. Chrząszcz.
Po alejkach ogrodów działkowych można sobie wędrować godzinami jak po labiryncie ludzkich charakterów. Wybuchają tu wulkany tandetnego przepychu, bulgoczą ciepłe gejzery spokoju i biją czyste źródełka naiwności. Można tu przyjść i rozkoszować się tym światem piernikowych chatek za darmo, nikt nie sprzedaje tu biletów. Naprawdę! Jedyny bilet jaki może się tu przydać to bilet na autobus komunikacji miejskiej. Nie jest konieczny ale ja lubię jeździć autobusami.
Kasuję sobie bilet i mogę się wybrać w podróż dookoła przyziemności i w poprzek czasu. Zerkam na dłonie kierowcy, który zarabia tysiąc siedemset na miesiąc i podziwiam majestatyczność ich ruchów i posłuszeństwo w jakim trzymają tego syczącego wieloryba. Suniemy skrzypiąc i dzwoniąc szlakiem wysepek, na których wyczekują Jonasze gotowi dać się pożreć i towarzyszyć mi w brzuchu walenia oklejonego reklamami. Waleń karmi nas ciepłem swoich trzewi i bladym światłem, które sprawia, że czuję się niewidzialny. Przytulam się do gładkiej szyby w dyskretnym ceratowym kąciku i jak ukryta kamera rejestruję bezczelnie intymne czynności ludzi: smarkanie w chusteczkę higieniczną, szeptanie do ucha, smarowanie ust błyszczykiem albo mazanie palcem po zaparowanym szkle. I to jest piękne. Po co mi skoki na bangi albo rollercoaster do podniesienia poziomu adrenaliny? Co może się równać z tym podnieceniem i ekscytacją, która towarzyszy syczeniu otwieranych na przystanku drzwi autobusu? Kto się w nich teraz pojawi? Chroboczący kulami kombatant, szumiąca futrem fryga czy filcowa babuleńka oślepiająca cudownością wypchanej reklamówki z Netto. Kasownik ochoczo nadgryza ich bilety mówiąc "sztump!" i mrugając na mnie czerwonym okiem jak iskierka z popielnika. Mam ochotę przyłożyć do niego ucho o posłuchać tej bajki, jaką ma mi do opowiedzenia.
A on powiedziałby: - Lubię chwasty wyrastające w szczelinach pomiędzy chodnikowymi płytami. Mlecze, perz i zwykłą trawę, są jak ukrzyżowany Chrystus...
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
andro · dnia 01.12.2008 12:21 · Czytań: 812 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 7
Komentarze
SzalonaJulka dnia 01.12.2008 21:41
Autorze :) Patrzysz z czułością na zwykłe rzeczy i za to Cię lubię - może ciut zbyt dużo tych przedmiotów zachwytu jak na jedno opowiadanie - ale nie wiem, bo patrzyłam na to co wskazałeś i podziwiałam. Poprowadziłeś mnie przez podwórze, pod sklep i do ogródków działkowych i jeszcze ten powrót autobusem... i szło mi się tak, jak z Hrabalem przez Pragę. Dziękuję.
PS. nie umiem ocenić
TomaszObluda dnia 02.12.2008 07:53 Ocena: Bardzo dobre
Fajnie,że potrafisz nieźle pisać.Mozę nawet dużo lepiej jak nieźle,nie mi oceniać. Ale ja za żadne skarby Twoim czytelnikiem nie zostanę.Takie rzeczy, z doświadczenia wiem, lubią bardzo inteligentni ludzie,ludzie znający się na literaturze i ci co chcą być brani za wymienione wyżej kategorie.
Ja i moi znajomi, i wielu, wielu zwyklaków nie chcę czytać czegoś takiego, bo to zmusza do zbyt dużego wysiłku umysłowego.
Jeszcze tak krótki tekst, nawet przyjemnie się czyta, ale przez dziesięć stron nie przebrnąłbym,chyba że byłbyś klasykiem.Klasyków trzeba czytać :(

Pozdrawiam i powodzenia :)
ginger dnia 02.12.2008 14:46 Ocena: Bardzo dobre
Mi się podobało. I gdyby miało sto stron tak napisanych, też bym przeczytała. Nie wiem dlaczego, ale czytając to wyobrażałam sobie okolice mojego domu. Świetne opisy zwykłych miejsc i rzeczy.
Firewarrior dnia 02.12.2008 17:02 Ocena: Bardzo dobre
Mnie opowiadanie urzekło...
andro dnia 02.12.2008 19:02
Dzięki za "poczytanie".
Tomasz - chyba nie zamierzam napisać dziesięciu stron ciurkiem w tym stylu. Dlatego właśnie tekst "Coleoptera" urywa się w tym momencie żeby każdy mógł dotrzeć do końca bez ziewania...:)
Pozdrawiam!
TomaszObluda dnia 03.12.2008 07:45 Ocena: Bardzo dobre
oki :) no właśnie tak z krótkimi tekstami.Myślę,że niesprawiedliwy byłem. Nie wiem,jak piszesz więc może będę twoim czytelnikiem ;) , jeśli na sto stron przemyśleń takich jest 10 to jest spoko ;) byleby nie podrząd - spoko znaczy dla mnie, każdy ma swoje proporcję inteligentnych wstawek w powieściach dla mnie 10% to maks :)
zapomin dnia 03.12.2008 08:23 Ocena: Bardzo dobre
mnie sie tez podoba: sposob widzenia swiata, bo nie wszystkie elementy pokazane tutaj równie by mnie urzekły :D:D:D choc sa zauważone w sposob niesamowity, I za to bdb
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:35
Poetycka wirtuozeria. Nic dodać, nic ująć. Gratuluję… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:31
Wiersz zasługujący na uwagę. Pełen bólu i smutku, lekko… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas