Chrzest - Ten_Smiertelny
Proza » Obyczajowe » Chrzest
A A A
Od autora: Z pozoru życie Witolda jest uporządkowane i zmierza w dobrym kierunku, w rzeczywistości zaś czuje on, że jest puste i pozbawione sensu. Pogrążając się w coraz większej depresji, w porywie rozpaczy, kieruje do Boga modlitwę o pomoc. Wkrótce po tym, los zsyła mu możliwość zmiany. Dzieje się to jednak w taki sposób, że wygląda na to, że Witold nie ma żadnych szans na jej dokonanie.

 Utwór przeciwstawia sobie życie chrześcijańskie i racjonalistyczne życie światowe. Pokazuje wynikającą z tych różnych postaw, różnicę w odbiorze rzeczywistości i celów życia. Jednocześnie dzieło mierzy się z pytaniami: Czy jesteśmy szczęśliwi w życiu, opartym o przesłanki racjonalistyczne? Czego trzeba by życie miało sens? Czy można pomagać innym, nie mając do tego środków, ani umiejętność? Na czym polega wiara? 

 

TEN ŚMIERTELNY

 

Chrzest

 

 

Gdy Witold wrócił wreszcie, po szczególnie trudnym dniu, późnym wieczorem, do pustego, zimnego mieszkania na dziesiątym piętrze, czuł się wyjątkowo pusto. Nawet się nie przebierając, opadł bezwiednie na łóżko.

Wszystko zdawało się nie mieć sensu. Jego życie, zdawało się nie mieć sensu. Wszystko to było takie puste, bezwartościowe, bezsensowne, przykre i nudne. Jak długo będzie jeszcze, tak żyć? Jak długo będzie jeszcze, tak… egzystować?…

Ale przecież pracuje! Odnosi sukcesy, jest coraz bogatszy. Jeszcze tylko trochę… Jeszcze tylko odrobinkę, a wyjdzie na swoje. Wreszcie urządzi się jak człowiek, stanie w końcu na nogach! Pokaże wszystkim tym, którzy się teraz z niego śmieją, że potrafi, że jest coś wart! Jeszcze będą wszyscy patrzyć na niego z zazdrością. Jeszcze będą się przed nim kłaniać, jeszcze będą mu się podlizywać. A on wtedy spojrzy na nich z góry, z pogardą, pamiętając jak go traktowali.

– Bagno! Życie to jedno wielkie bagno! – pomyślał. – Każdy tylko czeka, aż ci się podwinie noga! Każdy myśli tylko o sobie!

Chociaż skończył trzydzieści dziewięć lat i w branży pracował od lat trzynastu, wciąż nie mógł wyjść na prostą. Nie zyskał sobie ciągle jeszcze należnego szacunku. Pieniędzy też ciągle mu brakowało. I musiał wciąż być uważny, zważać na wszystkie zakusy rywali i konkurencji.

Co począć? Pracuje w końcu w branży, w której stres jest wkalkulowany w charakter pracy – nie ma się co mazać, tylko od rana walczyć, walczyć, walczyć. Czy chciał takiego życia? Czy tak wyobrażał sobie swoją przyszłość?

Nie! Nie tak to miało wyglądać. Ale też nie ma innego życia. Rzeczywistość to ciągła walka o przetrwanie; to bój o byt, widoczny tak w naturze, biznesie, jak i w każdym innym aspekcie tego świata.

Dzieci są pełne marzeń, pełne niezwykłych i niesamowitych złudzeń; wszystko to muszą odrzucić, gdy przychodzi im wejść w dorosłość. Już w pierwszych latach samodzielności, życie daje im istny chrzest bojowy, boleśnie uświadamiając, gdzie mogą sobie wsadzić te wszystkie swoje marzenia.

Życie to ocean. Jeśli nie udaje ci się utrzymać na powierzchni – toniesz i nikt o tobie nie pamięta.

Trzeba być rozważnym i myśleć z wyprzedzeniem. Planować przyszłość, by nie zostać na lodzie, by mieć, choć co zjeść i w co się ubrać. Wystarczy, bowiem, drobna pomyłka, drobny błąd i spada się na samo dno otchłani. A gdy jesteś w potrzebie – nikt! ale to nikt, nie przyjdzie ci z pomocą – o czym Witold zdążył już przekonać się dotkliwie na własnej skórze.

A on? Czy on, komuś kiedyś pomógł?

Co za bzdura! Co za nonsens! To przecież coś zupełnie innego! Jak niby miał komuś pomóc, skoro sam ledwie się trzyma? Czy ślepy ma prowadzić, kulawego? Nie ma, z czego pomagać potrzebującym.

Zresztą, co to w ogóle za gadanie? – to przecież on jest tu najbiedniejszy! Wszyscy mają jakąś rodzinę, jakiś bliskich na wsi, którzy ich wspierają, tylko on jest sam! Zdany tylko na siebie!

Robert, co weekend jedzie na Powiśle i jest tłusty jak pączek. Odżywiony jak nie wiem co, witamin mu z pewnością nie brakuje. A on sam, co? Tylko to gówno z supermarketu. I jak tu potem ma z takim konkurować?

To ma być uczciwa rywalizacja? On na śmieciowym jedzeniu, ciągle w tych spalinach i zaduchu, i Robert wychowany na Powiślu, odżywiony zdrowym, naturalnie hodowanym, mięsem i niepryskanymi owocami? To niby ma być uczciwe?

– Au! – poczuł nagle ból zęba. No tak! Nie ma nawet czasu i pieniędzy by wyleczyć sobie zęby! Ten popaprany dentysta zażyczył sobie cztery tysiące! Za jednego zęba! Prędzej zginie niż da takiemu zdziercy zarobić. A nawet gdyby chciał – nie stać go! Po prostu na to nie ma! Nie ma nawet na to by zadbać o swoje zdrowie. Gdy zaczynał było jeszcze gorzej, z konieczności żywił się byle, czym i w konsekwencji wszystkie zęby mu się poopuszczały; dziąsła nie wytrzymały. A teraz cierpi.

I on miałby komuś pomagać! Wyjdzie na prostą, to wtedy – owszem. Jak już wyjdzie na swoje, ustabilizuje się, wyleczy i spłaci długi, to wtedy – tak. Wtedy będzie mógł zająć się pomaganiem innym. Teraz zaś musi, wpierw, zadbać o siebie.

Jest wykończony. Ta praca go wykańcza, ten stres zabija go; a przecież musi wytężyć siły. Dobrze, że chociaż jutro jest sobota. Jeśli nie zregeneruje sił, to chyba padnie. Umrze na zawał, jak jego ojciec; wykończy się.

Nagle z dołu, przez podłogę, zaczęła dolatywać jakaś smutna piosenka. Witold nie zdenerwował się, przyszła pora by jego nastrój zmienił się. Żal ścisnął mu gardło. W oczach zabłyszczały łzy.

– Jestem taki głupi! Jakie to wszystko, jest głupie! – starł łzy zagryzając zęby, daremnie starając się przezwyciężyć smutek. Nie, nie chciał takiego życia, nie tak wyobrażał sobie przeszłość.

Jak to przyjemnie byłoby wrócić do lat dziecięcych; jak to przyjemnie byłoby wrócić do czasów młodości, niewinności i wiary.

Nie, nie chciał tak, żyć. Chciał być bohaterem. Jak Onepunch-Man... Nigdy nie chciał być biznesmenem, chciał być kimś, kto pomaga potrzebującym i ratuje uciśnionych. Mimo jednak, że starał się z całych sił, jego serce przepełniała pustka.

Dziecięce marzenie i brutalna rzeczywistość. Naiwność i praktyka. Marzenia o przygodach kontra, brutalna, cyniczna, walka o byt. Chrzest, jaki daje nam życie, pozbywając złudzeń…

To wszystko było tak bezsensowne, tak przykre i pozbawione nadziei. Nie może być Don Kichotem, nie może walczyć z wiatrakami. Musi zaakceptować rzeczywistość, zaakceptować siebie i świat taki, jaki jest. Porzucić te wszystkie złudzenia i bzdury!

Mimo to czuł, że jest nikim. Nigdy nikomu nie pomógł. Jego życie polegało jedynie o dbaniu o siebie samego. Tak nie powinno być! Jest śmieciem, który myśli tylko o sobie! Nie jest w stanie nic zrobić! Nic nie potrafi! Nie może nikomu pomóc. Jest bezradny i bezużyteczny. Jedyne, co robi to dbanie tylko o siebie… Jedyne, co robi, to tylko życie.

Dość! Dość już tego! Musi się zmienić. Zmieni się!

– Boże, pomóż mi się zmienić! – z płaczem, przez ściśnięte gardło, wyszeptał i w ten sposób, padłszy na kolana, rozpoczął modlitwę, w której dławiące łzy, łączyły się ze szczerymi wyrazami żalu i próśb kierowanych w niebo.

Ciepłe strumyki, niby krew, spływały po jego policzkach, a splecione ręce, były całe czerwone od mocy, którymi się ściskały. Na nich to nisko, spoczywała głowa, w pokornym pokłonie, którego Witold, dawno już nie czynił.

Zaraz potem wyczerpany zasnął.

 

***

 

Gdy się obudził, czuł się już zupełnie dobrze. Nawet wstydził się, sam przed sobą, tego wczorajszego rozrzewnienia i żalu. Od czasu do czasu zdarzało mu się coś podobnego – płacz i rozczulanie się nad sobą. Zawsze też następnego dnia czuł się świetnie, jakby dobrał nowych sił. Jakby, po trochu, narodził się na nowo.

Mimo to wyszedł pobiegać, musiał dbać o sylwetkę i chciał uporządkować myśli. Niebo pokrywało częściowe zachmurzenie; temperatura nie była zbyt wysoka, lecz nie było też chłodno.

– Wszystko w porządku – myślał. Jest dobrze, jeśli będę dalej tak postępował, wszystko dobrze się ułoży. Zamiast bezproduktywnie rozpaczać i koncentrować się na negatywnych odczuciach, lepiej będzie dostrzec wszystkie pozytywne zmiany, które udało mu się już przeprowadzić.

Jak wyglądał, gdy zaczynał? Był nikim. Teraz zaś jest szanowanym pracownikiem, który dobrze sobie radzi; uzyskał stabilizację. Od awansu dzieli go już tylko odrobina. Niedługo osiągnie stopę życiową, która pozwoli mu zadbać o swoje potrzeby.

Skręcił biegnąc chodnikiem i przyśpieszył kroku.

Tak, wszystko wyglądało w najlepszym porządku. Musi tylko iść wciąż naprzód, krok za krokiem, nie zatrzymywać się, nie cofać i nie patrzeć za siebie. W ten sposób uda mu się w końcu osiągnąć sukces. Tylko dzięki tej determinacji, udało mu się dojść tu gdzie już jest, nie wolno mu tego zmarnować.

Życie polegała na nieustannym progresie. Postępie odbywającym się każdego dnia. Kto, nie posuwa się do przodu, ten się cofa. Kto, zostaje w tyle, odpada z rozgrywki. Trzeba biec do przodu! Wciąż przed siebie, aż po sam szczyt.

Przyspieszył znowu. Biegnąc omijał, innych; wyprzedzając i pozostawiając ich w tyle.

Tak, on to potrafi. Potrafi odnaleźć się w tej dżungli. Potrafi walczyć, szczerzyć kły i opracowywać najbardziej skuteczne strategie. Nie, nie pójdzie w odstawkę, wyprzedzi wszystkich i wyjdzie na prowadzenie. Zwycięży tą bitwę.

Praktyka! Grunt to myślenie praktyczne! Małe cegiełki; małe kroczki, którymi dochodzi się do wielkich czynów. Małe, możliwe do zrealizowania, cele. Wszystko należycie zorganizowane i uporządkowane; prowadzące do racjonalnego życia.

Dobrze i słusznie, lecz zamiast myśleć o tym, powinien skupić się by to robić.

Pleśń wylęgła w pokoju, powinien skontaktować się z gospodarzem… Brakuje mu skarpetek, musi kupić jakieś po drodze. Kanapa, na której śpi, jest strasznie niewygodna, nie może należycie się wyspać, przez co jest mniej efektywny w pracy, dobrze byłoby wywalić ją na śmieci i kupić sobie jakieś porządne łóżko…

Załatwi te wszystkie drobnostki, krok po kroku. Lecz najważniejsze to skupić się na pracy. Czy wszystko ma należycie przemyślane? wie, na czym stoi?

Tak, wszystko jest w najlepszym porządku. Michał je mu już z ręki, to tylko kwestia czasu aż pęknie. Dostawa jest zamówiona. Obiecany kontrakt, dojdzie do skutku.

Myśląc w podobny sposób i rozważając wszystkie, najdrobniejsze nawet, szczegóły związane z jego pracą, Witold biegł dalej zamyślony, już wolniejszym tempem, przez miejski park. W tle słychać było szum przepływającej rzeki, która przybrała na sile, podczas ostatnich ulewnych deszczów.

Przebiegając przez most, przystanął. Uwagę jego zwróciło dziwne poruszenie pośród ludzi.

– Patrzcie, tonie! Tonie! – krzyczał ktoś wskazując palcem na rzekę.

W rzeczy samej; ktoś właśnie tam tonął. Niewyraźna postać desperacko machając rękami, próbowała rozpaczliwie utrzymać się na powierzchni wzburzonej tafli wody. Unosiła się, w górę i w dół, jakby wołała – Ratunku! Pomocy!

Witold nie mógł uwierzyć własnym oczom. – Dlaczego? Jak… Jak to możliwe? – Życie wydawało się, zbyt uporządkowane i logiczne, zbyt sensowne, by ktoś miał właśnie umierać.

Sytuacja była beznadziejna. Za chwilę będzie po wszystkim, za chwilę ten człowiek utopi się. Nikt jednak nie śpieszył z pomocą; wszyscy jedynie się przyglądali; wykrzykując coś do siebie.

– Nie umiem pływać!!! – pomyślał z najwyższą goryczą Witold. – Nie mogę mu pomóc!

Serce jego niemal zamarło z żalu. Oto człowiek umierał na jego oczach, a on był bezradny. Znów był bezradny. Zawsze był bezradny! Nic nie mógł zrobić.

Nigdy nie nauczył się pływać. Nie zrobił tego w dzieciństwie i później nie mógł nigdy znaleźć czasu, by spróbować samemu poćwiczyć, albo, chociaż wykupić jakieś lekcje… Powinien chodzić na basen, nie robił tego…

Nieznajoma postać zanurzyła się pod wodę i z trudem wypłynęła po chwili – widać było, że jest już u kresu sił. Tonie. Topi się. Umiera.

Co robią ci bezmyślni gapie!? Czy wszyscy są tacy jak on – Witold – i nie umieją pływać!!? Czy nie ma nikogo, kto mógłby przyjść mu z pomocą!? Rozejrzał się w około; z pewnością jest ktoś, kto nadaje się do tego bardziej niż on. Na przykład ten umięśniony mężczyzna, w czerwonym podkoszulku, dlaczego zamiast robić głupich min, nie skoczy by pomóc nieszczęśnikowi?

Albo ten młody: na co się gapi? czy nie może przyjść mu z pomocą?

Tak, tak, wszyscy wokół mają większą możliwość pomocy potrzebującemu! On nie umie pływać, a oni z pewnością umieją! Ktoś z nich na pewno potrafi! Większość ludzi umie pływać, w szkole był jednym z nielicznych nieumiejętnych– większość posiada taką umiejętność.

Co oni robią do cholery!!? O czym, u diabła, myślą!? Gdyby on, był na ich miejscu, skoczyłby bez wahania. Gdyby tylko umiał pływać, gdyby tylko nie poszedł na dno tuż po skoku, z pewnością uratowałby tego nieszczęśnika!!!

Nauczy się pływać i wtedy będzie mógł ratować tonących. Tak, pójdzie na kurs i wtedy będzie mógł pomóc…

A przecież jasne było, że do tego czasu, ta osoba umrze. Tonący człowiek, nie zdawał się być gotowy czekać, aż on – Witold – przejdzie kurs pływacki. Zalewająca go woda, nie chciała wstrzymać się, do czasu aż opanuje umiejętność pływania!

– Przepraszam! – chciał krzyczeć. – Przepraszam, ale nie jestem wstanie nic zrobić. Gdybyś zaczekał, aż nauczę się pływać, wtedy mógłbym przyjść ci z ratunkiem. Teraz jest jeszcze za wcześnie, teraz nie mogę cię wesprzeć. Przepraszam, ale to nie moja wina, że zacząłeś tonąć przedwcześnie; zanim ja byłem gotowy.

Życie to ocean. Jeśli nie udaje ci się utrzymać na powierzchni – toniesz i nikt o tobie nie pamięta. Życie to nieustanny postęp, ten człowiek został w tyle i poszedł w odstawkę. Sam jest sobie winny; nikogo to nie obchodzi, każdy musi biec przed siebie, nie zatrzymywać się i nie patrzeć wstecz. Każdy musi myśleć tylko o sobie. Dbać o swoje własne życie. To dżungla – walka o przetrwanie. Nikt nie może mu pomóc.

– Czy nie mogę być bohaterem? czy nie mogę nic zrobić? Żałosne! jak bardzo jestem żałosny! – wyszeptał ze łzami. – Zmienić się! czy nie mogę się zmienić!? Boże! czy nie mogę się zmienić!!?

– Spójrzcie! – zawołali gapie, wskazując na niego. Był już na barierce. Skoczył!

Skoczył, choć nie umiał pływać. W sam środek spienionej fali. By ratować potrzebującego człowieka. By postąpić jak bohater.

– Bach! – uderzył o niespodziewanie twardą wodę. – Uch! – wypuścił z siebie powietrze i poszedł pod spód jak kamień.

Tonął z otwartymi oczami zwróconymi w stronę światła. A gdy tak, schodził do otchłani, zaczął się modlić:

 

„Boże, który uczyniłeś niebo i ziemię,

Stwórco wszelkiego stworzenia.

Ty pełen jesteś miłosierdzia,

dobrocią obdarzasz wszystko, co żyje.

Bo, Twoje panowanie nad całym lądem,

Twe zabieganie o każde jest tchnienie.

 

Do Ciebie woła pisklę spragnione,

wilk, szukający łupu,

osioł, przemierzający pustkowie,

a ty obdarzasz pokarmem wszystko, co żyje,

nie szkoda ci strawy dla dzieła twego.

  

Dlaczego jesteście niewierni?

Dlaczego nie ufacie Panu?

Na co wam jest wasze zabieganie,

praca wasza nieużyteczna,

nic po niej nie zostanie.

Wy zbieracie, a Pan rozrzuca.

Nie chcecie zrozumieć, że zbawienie od niego pochodzi.

 

Że On daje tym, którzy w niego wierzą,

pokarm słuszny; ocalenia dnia powszedniego.

„O nic się nie martwcie. Dbajcie o królestwo,

a wszystko będzie wam dane” –

Ty umiesz zatroszczyć się o człowieka,

ocalić tego, kto w Tobie ma zaufanie.

 

To Ty odziałeś konia siłą,

to Ty obdarzyłeś mocą niedźwiedzia,

lwu dałeś ryk, przed którym pierzchnie wszelka zwierzyna.

Ty nauczyłeś ptaki, tworzyć swe gniazda

i bobry, budować swe żerdzie.

 

Od Ciebie pochodzi umiejętność,

Ty też obdarzasz mocą.

Ty umiesz przysposobić człowieka, do wszelkiego dobrego dzieła!

Aby był synem Twoim trwającym na wieki.

Wszelki, który w Tobie ma zaufanie nie zawiedzie się.

Ci, którzy Ciebie szukają trwać będą na wieki!”

 

Na moście zapanowało ożywienie. – Patrzcie! Płynie, płynie! - wskazywali Witolda, zbliżającego się do tonącego. W chwilę potem, wyciągnął go już bezpiecznie na brzeg.

I od tej pory był już chrześcijaninem.

 

[KONIEC]

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ten_Smiertelny · dnia 20.08.2017 14:41 · Czytań: 366 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 5
Komentarze
JOLA S. dnia 20.08.2017 15:55 Ocena: Bardzo dobre
No i czyta się świetnie. Porywające te rozterki, trzeba przyznać. Utrzymujesz ciągłość stylu opowiadania (bardzo na plus, wiem jak ciężko jest trzymać puls na narracji tak, by jednocześnie za dużo nie zadziwiać, a przy tym nie zanudzić czytelnika).
Dobrze zbalansowany tekst. Brawo!

Pozdrawiam :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 20.08.2017 17:22 Ocena: Bardzo dobre
Okay, chrzest przez zanurzenie to ważna sprawa w życiu każdego chrześcijanina, jeśli nie najważniejsza.


Ten_Smiertelny,

Dobrze kombinujesz! Fajnie się czyta, a nawet z zainteresowaniem. Tyle, że ten fragment modlitwy jakiś dłuuugi taki jest. Czy topiący się - na którego działają brutalne siły zimna, stresu i wyporu powietrza - tak długo by się modlił? Czy starczyło by mu powietrza? Wszak nasze wody to nie Karaiby, gdzie człek się zanurza w pięknie ciepłej wodzie i sobie lewituje.

Ale sama ideja jak i zakończenie oraz puenta jest w pyteczkę.

Się podobało! Gratuluję udanego kawałka.


Pozdrawiam,

DoCo
Ten_Smiertelny dnia 19.09.2017 11:49
Jestem wdzięczny za wszystkie komentarze. Dziękuję wszystkim którzy opowiadanie przeczytali.

//////////////////
JOLA S.
/////////

Dzięki za te obfite pochwały. Cieszę się, że tekst jest spójny i dobrze zbalansowany – tym bardziej, że wcale o to nie zabiegałem podczas pisania. ;)

Tylko dzięki Bogu udało mi się, przedstawić tą historię, pełnią szczęścia byłoby gdyby ona skłaniała ku Niemu.

Jeszcze raz dziękuję za komentarz, podniosłaś mnie na duchu. Dziękuję.

//////////////////
DoCo
/////////

Cieszę się, że opowiadanie ci się podobało! Dzięki za rady i komentarz.

Nie jesteś pierwszym który mówi mi, że ta modlitwa jest za długa, jednak twoje racjonalistyczne uzasadnienie naprawdę mnie ubawiło. ;)

Fakt! nasze wody to nie Karaiby. Bohater utopiłby się, nim by ją wyrecytował, to znaczy, utopiłby się na pewno, gdyby Boga nie było.

Rozumiesz co chcę powiedzieć? „brutalne siły zimna, stresu i wyporu powietrza” to betka, w porównaniu z wszechmocnym Stwórcą. Już gdy bohater skoczył z mostu, podjął decyzję, a Bóg wiedział co zamierza zrobić i… pomógł mu.

„Czy starczyłoby mu powietrza?” Cóż ja w ogóle wyobrażam sobie to tak, że jak wpada do wody to otwiera usta, woda zalewa mu płuca i idzie na dno – tak też jest w tekście… Nie mogłoby więc mu starczyć powietrza, skoro go w ogóle nie było…

Nie sądzę jednak by powietrze było aż tak bardzo potrzebne… ^_^ [Czy młodzieńcom w piecu ognistym nie brakło tlenu? Nie było za ciepło?]

Jest to więc jakby modlitwa pośmiertna – albo raczej w-trakcie-śmiertna. Chrzest to zanurzenie w śmierć Chrystusa i narodzenie się na nowo, jako Chrześcijanin. Ja przedstawiłem to trochę dosłownie, dla zobrazowania samego faktu wewnętrznej moralnej przemiany, której człowiek potrzebuje. To my decydujemy o rozpoczęciu tej transformacji – jak mój bohater skacząc z mostu – jednak to Bóg jej w cudowny sposób dokonuje.

Sama modlitwa nie musiała też trwać tak długo, jak to sobie zapewne wyobrażasz. Spowolnienie czasu nie występuje jedynie w Max Paynie <lol>. Ludzie którzy przeżyli bliskie spotkanie ze śmiercią często powiadają, że „całe życie przeleciało im przed oczami”. To wiesz. Wiedz jednak, że mówią zawsze, że było to dosłownie „całe życie” – każda sekunda, każda godzina i każdy dzień. Jak to możliwe? skoro działo się to przez ułamek sekundy (np. podczas porażenia elektrycznego)? Kto wie? Ja jednak nie widzę w tym nic dziwnego.

Chyba każdy miał w swym życiu takie chwile, że przez jego umysł przeszło w ułamku sekund setki myśli. No i bohater mangowy może podczas skoku, zanim opadnie, wypowiedzieć z powodzeniem parę zdań – i nie musi wcale mówić szybko! I co na to powiesz? ;)

Ta modlitwa to, nie tyle prośba o pomoc, co hymn pochwalny, wyjaśniający, dlaczego Bóg dopomógł. Z zewnątrz wyglądało jakby wszystko to trwało zaledwie moment – jakiś ułamek sekundy – jednak z punktu widzenia bohatera był to długi okres.

Gdyby to był film, zobaczylibyśmy w spowolnieniu jak ciało wpadające do wody. Usta otwierają się, bąbelki ulatują na bok, zanurza się coraz głębiej. Podwodna kamera pokazuje z boku jak w spowolnionym czasie ciało powoli opada na dno. Światło przebija się przez taflę i dosięga go. W tle leci spokojna muzyka poważna. A lektor wygłasza powoli słowa modlitwy. Wszystko trwa zaledwie moment, jednak my widzimy to poetycznie dłużej. Czas się zatrzymuje. Następuje przeskok na most – koniec spowolnienia czasu – na grupę gapiów, krzyczą: „Płynie, płynie!” i tak dalej.

Konstruując tą modlitwę chciałem trochę by była troszkę „przydługa”, gdyż w ten sposób nawiązuję do poetyki Pisma Świętego – gdzie taka forma dominuje. Wiele też w niej jest albo parafrazą, albo nawiązaniem do tekstu świętego.

Czy modlitwa trwała długo, czy też krótko, nie miało żadnego znaczenia na sytuację bohatera. Bóg i tak by go uratował i dał mu umiejętność pływania, nie mógł więc utonąć gdyż On nad nim czuwał. Wyszłaby z tego absurdalna komedia, gdyby bohater utopił się, gdyż modlił się zbyt powolnie… Przecież Stwórca nie musiał czekać z pomocą aż on skończy modlitwę, a spowolnić dla Niego czas to pestka… ;)

„Brutalna siła stresu” w ogóle nie działała na bohatera gdyż, w ogóle nie stresował się! – tak jak i nie bał się Dawid, gdy szedł walczyć z Goliatem. Poza tym człowiek jest zwykle bardzo spokojny podczas umierania – albo gdy jest w sytuacji śmierci bliskiej. A on przecież – zgodnie ze słowami Chrystusa – „umarł i narodził się na nowo”.

Możemy sobie wyobrazić, że ten nowo narodzony on, posiada umiejętność pływania ^^

///
Fajnie, że uważasz, że kawałek jest udany. Oby więcej takich udanych kawałków, aż w końcu złożą się w całość <lol> Mam nadzieję, że inne moje kawałki też nie są od rzeczy ;)

Jeszcze raz dziękuję za rady i komentarz.

//////////////////////////////////////////////////////

II. Do Koryntian 3, 4. A taką ufność mamy przez Chrystusa ku Bogu,
5. Nie jakobyśmy byli zdolni pomyśleć coś sami z siebie i tylko z siebie, lecz zdolność nasza jest z Boga,

II. Do Tymoteusza 3, 16. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości. 17. Aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.

//////////////////////////////////////////////////////

Pozdrawiam was wszystkich serdecznie, trzymajcie się i ufajcie Panu!
Ten Śmiertelny
purpur dnia 29.11.2017 14:48
No witaj ponownie ;)

Tym razem wytrwałem do końca! Nie to żeby było to jakiś osiągnięcie, ale po ostatnim tekście, jakoś tak czułem się nie do końca w porządku.

A tutaj?

No ja dostrzegam i dobre i złe strony - jak zwykle, nie przejmuj się :)

Zacznijmy od bacika, co by potem obłaskawić rany :D

Strasznie przegadane!
Co i rusz powtarzasz to samo, zmieniając tylko wyrazy je opisujące. "Pierwsza" część była męcząca i spokojnie dało ją się zamknąć w połowie tego co napisałeś. Wiesz... ja chcę coś przeczytać, czegoś sie dowiedzieć, zabawić się, rozerwać itp itd... Sprzedajesz produkt, którym jest Twoje opowiadanie. Ja oczekuję czegoś, co mnie przyciągnie do literek, coś co mnie poprowadzi i nie pozwoli oderwać się od nich.

No ale poza tym....

Napisane bardzo sprwanie, były jakieś tam błedy, ale ja na to nie patrzę... Czytało się płynnie i z zainteresowanie. To własnie sprawiło, że nie odszedłem od tekstu, wiedziałem, że tak stworzone zdania nie pójdą na marne :D

Najważniejsze dla mnie to pomysł. A tutaj on był! Świetny tytuł, świetne ukazanie go. Gdybyś ograniczył się trochę w pierwszej części i przystrzygł rozterki w drugiej, nie miałbym zastrzeżeń. "Modlitwa" jest fajnym pomysłem, ale ponownie sporo za długa :) Ale koniec marudzenia na gadulstwo :)

Generalnie bardzo fajne, z twistem!

Zastanawia mnie tylko końcówka, czyli:

Cytat:
I od tej pory był już chrześcijaninem.


Trochę zabrzmiała jakbyś nie wiedział jak to zakończyć. Trochę nie pasuje mi do reszty. Miał być punch, a wyszło trochę bokiem... No ale to drobiazg.

Chyba tyle...

PS Patrząc na Twój komentarz, już wiem czemu to takie "rozgadane". Lubisz mówić co? :) Nie jest to oczywiście nic złego, ale zastanów się jak to odbiera czytelnik :) No chyba, że piszesz dla samego siebie! Zresztą, ja tez gaduła jestem, czasami, raczej :p

Pozdrawiam,
Pur
Ten_Smiertelny dnia 21.12.2017 13:34
Purpurze dziękuję za twój komentarz i przeczytanie mojego skromnego opowiadanka!

Niestety dostrzegam zarówno dobre, jak i złe strony twojego komentarza – nie przejmuj się tym jednak. ;)

Cieszę się niezmiernie, że moje opowiadanie ci się podobało – choć moje nadwrażliwe ja, dostrzegło w twym komentarzu, niemal same zarzuty. Kłóciłbym się pewnie wiele, ale powściągnąwszy dumę, muszę przyznać, że pewnie w wielu rzeczach masz rację.


Cytat:
Strasznie przegadane!
Co i rusz powtarzasz to samo, zmieniając tylko wyrazy je opisujące. "Pierwsza" część była męcząca i spokojnie dało ją się zamknąć w połowie tego co napisałeś.


Purpur, rozkładam ręce.
To jest to co tak gęsto spotykam na wszystkich portalach literackich, przy komentarzach rożnych (nie tylko moich) tekstów: za długie, przegadane, można by krócej, przegadane, przegadane…

Czterostronicowe opowiadanie jest za długie? Ja się zastanawiam jak ty czytasz choćby Dostojewskiego? Co rusz musiałbyś chyba komentować pod nosem: „za długi!”, „przegadane” itd.

Nie no, naprawdę nie rozumiem: ludzie którzy piszecie takie rzeczy – w jaki sposób czytacie klaski? W jaki sposób pochłaniacie rozległe tomy zawierające po tysiąc stron i więcej? W jaki sposób dajecie radę przebrnąć przez rozległe, kilkustronicowe, opisy, w których „nic się nie dzieje”? Jak znosicie dialogi „nie posuwające” akcji, ciągnące się przez kilka stron?

Rozumiem dziecko w wieku przedszkolnym, załamane tym, że dostało na zadanie domowe „przeczytać czterostronicową czytankę”, ale dojrzały mężczyzna, dla którego przeczytać dwieście stron to fraszka, jak może coś takiego powiedzieć?…

Cytat:
spokojnie dało ją się zamknąć w połowie tego co napisałeś.


Owszem można byłoby. Wszystko można, tylko nie wszystko buduje. Czy zadaniem pisarza jest jednak pisać jak najkrócej?

Właściwie rzecz biorąc, pisarz ma płacone od strony, więc z punktu widzenia finansów, raczej jego celem jest pisać jak najdłużej. Nie twórzmy jednak dla mamony…

Wszystko można by zawrzeć krócej. Istnieje coś takiego jak streszczenia. Wyobraź sobie, że całą fabułę i wydarzenia wielkiej powieści, da się zmieścić w króciutkim streszczeniu! Toż to cudo! Chyba jesteś ich wielkim zwolennikiem.

Po co ludzie piszą książki? – niech piszą streszczenia!

Streszczenie – niby to samo, jednak lakonicznie. Same superlatywy? Nie. Żeby się wczuć potrzeba dłuższych i bardziej wnikliwych opisów. Przeczytanie streszczenia, to nie to samo co przeczytanie powieści.

Cytat:
Wiesz... ja chcę coś przeczytać, czegoś sie dowiedzieć, zabawić się, rozerwać itp itd... Sprzedajesz produkt, którym jest Twoje opowiadanie. Ja oczekuję czegoś, co mnie przyciągnie do literek, coś co mnie poprowadzi i nie pozwoli oderwać się od nich.


Wiem, wiem… To co napisałeś jest przecież bardzo typowe. Zważ jednak, że na początku chciałem przedstawić człowieka załamanego, a wczucie się w taką kreację, siłą rzeczy nie może być przyjemne. Chciałem byś poczuł tą rozpacz – człowieka który chce być dobry, a jednak zdaje sobie sprawę, że nie jest.

Może dla kogoś kto miał podobne uczucia, opowiadanie będzie bardziej strawne.

Cytat:
Napisane bardzo sprwanie, były jakieś tam błedy, ale ja na to nie patrzę...


Wielka jest łaska twoja, że wspominasz o błędach bez ich podania; skłaniając autora do po raz setnego przeczytania tekstu, który zna na pamięć i kolejnego daremnego poszukiwania pomyłek. Jeśli rzeczywiście nie patrzysz na błędy – to dobrze; przede wszystkim treść się w końcu liczy.

Jeśli jednak widzisz już jakieś uchybienia i o ich istnieniu wspominasz, to nie bądź gołosłowny.

Poza tym jak to jest, że w zdaniu mówiącym o błędach, sam dwa błędy popełniasz? „ sprwanie”? „błedy”? – To jakaś aluzja???

Cytat:
Patrząc na Twój komentarz, już wiem czemu to takie "rozgadane". Lubisz mówić co?


Oj Purpur, oj Pur… My tutaj nie mówimy, lecz piszemy. A jako, że pracą pisarza jest pisanie, mogę śmiało powiedzieć, że jestem pracowity. ;)

To oczywiście żart, ale muszę powiedzieć, że staram się zarówno rzetelnie komentować, jak i na komentarze odpowiadać. Jako, że robię to wyczerpująco, nic dziwnego, że sam czuję się często naprawdę wyczerpany…

Cytat:
Nie jest to oczywiście nic złego, ale zastanów się jak to odbiera czytelnik


Jak czytelnik odbiera moje długie komentarze? Jak reaguje na starania? Otóż teraz wiem, że myśli, że jestem rozgadany i lubię mówić… <lol>


Cytat:
Generalnie bardzo fajne, z twistem!

Zastanawia mnie tylko końcówka, czyli:

Cytat:
I od tej pory był już chrześcijaninem.


Trochę zabrzmiała jakbyś nie wiedział jak to zakończyć. Trochę nie pasuje mi do reszty. Miał być punch, a wyszło trochę bokiem...


Powyższy komentarz każe się zastanawiać, czy w ogóle coś z opowiadania zrozumiałeś. Nie bardzo rozumiem ja ty je odebrałeś…

Pisząc zaczynam zwykle od puenty. Fragment o którym wspomniałeś, był w mojej myśli od początku. Właściwie rzecz można powiedzieć, że do niego dopisałem całe opowiadanie… Dziwi mnie więc bardzo, kiedy piszesz, że nie wiedziałem jak zakończyć opowiadanie.

To przecież bardzo mocna końcówka. Stwierdzająca ni mniej ni więcej, że bohater mojego opowiadania, wcześniej chrześcijaninem nie był. A więc nie są również chrześcijanami wszyscy, którzy żyją tak jak on – a więc właściwie większość ludzi. To chyba dosyć mocny komentarz społeczny, co?

O tym właśnie był ten tekst. O tym co znaczy być chrześcijaninem i czego trzeba żeby wejść na tą, bardzo nieuczęszczaną, ścieżkę. Modlitwa wyjaśnia wszystko. Póki człowiek sam planuje swoje jutro, póki zabiega o sprawy doczesne, o to by miał co jeść i pić itd. póty chrześcijaninem nie jest.

Pełnia zaś bycia synem Bożym objawia się w tym akcie. To jest chrześcijaństwo: Skoczyć na głęboką wodę bez umiejętności pływania. Zaufać Bogu i na tej wierze postawić całe swoje życie.

Kto tego nie zrobi, chrześcijaninem nie ma prawa się nazywać.

To jest wiara: zaryzykować całe swoje życie i poświęcić je Bogu. To jest wiara: pójść walczyć z Goliatem z kijem pasterskim – wiedząc, że nie ma się żadnych szans na zwycięstwo, jeśli Bóg nie pomoże.

To właśnie zrobił bohater mojego opowiadania i wtedy dopiero stał się chrześcijaninem.


Cytat:
"Modlitwa" jest fajnym pomysłem, ale ponownie sporo za długa


Skoro zarzucasz mi to co poprzedni czytelnik, może dobrze byłoby gdybyś, ponawiając zarzut, odniósł się jakoś, do mojej na niego odpowiedzi…

Ale dobra!

Jak mówią: Jeśli dwóch ludzi mówi ci, że jesteś pijany, nie kłóć się z nimi i choćbyś nawet był abstynentem, idź spać. Świadectwo bowiem dwóch świadków jest wiarygodne. <lol>

Ulegam zatem namowom twoim Purpurze i Dobrej Cobry i niniejszym skracam modlitwę osuwając fragmenty:

zwrotkę trzecią, czwartą i piątą:

Cytat:

Karmisz dobrocią swoją narody,

wodą sycisz ziemię obficie,

by wydawała plon różnoraki,

wedle twej Panie woli,

przeznaczony na rożne czasy.



Tyś krukowi jadło przygotował,

jego pisklęta wołają do Ciebie

i nie zostają głodne.



Daremno człowiek się szamocze,

na darmo zabiega o marności.

Jeśli Pan domu nie pobuduje,

daremnie trudzą się budujący,

daremnie wstajecie, ci wszyscy,

którzy swój chleb jecie w utrudzeniu.


Niniejszym więc, uznaję twój komentarz za pomocny.

Dzięki, że wpadłeś. Cieszy mnie bardzo, że ogólnie ci się podobało. Pozdrawiam cię Purpurze!


///

W razie jakby Dobra Cobra wpadł, to również go pozdrawiam i dziękuję, za radę skrócenia modlitwy; z której dopiero teraz skorzystałem. Miałeś rację. Dzięki.

Chwała Bogu, na wieki wieków. Amen.

Kłania się nisko,
Ten Śmiertelny
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
19/05/2022 07:04
Dziękuję i również zasyłam pozdrowienia. »
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas