Tchnienie umierającego cz.2 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Tchnienie umierającego cz.2
A A A
Od autora: Odetchnąłem i wróciłem. Pragnę powiadomić, iż poprawiłem sporo mankamentów w części pierwszej, więc radzę zapoznać się ze zmianami, a jeśli łaska - przeczytać jeszcze raz część pierwszą. Dziękuję Ci, Jacku Londyn, za wysyp rad i wskazówek, co do mojego tekstu. Boję się, że w przedostatnim akapicie otarłem się o banał. No ale po to tu jesteśmy - żeby uświadamiać. To tyle w polu od autora. Pozdrawiam.
Klasyfikacja wiekowa: +18

II

 

     Gdyby stary Berringer wybierał się tego dnia na wycieczkę szkolną, pomijając jego wiek, to niewątpliwie jako pierwszy znalazłby się na przystanku autobusowym – gotowy do podróży. Okradziony wcześniej prawie do golizny, schował swój fioletowy grzebyk do kieszonki flanelowej koszuli, którą w akcie litości oddał mu Edwin. Nie chciał, żeby jego syn oglądał nieapetyczny brzuch wylewający się ze szlafroka, gdy będą pakować baniaki z wodą do bagażnika. – A ty? – pytał Austin, zdziwiony, że Everrich nie wkłada do środka swoich ubrań – zamierzasz chodzić cały czas w tych zielonych jajo-suszarniach?

 

     – Ta szmata wyrównuje obieg ciepła – odparł, wachlując brzuch luźną koszulką na ramiączka.

 

     Cadillac deville z czterdziestego dziewiątego – którego posiadacz na rzecz życiodajnych butli zrzekł się własnego odzienia – jest wizualnie bardziej pojemną trumną niż samochodem. W tym momencie zwątpienie ukazało się na twarzach dwóch naukowców.

 

     Uświadomili sobie, że za nic w świecie nie wcisną się do środka z taką ilością sprzętu. – Nie ma mowy, nawet gdybyśmy zostali, a pojechałyby same butle, praktycznie rzecz biorąc – zamartwiał się Berringer. Sfrustrowany Edwin pogłębił jeszcze bardziej zmarszczkę między brwiami, próbując zyskać miejsce wyrywaniem tylnych siedzeń. Zanim zirytowany Everrich zdezelował swój pojazd, Austin zdążył wystraszyć go dźwiękiem klaksonu terenowego land rovera. Zabrał go bez najmniejszych skrupułów z pobliskiej stacji benzynowej.

 

     – Nigdy nie okradam zmarłych, taki mam kodeks.

 

     Na co Austin odpowiedział wyrachowanie. – Bo swój swojego nie tknie, choć teoretycznie jeszcze żyjesz.

 

     Podgrzewane siedzenia, wygodny podłokietnik, dobry silnik ani nawet przetrwanie, które leżało na szali wyprawy, nie zneutralizowały w odczuciu Edwina poczucia hipokryzji. Na miejscu pasażera, tuż za jego plecami, siedział syn, któremu wpajał ideę uczciwości od początku przejęcia nad nim opieki. Przejeżdżając przez Arizona Avenue, Everrich zauważył sklep militarny. Wtedy przywołał pamięcią moment, gdy przygotowywali się z Austinem do wyprawy. Wyszło na jaw, że nie zabrali ze sobą broni. Wzięli więc dwa obrzyny i zapas pudełek z nabojami, z których mogliby ułożyć małą budowlę. – Ale zmarłych właścicieli sklepu już okradasz? – dogryzł mu Berringer, na co Everrich odparł, że posiadanie broni w tych niebezpiecznych czasach jest potrzebą tak ważną jak jedzenie.

 

     Kilka miesięcy wcześniej, by przedostać się do najbliższego marketu, Edwin musiał zepchnąć cadillacem pięćdziesiąt pojazdów na zbocze ulicy. Było oczywiste, że most prowadzący do drogi stanowej 45, którą najłatwiej pojechać do Madery, będzie kompletnie zablokowany. Gdyby wybrali się w tę podróż poprzednim samochodem, musieliby pojechać stanową „dwójką”, co wydłużyłoby czas jazdy o kilka godzin. I dopiero ta okoliczność pozwoliła ojcu Kevina cieszyć się terenowym land roverem, którego szerokimi kołami mogli pokonać rozgrzane piaski pustyni Chihuahua. Jej żółto–zielona kolorystyka tylko w braku innych ludzi przypominała El Paso. Po chwili fascynacji dopadło ich przygnębienie tym, że na całym świecie jedynie pustkowia nie zmieniły się od ostatniego roku. Po pokonaniu niemal stu mil, Austin wołał za potrzebą grożąc, że „za moment brązowa, spękana parówka wydostanie się z jego nogawki i wypadnie wprost na wycieraczkę”. Zaparkowali na samym obrzeżu, jedynej na pustyni Chihuahua miejscowości – Los Lamentos. To oznaczało dla starca ostatnią okazję załatwienia się w cywilizowany sposób. Gdy wyszedł w poszukiwaniu miejsca z toaletą, Edwin zauważył przygnębienie Kevina, odbijające się w lusterku.

 

     – Też się za nią rozglądasz? – zapytał chłopiec.

 

     – Twoja mama jest mądrym naukowcem – mówił spokojnie – w piekle stworzyłaby wodę i ugasiła wszystko w cholerę.

 

     – I dlatego nie poszedłeś za nią do tego piekła? – pytał z wyrzutem. – Dlatego nie patrzysz w boczne szyby, tylko przed siebie, jakbyś był taki pewien, że może być tylko w głupim miasteczku?

 

     Edwin poczuł, że znika jego strefa komfortu, którą dopiero sobie zbudował. Po raz pierwszy zauważył również powiew inteligencji Kevina, o której wcześniej wspomniał Austin.

 

     – Myślę, że żyje – odpowiadał nerwowo. – Ekipa badawcza miała ze sobą sporo butli.

 

     – To dlaczego jej nie znalazłeś? I czemu tak mówisz o mamie? Po co ją zostawiałeś? – wyrzucał agresywnie – gdybyś od niej nie odszedł, to wiedziałbyś gdzie i z kim pojechała.

 

     – Bo jestem pieprzonym tchórzem i wolę chować się w bezpiecznym cieniu szansy, niż spalić w emocjonalnej bitwie, jak ty – odszczekał i spojrzał oschle w lustrzane odbicie syna.

 

     Kevin skulił się na tylnych siedzeniach obiecując sobie zarazem, że nie odezwie się do ojca, choćby stała się najgorsza rzecz na świecie. Ciszę w samochodzie przerwał niepokojący krzyk Austina. Dobiegając do pojazdu machał rękoma, jakby wołał pozostałą dwójkę. Starszy Everrich wybiegł do niego, gdy ten podciągał w pośpiechu spodnie.

 

     – Dziewczyna... – rzekł zdyszany Berringer, pokazując palcem – ... tam, przy kiblu. – Łapał oddech i zmuszał jednocześnie zmęczone nogi do biegu, by jak najszybciej otworzyć bagażnik land rovera.

 

     Zdezorientowany Edwin wpatrywał się w chaotyczne ruchy dziadka. – O co chodzi, człowieku?

 

     – Idź tam. – Wskazywał ręką przenośną toaletę. – Tam, gdzie toi-toi! Po prostu biegnij!

 

     Podążył za wskazówkami i otworzył drzwi wychodka. Rozejrzał się wcześniej, lecz nie było nigdzie rzekomej dziewczyny. Spojrzał nawet w głąb sedesu myśląc, że może znajdować się w środku, a stary pryk się na nią defekował. – Cholerny oszuście, zrobiłeś to, żeby mnie zmylić i ukraść samochód? – wściekł się Edwin. Lecz zaledwie sekundę po tym ujrzał Austina taszczącego butlę z powietrzem.

 

     – Jest za kontenerem, wcześniej jeszcze żyła. – Poprowadził Everricha, wskazując mu tyły wc. – Czuję puls, jest niewiarygodnie wyraźny! – Ucieszył się.

 

     Berringer bez chwili namysłu wydostał ciemne włosy trzydziestolatki, które wplątały się w zawór butli. Było pewne, że skończyło się jej powietrze. – Wydawała w tych zaroślach ostatnie tchnienia, praktycznie rzecz biorąc – powiedział, przygotowując nowy zestaw do oddychania. Gdy Edwin to zobaczył, wytrącił mu z dłoni przewód podający tlen do maski. – Gdyby leżało tu dziesięć osób, oddałbyś wszystkie butle? – zadał pytanie.

 

     – O coś takiego możesz pytać kogoś, kto przeprowadził staruszkę przez ulicę – zripostował Edwina i sięgnął ponownie po przewód.

 

      Everrich nie potrafił na to pozwolić i złapał Austina za kołnierz flanelowej koszuli. Podniósł go i przestawił, jak małego kota. Berringer niespodziewanie wyjął swój grzebień i dźgnął nim Edwina w brzuch. – Stary padalcu! – wyzywał go łapiąc się za trzewia. – Wiedziałeś, że ledwie zrosło mi się żebro.

 

     Gdy wszystko było gotowe i pozostało jedynie odkręcić kurek butli, Edwin zdołał odepchnąć Austina z takim impetem, że obaj wpadli w pobliskie krzaki. Gdy awantura zdawała się nie mieć końca, zauważyli Kevina. Uklęknął przy ledwie żywej kobiecie i przekręcił zawór. Niepokojąca cisza w ostatnim momencie przeobraziła się w radość u Kevina i Austina, gdy dziewczyna otworzyła oczy.

 

     – Brawo, młody człowieku – komplementował siedemdziesięciolatek, wywołując u ojca Kevina białą gorączkę.

 

     – Powietrze, które nosisz na swoich plecach skończyłoby ci się za dwadzieścia minut, gdybyś był pod wodą. Ale na ziemi nie ma takiego ciśnienia, więc pożyjesz jeszcze półtora godziny – Edwin oświadczał starcowi. – Ale po co ja to wszystko tłumaczę, w końcu jesteś biologiem. Wiedzieć musisz tylko tyle, że właśnie oddałeś tę, którą wcześniej ci obiecałem.

 

     Kłótnie za plecami Kevina zdawały się do niego nie docierać, gdy przywracając młodą meksykankę do życia spojrzał na jej poprzedni sprzęt. Tlenomierz wskazywał zużycie ledwie połowy powietrza. – Tato! – zawołał, nie potrafiąc zrozumieć tej sytuacji. – Tato, chodź tu! – powtórzył i dopiero wtedy Everrich zwrócił uwagę na syna. Chwilę po tym, jak zobaczyli stan wskaźnika, rozległ się dźwięk silnika. Wszyscy wybiegli na drogę, gdzie wcześniej zaparkowali land rovera.

     Nie było już ich samochodu ani młodej meksykanki.

 

     W tym samym momencie Edwin poprosił syna, by powiedział mu, że przed wyjściem z auta zamknął drzwi na klucz, a to była zwykła kradzież. Wolał mieć w głowie taki scenariusz, niż świadomość, że wszystkie kłopoty wynikały z ich naiwności tudzież nieuwagi. Chłopiec pokręcił przecząco głową na znak, że o tym nie pomyślał, po czym Austin zasłonił go własnym ciałem.

 

     – Sądzisz, że uderzyłbym własnego syna? Za kogo mnie masz?

 

     – Za dobrego człowieka, a każdy czasem pęka. – Berringer klepnął koleżeńsko ramię Everricha. – Bądźmy jednym, żywym organizmem.

 

     – Tlen skończy się nam za siedemdziesiąt pięć minut. Już ameby dłużej żyją.

 

     Staruszek przeczesał włosy wybrakowanym grzebieniem i podał go podłamanemu mężczyźnie dodając: – Nawet tym, dźgając cię w żebro, zdołałem sprawić, że z bólu zgiąłeś się w pół – mówił – sam grzebień był narzędziem. To ja nadałem mu użytek dzięki impulsom w moim mózgu, które zadziałały jako całość. Gdybym w głowie miał pył, mógłbyś mnie nieźle potarmosić.

 

     – Co powiedziałeś? – Edwin zmierzył go szaleńczym wzrokiem.

 

     Słowo „pył” wywołało u niego lawinę wspomnień, ale jedno z nich powiązało się wyraźnie z dialogiem rozpoczętym przez starca z grzebieniem. Pewna geolog badała najróżniejsze surowce. Tam, gdzie się pojawiały, była również ona i mógł o tym słuchać całymi godzinami. Nie interesowała go sama dziedzina, a sposób, w jaki o niej opowiadała; używała wszystkich fachowych zagadnień sądząc, że piekielnie uzdolniony Edwin będzie w stanie je rozszyfrować. Nic z nich nie rozumiał, ale później przyrównywała naukowy żargon do codziennego życia i wszystko się rozjaśniało.

 

     Piątego maja dwa tysiące trzeciego roku, w rocznicę związku, wyrwali się z zajęć i pojechali do New Jersey. Emma mówiła o porcie statków handlowych Trinity Bay, położonym tuż przy Zatoce Meksykańskiej, którą uwielbiał Everrich. Tak naprawdę, chodziło o wyprawę geologiczną studentów z jej uniwersytetu. Prowadzili od kilku dni odwierty w okolicach tego miasta. Chcieli wydrążyć w ziemi dziurę o głębokości dwóch kilometrów i przeprowadzić ekspertyzy klimatyczne, które miałyby sięgać trzydziestu milionów lat wstecz. Edwin wiedział o odwiertach i tym, że nie będzie pocałunków pod słońcem zachodzącym nad portem. Emma nie wiedziała natomiast, iż jeszcze większe szczęście od zatoki, wywoływało u niego słuchanie ukochanej, leżąc na hałdzie piachu.

 

     Po przybyciu na miejsce ułożyli się na jednej z karp usypanych na wysokość kilku metrów. Wtedy, Emma wskazała ukochanemu wykładowcę, który był obecny przy pracach i opowiedziała, że podrywał ją na zajęciach z inżynierii surowców naturalnych. Poddenerwowany Edwin, jak to u niego bywa, chciał się tam sturlać i dołożyć podrywaczowi. Lecz dziewczyna zatrzymała go i poprosiła o chwilę cierpliwości. Wzięła garść piachu i sypnęła nim w dół, wprost na głowę nauczyciela. Już wcześniej cały był ubrudzony i nawet nie zawracał sobie głowy jeszcze jedną warstwą pyłu we włosach. – To była normalna mączka krzemianowa – stwierdziła – przydałoby się coś lepszego. Edwin zaproponował kamień leżący tuż obok, a Emma rzuciła nim w kolano mężczyzny, aż zawył z bólu. Po tym, wyjęła z kieszeni szlachetny kamień, który wydobyła dawno temu i ponowiła rzut, trafiając go w głowę. Powiedziała, że tak naprawdę nie jest ważne czy pył pochodzi od pospolitej skały, czy drogiego kruszcu – jeśli wszystkie jego cząsteczki nie trzymają się ciasno jak małe trybiki, to przy najbliższym wyzwaniu wzleci w powietrze i jego okruszki nie tylko nie osiągną celu, ale już nigdy się nie odnajdą. Zwieje je najdrobniejszy wiatr. Bez względu na rodzaj. Nieskupione w litą masę – są niczym… niczym pył, niezauważalny i bez znaczenia. To były najpiękniejsze słowa, które wypowiedziała.

 

     Everrich wstał i zaczął iść, a tuż za nim Kevin i uśmiechnięty Austin. Nikt nie pytał, dokąd. Najważniejszy był ruch.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 20.10.2017 10:55 · Czytań: 510 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Maru dnia 22.10.2017 15:04
Krzysztofie, jakie to jest dobre! Refleksyjne, a jednocześnie dynamiczne. :)
Ale muszę się czepić paru rzeczy...
Z pierwszej części wnioskuję, że Kevin to jeszcze mały dzieciak, więc
Cytat:
Bo je­stem pie­przo­nym tchó­rzem i wolę cho­wać się w bez­piecz­nym cie­niu szan­sy, niż spa­lić w emo­cjo­nal­nej bi­twie, jak ty

Użycie takiego sformułowania w rozmowie z synem wydaje mi się jakieś takie nienaturalne. :|
Cytat:
Pią­te­go maja dwu ty­sięcz­ne­go trze­cie­go roku

Dwa tysiące trzeciego.
Ale za to ten fragment o pyle - pozamiatane, co ja tu się będę produkować... :p
Krzysztof Konrad dnia 22.10.2017 15:17
Cholera, rzeczywiście odwalilem z tym rokiem. Właśnie dlatego proszę o jakieś sugestie. Bo nikt nie jesteś idealny. Dzięki że zajrzałes i cieszę się że Ci się spodobało.
mike17 dnia 22.10.2017 16:21
Krzysiek, mam problem z Twoim tekstem, bo?
Nadmiar szczegółów, szczególików go zabija.
Uwierz mi, że bez połowy z nich tekst by się i tak obronił, a Ty go niepotrzebnie dociążasz.
To strasznie hamuje czytanie, bo muszę odfajkować nowy detal, nowy wątek poboczny.
Dlatego jak dla mnie utwór jest za gęsty.
Pewnie chciałeś dążyć do perfekcji w fabule, ale efekt okazał się odwrotny...

Za to na plus poczytuję poziom językowo-literacki.
Pisanie idzie Ci łatwo i to się czuje - ponosi Cię w nim.
Wszystko brzmi bardzo naturalnie i czytelnie.
To się widzi i czuje.
A więc nie ma lipy, jest klarowna opowieść, opowiedziana dobrym językiem.

To chyba tyle :)
Krzysztof Konrad dnia 22.10.2017 16:27
Dzięki, Michał. Oczywiście wezmę to pod uwagę przy kolejnych częściach. Jeśli chodzi o te detale, no to jak kiedyś dyskutowalismy - to jest kwestia dość osobista. Jeśli pojawią się jeszcze jakieś k omen, gdzie rzeczywiście większość będzie miała problem z odczytem, to i ten fragment poprawie. Jeśli chodzi o część językowa, to jak widać pracuje nad tym, nawet bardzo ciężko. Dzięki jeszcze raz.
Miladora dnia 22.10.2017 17:27
Ja mam jedną (na razie), ale istotną uwagę - nie mieszaj czasów. ;)
Jeżeli prowadzisz narrację w czasie przeszłym dokonanym, to nie przeskakuj na czas przeszły niedokonany.
Na przykład:
Cytat:
Nie chciał, żeby jego syn oglą­dał nie­ape­tycz­ny brzuch wy­le­wa­ją­cy się ze szla­fro­ka, gdy będą pa­ko­wać ba­nia­ki z wodą do ba­gaż­ni­ka. – A ty? – pytał Au­stin, zdzi­wio­ny,

Skoro "nie chciał", to "spytał" - co jest spójne także z odpowiedzią "odparł".

Cytat:
Uświa­do­mi­li sobie, że za nic w świe­cie nie wci­sną się do środ­ka z taką ilo­ścią sprzę­tu. – Nie ma mowy, nawet gdy­by­śmy zo­sta­li, a po­je­cha­ły­by same butle, prak­tycz­nie rzecz bio­rąc – za­mar­twiał się Ber­rin­ger. Sfru­stro­wa­ny Edwin po­głę­bił jesz­cze bar­dziej zmarszcz­kę mię­dzy brwia­mi, pró­bu­jąc zy­skać miej­sce wy­ry­wa­niem tyl­nych sie­dzeń. Zanim zi­ry­to­wa­ny Ever­rich zde­ze­lo­wał swój po­jazd, Au­stin zdą­żył wy­stra­szyć go dźwię­kiem klak­so­nu te­re­no­we­go land ro­ve­ra. Za­brał go bez naj­mniej­szych skru­pu­łów z po­bli­skiej sta­cji ben­zy­no­wej.

- zmartwił się -

Cytat:
– Też się za nią roz­glą­dasz? – za­py­tał chło­piec.
– Twoja mama jest mą­drym na­ukow­cem – mówił spo­koj­nie – w pie­kle stwo­rzy­ła­by wodę i uga­si­ła wszyst­ko w cho­le­rę.
– I dla­te­go nie po­sze­dłeś za nią do tego pie­kła? – pytał z wy­rzu­tem. –

Ponownie przeskakujesz na inną formę czasu przeszłego. Jeżeli zapytał, to nie "mówił", lecz odpowiedział, a jeżeli odpowiedział, to nie "pytał", tylko spytał, chociaż tu użyłabym synonimu, by uniknąć powtórzeń.

I tak w zasadzie jest do końca, dlatego sugeruję, żebyś przejrzał tekst i ujednolicił czas narracji.

Miłego, Krzysztofie. :)
Krzysztof Konrad dnia 22.10.2017 18:22
Dzięki, miladoro. A ogólnie opowieść Ci się podoba? :)
Miladora dnia 22.10.2017 18:39
Powiem Ci, gdy dopracujesz czasy. ;)
purpur dnia 24.10.2017 12:03
Witaj KK!

Od razu mówię, że nie przeczytałem pierwszej części, tak więc, troszeczkę wpadłem w głęboką wodę... Co może trochę tłumaczyć moje odczucia po przeczytaniu tego, ale po kolei...

Zacznijmy od najmocniejszej, dla mnie, części tegoż utworu. Atmosfera, czasami sposób zapisu, generalnie autentyczność tego co czytałem ( mimo, że przecież wymyślona rzeczywistość ). Czułem się, jakbym czytał "prawdziwą" książkę - jest tu takie odczucie, że wpadłem w opowieść która żyje, trwa, i niesie ku rozwiązaniu. Jest tu również niepewność, co do teg oco się zdarzy, jest "tajemnica". No jest wiele elementów, które mi się podobały i zaliczam je mocno na Twój plus.

No dobrze, to skoro jest tak różowo, to co ja marudzę... Dla mnie ( fakt, że jak na mnie jest dość wczesnie i jakiś nieprzytomny siedzę... ) jest jakiegoś raodzaju chaos. Wypowiedzie, zdarzenia, scenki wydarzają się "na za krótko" - wpadają, zaliczą kilka zdań i już jesteśmy gdzieś dalej. Urywają się wątki, czy też myśli - czyję tutaj niecierpliwość do dążenia "dalej z opowieścią" i mimo, iż ( o dziwno, bo to nie jest takie proste ) udało się to tobie jakoś posklejać, wydaje się to jednak niekompletne.

Druga sprawa - słowa, które padają w dialogach, nie pasują mi - wydają się sztuczne. Fakt, ładnie zapisane, ale nie czuję, że tak by rozmawiali, przykładowo ( chodź kilka innych też mi zgrzytnęło ):

Cytat:
– Bo jestem pieprzonym tchórzem i wolę chować się w bezpiecznym cieniu szansy, niż spalić w emocjonalnej bitwie, jak ty – odszczekał i spojrzał oschle w lustrzane odbicie syna.

To zdanie mogłoby się pojawić, i byłoby nawet ok - ale nie w drugim zdaniu rozmowy! To również pokazuje, że pędzisz! z treścią. Za dużo przekazujesz w fragmnecie - zdaniu. Każde trzeba czytać z niezwykła uwagą, bo mimo iż łądnie brzmi, to nie rozumiem o co chodzi :D

Historii nie chcę oceniać, bo nie poznałem jej, ale w tym fragmencie brzmiała przekonywająco - miała sens! Miałą też "czucie" - na chwilę obecną, dla mnie OK.

Mam nadzieję, że chodź trochę pomogłem. Ciężko jest przekazać słowem odczucie, a tylko to starałem się tobie przekazać. Może coś da...

Mimo powyższych stękań, naprawdę nie czytało się tego źle! Naprawdę! To co dla mnie najważniejsze w czytaniu, dostrzegłem i u ciebie: pomysł! Za to masz, cholender - kolejnego, plusa :D

Do następnego!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
akacjowa agnes
13/08/2022 08:18
Myślę, że i więcej wspólnych mianowników udałoby się znaleźć… »
Darcon
12/08/2022 21:14
Dziękuję za miłe słowa, skroplami. Cieszę się, że tekst Ci… »
wolnyduch
12/08/2022 20:37
Zatem, mamy coś wspólnego, bo płynięcie pod prąd jest mi… »
wolnyduch
12/08/2022 20:34
Witaj Per fumum To prawda, że ten świat jest pełen… »
Per fumum
12/08/2022 18:24
Może jest jeszcze jakaś nadzieja, może człowiek zacznie być… »
pociengiel
12/08/2022 10:28
Wiersz przypomniał mi matkę, która kochała Święto Matki… »
akacjowa agnes
12/08/2022 08:31
Dziękuję za miłe słowo o kapelusiku ;) Jasne, że Twój… »
pociengiel
12/08/2022 02:56
najfajowsze z tych wszystkich wagonów »
pociengiel
12/08/2022 02:35
dzięki, jako niezdeklarowany wolny duch, myślałem… »
wolnyduch
11/08/2022 23:52
Wszystko można, również za tym winklem, ale czy warto? Z… »
wolnyduch
11/08/2022 23:41
P.S Nie uleganie trendom, to właśnie świadomość siebie i… »
wolnyduch
11/08/2022 23:34
To prawda, że ludzie sami sobie podcinają gałąź na której… »
wolnyduch
11/08/2022 23:11
Witaj Akacjowa Masz rację, że dobra pewnie nie jest… »
akacjowa agnes
11/08/2022 18:05
Cieszę się, że trafił w Twój gust, Ekslibris. Bardzo ciekawa… »
ekslibris
11/08/2022 18:01
Wiersz o akceptacji siebie i o próbie odnalezienia się we… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas