ZGRYWUS
Nadeszła kolejna ciepła zima. Opustoszałe miasto straciło swój klimat. Rytm zaczęły wyznaczać mu sztormy, przypływy i odpływy. Szlaki górskie i niektóre drogi zostały zamknięte dla ruchu.
Wrastam w to miasto. Zaczynam rozpoznawać jego mieszkańców. Moi znajomi to już nie tylko Polacy. Mijanym na chodniku ludziom mówię wszechobecne Hei. Kiedy myślę o domu, mam na myśli miejsce, w którym jestem, czuję się z nim w jakiś magiczny sposób połączona.
Poznałam ją, gdy koczowałam na podłodze w sypialni znajomych, czyli reprezentowałam najniższy poziom upodlenia w tym miejscu. Kama z bratem zajmowała pokój. Miała lekko ponad trzydziestkę, była średniego wzrostu, brunetka, włosy proste do ramion, zwinięte w coś na głowie. Kiedy teraz próbuję sobie przypomnieć, co wtedy robiła z włosami, zupełnie nie wiem. Nie zwracałam uwagi na jej wygląd. Było w niej coś takiego, co zmuszało do skupienia się na tym, co sobą prezentowała.
Mieszkanie było całkiem spore. Z powodu wielu uwarunkowań, najbardziej jednak z powodu braku kasy, mogłam cieszyć się kawałkiem sypialnianej podłogi, co i tak w sytuacji, w której się znalazłam, było całkiem niezłym rarytasem.
Od razu ustaliłam, że z jakiegoś powodu jest warta uwagi i tego, by pozostała w mym życiu na dłużej. Miałam nawet takie przebłyski intelektu, by przymusić ją do złożenia przysięgi, że się na mnie nigdy nie wypnie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Obserwowałam dzięki temu to, co działo się w jej życiu i to, jak spełniały się jej marzenia.
Opowiadała mi, że wyjechali z Polski, ona i jej brat Demo, wiedzeni gorączką złota. Trafili do Bergen. Zastali nie to, czego się spodziewali. Przeszli rozczarowanie utratą wszystkich zgromadzonych oszczędności. Tego dnia twierdziła, że było źle, nawet bardzo źle. Sprzedali wszystko co mieli i za ostatnie pieniądze trafili do Alesund.
Wtedy ją poznałam. Fakt, iż ktoś kupił od nich konsolę i telewizor płacąc gotówką, spowodował, że mogli wyjechać. Widziała w tym rękę opatrzności.
Wymarzyła sobie pracę w jedynej w mieście cukierni. Kochała piec.
Dostała tę pracę. Wychodziła ją sobie, codziennie zanosząc swoje CV. W końcu przyszedł dzień, gdy szefowa wezwała ją na rozmowę o pracę i już tam została.
Pewnego dnia opowiedziała mi o problemach, jakie mieli.
Jej brat Demo, dwudziestoparolatek cierpiący na chroniczne migreny, dowiedział się o możliwości kontaktu z lekarzem, który mógłby mu pomóc. Umówiła go wierząc w cud, który musiał dotyczyć również sfinansowania wizyty - dla nich, w tym momencie, zupełnie niedostępnej. Opowiadała mi, jak w czasie jednej z bezsennych nocy, pochłonął ponad 30 silnych tabletek przeciwbólowych. Kazała mu rzygać, a gdy usnął, krzyczała do Pana Boga by im pomógł.
Następnego dnia wysłała totolotka.
Podekscytowana opowiadała mi o tym, co się wydarzyło.
Wygrała dokładnie tyle, ile potrzebowała na wizytę u wspomnianego lekarza i własną wizytę u dentysty. Cały wic polegał jednak na tym, że gdyby skreśliła sześć zamiast dziewięciu, wygrałaby milion, a gdyby skreśliła dwa zamiast trzech, wygrałaby sto tysięcy. Siedziała taka podekscytowana i mówiła: "to ci ku… Zgrywus jeden".
O tym, że była to ingerencja Zgrywusa, przekonali się bardzo szybko. Lekarz zastosował niedługą i niemal bezpłatną kurację, po której pacjent nie tylko wyszedł z chronicznej migreny, ale przestał też w ogóle brać leki. Kama uznała to za ewidentny cud.
Bardzo nie chciała tu być. Miała pretensję o to, że sytuacja zmusiła ich do emigracji. Mam wrażenie jednak, iż wspomniane wydarzenia pogodziły ją z miastem, o którym nigdy nie mówiła "moje".
Hanna Czerwinska Alesund 1.01.2018

Imiona łatwiej zapadają w pamięci. Myślimy wtedy o Kamie, a nie jakiejś dziewczynie, czy innej bohaterce.
. Ok, nie czytaną, tak lepiej
.
. Jestem niewinny jak Ty
.
, tu napiszę w liczbie pojedynczej, u Ciebie bez zmian przecież, rocznikowo
.
.
.
. No czuje się pewną upiorność dla "środkowoeuropejczyka"
czyli Polaka, z cienia historii Wikingów. Prostota, siła, moc, i pomoc ze źródeł tej mocy gdy serce, kobiece czy męskie, otworzy się na Alesund i jej ziemię, stworzoną z jeszcze większej, niewyobrażalnej, ponadludzkiej, wiecznej mocy
.
, czerpie z niego, ono jej daje
. I przygląda się tym, którzy może przelotem jak ptaki lub jak zwykli ludzcy pewnego "złota" poszukiwacze, zmęczeni chwilowo lub czymś zaciekawieni, na gałęzi z dróg i domów pomiędzy górami i dolinami, przysiądą, zrobią wdech, poczują lub nie, rozbiorą się lub nie, zachwycą i zostaną lub zachwycą ale to mało przecież, więcej i więcej wciąż chcę więc dalej i dalej a Alesund, może papa ..., "życie pokaże"
. Ale małe jest wielkie, to nie tylko do człowieka się odnosi i nie tylko wprost znaczy
. Wielkość miejsca zależna też od ludzi, którzy w nim żyją
. I ta wielkość choć wielowymiarowa, miara najsilniejsza ludzkim sercem. A w Alesund serca aż hoho, no widać.
.
, czyli wcześniejsze części powyższego, w tej krótkiej, prostej, części opowieści/pamiętnika.
, szczęście z powodu pokoju
. Tak wiele potrzeba by zrozumieć, że tak niewiele do szczęścia potrzeba
. Wiele bólu, głodu, tęsknoty, by cieszyć się nagle miejscem, gdzie ból, głód, i nawet tęsknota, znikają
. Tęsknota nie? Proponuję spróbować wyjechać z Alesund
, po kilku latach tam życia
. Tęsknota zmieni kierunek czyli... to co wskazano powyżej i co wyznaje autorka, korzenie już w innym miejscu, inna tęsknota i rozumiemy, że tęsknota też miarą szczęścia
. Czyli wcześniej też byliśmy szczęśliwi bo tęskniliśmy, za dawnym miejscem
? No chyba tak, miara wyraźna
.
, chwilami drapieżna jak nagie skały, może bezgłośna lecz krew burząca słowami a nie nutami
.
.
, proszę pracować na wyższą
.






Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt