Alesund ,miasto nadziei, miasto cudów cz.5 - hannacze
Proza » Obyczajowe » Alesund ,miasto nadziei, miasto cudów cz.5
A A A

 

ZGRYWUS

 

Nadeszła kolejna ciepła zima. Opustoszałe miasto straciło swój klimat. Rytm zaczęły wyznaczać mu sztormy, przypływy i odpływy. Szlaki górskie i niektóre drogi zostały zamknięte dla ruchu. 

Wrastam w to miasto. Zaczynam rozpoznawać jego mieszkańców. Moi znajomi to już nie tylko Polacy. Mijanym na chodniku ludziom mówię wszechobecne Hei. Kiedy myślę o domu, mam na myśli miejsce, w którym  jestem, czuję się z nim w jakiś magiczny sposób połączona.

Poznałam ją, gdy koczowałam na podłodze w sypialni znajomych, czyli reprezentowałam najniższy poziom upodlenia w tym miejscu. Kama z bratem zajmowała pokój. Miała lekko ponad trzydziestkę, była średniego wzrostu, brunetka, włosy proste do ramion, zwinięte w coś na głowie. Kiedy teraz próbuję sobie przypomnieć, co wtedy robiła z włosami, zupełnie nie wiem. Nie zwracałam uwagi na jej wygląd. Było w niej coś takiego, co zmuszało do skupienia się na tym, co sobą prezentowała.

Mieszkanie było całkiem spore. Z powodu wielu uwarunkowań, najbardziej jednak z powodu  braku kasy, mogłam cieszyć się kawałkiem sypialnianej podłogi, co i tak w sytuacji, w której się znalazłam, było całkiem niezłym rarytasem. 

Od razu ustaliłam, że z jakiegoś powodu jest warta uwagi i tego, by pozostała w mym życiu na dłużej. Miałam nawet takie przebłyski intelektu, by przymusić ją do złożenia przysięgi, że się na mnie nigdy nie wypnie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Obserwowałam dzięki temu to, co działo się w jej życiu i to, jak spełniały się jej marzenia.

Opowiadała mi, że wyjechali z Polski, ona i jej brat Demo, wiedzeni gorączką złota. Trafili do Bergen. Zastali nie to, czego się spodziewali. Przeszli rozczarowanie utratą wszystkich zgromadzonych oszczędności. Tego dnia twierdziła, że było źle, nawet bardzo źle. Sprzedali wszystko co mieli i za ostatnie pieniądze trafili do Alesund.

Wtedy ją poznałam. Fakt, iż ktoś kupił od nich konsolę i telewizor płacąc gotówką, spowodował, że mogli wyjechać. Widziała w tym rękę opatrzności.

Wymarzyła sobie pracę w jedynej w mieście cukierni. Kochała piec.

Dostała tę pracę. Wychodziła ją sobie, codziennie zanosząc swoje CV. W końcu przyszedł dzień, gdy szefowa wezwała ją na rozmowę o pracę i już tam została.

Pewnego dnia opowiedziała mi o problemach, jakie mieli.

Jej brat Demo, dwudziestoparolatek cierpiący na chroniczne migreny, dowiedział się o możliwości kontaktu z lekarzem, który mógłby mu pomóc. Umówiła go wierząc w cud, który musiał dotyczyć również sfinansowania wizyty - dla nich, w tym momencie, zupełnie niedostępnej. Opowiadała mi, jak w czasie jednej z bezsennych nocy, pochłonął ponad 30 silnych tabletek przeciwbólowych. Kazała mu rzygać, a gdy usnął, krzyczała do Pana Boga by im pomógł.

Następnego dnia wysłała totolotka.

Podekscytowana opowiadała mi o tym, co się wydarzyło.

Wygrała dokładnie tyle, ile potrzebowała na wizytę u wspomnianego lekarza i własną wizytę u dentysty. Cały wic polegał jednak na tym, że gdyby skreśliła sześć zamiast dziewięciu, wygrałaby milion, a gdyby skreśliła dwa zamiast trzech, wygrałaby sto tysięcy. Siedziała taka podekscytowana i mówiła: "to ci ku… Zgrywus jeden". 

O tym, że była to ingerencja Zgrywusa, przekonali się bardzo szybko. Lekarz zastosował niedługą i niemal bezpłatną kurację, po której pacjent nie tylko wyszedł z chronicznej migreny, ale przestał  też w ogóle brać leki. Kama uznała to za ewidentny cud.

Bardzo nie chciała tu być. Miała pretensję o to, że sytuacja zmusiła ich do emigracji. Mam wrażenie jednak, iż wspomniane wydarzenia pogodziły ją z miastem, o którym nigdy nie mówiła "moje".

 

 

Hanna Czerwinska Alesund 1.01.2018

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hannacze · dnia 08.01.2018 17:37 · Czytań: 490 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 7
Komentarze
Darcon dnia 08.01.2018 17:54
Nie przekonała mnie ta historia w formie relacji. To ma zawsze (dla mnie) mniejszy wydźwięk. Domyślam się, że w pierwszym fragmencie prawie każde zdanie od osobnego akapitu jest zamierzone, ale nie rozumiem powodu.
Sposób przedstawienia jej i jej brata nie wywołał u mnie specjalnych uczuć. Może przez tą anonimowość? Brak imion czy chociażby ksywek (wydaje mi się, że nie natrafiłem na żaden opis ich wyglądu) buduje pewien dystans, nie mam kogo zapamiętać. Ustawić go jakoś w historii i toczącej się akcji.
To raczej forma pamiętnika, z kilkoma skrótami myślowymi i opisami rozumianymi głównie przez Autorkę.
Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 08.01.2018 23:24
Jedna z lepszych obyczajówek na PP.


hannacze,

Nie ma tu zbędnego, wysilonego sentymentalizmu ani podkręcania atmosfery. Opowieść czyta się z zainteresowaniem. Pokazana jest wolność jednostki i powodzenie, co jednym kojarzy sie z Bogiem, a innym ze zwykłym szcześciem. Obie drogi warto sprawdzić, by. Wiedziec, jak się mają sprawy pod słońcem.

Dziękuję za szczerą opowieść emigracyjną.


Pozdrawiam,

DoCo
hannacze dnia 10.01.2018 03:26
Darcon a teraz?
Darcon dnia 10.01.2018 10:36
A wiesz, że lepiej? :) Imiona łatwiej zapadają w pamięci. Myślimy wtedy o Kamie, a nie jakiejś dziewczynie, czy innej bohaterce.
Ludziska dużo czytają, a to co czytają, jest porządnie przygotowane. Sformatowane, zredagowane, po korekcie, po prostu wymuskane. Bo pomijając treść, książki są przygotowane solidnie (od redaktorskiej strony). Gdy trafia się tekst "niechlujny, nieuporządkowany" w pewien sposób zniechęca czytelnika i Autor ma już trudniej na starcie. Wiesz, każdy z nas szufladkuje ludzi, bardziej lub mniej. Żyjemy szybciej, mamy swoje życie i staramy się umieść wszystko w naszym świecie, z naszego punktu widzenia. Nie mamy czasu żeby wszystkich i wszystko poznać dogłębnie. Dlatego ważne jest pierwsze wrażenie.
Dobrze sformatowany tekst na portalu to trochę jak porządna okładka książki na półce w księgarni. Nic nie mówi o treści, nie ma z treścią wspólnego mianownika, ale jest pierwszym elementem, który widzi czytelnik.
Pozdrawiam.
hannacze dnia 10.01.2018 14:39
:)
skroplami dnia 27.02.2018 19:31 Ocena: Bardzo dobre
Witam dawno nie widzianą :). Ok, nie czytaną, tak lepiej :).
O żadnej winie nie będziemy pisać ;). Jestem niewinny jak Ty :).
I jestem starszy oczywiście, o rok około ;), tu napiszę w liczbie pojedynczej, u Ciebie bez zmian przecież, rocznikowo :).
Tekst noworoczny a smutny jak alesundzka pogoda, w nim podana :).
A jednak czuje się bliskość z miejscem, z sercem tego miejsca zimą szarych krajobrazów pełnego, a które niezależnie od pogody krwią napełnione i tętniące - z ludzkich postaci i losów przeróżnych, ocierających się o siebie, z sobą splatanych. I z Tobą, my czytelnicy, poznajemy kolejnych znajomych. Znajomi wyrwani spośród nas, może niektórym podawaliśmy dłonie, na witaj i żegnaj :).
Jednak to miejsce, patrząc wstecz na wcześniejsze części o Alesund, jest jak znamię żywe, wypalane wciąż na losie ludzi tam zamieszkałych, pozostające z nimi gdy stamtąd odchodzą. Wiele takich znamion w życiu człowieka? Wiele, ale każde inne. Z Alesund, bardzo inne :). No czuje się pewną upiorność dla "środkowoeuropejczyka" ;) :) czyli Polaka, z cienia historii Wikingów. Prostota, siła, moc, i pomoc ze źródeł tej mocy gdy serce, kobiece czy męskie, otworzy się na Alesund i jej ziemię, stworzoną z jeszcze większej, niewyobrażalnej, ponadludzkiej, wiecznej mocy :).
Autorka wrasta w to miejsce :), czerpie z niego, ono jej daje :). I przygląda się tym, którzy może przelotem jak ptaki lub jak zwykli ludzcy pewnego "złota" poszukiwacze, zmęczeni chwilowo lub czymś zaciekawieni, na gałęzi z dróg i domów pomiędzy górami i dolinami, przysiądą, zrobią wdech, poczują lub nie, rozbiorą się lub nie, zachwycą i zostaną lub zachwycą ale to mało przecież, więcej i więcej wciąż chcę więc dalej i dalej a Alesund, może papa ..., "życie pokaże" :). Ale małe jest wielkie, to nie tylko do człowieka się odnosi i nie tylko wprost znaczy :). Wielkość miejsca zależna też od ludzi, którzy w nim żyją :). I ta wielkość choć wielowymiarowa, miara najsilniejsza ludzkim sercem. A w Alesund serca aż hoho, no widać.
I z opisu, ludzie Ci mienią się "kolorowo", odcieniami szarości też. I życie ich pomalowane wpływem Alesund, lepszym się staje :).
Autorko, wiele można dostrzec, chociaż więcej gdy się pamięta co wcześniej było w i z Alesund :), czyli wcześniejsze części powyższego, w tej krótkiej, prostej, części opowieści/pamiętnika.
Pojawia się szczęście z powodu zdrowia :), szczęście z powodu pokoju :). Tak wiele potrzeba by zrozumieć, że tak niewiele do szczęścia potrzeba :). Wiele bólu, głodu, tęsknoty, by cieszyć się nagle miejscem, gdzie ból, głód, i nawet tęsknota, znikają :). Tęsknota nie? Proponuję spróbować wyjechać z Alesund :), po kilku latach tam życia :). Tęsknota zmieni kierunek czyli... to co wskazano powyżej i co wyznaje autorka, korzenie już w innym miejscu, inna tęsknota i rozumiemy, że tęsknota też miarą szczęścia :). Czyli wcześniej też byliśmy szczęśliwi bo tęskniliśmy, za dawnym miejscem :)? No chyba tak, miara wyraźna ;).
I losy ludzi w Alesund powodują, że tam powstaje normalnie muzyka :), chwilami drapieżna jak nagie skały, może bezgłośna lecz krew burząca słowami a nie nutami ;).
Pozdrawiam autorkę i Alesund :).
Ocena: prawie świetne ;), proszę pracować na wyższą ;).
hannacze dnia 01.03.2018 11:30
Wow, Skroplami, Twoje komentarze... , wow.
Wyjadę, na pewno jeszcze nie teraz, jednak na pewno wyjadę, Ale skąd Ty to niby wiesz?
Mam w sobie wiele historii, jeszcze na tym etapie nieopisywalnych. Alesund dla mnie jeszcze śpi. Niewątpliwie nadejdzie świt :)

Walczę o to by się dobrze czytało. Jestem w dobrym miejscu. Uczę się przecież od mistrzów:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Londyn
29/02/2024 11:09
Wreszcie ciekawszy (dla mnie) tekst. Teksty z podróży nie… »
Zdzislaw
29/02/2024 09:45
Jacku, dobrze odebrałeś mój przekaz :) Na szczęście miałem… »
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty