Indianie Środkowej Europy - Marian
Publicystyka » Eseje » Indianie Środkowej Europy
A A A

   – Pańskie nazwisko jest nietutejsze – powiedział malarz remontujący moje mieszkanie. – Skąd pan jest?

   – Z Pomorza – odpowiedziałem i malarz zamilkł.

   – Czy to źle, że z Pomorza? – zahaczyłem.

   – Nie. Tylko tak pytam, bo pan jest tu nowy – odpowiedział i zajął się pracą.

   Sprowadziłem się tu niedawno, nie byłem czarnoskóry ani nikim ważnym, a wyglądało na to, że wszyscy już mnie znają. Skąd to zainteresowanie moją osobą?

   – Ty masz inny akcent i mówisz inaczej – wyjaśnił mi znajomy, który też był nie stąd.

   Jaki inny akcent? Co ja mówię inaczej? Zacząłem nadstawiać uszu i wnet usłyszałem, że tu wychodzi się "na pole", że kogoś po wódce "łeb bolała" i że kurczaki "tworz" podusił. Usłyszałem też tutejszy akcent, który w niektórych wsiach był tak mocny, że nawet kukułki kukały tam: "kłeku, kłeku". Zauważyłem też, że wiele tutejszych nazwisk brzmi tak samo lub podobnie.

   Teraz widziałem już moją inność na tle wszechpanującej tu jednakowości. Jednakowość ta wynikała z małej ruchliwości tutejszej ludności. Co prawda, przewaliły się tędy fronty obu wojen światowych, ale wojska przeszły, a wszystko pozostało po staremu. Nie było tu takiej fali repatriacji i wysiedleń, jaka dotknęła tzw. Kresy Wschodnie i której ja jestem synem. Czy aby naprawdę nie było?

   Zawsze lubiłem góry, a teraz miałem pod ręką nowe i nieznane – Beskid Niski. Zacząłem po nich chodzić i zobaczyłem, że są prawie niezamieszkane. Widziałem biegnące dolinami zarośnięte drogi, przy których były ślady dawnych domostw i stały stare krzyże – niekatolickie. Widziałem krajobrazy jakby z innego świata i jakby z innego świata docierały do mnie informacje o jakichś Łemkach. Znajomi z pracy mówili, że na nich trzeba uważać, ale nie potrafili wyjaśnić, dlaczego. Oto zamieszkałem w części mojego kraju, o której nic nie wiedziałem, „choć mi maturę wydano" – jak śpiewał Jan Kaczmarek.

   Któregoś wieczora w studenckim schronisku, usłyszałem takie zdanie: „Łemkowie to są tacy Indianie Środkowej Europy, o których niewielu coś wie. Tak jak o Apaczach, mało kto wie więcej niż to, że stroili się w pióra.” Pomyślałem wtedy o tych, którzy radzili mi na Łemków uważać, co było informacją równie marną jak ta o pióropuszach Apaczów.

   W tamtych czasach podstawowym środkiem lokomocji był autobus, więc wiele czasu spędzałem na wiejskich przystankach. W jednej ze wsi na przystanku zazwyczaj siadywał pewien stary człowiek. Przesiadywał tam godzinami, patrząc na krowy paradujące środkiem szosy. Był siwy, wąsaty i wyglądem przypominał Kozaka. Któregoś dnia odważyłem się zapytać go o wydarzenia z ostatniej wojny.

   – Pane! Mene za wojny tri razy w mordu biły – odpowiedział łamaną mową. – Pierwyj był esesman, druhij sotenny providnyk, a tretij polski sierżant – dokończył.

Poczułem, że dotknąłem bolesnej sprawy i nie pytałem dalej. Słowa: "tri razy w mordu" i "Indianie Środkowej Europy" skłoniły mnie jednak do zadumy nad losem mieszkańców tych gór.
   Nie lubię polityków, którzy siedząc "o pięćset mil na swej stolicy", wiedzą lepiej, kim ma być i jakiego Boga ma chwalić mieszkaniec przysłowiowej "Koziej Wólki". To właśnie przez nich prości ludzie dostają "w mordu". Tak było i tu.

   Od wieków w Beskidzie Niskim żyli Łemkowie, orali kamieniste poletka, paśli bydło i modlili się w unickich cerkwiach. Na północ od nich mieszkali Polacy, orali równie kamieniste poletka i modlili się w katolickich kościołach. Spotykali się, nierzadko pracowali razem, lub służyli w tych samych plutonach CK armii. Czasami Iwanko ożenił się z Kasią, czasem Antek pobił się z Hryciem w karczmie – życie biegło tak, jak na każdym pograniczu dwóch narodów.

   Nadszedł dwudziesty wiek. Zaborcze monarchie dogorywały, a ujarzmione dotąd narody szukały sobie miejsc w nowej Europie.

   Wtedy też pojawili się politycy, którzy lepiej wiedzieli, kim Łemkowie powinni być w przyszłości. Mówili o Świętej Rusi i wielu Łemków namówili do walki o nią. Lecz „babka Austria” jeszcze nie umarła i potrafiła się bronić. Wyłapano proruskich działaczy i zesłano do obozu koncentracyjnego w Talerhofie, gdzie wielu z nich zmarło.

   Tymczasem Polacy utworzyli swoje państwo, Ukraińcom się to nie udało, w Rosji rozsiadł się komunizm i o Świętej Rusi już nikt nie mówił. Łemkom pozostał tylko żal i przydrożne krzyże poświęcone „żertwam Talierhofa”.

   Za politykami szli kapłani, którzy lepiej wiedzieli, jak Łemkowie powinni się modlić. Święta Ruś była prawosławna, więc i Łemkowie powinni "powróć na łono prawosławia". Tak jak z ich pradziadów przed wiekami zrobiono unitów, tak teraz ich przechrzczono z powrotem, bo jakiś prawosławny biskup przybyły z USA uważał, że prawosławie będzie dla nich lepsze. Skłóciły się wioski, skłócili sąsiedzi, skłócił się brat z bratem. Nowonawróceni podpadli zaraz młodej polskiej władzy, której bardziej było po drodze z uznającymi papieża unitami, niż z prawosławnymi.

   Potem wybuchła druga wojna światowa, czyli czas bicia Łemków "w mordu" przez wszystkich. Pod hasłem: "Jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz" (Ein Volk, ein Reich, ein Führer), Hitler postanowił sprowadzić do "jednej Rzeszy" swoim ziomków z Podola, żeby stworzyć "jeden naród". Stalin się zgodził. Miejsce po podolskich Niemcach mieli zająć Łemkowie, naród rusiński i bardziej pasujący do Podola. Sowieccy agitatorzy wmawiali Łemkom, że w państwie robotników i chłopów, wśród ukraińskich braci będzie im lepiej. Niektórzy dali się przekonać i wyjechali w nieznane. Ukraińcy nie przyjmowali ich jednak jak braci i emigracja ta szybko ustała.

   Tymczasem Ukraina rozpoczęła jeszcze raz walkę o wolność. Powstała Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), która miała tę wolność wywalczyć.

   Na Łemkowszczyźnie znowu ruszyła propaganda. Jak kiedyś o Świętej Rusi, tak teraz mówiono o samostijnej Ukrainie i o tym, że miejsce Łemków jest przy niej. Ci, którzy w to uwierzyli, wstąpili w szeregi UPA, która w stosunku do Polaków zachowywała się jak przestępcza banda. Ci, którzy nie uwierzyli, byli traktowani przez UPA nie lepiej niż Polacy.

   Wojna dobiegła końca i wielcy tej ziemi ustanowili nowe granice Polski. W ślad za tym postanowiono przesiedlić ludność ukraińską (w tym i Łemków) z Polski na Ukrainę i Polaków z Ukrainy do Polski. Przesiedlenia te miały być dobrowolne, ale "dobrowolnie" uciekali tylko Polacy z Ukrainy, a Łemkowie w większości byli na Ukrainę wywożeni.

   Aż nadszedł marzec 1947 roku, kiedy to w Bieszczadach zabito generała Świerczewskiego i polski rząd postanowił raz na zawsze skończyć z UPA.

   Rozpoczęła się Akcja Wisła, czyli wywózki ludzi współpracujących lub podejrzanych o współpracę z UPA na Ziemie Odzyskane. O świcie wojsko otaczało jakąś wieś i wyłapywało skazanych na wywiezienie. Niekiedy wywożono całe wsie. W ten sposób prawie połowa Łemków zamieniła swoje góry na równiny pod Wrocławiem czy Koszalinem i nikt ich nie zapytał: ”Góralu! Czy ci nie żal?”

   Pozostały opustoszałe doliny, resztki domostw, krzyże i zdziczałe jabłonie przy drogach, czyli to wszystko, co zobaczyłem w tych nowych dla mnie górach. Z czasem niektórzy potomkowie wywiezionych zaczęli wracać i upominać się o swoje. Dlatego też ja, przybysz z Pomorza i mówiący z innym akcentem, mogłem mojemu malarzowi wydać się powracającym Łemkiem, na którego trzeba uważać.

   Chodząc po górach, poznawałem Łemków i przyglądałem się ich życiu. W cerkwiach słuchałem ich nabożnych pieśni, a na kermeszach* tych nienabożnych, piłem obok nich piwo pod wiejskimi sklepikami i wsłuchiwałem się w ich mowę. Ich "Ojcze nasz" brzmiało tak samo jak nasze, a ich mowę rozumiałem.

   Zastanawiałem się, dlaczego wcześniej nic nie wiedziałem o tym kawałku Polski. A kawałek to niemały, bo Beskid Niski jest najdłuższym pasmem górskim w Karpatach.

   I ludzi żyło tu kiedyś niemało, i to nie tylko prostych pasterzy. Wydała, bowiem ta kraina dwóch znanych artystów. Pierwszy z nich to Nikifor, malarz prymitywista, o którym w latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku wiele pisano i mówiono. Nikt jednak wtedy nie wspomniał, że Nikifor naprawdę nazywał się Epifaniusz Drowniak i był Łemkiem z Krynicy. Drugi to Andy Warhol, amerykańska ikona Pop-artu. Endy naprawdę nazywał się Andrij Warhoła i był synem łemkowskich emigrantów z Mikovej, słowackiej wsi leżącej tuż za polską granicą.

   Może to ja byłem winien mojej niewiedzy? Może w mojej szkole były jakieś lekcje o tym, tylko ja wtedy nie uważałem? Może w telewizji o tym mówiono, tylko ja nie oglądałem tych programów?

   Wkrótce przekonałem się, że takich "nieuważnych" uczniów i telewidzów jest więcej, gdy kolega z Wrocławia zapytał mnie:

   – Jacy tam u was są górale?

   – Łemkowie – odpowiedziałem i krótko mu o nich opowiedziałem.

Chyba nie wszystko zrozumiał, bo dopytywał:

   – A naszych górali tam nie ma?

   „Naszych górali” spodziewała się też moja znajoma z Lublina podczas pobytu w Krynicy.
   – Jutro jest Boże Ciało – powiedziała. – Pójdę na procesję i pooglądam sobie górali w strojach ludowych.
   – Nie pooglądasz – ostudziłem jej nadzieje. – Prawdziwi kryniccy górale nie świętują Bożego Ciała, bo są prawosławni.

   Takie pytania świadczą o tym, że Polacy wiedzą Łemkach tyle, co biali Amerykanie o Indianach, czyli prawie nic.

   Dziwnym zbiegiem okoliczności, historia Łemków w dwudziestym stuleciu przypomina nieco historię Indian w dziewiętnastym wieku. Nawracanie na wiarę białych, przeganianie z miejsca na miejsce i przymusowe osiedlanie w rezerwatach, przypomina "powroty na łono prawosławia", przesiedlenia na Podole i Akcję Wisła. Były to wydarzenia dla Łemków tragiczne, przez Polaków przemilczane i dla większości nieznane. Pewnie tak już pozostanie i tylko Łemkowie będą pamiętać o swojej historii, języku i tradycjach.

   Indianie mają swoje pow-wow, czyli zjazdy plemienne połączone z tańcami i pokazami rzemiosła. Pow-wow towarzyszy zawsze bogate "życie kuluarowe", bo są one okazją spotkania dawno niewidzianych przyjaciół lub krewnych.

   Łemkowie mają swoją Watrę, na którą corocznie zjeżdżają się z całego świata. Na Watrze można obejrzeć występy ludowych zespołów, spróbować lokalnych potraw lub kupić pamiątki. Dla Łemków ważniejsze jest jednak jej "życie kuluarowe", gdy wieczorami, po odejściu turystów, mogą pobyć razem.

   Gdy w czas Watry pójdziesz w Beskid Niski, możesz napotkać na ledwo przejezdnych drogach auta na obcych numerach. Auta te zatrzymują się w miejscach, gdzie dawniej były cerkwie, ich pasażerowie idą w stronę zapomnianych cmentarzy, oczyszczają zrujnowane nagrobki przodków, modlą się i zapalają znicze. Pasażerowie innych aut wspinają się po wysokiej trawie do samotnych krzyży lub porośniętych pokrzywami fundamentów dawnych domostw, by postać tam chwilę i położyć bukiecik kwiatów. Kolorowa i rozśpiewana Watra jest dla Łemków nie tylko czasem zabawy, ale i czasem wspomnień o smutnej przeszłości.

   Muszą te góry rozumieć smutek swoich dawnych mieszkańców, bo zazwyczaj w czas Watry niebo też płacze. Trudno wtedy rozpoznać, czy krople na twarzach ludzi odwiedzających puste doliny to łzy, czy tylko deszcz.


*kermesz – odpust grekokatolicki połączony z ludowym festynem.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 28.01.2018 00:39 · Czytań: 350 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
margaretka dnia 28.01.2018 15:31
W mojej szkole również ani słowa o Łemkach. Nazwę słyszałam w tv w jakimś programie, ale nie potrafiłabym powiedzieć, w którym kościele dzwoniło. Opowiadanie napisane zgrabnie, dużo faktów, przejmuje rolę informującą.

te dwa fragmenty do zmiany:

Cytat:
Zawsze lubiłem góry, a teraz miałem pod ręką nowe i nieznane – Beskid Niski. Zacząłem po nich chodzić i zobaczyłem, że są prawie niezamieszkane. Widziałem biegnące dolinami zarośnięte drogi, przy których były ślady dawnych domostw i stały stare krzyże – niekatolickie.
góry są zwykle niezamieszkane, zamieszkane są podnóża gór i doliny.

Cytat:
W jednej ze wsi na przystanku zazwyczaj siadywał pewien stary człowiek. Przesiadywał tam godzinami, patrząc na krowy paradujące środkiem szosy.
.
Gaston Bachelard dnia 28.01.2018 20:08
„Wojna dobiegła końca i wielcy tej ziemi ustanowili nowe granice Polski. W ślad za tym postanowiono przesiedlić ludność ukraińską”…………….. Chyba pisuje się “w następstwie czegoś”. Chyba.
Ogólnie jednak kupiłem ten tekst.
Dlaczego? Ponieważ kiedyś podjechałem pod supermarket i natychmiast otoczyli mnie tacy „Indianie”, ćwierkając jeden przez drugą:””Papierosy, wódka, seks”. To było prawdziwe przeżycie.
Moja „morda” nie zna żadnego Łemka i stąd bierze się mój żal. A szkoda.
Lubię takie literki. Niech mnie uczą i nauczają. I chciałbym kiedyś zagościć na ich pow-wow. Chciałbym!!!
Nie czaruję.

Pozdrawiam za to.
Napisałem.
Marian dnia 29.01.2018 12:11
Dziękuję Gaston za przeczytanie tego tekstu i za komentarz.
Nie tylko Ty nie znasz żadnego Łemka. Nie zna ich wielu.
Wszystko da się nadrobić.
Pozdrawiam. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
mike17
24/02/2024 16:45
Malowniczy, aczkolwiek to smutny wiersz... Bo co możesz… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty