Pokusa - jeden
Proza » Miniatura » Pokusa
A A A

- Jest pan jeszcze młody panie sierżancie, ale musi pan wiedzieć. Zapamiętać z tej lekcji, tego przesłuchania, że ludzie nie potrzebują ani powodu ani celu, nie dociekają w sobie przyczyny. Nie zawsze kierują się urazą, szczerze mówiąc rzadko właśnie tym się kierują. Wszystkie te uczucia są najzwyczajniej uśpione, to kwestia czasu żeby drobna, przypadkowa pokusa, jakiś sprzyjający rytm chwil, okoliczność, by nimi to wszystko zawładnęło. A innym razem, po prostu pamięć, to że sobie nie zawierzamy jest dla nas największą zgubą.

*

Wsiadła do mojej taksówki, to znaczy, to nie była mój samochód. Ojciec jest taksówkarzem, a ja jechałem akurat na imprezę, na drugim końcu miasta. Pomyślałem, że to żaden problem, by zabrać nowiutkiego volkswagena na tę jedną noc. Zatrzymałem się na stacji, chciałem zatankować. Nawet nie zapukała, po prostu, weszła i się uśmiechnęła. Nie miałem siły protestować, widziałem tylko jej oczy, jej powieki, dwa małe orzęsione zwierzątka, nie z tej ziemi i słyszałem ten śmiech.
Wiedziałem, że śmiech łączy, stwarza więź silniejszą, bardziej zobowiązującą, głębszą, bardziej złożoną, ale i cholernie niebezpieczną. Kiedy wsiadła do taksówki i uśmiechnęła się, po prostu, bez powodu, krótko i nagle, to ja też musiałem wybuchnąć śmiechem. Pragnąłem bardzo kobiet, często tylko dla ich śmiechu. Ten śmiech rozpalił płomień, który nigdy nie powinien się rozpalić, płomień niezamierzony. Ogarnął mną jak ogień ogarnia ciemne niebieskie pole wokół, a wiadomo, że to ciemne niebieskie pole zawsze należy do płomienia. Ono nie jest przejrzyste.
Poczułem się za nią odpowiedzialny, jak za coś co się przypadkiem zastaje, nie miałem przecież z nią nic wspólnego. Ale to niesamowite jak bardzo czułem się wtedy w obowiązku, żeby o nią zadbać. Choćbym podświadomie czuł, że mam prawo, nie wiem, może nawet obowiązek, by wtedy odmówić jej podwózki. Ale to tak jakbym znalazł gdzieś porzuconego noworodka, jakiegoś ciężko rannego człowieka przy przystanku, musiałem. Istniało to tylko dla mnie, ja o tym wiedziałem, i odkąd wsiadła, a ja nic nie powiedziałem. Przyzwoliłem, tylko ten uśmiech, to wiedziałem, że nic temu już nie mogę zaradzić. Powiedziała - wieź mnie pod Jarzębinową, tylko tam, chce dzisiaj spędzić noc. Pomyślałem o tym miejscu, takim w którym nie było tam chyba nikogo kto, by nie spotkałby tam każdego z każdą. Wszystko w milczeniu, w obojętności, tam właśnie tak było, jedna, druga whisky, kilka shotów, dwa - trzy kolorowe, przez słomki w milczeniu, potem parkiet. Jej włosy, przesyt krwi. Głos spod rozmokłego w wódce, jakiegoś dwudziestego - któregoś żebra, a może już nie spod żebra, spod serca - jedziemy do mnie? Zawieź nas proszę, do mnie.
Dymna dusza, kieruję nie wiem dlaczego, po prostu, bije mi serce w gardle, bije mi serce w stopach, te wszystkie obrazy na drodze. Dojeżdżamy, na szczęście to tylko dwa skrzyżowania. Wchodzę na górę, ładne mieszkanie, urządzone po kobiecemu, ale z pazurem. Rzucamy się na łóżko, miękki blask świecy opadający na jędrną dziewczynę, sieroco - czarne pończoszki, zdejmuję coraz... Ale chwilę później zapominam, że nie mam gumki, pulsujący ze złości człowiek ale, że po drugiej stronie jest apteka. Ona daje mi coś do ręki, tak, to jakaś tabletka, dwa łyki milczenia - mówi, nie wiem, mówi, że na ból głowy, weź proszę dwa łyki i sama też łyka i milknie. Ostrzejsza soczewka, ruchoma, biegnę do apteki, raz - dwa, pędem, wszystko na dworze staje się jakby z innej grawitacji, innym powietrzem do oddychania.
Wróciłem szybko, kilka razy zadzwoniłem do jej drzwi, bez odzewu, zdziwiony, otworzyłem je sam, popchnąłem.
Zauważyłem kilka kropel krwi. Raczej plam niż kropelek. Okrągłych. Widniały w przedpokoju. Nie rozumiałem skąd mogły się tam wziąć, ani wtedy, ani teraz tego nie rozumiem. Pierwsze co pojawiło się w moim mózgu, to to, że ta krew pewnie jest moja. Że musiałem jakoś krwawić, ale spojrzałem na siebie, na wszystkie możliwe miejsca, grzbietem ręki obmacałem swoje wargi, nawet splunąłem - może to były dziąsła. Nic nie spostrzegłem, na moim ciele nie było ani śladu krwi, wszystko miałem zasklepione, żadnej szczeliny. Żadnej krwawej smugi. Wszedłem dalej, leżała na łóżku, nadal w blasku świecy, ale miała na sobie tylko długą koszulkę. Sięgała jej do połowy ud, pod spodem nic, zobaczyłem u niej małe rozcięcie, na skroni. Pomyślałem, że po co tyle zamieszania i przyśpieszony puls, po co ten strach, to kołatanie serca. Przecież ja nic jej nie zrobiłem.
Miała tylko małe zadraśnięcie, ból, moje słowo, a raczej zduszony krzyk. Serce łomocze, usta ciągle mi zasychają, z trudem łapię nimi powietrze, nogi mam jak z waty. A gdy zapaliłem światło ujrzałem plamę krwi na podłodze, przy łóżku, taką jaka była w przedpokoju, ale ta chyba była świeższa. Krwawiła? Skąd? Zauważyłem, że między nogami miała kilka kropelek. Jak to możliwe? Czy zgwałciłem ją i uciekłem, ja? Nie przyglądać się czemuś co mignęło krwią, między udami. Ale nieuniknione spojrzenie, zdradzieckie, bezwolne, błyskawiczne, bierze zawsze z zaskoczenia. Zamknąć sobie oczy, natychmiast zasłonić ręką. Z bijącym mocno sercem zacząłem się zastanawiać. Nie, to nie możliwe, musiała skaleczyć się czymś spiczastym albo ostrym, czymś co leżało na podłodze, może jakąś drzazgą. Przecież mnie tu nie było tylko chwilkę, nie mogłem jej nic zrobić. Ale wątpliwości zawsze się pojawiają, tak mocne, że przestałem wierzyć w swoje wcześniejsze racjonalne myśli. Pojawiła się ta skłonność to powątpiewania, wyrzekanie się własnej pamięci. Nieufanie sobie jako świadkowi, zaprzeczanie. Czułem się tak jakbym był nietrzeźwy, zaczynałem plamę na podłodze widzieć jako zmyśloną. Ale chciałem ją zetrzeć, zmyć swoją winę, znalazłem wacik. Starłem do czysta obrzeże, pozostał tylko ostatni najmniejszy ślad.
Wziąłem koc, chciałem zakryć jej pośladki, dolna krawędź podkoszulka poplamiona na czerwono, uderzyłem ją delikatnie dłonią po policzkach, odsunąłem się, twarz jej zbielała, jakby ktoś narzucał na nią popiołu, jej oczy były bez życia. Zaniechałem tych prób. Otworzyłem drzwi, uciec po pomoc. Gdy już biegłem po klatce, to pomyślałem, że każda upływająca sekunda ją skazuje na śmierć, ale czy skazuje na coś mnie? Stwierdziłem, że nawet nie kiwnąłem palcem, do cholery, ta dziewczyna może tam umrzeć przeze mnie, może nawet to ja ją zabiłem, nawet nie zmierzyłem pulsu, żadnej reanimacji, żadnej pomocy. Na moment oprzytomniałem, chciałem zadzwonić, ale telefon mi się wyczerpał. Wsiadłem do auta i ... Zasnąłem. Gdy się przebudziłem, była już siódma rano. Oceany ciemności poruszały się we mnie, realność powoli zaczęła opływać świadomość. Mało pamiętałem, a może nie chciałem pamiętać, musiałem stamtąd uciec, jak najszybciej. Przygryzałem wargi, studziłem wrzącą krew, wyczuwałem jakiś skondensowany pot, pot strachu. Wróciłem do domu jak gdyby nigdy nic, poszedłem na zajęcia, zjadały mnie wyrzuty sumienia, tak jak teraz. Przyznaję, jestem pewien, że ją zgwałciłem a potem zostawiłem. Tylko nie wiem jak, nie wiem jak mogło do tego dojść, po prostu nie pamiętam, to pewnie przez tamtą tabletkę, nie wiem, ketamina, lsd? Dzień później znaleźliście mnie, jakoś, ktoś najpewniej zapamiętał numer taksówki. Stała przed blokiem całą noc, to zrozumiałe, to się zwykle nie zdarza. Ale mój ojciec nic, by nie powiedział, to pewnie jakaś kamera przy stacji benzynowej złapała moją twarz, i to, że dziewczyna do mnie wsiadła. A teraz, cóż, jestem tutaj i opowiadam panom, całą prawdę.

- Mogę tylko powiedzieć, że mógł pan jej pomóc. Ta dziewczyna, ona miała cukrzycę, przytrafiały jej się pewnie kilka razy już takie stany. Wieczorami przesadzała z piciem, w dodatku bez glukozy przy sobie. Często jej się to zdarzało, a ta krew - no cóż, po prostu miała miesiączkę, o której pewnie przy panu zapomniała. Wystarczyło jej tylko podać glukozy, jakiegoś batonika, garstkę winogron. Zostanie panu postawiony zarzut o nieudzielenie pomocy ze skutkiem śmiertelnym. Panie sierżancie, może pan wyprowadzić podejrzanego.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jeden · dnia 30.01.2018 18:35 · Czytań: 282 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
Felicjanna dnia 01.02.2018 11:52
Po pierwsze, nie cukrzycę, a hipoglikemię. Tak się nazywa niedobór cukru, który można podleczyć batonikiem, a co cukrzyka by wykończyło.
Dużo chaosu i niedopracowanych zdań. Przecinki w niewłaściwych miejscach np.:
Cytat:
Za­trzy­ma­łem się na sta­cji, chcia­łem za­tan­ko­wać. Nawet nie za­pu­ka­ła, po pro­stu, we­szła i się uśmiech­nę­ła.

Nawet nie zapukała, po prostu wsiadła i uśmiechnęła się.
Dalej masz, że wybuchnąłeś śmiechem na jej uśmiech i to mi wybitnie nie pasuje, bo mogłeś raczej uśmiech odwzajemnić, a nie wyśmiewać dziewuchę za uśmiech.
Niejasne także, co to za tabletkę Ci dała?
Błędów dużo, które zakłócają odbiór, a szkoda.
Bo poza tym, historyjka do kupienia.
Pozdrówka
Figiel dnia 01.02.2018 17:23
Witaj:)
Utknęłam na pierwszym zdaniu, ale po kolei: Rozumiem, że trwa przesłuchanie, czyli siedzi gość za biurkiem i zadaje delikwentowi pytania. Zasada jest prosta, jeden pyta, drugi, grzecznie lub nie, odpowiada. Odpowiada, a nie poucza, wytykając przesłuchującemu młody wiek, czyli brak doświadczenia i wiedzy o świecie, co czyni bohater. Próbowałam sobie wyobrazić reakcję prawdziwego sierżanta na takie dictum, i to co mi przyszło do głowy raczej do cytowania się nie nadaje. Twój sierżant musi mieć w sobie pokłady cierpliwości i opanowania:) Taka sytuacja po prostu nie wygląda na realną. Może gdyby ten monolog wpleść w dialog, byłoby lepiej?

Nie wiem też, czy sierżant zrozumiał wypowiedź bohatera, bo jest ona szalenie zagmatwana.
Cytat:
lu­dzie nie po­trze­bu­ją ani po­wo­du ani celu,

Naprawdę? A co jest istotą każdego postępku? Motyw - działanie - cel.
Cytat:
nie do­cie­ka­ją w sobie przy­czy­ny.

Przyczyny czego? Dlaczego akurat postąpili tak, a nie inaczej? A czego tu dociekać, przecież z reguły każdy wie, jaki motyw nim kieruje, wie to nawet, Twój bohater, nawet doskonale, odkąd tylko dziewczyna wsiadła do samochodu. Cały tekst jest właśnie o jego motywacji.
Cytat:
Nie za­wsze kie­ru­ją się urazą, szcze­rze mó­wiąc rzad­ko wła­śnie tym się kie­ru­ją.

Ludzie rzadko kierują się urazą? Ale fajni. Gdzie ich szukać?
Cytat:
Wszyst­kie te uczu­cia

Które? Bo czytam tylko o urazach
Cytat:
A innym razem, po pro­stu pa­mięć, to że sobie nie za­wie­rza­my jest dla nas naj­więk­szą zgubą.

Nie jestem pewna czy na pewno chodzi o pamięć. Może bardziej o świadomość?
Powiem tak: wiem, co autor miał na myśli, ale nie widzę tego w tekście.
Podobnie tu, zwyczajnie muszę się domyślać.
Cytat:
Dymna dusza, kie­ru­ję nie wiem dla­cze­go, po pro­stu, bije mi serce w gar­dle, bije mi serce w sto­pach, te wszyst­kie ob­ra­zy na dro­dze. Do­jeż­dża­my, na szczę­ście to tylko dwa skrzy­żo­wa­nia.


I jeszcze słówko o zakończeniu.

Bohaterowi grozi zarzut nieudzielenia pomocy. Jest taki, oczywiście. Ale nie ma zarzutu "nieudzielenie pomocy ze skutkiem śmiertelnym", co oznacza, że Ustawodawca nie przewidział paragrafu mówiącego" jeżeli skutkiem nieudzielenia pomocy jest śmierć, wymiar kary..." Karane jest nieudzielenie pomocy, bez względu na to, czy pokrzywdzony poniósł uszczerbek na zdrowiu, czy ma się dobrze. Karany jest sam fakt, bez względu na skutek. Jeżeli osadzasz tekst w konkretnych realiach, dobrze jest się w nich rozejrzeć, by uniknąć na przykład takich drobiazgów, jak niżej. Niby nic, ale brak ścisłości powoduje kiepskie osadzenie w realiach.
Cytat:
Zo­sta­nie panu po­sta­wio­ny za­rzut o nie­udzie­le­nie po­mo­cy ze skut­kiem śmier­tel­nym. Panie sier­żan­cie, może pan wy­pro­wa­dzić po­dej­rza­ne­go. 

Jeżeli dopiero zostanie przedstawiony, to nie ma podejrzanego. Podejrzanym staje się osoba z chwilą formalnego ogłoszenia jej zarzutu,( zarzut wydany na piśmie i odczytany) do tego czasu ma status świadka.
Warto podzielić tekst na akapity, będzie łatwiej czytać.
Ogólnie: pomysł jest, widać pracę włożoną w wykonanie, ale warto popracować nad stylistyczną jasnością zdań.
Pozdrawiam serdecznie:)
jeden dnia 01.02.2018 21:15
Felicjanna // Figiel
Felicjanna napisała:
Po pierwsze, nie cukrzycę, a hipoglikemię.

Bohaterka miała cukrzycę, była natomiast w stanie hipoglikemii. Nie ma takiej jednostki chorobowej jak hipoglikemia. Chyba oczywiste jest, że to cukrzyk może wpaść w wyżej wymieniony stan.
Felicjanna napisała:
Dalej masz, że wybuchnąłeś śmiechem na jej uśmiech i to mi wybitnie nie pasuje, bo mogłeś raczej uśmiech odwzajemnić, a nie wyśmiewać dziewuchę za uśmiech.
Niejasne także, co to za tabletkę Ci dała?

Wybuchnąć śmiechem można, nie tylko wyśmiewając kogoś. Może to być wybuch spontaniczny, jak najbardziej.
Nie wiem czemu piszesz, że mi, Ci.
Masz rację, błędów interpunkcyjnych jest pewnie sporo. Przejrzę na pewno.
Dzięki za komentarz i własne zdanie.
Pozdrawiam.


Figiel
Figiel napisała:
Odpowiada, a nie poucza, wytykając przesłuchującemu młody wiek, czyli brak doświadczenia i wiedzy o świecie, co czyni bohater.

Hmm, ale to nie bohater, to starszy stażem przesłuchujący wytyka młody wiek, swojemu początkującemu kompanowi. Według mnie jest to klarownie wyjaśnione. Pierwszy i ostatni akapit tekstu, zamykają klamry jego wypowiedzi.
Figiel napisała:
Może gdyby ten monolog wpleść w dialog, byłoby lepiej?

Myślałem o tym, czy byłoby lepiej? - kwestia otwarta.
Motyw - działanie - cel. Zgadzam się, ale starszy przesłuchujący ma na myśli, że nie każdy tego motywu potrzebuje. Bo gdybyśmy popatrzyli na przypadek bohatera. To czy miał on jakiś motyw? Czemu zostawił tam, tę dziewczynę samą, zdaną na pewną śmierć? Co racjonalnego było w jego postępowaniu? Owładnął nim strach, zwyczajny, ale jakiś niewyjaśniony, opętało go poczucie niezawierzenia samemu sobie. Właśnie o tym chciałem żeby był ten tekst. O iluzji własnego myślenia, o fałszowaniu własnych emocji i własnych odczuć, pamięci także.
Figiel napisała:
Powiem tak: wiem, co autor miał na myśli, ale nie widzę tego w tekście.

Pozostawiam wolną drogę odczuwania tekstu, każdy może inaczej odbierać. Według mnie ten motyw wybrzmiewa w tekście.
Co do zarzutu, i błędnego nazwania podejrzanym, racja. Uprościłem trochę, bo 162 k. k. brzmi inaczej. Rzeczywiście, niedopatrzenie. Ale wydaje mi się, że sąd, jednak gdy skutkiem jest śmierć to ustanowi, wyrok surowszy. Albo i nie, nie wiem, myślenie laika.
Dzięki za wysiłek skomentowania.
Pozdrawiam.
Figiel dnia 01.02.2018 21:38
jeden napisał:
Hmm, ale to nie bohater, to starszy stażem przesłuchujący wytyka młody wiek, swojemu początkującemu kompanowi. Według mnie jest to klarownie wyjaśnione. Pierwszy i ostatni akapit tekstu, zamykają klamry jego wypowiedzi.

Jeżeli tak, to sprawa ma się inaczej, tylko... skąd czytelnik ma to wiedzieć? Logika nakazuje odczytać pierwsze zdanie jako swoiste tłumaczenie bohatera, słowa tam nie ma, że w pokoju są trzy osoby, o tym dowiadujemy się na końcu. Zdecydowanie potrzebne by było jakieś zdanie pozwalające przypisać tę wypowiedź konkretnej osobie, w obu klamrowych kwestiach.

jeden napisał:
Czemu zostawił tam, tę dziewczynę samą, zdaną na pewną śmierć? Co racjonalnego było w jego postępowaniu? Owładnął nim strach, zwyczajny, ale jakiś niewyjaśniony, opętało go poczucie niezawierzenia samemu sobie.


Racjonalny był strach przed odpowiedzialnością za czyn, który podejrzewał, że mógł popełnić oraz to, że zastał dziewczynę we krwi, a nie umiał tego sensownie wyjaśnić. A to, że nie dowierzał samemu sobie, to zupełnie moim zdaniem odrębna sprawa, w końcu coś tam łyknął, czyż nie? Miał zatem powód, by pogubić się. Tak odczytuję te zdania:

Cytat:
Jak to moż­li­we? Czy zgwał­ci­łem ją i ucie­kłem, ja? Nie przy­glą­dać się cze­muś co mi­gnę­ło krwią, mię­dzy udami. Ale nie­unik­nio­ne spoj­rze­nie, zdra­dziec­kie, bez­wol­ne, bły­ska­wicz­ne, bie­rze za­wsze z za­sko­cze­nia. Za­mknąć sobie oczy, na­tych­miast za­sło­nić ręką. Z bi­ją­cym mocno ser­cem za­czą­łem się za­sta­na­wiać. Nie, to nie moż­li­we, mu­sia­ła ska­le­czyć się czymś spi­cza­stym albo ostrym, czymś co le­ża­ło na pod­ło­dze, może jakąś drza­zgą. Prze­cież mnie tu nie było tylko chwil­kę, nie mo­głem jej nic zro­bić. Ale wąt­pli­wo­ści za­wsze się po­ja­wia­ją, tak mocne, że prze­sta­łem wie­rzyć w swoje wcze­śniej­sze ra­cjo­nal­ne myśli.


Pozdrawiam serdecznie:)
jeden dnia 01.02.2018 22:15
Cytat:
- Jest pan jesz­cze młody panie sier­żan­cie, ale musi pan wie­dzieć. Za­pa­mię­tać z tej lek­cji, tego prze­słu­cha­nia,

Według mnie "lekcja" od starszego dla młodszego kolegi wskazuje na to kto się wypowiada. Ale można to oczywiście rozumieć różnie.
Poza tym, bohater w swoim ostatnim zdaniu mówi, że "jestem tutaj i opowiadam panom, całą prawdę"

No właśnie, strach, tak, oczywiście. Ale czy ten strach był racjonalny? Łyknął, dała mu coś, co równie dobrze mogło być jakąś witaminą, a według bohaterki było czymś na ból głowy. Jasne, jest zdanie o tym, że poczuł się inaczej, ale nie wiemy, czy to efekt tabletki. To on sam, już później zaczął sobie wmawiać, że to pewnie był narkotyk. Nie mógł inaczej wytłumaczyć własnego błądzenia, aż w końcu uwierzył własnym urojeniom, był przekonany o własnej winie. Czy to można nazwać motywem? Być może tak.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas