Sanitariuszka cz. 19 - lina_91
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Sanitariuszka cz. 19
A A A
Czekała na zmierzch jak na wybawienie. Po południu, gdy na moment zapadła cisza, Artur wyszperał dla niej cywilną kurtkę. Spodni od munduru już dawno nie nosiła, bo podarte i postrzępione nie zapewniały wcale ochrony przed zimnem.

-Co im powiesz? - spytał cicho. Karina wzruszyła ramionami. Miała ponad trzynaście kilometrów, żeby wymyślić wiarygodną historyjkę.

-Że Czerwony Krzyż prowadzi akcję szczepień przeciwko chorobom zakaźnym w więzieniach - burknęła na odczepnego. Artur pokiwał głową.

-Niezłe. Weź torbę z lekami. Broń bierzesz?

-Nie.

Spojrzał na nią z namysłem. Udawała, że tego nie widzi. Pokonała już wiele granic, ale wiedziała, że na terenie wroga jeden karabin nic jej nie pomoże.

-Powodzenia.

Nie powiedział już nic więcej, Karina też milczała. Nigdy nie lubiła pożegnań. Nie oglądając się za siebie, weszła w pobliską bramę. Z kieszeni wygrzebała starą mapę, nabytą od jakiegoś staruszka za porcję żywności. Warszawy praktycznie nie znała, a na błądzenie nie miała czasu. Pobłogosławiła śnieg, bo dzięki niemu mogła coś wyczytać.

Linię, na której wciąż toczyły się walki, przekroczyła pod osłoną gruzów. Stamtąd do Wółczyńskiej było już niedaleko. W którymś momencie zatrzymały ją krzyki wartowników, niewidocznych w ciemnościach. Odwrzasnęła, że jest z Czerwonego Krzyża, idzie do więzienia...

Tu popełniła błąd. Z okna kamienicy wyskoczył jakiś żołnierz. Trzymając ją na muszce, podszedł bliżej.

-Masz jakieś dokumenty?

-Na co? Na Czerwony Krzyż? Mam rosyjski paszport - modląc się w duchu, wcisnęła w rękę żołnierza swoje papiery. Spojrzał na nie z niedowierzaniem.

-Rosjanka? Co ty tu robisz?

-Pracuję dla matki-Rosji - powiedziała, czekając na odpowiedź z biciem serca. Obawiała się, że przesadziła, odwołując się do czasów Stalinizmu. Ale żołnierz roześmiał się dźwięcznie.

-Mówisz, że do więzienia idziesz? A po co?

-Boimy się epidemii chorób zakaźnych. Będziemy szczepić strażników i jeńców, żeby nie zakażali nas swoimi paskudztwami - powiedziała czysto. Nagle uderzyła ją głupota jej własnych słów. W czasie wojny, pod ostrzałem, ona maszeruje z torbą leków i wciska kit, że będzie szczepić?

Może właśnie dlatego, że ten pomysł był tak naiwny, uwierzył.

-Chodź, zaprowadzę cię.

Podeszli razem pod bramę więzienia, zamienił parę słów z wartownikiem, który stuknął obcasami i wziął Karinę pod rękę. Nie odsunęła się.

-To od kogo zaczynamy?

-Dziś lepiej od więźniów - powiedziała prosząco. -Mogą rozsiewać jakieś zarazki.

-Okej - zgodził się wesoło i podprowadził ją do pierwszej celi.

O ile pracując w szpitalu, miała momentami wrażenie, że jest się w piekle, to teraz znalazła się w czyśćcu. Ludzie, starsi i młodsi, głównie mężczyźni, leżeli pokotem jak kłody. Z drżeniem odnajdywała na ich ciałach ślady po oparzeniach, prętach... Zamiast szczepionek, których zresztą miała tylko trzy, wstrzykiwała im odrobinę morfiny. Przed każdą kolejną celą zamykała oczy. Bała się rozpoznać w tych ludzkich workach połamanych kości Nika.

Wartownik otwierał jej drzwi i zamykał. Nie wchodził z nią. To akurat było bardzo jej na rękę.

W końcu, kiedy już myślała, że Mariusz się pomylił, że Nika wywieźli albo zamordowali, doszli do ostatniej celi, malutkiej. Pod ścianą leżała tylko jedna postać. Nie panując nad głosem, skinieniem głowy podziękowała wartownikowi. Zatrzasnął za nią drzwi.

-Nik... - jęknęła, przypadając na kolanach do chłopaka. Zacharczał z bólu, gdy dotknęła jego ręki. Złamana. Błyskawicznie obmacała resztę ciała. Na oko sądząc, miał złamanych kilka żeber, nos i rękę właśnie. -Nik, proszę cię, obudź się...

Nagle zobaczyła jego szeroko otwarte oczy, w których zamarło nieziemskie zdziwienie i panika.

-Skąd ty... - wyszeptał.

-Trzymaj się, wyciągnę cię stąd - powiedziała i nagle dotarło do niej, że to niemożliwe. Wiedziała o tym od początku, ale musiała się łudzić, musiała mieć nadzieję, choćby najgłupszą, najbardziej naiwną.

-Zabij mnie - przez dłuższą chwilę myślała, że majaczy. Ale nie. Oczy miał przytomne.

-Wyciągnę cię stąd, zobaczysz - powtórzyła drżącym głosem.

-Wiesz, że to niemożliwe. Nawet gdybyś mnie wyciągnęła, potrzebuję szpitala. A tego mi nie zapewnisz. Mam gdzieś, czy umrę wolny, czy w więzieniu. Jeśli będziesz obok... - urwał.

Karina zbladła. Dotarło do niej, że mówił poważnie.

-Zrób to ty. Nie dożyję ani waszego wejścia, ani kolejnego przesłuchania, jeśli by do niego doszło. Nie mam już sił. Karina.

-Nie mogę - wyjąkała. -Nie proś mnie o to.

Pochyliła się nad nim tak, ze ich twarze dzieliło najwyżej pięć centymetrów.

-Nie mogę - powtórzyła z mocą.

I nagle całowała go tak, jak nigdy nikogo, rozpaczliwie, jakby za chwilę miał się skończyć świat. Problem polegał właśnie na tym, wiedziała, że Nik ma rację. Jego świat miał lada chwila się zawalić. I od niej tylko zależało, w jaki sposób.

Złapał ją za włosy i szarpnął, choć nie pragnął niczego innego, jak zostać z nią w tym uścisku.

-Jeśli ktoś to zobaczy...

-Zginiemy oboje - wymamrotała i jeszcze raz do niego przylgnęła. Otrzeźwił ją dopiero jego głuchy jęk, kiedy niechcący oparła się o jego żebra.

-Zapomniałaś już, co obiecałaś? - warknął.

-Nik...

-Proszę cię.

Odsunęła się od niego. Był spokojny, choć bardzo blady, nawet w słabym oświetleniu. W kąciku jego ust zobaczyła krew. Zakaszlał i na koszulę prysnęły kolejne czerwone kropelki. Złamane żebro musiało uszkodzić płuco.

-Zrób to. To proste.

Naraz się z tym pogodziła. Zrozumiała, że jeśli teraz go zostawi, już nigdy się nie dowie, jak zakończył życie. Dotarło do niej, że nadeszła kolej na jej ruch. Już ostatni.

Jak robot, wyciągnęła z torby strzykawkę. Zawahała się - morfina czy epinefryna? Wybrała morfinę, jakby w tym ostatnim momencie chcąc mu jeszcze ulżyć w bólu.

Patrzył na nią bez emocji, jakby jego już nic nie obchodziło.

-Powiadom mojego brata - powiedział, kiedy wbijała się w żyłę. Spojrzała na niego z pytaniem w oczach, bo nigdy nie wspominał, że ma rodzeństwo. -Maciek da ci namiary... Karina - jeszcze otworzył oczy i złapał ją za rękę. -Dziękuję.

-Kocham cię - wyszeptała, mocniej naciskając tłok. Nik powoli zamknął oczy. Nawet nie walczył o ostatni oddech.

Karina dłuższą chwilę siedziała nieruchomo.

Patrząc na zastygłą twarz Nika, zrozumiała, że przekroczyła już wszystkie granice. Nauczyła się zamykać oczy dzieciom, nauczyła się nie zwracać uwagi na przeraźliwe wrzaski rannych, nauczyła się strzelać, choć jeszcze niedawno nie wierzyła, że to będzie możliwe. Oni jednak zawsze stali po drugiej stronie barykady. Nie musiała uznawać ich za ludzi, bo wiedziała, ile zbrodni popełnili. Teraz jednak zabiła swojego, Polaka, człowieka - zabiła jedyną osobę w Polsce, za którą bez wahania oddałaby swoje życie.

Rosjanie zabrali jej miłość, serce i sumienie. Wiedziała, że teraz nie cofnie się już przed niczym. A jednak, w dziwny sposób, nie żałowała. Tylko tyle mogła dla niego zrobić - oszczędzić kilka ostatnich godzin bólu.

Zgrzytnięcie metalowych drzwi wybudziło ją z zamyślenia. Wartownik spojrzał najpierw na bezwładne ciało, potem na dziewczynę. Dziwny uśmiech rozświetlił mu twarz.

-Miękkie masz serce - powiedział lekko. Karina dźwignęła się ciężko z podłogi.

-Co z nim będzie?

-Niedługo przyjdzie nam się cofać. Co ma być? Zostanie - wzruszył ramionami.

-Jutro przyjdę ze szczepionkami dla żołnierzy - wymamrotała ostatkiem sił. Miała ochotę krzyczeć.

-Jeśli jeszcze tu będziemy - wykrzywił twarz. -Napijesz się czegoś? Mam jakieś resztki wódki ze starej, poczciwej Rosji.

Nie podnosząc głowy, przytaknęła. Gorzała paliła przełyk i przyjemnie rozgrzewała. Choć nie chciała niczego innego, jak tylko upić się do nieprzytomności, odsunęła kieliszek po jednym toaście.

-Do zobaczenia - rzucił, gdy wychodziła. Dziwne słowo w świecie, gdzie setki tysięcy ludzi nigdy już nie wróciło do swoich bliskich po zwykłym "na razie".

Jak przeszła przez linię, nie wiedziała. Nie chroniła się w ruinach, szła wyprostowana. Teraz było jej już wszystko jedno.

Do oddziału nie wróciła. Poszła prosto do szpitala. Pszczółka wybiegła jej na spotkanie, ale gdy zobaczyła twarz Kariny, cofnęła się o krok.

-Prowadź do Maćka.

Dziewczyna otworzyła usta, by o coś zapytać, ale wzrok Kariny nie nastrajał do rozmów. Bez słowa zawróciła do szpitala. Maciejewski leżał na sienniku w odległym kącie korytarza. Jego ogorzała twarz jakby przybladła od ich ostatniego widzenia. Leżał oparty o ścianę, z jakąś książką w ręce.

-Kto był bratem Nika? - warknęła na powitanie. Maciek spojrzał na nią ze zdumieniem. Słowa nagany zamarły mu na ustach.

-Karina, co...

-Kto?! - prawie wrzasnęła. Pszczółka złapała ją za ramię, ale Karina wyślizgnęła się z uścisku.

Wolno, jakby każdy ruch sprawiał mu ból, Maciek sięgnął po złamany ołówek. Nasmarował coś na wyrwanej z książki kartce.

Karina spojrzała na długi numer. Mariusz, 433193317. Już otworzyła usta, by zadać kolejne pytanie, gdy coś ją uderzyło. To był numer oddziału Maćka. Ostatnie dwie cyfry oznaczały indywidualny numer żołnierza, a ten znała je doskonale. Zawirowało jej przed oczami.

Bez kolejnego słowa, bez pożegnania, popędziła do sali Mariusza. Chłopak właśnie się ubierał. Stanęła przy nim tak blisko, że odruchowo chciał się cofnąć, ale wpadł na ścianę.

-Nik był twoim bratem?! - ryknęła tak głośno, że starszy mężczyzna leżący przy drzwiach otworzył oczy i rozglądnął się dookoła, jakby chcąc się dowiedzieć, gdzie strzelają.

-Karina, co ty... - Mariusz odsunął dziewczynę od siebie i sięgnął po swoją kurtkę.

-Jak mogłeś?! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - Pszczółka patrzyła na dziewczynę z przerażeniem. Po chwili doszła do wniosku, że nic nie zdziała i wzruszywszy ramionami, zamknęła za sobą drzwi.

Mariusz westchnął i pokręcił głową.

-Bo Nik cię kocha, ty idiotko. Co za różnica...

-Jeśli nawet, to kochał - przerwała mu gorzko.

Mariusz zbladł.

-O czym ty...

-On nie żyje. Zabiłam go. Słyszysz?! Zabiłam!

W pierwszej strasznej chwili pomyślał, że straciła rozum. Ale jej wielkie oczy, zwrócone teraz ku niemu, choć wypełnione przeraźliwym bólem, były przytomne. Chciał ją wziąć w ramiona, ale zamachała dziko rękoma i Mariusz, wciąż jeszcze bardzo słaby, stracił równowagę i klapnął na krzesło.

-Zabiłam - krzyki przeszły w głuche jęki, przeplatane rozpaczliwym szlochem. Karina grzmotnęła na kolana tuż przy Mariuszu.

Dłuższą chwilę patrzył na nią bez ruchu. On miał dużo czasu, by pogodzić się ze śmiecią brata. Nigdy nie wierzył, by Nikowi udało się wydostać z więzienia. A jednak przyjazd Kariny i w niego tchnął nieco nadziei. Wiedział, jak bardzo Karina go kochała, wiedział, że nie spocznie, póki nie dowie się, gdzie Nik jest, póki mu nie pomoże. Jednak w najgorszych koszmarach nie przypuszczał, że ta pomoc przybierze taką formę.

-Karina, cicho - powiedział łagodnie i nieśmiało pogładził ją po zmierzwionych włosach. -Spójrz na mnie. Karina! - nie posłuchała. Miał wrażenie, że w ogóle go nie słyszała. Zsunął się z krzesła i przyklęknął przy dziewczynie.

-Musiałam... On mnie o to prosił... Nie chciałam... On... - mamrotała pod nosem.

Mariusz przemocą powstrzymał pytania, cisnące mu się na usta. Wiedział, że nie czas na wypytywanie.

-Dlaczego mi nie powiedziałeś? - jęknęła i dopiero teraz podniosła na niego swoje piękne oczy. Zagryzł wargi, żeby nie rzucić się na nią. Ze spłakanymi oczami, rozchylonymi, bladymi usteczkami wyglądała tak podniecająco, jak nigdy dotąd.

Naraz wstręt do siebie samego kazał mu się cofnąć. Nik.

-Bo cię kocham - szepnął. Karina znieruchomiała. Nawet łzy ustąpiły. Patrzyła na niego z takim niesmakiem, że zrozumiał momentalnie. Popełnił kolejny błąd. -Przepraszam, ja... - nie dała mu szansy dokończyć. Wyszła, nie oglądająć się za siebie.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
lina_91 · dnia 16.12.2008 19:05 · Czytań: 860 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
pani jeziora dnia 16.12.2008 20:13 Ocena: Świetne!
o matko, o matko, o matko....

Lina, ubóstwiam!!!
gabstone dnia 16.12.2008 23:16 Ocena: Świetne!
Kobieto, mam nadzieję, że kończysz, bo mi papieru na drukowanie nie starczy:)
lina_91 dnia 17.12.2008 12:13
Koncze juz, ale na powiesc to za krotkie. Bede musiala wydluzyc ;). Ale to juz inaczej. Podoba sie? ;)
Hyper dnia 17.12.2008 18:36 Ocena: Świetne!
O kurcze... A może ruscy wywalą go na ulicę, a dawka morfiny była za mała i on przeżyje? Jakoś mi łyso... Świetne, Lina. Brak mi słów.
gabstone dnia 17.12.2008 23:41 Ocena: Świetne!
Jasne,że się podoba, bo jak inaczej?:) Wrzucę do polecanych, bo chyba jeszcze nie ma.
lina_91 dnia 18.12.2008 10:53
I o to chodzi :bigrazz:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
24/01/2022 21:22
Usunąłem co zbędne. »
annakoch
24/01/2022 20:23
Świetne ! Moja głowa zobaczyła gotowy obraz filmowy.… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 17:39
Dobrze, skoro nie na temat, to usuwam komentarz. zresztą był… »
Florian Konrad
24/01/2022 16:56
Jejciu... co za pytanie. Więc proszę napisać ten tekst o… »
Mareczek
24/01/2022 16:36
Nie zawodzisz Wiolinie.Kolejny wiersz Twojego pióra będący… »
Maciej Bienias
24/01/2022 16:28
Choć gdybym chciał nie wiem jak bardzo uczynić zadość… »
Mareczek
24/01/2022 16:15
Zrobiłaś aniat.wiwisekcję bólu i rozpaczy,która mnie… »
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Quidem
Wspierają nas