Śmierć leśnego olbrzyma - Polel
Proza » Długie Opowiadania » Śmierć leśnego olbrzyma
A A A
Od autora: Zamieszczam swoje drugie opowiadanie. Proszę o krytykę. Będę wdzięczny za każdą podpowiedź.

                                                               

Było wcześnie rano. Nad polem koło lasu kłębiła się mgła, kiedy na jego skraj podjechały dwa samochody. Trzasnęły drzwi, w porannej ciszy zabrzmiały głosy. Pięć osób chodziło dookoła samochodów wyciągając z nich torby ze strzelbami i rozmawiając ze sobą. Zaczęli się ubierać w stroje z kolorowymi wzorami w kształcie liści. Kiedy prawie wszyscy przebrali się obok samochodu pozostała kobieta niskiego wzrostu z białymi włosami. Czwórka mężczyzn delikatnie odeszła dając możliwość ich towarzyszce założyć strój myśliwski. Pospiesznie poprawiając na głowie zielony kapelusz pani szybkim krokiem dogoniła mężczyzn i cała piątka ruszyła w kierunku lasu. Dopóki szli wyciągnęli z osłon strzelby. Kobieta widocznie denerwowała się.

 

- Dzisiaj masz pierwsze poważnie polowanie, - powiedział jeden z mężczyzn.

- Tak, - odezwała się kobieta.

- To już nie jakieś drobiazgi jak kaczki albo lisice, - z uśmiechem powiedział drugi mężczyzna, który był jej mężem.

Kobieta nic nie odpowiedziała uważnie oglądając swój nowy karabin. W taki sposób rozmawiając doszli do lasu i zagłębili się w niego. Las przywitał myśliwych całą gamą dźwięków. Śpiewały poranne ptaki, słychać było jak

dzięcioł niby perkusista rytmicznie uderzał o pień drzewa

. Różnokolorowe sójki widząc dziwnych gości z krzykiem przelatywały od drzewa do drzewa opowiadając wszystkim domownikom o nadchodzącym niebezpieczneństwie. Gdzieś daleko słychać było krakanie kruków. W lesie szli cicho by nie przestraszyć zwierząt. Zielony dywan mchu miękko sprężynował pod nogami. Zaczęły dojrzewać borówki. Ich ciemno-czerwone kropelki których z białymi nakrapianiami spotkały się po drodze. Przeszli przez zarośle czarnych jagód. One przejrzały, opadły i leżały wprost na ziemie już trochę pomarszczone. Jeden z myśliwych nachylił się uchwycił garść jagód i włożył do ust. Słodki smak z domieszką kwaskowatości rozszedł się po ustach. Jak w dzieciństwie, kiedy chodził z matką i bratem po te jagody albo po borówki, kiedy mieszkał na wsi. W końcu dotarli do miejsca.

 

- Gdzieś tu powinno być, - powiedział jeden z myśliwych patrząc na GPS, - kolega mówił, że jest ich tu wiele.

- Jeżeli kolega mówił i sam zabił to powinno być prawdą. Ma cały zbiór tych trofeów w domu. Widziałem kiedy byłem u niego, - powiedział drugi.

- Dobrze. Stajemy według numerów. Będę obok żony by pomóc jej w przypadku jakiejś niespodzianki. Pierwszy raz poluje na łosia.

Rozeszli się. Kobieta stała za grubym pniem osiki trzymając w rękach ciężki karabin.

- To nie jest jak na zawodach, gdzie stoisz albo leżysz czekając na poruszający się niech nawet z wielką prędkością cel. Można stać cały dzień jednak zwierzę nie przyjdzie, chociaż mówią,że jest ich tu wiele, - myślała ona.

Było duszno i upalnie jak zawsze bywa w lesie o tej porze. Szybko się spociła. Zakasywać rękawów nie chciała, by nie zwabiać owadów, chociaż jakieś małe muszki roiły się nad jej głową usiłując zaleźć pod szczelnie zapięty kołnierz stroju myśliwego. W płaskiej manierce miała przy sobie trochę wody. Na małym drzewku rosnącym niedaleko kołysała się pajęczynka. Krawędzie liści zaczęły zabarwiać się na żółto. Oglądając piękno otaczającej jej przyrody myślała o mężu. Nie chciała zawieść go chybiając, bo to właśnie on wpajał jej miłość i zainteresowanie do polowania. Uważała się za dobrego strzelca, jeszcze kiedy się uczyła w szkole zajmowała się biatlonem. Oprócz tego kobieca duma nie dawała spokoju. Chciała udowodnić, że nie jest ona gorsza od tych facetów, którzy już kilka lat jeżdżą polować, mają trofea i myślą, że tylko oni mogą być myśliwymi, bo to jest i było męskie rzemiosło od wieku. Jednak więcej uwagi pochłaniały pomysły jakim będzie pierwsze spotkanie ze zwierzęciem. Specjalnie nie patrzyła na zegarek. Czas płynął powolną rzeką. Na niebie pojawiły się cienkie białe chmury. Uciszyły się śpiewy ptaków. Wiewiórka rudym ogieńkiem prześlizgnęła po pniu. Zatrzymała się głową do dołu patrząc na dziwną istotę ubraną w strój z zielonymi, żółtymi,czarnymi liśćmi i znowu pobiegła i znikła gdzieś na górze. Kobieta oglądając wiewiórkę myślała, że potrafiłaby zabić ją pierwszym strzałem. Nagle gdzieś w wysokości chrupnęła gałąź.

***

Łoś otworzył oczy. Gwiazdy na niebie wydawały się jasno-zielonymi kropkami. Nadchodziło rano. Niebo nabierało jasnego odcienia. Powietrze stawało się jasno-szare, a potem przezroczyste. Zaczęły śpiewać poranne ptaki. Bezgłośnie machając skrzydłami przeleciał puchacz. Zwierzę otarło się bokiem o pień drzewa, zamyślając oderwało grubymi wargami gałąź z rosnącego obok krzaka, powoli przeżuło ją, hałaśliwe odetchnęło i poruszyło się w głąb lasu. Poruszając uszami odganiało rój owadów towarzyszących mu. Cały wczorajszy wieczór ono spędziło nad jeziorem kąpiąc się, by uwolnić się od nich. Łoś mieszkał w tym lesie od samych narodzin. Jego przodki mieszkały w tym lesie od dnia jego powstania. Cały ród łosi mieszkał na tej Ziemi jeszcze z tamtych czasów, kiedy ona była okryta niedostępnymi lasami w jej północnej części. Czuł się gospodarzem na tych wielkich zielonych obszarach. Prawie nikogo nie bał się i nawet nie każdy wilk ośmielał się zaatakować tego olbrzyma. Powoli poruszając się dotarł do kraju błota na którym mieszkał. Było upalnie i dokuczały owady osiadając między grubymi i szorstkimi włosami sierści okrywającymi jego skórę. Niewielkie kałuże, które były rozproszone po całym błocie po deszczu przypominały stare lustro. Woda w nich zabarwiona torfem była koloru czarno-brązowego. Łoś podszedł do jednej z nich, schylił głowę, zbliżył swój pysk do powierzchni wody i zobaczył w niej swoje odbicie. Z czarnego lustra wody na niego patrzył olbrzymi samiec z wielkimi rogami. Przymrużywszy oczy łoś napił się i na trochę zatrzymał się obok tej kałuży przysłuchując dźwiękom lasu. Gdzieś daleko zaczęła śpiewać kukułka. Jej ku-ku było podobnie do ruchu wahadła. Ku-ku. Wahadło chwiało się w jedną stronę. Pauza. Wahadło zastygło w bezruchu, niby zastanawiając się. Ku-ku. Wahadło chwiało się w drugą strony. Czas płynie, a mały szary ptak nadaje tryb życia w lesie. Zwierzę poruszało się dalej. Skąd z daleka dolatywały dziwne dźwięki. Szary pas asfaltu przecinał zielony ocean lasu. Istoty jak małe tak i olbrzymie na czterech krótkich okrągłych nogach poruszały się po tym pasie z hałasem i parskaniem. W nocy oczy ich paliły się żółtym światłem. Jednak łoś nie bardzo bał się tych dziwnych istot. Trzeba było wybrać moment kiedy nie było ich na szarym pasie drogi i można było przejść przez nią. Czasami wychodził na ten pas przed samą istotą, stawał i oglądał ją. Żółte światło którym promieniały jej oczy odbijało się w jego oczach. Istota też zatrzymywała się i one oglądały siebie wzajemnie dopóki łoś nie odchodził, pokazując, że on jest tu gospodarzem. On znowu wszedł do lasu. Zaskroniec czarno-szarym pasem prześlizgnął obok. Łoś nie zwracając uwagi przeszedł obok go. Nagle słaby wiaterek przyniósł rzadki zapach. Będąc posłuszny instynktowi zrobił parę kroków do przodu, znowu stał wciągając powietrze z nieznajomym zapachem. Jakaś zielona plama poruszała się za drzewem. Ruda wiewiórka mignęła w powietrzu przeskakując z jednego drzewa na drugie. Nagle sucha gałąź nie wytrzymawszy lekkiej wiewiórki złamała się i spadła z wysokości na plecy łosia. Południowa cisza lasu została zakłócona strzałem.

***

Mała blondynka usłyszawszy chrupot złamanej gałęzi podniosła ciężki karabin, oparła kolbę o ramię, zmrużyła lewe oko, oglądając przestrzeń w sektorze jej obstrzału. Najpierw nie zrozumiała co się dzieje. Instynkt strzelca zrobił swoje. Zobaczyła szarą plamę wychodzącą z gąszczu prosto do niej. Potem wzrok zaostrzył się, emocje i powodująca je adrenalin uciszyły się. Olbrzymi łoś, samiec z wielkimi rogami stał dwadzieścia metrów od niej. Wielki owad brzęcząc wylądował na jej uchu, wsadził żądło w delikatną białą kobiecą skórę i zaczął ssać krew. Swędzenie w uchu przeszkadzało skupić się. Jednak kobieta przypomniała sobie jak uczył ją w szkole trener biatlonu: odetchnąć, wdychać, ręka, dłoń są przedłużeniem strzelby, one leżą na tej samej linii, palec jest przedłużeniem spustu. Wydech, wstrzymanie oddechu i płynne naciśnięcie na spust. Żadnych emocji. One w ogóle przeszkadzają w życiu. Tak uczył trener. Strzał i czarne kółeczko na tarczy powinno być osłonięte białą pokrywą. To znaczy, że trafiła do celu. Wydech, zatrzymała oddech, oko dobrze widzi cel, palec płynnie naciska na spust. Strzał rozerwał ciszę. Mała szara stożkowata kula wypchnięta z lufy gazami prochowymi z gwizdem dąży do celu. Cios, kopnięcie. Przestraszone zwierzę z hałasem, łamiąc gałęzie znikło w gąszczy.

- Spudłowałam! - przemknęło w głowie.

Niezadowolona opuściła karabin. Na dźwięk strzału pospieszyli inni myśliwi.

- Trafiłaś! Są ślady krwi! Jesteś zuchem! - krzyknął mąż, - Teraz idziemy po śladzie. Jeżeli trafiłaś w jakiś poważny organ, nie odejdzie daleko.

Poszli po śladach. Ciemno-czerwone podobne do koloru borówek plamy krwi prowadziły do gąszczy lasu. Złamane drzewa i krzaki wskazywały gdzie biegł łoś. Szli już pół godziny jednak nic nie wskazywało, że zwierzę straciło siły i wkrótce oni go zobaczą. Krwawa ścieżka nie kończyła się. Przeszli jeszcze kilka kilometrów.

- Pewnie nic poważnego nie jest zranione, - powiedział myśliwy, który miał GPS, - To jest silny samiec, przeżyje i będzie żył jeszcze kilka lat.

- Szkoda, że nie wzięliśmy psa, - powiedział mąż blondynki, - Teraz wracamy, a jutro przyjedziemy z psem i spróbujemy znaleźć go. Ona jest świetnym strzelcem, nie wierzę, że nie zraniła go poważnie.

Blondynka uśmiechnęła się. Jej było przyjemnie, że mąż nie wątpi się w jej zdolności strzeleckie. Wrócili do samochodów.

- Jakich doznałaś wrażeń po pierwszym poważnym polowaniu? - zapytał ją mąż.

- Mam burzę emocji. Nigdy nie myślałam, że to jest tak ekscytujące, porywające! Z początku zamyślałam się i przegapiła moment, kiedy on pojawił się. Zaskoczył mnie. Jednak potem opanowałam się i trzymała go na muszce. Już wiedziałam, że nie ucieknie!

- Widzę, że ci się podobało.

- Tak! To nie jest jak na zawodach, gdzie są tylko tarcze. Kiedy widzisz żywą istotę przeżywasz to zupełnie inaczej. Widzisz, że cel jest twój. Możesz trafić do niego, możesz sprezentować mu życie, ale w tym momencie jesteś Bogiem, masz władzę i decydujesz ty i wyłącznie ty co będzie z tą istotą. I bardzo mi się podoba to odczucie. Poczucie, że jestem Bogiem. Boginią! I najbardziej mi się podoba być boginią śmierci. Burzyć ten świat, niszczyć go. Pan Bóg stworzył , ja niszczę. Wtedy czuję swoją siłę, a mi się to bardzo podoba. I nie ma różnicy kto jest przede mną, zwierzę albo nawet człowiek.

Mąż uśmiechnął się.

***

Spadła gałąź, dźwięk strzału na tyle przestraszyły łosia, że on nie czuł jak ostry kawałek gorącego metalu utkwił  mu w bok, rozdarł skórę i gubiąc prędkość dotarł do serca. Łamiąc drzewa i krzaki biegł, dopóki znużenie i utrata krwi nie zatrzymały go. Ciężko oddychając stał w gąszczy lasu przysłuchując się każdemu dźwiękowi. Przypomniał sobie jak długi przedmiot podniósł się zza pnia, błysk pomarańczowego ognia i grom rozdartej ciszy. Chciało się pić. Trochę postał opierając się o pień drzewa. Zrobił kilka kroków i odczuł znużenie. Powoli szedł oddalając się od miejsca fatalnego spotkania. Las wydawał się cichy. Łoś zrobił kilka kroków, zatrzymywał się, potem znowu szedł. Trafiła się kałuża z której napił się i znowu szedł niewiadome gdzie. Idąc obok wysokiej sosny zobaczył dzięcioła, który szybko stukał dziobem o pień drzewa. Jednak dźwięku prawie nie słyszał. Łosie mają dobry słuch, ale wzrok i węch mają słabe. Podniósł do góry swoje wielkie uszy, ledwie słysząc jak ptak

uderza dziobem o pień drzewa

. Znowu poszedł. Nadchodził wieczór. Las zastygł w bezruchu. Wydawało się, że nikogo w nim nie ma. Słońce powoli znikało za horyzontem. W zmierzchu łoś stał przy młodej jarzębinie. Jagody na drzewie miały jasno-pomarańczowy kolor jak niebo na zachodzie. Łoś zrobił krok, sięgnął po jagody, jednak uchwycił tylko gałąź z liśćmi, przeżuł, znowu zrobił krok w kierunku drzewa, nie utrzymał się i spadł na przednie nogi. Podniósł się, ostatnimi siłami pociągnął gałąź do siebie i w końcu zaczepił grono jagód. Ciszę zasypiającego lasu rozerwał krzyk puchacza. Wielki ptak siedział na grubej gałęzi obojętnie patrząc na osłabionego olbrzyma, który starał się oderwać kilka jagód. Pierwsze gwiazdy zjawiły się na niebie. Srebrzystymi jaskrawymi diamentami paliły się na wysokości. Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy znany u starożytnych Słowian jako Łoś patrzył z wysokości na jednego ze swoich synów, niby powołując go do siebie, gdzie on w towarzystwie innych łosi-olbrzymów pobiegnie razem z nimi daleko po Drodze Mlecznej do Wielkiego Lasu, gdzie źli ludzie nigdy nie będą potrafić odebrać życia żadnemu z nich.

 

***

Następnego dnia wcześnie rano samochód z myśliwymi podjechał do lasu. Ludzie w towarzystwie białego z szarymi plamami psa wysiedli i nie usiłując ukryć swojej obecności od domowników lasu poszli szukać zaginionego zwierzęcia. Las przywitał ich jak zawsze śpiewem ptaków, kroplami rosy i słabym wiaterkiem. Pies wesoło biegł na przodzie. Jak dzień wcześniej doszli do miasta, gdzie kobieta strzeliła do łosia. Plamy krwi po minionej nocy stały się jaśniejsze. Niby ktoś rozpuścił w szklance z wodą łyżkę dżemu żurawinowego. Pies powąchawszy zapach krwi szybko pobiegł w gąszcz. Ludzie szli za nim. Już minęli to miejsce, gdzie wczoraj zatrzymali się, jednak żadnego śladu obecności łosia nie było.

- Mówiłem jeszcze wczoraj, że nic z tego nie będzie, - powiedział właściciel GPS, - Na darmo tracimy czas. Możemy zabłądzić, bo w moim GPS nie ma tej części lasu. Jak kto chce, jednak ja wracam do domu.

- Poczekaj, - odpowiedział mąż kobiety-strzelca, - Nie może być, żeby żona spudłowała. Jestem myśliwym już tyle lat mój węch myśliwski podpowiada mi, że ona będzie miała swoje pierwsze trofeum.

Powiedziawszy to wziął psa za obrożę i poszedł dalej.

- Będzie, nie będzie. Już kończy się weekend i nic nie zdobyliśmy, - mruknął pierwszy myśliwy.

Przeszedłszy jeszcze kilka metrów myśliwy wypuścił psa, który znowu pobiegł gdzieś i wkrótce zniknął w lesie. Z przodu ukazały się wysokie sosny. Myśliwy zawołał psa. Za minutę ten wrócił radośnie machając ogonem. Zbliżając do sosen nagle zauważył łosia stojącego przy drzewie. Stał i myślał co robić. Odszedł kilka metrów do tyłu, wyciągnął krótkofalówkę i wytłumaczył, gdzie jest. Po kilku minutach ukazali się żona i kolega.

- Znalazłem. Stoi tam, - wskazując palcem powiedział szeptem , - Ja pójdę do niego. Pilnujcie, żeby jak coś...- nie skończył zdania.

Trzymając w jednej ręce karabin, a w lewej psa na smyczy poruszył się do przodu. Podszedł kilka metrów do łosia i zauważył sikorkę siedzącą na gałęzi jarzębiny i z ciekawością patrzącą na niego i psa. Odpuścił smycz. Pies pobiegł do przodu mijając łosia. Przestraszona sikorka przeleciała z jarzębiny na sosnę. Podniósł karabin i zrobił jeszcze kilka kroków. Łoś stał bez żadnego ruchu. Podszedł blisko i zobaczył, że leśny olbrzym stoi martwy opierając o pień drzewa. Kilka niedojrzałych jagód jarzębiny leżały u jego nóg. Krzyknął kolegom, że można podejść śmiało. Kiedy podeszli z dumą patrząc na żonę pogratulował jej pierwszego udanego polowania, wielkiego trofeum i klepiąc martwego łosia po plecach powiedział: „Tego mięsa wystarczy nam na dwie zimy.” Sikorka schyliwszy głowę obserwowała tę scenę, wydała cienki pisk, frunęła i zniknęła między sosnami.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Polel · dnia 18.03.2018 15:36 · Czytań: 564 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Kazjuno dnia 18.03.2018 16:43
Pewnie eksperci od językowej poprawności znajdą jakieś usterki. Znalazłem jedno zdanie, w którym brakowało przecinka. Jednak nie jestem fachowcem od literatury, a z przecinkami też bywam na bakier, więc powiem o wrażeniach.

Opowiadanie przejmujące. Do łosi czuję sympatię i chyba dlatego jeszcze bardziej przeżywałem dramaturgię "Śmierci leśnego olbrzyma".
Myślę, że Autor perfekcyjnie, albo prawie perfekcyjnie ujął temat.
Po przeczytaniu, jeszcze bardziej nienawidzę myśliwych i z jeszcze większą sympatią myślę o poczciwych łosiach.
Pozdrawiam Autora, Kj
PS. Nie obrastaj jednak Polelu w piórka. Poczekaj na komentarze krytyczne i złośliwsze, które wymuszą na Tobie doskonalenie kunsztu.
Uważam, że osobnik jak ja, który nie zasługuje na miano literackiego znawcy, nie powinien wybierać oceny. Niech zrobią to za mnie lepsi.
purpur dnia 21.03.2018 13:14
Witaj Polel,

słuchaj, wybacz, ale nie udało mi się przeczytać całości. Nie odniosę się więc do tego, do czego faktycznie odnieść się powinienem - do treści.

Niestety przechodząc przez zaledwie dwa akapity, wyłapałem moim nieudolnym okiem sporą ilość błędów - a to skutecznie mnie rozprasza i nie potrafię się skupić na tekście, tylko zaznaczam zdania...

Przeczytaj PORZĄDNIE, kilkukrotnie swój tekst. Ja naprawdę nie nie wymagam idealnej polszczyzny i super przecinkowości ( zwłaszcza, że sam z nimi mam nie po drodze ) ale...

Cytat:
Nad polem koło lasu kłębiła się mgła, kiedy na skraj lasu podjechały dwa samochody.
- las tu, las tam, moim zdaniem niepotrzebne powtórzenie.

Cytat:
Kiedy prawie wszyscy przebrali się obok samochodu
- przebierali się w zdaniu przed i przebierają się teraz - pokombinuj.

Cytat:
cała piątka poruszyła się do lasu.
-?

Cytat:
Dopóki szli wyciągnęli z osłon strzelby.
- a jak się zatrzymają to wyciągać nie mogą już? Dziwnie to brzmi.

Cytat:
- Dzisiaj masz pierwsze poważnie polowanie, - ?
- w jakim celu wstwiasz przecinek przed myślnik w dialogach? Poczytaj proszę o zasadach konstrukcji dialogu.

Cytat:
było jak odbijał łoskot dzięcioł.
- pomijajać błąd w samym zdaniu, to odbijał łoskot dzięcioł? A od kiedy do dzięcioły odbijają łoskot?

Cytat:
W lesie szli cicho by nie przestraszyć zwierząt.
- a gdzie chodzą głośno

Cytat:
Ciemno-czerwone kropelki których z białymi jeszcze boczkami spotkały się po drodze.
- cały fragment o tych nieszczęsnych jagodach brzmi strasznie :) Przeczytaj to samemu i zastanów się, czy tak to powinno brzmieć...

Cytat:
- To nie jest jak na zawodach, gdzie stoisz albo leżysz czekając na poruszający się niech nawet z wielką prędkością cel.
- na pewno gdzieś tu brakuje przecinka. No ale da się jeszcze zrozumieć to zdanie.
Ale Kolejne:

Cytat:
Można stać cały dzień jednak zwierzę nie przyjdzie, chociaż mówią,że jest ich tu wiele, - myślała ona.
- wybacz, ale to jest kompletnie sztuczne i brzmi źle... . Czy ty byś tak pomyślał?

Tutaj przerwałem czytanie.

Myślę, że wypadałoby, abyś naprawdę pochylił się nad tym tekstem. Mi osobiście bardzo źle się to czytało. Zdania trzeszczą w zębach, są nielogiczne i okropnie sztuczne. Widzę, co chciałeś osiągnąć, ale to się nie udaje.

Szczerze polecam poczytać, poczytać, poczytać i... poczytać - popatrz jak piszą inni, jak formułują zdania, jak przenoszą myśli, atmosferę na literki. I pisz, pisz, pisz! Na pewno to jest jedyna droga! Ale może zacznij od czegoś krótszego? Skup się na jednym elemencie - na otoczeniu, na sposobie zapisania "wędrówki" po jagodach :) Dopiero potem łącz elementy w opowiadanie.

Nie bierz opinii za bardzo "do siebie" - każdy z nas kiedyś zaczynał i borykał się z podobnymi problemami :) Ja nie jestem "znawcą" literatury... Jestem tylko czytelnikiem. Natomiast nigdy moimi opiniami nie kieruje złośliwość.

Natomiast uważam, że jesteś na początku, długiej, ale cudnej drogi, która zwie się pisaniem :p

Pozdrawiam,
Purpur
Polel dnia 29.03.2018 20:53
@ Kazjuno
Dzień dobry Kazjuno! Dziękuję za miły komentarz. Opowiadanie opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Powiedział mi o tym myśliwy, który polował na tego łosia, oczywiście w pięciu - dziesięciu zdaniach. Pokazał zdjęcia na komórce i na tej podstawie wpadłem na pomysł opisać tę historię. Też nie lubię, kiedy zabijają zwierzęta. Nie myślę, że jestem kimś wybitnym. Otrzymałem więcej krytycznych komentarzy, które oczywiście uwzględnię.

@purpur

Dziękuję bardzo za komentarz. Zgadzam się z pierwszymi trzema uwagami. Jednak:

1)Dopóki szli wyciągnęli z osłon strzelby.
- a jak się zatrzymają to wyciągać nie mogą już? Dziwnie to brzmi.
Oczywiście mogą wyciągnąć jak się zatrzymają, jednak robią to w ruchu. To są myśliwi. Może być takie tłumaczenie? Myślę, że może.
2) - Dzisiaj masz pierwsze poważnie polowanie, - ?
- w jakim celu wstwiasz przecinek przed myślnik w dialogach? Poczytaj proszę o zasadach konstrukcji dialogu.
Z tego, co wiem przy przekazaniu mowy niezależnej po skończeniu zdania stawia się przecinek przed słowami autora. Gdybyś był tak uprzejmy i podał mi link z zasadami jak poprawnie wydzielać mowę niezależną byłbym Ci bardzo wdzięczny.

3)było jak odbijał łoskot dzięcioł.
- pomijajać błąd w samym zdaniu, to odbijał łoskot dzięcioł? A od kiedy do dzięcioły odbijają łoskot?
Nie widzę, gdzie jest błąd w samym zdaniu? Czy nie mógłby się podpowiedzieć? Łoskot odbija dzięcioł, tak. Odbijają go pewnie kiedy chcą, może istnieje jakiś regulamin, ale nie jestem ornitologiem i tego nie wiem :(

4)W lesie szli cicho by nie przestraszyć zwierząt.
- a gdzie chodzą głośno
Głośno chodzą na przykład na defiladzie wojskowej. Myśliwi w lesie zwykle chodzą cicho, szczególnie na polowaniu.

5)Można stać cały dzień jednak zwierzę nie przyjdzie, chociaż mówią,że jest ich tu wiele, - myślała ona.
- wybacz, ale to jest kompletnie sztuczne i brzmi źle... . Czy ty byś tak pomyślał?
Właśnie tak i pomyślałem, dlatego tak napisałem. Nie widzę nic sztucznego. Jak by to brzmiało poprawnie według twojej opinii?
purpur dnia 30.03.2018 01:29
Słuchaj...

Po pierwszę bardzo cię proszę UWAŻNIE przeczytaj tekst, a następnie jeszcze raz.

To wyłapałem w pierwszym akapicie:

Cytat:
wydłużonymi przedmiotami
- nie ma czegoś takiego jak wydłużone przedmioty, no chyba, że mówimy o odbiciu w krzywym zwierciadle, lub pracy rzemieśnika przy wydłużaniu przedmiotu ( jest coś takiego w ogóle jak wydłużanie przedmiotu... może przedłużanie... ). Mogą był podłużne przedmioty, długie przedmioty itp Pomijam już kwestię, jak brzmi określenie broni za pomocą słowa przedmiot.

Cytat:
Kiedy prawie wszyscy przebrali się obok samochodu pozostała kobieta niskiego wzrostu z białymi włosami.
- powyższe zdanie jest idalnym przykładem Twoich zdań. Są one, nawet jeśli gramatycznie poprawne , i jeśli logicznie spójne ( a to nie zawsze się zdarza ) takie... no nie pasujące do niczego. Może chciałeś przekazać, że kobieta czekała, aż oni się ubiorą?No ale to dlaczego prawie wzsyscy zatem, na jednych czekałą na innych nie. I jak to pozostała, reszta rozpłynęła się. Czy oni przebierając się, odkuśtykowali od samochodów... No sam nie wiem... Nie tak powinna być opisana ta "akcja".

Cytat:
Pospiesznie poprawiając na głowie zielony kapelusz pani szybkim krokiem dogoni mężczyzn i cała piątka ruszyła w kierunku lasu.
- Pośpiesznie, chyba jakiś przecinek by się przydał, dogoni? chyba dogoniła?. Do tego - jeśli doganiała ich, to zakładam że szli, bo inazcej podeszłaby do czeakjących, czy coś w tym stylu... No ale jak szli, to jak mogli wszyscy ruszyć do lasu - przecież oni szli, to co, szli, a potem ruszyli?

Rozumiem co chcesz powiedzieć, ale nie tak powinno to być spisane.

No i nasz drogi dzięcioł :)

Cytat:
Śpiewały poranne ptaki, słychać było jak odbijał łoskot dzięcioł.
- powiedz mi, jak można odbijać łoskot? Łoskot oznacza dźwięk, jak go odbijać? Do tego potrafię sobie wymyślić opis uderzającego w drzewo dzięcioła, nie potrafię natomiast przypisać mu łoskotu... To powiedz mi drogi autorze, jak byś zapisał pracę młota pnumatycznego :p Przecież to jest niewielki ptak - jasne robi trochę hałasu, ale on gra muzykę lasu, jak można zapisać że czynił łoskot.

Cytat:
Z tego, co wiem przy przekazaniu mowy niezależnej po skończeniu zdania stawia się przecinek przed słowami autora.
- przecież opowiadasz to z pozycji obserwatora-narratora. Moim zdaniem, powinien tu być normalny dialog, albo określanie po dywizjonie, kto to poweidział. Wybacz, ale ja w życiu nie widziałem tak zapisywanego dialogu... Pierwszy raz widzę przecinki przed w tym miejscu, no przynajmniej w takiej formie...

Cytat:
W lesie szli cicho by nie przestraszyć zwierząt.
- no jasne, że w lesie, cały czas są w lesie. Konstrukcja tego zdania wskazuje, że chcesz nam przekazać wiadomość, że szli cicho, bo to że są w lesie, ciągneło się przez kilka zdań wcześniej. Albo że w lesie szli cicho, tak jakby wcześniej szli głośno, albo gdzieś indziej będą chodzić głóśno. Nie wydaje mi się, że to zdanie jest w ogóle potrzebne... No ale jak już koniecznie musi być to: Oni/grupa starała się iść cicho, strałą się zachowywać cicho, aby... itp Poza tym, przecież przed chwilą pisałeś, że coś tam fruwało i oznajmiało domownikom, była fala dźwięków, czy jakoś podobnie, czyli i tak zwierzeta widziały ich, a więc nie mogły się już bardziej spłoszyć...

Cytat:
Zielony dywan mchu miękko sprężynował pod nogami. Zaczęły dojrzewać borówki.
- z tego zdania wnioskuję, że jak szli to zaczeły dojrzewać borówki. Hę?

A dalej, o tych nieszczęsnych borówkach...

Cytat:
Ciemno-czerwone kropelki których z białymi jeszcze boczkami spotkały się po drodze.
- Kompletnie nie wiem o czym piszesz... No chociaż załóżmy, że te twoje kropelki to borówki... których ( chyba które? ) z białymi jeszcze boczkami ( to jak, ciemno-czerwone kropelki, czy kropelki z ciemno-czerwonymi z białym, a do tego boczkami - ty dalej o borówkach? Boczek borówki, a który, bo mi się wydaje, że borówka jest kolista? Boczek borówki... może skórka gdzieniegdzie, albo były nakrapiane, ale boczek? ) spotkały się po drodze. ( spotykały? Nie mam pojęcia o co Tobie tutaj chodzi. Spotykali? Oni je spotykali po drodze? - naprawdę nie wiem... )

A dalej...

Cytat:
Przeszli przez gąszcz czarnych jagód.
- dalej o borówkach? No ale jak to gąszcz? Przecież to są małe krzaczki?

a dalej...

Cytat:
One przejrzałe i opadłe leżały wprost na ziemie już trochę pomarszczone
- po pierwsze nie mam pojęcia po co to piszesz... Jak to opadłe leżące na ziemi - znaczy opadły na ziemię i leżały? Owoce nie mogą być opadłe. Do tego: opadłe leżały wprost na ziemie -??? i jeszcze: już trochę pomarszczone... Czyli tak, przejrzałe opadłe, leżące na ziemi i troszkę pomarszczone. Nie wydaje się tobie, że troszkę dużo tego.

Słuchaj, można by tak długo. Błędów jest masa, ja przeczytałem naprawdę maleńki fragment tego. Wymienione przezemnie elementy opisałem w sposób dosadny - nie widzimy się, i ciężko to słowem pisanym opisać. Naprawdę nie ma tu złośliwośći, nawet jeśli wydaję się być ostry - pisałem, jak najprościej, aby nie było "nieporozumień", o co mi właściwie chodzi, jakby :)

PROSZĘ przeczytaj to uważnie, bardzo uważnie.

Poczytaj, poczytaj innych, posłuchaj ich treści, sposobów konstrukcji zdań. Przekazywania atmosfery, otoczenia - słowo pisane różni się od słowa mówionego, a u ciebie tak nie jest.

Chyba tyle...

Pozdrawiam,
Pur
Kazjuno dnia 30.03.2018 08:56
Cieszę się, że moja mało krytyczna ocena pokrzepiła Cię na duchu.
Inaczej od Purpura czytałem tekst i rzeczywiście, będąc emocjonalnie zaangażowany w przeżywanie losu zacnego łosia, nie zwracałem uwagi na pewne usterki. Wyczuwałem, że opisujesz prawdziwe zdarzenie i mało obchodziła mnie forma, która jak to wyłapał Purpur zawierała usterki.
Mnie porwał autentyzm opisu i dalej twierdzę, że tekst był przejmujący.
Jednak wiadomo, dążymy do perfekcjonizmu, więc nie lekceważ uwag krytycznego Purpura i przetraw w nich wszystko co cenne. Obyś na tym skorzystał. Bo głaskanie jest wprawdzie też potrzebne, ale nie wymusza rozwoju.

Pozdrawiam i życzę zdrowych i miłych Świąt, w sympatycznej rodzinnej otoczce.
Kj
Polel dnia 22.04.2018 18:01
@ Kazjuno

Dziękuję Ci za wsparcie. W moim przypadku (początkującego) trzeba mieć chłodne podejście i nie być zaangażowanym emocjonalnie. Dlatego zawsze przyjemnie widzieć tak dobre komentarze, jak i krytyczne opinie. Każdy ma swoje postrzeganie i czyta tekst, widzi zdarzenia w nim opisane przez pryzmat swojego własnego doświadczenia i preferencji literackich. Również z opóźnieniem dziękuję za życzenia. Miałem bardzo intensywny tryb życia przez ostatnie trzy tygodnie i dlatego nie pojawiałem się na portalu. Dopiero dzisiaj przeczytałem wszystkie komentarze, które były napisane jeszcze trzy tygodnie temu. Pozdrawiam.

@purpur

Dziękuję za komentarze.

Wydłużone przedmioty usunąłem. Masz rację.

Co się tyczy „dogoni”, to też jest mój błąd. Poprawiłem. Jeżeli chodzi o to, czy szła czwórka mężczyzn albo stała czekając na nią uważam, że to jest kwestia postrzegania. Myślę, że to jest na tyle drobnym momentem, że będzie niepotrzebnym odwracaniem uwagi czytelnika od tego co się dzieje w opowiadaniu.

purpur napisał:
No i nasz drogi dzięcioł


Wracając do dzięcioła. Nie odbijał, tylko wybijał. Pomyliłem prefiksy. Jeżeli chodzi o opis dźwięku, który wydaje ptak, to miałem na myśli, że to jest podobnie do tego jak perkusista (dobosz) na defiladzie wojskowej przed tym jak żołnierze idą, uderza z wysoką częstotliwością dramstikami (pałeczkami) o bęben właśnie z tym chciałem porównać akcję dzięcioła.


purpur napisał:
To powiedz mi drogi autorze, jak byś zapisał pracę młota pnumatycznego


O młocie pneumatycznym powiedziałbym, że on huka albo gruchocze. Czyli wydaje dźwięk wielkiej mocy i niskiej częstotliwości, chociaż częstotliwość może zmieniać się, jednak tu chodzi bardziej o to, że dźwięk młotu jest niski. Dzięcioł wydaje zupełnie inny dźwięk. Wysokiej tonacji.

purpur napisał:
Poza tym, przecież przed chwilą pisałeś, że coś tam fruwało i oznajmiało domownikom, była fala dźwięków, czy jakoś podobnie, czyli i tak zwierzeta widziały ich, a więc nie mogły się już bardziej spłoszyć...



Myślę, że tu znowu kwestia postrzegania tekstu. Zwierzęta widziały ich, dokładniej mówiąc widziały ich ptaki, ale niestety albo na szczęście zwierzęta nie rozumieją się wzajemnie. Sojka widzi ludzi, ale powiedzieć o tym łosiowi, żeby on zrozumiał ją, nie potrafi. Dlatego myśliwi szli cicho, by nie usłyszały tego zwierzęta na które chcieli polować.

purpur napisał:
- z tego zdania wnioskuję, że jak szli to zaczeły dojrzewać borówki. Hę?


Znowu kwestia postrzegania. Jak kto widzi. Zaczęły dojrzewać borówki raczej wskazuje na określoną porę roku.

purpur napisał:
No chociaż załóżmy, że te twoje kropelki to borówki... których ( chyba które? ) z białymi jeszcze boczkami ( to jak, ciemno-czerwone kropelki, czy kropelki z ciemno-czerwonymi z białym, a do tego boczkami - ty dalej o borówkach?


O borówkach. Chciałem powiedzieć tylko to, że z powodu oświetlania ich (borówek) promieniami słońca niektóre części tych jagód dojrzewają niejednostajnie. Jedna część jest czerwona druga (te same boczki) jest jeszcze biała. Porównałem je z kropelkami, tak. Jeżeli ktoś był w lesie o tej porze od razu sobie wyobrazi.

purpur napisał:
Przeszli przez gąszcz czarnych jagód.- dalej o borówkach?



Czarne jagody to zupełnie inny gatunek jagód. Jeżeli nigdy nie widziałeś, to zostawiam linka. https://www.google.pl/search?q=jak+wygl%C4%85daj%C4%85+czarne+jagody&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwjR35zAic7aAhWrCJoKHZGLDrUQsAQIOA&biw=1366&bih=662#imgrc=XyK3wxipQMaxjM:

W każdym razie dziękuję za komentarze i znalezienie czasu by napisać tyle i z takimi szczegółami. Przeczytam jeszcze raz, ale nie zawsze potrafię zauważyć swoje błędy dlatego zamieściłem tekst, by ktoś skrytykował i taka osoba jak Ty znalazła się. Czytam innych autorów, chociaż nie zawsze mam czas. Przepraszam za spóźnienie z komentarzami, byłem trochę zajęty. I jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
wolnyduch
18/05/2022 19:04
No tak, wiem, że to przekład, ja też głownie piszę rymowane,… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:Parderdf
Wspierają nas