Gnębiciele i krzywdzeni (tytuł roboczy - marny - zmienię jak wymyślę lepszy) Rozdziały 4 i 5 - Kazjuno
Proza » Długie Opowiadania » Gnębiciele i krzywdzeni (tytuł roboczy - marny - zmienię jak wymyślę lepszy) Rozdziały 4 i 5
A A A
Od autora: O napadach band na szlacheckie i magnackie dwory oraz rezydencje galicyjskie w czasie okupacji, dawno temu opowiadała mi ś.p. Babcia. Byłem wtedy dzieckiem, za wiele nie rozumiałem. Znacznie więcej o rozbojach bandziorów, z których część otrzymała parasol ochronny od komunistów, dowiedziałem się z wykładów, badacza komunistycznych archiwów Leszka Żebrowskiego.

Jak większość Was - Autorów, jestem oczywiście zainteresowany, czy zaproponowana tu narracja historyczna, a właściwie to fabularny suplement do nauki historii jest dla Czytelników "zjadliwy" i zajmujący.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Rozdział 4  Pod moskiewską opieką

 

 

 

 

    Do roku 1944-go Jurek spotykał się ze Złotą Alą kilkanaście razy. Najczęściej przyjeżdżała do Nowego Targu i spędzali noc lub kilka dni u jej ciotki. Zdarzyło się im nocować w hotelach w Rabce i w Nowym Sączu. Jurek, po udanych akcjach rabunkowych, obdarowywał kochankę biżuterią lub drogimi precjozami. Ona przywoziła mu trudno dostępne krakowskie wędliny, czasem elegancki element ubioru w postaci jedwabnego krawata, nowej koszuli lub skarpet, a jesienią ciepłą bieliznę na zimę. Po zastrzeleniu Krwawego Bolka, prawie jednogłośnie Jurka mianowano na dowódcę bandy. Awansem chciał się pochwalić przed kochanką i na spotkanie miał przygotowaną kolię z prawdziwych pereł, otrzymaną po rozdzieleniu łupów znalezionych przy martwej ofierze małokalibrowego bębenkowca. Czekając w dorożce, zacienionej naciągniętym dachem, po drugiej stronie podjazdu do stacji kolejowej Nowy Targ, Jurek był zaniepokojony. Oddalał się fukający parą parowóz, ze stukotem kół na złączach szyn nabierały szybkości wagony odjeżdżające w stronę Zakopanego. Sprytny wyskoczył z powozu, nie mogąc dostrzec utęsknionej kochanki wśród podróżnych wychodzących z dworca. „Co się z nią stało”?
    Detale dotyczące jej aresztowania poznał dopiero po wojnie. Złotą Alę zdradził i pomógł ustalić jej miejsce zamieszkania jeden z kelnerów, z Grand Hotelu. W ten sposób kelner, który podpisał Volkslistę, chciał się przymilić do wysokiego rangą gestapowca – Oberscharführer’a – SS, ograbionego przez znaną z urody przestępczynię. Po aresztowaniu i rozprawie w Sondergericht[1] piękna krakowianka otrzymała wyrok 8-miu lat reedukacji, w obozie Auschwitz.


   Dwa lata później, już po wyzwoleniu obozu przez sowietów, na krakowskiej ulicy rozpoznała Alę jedna z oświęcimskich więźniarek. Znaną przestępczynię zaaresztowano ponownie. Okazało się, że w czasie pobytu w Oświęcimiu - Auschwitz nie tylko podjęła się haniebnej współpracy z oprawcami z SS – jako funkcyjna wykazała się wyjątkowym okrucieństwem. Postawiono jej zarzut zatłuczenia drewnianą pałką dwóch Żydówek i jednej Polki. Świadczyła też przeciw niej kobieta, która widziała jak piękna Ala udusiła jedną z ofiar własnymi rękoma. Stało się oczywiste: słynnej z urody krakowskiej przestępczyni groziła kara śmierci przez powieszenie. 

***

 

    Kilka miesięcy po zostaniu dowódcą bandy – wiosną 1944 roku – Jurek Wołczecki dowiedział się o wydanym na siebie zaocznie podwójnym wyroku śmierci. Jeden z wyroków wydała na niego Armia Krajowa, drugi, którego obawiał się bardziej, zatwierdził Ogień. Był dowódca Ludowej Straży Bezpieczeństwa i coraz głośniej było o jego roli "sprawiedliwego szeryfa" w rejonie Podhala.  Wtedy zdecydował, aby dowodzona przez niego grupa została częścią Armii Ludowej. Powodem dla którego postanowił zamienić bandę opryszków na oddział komunistycznej partyzantki był strach o własną skórę. Za rozboje i gwałty dokonane głównie przez poprzedniego dowódcę, także za zamordowanie kilku ukrywających się w lesie Żydów, AK postanowiło zlikwidować Sprytnego oraz podległych mu bandziorów. Wiedzę tę Jurek pozyskał od informatorów rozsianych w terenach przemieszczania się swojej bandy. Myśląc o obronie własnej skóry, nie bardzo dowierzał ludziom ze swojego oddziału, ponadto jeszcze jesienią 1943 roku byli marnie uzbrojeni. Grupa posiadała sześć karabinów, dziewięć sztuk broni krótkiej i jedną dubeltówkę. Gdyby nie ładowane odtylcowo mauzery, jedynym o zdolności oddawania samopowtarzalnych strzałów był pistolet vis – do niedawna własność Krwawego Bolka – pozostałe pistolety się zacinały, niektóre trzeba było za każdym strzałem przeładowywać. Kilku bandziorów uzbrojonych było w siekiery, niektórzy jedynie w bagnety.

    Oddział, można by rzec, przypominał także rekrutującą się z przestępców i galicyjskich chłopów, działającą przed stu laty, jedną z band Jakuba Szeli z czasów słynnej Rzezi Panów w 1846 roku. Jak ci przed wiekiem, część bandziorów nosiła za pasami siekiery i rzeźnickie noże, niektórzy jedynie drewniane pałki. Sto lat temu, podszczuty przez władze austriackie kryminalista Szela, w zamian za darowanie mu wieloletniego wyroku, zgodził się zostać prowodyrem chłopskiej rewolty prowadzonej na terenach Galicji, w okolicach Krakowa. Pijane, liczące najczęściej po kilkunastu chłopów bandy napadały na dwory i dopuszczały się wyjątkowych okrucieństw. Rżnięto piłami przywiązanych do stołów właścicieli ziemskich, wpychano im do gardeł potłuczone szkło, krwawo masakrowano szlachtę różnymi innymi wymyślnymi sposobami. Wówczas intrygę polityczną z Szelą uknuły władze austriackie, dążąc do likwidacji szlachty, która potajemnie we dworach przygotowywała niepodległościowe powstanie.

 
   Teraz, u schyłku kończącej się wojny, cel przyświecający namiestnikom moskiewskim był podobny: likwidować polskie patriotyczne podziemie. – Że zatrudniano do tego wyjętych spod prawa bandziorów? Nie istotne, a nawet wskazane! Armia Krajowa – siła zbrojna podziemnego państwa polskiego – wymierzała bandytom wyroki. Chroniła ludność wiejską i ziemiańskie dwory, które wspierały antyhitlerowską konspirację, przed zakusami band rabunkowych. Akowcy niejednokrotnie za popełniane zbrodnie rozstrzeliwali leśnych oprychów. Czasem, przy mniejszych przestępstwach, na oczach poszkodowanych, poddawano przestępców publicznej chłoście. Aplikowano złodziejom, na przykład, dwadzieścia pięć razów w goły tyłek karabinowym wyciorem.
   Sytuację poszukiwanych przez podziemne polskie władze, przeważnie marnie uzbrojonych band, skwapliwie wykorzystywali dowódcy partyzanckich oddziałów Armii Ludowej, sterowani przez Komintern z Moskwy.  Część rozbójników przyjmowano we własne szeregi, innym pod pewnymi warunkami dawano mundury i dozbrajano ich w sowiecką broń ze zrzutów. W zamian, dowódcy AL, działający pod dyktando Moskwy, żądali pomocy w niszczeniu środowisk kojarzonych z patriotycznymi elitami, a przede wszystkim ich zbrojnego ramienia, czyli Armii Krajowej.

***

   Na decydującą rozmowę o losie swoim i podległych sobie ludzi Sprytny umówił się z dowódcą zgrupowania AL przez jednego ze swoich informatorów. Na spotkanie udał się do górskiego szałasu pilnowanego przez dwóch aelowców uzbrojonych w pepesze. Ochroniarze dowódcy zrewidowali Jurka zapominając obmacać dołu jego nogawek. „W razie czego nie jestem całkiem bezbronny” –  pomyślał Jurek, wnosząc do pomieszczenia okopconego dymem z ogniska mini rewolwer przywiązany powyżej buta. Po pierwszej szklaneczce samogonu z patrzącym na niego podejrzliwie osobnikiem o chłopskiej twarzy, zorientował się, że będzie musiał przyjąć narzucone sobie warunki. Sama perspektywa dozbrojenia w lepszą broń swoich ludzi stwarzała większą możliwość obrony i uniknięcia wyroku śmierci.

   - Dobrze zgadzamy się, tylko niech pan powie konkretnie, czego od nas oczekujecie – niecierpliwił się Wołczecki siedząc przed zastępcą dowódcy obwodu krakowskiego, który wezwał go na rozmowę.

   - Nie jest to takie hop, siup. Poza tym jeden drobiazg, u nas nie mówimy na pan. Pany to byli przed wojną, to ciemiężyciele ludu.

   - To jak mam do niego mówić? – Jurek wykonał ruch głowy w stronę rozmówcy.

   - Chcesz w mordę? – nagle twarz aelowca, przyoblekła się w grymas nienawiści.

   - O co ci chodzi?

   - Tylko nie mów do mnie jak do służącego albo parobka, bo za coś takiego to w zęby.

   - To jak mam do ciebie mówić?

   - Już lepiej tak jak mówisz. Albo: obywatelu kapitanie, bo gdybyś był komunistą, to mógłbyś mówić - towarzyszu, towarzyszu kapitanie.

   Na chwilę zapadła cisza, zakłócana świstem wiatru przenikającego przez szpary między belkami drewnianych ścian.

   - Jesteś dowódcą. No nie? – aelowiec spojrzał na Jurka. –To jak na razie musisz przejść szkolenie ideologiczne.

   - Ja się zgadzam z komunizmem. Wsiem po równo i takie tam: fabryki dla robotników, ziemia dla chłopów. No i inne, też dobre rzeczy dla ludu pracującego.

   - Skąd ty to wiesz?

   - Był u nas taki Żyd, co siedział w Berezie Kartuskiej, to taki ciężki więzień dla najgroźniejszych bandziorów i dla komunistów. On nam mówił, że Polskę powinno się przyłączyć do Związku Radzieckiego, że tam jest sprawiedliwość społeczna i ludzie żyją szczęśliwie. Mówił też o dobroci Józefa Stalina, też coś o Leninie i jakimś Marksie.

   - Co, ten Żyd już z wami nie jest?  Widać nie mało was nauczył.

   - On był zastępcą dowódcy, ale nasz poprzedni szef poderżnął mu gardło.

   - A jak wyście zostali dowódcą?

   - Zabiłem dowódcę, był bandziorem i mordercą. Podziurawiłem mu mordę z leworweru.

   - To zmienia postać rzeczy – z namysłem powiedział kapitan AL

   Przyglądnął się wnikliwie Wołczeckiemu.

  - Widać macie należyte przygotowanie ideowe. Mogę wam dać stopień podporucznika, ale broń otrzymacie później. Najpierw musimy sprawdzić czy wasi ludzie mają jak wy pojęcie, że Józef Stalin to dobroczyńca ludzkości. 

*** 

   - No, chłopcy, prezentujecie się jak prawdziwe wojsko – zachwycił się Jurek „partyzantami” ustawionymi w dwuszeregu, nazajutrz po otrzymaniu mundurów i broni.

   Sześciu „żołnierzy” otrzymało nowe radzieckie pistolety maszynowe - pepesze. Dostali je ci najlepiej obeznani z bronią. Przydzielono im jeszcze skrzynkę z ręcznymi granatami zaczepnymi RG42 i obronnymi F1. Aby nauczyć się nimi posługiwać Sprytny zarządził specjalne trwające dwa dni ćwiczenia.   

   Niedługo po otrzymaniu prawie kompletnych mundurów, w czasie zbiórki, jednego z bandziorów zaciekawiła czapka rogatywka, którą zdjął z głowy i się jej przyglądał.

   - Dowódco, coś musimy zrobić z tymi orzełkami. Najlepiej je poodrywać i wyrzucić.

   Sprytny podszedł do uzbrojonego w pepeszę nożownika i sięgnął po jego czapkę.

   - Nie podobają ci się? Bo ja wiem – przyglądał się Wołczecki czapce.

   - Te orzełki jakieś dziwne, przypominają wrony, poza tym nie mają koron. Przecież mamy być polskim wojskiem, no nie?

   - Chyba masz rację – zastanawiał się dowódca. – Dobra, wszyscy odrywamy te wrony. Zwłaszcza, że dostałem cynk, że ci z AK wycofali się z rejonu. A my bierzemy się za wielkopańskie dwory, łatwiej  będzie się je zajmowało udając akowców.

 

 

 

 

 

Rozdział  5  Upadek Zakliczyna

 
   Po raz drugi Amelia Scypio na wyjazd do Zakliczyna zdecydowała się po otrzymaniu serdecznej kartki od przyjaciółki wiosną następnego roku. Aż poczuła w lędźwiach erotyczne podniecenie po przeczytaniu drobnych liter dopisku. Pozdrawia Cię syn właścicieli sąsiedniego majątku. Młodej wdowie  zrobiło się gorąco. „Przecież chorąży Andrzej Kruk to prawie chłopiec – mogłabym być jego matką – co o mnie pomyśli starsza pani Waszkiewiczowa, co kuzynki Krysi”?
   Był początek maja, w parku przy zakliczyńskim dworze szumiały pokrywające się świeżą zielenią potężne dwustuletnie dęby, cisy i klony. Pachniała budząca się przyroda tego przedostatniego roku drugiej wojny światowej. Amelia czuła się odurzona tchnieniami wiosny. Spacerując samotnie po parku nie myślała o młodziutkim wojskowym, którego zresztą wbrew zapowiedzi przyjaciółki, akuratnie nie zastała. Na docierające od brata, słuchającego regularnie Radia Londyn wiadomości reagowała z narastającym lękiem. Ogromna armia Stalina rozbijała na wschodzie wojska hitlerowskie.  Była w pełni świadoma, że kończąca się wojna przyniesie następną okupację. Polską zaczną rządzić mordercy jej męża. Z opowieści starszych osób, które przeżyły sowiecką rewolucję, także z relacji szwagra Wielołomskiego, który walczył z bolszewikami w roku 1920-tym, wiedziała o grabieżach, o gwałtach dokonywanych przez brudnych i śmierdzących żołdaków, o podpaleniach i rekwirowaniu nieruchomości. „Nie dość, że zabili mi męża, mogą mi zabrać „dziecko”? – pomyślała o warszawskiej willi. Nie raz ogarniał ją lęk na myśl o nadchodzącej nowej niewoli ze strony okupanta zbliżającego się od wschodu.
 
   Po raz pierwszy z forpocztą nadchodzących zmian zetknęła się nazajutrz po przyjeździe do dworu w Zakliczynie. Z mocnego snu wyrwał Amelię głośny hałas. „Co to było”?
   Za chwilę rozległ się trzask, jakby ktoś upuścił na posadzkę porcelanową wazę pełną zupy. Zarzuciła w pośpiechu wiszący koło łóżka szlafrok i po opuszczeniu pokoju dobiegła do schodów „Pojawił się Andrzej”? – pomyślała o dwudziestoletnim chorążym. W holu zobaczyła odzianych w wojskowe mundury przeważnie młodych mężczyzn.
 
   - Patrzta jaka fajna kobitka – odezwał się żołnierz równie młody jak chorąży Kruk.
   „Zapewne oficer” – pomyślała Amelia patrząc na Sprytnego – Jerzego Wołczeckiego.
   Przybysze wydawali się partyzantami jak ci, których poznała w jesieni, a wygłaszający nieco prostacki komplement żołnierz, dzięki zawieszonej na szyi lornetce sprawiał wrażenie dowódcy.  
   - Czy w pana oddziale służy chorąży Wilk? – zapytała Amelia, jeszcze nie w pełni obudzona ze snu.
   Stojący obok wojskowego z lornetką, brodaty żołnierz pochylił się nad domniemanym dowódcą i zamruczał coś basem. Amelia wprawdzie nie była znawczynią broni, zauważyła jednak, że zgromadzeni w parterowym korytarzu partyzanci byli uzbrojeni w niewidziane nigdy przedtem automaty z drewnianymi kolbami i okrągłymi bębnami magazynków pod osłonami luf, które miały duże powycinane otwory. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach potu i zgnilizny. Senność ustąpiła na rzecz ogarniającego ją lęku, zaczęła drżeć. „Co to za jedni”?!
   - Prosimy, prosimy, szanowną jaśnie panią – ów wojskowy z zawieszoną lornetką, modulowanym, wskazującym na salonowe obycie głosem, zapraszał Amelię by zeszła. Otworzył drzwi do rozświetlonego pomieszczenia, zwanego bawialnią, gdzie przyjmowano gości. Wykonał szarmancki gest jak właściciel luksusowej restauracji zachęcający do zajęcia miejsc dystyngowanym gościom. Spostrzeżenie, że elegancja ruchów młodzieńca z lornetką zdawała się zdradzać człowieka, który przeszedł solidną lekcję dobrych manier – jednak wychowanego w szacowanej rodzinie – na chwilę uspokoiło wdowę po włoskim arystokrację. Schodząc ze schodów zdziwiła się, co tak połyskuje na ręce brodatego grubasa, obciągniętej ciemną rękawiczką. Dochodząc do otwartych drzwi zamarła z przerażenia. To nie rękawiczka! Wierzchnia część dłoni mężczyzny, o wyglądzie typa z pod ciemnej gwiazdy, była granatowa od pokrywającego ją tatuażu. Na dodatek na jego palcach połyskiwało złoto, co najmniej pięciu pierścionków. „To jakaś banda oprychów”! – przeraziła się. Z drzwi bawialni usłyszała głos jakby kogoś duszono. Na jakiekolwiek przeciwdziałanie było za późno. Poczuła mocne pchnięcie w plecy i znalazła się w salonie. Przyjaciółkę Krysię ujrzała siedzącą z zakneblowanymi ustami i przywiązaną do fotela. Pod ścianą obróceni do muru twarzami z rękami założonymi na karkach klęczeli zarządca majątku i lokaj Feliks.
   - Gadajcie, gdzie trzymacie złoto! – ryknął wchodzący za młodym hersztem z lornetką, masywnie zbudowany brodacz.
   Żeby wzmocnić nakaz, wyrwał zza pasa bębenkowy rewolwer, wymierzył w fajansową wazę wypełnioną  kwiatami bzu. Rozległ się ogłuszający huk. Jeden z odłamków glinianej wazy, która rozprysła się na drobne kawałki jak uderzona rozpędzonym młotkiem choinkowa bombka, trafił Krystynę w policzek. Na jej twarzy pojawiła się krew.
   - Czemu ona jest związana? Niech pan coś powie swoim ludziom – Amelia zwróciła się rozpaczliwie do przystojnego dowódcy z lornetką.
   Sprytny, któremu najwyraźniej pochlebiło potraktowanie go jako kogoś ważnego, wydał komendę.
   - Rozwiązać ją – warknął w stronę brodatego grubasa i dwóch zbirów zajętych wyciąganiem z kredensu nalewek i markowych butelek z winem i ich kosztowaniem.
   Do wyjętych z kredensu butelek zbliżył się Sprytny.
   - Wypadałoby spróbować czym się raczą jaśnie państwo – powiedział wyjmując kryształowy korek z karafki z nalewką i napełniając sporą szklankę.
   Wypił więcej niż pół zawartości i podał resztę brodaczowi. Gruby brodacz zignorował gest herszta i sięgnął do karafki, wyjął szklany korek i pociągnął kilkanaście łyków. Dowódca z lornetką musiał rzeczywiście cieszyć się szacunkiem, bo jeden z próbujących wino, po schowaniu kolejnej flaszki do plecaka, zajął się rozsupływaniem przyjaciółki Amelii. Krystyna, gdy rozwiązujący ją napastnik, przy okazji zaczął dotykać namolnie jej biustu, w momencie kiedy uwolniła dłoń, wykonała zamach i zdzieliła partyzanta dwa razy w twarz.
   - Daj jej też w mordę – brodaty zastępca Sprytnego nakazał spoliczkowanemu partyzantowi, który stał niezdecydowany. – Co sobie myślicie gnębiciele ludu. Zbliża się koniec waszych przywilejów i luksusów – powiedział zastępca Sprytnego i zbliżył się do stojących na kredensie butelek. Sięgnął ponownie do karafki i pociągnął kilkanaście łyków.
   - No! – ryknął po otarciu ust rękawem. – Ty! – zadał kopniaka lokajowi w plecy. – Biegiem zapierdalaj po tych Żydków, co się wam wypłacają złotem!
   Brodacz kiwnął palcem na jednego z dwóch podkomendnych, którzy wsunęli się do bawialni i zazdrośnie spoglądali na tych kosztujących alkohol.
   - Lis, bierz Smarka i służącego – wskazał szturchnięciem butem lokaja – i przeszukajcie strych, piwnicę i zabudowania gospodarcze. Bo jak nie wydacie tych Żydziorów, to was tu usmażymy w ogniu.
 
   Donos o ukrywanych we dworze Żydach, przekazany dowódcy oddziału, musiał pochodzić od folwarcznego parobka Gwizdały. Od paru lat chodziły pogłoski, że jego bracia - przedwojenni kryminaliści – grasowali w bandzie żyjącej z rozbojów. Szczęśliwie, bogata rodzina żydowska przed wojną zaprzyjaźniona z Waszkiewiczami, została w porę ostrzeżona.  Lokaj Feliks, po zejściu ze schodów, oświetlając suterynę karbidową latarką, pokazał partyzantom z AL jedynie, pustą kryjówkę. Mieściła się w obszernej piwnicy pod budynkiem stajennym oraz złączoną z nim częścią gospodarczą. Mimo piwnicznej wilgoci jeszcze dawał się tu wyczuć zapach perfum.
   - Ale nasze szefy się tera wnerwiom. Koło nosa przeszły takie pieniądze... Ponoć te Żydy to byli Roznery, najbogatsze Żydziory z Nowego Sącza. Spali na futrach i mieli złoto z brylantami – odezwał się do lokaja Feliksa aelowiec Lis. - Ktoś dał im cynk,  może nawet sam Gwizdała. Może nie ufał braciom, zorientował się, że prędzej dostanie zapłatę za ostrzeżenie od Roznerów, niż drogie fanty od swoich braci, czy naszych kamandirów.
   Lokaj z respektem odsunął lufę pepeszy, która bezwładnie się kolebiąc na ramieniu Smarka szturchała go w plecy. – Faktycznie, Gwizdały tu nikt nie widział od wyjazdu tej żydowskiej rodziny.
   Służący Waszkiewiczów domyślał się jaki los spotkałby Roznerów, gdyby dopadła ich ta podejrzana partyzantka. Ponad pół roku wcześniej mieszkańców Zakliczyna poraziła relacja zbieraczy grzybów o znalezieniu zwłok kilkunastu nagich Żydów zabitych i ograbionych z wszystkiego przez bandę grasującą ostatnio w okolicy. Nie trudno było się domyślić, że towarzyszący mu teraz Lis ze Smarkiem, mogli być tymi, którzy zastrzelili, a następnie złupili i przykryli gałęziami znalezione przez grzybiarzy ofiary.
 
   Na wieść o zniknięciu ukrywających się Żydów, zarówno gruby brodacz jak i młody dowódca wpadli we wściekłość.
   - Na kolana hrabiny, wy kurwy jedne! – ryknął brodacz, ponownie zza pasa wyjmując rosyjski rewolwer nagant.
   Amelia i Krystyna były przerażone. Rozjuszony alkoholem bandzior sprawiał wrażenie jakby chciał dokonać egzekucji. Pierwsza uklękła Krystyna.
   - Ty na co czekasz? – brodaty grubas gwałtownie zbliżył się do stojącej Amelii, złapał ją za włosy i nie przejmując się jej piskiem pociągnął ją w stronę podłogi.
   - Zostaw ją. Ja się za nią biorę – nie znoszącym sprzeciwu głosem wtrącił się Sprytny. – Ta też jest niezła i musi mieć parę świecidełek – pokazał lufą zawieszonej na karku pepeszy klęczącą przyjaciółkę Amelii. – A wy na co czekacie? – spojrzał na łakomie patrzących w stronę pozostawionych na kredensie butelek z trunkami. – Bierzta parę flaszek i brać się do roboty.
   - I co, towarzyszu dowódco? – zapytał partyzant, który prawie podbiegł  do kredensu z alkoholem, poderwał butelkę wódki i przyssał się do jej szyjki. Pociągnął parę łyków i zwrócił się do herszta. – Też będziemy mogli podupczyć te obszarniczki?
   - Najpierw załadujcie furmanki, znacie rozkazy, bierzemy wszystko – zaznaczył herszt dobitnie i groźnie spojrzał na swoich ludzi. Pamiętacie, nie zostawiamy nawet pół skarpetki, jednej poduszki, ani śrubki, łyżeczki, czy gwoździa. Dopiero potem, jak wszystko sprawdzimy, możecie się wziąć za służące, kucharki i inne folwarczne dziewki.
 
***
 
   Wspomnienie doznanego gwałtu nie stanowiłoby dla Amelii takiego szoku jaki dla normalnych kobiet sprawia przemoc seksualna. Wątpliwe nawet czy jej intymne zbliżenie z dowódcą bandy AL wypełniło znamiona gwałtu. Z męskimi zakusami na swoje wdzięki miała do czynienia właściwie od wczesnej młodości. Za mąż, za włoskiego arystokratę wyszła jako doświadczona nie jednym damsko męskim kontaktem dwudziestoośmioletnia kobieta. Okres od rozstania się z Janem Scipio Del Campo, od początku września 1939-go do wiosny 1944-go, stanowił dla niej okres długiej płciowej abstynencji.  Proporcjonalnie zbudowany, młody przedwojenny kryminalista – dowódca rabunkowego oddziału AL – początkowo, zanim nie zorientowała się, kim jest, Amelii się podobał. Od chwili, gdy obudzona w środku nocy ujrzała go wraz z partyzantami i zorientowała się, że przypadła mu do gustu, poczuła się przez to bezpieczniej. Gdy okazało się kim byli przybysze, przyszło jej do głowy, aby ratować skórę zdobywając przychylność herszta. Widziała jego gesty, którymi próbował ją przekonać, że jest człowiekiem z towarzyską ogładą, podjęła grę.
   - Pan jest tu jedynym człowiekiem na pewnym poziomie. Czemu pan pozwala tak traktować kobietę – oburzyła się, gdy brodaty grubas trzymając za włosy klęczącą Krystynę, wpychał jej do ust szyjkę butelki z wódką, nakłaniając ją do picia.
   - Nie no, daj mi ją – brodaty tęgoszczak zwrócił się do Sprytnego, puszczając włosy dziedziczki i doskakując do Amelii.
   Zamachnął się zaciśniętym kułakiem na wdowę po włoskim arystokrację, lecz jego pięść chwycił dowódca.
   - Szefuniu, proszę – rozjuszony alkoholem brodacz błagając przyklęknął na kolano. – Ja się pierwszy zajmę tym pyskatym kurwiszonem. Tylko raz tej obszarniczce zajebię i zobaczysz: jak na komendę będzie obciągać druta połowie towarzyszy.
   - Proszę ze mną – dowódca sięgnął po karafkę z resztą nalewki i ignorując prośbę pijanego już zastępcy, pociągnął Amelię w stronę korytarza.
 
    Nazajutrz, poczucie klęski moralnej z powodu przeżycia gwałtu dotyczyło prawie wszystkich kobiet, za wyjątkiem blisko osiemdziesięcioletniej pani starszej. Jedyną osobą, która potraktowana została w miarę godnie była Amelia. Na twarzach reszty kobiet, widać było ślady pobić: siniaki, porozbijane usta i obrzękłe po brutalnych uderzeniach nosy. Niektóre zmuszono do odbycia po kilka stosunków płciowych, bowiem Krystyna, jej dwie kuzynki i cztery służące musiały zaspokoić chucie blisko dwudziestu podnieconych alkoholem napastników i to powtarzając stosunki płciowe z niektórymi parokrotnie.
   Na Amelii także dowódca „partyzantów” wymusił parę intymnych zbliżeń. W przeciwieństwie do brutalnie potraktowanych zgwałconych, obchodził się z partnerką lepiej. Dowódca, zamknął się z nią na klucz w pokoju i zapewnił azyl przed żądnymi cielesnych uciech podwładnymi. Zachowywał się delikatnie, prawie jak dżentelmen jedynie nakłaniając do spożycia może trochę nadmiernej ilości nalewki. Wreszcie użył groźnej perswazji i delikatnych pieszczot. Nakłonił Amelię do zdjęcia szlafroka i nocnej koszuli.

    Tej nocy kilkukrotnie przeżywała orgazm. Nazajutrz, zaspokojoną seksualnie wdowę po bardzo długiej płciowej absencji, obudziły wpadające przez okno ostre słoneczne promienie. Czując jeszcze oganiającą ciało zmysłową rozkosz, sięgnęła pod poduszkę. „Boże”! – budząc się wyskoczyła z łóżka.

    - Gdzie moja torebka? – jęknęła.

    Wraz z kochankiem i elegancką torebką zniknęła biżuteria i kilka ważnych dokumentów.

 


 
[1].

Sąd doraźny.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 27.03.2018 18:37 · Czytań: 1632 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 14
Komentarze
allaska dnia 27.03.2018 19:29
Przeczytałam rozdział czwarty. Typowa męska, dobra proza. Dobrze się czyta, miałam tylko w pewnych momentach wątpliwości, ale to moja wina, bo nie czytałam wcześniejszych odcinków :(
generalnie nie lubię komentować prozy, wolę wiersze :)
serdeczności :)
Kazjuno dnia 27.03.2018 22:00
Dziękuję Allasko za przeczytanie i pozytywną ocenę. Zachęcam Cię do przeczytania rozdziału piątego. Tam stworzyłem męskie spojrzenie z perspektywy kobiecej.
Jako dzieciak podsłuchiwałem rozmowy Babci z ciotkami, Kobiety wspominały o jakichś strasznych przeżyciach w dworach galicyjskich. Nie wszystko rozumiałem, mogę przysiąc, że padło słowo gwałt, którego nie wiązałem wówczas z seksem.
Więc jako dorosły autor wcieliłem się w rolę Amelii i pociągnąłem opis z jej perspektywy. No i byłbym ciekaw, czy zdaniem czytelniczki - kobiety dokonałem w miarę poprawnego opisu.
Serdeczne Pozdrówka, Kj
Usunięty dnia 28.03.2018 10:40
Hej, Kazjuno,

Dobrze się to czyta, tylko interpunkcja nie jest najlepsza. Sam nie jestem specjalistą, ale na początek:
Cytat:
Zda­rzy­ło się im no­co­wać w ho­te­lach, w Rabce i, w Nowym Sączu.

Tu jest błąd interpunkcyjny. Po hotelach nie powinno być przecinka, gdyż nie wymieniasz miejsc: w hotelach, w Rabce - tylko precyzujesz, gdzie to było. A w związku z tym nie powinno być też, tak mi się wydaje, drugiego przecinka.
Następny:
Cytat:
Jurek, po uda­nych ak­cjach ra­bun­ko­wych ob­da­ro­wy­wał ko­chan­kę bi­żu­te­rią lub dro­gi­mi pre­cjo­za­mi.

Tu, dając przecinek, traktujesz słowa: po udanych akcjach rabunkowych - jako wtrącenie, ale w tym wypadku po tym wtrąceniu też powinien być przecinek. Czyli albo bez przecinka, albo: Jurek, po udanych akcjach rabunkowych, obdarowywał....
Tak, jak mówię - nie jestem fachowcem od interpunkcji, więc nie jestem w stu procentach pewien, czy tak powinno być, ale tak mi się wydaje. Może ktoś to potwierdzi albo zaprzeczy? Oczywiście błędów interpunkcji jest o wiele więcej, ale nie czuję się na tyle fachowy, aby to poprawiać.
I jeszcze coś mi nie pasuje, i tego też nie jestem pewien, bo nie jestem specjalistą od broni. Ale... Jak wyczytałem z Wikipedii: Pistolet działał na zasadzie krótkiego odrzutu lufy i zasilany był z niewymiennego magazynka, umieszczonego przed spustem...
A u Ciebie jest:
Cytat:
Gdyby nie ła­do­wa­ne od­tyl­co­wo mau­ze­ry,

Chodziło Ci o ten pistolet?

A poza tym to bardzo dobra proza. Może znajdziesz kogoś, kto Ci powie więcej o interpunkcji.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 28.03.2018 12:24
Bardzo, Antosiu, dziękuję zarówno za celne wskazania co do interpunkcji, jak i krzepiące komplementy.
(Pewnie w powyższym zdaniu też się poślizgnąłm na przecinkach).
Wyjaśnienie:
"Gdyby nie ładowane odtylcowo mauzery" - To chodzi o wojskowe karabiny typu Mauser (polskie produkowane na licencji w farbryce Łucznik i niemieckie na wyposażeniu żołnierzy niemieckich). Karabiny były pięciostrzałowe, repetowane ręcznie po oddaniu strzału. Po wystrzeleniu pięciu naboi wkładało się do magazynka tak zwaną łódkę z pięcioma nabojami z ładownicy, którą żołnierze nosili przy pasach.
Usunięty dnia 28.03.2018 19:48
Kazjuno,
Poczytałem na temat broni odtylcowej i masz rację, mauzer taki był. Tyle, że w czasie II Wojny Światowej wszystkie były odtylcowe i nie wiem, czy jest sens zaznaczania tego. Ale to moje zdanie subiektywne.
Pozdrawiam
Kazjuno dnia 28.03.2018 20:29
O nie! Cała armia amerykańska miała karabiny samopowtarzalne. Większe M1 Grant na amunicję karabinową oraz karabinki na pocisk pośredni typu niemiecki STG44 i później ruski AK47 (Kałach). Pod koniec wojny Niemcy też obok STG44 wprowadzali karabiny samopowtarzalne na normalną amunicję. Ale masz rację, broń samopowtarzalna nie była bardzo powszechna. Dopiero rozpowszechniły ją kontygenty US Army. Protoplastą Kałacha - działającym na tej samej zasadzie co Kałach (rura gazów powrotnych) był wspomniany STG44 - czyli broń, w którą wyposarzeni byli obok broni sowieckiej partyzanci Ognia. Ja tu w powieści piszę jej pełną nazwę - Sturmgewehr.
Masz chyba rację, że przesadą z mojej strony jest kładzenie nacisku na te detale.
Usunięty dnia 28.03.2018 22:17
Tak, jak pisałem, nie znam się na broni i coś pokręciłem. Tylko czytając, jakoś to ukłuło. Ale to może tylko mój odbiór? A powieści mają to do siebie, że w szczegółach tkwi diabeł, więc niech ktoś się jeszcze wypowie, czy warto to zostawić. A może to pierdoła i się czepiam? :) Na pewno pierdoła...

Pozdrawiam
Ania_Basnik dnia 29.03.2018 10:31
Dobrze się to czyta. Ale mam wrażenie, że ciągle się śpieszysz, zbyt mało jest refleksji, przemyśleń, zatrzymania nad chwilą. Narratorem jest i Jurek i Amelia, ale patrzą na wszystko jakby innymi oczami, z dystansu. Takie mam wrażenie...
W zdaniach niektórych można by coś ulepszyć, np.:
Cytat:
Jeden z wy­ro­ków wy­da­ła na niego Armia Kra­jo­wa, drugi, któ­re­go oba­wiał się jesz­cze bar­dziej, za­twier­dził coraz gło­śniej­szy w re­jo­nie Pod­ha­la Ogień – do­wód­ca Lu­do­wej Stra­ży Bez­pie­czeń­stwa. 
Kazjuno dnia 29.03.2018 11:57
Bardzo to miłe Aniu, że mnie odwiedziłaś. Rozważę sprawę pośpiechu i braku refleksji. Przypuszczam, że to ważna Twoja refleksja.
Trochę nie rozumiem poniższego cytatu.
Cytat:
Narratorem jest i Jurek i Amelia, ale patrzą na wszystko jakby innymi oczami

Oczywiste jest, że zarówno Amelia jak i Jurek to ludzie z innych światów i ich perspektywy są zupełnie inne. Zastanawia mnie dopowiedzenie
Cytat:
z dystansu
. Każda perspektywa jest z jakiegoś dystansu - wybacz, że myśląc o perspektywie traktuję to określenie jako ktoś zjmujący się też rysowaniem.
Postaram się Aniu zmienić, może rozbić na dwa, zacytowane przez Ciebie zdanie.
Dziękuję jeszcze raz Aniu.
Życzę Ci zdrowych Świąt Wielkanocnych w miłej rodzinnej atmosferze.

PS. Nie zignorowałem Twojej uwagi dotyczącej kamuflażu złodzieja na krakowskim dworcu. Pomyślałem sobie, że przedmiot "Maskowanie - Kamuflaż", mógł być istotny w programie nauczania, w szkole złodziejskiej. Zacząłem więc szukać w internecie tego typu zagadnień. Znlazłem tego typu edukację w szkołach wywiadu KGB, GRU. Na przykład żołnierze Specnazu uczeni są jak na aktorskich kursach - udawania starszych osób przez garbienie się i kalek - co ułatwia im opuszczanie zagrożonych miejsc po dokonanych zamachach, nagrywanych przez monitoring np. lub obserwowanych przez snajperów. No i żadnen z tych kagiebeckich pomysłów nie pasuje mi do sceny na dworcu. Wspomniałaś o nie rzucających się w oczy kolorach ubrań, to spróbuję dopisać.
Ania_Basnik dnia 29.03.2018 12:04
Właśnie liczyłam na to, że wprawdzie nie będzie już "doliniarzem", ale wykorzysta umiejętności ze szkoły lwowskiej. A tu nie ma nic na ten temat w następnych częściach. Tylko narrator o tym wie.
Amelia patrzy z dystansu - czyli nie ma jej w tej relacji, jej myśli, są myślami kogoś z zewnątrz...
Ps. Dziękuje za piękne życzenia. Tobie również życzę serdecznych, ciepłych świat w rodzinnym gronie :)

Cytat:
Za­spo­ko­jo­na sek­su­al­nie po bar­dzo dłu­giej płcio­wej ab­sen­cji, w skry­to­ści ducha może i mia­ła­by nie­złe sa­mo­po­czu­cie, gdyby nie stwier­dzi­ła rano, że wraz z ko­chan­kiem znik­nę­ła jej bi­żu­te­ria z ele­ganc­ką to­reb­ką, w któ­rej trzy­ma­ła kilka waż­nych do­ku­men­tów.


Cieszę się, że drążysz temat kamuflażu. To jest bardzo ciekawe. Ludzie tak łatwo wierzą temu co widzą, lub co im się wydaje
Kazjuno dnia 29.03.2018 14:50
Spokojnie Aniu, rzeczywiście na razie za wiele o profitach z kryminalnej przeszłości Jurka nie ma. Ale masz za sobą dopiero 5-ty rozdział. Jeszcze nie wiesz, co się będzie działo?
Muszę Ci wyznać, że wprawdzie zmyślam młodość Jurka, aczkolwiek spotkałem się z osobnikiem, który zainspirował mnie do budowania tej postaci.
Byłem filmowcem i jako asystent przedwcześnie zmarłego znanego reżysera Wojtka Wiszniewskiego, zetknąłem się z niezwykle elegancko ubranym, przystojnym starszym panem o wodnistych oczach zawodowego mordercy. To był oficer w randze pułkownika MSW - dział wywiadu na kraje natowskie, zajmujący stanowisko na szczeblu ministerskim w PRL. To co tu przeczytałaś, to wymyślone opowiastki o jego młodości. Właśnie jemu, w dalszych rozdziałach przypiszę najdonoślejszą zasługę dla ubeków z wojewódctwa krakowskiego w latach 1946/47. Gdybyś wytężyła umysł powinnaś się domyśleć, co było największą zagwózdką, albo wrzodem na łbach moskiewskich namiestników w tym czasie, w południowo wschodniej Polsce.

Ale się nie wysilaj, treść natępnych rozdziałów przeprowadzi Cię przez tą zgadywankę jak po sznureczku. Ów przystojny starszy pan, szycha wywiadu PRL, którego spotkałem osobiście, najprawopodobniej doprowadził do przedwczesnej śmierci wybitnie utalentowanego reżysera filmowego, któego byłem prawą ręką. (Sam też popełniłem jakieś tam krótkometrażowe filmiki).

To kolejne zdanie o zadowoleniu z płciowego aktu Amelii z Jurkiem, rozbiję na dwa mniejsze.

Serdeczne pozdrówka, Kj
purpur dnia 06.04.2018 12:13
No i ja odwiedziłem kolejne przygody bandy i Wandy, znaczy Amelii :p

Większych uwag nie mam, poza tymi, które już zdążyłeś wyczytać w poprzednich moich narzekaniach :)

I tak, jest stanowczo za szybko. I nie, wtrącenia historyczne są jak najbardziej w porządku, do tego usadowiłeś swoich bohaterów niemalże w ich ogniu, a to bardzo podności realność opowieści i nadeje jej smaku.

Cytat:
a jesienią ciepłą bieliznę na zimę. Po zastrzeleniu Krwawego Bolka,
- Pierwszy akapit dla mnie na siłę. Aby tylko móc jak najszybciej przeskoczyć do dalszej treści :) Ale to już było...

Cytat:
leworweru.
- może to"gwara", ale czy nie powinno być rewolweru?

Cytat:
Biegiem zapie...laj po
- echem, a czy ja jestem w paśmie bajek w porannej telewizji? Dlaczego wykropkowane? Swoją drogą nie widzisz problemu z opisywaniem zabijania, mordowania, wkładania szkła w gardła ludzi, gwałtom itp itd, a "przestarszyłeś" się jednego słowa: zapierdalać? Czy to ciuńkę nie dziwne :p Do tego 100 lat temu, słowo zapierdalać chyba nie istaniało :p

Kolejene ciekawe części!

Pozdrawiam,
Pur
Kazjuno dnia 07.04.2018 15:12
Witam, witam, szanownego Purpura, ciekawego prozaika! Twoje odwiedziny bardzo mnie ucieszyły.

Oczywiście natychmiast skorzystałem z Twoich porad i dokonałem zmian zarówno w tekście, który przeczytałeś oraz naniosłem te same poprawki do materiałów przygotowywanych do wydania powieści.
Co do jednej uwagi mam wątpliwości. Celowo zamiast rewolwer napisałem LEWORWER. Jurek Sprytny - mój bohater - nie od parady ma ksywę Sprytny, czytelnik zobaczy to w dalszych etapach jego ubeckiej kariery.
W górskim szałasie pertraktuje z pochodzącym, z ludu, prymitywnym partyzantem AL. Toczy grę o nie byle jaką stawkę - o życie własne i podległych mu kryminalistów. Po pierwszej wymianie słów, wie kto przed nim siedzi, jednocześnie zdając sobie sprawę, jak wiele od pertraktacji zależy. Więc mimo, że potrafi się posługiwać poprawną polszczyzną, używa chłopskich - gwarowych terminów. (Może powinienem w tekście to wyjaśnić?)

Jeszcze raz dzięki Purpurze za odwiedziny, serdecznie pozdrawiam, Kj

PS Jestem pewien, że słowo "zapierdalać" istniało i to dużo wcześniej.
purpur dnia 09.04.2018 09:57
Cytat:
Celowo zamiast rewolwer napisałem LEWORWER.
- jasne, tak jak wspominałem, mogłem tego nie zrozumieć :) Jeśli faktycznie jest to "gwarą" to oczywiście nic zmieniać nie należy.

PS Również bardzo możliwe :p Tak jak pisałem wcześniej - to tylko sugestie, ty wybierz sobie, co akurat pasuje do Twojego koszyczka.

Również pozdrawiam,
Pur
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
wolnyduch
26/05/2022 20:47
Gratuluję wyróżnienia. Dobrze, że nie tylko surrealistyczna… »
wolnyduch
26/05/2022 20:07
Muszę przyznać, że dobrze wychodzi to zbieranie słów, a… »
wolnyduch
26/05/2022 20:00
Tak, też myślę, że mnogość interpretacji to plus dla… »
wolnyduch
26/05/2022 19:53
Rozumiem i gratuluję drugiego tomiku. Pozdrawiam serdecznie… »
Kobra
26/05/2022 18:54
Bardzo dziękuję Wolnyduchu! Tak, miałam fazę wspomnień. Taki… »
Florian Konrad
26/05/2022 16:23
Dziękuję i również serdecznie pozdrawiam! »
Zdzislaw
26/05/2022 15:48
Brytka - pozdrówka :) FrancodeBies, i o to chodziło :)»
KatarzynaKoziorowska
26/05/2022 14:55
Wolnyduchu, dziękuję Ci bardzo za wyczerpujący komentarz.… »
FrancodeBies
26/05/2022 14:36
Dobry tekst! Trafił w moje gusta. Pozdrawiam serdecznie »
FrancodeBies
26/05/2022 14:31
Poprawia humor! Pozdrawiam serdecznie »
FrancodeBies
26/05/2022 14:15
Na pewno temat reinkarnacji jest ciekawym zagadnieniem oraz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas