Zbliżał się siedemnasty maja, najważniejszy dzień w Norwegii. Zapisany w kalendarzu czerwonymi literami, ustawowo wolny od pracy. Za pracę w tym dniu, pracodawca zmuszony jest płacić swym pracownikom dwieście procent wynagrodzenia. Mam wrażenie, że wiedza o tym najważniejszym dniu wyssana została wraz z mlekiem matki i przekazywana jest w taki sposób z pokolenia na pokolenie.
Wrastanie w tutejszą kulturę powoduje, że i ja zaczynam wierzyć informacji, iż siedemnasty maja to wielki dzień. Choć zostało jeszcze trochę czasu, zaczynam szukać w szafie białej bluzki.
Miasto zaczyna skupiać na sobie uwagę. Udziela mi się atmosfera wielkich porządków.
Właściciele domów myją elewacje swych budynków. Sprzątane i myte są tunele, chodniki i ulice. Na niewielkich skwerach sadzone są żonkile i tulipany. Ålesund wszystkimi możliwymi sposobami obwieszcza, że zbliża się ów wielki dzień.
Wszystko to po to, by siedemnastego maja, w godzinach porannych, ufortyfikował się pochód kolorowo ubranych obywateli kraju z listy tych najbogatszych na świecie i przeszedł ulicami zwykle bardzo spokojnego miasta, manifestując swój stosunek do historii. Na co dzień ulice pełne są ludności napływowej. Tego dnia pojawi się na nich niespotykana ilość tubylców odzianych w oryginalne stroje z epoki. Kobiety będą mieć na sobie sięgające do ziemi suknie z ciężkiego sukna, haftowane i obszywane różnymi wzorami w zależności od regionu, z którego pochodzą. Mężczyźni ubrani będą w białe koszule z długimi rękawami, spodnie z sukna zakończone tuż pod kolanami, białe wełniane długie skarpety i szelki. W zależności od pogody, przywdziewane będą również odpowiednie kubraki. Wygląd przebranych tubylców dopełnią buty sprzed kilku wieków, idealnie pasujące do wspomnianego stroju. Tego dnia przez Ålesund przetoczy się historia. Niemowlęta zostaną w pochodzie przewiezione wózkami z epoki, a małe dziewczynki będą miały na głowach białe, haftowane, zakończone falbanką czepki.
Pochód otworzą orkiestry dęte trębaczy w przeróżnym wieku - od kilku do kilkudziesięciu lat. Za nimi pójdą uczniowie szkół i tu pojawi się pewna dysharmonia, bo stroje i kolory skór będą różne. Później hałaśliwa młodzież, wśród której wyróżnią się tegoroczni maturzyści przebrani w przeróżny szalony sposób. Następnie swą obecność zaznaczą zwolennicy kolorowej tęczy, a za nimi już mniej liczące się w hierarchii społecznej grupy.
Wszystko to ma na celu upamiętnić wydarzenie sprzed ponad dwustu lat - podpisanie konstytucji, która dała Norwegom poczucie tożsamości i określiła ich miejsce pośród krajów demokratycznych.
To również dzień, w którym oczy całego świata skupią się ten jeden raz w roku na Norwegii. Zagraniczne telewizje pokażą przebrany tłum i wspomną o konstytucji tego spokojnego i zamożnego kraju. W tym jedynym dniu będzie o Norwegii głośno. Kto wie, może spowoduje to napływ kolejnej fali ludności poszukującej lepszego bytu, sprawiedliwego traktowania, szacunku w życiu i pracy.
Myśląc o tym nadchodzącym dniu, odpoczywam nieopodal domu na niewielkim skrawku zieleni i sycę się promieniami słońca, którego tutaj nie ma zbyt wiele. Chłonę zapach morza, który dominuje wszelkie inne zapachy, między innymi zapach rozsianych tu i ówdzie tulipanów, narcyzów i żonkili. Wysoko na bezchmurnym niebie szybuje dron, skanując w regularnych kwadratach spokojną okolicę. Norwegia to ciągle jeszcze bezpieczny kraj. Mieszkając tutaj ma się jednak świadomość obecności obcej Europejczykom kultury, która nie pragnie porozumienia. Nie szuka harmonii z ziemią, która dała jej schronienie i pozwoliła całkiem dobrze i zasobnie funkcjonować. Od razu przychodzi mi na myśl usłyszana historia o polskim dziecku skopanym w szkole przez rówieśników za wszechobecne w Polsce „o Jezu”.
Norwegia nigdy nie dorówna Polsce w kwestii tradycji, bogatej historii, a nawet w sprawach kuchni nie będzie miała zbyt wiele do powiedzenia. Przewyższy nas natomiast w kwestii poczucia stabilizacji i spokojnego bytu. My pewnie zawsze będziemy śmiać się z ich sposobu bycia nazywając Norwegów „norasami”. Oni będą szeroko otwierać oczy z niedowierzaniem na nasze „zastaw się a postaw się”, czyli na naszą słowiańską dumę.
Czy się dogadamy? Jednego jestem pewna - wywrzemy na siebie wpływ i to niebagatelny. Udowodniła to poznana przeze mnie pewnego dnia piękna Polka, która przy okazji wykonywanej przeze mnie pracy opowiedziała mi swoją historię.
Kamila wracała do domu nocnym autobusem.
Dom był tymczasowy. Mieszkała w nim trójka cudzych dzieci, którym obecnie poświęcała cały swój czas, energię i zainteresowanie oraz ich rodzice - para obywateli kraju, w którym obecnie mieszkała, usytuowanych, szczęśliwie dla nich, w intratnych zawodach i na dobrych stanowiskach. Może właśnie to lub coś innego spowodowało, że zatrudnili do opieki nad swymi dziećmi studentkę z biednego, ich zdaniem, kraju, płacąc proporcjonalnie do tego, jakie mieli wyobrażenie o miejscu jej pochodzenia, czyli Polsce.
Miała nowych znajomych poznanych na kursie języka norweskiego i spotkania z nimi stanowiły jedyną realną szansę na zmianę domowego środowiska. Wracała właśnie z imprezy. Skupiona na swym niekoniecznie dobrym samopoczuciu wsiadła do autobusu, kupiła bilet i ogarnęła wzrokiem wnętrze. Było pusto, nie licząc jakiegoś dzieciaka siedzącego blisko kierowcy. Zajęła pierwsze lepsze miejsce. Rozsiadła się wygodnie. Miała około czterdziestu minut jazdy przed sobą, gdy nagle usłyszała:
- Hei, mam u ciebie szanse?
Jakiś czas minął, zanim dotarło do niej, że dzieciak, którego widziała wchodząc do autobusu, siedzi przed nią, gapi się i właśnie coś do niej gada. Ponieważ pytanie zadane było po norwesku, a ona była jeszcze na etapie przetwarzania w głowie słów, chwilę trwało zanim uchwyciła sens zadanego przez niego pytania. I chyba tylko fakt posiadania odpowiedniej liczby promili w wydychanym powietrzu spowodował, że się zgodziła.
Nie był absolutnie w jej typie. Rudy, typowy Norweg, do tego młodszy od niej o kilka lat. Zastanawiała się nawet nad tym, jakie są w tym kraju kary za uwodzenie nieletnich, gdyby ewentualnie miało do czegoś dojść.
Dziwne było dla niej to, jak szybko ten brak zainteresowania zmienił się w prawdziwie uczucie.
Dzieciak okazał się z jednej strony nad wyraz dojrzały, zadbał o nią i jej potrzeby wynajmując wspólne mieszkanie i poświęcając swój wolny czas na pomoc w opiece nad wspomnianymi dziećmi. Z drugiej jednak strony jego niedojrzałość i brak odpowiedzialności dawały o sobie znać w przeróżnych zabawnych sytuacjach, jak na przykład wtedy, gdy pomylił datę matury i musiał ją powtórzyć w następnym roku.
Wywarła na niego wpływ. Nie brutalnie, nie gadaniem, ale wywarła wpływ, który spowodował, że postanowił pójść na studia. Rok nie było go w ich wynajętym przez niego domu, ale wrócił. Tym bardziej jest to warte docenienia, jeśli słyszało się o bardzo lekkim podejściu Norwegów do zdrad i seksu.
Wrócił, kupił im wspólny dom, by mogli w nim zamieszkać, oraz dwa mieszkania, które postanowił wynająć. Tym samym zadbał o to, by ich dziecko, które akurat przychodziło na świat, miało piękny start.
I nie chodzi nawet o to, że gdy w ostatnią noc przed porodem, kiedy odeszły jej wody, wpakowała go pijanego jak bela do auta i zataszczyła na salę porodową, bo sama nie chciała rodzić. Jest w tym związku coś, co daje jej swobodę, pozwala oddychać. Daje poczcie bezpieczeństwa.
Kamila ma dziś w głowie dwa obrazy. Jeden z Polski, z polskiego domu, jej własnego. Rodzice z klasy średniej. Wykształceni, zarabiający uczciwie na życie, jeżdżący starym gratem, którego nierzadko trzeba było popychać. Ma w głowie wspomnienie z dzieciństwa, kiedy przed końcem miesiąca ojciec rzucał hasło szukania pieniędzy po kieszeniach na paliwo do wspomnianego grata.
I drugi obraz, ten którego jest obecnie współautorką. Dom, w którym nie zadaje się pytania czy wystarczy. Dom, w którym zaspokaja wszelkie swoje potrzeby i dom, w którym może zamiast stać nad garami, jak to miało miejsce w przypadku jej mamy, zabierać kilkumiesięczne dziecko na lekcje muzyki, na naukę pływania, czy na weekend do domku teściów w górach. A tak ważną dla Polaków kwestię gotowania pozostawić swojemu mężczyźnie, czyli Kjetilowi.
Ich dom położony jest w ładnej dzielnicy Ålesund z widokiem. Tutaj zresztą nie jest zbyt trudno o dom z widokiem z powodu kaskadowej zabudowy miasta. Dom jest duży, przestronny, piętrowy. Posiada spory ogród. Urządzony jest jak wszystkie norweskie domy - białe meble i szare dodatki. W sypialni na ścianie umieszczono napis ,,Jest wiele pięknych historii miłości, jednak my wolimy naszą”.
Hanna Czerwińska Ålesund 14 maj 2018


może to byłoby fajne wyzwanie ? 


, kolejny dzień w Alesund w oczekiwaniu na dzień niecodzienny
.
, ten dzień codzienny i ten niecodzienny.
, oczekiwanie na święto historyczne jak w Polsce
, powietrze w którym uśmiech jak tlen
, i historia polsko/norweskiej pary
- wszystko płynące spokojnie i szemrzące strumykowo w tej kolejnej polsko norweskiej opowieści.
. Czy historia i doświadczenia? Duża miara z tego też na pewno. Jednak głównie bogactwo. Nie, nie bajkowe ale wystarczające do szczęścia w postaci "bez strachu" o jutro
.
. Bo dotyczy Boga i jego syna, Chrystusa
.
), może zmienić życie człowieka
. Bo gdyby Kamila nie wypiła tych kilku kropel alkoholu, przeważyłoby "nie" w odpowiedzi na pytanie "rudego"
. To podejrzenie
. Kilka kropel i teraz są szczęśliwi a przynajmniej bywają, bo różnie można szczęście mierzyć
. Zwracam uwagę na "kilka kropel", nie na strumienie i zanurzanie w nich.
. Bo ma w sobie to coś historycznego, to coś norweskiego co wcale nie tak dalekie od polskiego
, choć skrajnie różne bywa
. No a autorka Polką, z krwi i kości
, chociaż jak Alesund ją tak ona Alesund przyjęła już nie tylko w gości
i są też "małżeństwem"
.
, pokojowych
. Ale historię mają we krwi, nie są niegroźni
.
.
. Za mało piszesz o sobie, no gdzieś tam jesteś ale trudno dostrzec tak wszystko z wokoło na pierwszym planie
, w wyniku za bardzo wszystko staje się reportażem
. Czy tak ma być? No pokaż chwile ze swoim strachem, zachwytem, uczuciem, dotykiem cielesnym
.
.
Piękne dla mnie jest to, że mogę na Ciebie liczyć
Wiesz, że ja też mam wrażenie, że przyszedł na mnie czas?
Dzięki
Pomogłeś jak nie wiem

. To dobrze
. Co do końcówki powyższego, w nawiasie jest (islam). Powinno być (nie islam). Dla równości - nie katolicyzm, odwieczna już prawda.
? No tak, domyślam się, zapewne mylnie
. Gratulacje
.
Ale... nie wiem jak inne części, ale ta mogłaby być osobną całością. tak się czytało, tak się rozumiało. Lubię jak ktoś potrafi napisać "coś-w-odcinkach", ale można przeczytać dowolny fragment i nie gubić się w treści. Duży plus!
No straszne zdanie. Nie można napisać że to i cała reszta, bo to oznacza wszystko 
). Do tego ma świetnie wyważony klimat, i ponownie, nie ma w nim przesady!
Wiem, że w życiu nie o kasę chodzi. Wiem. Jednak tu materializm jest jakiś wszechobecny. Nie chciałam skupić tej historii na kasie ale masz rację, zrobiłam to. Może źle patrzę. Błędy poprawię. 





Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt