Janka - eka
Proza » Obyczajowe » Janka
A A A

Ściszam głos, bo czas przejść do szczegółów.
- Grabarz dopiero późno wieczorem przypomniał sobie o niezamknięciu kaplicy. W ową ostatnią niedzielę października była pusta, ale i tak bał się. Całe szczęście, że jego większy lęk wygrał z mniejszym. Nieźle zarabiał, gdyby Janecki rano odkrył, że nie zamknął drzwi, straciłby robotę, a twoja matka... - o metr odległe, czterdziestoletnie, szare źrenice chudej kobiety z ogoloną czaszką zwężają się. Cholera, nie powinienem w ogóle zaczynać.
- Nie przerywaj, tato.
- Miała zdrowe płuca, dziecinko.
- Płucka mamusine, czarne tatusine, trala lala.
- Janka!
- Tomasz, sto razy ci to mówiłem. T jak tragarz, o jak ospa, m jak mydło, a jak areszt, sz jak szambo, racz zapamiętać staruszku: T - o - m - a - sz, pomyl się jeszcze raz i więcej mnie nie zobaczysz - śmieje się głośno - tu wszyscy wiedzą, a ty obchodzisz fakt ogródkami, kocham cię ojczulku, ale chyba bez wzajemności.
Odchyla się na krześle, kładzie dłonie na czoło i wolno je przesuwa po łysej czaszce, bardzo wolno, aż do białej nasady karku z siną błyskawicą, cały czas patrząc mi spokojnie w oczy. Wszyscy się gapią. Duszę się, muszę wyjść, wstaję z trudem, gdy wali pięściami w moje obolałe plecy.
- Inhalator – charczę.
Odskakuje ode mnie. Tu? - wskazuje palcem aktówkę.
Kiwam głową, na klapę marynarki cieknie mi z ust strużka szarej wydzieliny. Czerwone niteczki, wyraźnie odcinają się od bieli papierowej chusteczki, którą podsuwa. Ciemność.

Z więziennego ambulatorium wychodzę, kiedy już nie ma szans na pociąg, a nocny autobus odpada. Jak nic klaustrofobia i kolejny atak kaszlu. Idę za milczącym strażnikiem. Prostokątny, duży plac z trzema spacerniakami. Mury, mury, a na nich hektary zrolowanej siatki. Jej porąbany świat, który opuści za dekadę. Masywna, zewnętrzna krata, trzask, korytarz, wszędzie kamery, czuję lustrujące oczy. Trzask, trzask, trzask - kolejne kraty. Opuszczam budynek, wychodzę na zewnętrzny dziedziniec. Znowu mur, potężny, na nim rosną trzy rzędy zaostrzonych, stojących na baczność metalowych prętów, szczelnie przeplecionych siatką, a za nimi ulica wolnych ludzi.
Jeszcze cztery, strome schodki do dużej wartowni, dwie kraty (trzask, trzask) na zielonym korytarzu i nareszcie bramka - wykrywacz. Przejmuje mnie młody mundurowy, mam zawrócić i przejść bez teczki. Zawsze to samo. Odkładam wysłużoną aktówkę, wracam, bramka piszczy. Patrzę pytająco.
- Odłóż pan kulę.
Opieram ją o ścianę i kuśtykając, przechodzę w ciszy. Uff. Podaję przepustkę młodemu funkcjonariuszowi. Biorę kulę.
- Pan otworzy teczkę.
Upokarzający moment, zaciskając zęby, walczę z zacinającym się suwakiem. A on czeka, młody, co z tobą, pomóż człowieku. Kula coraz mocniej wrzyna się w pachę, szarpię się z metalowym dziadostwem, gdybym usiadł na pewno byłoby łatwiej.
- Da pan.
Mocuje się, a ja uśmiecham się niepewnie.
- Trzeba będzie rozciąć – rzuca.
- Tnij pan.

_________________________
Cześć!
Janka, niedługo zostaniesz sama. Leżę w tym samym hospicjum, gdzie w sierpniu odeszła do nieba Twoja Mama. Przed śmiercią prosiła, abym Ci coś powiedział. Już na pewno nie przyjadę, wiem, że wykituję przed kolejnymi odwiedzinami, więc piszę.
Janka, to nieprawda, że dziadkowie umarli w tygodniowym odstępie wskutek tej samej choroby. Babcia Krysia zmarła podczas porodu Mamy, a dziadek Michał powiesił się parę godzin po jej pogrzebie.
Płaczącą Mamę znalazł grabarz. Leżała na grobie. Dziadek Michał położył Ją wśród wiązanek kwiatów i zniczy. Na szczęście zawinął w ciepły kocyk, i na nasze szczęście grabarz bał się Janeckiego, kierownika cmentarza, więc wrócił zamknąć kaplicę. Usłyszał płacz. Najpierw uciekł, ale coś mu kazało się cofnąć. Janecki mieszkał w domu sąsiadującym z cmentarnym murem. Grabarz poszedł do niego. Spili się oboje w tę noc, a żona Janeckiego zajęła się Mamą. Mieli ósemkę własnego przychówku, więc kiedy odszukanie rodziny dziadków okazało się niemożliwe, to było krótko po wojnie, Janeccy przekazali Mamę do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. To był najzimniejszy, najbardziej okrutny okres Jej życia. Zapytałaś kiedyś, dlaczego nie chodzi do kościoła i z jakiego powodu Ciebie nawet nie ochrzciła. Zbierała razy, karne głodówki, upokorzenia pod krzyżem. Ja myślę, że Twoje więzienie to pikuś z Jej sierocińcem.
Poznaliśmy się z Twoją Mamą w sklepie z butami, gdzie pracowała. Masz takie same oczy jak ona. Duże, szare, piękne. Ale po kim odziedziczyłaś charakter? Pewnie po mnie, też jestem impulsywny choleryk. Przeprowadziliśmy się do Szczecina zaraz po ślubie. Chciała zapomnieć o krakowskiej traumie.
Kiedy zabiłaś próbującego Cię zgwałcić gliniarza, w Mamie coś pękło. Zaczęła bać się wszystkiego, nawet mnie. Codziennie przeklinała grabarza, który Ją znalazł na grobie.
Janka, to nie tak, że Ciebie obwiniam za Jej śmierć, umarła na raka, nie przez Ciebie.
Proszę, zrób to dla Niej, bądź porządnym człowiekiem i kiedy wyjdziesz, zapal znicz na Jej grobie. Syn Janeckiego dalej mieszka obok cmentarza, wskaże Ci kwaterę, pochowałem Mamę tam, gdzie leży babcia Krystyna.
Nasz dom właśnie sprzedałem, kasę przelałem na konto, w testamencie jesteś jedynym moim spadkobiercą. Zgłoś się do notariusza Martyniuka, II piętro, Słowackiego 15.

Trzymaj się J - a - n - k - a!

__________________________

Przez kraty wylatuje na betonowy dziedziniec cały dobytek Janki. Kiedy oddziałowa otwiera drzwi, Janka stoi golusieńka z taboretem w uniesionych rękach.

Funkcjonariuszce udaje się uchylić.

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
eka · dnia 10.08.2018 10:12 · Czytań: 395 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Usunięty dnia 10.08.2018 21:50
Bardzo nietypowo napisane. Jest w tym coś z prawdziwych wspomnień/wypowiedzi, bo styl taki "niepoukładany" - nie jest chaotyczny, ale właśnie niepoukładany, takie mam wrażenie. Ciekawe, jak piszesz inne rzeczy, bo znam ludzi, którzy wszystko piszą w ten sam sposób. A właśnie do tego, co tu napisałaś, ten styl mi pasuje.
Co do akcji, to się nie wypowiem, bo ta jest prościutka, ale nie przeszkadza mi ta prostota.
Błędów nie zauważyłem. Ani interpunkcyjnych, ani gramatycznych. Może ich nie było, a może to skutek duchoty w mieszkaniu po kilkudniowych upałach.
Także podobało mi się, ale bez szału.

Pozdrawiam
eka dnia 11.08.2018 16:30
Życie nie ma jednolitego stylu, bo jest niepoukładane.
Bardzo dziękuję za przekazane wrażenia, pomogły. Autor tekstu zazwyczaj nie posiada umiejętności obiektywnego spojrzenia. I stąd nie wiem, czy inne rzeczy piszę w ten sam sposób.
Jeśli chciałbyś rzucić okiem na kolejną miniaturę i sprawdzić... ale oczywiście nie nalegam.

________________-

Las



Wiszący zegar szafkowy wybija siedemnastą. Sprawdzasz pocztę na tablecie i uśmiechasz się nieznacznie. Lokal dyskretnie podświetlają chińskie lampki z porcelany, słoneczne latarenki stolików. Klasyczne burdelówki – oceniłeś na pierwszym spotkaniu. Jest prawie pusto, tylko my i para starych gejów na północnym końcu sali. Przytulne wnętrze zapada w mrok jak to późne, zimowe popołudnie.
Rozgrzewająca herbata z imbirem dopełnia poczucie komfortu. Upragniony błogostan po nerwowym dniu. I wtedy, w umieraniu ostatniego dźwięku starego zegara, w kocim mym rozleniwieniu i z kruchą filiżanką przy ustach, twój wzrok przenosi z ciepłego, beżowego fotela na metalowy blat sterylnego laboratorium. Fachowo, wzdłuż linii brwi odrywa pasmo skóry, przeciera wybroczyny i kładzie pod ogromny, biały mikroskop. Ociekam nagością, bezradną, bo spotęgowaną zaskoczeniem. Ani razu tak nie patrzyłeś. Rozdygotana filiżanka zatrzymuje się przed czarnym spodkiem ozdobionym żółtym pawiem, krzyczą bezgłośnie nieproporcjonalnie duże, błękitne oczka na jego szeroko rozłożonym ogonie. Zanim ją odstawię, pytam sukinsyna:
- No i czym jestem? Sercem królika, bonobo z drucikami w skroni... bladą tkanką na szklanej płytce?
Kącik jego ust unosi się pół centymetra poniżej naszej średniej dialogowej. Prawa dłoń chwyta moją lewą, a druga, znaczona pod przegubem eleganckim, czarnym tatuażem żmijki (tyle razy rozgrzewanej językiem) rozwiera podkurczone palce. Zwężone źrenice sondują blade doliny i różowe wzniesienia jak ten pieprzony chiromanta z Toronto, który pięć lat temu odczytał niemal wszystkie upadki oraz zapowiedział kolejny.
- Powiedz coś!
- Wykańczam sytuacyjnie sarenki odstające od stada, w porze mojego obiadu.
Wyrywam dłoń. Okrągły blat stolika wiruje jak biedna, porzucona stacja kosmiczna, zimno mi. Na obrzeżach skulonej filiżanki osiada szadź, a on się szczerzy.
- I co wtedy czujesz?
- Gdy widelcem wydłubuję załzawione oko? Po latach safari już niewiele.
Która poraniła go tak, że został cynicznym łowcą? Nawet nie będę próbowała dochodzić, nie lubi być podglądanym. Adrenalina kopie, gorączkowo szukam skutecznego scenariusza. Najważniejsze to być przygotowaną. Wiem, będzie próbował, doceniam, że ostrzegł. Od ściśniętego w węzeł żołądka płynie decyzja.
- Zadzwoń lub napisz, kiedy będziesz głodny.
Milczy. Banknot kładę obok filiżanki z japońskiej porcelany. Kiwa głową. Dojście do przeszklonych drzwi zabiera dwie sekundy. Źle, besztam się, odbierając od leciwego szatniarza podrasowane lisie futro, trzeba było mi iść po czerwonym dywanie powoli, powoli...

*
Zmrożony las pochyla się nade mną i sprawdza.
Masz dziurę w sercu.
Nie masz włosów i rzęs.
Twoja macica wyje w skurczach.
Ronisz i nie urodzisz.
Z oczodołu wypływa ci strzęp mózgu.
Byłaś jego kolejnym obiadem, po prostu.

Zmrożony las pochyla się nade mną i sprawdza.
Masz dziurę w sercu.
Nie masz włosów i rzęs.
Twój zakrwawiony penis leży obok głowy.
Nie podniecisz się już nigdy.
Z oczodołu wypływa ci strzęp mózgu.
Byłeś jej kolejnym obiadem, po prostu.

__________________
Usunięty dnia 11.08.2018 17:56
Po przeczytanie tej miniatury dochodzę do wniosku, że jest inaczej napisana niż to, co czytałem poprzednio. A może mi się wydaje, ale chyba nie.
Smutne, jeśli mogę użyć takiego słowa, jest to opowiadanko. I sam nie wiem, czy to smutniejsze dla niej, czy dla niego. Tak, dla niego chyba bardziej, mimo iż to on "krzywdzi".

Dla mnie jednak ten tekst jest za bardzo zawoalowany. Ja jestem prosty chłop i do mnie trzeba mówić zwyczajnie. Nie kumam metafor - to chyba przypadłość, którą mam od urodzenia i nie da się tego zmienić. W związku z tym nie do końca rozumiem ten tekst. Ale nie przejmuj się, bo inni pewnie go skumają. A już wierszy to nie kumam prawie wcale albo całkowicie po swojemu. Nawet jak sam napisze jakiś, to rzadko kto go rozumie. Co więcej, ja też czasem nie rozumiem wiersza, który napisałem :-) To nie żart, tak mam.

Także zobaczymy, jakie będą Twoje następne teksty.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
Berele
10/07/2024 10:37
Dużo ładnych figur w wierszu. Na minus poetyckość eteru i… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty