Miastowa blondyna  - Marek Adam Grabowski
Proza » Historie z dreszczykiem » Miastowa blondyna 
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 

 

Szło polną drogą dwóch młodych mieszkańców mojej wsi. Nagle tu swojemu zaskoczeniu ujrzeli samochód. Nie twierdze tutaj bynajmniej, że sam fakt pojawienia się pojazdu był czymś niespotykanym. Ludzie u nas na wsi mają samochodu, tak samo jak miastowi. Sęk w tym, że nie był to samochód kogoś z naszej wsi, lecz przyjezdnego. A to jest już dla nas rzadkość.

Był to duży, czerwony, terenowy samochód, z charakterystyczną, wielką oponą z tyłu. Jechał bardzo powoli; i trudno się temu dziwić, gdyż na tych wertepach inaczej się nie da. 

 

 

W końcu auto zatrzymało się przy miejscowych, a szyba się otworzyła. Co ciekawe, kierowcą okazała się być kobieta. Była to ładna, można by rzec bardzo ładna, filigranowa blondynka. Nie można było dojrzeć jej koloru oczu, gdyż miała założone wielkie, okulary przeciw słoneczne. Jednak pasowałaby na niebieskooką. Ubrana był w czerwony żakiet, biały t-shirt, czerwone (ale nie będące kompletem z żakietem) spodnie i czarne szpilki. Z tyła zaś siedziała w foteliku jej córeczka. 

 

-Hej wy, chłopcy czy daleko do Kości Wielkich?- jej głos mógłby się wydawać piskliwy, gdyby nie pewność siebie, która mu towarzyszyła. 

 

-W sumie to jest pani niemal na miejscu. - odpowiedział jeden.- tylko po co się pani do nas wybiera? 

 

-Dzisiaj już nie dojadę do celu, więc muszę gdzieś przenocować. Jest u wasz jakaś agroturystyka? 

 

Po tym pytaniu zapadła cisza. Obydwa mieszkańcy mojej wsi nie wiedzieli co powiedzieć. A właściwie to wiedzieli co, ale nie mieli odwagi. 

 

W końcu któryś z nich wykrztusił z siebie:

 

-Można u pana Rębajły, tylko, że to chyba nie jest najlepszy pomysł. 

 

Dobrze wiedzieli, co mówią nazywając ten pomysł nie najlepszym. Pan Rębajło był znany w naszej wsi jako pogromca turystów. Jak ktoś przyjeżdżał, to zapraszał go do siebie na noc. Gdy jednak zapadał zmrok, podrzynał mu gardło. Potem zabierał jego własność i albo ją sprzedawał albo zostawiał na własny użytek. Ciała zostawiał w piwnicy, nagromadziwszy tam nawet niezłą kolekcję. Była to jednak u nas jedyna osoba, która przyjmowała gości. 

 

Blondyna parsknęła śmiechem. 

 

-Ależ czemu zły? Już samo nazwisko tego pana brzmi zachęcająco. Wsiadajcie do mojego samochodu i wskażcie mi drogę do niego. 

 

Z oporem, ale jednak się zgodzili. Przy okazji mogli lepiej się przyjrzeli córce kierowcy. Była to śliczna dziewczynka, w białej sukience i w czarnych lakierkach. Cały czas się uśmiechała. 

 

Ten, który usiadł z przodu musiał podnieść złotą torebkę pani z miasta i położyć sobie na kolana, gdyż leżała na przednim siedzeniu.

 

Podczas podróży długo rozmawiali. Oczywiście nie będę opisywał tutaj wszystkich zdań w stylu:

 

„Proszę skręcić tutaj.” - albo:

 

„ Zaraz pani dojedzie do celu”- gdyż wówczas zanudziłbym was na śmierć. Pominę również opis mijanych przez samochód domów i okolicznej przyrody. Ograniczę się do opisania najważniejszych wątków rozmowy, które będą miały wpływ na fabułę tej opowieści. 

 

-Mieszkacie w „Kościach Wielkich”. Dużo słyszałam o waszej miejscowości. Ponoć tutaj się bardzo pięknie żyje.- nawijała paniusia. 

 

-Czy ja wiem, czy u nas jest piękne życie?-odparł pierwszy z nich- Właściwie to u nas jest specyficznie. Nie boi się Pani na naszej wsi nocować? Bo widzi pani, my mieszkańcy wsi jesteśmy trochę dziwni; właściwie to bardzo dziwni.

 

-Ależ to jest najfajniejsze!-odparła- W mieście mam dużo atrakcji. Mam tam fitness i jogę. Mogę też odwiedzać muzea, kina i teatry. To wszystko jest bardzo dobre i lubię z tego korzystać, jednak ja czasami potrzebuję czegoś innego. Użyłeś dobrego słowa chłoptasiu -”specyficznie”. Właśnie ja potrzebuje czegoś specyficznego. Oraz tego waszego wiejskiego powietrza. - Mówiąc te ostatnie słowa, zrobiła nosem duży wdech. 

 

-Tylko, że u nas naprawdę jest niebezpiecznie.-powiedział drugi- powinna to pani wiedzieć, skoro tyle o nasz słyszała. A właściwie to z skąd ma pani o nas informację? 

 

-Ze swoich źródeł!- zaśmiała się- Mam swoje sposoby.

 

Tak rozmawiając, dojechali do celu, czyli domu pana Rębajły. Była to mała, drewniana chata; będąca w pewnym sensie punktem granicznym pomiędzy wsią Kości Wielkie a lasem. Wisiała tam tabliczka z napisem „agroturystyka” oraz znak czaszki z piszczelami czyli wesoły Roger. Pan Rębajłą wyszedł im na przywitanie. Był to barczysty mężczyzna. Miał dużą, łysą głowę i długą, czarną brodę z bokobrodami sięgającymi do uszu. Najbardziej charakterystyczna była dla niego jednak wielka blizna na środku twarzy. Dodam jeszcze, że spod pasa wystawał mu źle schowany nóż.

 

Obydwaj młodzieńcy zaczęli zdawać sobie sprawę, że sprowadzili na podróżną i jej córkę śmiertelne niebezpieczeństwo. Jednak było już za późno, ażeby ją poinformować o wszystkim. Pan Rębajło zapewne udusił by ich na miejscu. 

 

Niczego nieświadoma kobieta wyjęła z bagażnika walizkę na kółkach i poszła do chałupy. Ciężko było na to patrzeć tym, którzy ją tutaj zaprowadzili. Przez nich znalazła się w paszczy lwa. 

 

Obydwaj całą noc nie mogli zasnąć. Wyobrażali sobie, że bezbronna kobieta jest mordowana, a być może również gwałcona przez tego rzeźnika. Co jednak gorszę, to samo miał robić z jej córką. To były przerażające wizje. Zdawali sobie sprawę, że będą mieli do końca życia wyrzuty sumienia. Będą też musieli się ze wszystkiego wyspowiadać proboszczowi. A ten nastraszy ich piekłem, a potem zada jakąś okrutną pokutę np. dwu tygodniową wstrzemięźliwość od wszelkich pokarmów z wyjątkiem chleba. Przez te wszystkie myśli byli przerażeni i zestresowani. 

 

Wstali skoro świt. Obydwaj zlani byli potem. Każdy z nich z osobna postanowił pójść do domu pana Rębajły i sprawdzić, co tam się stało tej nocy. Jakby to miało coś zmienić. Spotkali się po drodze. Nawet jednak nie byli w stanie rozmawiać ze sobą. Po minach wiedzieli obydwaj, czego chce drugi. 

 

Wielkie było ich zdziwienie, kiedy zobaczyli jak z chaty wychodzi przyjezdna blondynka, cała i zdrowa. Była ubrana w czarny żakiet i miała na sobie te same okulary co wczoraj. Jedną ręką ciągnęła swoją walizkę, a drugą trzymała córeczkę. Co ciekawe, dziewczynka miała lalkę. Obydwaj mieszkańcy Kości Wielkich nie zauważyli wczoraj tej zabawki. Była by to nawet ładna lalka, gdyby nie jeden szczegół. Miała ona pęknięcie na środku twarzy. Trochę przypominało ono bliznę.

 

-O cześć!- przywitała się miastowa- przyszliście się że mną pożegnać przed odjazdem.

 

-Chcieliśmy się dowiedzieć, czy nic się pani nie stało?

 

-A co mi by się mogło stać? Noc była miła, choć nieco szalona. 

 

-Jak pani wytrzymała z Rębajłą?

 

-Widzisz my miastowi jesteśmy trochę dziwni; właściwie to bardzo dziwni!- powiedziawszy to parsknęła gromkim śmiechem. Zmroził ich. 

 

Po tych słowach wsiadła do samochodu i odjechała. 

 

Pana Rębajły nie znaleziono w domu. Nikt, ze wsi już go więcej nie zobaczył. Nie wiadomo, co się z nim mogło stać. Jeśli blondyna zabiła go w samoobronie, to co zrobiłaby z ciałem. W jej walizce na pewno by się nie zmieściło.

 

Do końca życia obydwaj młodzieńcy zapamiętali tę historię. Zwłaszcza ten śmiech i tę lalkę. 

 

                                                                             Marek Adam Grabowski

                                                                                    Warszawa 2018 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marek Adam Grabowski · dnia 03.01.2019 16:36 · Czytań: 1206 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 14
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 03.01.2019 16:47
Oj, muszę pierwsze zdania poprawić. Sorry.
DanielKurowski1 dnia 03.01.2019 19:29 Ocena: Dobre
Z rzeczy technicznych, choć ekspertem nie jestem:

Cytat:
oku­la­ry prze­ciw sło­necz­ne


To chyba powinno pisać się razem.

Cytat:
Ubra­na był


była*

Cytat:
tylko po co się pani do nas wy­bie­ra? 


to już chyba trzeba zacząć z dużej

Cytat:
Oby­dwa


chyba powinno być obydwaj

Cytat:
do­je­cha­li do celu, czyli domu pana Rę­baj­ły


każdy wie, jaki był cel podróży, więc nie ma sensu pisać o tym drugi raz

Cytat:
Jeśli blon­dy­na za­bi­ła go w sa­mo­obro­nie, to co zro­bi­ła­by z cia­łem.


tu chyba trzeba dać znak zapytania


Okej. Czytało się nawet przyjemnie, ciekawy pomysł z lalką, jednak jest tutaj bardzo dużo niewiadomych.

Czemu młodzieńcy zabrali ją do Rębajły, skoro był taki zły? Skoro byli dziwni, a wieś niebezpieczna to rozumiem, ale czemu mieli wyrzuty sumienia i nie chcieli tego robić, mimo że od razu zaproponowali? Ktoś ich zmuszał? Kim była ta kobieta?

Jest tu jakiś klimat grozy i tajemnicy, mi pasowało, ale kogoś może to irytować.


Pozdrawiam i życzę powodzenia ;)
Marek Adam Grabowski dnia 03.01.2019 20:12
Dzięki. Właście o to chodzi, że ma być niewyjaśnione kim była i czego chciała. Oczywiście kogoś to może irytować, ale wszystkich nie zadowolę. Natomiast faktem jest, iż zachowanie tych dwóch wyszło mi nie spójnie. Trochę zdawałem sobie z tego sprawę pisząc ale inaczej tego nie umiałem poskładać. Nieco broni mnie to, iż ludzie często nie postępują logicznie.

A wiesz, dzisiaj w południe moja mama ochrzaniła mnie za dużą liczbę błędów w tym powiadaniu. Na moim blogu już poprawiłem.

Pozdrawiam
DanielKurowski1 dnia 03.01.2019 20:26 Ocena: Dobre
To dobrze, że masz pomysł na tajemnicę kobiety. To, że komuś się nie podoba, nie znaczy, że masz od razu poprawić. Tych młodzieńców pewnie jakoś da się poprawić.

Również pozdrawiam ;)
Usunięty dnia 06.01.2019 21:06
Przeczytałem. Już kiedyś pisałem coś podobnego, ale na fakcie przeczytania kończą się dobre dla Ciebie wieści.
Tekst jest niespójny, można by rzec, zdarzenia wymuszone pomysłem, a nie płynące nurtem historii, i jedynie końcówka mogłaby być dobra, gdybyś dodał nieco więcej tajemniczości. A tak mamy dwóch kolesi, którzy nie chcą, ale muszą, a potem mają wyrzuty sumienia, laskę, która mówi, że my, miastowi jesteśmy dziwni, ale w zasadzie nie popiera tego żaden fakt, oprócz zaginięcia kolesia. Mógłbyś zrobić ją naprawdę dziwną - wtedy rozumiem.
O błędach nie wspomnę. Jest ich cała masa. Od ortografii, przez interpunkcję, aż po literówki.
Także tym razem Ci nie poszło - moim zdaniem. A chętnie zaglądam do Twoich tekstów.

Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 06.01.2019 21:15
Spoko Antoni. Już na mym blogu zrobiłem korektę w tym opowiadaniu. Tutaj muszę ją powtórzyć.
Kemilk dnia 10.01.2019 18:46
Opowiadanie fajne, a niespójność, o której mowa w komentarzach ma swój urok. Przypomina to troszkę groteskę, każdy odgrywa swoją rolę i po jej odegraniu zastanawia się, czy dobrze zrobił. Tak przyjęta konwencja powoduje, iż możemy być zaskakiwani różnymi zdarzeniami. Szczerze mówiąc fajnie byłoby rozbudować bardziej to opowiadanie, o inne wydarzenia które mogły by być rozgrywane jakby w tle. Np. zdechły pies głaskany przez śpiewającą dziewczynkę, kot z palcem człowieka w ręce. Takie troszkę absurdalne zdarzenia
Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 10.01.2019 19:21
Dzięki. Może wykorzystam twoje pomysły w innym z serii "Kości wielki".

Pozdrawiam
Canulas dnia 06.02.2019 23:15
"W końcu auto zatrzymało się przy miejscowych, a szyba się otworzyła. Co ciekawe, kierowcą okazała się być kobieta." — chyba można pominąć "być".

"Była to ładna, można by rzec bardzo ładna, filigranowa blondynka. Nie można było dojrzeć jej koloru oczu, gdyż miała założone wielkie, okulary przeciw słoneczne." — tutaj z kolei niepotrzebnym dookreśleniem wydaje mi się "to". Okulary preciwsłoneczne.

Na jakiej podstawie, na tej wysokości tekstu, wiemy, że z tyłu siedziała jej córeczka?


"-Hej wy, chłopcy czy daleko do Kości Wielkich?- jej głos mógłby się wydawać piskliwy, gdyby nie pewność siebie, która mu towarzyszyła." — Pozmieniałbym szyk. Przeniółbym dalej "się" lub ogólnie pokombinował przy tym.


"-W sumie to jest pani niemal na miejscu. - odpowiedział jeden.- tylko po co się pani do nas wybiera?" — Zły zapis dialogu. Pierwsza kropka niepotrzebna. Po drugiej powinno być z wielkiej.


"Po tym pytaniu zapadła cisza. Obydwa mieszkańcy mojej wsi nie wiedzieli co powiedzieć. A właściwie to wiedzieli co, ale nie mieli odwagi." — Obydwaj.

Dalej darowałem sobie wyciąganie, bo jest tego od groma. Musisz obadać jakiś tutorial odnośnie poprawnego zapisu dialogu. Po myślnikach przydadzą sie odstępy.

Cóż.
Lubię lekkie makabreski, zwłaszcza wsparte lokalnym klimatem, ale tu jest sporo do poprawy. Wychodzę umiarkowanie szczęśliwy.
Pozdrox
Marek Adam Grabowski dnia 07.02.2019 06:16
Canulas dzięki, chociaż trochę się czepiasz. Aczkolwiek jest to czepialstwo merytoryczne.
Nalka31 dnia 07.02.2019 11:39
Po przeczytaniu, to co mogę powiedzieć na pewno o tekście, to to, że jest niespójny, a historia mocno naciągana. Tym bardziej, że nie jest to, jakiś świeży i nowy pomysł. Wypadałoby nad nim bardziej popracować, a przy okazji poprawić błędy nie tylko w pisowni.

Cytat:
auto za­trzy­ma­ło się przy miej­sco­wych, a szyba się otwo­rzy­ła.


Szyba nie może się otworzyć. Otworzyło się okno, albo kierowca odsunął (opuścić, uchylił) szybę w samochodzie.

Cytat:
czer­wo­ne (ale nie bę­dą­ce kom­ple­tem z ża­kie­tem)


Niebędące - razem. A jeszcze lepiej brzmi niebędące częścią kompletu, bądź też nienależące do kompletu)

Cytat:
oku­la­ry prze­ciw sło­necz­ne


Przeciwsłoneczne - razem

Cytat:
Ten, który usiadł z przo­du mu­siał pod­nieść złotą to­reb­kę pani z mia­sta i po­ło­żyć sobie na ko­la­na, gdyż le­ża­ła na przed­nim sie­dze­niu.


Skoro usiadł z przodu, to pisanie , że na przednim siedzeniu jest zbędne.

O błędnym zapisie dialogu wspomniał już kolega.

Pracuj nad tekstami, bardzo im się to przyda.

Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 07.02.2019 13:10
Nalka dziękuję za przeczytanie. Błędu przemyśle.
Kazjuno dnia 02.12.2022 20:35
Tym razem, Marku, pozostawileś czytelnika ze sporą łamigłówką... Każdy chciałby wiedzieć, co
działo się w nocy.
Sam też snułem domysły:
* Filigranowa blondynka mogła być niezrównaną mistrzynią sportów walki.
* Mogła poczęstować Rębajłę czekoladką z mocnym środkiem powodującym rozwolenienie, a jej córeczka przeszkolona pirotechnicznie. pobiegła na siusiu do wychodka, gdzie pod deską klozetową zainstalowała naciskowy zapalnik powodująca detonację ładunku umieszczonego za muszlą(?).
* Nawet wetknąćć w odbyt Rębajły ręczny granat, podczas, gdy morderca zabierał się do cielesnych uciech z mamusią.

Możliwości bez liku.

Natomiast po uwolnieniu Kości z Rębajły, nie widzę przeciwskazań, by słynną wieś zamienić na modny kurort z wybudowanym pod lasem HOTELEM GOłĘBIEWSKIM.

Pozdrówka,Kaz
Marek Adam Grabowski dnia 02.12.2022 20:47
Dziękuje. Kto wie, może Kości podstawią na turystykę.

Pozdrawiam

Ps. Do kompletu jest jeszcze to https://www.portal-pisarski.pl/czytaj/69889/przybycie-nastolatkow.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zdzislaw
20/05/2024 12:33
Zbigniewie - to, to właśnie. Uczyć (się) a nauczyć (się) nie… »
Janusz Rosek
20/05/2024 12:33
Bardzo cenne uwagi. Postaram się zapamiętać i wykorzystać w… »
Janusz Rosek
20/05/2024 12:24
Dziękuję bardzo za miły komentarz. Wyznaję dokładnie taką… »
pociengiel
20/05/2024 12:19
Dzięki. Tak, nie chodzi o penetrację. Wiersz się… »
Jacek Londyn
20/05/2024 10:52
Cześć, Zbyszku. Cieszę się, że przyszedł mi do głowy pomysł… »
Kazjuno
20/05/2024 09:31
Wybacz Zbysiu, odpisuję z poślizgiem, bo o trzeciej rano… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 23:25
Januszu Aż chciałoby się przyklasnąć i przywołać -… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 22:57
Kaziu "ale przestawiony" - literówka - "ale… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 21:48
Januszu Oto właśnie chodzi, by nie brać życia zbyt… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 21:39
Zdzisławie Z Twoją fraszką trudno się nie zgodzić, ten czas… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 21:19
Jacku L. Jeśli chodzi o Twój powyższy tekst(na razie pominę… »
Zbigniew Szczypek
19/05/2024 20:24
Pociengiel Nawet tak króciutki tekst, może wywołać… »
Kazjuno
19/05/2024 17:30
A moje komplementy? »
Jacek Londyn
19/05/2024 16:03
Kazjuno, pozwolisz, że zamknę naszą dyskusję na temat… »
Kazjuno
19/05/2024 12:45
Drogi Jacku. Zaiste poetycko wzbogaciłeś moją wiedzę o… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty