Śledzik musi być, cz. 3/3 - Zdzislaw
Proza » Obyczajowe » Śledzik musi być, cz. 3/3
A A A
Od autora: wspomnienia (dokończenie)

cd.

Uścisnąłem każdemu wyciągniętą dłoń. Przecież tradycja to święta rzecz! „Uff… wreszcie. Chrzciny za mną, teraz jestem jednym z nich” – odetchnąłem z ulgą. 
Majster zdjął z wieszaka swoją czapkę i zaordynował:
– No to każdy co ma, to da. A każdy ma, bo wypłata była…
„O, majster nie tylko zawód zna, ale i rymuje! Widać, że wraażliwa z niego duuszaa…” – Podziwiałem swojego przełożonego, choć myśli już zaczynały mi się odrobinę plątać.
Cała brygada solidarnie sięgnęła do kieszeni w spodniach. Zanurzyłem i ja rękę, ale poczułem uścisk dłoni majstra.
– Młody, znaczy teraz Zdzisiek, ty już nie. Wkupiłeś się, starczy. Resztę oddasz mamie.
„Nie mówiłem, że szef jest ludzkim człowiekiem?!” – pomyślałem z podziwem.
Po jednej zrzutkowej kolejce nastąpiła druga, potem kolejna. Nawet nie zauważyłem, kto podebrał ostatnie dzwonko śledzia. Popijałem tylko mineralną, ale brakowało czegoś do zakąszenia. Brakowało jak cholera! Na szczęście ten stan niezaspokojenia krótko trwał – na stole szybko pojawiły się talerzyki z górą śledzików, na innych kiszone ogóreczki prosto z beczki. Pod wódeczkę jak znalazł. „Oj, moi koledzy nagle stali się rozrzutni”…
Nie zastanawiałem się długo, tylko, podobnie jak pozostali, zacząłem je pałaszować. W przełyku i żołądku przestało mnie palić, ale nogi zaczęły dawać znać o sobie – pobolewały od długiego stania i co chwilę robiły się dziwnie miękkie. Dobrze, że łokcie mogłem podeprzeć o blat stolika. „Oj, chyba mam już dość…, ale jak tu się wycofać?” – w mojej głowie narodził się nowy dylemat. Angielskim sposobem nie wypadało; przecież to moje wkupne. Taki cichacz byłby jak, nie przymierzając, samotne ulotnienie się pana młodego z własnego wesela. Do tego jeszcze ta cholerna… ik! Cholerna czkawka!
– Na zdrowie! Dajcie mu przepić, to przejdzie. Szefowo! Jeszcze jedną kolejkę! – Żartobliwe głosy podchmielonych kolegów dochodziły do mnie już stłumione, jak przez gęstą mgłę. Miałem naprawdę dosyć.
„Kiedy wreszcie będzie koniec tego wkupnego?!” – Ledwie już stałem na nogach. Zerknąłem na szefa. Wyglądał na całkiem trzeźwego. „No tak, kto go zmoże, przy jego posturze!” – pomyślałem. Prawie mojego wzrostu, ale pewnie dwa razy cięższy. „Może weźmie pod uwagę, że jestem niezwyczajny takiego picia i jego masy nie mam?” – wciąż jeszcze tliła się we mnie iskierka nadziei.
Zauważył mój prosząco-błagalny wzrok i spojrzał na zegarek. Plasnął lekko w stolik dłonią i tubalnym głosem obwieścił:
– No, chłopaki. Na dzisiaj dosyć. Wkupne wkupnym, popić popiliśmy, ale rodziny czekają. Zwłaszcza młode małżonki…
Odpowiedzią był chóralny śmiech. Powoli wszyscy zaczęli się zbierać, dojadając w pośpiechu pozostałe śledzie i ogórki. Szef jednak miał mir, więc mimo szumiącego w głowach alkoholu nikt nie próbował oponować. Elektryk to niebezpieczny i odpowiedzialny zawód, dyscyplina i wykonywanie poleceń to podstawa. „Szeefiee, jaak ja szeefa luubięę…” – ta myśl kołatała mi w głowie, ale na szczęście pozostała w niej i nie zacząłem się uzewnętrzniać ze swoimi sympatiami.  
Pożegnałem się wylewnie z każdym kolegą, na końcu z majstrem. Przytrzymał mnie:
– Jak się czujesz, co? Niezbyt mi wyglądasz. Może ktoś z tobą pójdzie?
„Póójdzie?! Odproowadzi, jak przedszkolaka jakiegoś?! Noo, też coś! Coo ja baaba jestem?!” – pomyślałem, ale moje usta wypowiedziały coś zupełnie innego:
– Doobrze… ik! Doobrze, szefie. Too tylko czka… awka. Naa dworze mi przeej… ik… dzie.
– Dobra. Tylko ostrożnie. – Poklepał mnie po plecach i nakierował na drzwi.
„Gdziee są te drzwi? Tam? Aha. Oo… Jaka bezchmurna nooc! Ziimno!” – myśli mi się plątały. Zapiąłem szczelnie kurtkę. „Teraz prosto do domu! Byle iść prosto, byle się nie kolebać… Kurde, co ja jestem taki miękki w nogach? Noga za noogą, za nóżką nóóżka…” – mozolnie pokonywałem drogę. Wolniutko zbliżałem się do domu, tocząc małe boje z dziwnie niestabilnym chodnikiem, który co chwila powodował moje nieoczekiwane wariacje, jakbym znajdował się na statku miotanym sztormem. Szeroki, marynarski krok pozwalał mi, z trudem bo z trudem, ale jednak zbliżać się do upragnionego celu. Dom i łóżko! „Wypić mnóstwo wody, legnąć i zasnąć” – to była pierwsza z dwóch myśli, które jeszcze kołatały się pod kopułką. Druga próbowała utrzymać na powierzchni resztki mojej świadomości i wprawiała w ruch dość zamglone patrzałki. „Obym nie wpadł w oczy komuś ze starszych znajomych! Niby jestem już doroosły, aale po co maają… ik! Noo, po co?!”
„Wreszcie, dom! Teraz po cichutku… ik! Po cichutku po schodach. Kluczykiem otworzyć drzwi, też delikatnie… Co on tak skrzypi?! Zamek nienaoliwiony, czy co? No dobrze, teraz tylko uchylić drzwi i na paluszkach. Lepiej… ik! Zdejmiemy lepiej buty. Ciszej będzie. Zamkniemy drzwi i po ścianie… Lepiej po ścianie prosto do wyrka, nie zapalajmy światła. Pobudzą się jeszcze domownicy… Aj!” – Niespodziewana jasność zaatakowała me oczy. Odruchowo je zmrużyłem i przysłoniłem dłonią.
– Mamaa?! Mamaa niee śpi?!
Szeroko się uśmiechnęła.
– Wszystko w porządku?
– Taa – wyszeptałem i położyłem palec na ustach.
– Oj, niezbyt… Zrobię ci gorącej herbaty z miodem. – Nie czekała na odpowiedź, odwróciła się i już z kuchni dopowiedziała: – Widzę, że dobrze się wkupiłeś.
– Mamoo, nie trzeba…
– Nie mów mi, co trzeba, a co nie – odpowiedziała wesoło. – Za młodyś. Rozbierz się i siadaj.
„Sikuu! Uff… Teraz do pokoju muszę, wpierw pościelić wyrko. Już pościelone?! Kochana mamusia. Ciuchy z siebie, głowę pod zimny prysznic… Ooch, od razu lżej. Ciut, ciut lepiej”.
Już mniej zamroczony usiadłem w kuchni i zacząłem popijać gorącą herbatę z miodem. Miód lubię, ale akurat nie w herbacie, jednak mama wiedziała, co robi. Ratowała mi życie! Ta herbata… czułem, jak miód łagodzi pieczenie w żołądku. „Uu… a teraz do łóżeczka!” – Zerknąłem na rodzicielkę, nic już nie mówiła, tylko podparła ręką głowę i lekko się uśmiechała. „Kochana mama, wie, że nie zawsze należy mówić, nieraz trzeba właśnie zmilczeć!” – byłem jej wdzięczny za tę ciszę.
– Dzięękuję, mamusiu – wystękałem i podniosłem ociężale swoje fizyczne jestestwo. – Spaać!
Doszedłem do łóżka i od razu ufnie wtuliłem się w usypiające ręce Morfeuszki. Zamglonym wzrokiem dojrzałem jeszcze miskę na podłodze i stojącą obok butelkę z wodą. „Kochana mamu… chrrr…”
 
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Zdzislaw · dnia 30.07.2019 02:41 · Czytań: 283 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 7
Komentarze
Dobra Cobra dnia 31.07.2019 08:50 Ocena: Bardzo dobre
I oto słodkie zakończenie tej jakże pięknej w wyrazie robotniczym opowieści.

Zdzislaw,

Kawał dobrej roboty, ładnie napisane, tak wspomnieniowo. No i piękny i nieśmiertelny finał. Brawo!

Mnie się podobało.


Dziękuję za poranne chwilę nad Twoja opowieścią.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Zdzislaw dnia 31.07.2019 17:05
DoCo, to już jest plus - przynajmniej jednemu z czytelników się spodobało opowiadanko ;)
Dobra Cobra dnia 31.07.2019 19:47 Ocena: Bardzo dobre
Czytelników zawsze jest wielu, jeden na 40stu, może jeden na 50ciu zostawia po sobie ślad w postaci komentarza.

Róbmy to, co nas - autorów - kręci i co nam się podoba (z akcentem na slowo: nam).


Pozdrawiam,

DoCo
Zdzislaw dnia 01.08.2019 08:40
Tak, wiem o stosunku "procentów" komentujących do czytających. Nawet nie wszyscy zaglądający czytają, jeżeli np. nie lubią dłuższych tekstów prozatorskich. Takie jest życie i autor też musi o tym pamiętać. Przyjmuję, że 1/4 czytelników, otwierających dłuższy utwór prozą, nie czyta dalej, poza początkiem.
Takie pragmatyczne podchodzenie pozwala uniknąć rozczarowań. A my, autorzy - tak - róbmy swoje ;)

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 01.08.2019 11:28 Ocena: Bardzo dobre
Nie ma mowy o rozczarowaniach! Robisz to dla siebie, piszesz to, co Cię interesuje i prowadzisz akcję jak chcesz. Odbiór czytelniczy to już inna sprawa.

Ja np latami całymi kladlem nacisk na wersję audio moich opowieści. I powstało wiele perełek, które były uklonem w stronę słuchacza, któremu też pomysł i idę na się spodobały.

Niektórzy za wszelką cenę muszą wydać swoje wypociny w wersji elektronicznej lub drukowanej i po tym oceniaja swoją sławę. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale dla niektórych bywalców PP jest to niezmiernie ważne i po tym oceniają kolegów. Tj. Nic nie wydałem, jesteś cienias i amator. Ja się z takich głupot śmieje, ale wielu ludzi podchodzi do tej kwestii śmiertelnie poważnie.

Więc rób swoje i się nie przejmuj krytyką, bo ilu czytających, tyłu żądnych zmian. A czasem najbardziej śmieszy komentarz: ja bym zmienił zakończenie.

Pozytywów w życiu życzę, A nie przejmowania się pierdołami, że się tak wyrażę.


Pozdrawiam, erekcji pióra życząc.

DoCo
Zdzislaw dnia 01.08.2019 20:30
DoCo, pisze się dla siebie, ale i dla czytelników. Trzeba wypośrodkować, biorąc pod uwagę, do jakiej grupy czytelników chcesz trafić :)

Co do "wydać swoje wypociny za wszelką cenę" - już to zauważyłem.

"Erekcji pióra" (dobre :) ) każdemu życzę, jednak własny styl i umiejętność pisania to 30-40%. Pozostałe do 100% to jednak praca , poprawki, czyszczenie i jeszcze raz praca. Tego największy talent nie zastąpi. Talent jest wisienką na torcie, nadaje oryginalny smak "wypiekowi", ale biszkopt trzeba zrobić porządnie, po rzemieślniczemu ;)

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 01.08.2019 23:20 Ocena: Bardzo dobre
Wyjąłeś słowa z moich ust, nie wkładając. Że tak powiem.

Pozdrawiam,

DoCi
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas