Pieśń Wiatru Część 2 - PrzemeK155J
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pieśń Wiatru Część 2
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

8.

Ogień. Krew. Płacz. Krzyk. Ból. Strach. Co jeszcze może mnie spotkać? pomyślał Jimmy, umierając. Może już się z tym pogodził? Nigdy nie przypuszczał, że przyjmie to z taką łatwością. Odchodzę. Teraz był o tym przekonany i to przyprawiło go o poczucie samotności. Wcale nie chciał umrzeć samemu. Powinna być przy nim teraz matka, albo Charles. Przecież miał dopiero czternaście lat. Tak nie powinno być. To nie w porządku.

Jimmy wciąż oddychał. Co prawda, płuca zmieniały się w ciężkie snopy lodu, a gardło ścisnęło się w wąską rurkę, ale tlen jakimś cudem się przez nią przedostawał i wypełniał Jimmiego, niosąc ze sobą zarówno ulgę, jak i lęk. Lęk w postaci natrętnego pytania, które okropnie bolało. 

Dlaczego to wszystko jeszcze trwa? Bezustannie mu towarzyszy, jakby jego życie jakoś nie potrafiło się skończyć. Jakby sam los nie mógł się pogodzić ze swoją decyzją.

Oddech zatrzymał się. Nieoczekiwanie. Bez pożegnania, czy jakiegokolwiek ostrzeżenia, po prostu przestał istnieć. Płuca również zniknęły. Stopy...gdzie one są? Gdzie się podziały? A co z dłońmi? 

Jego ciało ulatywało, w wieczności, w pustce. Myślał o Charlesie. O swojej matce. O Juli.

Co miał teraz niby zrobić? Czekać tak po prostu, aż śmierć go pochłonie? Zapomnieć o życiu, tak jak idąc przez trakt zapomniał o nieudanym polowaniu? Tak po prostu pozwolić, by wszystko się skończyło? 

Z drugiej strony to przecież wcale nie takie trudne. Wystarczy by na chwilę zamknąć oczy. 

Ale on po prostu nie potrafił. 

W końcu jednak ktoś zrobił to za niego. 

9.

Ocknął się. Oczy wciąż miał zamknięte.

Na początku sądził, że jest w niebie, albo, że trafił do jakiejś innej mitycznej krainy. Z opowieści swojej babci wiele słyszał o raju, o wieczności i nowym życiu, które nastąpi, kiedy przekroczy bariery umysłowe. 

Przez moment czuł nawet ulgę, połączoną, ze szczęściem. Myśl, że zaraz spotka się z mamą, Charlsem i siostrą, że dalej będą cieszyć się przy przy wspólnej kolacji, a całe to cierpienie uleci, niczym zły sen, ot zwykły koszmar. Ale wiedział, że to nieprawda.

Rozległ się szelest. Otworzył oczy. Wten uderzył go ból. Jimmy jęknął. Łzy poleciały mu z oczu. Strumieniem. 

Ogień rozpalił się w jego żołądku i dosięgnął płuc. A potem spalił gardło i przeszedł ognistą falą przez jego usta. Wylądował wśród krzewów i chaszczy, oplatających ciało Jimmy'ego. 

Jimmy jęknął po raz drugi. Tym razem z powodu żalu, który go pożerał. Przytłaczała go wiadomość, że szpony śmierci zostawiły go tu, samotnego, zmarzniętego i dławiącego się własnymi wymiocinami. 

No tak,. Czy to moja krew? Czy to moja krew, mamo? 

Jakaś czerwona, gęsta wydzielina oplamiła długie, trawiaste łodygi. Widniały na niej znamiona czerni i szarości. Jimmy’emu zrobiło się nie dobrze. 

Zwymiotował drugi raz. Natychmiast chwycił go duszący kaszel, jakby czyjaś pięść zacisnęła się mu na gardle. Spuścił powieki. Wolał odwrócić wzrok i wymazać to z pamięci. Wyobraźnia jednak bez ustanku, złośliwie podsuwała mu ten straszliwy obraz: Krew, prawdziwa, ciemna, zdobiąca krzewy i chaszcze krew. Jego krew. 

Owiał go chłód. Dreszcze przeszyły jego ciało, a płuca wróciły do swojej dawniejszej formy - snopów lodu. 

Jimmy nagle zaczął się trząść. Jego dłonie wykręciły się w skurczu, mięśnie łydek spięły się i dygotały, żołądek ścisnął się w pięść i eksplodował. Jimmy usiłował nad tym zapanować. Usiłował powstrzymać tę falę zimna i słabości, jaka bez trudu przenikała jego ciało. Czy on wogóle jest w stanie walczyć? Może niech się podda? Niech przestanie i odpuści? 

Chłopiec ukryty w gęstym polu, leżał na mokrej ziemi, wijąc się i drżąc. Co mu zrobili? Czy przedziurawili mu żołądek? Czy rozpłatali jego ramię? Tego nie wiedział i wolał nie wiedzieć. Póki co ujrzał tylko krew. Krew płynącą z ust. 

Nie mogli tego zrobić. Charles mówił, że jestem inny. Że, kiedy Wieczna Straż nadejdzie, nie skrzywdzi mnie. 

Najwyraźniej się mylili. Bardzo się mylili. 

Czy odnajdą go? Wśród gęstwin, gdzie upadł, uciekając przed śmiercią? 

Jimmy wykorzystał resztki swoich sił, by rozbudzić wspomnienia i porzucić mrok, który z pewnością nadejdzie. Stracił je, by skupić się na oddechu, tak jak to wiele razy nakazywała mu matka. Pamiętał jej słowa: Wdech wchodzi. Widzisz go? A teraz wychodzi. Wszystko będzie dobrze, synku. Wszystko będzie dobrze. 

Tylko, że teraz nic nie było dobrze. 

Te słowa wydawały się jedynie czystym kłamstwem. Tłumił je ból. Głęboka, długa i ropiejąca krwią szrama sprawiała, iż kojący głos załamywał się po każdym spazmie, wstrząsającym płucami Jimmy’ego. 

Jimmy powinien teraz walczyć. Powinien podnieść się z mokrej trawy i szukać pomocy. Na polowaniach Charles setki razy mówił mu, że Jimmy jest twardzielem. Czy się mylił? Przecież nawet mistrzowie popełniają błędy, a później tego żałują. 

Jednak, gdzieś, w głębi, która nie została uszkodzona i zraniona, Jimmy wierzył, że przeżyje. I, że, tak jak zapewniała go mama, wszystko będzie dobrze synku

Po pewnym czasie porwała go nieświadomość. 

10.

W głębi lasu, daleko za polaną, pożar trawił miasto, złożone z zbudowanych w rzędzie niewielkich domków, wież i budynków. Trawił również zamieszkujących ją ludzi i ich zwierzęta. Był bezwzględny, równie bezwzględny, jak istoty, które go wywołały. 

Wieczna Straż mijała okoliczne tereny, krążyła wzdłuż lasu i przemierzała dróżki. Wielu Strażników zostało w mieście, by przeszukiwać zwęglone domy, by zabijać tych, którzy uniknęli ostrzału Kwantowych Promieni, chemicznego gazu i rozprzestrzeniającego się wokół, ognistego potwora, pożerającego wszystko, co stało na jego drodze. Wśród nich znalazły się kobiety, czołgające się przez oszronione błoto, ich dzieci, które nawet nie wiedziały, co się dzieje i zdesperowani ojcowie, próbujący biec, mimo utraty nóg, kończyn, czy jelit. Byleby ocalić swoją rodzinę. 

Wtedy zjawiał się Promień Kwantowy i udaremniał ich wysiłek. Zabierał im życie, jakby nic nie znaczyło. Jakby było kawałkiem śmiecia. Wieczna Straż czyniła tak bez skrupułów.

Wokół rozchodził się gęsty i czarny dym, zasłaniający wschodzące słońce. Pochłaniał drzewa i wzbijał się ku niebu. Wicher rozrzucał tumany pyłu. Chemicznego Pyłu, przed którym nikt nie mógł się uchronić. Nawet twardziele. 

Pomnik Wiecznych, osamotniony pośród ruin, przypomniał teraz zwęgloną górę sadzy, na której szczycie tlił się ogień. Wokół pomnika, na spękanym, pełnym szczelin bruku, leżeli ludzie. Wszyscy martwi. 

Tu, w centrum panowała cisza. 

Na obrzeżach, przy bramie, walczyli jeszcze strażnicy, oraz ci, którzy mieli nadzieję, że powstrzymają Wieczną Straż. Tam rozchodził się głównie ryk i płacz. Oraz strzały. One były najgłośniejsze, bombardowały ciszę swoim łoskotem, sprawiając, że domy, do tej pory odporne nawet na huragany, rozpadały się, niczym zbudowane z talii kart. Ziemia dygotała i trzaskała. Ogrody, sady i biegnące wzdłuż granicy muru pola winorośli trawiła ognista bestia, raptownie zbliżając się do innych domów. 

Dalej, w lesie, przez rzędy jodeł i grube ściany zieleni przebijał się dźwięk wrzasków, i dźwięk pełen cierpienia, które odstraszało kruki, a przywoływało sępy.

To wszystko, skąpane w dymie i odorze tak okropnym, że ranił płuca, trwało długo, aż czas praktycznie stracił znaczenie. 

Skończyło się dopiero wtedy, gdy już nikt nie uciekał. Gdy już nikt nie krył się, przygnieciony stertami drewna i kamieni. Gdy już nikt nie konał z bólu, czołgając się i błagając o to, by któryś z Wiecznej Straży strzelił mu w skroń. Gdy już nikt nie żył. 

Chociaż nie do końca. Wieczna Straż przeoczyła kogoś. Kogoś bardzo ważnego. I zniknęła jeszcze zanim blask zalał wzgórza.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
PrzemeK155J · dnia 12.11.2019 09:11 · Czytań: 301 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ronin
04/12/2022 13:04
Zaimkoza aż boli. »
wolnyduch
04/12/2022 00:24
Ciekawy wiersz, msz o tym czego kto potrzebuje decyduje… »
wolnyduch
04/12/2022 00:18
Wstrząsający, wręcz dramatyczny wiersz, no cóż świat jest… »
wolnyduch
04/12/2022 00:15
Urokliwie zatrzymana chwila, wiersz bardzo obrazowy, taki… »
wolnyduch
04/12/2022 00:09
Dobrze się czyta tę impresję ze wspomnień, troszkę… »
wolnyduch
03/12/2022 23:56
Witaj al - szamanko Faktycznie mnie zafascynowała postać… »
al-szamanka
03/12/2022 19:15
Musial Cie Gray mocno zafascynowac, ze az cztery wersje… »
Wisniewski
02/12/2022 21:32
Dziękuję pięknie Wam obojgu! »
Marek Adam Grabowski
02/12/2022 20:47
Dziękuje. Kto wie, może Kości podstawią na turystykę.… »
Kazjuno
02/12/2022 20:35
Tym razem, Marku, pozostawileś czytelnika ze sporą… »
wolnyduch
02/12/2022 19:45
Może puka, bo mu zależy na niej? Tak poza tym, to zawsze… »
wolnyduch
02/12/2022 19:34
Spojrzenia w serce, tak ono jest ważne... Jak dla mnie to… »
wolnyduch
02/12/2022 19:26
Dobrze i mnie się czytało to życiowe opowiadanie, choć… »
wolnyduch
02/12/2022 19:15
No cóż, zawsze na początku ludzie się nie znają, ale taniec… »
Darcon
02/12/2022 19:11
Bardzo dobre, Wisniewski, przede wszystkim w swojej… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Damphti
Wspierają nas