Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne - mike17
Proza » Miniatura » Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne
A A A
Od autora: Powrót do wojny hiszpańskiej. Do tego, czym była dla poszczególnych ludzi. Czym mogła być dla tych, którzy się kochali. I w ogóle jak wygląda miłość w czasach wojny. Tytuł to hasło generała Franco do wzniecenia powstania. Zapraszam do czytania :)

Właśnie wróciłem z twojego pogrzebu, Marita, cicho i bezszelestnie, jakby nic się nie stało.
Wszedłem do mieszkania, i rozebrawszy się, nalałem sobie szklankę wina.
Usiadłem w fotelu i powoli piłem, myślami będąc jeszcze na cmentarzu.
Czas zatoczył koło i znów ujrzałem tamtą Hiszpanię i cały koszmar wojny domowej.
I nas wtedy, nas jakże blisko śmierci, rozdzielenia, nas, sobie przeznaczonych.
I uśmiechnąłem się pod nosem, że odeszłaś godnie, umierając ze starości we śnie.
Też chciałbym tak odejść, i w sennych majakach znaleźć się wnet na zielonych pastwiskach, gdzie znów będziemy młodzi, i trzymając się za ręce pójdziemy w stronę słońca.
Jednak przyjdzie mi jeszcze na to poczekać, a póki co, wiem, że będę wspominał.
 
- Posłuchasz, Pablo? Masz już dwadzieścia lat. Musisz to przekazać dalej, jak już mnie zabraknie.
- Tak, dziadku. Bardzo chętnie – odparł wnuk.
 
Tego wieczora wypiliśmy sporo wina i opowiadałem na różne sposoby, by tylko przybliżyć mu prawdę w całej jej krasie, czy była brudnym ściekiem, czy szczerozłotym śpiewem.
 
Zanim doszło do krwawej wojny w latach trzydziestych, co trzeci Hiszpan mówił po rosyjsku, bowiem napływ wrogiego, radzieckiego elementu do kraju był ogromny – Kraj Rad postanowił zrobić sobie z nas kolejną republikę, czemu pomagały republikańskie, skrajnie antyklerykalne rządy, bezładna agresja sił komunistyczno- anarchistycznych i wszechobecny atak na Kościół i wiarę katolicką.
Te liczby znam na pamięć – wryły się w nią boleśnie po czasu kres – będę jak cierń na zawsze.
Nigdy ich już nie wyrzucę z mej głowy, nigdy nie zapomnę tego upodlenia.
Nie chcę, pragnę, by ta wiedza szła dalej, by inni ją posiedli, by ich głowy otworzyły się.
 
W wyniku prześladowań religijnych Kościoła katolickiego śmierć poniosło 12 biskupów, 5255 księży, 2492 zakonników, 283 zakonnice, 249 osób przechodzących okres nowicjatu i kilkadziesiąt tysięcy wiernych świeckich, a zniszczeniu uległo 2000 świątyń, dane w okresie wojny i po jej zakończeniu były wielokrotnie weryfikowane, gdyż wcześniej w zależności od źródeł były zawyżane lub też zaniżane. Mordy dokonywane przez Republikanów na księżach i na utożsamianych z Kościołem katolickim działaczach społecznych np. członkach Akcji Katolickiej, tercjarzach i klerykach w 1936 roku określane są jako „orgie antyklerykalne” – ofiary ginęły, ponieważ w oczach republikańskich zabójców symbolizowały Kościół katolicki.
Tylko jednego dnia 6 listopada 1936 roku w czasie masowej egzekucji w Madrycie rozstrzelano ponad 200 księży, zakonnic i seminarzystów (razem stracono wówczas około 2400 więźniów politycznych).
 
Pewien historyk tak nazwał rzezie dokonywane przez republikanów na katolikach:
„Nigdy w historii Europy, a może i nawet świata, nie widziano tak ucieleśnionej nienawiści do religii i jej wyznawców”.
 
Zbrojną odpowiedzią na nasilający się komunistyczny terror było powstanie, na którego czele stanął generał Francisco Franco, komendant wojskowy Wysp Kanaryjskich.
 
Wojna w latach 1936-1939 pochłonęła wiele ofiar i była niezwykle okrutna, jak każda wojna religijna, gdzie jedni bronią swej wiary, a inni dążą do jej unicestwienia.
Straty po stronie frankistów wynosiły 90 tysięcy ludzi, a po stronie przeciwnej 110 tysięcy. Rannych po obu stronach zostało ponad milion osób. Poza linią frontu zamordowano łącznie 130 tysięcy niewinnych ludzi, choć wydaje mi się, że i te dane mogą być poważnie zaniżone.
 
Katalonia, 1937
- Podobno w miasteczku jest ich około stu – powiedział Juan Garcia.
- Nas jest dwa razy tyle, więc wchodzimy i robimy porządek – odparłem bez namysłu.
- Jutro rano? – spytał Antonio.
- Dzisiaj wieczorem. Jak będzie po wszystkim, przynajmniej wyśpimy się w ciepłych łóżkach.
Ludzie są po naszej stronie. Wiem, ile w tych stronach wycierpieli od komunistów.
 
Kiedy weszliśmy do miasteczka, zdziwił nas fakt, że na rogatkach nie było posterunków.
Cała okolica zdawała się drzemać, lecz wnet usłyszeliśmy dziwne odgłosy.
W miarę jak posuwaliśmy się w głąb, stawały się coraz ostrzejsze, by nagle stać się niemożliwymi do zniesienia – przedzierając się między domami obserwowaliśmy, co też takiego dzieje się i czemu przeraźliwe krzyki wciąż przybierają na sile.
Kiedy dotarliśmy do głównego placu, ujrzeliśmy dziesiątki mężczyzn gwałcących kobiety.
Naokoło stali pozostali i śmiali się głośno, popijając wino z butelek i przeklinając.
Niektórzy usiłowali się masturbować, napajając chore zmysły wynaturzonym widokiem.
Nasza decyzja była spontaniczna: uderzyliśmy tak gwałtownie, że zanim zdążyli się obejrzeć, połowa już nie żyła, byliśmy bezlitośni, podbiegaliśmy do gwałcicieli i strzelaliśmy w skroń.
Juan Garcia zabił kilku bagnetem, a ja biegałem po placu i krzyczałem, kto tu jest dowódcą.
Obiecałem, że daruję życie każdemu, kto go wskaże, puszczę jak psa wolno.
 
Nie musiałem czekać długo – jakiś zarośnięty jak świnia oprych szybko podbiegł do mężczyzny, którego odciągnięto od młodej, drżącej ze strachu dziewczyny.
- To on, to dowódca! – nagle niedobitki bandyckiej hordy wskazały herszta.
Kiedy spojrzałem mu w oczy, ujrzałem tylko zwierzęcą nienawiść i ordynarną żądzę mordu.
- Zabrać wszystkich stąd pod mur i rozstrzelać – rozkazałem.
- Tak jest, panie kapitanie – krzyknął Juan Garcia.
- A z tobą pogadam – powiedziałem do dowódcy komunistów.
- A o czym, psie? – zaśmiał mi się w nos.
- Zanim cię zabiję, powiedz coś o sobie. Jak to miło było mordować dla Republiki.
Masz jaja, by mi to wyjawić? I tak nie przeżyjesz, więc liczę na szczerość.
 
- Jebaliśmy tego waszego boga, a księży i siostry we wszystkie otwory. Nigdy w życiu się tak nie naruchałem, co w tamtym zakonie, pod Madrytem, ale było gorąco! Nikomu nie podarowaliśmy, nawet przeor dał dupy. Strzelaliśmy do waszych świętych figur, sraliśmy i szczaliśmy w waszych kościołach. Sam waszemu Chrystusowi wyciąłem na klacie sierp i młot. A bywało, że chłopaki walili się nawzajem wśród waszych świętych, najpierw on jego, potem na zmianę. A gdzie był wasz bóg? Olał was. A Jezus, ten cudotwórca od siedmiu boleści, czemu nie uratował tych, których zatłukliśmy? Zdychało przynajmniej dwustu dziennie. Oszczędzaliśmy naboi – w ruch szły głównie noże i bagnety, siekiery i kilofy. Potem robiliśmy sobie fiestę i była zabawa na całego. To my was dymaliśmy wtedy jak bure suki, w cipę, w dupę, w mordę. Anarchiści walili zakonnice przez dwie godziny bez przerwy na dwa baty, a na koniec podrzynali im gardła i wrzucali do dołu z gnojówką, śpiewając „Międzynarodówkę”. Sam kastrowałem księżulków, a co, nie wolno? Ich ciepłe jaja jadły wygłodniałe psy. To wojna, i to z waszym bogiem, więc jego pachołków trza rżnąć. I rżnęło się, jednemu pyskatemu kazałem usiąść na bagnecie, na koniec przestrzeliłem mu kolana i kazałem biegać, ale był ubaw! A jedną taką, zakonnicę z twarzą Matki Boskiej kazałem ciągnąć druta, a na koniec obciąłem jej nożem cycki i zastrzeliłem. A chłopaki przewalili każdą jedną, jaka im się nawinęła, czy dobra, czy wasza, a chuj z tym, ważne, że dziura.
- Milcz, skurwysynu – jeden strzał w łeb zakończył ten plugawy monolog.
Osunął się ciężko na ziemię, a moi ludzie cofnęli się – wiedzieli, że stać mnie na wszystko i tu, na wojnie, w przypadku wyjątkowych szmat nie cofnę się przed niczym.
 
Wtedy podeszła do mnie ta dziewczyna, którą usiłował zgwałcić.
Była drobnej budowy i miała w sobie delikatną kobiecość.
Jeśli miałbym powiedzieć o kobiecie idealnej, powiedziałbym o niej.
To, co w niej ujrzałem sprawiło, że przez tygodnie nie potrafiłem się pozbierać.
Drżała i w jej oczach nadal czaił się duszny lęk:
- Bardzo panu dziękuję. Wielu już mnie miało. Jestem prawie jak szmata. Co znaczę, kim jestem? Już dłużej tego nie zniosę. Wolę umrzeć. Czy pan mnie rozumie?
- Jak masz na imię?
- Marita. Jestem z tego miasteczka. Komuniści i republikanie zgnoili tu wszystkich. Mordowali nawet starców, jeśli nie chcieli całować portretu Lenina i Stalina. Burmistrza rozerwali końmi na oczach wszystkich, bo nazwał Republikę starą radziecką kurwą.
- Mała, zabiorę cię stąd. Masz rodzinę?
- Nie. Ojca i matkę zabili anarchiści miesiąc temu. Za to, że nie chcieli dać kartofli.
- Będziesz teraz ze mną. Nazwij to jak chcesz, ale przeszłaś daleką drogę. Wojna niedługo się skończy, komuchów wybijemy co do jednego, Hiszpania znów odetchnie pełną piersią. Zabierz swoje rzeczy i ruszamy. Będziesz przy mnie. Już nikt cię nie skrzywdzi. Antybolszewicka krucjata właśnie się kończy, jeszcze tylko parę miesięcy, wytrzymamy.
Będziesz pracować w kuchni. Potrzebujemy kucharek. Chłopcy są wiecznie głodni.
- Tak jest, panie kapitanie – powiedziała z taką wdzięcznością, że coś ścisnęło za gardło.
Wyjąłem papierosa i zapaliłem.
Nigdy nie zapomnę jej spojrzenia i tego, co wtedy poczułem.
 
Nad rzeką Ebro, 1938
Właśnie w tej wielkiej bitwie straciłem prawą rękę, głupio i bezsensownie.
Nie urwał mi jej granat, nie urwał wybuch wystrzelonego pocisku.
Wpadliśmy jako zwiad w zasadzkę, bo pech był wtedy z nami.
Popełniłem błąd, biorąc tylko pięciu ludzi, gdybym wziął więcej, wyszlibyśmy cało.
Podeszli nas z kilku stron i ostrzelali: większość moich padło na miejscu.
Przy życiu pozostałem tylko ja i młody Pepe, sanitariusz.
Kiedy nas już złapali, Pepe dostał pięćdziesiąt kijów na nerki, po czym obcięto mu nos i uszy.
Mnie ustawiono przy ścianie i kazano wyciągnąć prawe ramię – jakiś zapijaczony komunista odstrzelił mi je z cekaemu, popijając wino i śmiejąc się do rozpuku.
Kiedy upadło na ziemię, skoczyłem, by je złapać, lecz dostałem solidny cios w szczękę i zemdlałem – zapadła głucha ciemność i przez jakiś czas nie działo się nic.
W chwili, gdy ocknąłem się, nikogo wokół mnie nie było poza Pepe.
Czemu nas oszczędzili, nie wiem do dziś, takie rzeczy nie zdarzały się na tej wojnie.
Dziękowałem Bogu za ocalone życie i za to, że się nie wykrwawiłem.
 
Marita, byłaś potem ze mną dzień i noc.
Kiedy już opatrzono mój kikut ręki, dawałaś pić i jeść.
Gładziłaś moje rozognione czoło, a oczy, wpatrzone we mnie mówiły wiele.
Miałem najlepszą opiekę pod słońcem i nie mogłem prosić o więcej.
Kątem oka patrzyłem, jak krzątasz się po namiocie, jak dbasz o mnie.
Gdyby nie morfina, pewnie bym zwariował.
Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale umiałaś też robić zastrzyki.
Byłaś mi bliska jak nikt w obozie, bo byłaś ze mną cały czas, i z dnia na dzień powoli wracałem do świata, bo wojna wciąż nie miała końca, a ja nadal chciałem brać w niej udział.
Od dawna trwała ofensywa nad rzeką Ebro i walki tak zacięte, że trudno było wyrokować, na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa.
Pozwoliłem ci mówić do siebie po imieniu, czułem, że jeszcze chwila, a…
W 1936 roku komuniści zgwałcili i zamordowali moją żonę tylko za to, że powiesiła w klasie krzyż i mówiła, że Republika to pomiot szatana i radziecka próba zawładnięcia Hiszpanią.
Mówiła dzieciom o Bogu, o tym, że to największa z sił, z którą jeszcze nikt nie wygrał.
Marita, od tamtej pory żadna kobieta nie była mi tak bliska jak ty, żadna nie była tak blisko mnie jak ty, i żadna nie dała mi tyle czułości i ciepła, czy to przypadek?
Czy to przypadek, że wtedy zajęliśmy tamto miasteczko i nie zostałaś zgwałcona?
Czy przypadek istnieje, a może tylko wszechwładne przeznaczenie?
A może nasze drogi życia miały się przeciąć w tym podłym miejscu upadku i cierpienia?
 
Niebawem nasze oddziały zajęły całą Katalonię w trakcie kampanii trwającej niecałe dwa miesiące – 15 stycznia padła Tarragona, 26 stycznia Barcelona, 2 lutego Girona. 27 lutego Wielka Brytania i Francja uznały władzę generała Franco na arenie międzynarodowej.
Po upadku północy Hiszpanii w rękach republikanów pozostawał tylko Madryt i kilka pojedynczych miast, wraz za otaczającymi je terenami.
5 marca armia republikańska, dowodzona przez pułkownika Segismundo Casado i polityka Juliána Besteiro, dokonała zamachu stanu i ustanowiła juntę wojskową na czele z Radą Obrony Narodowej, która miała negocjować warunki pokoju. Obalony premier, Juan Negrin, uciekł do Francji. Tymczasem oddziały komunistyczne wokół Madrytu podniosły bunt przeciwko juncie, rozpoczynając tym samym swego rodzaju „wojnę domową w wojnie domowej”. Bunt został stłumiony przez oddziały Casado, który rozpoczął negocjacje pokojowe z Franco. Generał ponownie odmówił, żądając bezwarunkowej kapitulacji.
26 marca rozpoczęło się nasze natarcie na Madryt, który padł dwa dni później. Do 31 marca opanowaliśmy całą Hiszpanię. Dzień później Franco drogą radiową ogłosił zwycięstwo nad siłami republikańsko-komunistycznymi. Oficjalnie zakończona została wojna domowa w Hiszpanii – ukręcono łba czerwonemu diabłu i jego sługusom.
Wczesnym rankiem 28 marca 1939 nasze oddziały z frontu Casa de Campo wkroczyły triumfalnie do Madrytu.
 
Kwiecień, 1939
- Marita, to już koniec, to naprawdę się skończyło, bo żadne piekło nie może trwać wieki – powiedziałem, kiedy tuliła się do mnie. – Państwo da nam mieszkanie, i zapomnimy o latach wojny. Dostanę wysoką rentę za stratę ręki, a tobie znajdę dobrą pracę. Damy radę. Komuchów już tu nie ma. Już nikt cię nie skrzywdzi, nikt, żaden czerwony pies.
- Jesteś taki delikatny.
- Nic od ciebie nie chcę. Tylko bądź.
- Wielu chciałoby miłości z kobietą.
- Pamiętam tych, co mieli z tobą miłość, nie chcę być taki sam.
- Ale kiedyś kobieta zapragnie…
- Wtedy oboje to poczujemy.
- Miguel, jesteś dla mnie czułym oddechem, nie znam się na poezji, ale tak to czuję.
- Kocham cię, mała. Pokochałem cię od pierwszego spojrzenia.
- Mam tylko ciebie, i chcę mieć tylko ciebie.
- A pomyśl, że mogłem być z oddziałem zupełnie gdzie indziej.
- Mogłeś, ale to coś kazało nam się spotkać. To Bóg. On jest zawsze tam, gdzie dwoje ludzi kocha się szczerą miłością, gdzie zdolni są dla siebie uczynić każdą rzecz.
- Dokładnie.
- Gdzie kochanie oznacza życie, nadzieję na lepsze jutro, czuły dotyk, kiedy cierpisz.
- Gdzie kochanie oznacza tę jedną chwilę na zawsze.
 
Madryt, 1963
Kiedy już wyszliśmy z kina po obejrzeniu „Summer holiday” z Cliffem Richardem, poszliśmy do cudownego parku, była wiosna, pora westchnień i szeptów zakochanych.
Mówiłaś, a ja pieściłem w wyobraźni każde twoje słowo:
- Julio jest już dużym chłopcem, oby znalazł odpowiednią dziewczynę.
- Takie rzeczy się czuje.
- Ma to po tobie?
- Myślę, że tak.
- Chciałabym, żeby szybko założył rodzinę.
- Dlaczego?
- Życie jest takie krótkie.
- A skąd to możesz wiedzieć?
- Czuję, że tak jest.
- Życie trwa, dopóki kochasz.
- Więc moje będzie nieśmiertelne.
 
Dzisiaj
 
- Marita, chodźmy do restauracji. Zjemy wystawną kolację jak para zakochanych.
Co ty na to? Coś nam się należy od życia, jest po to, by z niego czerpać.
- To nas potwierdzi jak dobrze leżące ślubne ubranko.
- Tak?
- Nas, którzy nie odpadli, jak to teraz młodzież mówi.
- Co masz na myśli?
- Już ty wiesz. Jesteś moim jedynym jak na samym początku. Czasem coś dzieje się tylko raz. I nigdy już więcej. Ty mi się dziejesz, ty, jak nigdy już więcej.
- Czyli należy się nam ta kolacja?
- Jak najbardziej. Zaraz będę gotowa.
- A więc czekam i chciałbym poczuć twoje urocze perfumy. Te same, od których ostatnim razem zakręciło mi się w głowie i oświadczyłem ci się. Pamiętasz?
- To już tyle lat…
- To już tyle kochania.
 
Kiedy już jedliśmy, zapytałem:
 
- Co wtedy czułaś, w tamtym miasteczku, kiedy cię uratowałem?
- Że przeżyję. Bo oni po zgwałceniu mordowali kobiety.
- Kiedy rodzi się kochanie?
- Nie wiem. Chyba nagle.
- Co sprawia, że można kogoś pokochać?
- To, co robi. Czasem też, to, co mówi.
- Czy miłość to nagły odruch, czy coś, co narasta z czasem?
- To przychodzi od razu. Jak uderzenie pioruna, jak natchnienie poety.
- Do ciebie przyszło?
- Tak.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale ja chyba musiałem tam być, byśmy dziś byli tu, gdzie jesteśmy, mogli jeść tę kolację, może nawet musiałem stracić ramię, byś była tak blisko, jak żadna jeszcze nie była. Może, a chyba na pewno. To są rzeczy nam pisane, nieuniknione.
Byłem kapitanem, ty zwykłą dziewczyną, uratowaną z łap komunistów. Mogliśmy rozejść się na dwie strony świata. Tak jednak się nie stało. I znowu Bóg? I znów był blisko?
- Był. I dotknął nas w odpowiednim momencie. Bo Bóg wie, czego człowiekowi potrzeba.
I umie postawić na jego drodze innego człowieka, by ten poczuł , czym jest boskie tchnienie.
Bo Bóg objawia się w innych ludziach, w wydarzeniach, w przypadkach. Kiedy już myślisz, że po tobie, wtedy On zjawia się i gra swoją kartą, i wszystko zmienia się jak na zawołanie.
I już masz pewność, że nie jesteś sam, że Ktoś Większy czuwa i poda ci rękę, kiedy będziesz upadać, kiedy pod twoimi stopami zabraknie ziemi.
- Wiesz, dziś już umiem robić wszystko lewą ręką. Dzięki tobie, bo jestem wciąż mężczyzną.
Jestem nim, bez dwóch zdań, i wiem, że bez ciebie nie dałbym sobie rady.
- Bez ciebie, Miguel, mogło mnie już nie być. Krew z mojego poderżniętego gardła wypiłyby bezpańskie psy.
- Mamy szczęśliwą rodzinę, wnuki, czego więcej chcieć?
- Tylko zdrowia, mój kochany, tylko tego.
- Nie chcę, byś umarła przede mną – moje życie skończyłoby się w jednej chwili.
- To w rękach Boga, mój miły, ja chciałabym, byśmy odeszli stąd razem, zakochani, jakby czas cofnął się do dnia, kiedy nasza miłość się narodziła, kiedy ujrzałam cię po raz pierwszy.
 
I często chodziliśmy na spacery do parku, trzymając się za ręce, jakby czas stanął w miejscu, jakby nasze „tu i teraz” było właśnie dziś, bo młodym można być w każdym wieku, wystarczy chcieć i pragnąć, by minuty stały się nieruchomym murem, nie zaś ruchliwą ulicą.
By pocałunek zabierał na księżyc, i był tą samą radością, jaką dawał dawno temu.
A czas, ten cwany gracz, cofał nas w biegu sekund do momentu pierwszego olśnienia.
I wtedy cały świat jest nasz, nic nam go nie odbierze, te chwile należeć będą do nas.
 
Nawet nie wiem, kiedy zaczęliśmy grać w z góry przegraną grę.
Czasem jest tak, że w pokerze ktoś leci na pięć asów, i to z rękawa.
Takich chwil nie sposób uchwycić, zazwyczaj przychodzą jak złodziej i pozostają.
Ale są i nie sposób im zaprzeczyć – ta pułapka jest zawsze chłodno przygotowana.
Potem jest już tylko „teraz” w całym swym zatrutym wymiarze.
 
Nie lubiłaś chodzić do lekarzy, nie dbałaś o swoje zdrowie.
Jako wojenna dziewczyna nie pieściłaś się z tym tematem, śmiejąc się w nos medycynie.
Ufałaś, że jeśli komuchy cię nie zarżnęli, to nic gorszego zdarzyć się nie może, bo skoro było na to tyle szans, a ty je ominęłaś, to musi oznaczać, że śmierć ci niepisana.
Mówiłaś: ”Przeżyłam wojnę domową, więc już nic mi nie grozi, chyba że grypa”.
Obok mijały miesiące i kradły ci życie, choć nie miałaś o tym pojęcia.
Kolejne marce i czerwce, lipce i wrześnie, martwe minuty, godziny, dni…
Do lekarza zgłosiłaś się, kiedy na wszystko było już za późno.
Nigdy nie zapomnę jego płaskiej, komiksowej twarzy, kiedy wydawał diagnozę.
Dla mędrców medycyny byłaś tylko kolejnym numerem statystycznym w szpitalu.
Myślami krążyli już przy swoich żonach, smacznym obiedzie i wieczornym seksie.
Nikt nie pochylił się nad twoim losem, Marito, nikt nie podał ręki.
W świecie, w którym panem jest pieniądz, ludzka znieczulica osiąga rozmiary gangreny.
Nie mogłem mieć pewności, ale podejrzewałem, że coś niedobrego dzieje się z tobą, coś czego nie umiałem nazwać po imieniu, zdefiniować, rzucić na stół.
Wielokrotnie łapałem się na tym, że źle śpię, że budzę się co godzinę zlany zimnym potem i mam w głowie tylko tę jedną myśl: co z tobą?
Czy nic ci nie jest, czy mogę zdrzemnąć się jeszcze w nadziei, że nad ranem znajdę cię żywą?
Jednak nic nie lubi stać w miejscu i zazwyczaj nie stoi.
Wczorajsze szczęście jest jutrzejszym smutkiem.
I przyjdzie ci zapomnieć o tym, co w piersi grało, przyjdzie spojrzeć w mrok.
 
Twoje serce było coraz słabsze i biło coraz słabiej, aż pewnego dnia…
 
Właśnie wróciłem z zakupów i ujrzałem, jak leżysz na podłodze – twoja twarz wyrażała nieziemski spokój i wyciszenie, nie znać było żadnych oznak cierpienia.
Przez chwilę miałem wrażenie, że śpisz, że nic złego się nie dzieje.
Było to jak krótka iluminacja czegoś, czego nie umiem nazwać.
Ten kamienny spokój uspokajał, ale też niepokoił, bo cisza, która rozlała się wokół, nie była jednoznaczna – mogła wróżyć coś, czego nie chciałoby się odkrywać.
Bo czasem idziemy o jeden krok za daleko i potem nie możemy już wrócić.
Jak ja wtedy, jak ja tamtego dnia.
Naprędce zbadałem puls.
Próbowałem oddychania usta-usta, ale poległem.
Czas niespiesznie sączył się między palcami i był jak martwe truchło.
Nie żyłaś, odeszłaś tak niezauważenie, jak cicho i bezgłośnie wiodłaś swoje życie.
Ujrzałem wnet film o kimś, kogo prawie nie było, ale kto jednak zawsze był.
Swym delikatnym istnieniem, podobnym do lotu motyla w czerwcu.
Do czułej bryzy znad morza, co pieści i daje oddech.
Do pocałunku, co otwiera bramy raju.
Usiadłem na ziemi i zapłakałem, poczułem, że mój świat sypie się w gruzy.
Że to, co najpiękniejsze i najcenniejsze ukradł mi okrutny Los.
Pozostawił z pustką i pamięcią tego, co dane nam było przeżyć.
I już wiedziałem, że będę o tobie myślał każdego dnia, i zamieszkasz na dnie mojej duszy, by nigdy stamtąd nie odchodzić, nie porzucać mnie drugi raz.
 
Właśnie wróciłem z twojego pogrzebu, Marito, cicho i bezszelestnie, jakby nic się nie stało.
Wszedłem do mieszkania, i rozebrawszy się, nalałem sobie szklankę wina.
Usiadłem w fotelu i powoli piłem, myślami będąc jeszcze na cmentarzu.
Czas zatoczył koło i znów ujrzałem tamtą Hiszpanię i cały koszmar wojny domowej.
I nas wtedy, nas jakże blisko śmierci, rozdzielenia, nas, sobie przeznaczonych.
I uśmiechnąłem się pod nosem, że odeszłaś godnie, umierając ze starości we śnie.
Też chciałbym tak odejść, i w sennych majakach znaleźć się wnet na zielonych pastwiskach, gdzie znów będziemy młodzi, i trzymając się za ręce, pójdziemy w stronę słońca.
Jednak przyjdzie mi jeszcze na to poczekać, a póki co, wiem, że będę wspominał.
 
- To wszystko, Pablo – rzekłem. – Zachowaj w pamięci każde moje słowo.
- Dziękuję, dziadku Miguel – powiedział. – Nigdy nie zapomnę tej opowieści.
 
17 listopada 2019
 
 
Cykl: Pokochania

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 02.12.2019 13:24 · Czytań: 826 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 30
Komentarze
al-szamanka dnia 03.12.2019 03:35 Ocena: Świetne!
Nawet nie wiesz jak bardzo trafiłeś u mnie z tym tekstem.
Rok temu odbyłam moją trzecią podróż do Hiszpanii.
Tym razem przede wszystkim Kastylia, a potem tydzień w Madrycie.
Po drodze zajechałam do Valle de los Caidos, gdzie jeszcze do niedawna spoczywały szczątki generała Franco.
Niesamowite wrażenie - najwyższy, wolnostojący krzyż świata, nieprawdopodobnie cudowna Pieta, ogromna bazylika. Pochowani polegli obu stron. Tak chciał Franco - ponoć dyktator.
Hmm, dyktatorem go zrobiono, komuniści mu to załatwili.
I tak mnie uczono w szkole, w komunistycznej Polsce.
Dopiero potem dowiedziałam się jak było naprawdę.
Bez Franco komuna zalałaby Europę z dwóch stron.
Dzisiaj byłoby zupełnie inne.
Byłoby takie, jak go doświadczyli Miguel i Marita.
Bo wszystkie okrucieństwa, które opisałeś są prawdą.

Ale nie byłbyś sobą gdybyś na tym tle nie umieścił czegoś, co przełamuje makabrę, pozwala przypomnieć, że przede wszystkim jesteśmy ludźmi, nie bestiami, i że potrafimy kochać.
Owszem, straszne wspomnienia, pytania dlaczego, po co i co by było gdyby…
Nie można zapomnieć, trauma zostaje na całe życie, dlatego trzeba opowiedzieć wnukowi i innym, aby historia się nigdy nie powtórzyła.

Jak zwykle napisałeś coś co długo zostaje pod skórą.
Tekst, który budzi multum różnorakich i bardzo skrajnych emocji.
I pokazuje, że tylko miłość się liczy.

pozdrawiam ciepło :)
Zbigniew Szczypek dnia 03.12.2019 09:25 Ocena: Świetne!
"No pasara'n Michale"
Tak chciałbym do Ciebie zawołać, wykorzystując hasło republiki, zgoła inaczej.
Niech nie przejdzie, nigdy więcej, zgoda na podobne okrucieństwo, niech nigdy więcej malarze i inni artyści, nie czerpią tematów z okrutnej rzeczywistości, współczesności, jak Goya (Okrucieństwa wojny) i Picasso (Guernica). Wyciągnijmy wreszcie wnioski z historii, nie zapominajmy opowieści naszych dziadków, babć, rodziców. Nie ma znaczenia, którą stronę konfliktu poprzemy, obie będą złe i wypaczone. Wojna domowa to już kwintesencja zła.
Na szczęście, jak dotąd, to zło przegrywało z miłością. Niech przegra ostatecznie, a my odwiedźmy "Madryt", nie jako zdobywcy, lecz mile widziani mieszkańcy - "Hemos pasado"!

Usuń proszę powtórzenia: czasu kres - kres czasu, stawały się - stać się(Katalonia)
Bardzo mi się podobało Michale - Pozdrawiam serdecznie
Zbyś
Kazjuno dnia 03.12.2019 11:58 Ocena: Świetne!
Mike 17.
Czegoś tak wspaniałego chyba jeszcze nie czytałem. Przyznam się ze wstydem, że o wojnie domowej w Hiszpanii pojęcie miałem niewielkie. Ta wojna jakoś wymknęła się z kręgu moich zainteresowań historycznych. Jej ocenę dawno temu zmącił mi skądinąd świetny film Śniegi Kilimandżaro z Avą Gardner i Gregory Peck'iem. Później czytałem powieść o tym samym tytule Hemingway'a. Za wiele nie pamiętam. Jednak najmocniejsze wrażenie wywarł na mnie film i jego bohaterowie, którzy byli jednak po stronie republikanów/komunistów. Znasz Mike moje poglądy, fakt, że po stronie republikanów walczyli komuniści sterowani przez Komintern, a po drugiej Franco wspomagany przez Hitlera i jego Luftwaffe - zneutralizował moje zainteresowanie tematem.
Dopiero Ty, swoją świetną prozą unaoczniłeś mi istotę tej wojny. Niezłe bagno mielibyśmy w Europie, gdyby zwyciężyli "republikanie".
No i Twoja jak zwykle piękna opowieść o miłości. Jakże wspaniałe podbarwienie wartościowej lekcji historii.
Opowieść jakże na czasie, czyż obecne lewactwo już od dawna nie toczy wojny hybrydowej przeciwko Chrześcijanom?
Kiedy widzę ziejące nienawiścią "wyzwolone" damulki z KOD-u czy innych podszczutych wrogością przedstawicieli tej formacji - to czasem przychodzi do głowy pytanie. "Co gdyby dać im broń z ostrą amunicją? Czy iskra zapalna powstrzymałaby tych "demokratów przed pociągnięciem za spusty? Czy ta nieustanna krucjata antyreligijna nie jest nawoływaniem do nienawiści? Czy nie pogłębia rowu między Polakami?"
Interesując się polityką zaglądam do wielu mediów, też do Wyborczej. Nie pamiętam jej egzemplarza, w którym nie byłoby ataku na kościół. Czasem zawoalowanego, choćby opisem, któregoś z księży pedofila. Nie pamiętam artykułu o wybrykach
Polańskiego. "To wielki artysta" jemu wolno. (Wprawdzie jestem fanem jego filmów, lecz mimo to osądzany powinien być jako człowiek).

Dzięki Mike za świetną lekturę!
Nie rozumiem dlaczego znowu na dolnej półce.

Pozdrawiam serdecznie, Kaz
mike17 dnia 03.12.2019 13:50
Aldonko, Zbyszku i Kaziu, pozwólcie, że tym razem odpowiem zbiorowo :)
Temat ten od zawsze mnie fascynował, jak wszelkie próby walki z Kościołem.
Z którym jak dotąd nikt jeszcze nie wygrał i nie wygra.
Generał Franco stanął w obronie tych, których rozwścieczone hordy komunistów, republikanów, socjalistów i anarchistów terroryzowały w sposób okrutny od początku lat 30.
W końcu miarka się przebrała i wybuchło powstanie.
Hiszpańscy katolicy nie byli już sami - mieli obrońców w postaci armii Generała Franco i wojsk marokańskich.
I w końcu czerwony pies zdechł pod butem patriotów.

Choć obie strony dopuszczały się zbrodni wojennych, Republika w tym przodowała.

A miłość w czasach wojny?
Może być tylko silniejsza.
Jak Miguela i Marity.
I znów Bóg stanął między nimi i podał rękę.
Bo widział, że tych dwoje bardzo się kocha, a to bliskie Bogu i po prostu piękne.

Co by było, gdyby siły "czerwonych" wygrały tę wojnę?
Mielibyśmy kolejną republikę radziecką.
Wniwecz poszłyby wielki kultury chrześcijańskiej w Hiszpanii, a sam kraj uległby degradacji.

Na szczęście tak się nie stało za sprawą genialnego stratega, jakim bez wątpienia był Generał Franco, umiejętnie kierujący ruchami swych wojsk.

Za pomoc od Niemców i Włochów musiał zapłacić sztabkami złota - komuniści zrobili to samo w stosunku do pomocy ze strony Stalina.
Tyle że z taką różnicą, że po stronie komunistów walczyły Brygady Międzynarodowe, złożone z komuchów z różnych krajów, głównie z ZSRR, ochotnicy, zaślepieni ideą komunizmu.

Ale na koniec zwycięża miłość :)
I trwa jeszcze przez długie lata.

Bardzo Wam dziękuję za wizytę, piękne, merytoryczne komenty i podzielenie moich poglądów - my, antykomuniści zawsze się odnajdziemy w tłumie :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Yaro dnia 03.12.2019 18:59 Ocena: Świetne!
Prawda jest brutalna ale tak właśnie było osobiście wolę o takich rzeczach nie wiedzieć wtedy lepiej się czuję .Tekst z mocnym akcentem przekazu . :)

Pozdrawiam B)
mike17 dnia 03.12.2019 19:15
Bardzo dziękuję, Yaro, za koment, zwłaszcza że wiem, że nie po drodze Ci z takimi tekstami.
Tym bardziej jest mi miło :)

Ale wiesz, czasem trzeba napisać, bo inaczej Cię rozerwie.
To mus.
To potrzeba ducha.

Dzięki, Yaro, za bycie :)
mike17 dnia 03.12.2019 22:36
Dziękuję, Kamilo, zaiste to tekst na dłuższy limit.
Ale ja wolę krótsze teksty.
Może są one bardziej zgrane, bardziej ograne.
Obyte.
Lubię, kiedy utwór żyje, kiedy Bohater odgrywa jakąś rolę.

Jeśli to opko jakoś zbiężyło Cię to do wykładowań, tom rad.
marzenna dnia 03.12.2019 22:56 Ocena: Świetne!
mike Rozrywa ale moje serce, staram się nie czytać takich tekstów. Ten widok wojny, zabija jakby na nowo, ale miłość, którą wplotłeś w tragedię, uspokaja umysł. Daje wiarę, że wbrew nienawiści, gwałtom i morderstwom, jest nadzieja na przetrwanie. Przykro mi, że twoje bohaterki szybko umierają, za wcześnie. Wiem, że śmierć nie wybiera. Chyba nie wierzę, że ona istnieje.
Doskonałe opowiadanie, nie zapomnę długo tego tekstu.
dziękuję
chyba cię pocałuję
mike17 dnia 03.12.2019 23:42
Wiem, że dla kobiet takie teksty to ból.
Ale to historia, to prawda prawdziwa.

Ale wbrew mordom i gwałtom człowiek staje w pionie.
I nie da się upokorzyć.

Nie da się zgnoić.
Zawsze podniesie dumnie twarz ku słońcu.

I jeśli w okolicy jest Pan Bóg, to już będzie na prawdę fajnie.

Bo w Bogu cała siła i całe nasze myślenie :)
Usunięty dnia 04.12.2019 04:36
„Jeśli to opko jakoś zbiężyło Cię to do wykładowań, tom rad.”
Mój komentarz nie miał na celu żadnych wykładowań, ani tym bardziej rad.
Doceniam zaproszenie do lektury.
mike17 dnia 04.12.2019 11:56
Ot, zwykłe przejęzyczenie :)

Przepraszam.
bruliben dnia 04.12.2019 21:57 Ocena: Świetne!
Drobne uwagi:

"Te liczby znam na pamięć – wryły się w nią boleśnie po czasu kres – będę (ą) jak cierń na zawsze".

Myślę, że lepiej zacząć od nowego zdania: Dane...
"...a zniszczeniu uległo 2000 świątyń, dane w okresie wojny i po jej z..."

"Ten kamienny spokój uspokajał,...". Spokój dawał ukojenie? koił ból?

Wstrząsająca, miejscami brutalna narracja, zbliżona rzeczywiście do okrucieństwa tamtej wojny. I nie tylko tamtej w wymiarze gwałtowności obrazów. Jak zauważył Zbigniew Szczypek podobna wizjom samego Goyi, których podsumowaniem jest obraz malarza Saturn pożerający własne dzieci. Oby nigdy więcej takich nieludzkich wojen, wojny domowej w Hiszpanii czy okropności II. Wojny Światowej. W Hiszpanii, już tak wcześnie decydowało się kto komuniści czy skrajna prawica (faszyści) zdobędą władzę w Europie. Trafiło na Hiszpanię - krainę z pozoru spokojną - a jednak pełną sprzeczności z potencjałem do bezgranicznego okrucieństwa. Trzeba pamiętać też o niechlubnej roli hitlerowców w tej wojnie (Legionie Condor) oraz Guernice wspomnianej wcześniej, zmiecionej z powierzchni ziemi szarżami Stukasów, które później nękały Polskę. Tyle spraw, tyle powiązań na pograniczu Europy. Dlatego, jak przeczytałem tytuł twojej miniatury stanęły mi słowa Hemingway'a z "Komu bije dzwon" nt. miłości, która jest jednak możliwa nawet w takich nieludzkich czasach. Pokazałeś w swoim tekście, że taka miłość jest możliwa, i że istnieje przebaczenie i można pokochać mężczyznę od nowa, mimo tylu doznanych cierpień. W "Komu bije dzwon" uczucie powodowało drżenie ziemi, u ciebie uczucie "podrzuca" tę ziemię jak szalupę, na którą wskakuje główna bohaterka. I nieważne, że później umiera z przyczyn naturalnych. Miłość uskrzydla, sprawia, że jesteśmy nietykalni.

Pozdrawiam,
Bruli
marzenna dnia 04.12.2019 22:26 Ocena: Świetne!
Nietykalni, piękne słowo, jak niewidzialni:) Przebaczenie, tez piękne. Drżenie ziemi.
Cytat:
I już wie­dzia­łem, że będę o tobie my­ślał każ­de­go dnia, i za­miesz­kasz na dnie mojej duszy, by nigdy stam­tąd nie od­cho­dzić, nie po­rzu­cać mnie drugi raz.


Czy tyko śmierć rozdziela ludzi?
Usunięty dnia 04.12.2019 22:52
Przepiękny tekst na jakże trudny temat. Poruszył mnie ogromnie. Bardzo lubię i cenię opowieści przybliżające czasy wojen i zamieszek, człowiek zaczyna nieświadomie doceniać pokój w swoim kraju, choć na co dzień narzeka się na wszystko. Masz ogromny talent wprowadzenia czytelnika w historię, którą opowiadasz, a same wydarzenia opisane są dokładnie, bez zbędnych ozdobników. Kiedyś miałam okazję czytać książkę, której akcja toczyła się w Hiszpanii, z wojną domową w tle, ale niestety nie pamiętam jak się nazywała (w tytule były koty) i temat bardzo mnie zainteresował. Zdecydowanie tematyka wojenna lubi Twoje pióro, więc życzę Ci, aby zawsze było lekkie i żebyś wracał do takich historii, aby je nam opowiadać.

"Wczorajsze szczęście jest jutrzejszym smutkiem" - zapamiętuję sobie.

Pozdrawiam,
Justyna.
mike17 dnia 04.12.2019 23:01
Piotrze to była niezwykle brutalna wojna którą można by jedynie przyrównać do wojny domowej w b.Jugosławii lub Rzezi Wołyńskiej.
Nie myliłbym Generała Franco z faszystą - jaki to faszysta, który podczas II wojny światowej uratował najwięcej żydów, nadając im obywatelstwo hiszpańskie.
Jaki to faszysta, który odmówił Hitlerowi współpracy i przyłączenia się do wojny po jego stronie.
Od 1943 wspomagał aliantów.
I główna różnica między faszystą-nazistą a nacjonalistą.
Ci pierwsi to szowiniści a więc nienawidzący wszystkie nacje, a nacjonaliści to "Bóg Honor Ojczyzna i Wiara" - to umiłowanie ojczyzny, bez ataków na sąsiadów.

Kolejna kwestia to pomoc dla obu stron ze strony ZSRR i Niemiec oraz Włoch.
To był czysty biznes, była ona odpłatna:

- 1,5 miliarda peset dla Stalina od hiszpańskich komuchów
- 225 milionów dolarów dla Niemców, które spłacali do 1943 roku dostawami surowców strategicznych.

Była to okrutna wojna, w dodatku za pieniądze.

Ale to co było najważniejsze to obrona Wiary.
I obroniono Ją.
Czerwony kundel poszedł precz.

Tak, jesteśmy nietykalni kiedy kochamy :)
Nad nad nami jest parasol ochronny.
Z naszych uczuć.

Marzeno, nie tylko śmierć rozdziela ludzi - złe słowo, nienawiść, zazdrość, żółć.
Czasem śmierć jest tylko jak przejście z pokoju do pokoju.
Po śmierci musi być już tylko lepiej, skoro stamtąd jeszcze nikt nie wrócił :)

Bardzo Wam dziękuję za mądre słowo, merytoryczną wypowiedź i zrozumienie.

Miłej nocki życzę :)

JUSTYNO,

Odpowiem, jak tylko pojawi się następny koment.

Pozdrawiam wieczorowo :)
Usunięty dnia 04.12.2019 23:13
Przy okazji zapytam - czemu to Dolna Półka?! Jestem zniesmaczona tym odkryciem, czytywałam na Dolnej różne bzdury, pisane językiem, który wznosi na niziny i dna i, ja się pytam, jakim cudem ten na nią trafił? To jakieś nieporozumienie. Albo komuś wybitnie przeszkadzała znaczna ilość wulgaryzmów i drastycznych scen...
mike17 dnia 04.12.2019 23:17
Podejrzewam że albo ktoś ma inny gust niż ja, albo robi to celowo.
Bardzo Ci dziękuję za mądre słowo, pochwalenie mojej skromnej osoby.
To jest cenne.
Czuję jak rosną mi skrzydła - naprawdę :)

pozdrawiam nocnie :)
marzenna dnia 05.12.2019 00:26 Ocena: Świetne!
https://youtu.be/hIM0qs04pBY

będzie dobrze, co tam półka :) my cię kochamy i twoje utwory, to ważne, bardzo!
buziak nocny
mike17 dnia 05.12.2019 11:56
Marzeno jakże miło mi to słyszeć :)
Dla takich słów warto pisać.
To miód na moje artystyczne serce!

A półka?
Mało mnie to obchodzi, liczą się Wasze komentarze i najwyższe oceny :)

Miłego dzionka :)
Miroslaw Sliwa dnia 11.12.2019 15:18 Ocena: Świetne!
Cześć Michał. Cóż za ogień. Podoba mi się, że tak dzielnie sprzeciwiasz się fałszywym narracjom. Tym razem wojna domowa w Hiszpanii. I czuje się, że pisałeś to opowiadanie pod wpływem emocji, chodzi pewno o wyrzucenie szczątków gen. Franco z Doliny Poległych. Czy się mylę?
W każdym razie irytacja, wkurzenie, a może mocniej, służy Twoim tekstom; nabierają błysku. I ten tekst lśni.
Cholerka, Michale masz wrodzoną, chyba, predylekcję do tematów epickich. Zdaję sobie sprawę, że Internet "nie lubi" dużych tekstów, ale "jechał sęk" Internet. Napiszże taką porządną epicką "kobyłę", trzy albo nawet cztery tomy, co najmniej tysiąc dwieście stron, dla przykładu na temat, który poruszyłeś w powyższym opowiadaniu. Jestem prawie pewien, że w takiej robocie wybrzmiałoby wszystko to czego domagają się tak wielkie, tak niebanalne tematy. Małe formy w zderzeniu z dużym tematem zawsze pozostawiają niedosyt.
Niemniej to opowiadanko jest super.
A ta dolna półka, to za Twoje poglądy wyrażone w tekście. Cóż, taki sposób walki lewactwa z prawdą.
Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
mike17 dnia 11.12.2019 15:55
Nareszcie Cię widzę, Mirku, bardzo się cieszę :)
Owszem, wkurzyłem się, jak Generała wyrzucono z Doliny Poległych, ale to nie jedyny powód, dla którego napisałem tę miniaturę.
Otóż, Generał Franco zawsze mi imponował postawą i odwagą polityczną.
Wziął na siebie odpowiedzialność za wzniecenie powstania antykomunistycznego, a to już stawia go w moich oczach w szeregu idoli :)
Okazał się genialnym strategiem, który wygrał z komuną.
Powiedział im im "paszoł won" z Hiszpanii do ZSRR.

Wiem, że to świetny materiał na powieść.
Może kiedyś zadebiutuję jako powieściopisarz, kto wie?
Wiem, że ten temat chwyciłby jak nic.

Póki co spełniam się w małych formach po latach pisania opowiadań na 50 000 znaków :)

Wiem, że tylko musnąłem temat - zasługuje on na szersze ujęcie.

A co do dolnej półki to masz rację.
Ale ja swoich poglądów nie zmienię, bez względu na konsekwencje.

Pozdrawiam Cię Mirku, i kłaniam się nisko :)
OWSIANKO dnia 12.12.2019 16:52
Mike17
Odległe to czasy, gdy pozwalałem sobie smakować utwory tak wielkie, jak Czarodziejska góra: książki pachnące świeżym drukiem, lub zbutwiałe ze starości.
Czas poszarpał wzrok, przewracanie kartek nie zawsze mi wychodzi, ale że nadal lubię czytać, przerzuciłem się na internetowe lektury. Faktycznie są krótsze, lecz są takimi ze względu na specyfikę elektronicznego odbioru; wzrok nie miłuje ekranu. Poza tym jest ważne, iż zamieszczane w nim teksty, jako że są niedługie, to„wymuszają” na autorze – precyzję wypowiedzi. Jednakowoż nazywanie Twojego tekstu MINIATURĄ, jest nieporozumieniem. Co do treści, to dzieło to jest majstersztykiem. Skończonym i każde dodatkowe czy uzupełniające słowo byłoby przesadne.
pozdrawiam
mike17 dnia 13.12.2019 12:08
Marku dziękuję za określenie "majstersztyk" - to bardzo miłe z Twojej strony.
Starałem się jak mogłem, by wyszło wiarygodnie i by było dużo miłości na tle wojny.
Ten temat to mój konik, stąd moja fascynacja Generałem Franco i jego dokonaniami.
A takie miłe słowa z ust takiego znawcy i konesera pisarstwa jak Ty upewniają mnie w przekonaniu, że poszedłem dobrą drogą.

Cieszę się, że czytałeś i że Cię nie zawiodłem.

Twoje słowa są dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza ze jesteś profesjonalistą.

I to mnie napędza do dalszego układania literek :)

Pozdrawiam, Marku :)
Arkady dnia 14.12.2019 19:14 Ocena: Świetne!
Łał... Brak słów. Podsumowanie: ze wszystkiego potrafisz wyciągnąć tę najlepszą stronę. Jestem pełen podziwu dla twojego opowiadania. Znam historię Hiszpanii, ale to nie wystarczy by ją rozumieć. Wyjaśniłeś wiele i we wszystko potrafisz wpleść przepiękną historię miłosną... pewnie w fantastykę również.
Pozdrawiam CS
mike17 dnia 14.12.2019 19:39
Arkady, to świat, który mnie bardzo interesuje :)
I każdy przejaw antykomunizmu.
Kocham Hiszpanów i żal mi ich historii.
Że musieli przejść przez wojnę domową.
Walcząc z kacapami i innymi śmieciami z całego świata.
Ale z Bogiem jeszcze nikt nie wygrał, więc...

Więc to musiało się tak skończyć.

Arkady, bardzo Ci dziękuję, że przetrwałeś tę ciężką opowieść.
I ca miłe słowo.

Za jakiś czas wrócę znowu i znów Cię zaproszę :)
Quentin dnia 03.01.2020 01:30 Ocena: Świetne!
Trudno zapomnieć

Cóż można rzec, Maestro. W tym tekście jest absolutnie wszystko, co najlepsze/najbardziej wartościowe. Jest Miłość przez duże M, jest tragedia osobista i całego pokolenia, jest wiele szczęścia i tło historyczne. Co do samego tła, można również dodać i kontrowersję, gdyż opowiedzenie się po jednej ze stron tego konfliktu ( oczywiście mam tu na myśli głównego bohatera, nie autora) jest dość kontrowersyjne. No ale cóż, takie realia, takie chore czasy.

Czuć Hemingwaya, a jakże. Znawcą nie jestem, ale według mnie stworzyłeś taki mały "Komu bije dzwon". Może wlałeś nam w serca trochę więcej nadziei niż Papa, bo po jego powieści chyba nikt nie ma złudzeń.

Propos nadziei. Świetnie łączysz ze sobą skrajności typu wojna i miłość. Jasne, to wdzięczne tematy na gruncie literatury i filmu, ale trzeba uważać, bo czasem może wyjść z tego "kino akcji", a przecież nie o to chodzi, aby warstwę uczuć przykryć akcyjniakiem. Nie w tym przypadku. Ukazujesz okropność wojny i to w sposób wyjątkowo dosadny. Jakby dać ci kamerę, pewnie zrobiłbyś z tego coś w stylistyce gore i wymieszał to z nadzieją, jaką daje miłość. Nie wiem jakby to wyglądało na dużym ekranie, ale na gruncie literatury sprawdza się świetnie. Oczywiście jeśli mowa o twoim tekście.

Wielkie ukłony, Mistrzu i wybacz za opieszałość.
W najbliższym czasie postaram się pobyć trochę na PP, więc na pewno zamelduje się o czasie :-)

Czołem
Quen
mike17 dnia 03.01.2020 14:15
Witaj, Quentinie, nieoceniony Przyjacielu :)
Podjęłam ten temat, bo długo we mnie dojrzewał.
Tym tekstem chciałem także wyrazić swoje prywatne poglądy na wojnę hiszpańską.
Na to, co sądzę o Generale Franco i jego czynach.

Wiadomo, wojna religijna to jedna z najokrutniejszych wojen.
Franco przez 6 lat cierpliwie znosił czerwony terror, aż w końcu wrzód pękł.
Obronił wiarę katolicką i powstrzymał napływ komunistycznych hord z całego świata.

Lubię łączyć miłość i wojnę, wtedy te kochanie bardziej się uwypukla.
Kiedy grozi mu śmierć i zagłada.

Wiadomo też że obie strony mają na swym koncie zbrodnie wojenne, z tym że strona komunistyczna, o wiele więcej (dłużej działała).
Franco działał metodycznie i pragmatycznie, podczas gdy komuna mordowała bez opamiętania.

Na ten temat można pisać grube tomy, ja chciałem pokazać serię slajdów.
Ledwie musnąć ten trudny temat.

I jak to u mnie - miłość znów wygrała :)

Bardzo Ci dziękuję, Kamilu, za tradycyjnie mądry i konstruktywny koment.
Zawsze z niecierpliwością oczekuję Twojej wizyty.
Jesteś idealnym odbiorcą.
Nadajemy na tych samych falach, a to jest bardzo ważne.
Twoje opinie są dla mnie bezcenne.

Czółko!
Slavek dnia 15.03.2020 18:29 Ocena: Świetne!
Pewien fragment sobie darowałem, nie dałem rady go przeczytać, ale rozumiem autora bo tak było i niestety podobnie dzieje się i dzisiaj. Podoba mi się również Twój koment Michale z 4.12 z godz 23.01. Cóż największym grzechem świata jest brak miłości.
Dzięki!
Madawydar dnia 15.03.2020 18:30 Ocena: Świetne!
Miłość w czasach zarazy, nieważne czy tej ideologicznej, czy też mikrobiologicznej może "góry przenosić" i dawać ludziom wiele szczęścia i ukojenia pomimo zadanych ran cielesnych i skołatanej duszy. Każda wojna przynosi wiele okrucieństwa i cierpienia ludności cywilnej, ale jedno jest pocieszające i o tym też jest to opowiadanie, że każda ideologia pozbawiona Bożego pierwiastka wcześniej czy później umiera. Po lekturze jestem Ci wdzięczny za to przesłanie, iż Wiara, Kościół i miłość jest wieczna, długowieczna, a nawet nieśmiertelna.
Dzięki również za wiele informacji o tej wojnie, o której miałem raczej niewielkie pojęcie. Podane liczby i opisy zbrodni przerażają, ale jednocześnie wzbudzają sympatię i solidarność dla narodu hiszpańskiego, którego historia ma wiele wspólnego z naszą polską gehenną również "zafundowaną" przez komunistów i gdzie niestety Polak strzelał do Polaka.

Pozdrawiam

Mad.
mike17 dnia 15.03.2020 20:11
Generał Franco uratował Hiszpanię od komunizmu.
Stanął także i przede wszystkim w obronie Boga.
Nie było kolejnej republiki radzieckiej.

Wojny domowe są wyjątkowo okrutne.
Nie oszczędzają nikogo.
Atakuję Religię i Pana Boga, Jego wyznawców i księży oraz zakonnice.
To wyjątkowo perfidne działania.
Ale i na krótką metę - komuniści przegrywają i idą w niebyt.

Ta wojna była wyjątkowa.
Zmasakrowano katolików, dopóki Generał Franco powiedział "nie".
I skończyła się antyklerykalna krucjata komunistów.
Wygrał Bóg i ci, co stali obok Niego.

Wielkie dzięki, Mad, za tak mądry koment, pełen prawdy historycznej :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ajw
04/02/2023 10:45
I ja dobrze się czuję przebywając wśród Twoich wersów :) »
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
Bishop LML
01/02/2023 20:44
No jestem Twoim fanem :) »
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
retro
31/01/2023 19:15
Wolnyduchu, dziękuję:) »
Piotrusss
31/01/2023 10:56
Dziękuje »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:marsan
Wspierają nas