18. Duch: Zielone Miasto - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 18. Duch: Zielone Miasto
A A A
Od autora: Ten rozdział wyglądał zupełnie inaczej. Nawet bardzo. Przeczytałem jednak komentarz Al-szamanki i przeczytałem kilka razy całość i uznałem że tak. Że tak się nie robi, tak się nie kończy. I skróciłem, by zakończyć raz jeszcze tak, jak trzeba.

 Duch:

18: Zielone Miasto

Całe miasto jest zielone. Miasto, pfff. Raczej jego ruiny. Niewiele lat musiało upłynąć, by natura upomniała się o swoje, a wszystko pokryło się soczystą zielenią. Ulice są teraz niewidoczne pod dywanami gęstych traw, na których wciąż można dostrzec liczne, obłe wybrzuszenia - to wraki dawnych samochodów, tych, które nie rozsypały się jeszcze całkowicie z powodu korozji i zmieniły się w piękne stelaże dla roślinności. Bloki mieszkalne, te, które przetrwały Katastrofę, również pokryły się roślinami. A pomiędzy nimi mnóstwo dzikich zwierząt - jednak tak bardzo innych, niż kiedyś. Kiedyś były tylko dzikie psy, szaraki i gargulce. Potem nadeszły kolejne. Przez ten cały czas, spotykając najróżniejszych, migrujących ludzi, dowiedziałem się też, co właściwie się stało tak naprawdę.
 
Wszystko zaczęło się w wakacje, gdy Wielki Zderzacz Hadronów zadziałał. Cząstki zderzyły się, uwalniając energię. Ta z kolei wywołała sejsmiczną falę, silniejszą i potężniejszą od wszystkich dotychczasowych, zarejestrowanych trzęsień Ziemi. Fala kilkaset razy obiegła kulę ziemską, a na terenie Wielkiego Zderzacza rozpoczęła się reakcja łańcuchowa, powodująca kolejne sejsmiczne fale raz po raz obiegające Ziemię i niszczące w ogromnych trzęsieniach wszystko. Udało się zatrzymać ją dopiero trzema manewrującymi pociskami balistycznymi, oczywiście z głowicami atomowymi. Potrójny atomowy wybuch zatrzymał falę. Ale po ich uderzeniu ludzkość padła na kolana, liczebność spadła co najmniej o połowę i władzę powoli, ale uparcie przejmowała nad wszystkim natura. Ludzie stali się tylko jej drobnym elementem. W dodatku często występującym w charakterze zwierzyny łownej.
 
Dokładnie tak, jak na przykład tamten młody facet. Obserwowałem go przez lornetki od dobrych kilku chwil. Był typowym zbieraczem, chyba nawet pozbawionym broni - bo w obecnych czasach długiej maczety nie można było uznać za broń co najwyżej za narzędzie. Znałem zadania takich jak on. Codzienne wyjścia z kryjówki, poszukiwanie owoców, roślin, które były na tyle zdrowe, by dało się z nich przyrządzić posiłek, przy odrobinie szczęścia przywleczenie czegoś małego, co wpadło w sidła. Teraz jednak niczego nie zbierał, ale po prostu uciekał. Ścigał go duży niedźwiedź, chociaż niespecjalnie przypominał niedźwiedzie, o których uczyłem się kiedyś w szkole, czy widywałem w zoo. Na jego ramionach i plecach widać było potężne, guzowate narośla, a długie kły wystawały z paszczy. Z każdym krokiem czterech ogromnych łap wyrzucał za siebie kawałki wydartej ziemi i mchu, a nierzadko również i resztki starego asfaltu. W zasadzie, tak naprawdę nie nawet miałem pewności, czy ten zwierz był w ogóle jakąś szaloną, wyrośniętą na radiacyjnym doładowaniu mutacją niedźwiedzia. Może wywodził się z dzików? Zresztą, nie miało to żadnego znaczenia. Ważne było to, że wiedziałem, jak było to groźne zwierzę i wiedziałem, gdzie trafić, żeby zabić. Obok mnie leżał wyborowy karabin, ale nie zamierzałem na razie interweniować. Amunicja była bardzo cenna, bo coraz trudniej było ją znaleźć. Cóż, kończyła się, jak wszystko inne. W zasadzie już od dłuższego czasu zastanawiałem się, co z bronią. Coraz częściej myślałem o jakiejś dobrej, myśliwskiej kuszy. Tylko czy taką znajdę?
 
- Interweniujemy? - zapytała leżąca obok mnie osiemnastolatka, wyrywając mnie z ponurych myśli o broni. Popatrzyłem na nią krytycznie. Wiedziałem, że aż paliła się do strzelania. Cóż, odkąd poznaliśmy się pięć lat temu naprawdę bardzo dużo się przy mnie nauczyła. Wtedy była jeszcze dzieckiem.
- Wyluzuj, Terka - powiedziałem. - To nie nasza sprawa - dodałem, chociaż wiedziałem, że sprawa jest już przegrana. Sięgnęła po leżący między nami wyborowy karabin i przyłożyła sobie kolbę do ramienia.
- Poradzisz sobie? - zapytałem, wciąż obserwując, jak mężczyzna ucieka rozpaczliwie po zielonym dywanie, manewrując pomiędzy porośniętymi wrakami aut. Zbliżał się do nas błyskawicznie, ale dystans między nim, a niedźwiedziem malał w jeszcze szybszym tempie. Wiedziałem, że nie zdąży dobiec do budynku. Moja towarzyszka spokojnie przesuwała lufę karabinu, śledząc cel.
- Proszę cię, Duch. Miałam dobrego nauczyciela - powiedziała kpiąco, po czym sekundę później wypuściła głośno powietrze i wystrzeliła. Wojskowy Bor huknął i pocisk błyskawicznie pokonał ledwie pół kilometrowy dystans. Trafienie było idealne - w prawą łopatkę niedźwiedzia, tuż obok głowy. Zwierzę zaryczało gniewnie, zrobiło jeszcze kilka kroków, wytrącając pęd na odcinku kilkunastu metrów, by wreszcie zatrzymać się niemal majestatycznie i runąć na brzuch. Mężczyzna w pierwszym momencie nawet nie zwolnił, dopiero po kilkunastu kolejnych metrach zatrzymał się i usiadł na gęstej, wysokiej trawie. Obserwowałem go przez lornetki, jak ciężko oddychał przez maskę osłaniającą wyłącznie drogi oddechowe. Obok rozległ się brzdęk, gdy Terka przeładowała karabin, a potem wysunęła magazynek o pojemności dziesięciu nabojów i z kieszeni policyjnych, czarnych spodni bojowych wyciągnęła pojedynczy nabój. Szybko doładowała magazynek i wsunęła go z powrotem. Teraz ponownie zapadła cisza i zielone miasto znów żyło swoim własnym, powolnym życiem.
- Widzisz Duch? - powiedziała z uśmiechem. - Jeden strzał. Ale powinniśmy się zbierać, robi się późno - dodała, a ja uniosłem głowę i popatrzyłem na zachód. To prawda. Niebo było już pomarańczowe.
 
Zeszliśmy z dachu na ostatnie piętro. Terka szła za mną, ja trzymałem Kałasznikowa przyciśniętego do ramienia i kontrolowałem strefę przed sobą. Po mojej ukochanej FN-nce pozostało mi tylko wspomnienie. W końcu zabrakło do niej amunicji. Standardowy nabój 7,62 × 39 mm wciąż jest znacznie łatwiejszy do zdobycia. Schodziliśmy powoli krok po kroku. Nie było już dzikich psów ani gargulców, takich, jakie znałem, ale watahy liczące czasem nawet i kilkanaście sztuk pso-wilków rozpanoszyły się po mieście. One były groźniejsze. Cwane, wredne, wiecznie głodne, skoczne jak małe, wściekłe sprężynki i atakujące grupą. Gdy byliśmy w połowie piątego piętra, przystanąłem na chwilę i oparłem się o ścianę. Oddychałem ciężko przez maskę, czułem w płucach ogień. Na moment uniosłem maskę ponad usta i nos, po czym splunąłem siarczyście w stronę ściany. Gęsta, ciemnoczerwona ślina zmieszana z krwią przykleiła się i za cholerę nie chciała spływać w dół. Terka stanęła obok mnie i spojrzała mi w oczy z czułością przez wizjer swojej maski.
- Jak tam, Duch, dajesz radę? - zapytała, po czym uniosła swojego Kałasznikowa i spojrzała z progu w jedno z mieszkań. - Możemy tutaj zostać na noc - zaproponowała, ale musiała przecież z góry wiedzieć, jaka będzie moja reakcja. Poodychałem jeszcze przez kilka chwil z wysiłkiem, a po chwili nieco się uspokoiło. Bezruch pomógł, organizm mógł złapać trochę nadwyżki tlenu przez zmasakrowane płuca. I pomyśleć, że to wszystko tylko przez ten jeden, jedyny, pieprzony raz, kiedy nawciągałem się gorącego od płonących opon powietrza, gdy siedziałem przypięty do latarni. Cóż, umierałem. Na raka, a może tylko zapalenie płuc. Kurde, raczej nikt tutaj nie zrobi mi prześwietlenia. Diagnoza...? Cóż, tutaj, jak to mówią, patolog najlepszym diagnostą. O ile ktoś będzie chciał mnie pokroić. Pokręciłem głową i ruszyłem w dół schodów, przesuwając lufę od lewej do prawej. Do naszej kryjówki nie było daleko.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 03.12.2019 15:02 · Czytań: 528 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
al-szamanka dnia 07.12.2019 14:08
Cytat:
. Ame­ry­kań­skie mun­du­ry, ele­ganc­kie, no­wiut­kie maski ochron­ne, z peł­ny­mi wi­zje­ra­mi i heł­ma­mi z ke­vla­ru. Tak samo, jak ke­vla­ro­we ka­mi­zel­ki z ła­dow­ni­ca­mi do ich M16.


Z tego opisu wynika, że część świata przetrwała... i to nieźle, jeżeli mieli helikoptery i odzież ochronną.
Ciekawy odcinek, ale przyznam, że jestem zawiedziona, niesamowicie zawiedziona i w związku z tym, używając Twojego ulubionego wyrazu, robię gniewną minę.
A dlaczego jestem zawiedziona?
Ano, zrobiłeś tak gwałtowny skok, że nasuwa się tylko i wyłącznie jedno podejrzenie.
Nie miałeś pomysłu na dalej, nie chciało Ci się.
Jak wiesz, przeczytałam wszystkie odcinki.
I uważam, że po wniesieniu odpowiednich poprawek mogłaby z tego powstać ciekawa powieść.
A Ty tak naprawdę ograniczyłeś się do napisania poszerzonego wstępu i zakończenia.
Do tego zakończenia, które jest nie do przyjęcia.
Co to za Czerwony Krzyż, który nie uratuje człowieka, bo ważniejsze są jakieś skrzynki?
Jedną, dwie można zostawić, a potem po nie wrócić, i to kilkoma helikopterami, bo przecież Duch by im powiedział, że w ruinach żyją jeszcze inni ludzie.
Nieeeee, Marcin, tak się nie robi z własnym bohaterem... i z czytelnikami.

pozdrawiam :)
MarcinD dnia 07.12.2019 20:50
Cytat:
Z tego opisu wynika, że część świata przetrwała... i to nieźle, jeżeli mieli helikoptery i odzież ochronną.


Cześć przetrwała. W zamyśle miałem jeszcze trochę dłuższy dialog pomiędzy Duchem a żołnierzami - z wyjaśnieniem że przylecieli z amerykańskiego lotniskowca, który wpłynął na Morze Bałtyckie. Stąd sprzęt i całkiem niezły ogólny stan wojskowych.

Cytat:
A dlaczego jestem zawiedziona? ... Nieeeee, Marcin, tak się nie robi z własnym bohaterem... i z czytelnikami.


Oj... Jeżeli to da Ci jakąś satysfakcję, to wiedz że czuję się okrzyczany i mam w związku z tym wyrzuty sumienia. Przyznam że na samym początku cała ta historia miała być tylko wprawką, treningiem przed czymś całkiem podobnym, chociaż w innym nieco czasie i przestrzeni. Ale opowiadanie zaczęło jakby żyć trochę własnym życiem, wątki się rozpleniły, namnożyły, poplątały no i tak wyszło. Ale muszę też się usprawiedliwić że koniec taki był planowany w ten sposób od samego początku (no, prawie taki ;-P ). Proszę, nie złość się na takie poprowadzenie tekstu. Do Ducha, w bardzo podobnej postaci, chce jeszcze wrócić, chociaż najpierw muszę skończyć historię mojej wampirzycy. A potem... Mam jeszcze coś nad czym pracuję również.

Więc wybacz. Wybaczysz?
bruliben dnia 09.12.2019 17:31 Ocena: Świetne!
Marcinie D.,

"...Obserwowałem go przez lornetki (lornetkę) od dobrych...".

"...W zasadzie, tak naprawdę nie nawet (nawet nie?) miałem pewności, czy ten zwierz był w ogóle jakąś szaloną,...".

Hmmm... no trudno, że tak powiem. Wszystko się kiedyś kończy, nawet w świecie z przyszłości. Ten polski karabinek "Bor", naprawdę taki dobry? Jakie są opinie ekspertów? Wiesz coś o tym?
Zabawne, że wszystkie cacka, jak FN-ka stały się bezużyteczne i został stary, wypróbowany, dobry Kałach. Fakt, że jest to broń najbardziej rozpowszechniona i oczywiście o amunicję do niej też nie jest trudno... Fajnie to wykombinowałeś z tą bronią.

A jeśli chodzi o losy ludzi - Maciek w końcu doigrał się i to zawierzając kobiecie. Popełnił kardynalny błąd :) A więc dopadła go szczwana Dominika. A co się z nią stało w pierwotnej wersji (była taka wersja?).

Budka Suflera śpiewała taką pouczającą piosenkę z charakterystycznym refrenem ("Nie wierz nigdy kobiecie";):

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."

Pozdrawiam,
Bruli
MarcinD dnia 09.12.2019 18:44
Cytat:
Ten polski karabinek "Bor", naprawdę taki dobry? Jakie są opinie ekspertów? Wiesz coś o tym?

Niestety nie wiem, czy jest taki dobry. Wiem, że Maciek i Terka mogli go zdobyć ponieważ jest na wyposażeniu batalionu, który ma go w swoim spisie sprzętu w mieście, w którym toczy się akcja w "realu". Ciężko, by Terka miała do dyspozycji u nas w Polsce jakiś czołowy, wybitny zachodni karabin wyborowy :-).

Cytat:
Fajnie to wykombinowałeś z tą bronią.

Dzięki :-). FN-ka mi się podobała, bo była taka poręczna, inna, ale w końcu to nie gra komputerowa że amunicja się pojawia w punktach uzupełnienia co jakiś czas ;-).

Cytat:
A co się z nią stało w pierwotnej wersji (była taka wersja?).

Pierwotna wersja zakładała zdecydowane, chociaż mocno romantyczne zakończenie w iście holiłudzkim stylu :lol: . I generalnie było to nie do końca takie w sumie dobre. Zwłaszcza, że myślę by postać Ducha zaistniała w innym opowiadaniu chociaż w nieco innej formie - więc druga wersja będzie z zakończeniem otwartym :-).
bruliben dnia 09.12.2019 19:20 Ocena: Świetne!
Ok. Dobrze, że tak zakończyłeś i skoro będzie jakaś kontynuacja to najwidoczniej Maciek dożyje tej chwili :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas