Patrol - MarcinD
Proza » Miniatura » Patrol
A A A
Od autora: Przyznam szczerze, że to opowiadanie jest troszkę wiekowe, napisałem je dawno temu, kiedyś też było tutaj, na Portalu, jednak teraz od czasu do czasu wracam do swoich starych tekstów, nieco odświeżam i pokazuję Wam znów. Więc zapraszam, do jednej z moich licznych miniaturek.

 

Patrol

 
Jak to na wojence ładnie, kiedy żołnierz trupem w piach upadnie”. Głośny śmiech czwórki mężczyzn. „Raz, dwa trzy, dzisiaj kulkę złapiesz ty!” Tym razem śmiech cichszy. Cichszy, bo przez gorycz realizmu.
 
– Przepraszam, co robią ci żołnierze? – Starszy szeregowy Bodecki popatrzył z nienawiścią w stronę, skąd dobiegło pytanie. Kilkanaście metrów od ich dżipa stała dziennikarka wraz z operatorem kamery. Głupia suka. Dziennikarze. Są tutaj, w Bazie, dla krwi. Karmią się śmiercią takich jak on. Bodecki, ledwie dwudziestoparoletni żołnierz, spokojnie przykleił ostatni kawałek mocnej, szerokiej na dłoń taśmy izolacyjnej, doskonale nadającej się do utrzymywania dodatkowych kamizelek kuloodpornych na opancerzonych drzwiach dżipów. Brwi żołnierza zeszły się w gniewnym spojrzeniu. Głupia dziennikarka musiała to zauważyć, a wysoki rangą oficer, zresztą dowódca patroli, popatrzył na oba dżipy czekające na wyjazd. A już prawie skończyli. Boczne drzwi dżipa, zarówno przednie jak i tylne, były dodatkowo obłożone kamizelkami utrzymywanymi taśmą. Oficjalnie dokonano wyboru najlepszego pojazdu z dopuszczonych do przetargu. Przymykano jednak oczy na takie „dopancerzanie” pojazdów, jednak nie wtedy, gdy patrzyli dziennikarze. Starszy szeregowy wiedział, co teraz się stanie. Oficer ruszył w ich stronę. Czwórka żołnierzy tupnęła na baczność.
– Spocznij – powiedział, oddając salut. – To trzeba zdjąć – dodał. Czwórka komandosów popatrzyła na niego.
– Tak jest! – powiedział służbiście kapral Łukasiak, dowódca dżipa. Oficer skinął głową i popatrzył na podległych żołnierzy. Westchnął cicho. – Wykonać! – Starszy szeregowy Bodecki sięgnął do taśmy, którą minutę temu przykleił i oderwał ją, po czym chwilę miął w dłoni, patrząc na dziennikarkę. Po chwili poodrywał pozostałe kawałki taśmy i kamizelka upadła na piach pokrywający cały teren Bazy. Popatrzył znów w oczy dziennikarki. Jego żona, którą zostawił w ojczyźnie, wyjeżdżając na Misję była chyba w jej wieku. Jego córeczka urodziła się pięć dni temu. Widział ją online. Uśmiechnął się mimowolnie na tą myśl. Doskonale pamiętał tamten wieczór sprzed dziewięciu miesięcy. Jeden z żołnierzy zebrał leżące na piachu kamizelki. Podszedł do kaprala.
– Pojazd gotowy do patrolu. – Zaraportował z gorzką ironią. Kapral skinął głową i ruszył do dżipa. Żołnierze zajęli swoje pozycje. Kapral prowadził pojazd, obok niego siedział szeregowy Michalczuk uzbrojony w karabin maszynowy, do tyłu zaś wsiedli starszy szeregowy Bodecki i szeregowy Michalczuk. Bodecki od razu wychylił się przez dach i sięgnął do zamontowanego na stałe ciężkiego karabinu. Kapral nasunął na oczy duże, pustynne gogle i sięgnął do stacyjki. Gogle bynajmniej nie miały służyć ochronie przed piaskiem; po prostu odłamki „pancernej” szyby mogły go zranić. Silnik dżipa od razu zaskoczył z charakterystycznym bulgotem i oba pojazdy ruszyły do wyjazdu. Bodecki skulił się odruchowo za dużą, stalową płytą, jaka miała być dla niego ochroną, gdy minęli bramę Bazy. Pocisk lekko zmodyfikowanego Kałasznikowa, użytego jak karabin snajperski, mógł go zabić. Tak naprawdę, równie dobrze nawet i na terenie Bazy. Wystarczył przypadkowy pocisk rakietowy czy moździerzowy. Nikt w Bazie nie wiedział tak naprawdę kiedy i gdzie. Kamizelki kuloodporne, które zdejmowali na kilka godzin snu tak naprawdę niczego nie gwarantowały, może poza jako-takim psychicznym komfortem. No i czystym sumieniem decydentów. Bodecki nałożył gogle i podciągnął chustę na twarz. I tak miał się trochę lepiej – jego dżip jechał jako pierwszy i to strzelec za nimi jechał w chmurze piasku, jaki unosił pierwszy wóz. Bodecki odprowadzał wzrokiem każdy widoczny wrak samochodu, mijany po drodze. Mimo woli, widział siebie samego w okularze snajperskiego karabinu. Po jego plecach przeszedł dreszcz, a przecież tym razem trasa patrolu była krótsza, niż zwykle.
 
Dziennikarka poderwała się z miejsca, gdy brama Bazy drgnęła. Po chwili w wąskim przesmyku ukazał się dżip. Operator kamery nawet jej nie tknął, zostawiając schowaną w torbie. Wiedział, że taśma i tak zostałaby ocenzurowana. Kobieta patrzyła na pierwszego dżipa. Przednia szyba przed kierowcą była wybita, chyba dlatego, by ten cokolwiek mógł widzieć przez pajęczynę pęknięć. Część przedniej szyby naprzeciw pasażera była zakrwawiona i pokryta licznymi pęknięciami. Żołnierz, który był strzelcem pokładowym, miał zakrwawioną całą klatkę piersiową i dłonie; nadal jednak zajmował swoje miejsce i trzymał karabin, teraz już wymierzony w niebo. Prawe drzwi dżipa były w kilku miejscach przestrzelone, a w kilkunastu powgniatane od trafień, po szybie nie było śladu. Drugi dżip wyglądał nieco lepiej. Pierwszy zatrzymał się obok sanitariuszy. Starszy szeregowy Bodecki podciągnął nogi na dach i zeskoczył. Sanitariusze ruszyli w jego stronę, ale cofnął się o krok z uniesionym kciukiem, po czym ruchem ręki wskazał na dżipa.
– Nic mi nie jest, to nie moja krew – powiedział szybko.
 
Pierwszy strzał padł, gdy powoli zaczęli wracać już do Bazy. Jechali szeroką ulicą opuszczonego miasta. Do jego granicy, do ostatnich budynków, zostało kilkaset metrów, potem już otwarty teren. Bodecki kątem oka dostrzegł jakiś ruch na dachu jednego z kilkupiętrowych domów. To chyba uratowało mu życie. Gdy tylko dostrzegł lufę Kałasznikowa, otworzył ogień. To zdekoncentrowało napastnika i seria wymierzona w niego poszła o wiele za wysoko.
 
Sanitariusze otworzyli drzwi dżipa. Częściowo wsunęli do środka nosze. Bodecki pomógł im umieścić na nich żołnierza. Jeden z sanitariuszy sięgnął do szyi żołnierza, ale zrezygnował, widząc ranę.
 
Bodecki raz po raz przerzucał ogień z lewej na prawą stronę. Słyszał, że pozostali żołnierze też strzelali z pistoletów maszynowych. Kule gruchotały o dach i drzwi pierwszego dżipa; drugi dostał się pod trochę mniejszy ostrzał. Nagle z dżipa rozległ się krzyk i seria z KM-u Michalczuka zamilkła. Bodecki zanurkował do dżipa, ale mógł tylko utwierdzić się w przekonaniu. Szeregowy dostał w szyję oraz klatkę piersiową. Krew z rozoranej tętnicy zalewała całe wnętrze dżipa i przy okazji Bodeckiego. Starszy szeregowy chwycił zabitego żołnierza mocno i położył go na kanapie, sięgając po jego broń. Usłyszał z przodu, jak pociski przebijają szybę i do jego uszu doszedł kolejny krzyk. Krew chlusnęła na przednią szybę. Kapral ryknął z ostrzeżeniem i dżip staranował wrak stojący na drodze. Bodeckiego rzuciło na podłogę, gdy dżip zaczął przyspieszać. Uciekli.
 
Druga para sanitariuszy podeszła do przednich drzwi. Ranny w lewe ramię żołnierz wysiadł z ich pomocą. Rana nie była tak ciężka, na jaką wyglądała. Sanitariusze odprowadzili go do polowego szpitala. Starszy szeregowy Bodecki wraz z kapralem nadal stali przy dżipie. Podeszła do nich załoga drugiego dżipa, poczęstowała papierosami. Dziennikarka przysłuchiwała się rozmowie. Chmurka szarego dymu rozwiała się na lekkim wietrze unoszącym piach. Bodecki zakrwawionymi palcami trzymał papierosa i rozmawiał z pozostałymi uczestnikami patrolu. Nikt nie zwracał już uwagi na wszechobecną niemal krew na mundurach kaprala i Bodeckiego. Jutro nowy patrol i nowe mundury. Dziennikarka odwróciła się i ruszyła w stronę budynków Bazy. Nagle zapragnęła znaleźć się jak najdalej stąd. Nim zniknęła wewnątrz budynku, dobiegły ją ostatnie słowa żartu.
 
...kulkę złapiesz ty!

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 13.01.2020 20:58 · Czytań: 439 · Średnia ocena: 3,33 · Komentarzy: 7
Komentarze
Dobra Cobra dnia 14.01.2020 14:26 Ocena: Przeciętne
Tekst oparty na wojennym powiedzeniu, jednak nie mający zarysowanego dramatu, w którym na dodatek mamy utarte schematy. Dzielni żołnierze, mający za nic dzielną dziennikarkę.

Marcin D,

Jedynym wytłumaczeniem słabości opowiadania jest fakt, ze napisane zostało w innej epoce, wiele lat temu - jak wyjasniasz we wprowadzeniu. I jako, ze wtedy tak się pisało i tak przeżywał, jest to jedynym wytłumaczeniem słabości narracji. A przecież można było wziąć pomysł sprzed lat i napisać to w dzisiejszej kanwie.

Takie jest moje skromne zdanie.


Uprzejmości i do zobaczenia pod kolejnym dziełem.


DoCo
MarcinD dnia 14.01.2020 16:42
Tak, opowiadanie ma kilka co najmniej lat. Wiem, że można by napisać tą historię zupełnie od nowa dodając inne wątki bądź też uzupełniając je o zupełnie inny styl. Cóż, taką podjąłem decyzję, by to tyko pobieżnie poprawić pod kątem gramatycznym raczej, a nie historycznym. Trochę taki mój dokument na temat tego, jak pisałem kiedyś, a jak dzisiaj ;P.

Ot, taki dokument rozwojowy, haha ;-).
Kazjuno dnia 14.01.2020 17:20 Ocena: Świetne!
Marcinie D.
Nie zgadzam się z opinią Dobrej Kobry. Całkiem fajne opowiadanie!
Choć czuję pewien niedosyt... Napisane jest w realistycznej konwencji i zarysowałeś mocną dramaturgię - grozę wojny. Czego mi brakuje? A no nie jednego detalu. Co to za wojna. Z oględnego opisu wygląda mi na Bliski Wschód. Biorą w niej udział Polacy. Więc wojska rozjemcze? Ale gdzie i kiedy? Myślę, że chodzi o lata osiemdziesiąte, może wcześniej. Ale wtedy Polacy nie używali dżipów. Druga wojna światowa? Wtedy Polacy nie mieli kamizelek kuloodpornych. Choć prawdą jest, że dżipy dopancerzali Amerykanie. głównie workami z piaskiem. Brakuje mi określania rodzajów broni. Choć rzeczywiście z tyłu także instalowano RKM, natomiast z przodu strzelano z WKM-ów (Wielkokalibrowych kaemów 12 mm).
Nie musiałeś oczywiście opisywać szczegółów typów broni, wystarczyło parę wrzutek. Np. pistoletami maszynowymi były Thompsony. Zgrzytnęło mi wychodzenie przez dach. To z kolei mogłoby wskazywać na Hummery. Te używa armia USA i NATO obecnie. To już wozy mocno opancerzone.
Polacy też przemieszczają się opancerzonymi Rosomakami.

Ale pies mordę lizał szczegółom. Przeciętny czytelnik nie interesuje się historiami wojen ani uzbrojeniem.
Emocje zawarłeś mocne. Napisałeś je świetnie (Któreś zdanie zgrzytnęło mi wprawdzie).

Więc jako miłośnik beletrystyki batalistycznej daję Ci najwyższą ocenę.

Pozdrawiam, Kaz
MarcinD dnia 14.01.2020 17:44
Kazjuno napisał:
Więc jako miłośnik beletrystyki batalistycznej daję Ci najwyższą ocenę.

Dziękuję bardzo :-). Pisząc wojskową beletrystykę bardzo dużo korzystam z sieci oraz Google, wszelkiego rodzaju encyklopedii. Tym bardziej doceniam, że taką ocenę dostaję od miłośnika tematu :-).

Co do wszystkich braków, o których piszesz... Jest to trochę mój umyślny zabieg, by każdy mógł sobie wojnę i jej mechanizmy umiejscowić chociaż mniej więcej tak, jak sobie chce, bo każda wojna podobnie. A co do obecnych wojskowych "Humvee", faktycznie, są wystarczająco odporne, ale pierwsze misje w Somalii pokazały, że w pierwszych wersjach nie były w pełni wystarczająco odporne.
Dobra Cobra dnia 14.01.2020 19:07 Ocena: Przeciętne
Marcin D, ja Cię jak najbardziej rozumiem. I że dla potomności - też rozumiem. Dokument dydaktyczny to jest właściwe określenie.

Pozdrawiam,

DoCo
Marek Adam Grabowski dnia 18.01.2020 11:20 Ocena: Dobre
Opowiadanie dobrze napisane i ciekawe, chociaż proste. Co do komentarze Kazjuno, myślę, że tutaj jest opis wojny hipotetycznej, a nie historyczne, z stąd te nieścisłości.

Pozdrawiam!
MarcinD dnia 18.01.2020 15:58
Dokładnie, to nie jest fragment historyczny i konkretny, raczej coś bardziej ogólnego. Ogólne sytuację można pokazać w każdym konflikcie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas