Wodnik - Marian
Proza » Miniatura » Wodnik
A A A

   GPS wyświetlił dwa kilometry do celu i nakazał skręt w lewo. Zrobiłem, co kazała maszyna, ale po kilkuset metrach zatrzymałem auto. Dalsza droga była zbyt piaszczysta i musiałem iść piechotą.

   Po niedługim czasie dotarłem do jeziorka. Przeżyłem nad nim całe dzieciństwo i onegdaj znałem tu każdy zakątek. Szukałem zapamiętanego z tamtych czasów dużego kamienia pod brzózką. Znalazłem, ale kamień był mały i ledwie wystawał z trawy, a brzózka stała się olbrzymim drzewem korzeniami sięgającym wody.

   Usiadłem na kamieniu, zdjąłem buty, wysypałem z nich piasek i spojrzałem na drugi brzeg. Tam gdzie kiedyś był nasz sad, rosły jakieś krzaki, a z nich wystawał zapadnięty dach domu, w którym się urodziłem. Mógłbym pójść na tamtą stronę wody, ale po co? Żeby zobaczyć ruinę z powybijanymi oknami i pokrzywami na ganku?

Wolałem posiedzieć tu, na moim kamieniu i pod moją brzozą.

   Był pierwszy dzień lata – moje urodziny. W trawach grały świerszcze, po wodzie ślizgały się nartniki, a popołudniowe słońce świeciło w oczy – ogarniała mnie senność.

   Zza trzcin wychynął perkoz i powoli płynął w moim kierunku. Gdy był niedaleko, zanurkował, zostawiając po sobie kręgi na wodzie. Po chwili w tym samym miejscu wypłynął człowiek, a właściwie wysunął się powoli spod wody, jakby go coś od dołu wypchało. Wynurzył się tylko do pasa i tak pozostał. Był to mężczyzna w nieokreślonym wieku. Jego długie jasne włosy i takiż zarost ociekały wodą. Od chwili pojawienia się nie wykonał żadnego ruchu i bardziej przypominał mokrą rzeźbę niż człowieka. Zatkało mnie, bo nie wiedziałem skąd się wziął. Teoretycznie mógł przypłynąć pod wodą przez jezioro. Musiałbym go jednak wcześniej zauważyć na przeciwnym brzegu, a tam nie było żywego ducha. Zamarłem na moim kamieniu i patrzyłem na dziwnego przybysza. On patrzył na mnie i tak trwaliśmy dłuższą chwilę w ciszy – on po pas w wodzie, a ja bez butów na brzegu z wybałuszonymi oczami i głupią miną.

   Moje zaskoczenie sięgnęło zenitu, gdy pływak powiedział:

   – Witaj Marian! Ile to lat temu widziałem cię po raz ostatni? Czterdzieści? Pięćdziesiąt?

Zgłupiałem zupełnie. Nie dosyć, że gość pojawił się znikąd, to jeszcze wyglądało na to, że mnie znał. Nie umiałem wydusić z siebie ani słowa.

   – Nie wierzysz, że już cię widziałem? – ciągnął niezwykły przybysz. – Widziałem i to nie raz. Przecież urodziłeś się i mieszkałeś tu wiele lat. Żeby cię przekonać, opowiem ci coś z twojego dzieciństwa: Któregoś dnia przyszedłeś tu z jakimś chłopcem. Łowiliście ryby. On ciągnął płotkę za płotką, a twój spławik nawet nie drgnął. Potem miałeś tylko jedno branie i złowiłeś tak dużego leszcza, że ledwo go wyciągnąłeś. Przebiłeś nim wszystkie płotki kolegi. Było tak?

   – No, było – odpowiedziałem odruchowo.

Tym „jakimś chłopcem” był mój zmarły już kuzyn, a nurek opowiadał o naszym wędkowaniu, jakby wtedy tam był. Dotarło do mnie, że działo się coś nienormalnego. Czy to co widziałem było prawdziwe, czy też z moją głową było coś nie tak? Tak czy inaczej było niedobrze i ogarnął mnie strach.

Przybysz wyraźnie nie miał złych zamiarów i wrócił do rozmowy.

   – Teraz mi wierzysz? – zapytał.

Miał łagodny głos. Mówił spokojnie i to spowodowało, że mój strach odpłynął, a jego miejsce zajęła ciekawość.

   – Wierzę – odpowiedziałem. – Ale kto ty właściwie jesteś?

   – Jestem wodnikiem, utopcem, czy jak się komu podoba. Jestem opiekunem tego jeziora. Za moją wiedzą rodzą się i umierają ryby, kwitną i usychają nenufary. Wszystko tu zależy ode mnie.

   – Wszystko? To każ teraz jakiejś rybie wyskoczyć na brzeg.

   – Po co? – obruszył się wodnik. – Żeby ciebie zadowolić? A kimże ty jesteś, żebym miał poświęcać dla twojego widzimisię życie ryby?

   – Chciałem, żebyś w ten sposób udowodnił mi, że masz władzę nad jeziorem.

   – Nie muszę tego udowadniać. Ja ją po prostu mam. Tysiące ludzi kręciło się od wieków przy tej wodzie. Z niektórymi rozmawiałem jak z tobą, ale żaden nie palnął takiego głupstwa jak ty.

   – Od wieków? To jak długo ty żyjesz? – spróbowałem zmienić temat niemiłej dla mnie rozmowy.

Udało się i wodnik odpowiedział:

   – Tyle, ile żyje jezioro. Jest jezioro, jestem i ja.

   – A jak jeziora nie będzie?

   – Będzie zawsze.

   – Jezioro może wyschnąć, zarosnąć, lub ludzie je zasypią. Co wtedy będzie z tobą? – zebrało mi się na filozofowanie.

   – Dopóki tu będzie choćby kropla wody, będę i ja.

  Byłem już zupełnie spokojny. Zrozumiałem, że dyskusja z wodnikiem o wieczności jeziora jest równie bezsensowna, jak zaprzeczanie wierzącemu istnienia jego boga. Zacząłem więc z innej beczki.

   – Ludowe podania mówią, że utopce wciągają ludzi do wody lub w bagno.

   – Nieprawda. Nigdzie nikogo nie wciągamy. Zdarza się jednak, że ludzie ze strachu toną.

   – Tak sami z siebie?

   – Tak. Ty zobaczyłeś mnie w dzień, ale co byś zrobił, gdybym ci się pokazał w nocy lub podczas jakiejś zawieruchy? Uciekałbyś pewnie ze strachu na złamanie karku. Gdyby tu było jakieś bagno, to byś w nim utonął. Albo serce by ci stanęło, wpadłbyś do wody i byłoby po tobie. Ot i cała prawda o wciąganiu przez nas ludzi w topiel.

   – A właściwie dlaczego mi się pokazałeś? – zapytałem.

   – Bo dzisiaj nadszedł twój czas.

Zmroziło mnie, bo „nadszedł twój czas” zabrzmiało jak wyrok śmierci.

   – Wodnika może zobaczyć człowiek urodzony nad danym jeziorem, tylko w dniu swoich urodzin, przy nowiu i musi być sam – wyjaśnił mój rozmówca. – Dziś są twoje urodziny, księżyc jest w nowiu i dlatego mnie widzisz. Masz szczęście, bo nie jest łatwo spełnić te wszystkie warunki. Dlatego też widziało nas niewielu. Masz wielkie szczęście.

   Dalsza rozmowa jakoś się nie kleiła i zapanowała niezręczna cisza. Przerwał ją utopiec, mówiąc:

   – Milczysz, więc cię już pożegnam. Mogłeś dowiedzieć się wiele o jeziorze i o tym, co działo się nad jego brzegami przez tysiące lat, ale nie chciałeś tego. Wolałeś pytać o głupie przesądy i żądałeś, żebym kazał rybie skakać. Straciłeś wielką szansę. Chyba nawet jedyną, bo podobny dzień będzie dopiero za dziewiętnaście lat. Czy będziesz tu wtedy? Wątpię. Nie wiadomo, czy tego dożyjesz, boś już niemłody. Ale cóż, jesteś tylko człowiekiem, a ludzie umieją rozmawiać tylko między sobą – i to rzadko. Żegnaj – zakończył wodnik i powolutku zanurzył się.

Po chwili w tym samym miejscu ukazał się perkoz i odpłynął w stronę sitowia.

   – Żegnaj! – zawołałem za ptakiem.

   Zostałem sam. Zachodzące słońce jeszcze mocniej świeciło mi w oczy, a ja siedziałem jakby w półśnie na moim kamieniu pod moją brzozą.

Z tego stanu wyrwał mnie dzwonek telefonu. Dzwonił mój brat.

   – Gdzie jesteś? – zapytał.

   – Już blisko. Zatrzymałem się na chwilę przy naszym starym domu.

   – Po co? Przecież tam już nic nie ma.

   – Chciałem tylko popatrzeć na jezioro i zaraz ruszam.

   – Pośpiesz się, bo my tu czekamy z grillem. Przecież dzisiaj są twoje urodziny.

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 13.01.2020 21:04 · Czytań: 356 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Usunięty dnia 13.01.2020 23:43
Utopiec to nie to samo, co wodnik, pozwolę sobie zauważyć.
Marian dnia 14.01.2020 09:18
Dziękuję Ustiusza za wizytę. Formalnie i naukowo masz rację, ale mój wodnik powiedział: " Jestem wodnikiem, utopcem, czy jak się komu podoba" - czyli dla niego nazwa nie była istotna.
Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 14.01.2020 14:15
Słodka opowieść o nadnaturalnym, znanym z badań i legend.

Marian,

Lubię tego rodzaju zabawy słowem. Szkoda jednak, że z tego spotkania człowieka z utopcem nic nie wynikło. Że nasz bohater nie dociekal czegoś ważnego, ponadwiekowego. Bo wodnik chciał zdradzać tajemnice szuwarów, a może także i cos z historii okolicy czy nawet Ziemi. Kto wie? Kto wie...

Ale przyjmuje Twoja opowieść z szacunkiem co do zawartości, bo to Twój pomysł i Twoja wizja na jawie.

Proszę tylko, chyba po raz kolejny, o zmianę czcionki, bo ta w czytaniu strasznie się zalewa i linijką wchodzi w linijkę. Chyba, ze to sprawa formatowania.


Dziękuję za możliwość przeżycia chwil uniesienia nad rodzinnym jeziorem.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Marek Adam Grabowski dnia 14.01.2020 17:10 Ocena: Świetne!
Opowiadanie ciekawe, dobrze napisane i posiadające sentymentalny klimat.

Według Profesora Bohdana Baranowskiego topielec i wodnik to to samo. Inne synonimy to topnik, topiec, utopiec, utopicielka, potopielec, pływnik, wirnik, diabeł wodny (Baranowski Bohdan, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź1981, s.82).

Je tez już kiedyś zamieściłem opowiadanie o topielcu http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/67049/spotkanie-z-wodnikiem. Wybeczcie mi tę autoreklamę.

Pozdrawiam!
Marian dnia 15.01.2020 12:38
Dziękuję Cobro za wizytę. Widzisz, ludzie nie dorośli do rozmów z innymi stworami i dlatego nigdy nie dowiedzą się czegoś więcej o świecie i sobie.

Postaram się pamiętać o czcionce i edycji.
Pozdrawiam.

Dzięki Marku za odwiedziny.
Nie wiedziałem, że te wodne stwory mają aż tyle nazw. Ja spotkałem tylko tego jednego.
Pozdrawiam.
Usunięty dnia 15.01.2020 13:51
Ja już to komentowałem gdzie indziej. Więc powtórzę, że tekst miły.

Pozdrawiam.
Marian dnia 16.01.2020 12:10
Dzieki Antoni za wizytę.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas