Za późno - mike17
Proza » Miniatura » Za późno
A A A
Od autora: Prymat ducha nad materią. Co to jest? Dowiecie się, czytając moją miniaturę :) Zapraszam do refleksji.

Było to w marcu, kiedy Dick przyszedł do domu z prezentem dla mnie.
Powiedział, że kupił to, bo mnie kocha, i że jestem mu bardzo bliska, bliska jak nikt.
Był taki miły, taki słodki, że pomyślał o mnie w tym właśnie czasie.
Poprosił, żebym się odwróciła – jego prezent miał być wielką niespodzianką.
Czułam, że głos mu drży, kiedy stałam i patrzyłam na sąsiednią ścianę.
Wiedziałam, że nie mógłby mnie nigdy skrzywdzić.
W tamtej chwili byłam pewna, że jest mój.
Te minuty rzeczywiście należały do nas.
Usłyszałam, że płacze…
 
Są dni, kiedy myślimy, że nic się nie wydarzy, nic nas nie zaskoczy – są takie dni…
Szary poranek, szary świat za oknem, szary wieczór.
Ale szarość też jest kolorem i może nagle zamienić się w błękit lub czerwień.
Nagle, bez zapowiedzi, ni stąd ni zowąd.
Za naszymi plecami coś wyrasta i choć przed chwilą jeszcze nieznane, wnet staje się częścią życia i świata.
Jak on wtedy, jak on tamtego dnia.
Zapytał mnie o aptekę, której nie było w naszej okolicy, chciał kupić sobie proszki od bólu głowy – jego szczerość zaskoczyła mnie i zaintrygowała. Rozmawialiśmy chwilę na ulicy, a obok panowała szarość zwykłego dnia, który powoli zaczynał nabierać nowych, zaskakujących kolorów. Nie widziałam już tego. Patrzyłam teraz na niego, na jego wesołe oczy i białe zęby, kiedy do mnie mówił, byle dłużej mnie przy sobie zatrzymać, byle dłużej ze mną być. I uśmiech, który mi dał, miał być właśnie dla mnie. I był, wtedy, owego szarego dnia na szarej ulicy. Czas płynął powoli, a ja szybko zrozumiałam, że będę chciała go znów zobaczyć. Jak najszybciej. Patrzyłam w jego oczy i chciałam, aby ta chwila trwała wieki i nigdy nie miała końca, bym mogła zatonąć w niej i zastygnąć po minut zgon.
 
Całowałeś mnie gorąco w świetle księżyca, kiedy świat spał, zmęczony i wyczerpany.
Całowałeś mnie w dzień, gdy na niebie świeciło słońce, pełne blasku i beztroski.
Całowałeś mnie nawet, kiedy cię przy mnie nie było.
 
Wiosna może przyjść o każdej porze. Drzemie w każdym z nas, przykryta sekretną kołdrą naszych obaw i lęków. Czeka w ciszy, co jest jej domem. Zaskoczy. Lecz raz obudzona, przyjdzie szybko, zanim to zauważymy.
 
Spoglądał na mnie z boku, jak szliśmy po kamiennych schodach w górę, by usiąść przy fontannie, co szemrała kojącą melodię, niestrudzona i w wyciszeniu trwająca.
Schody były długie, tak jak jego spojrzenia. Trzymał mnie za rękę i mówił wiele o życiu, które dla nas przeznaczy to, co najlepsze. Słowa unosiły się nad nami jak stada pięknych ptaków, jak słodycz, którą będziemy spijać po kres naszych dni.
Był mi niezwykłym czarodziejem, kimś, za kim poszłabym na koniec świata.
 
W szumie fontanny znalazłam jego i on odnalazł mnie – splecione dłonie, palców żarłoczność. Szepty, których nie usłyszy nikt, kto nigdy nie kochał. Kto nie czuł, co to znaczy. Kogo nigdy nie było. Bo my istnieliśmy i nasza, nieopisana bliskość.
Wierzyłam, że nie miał nikogo przede mną, że ja byłam tą jedyną, tą pierwszą.
Że w marzeniach, które wypełniały jego serce, jawił się mój obraz.
Tylko on, wyrazisty, jak usta, co całowały mnie w parkowym zaciszu.
Jak słowa, co były mi czułym wyznaniem, i w lipcu, i w grudniu…
Czule szeptał o kochaniu, o wspólnym życiu, o zespoleniu.
Bo nikt nigdy nie był mi tak bliski jak on, jak on w tamtym czasie.
I czułam, że w naszym małym życiu będzie jeszcze wiele takich dni.
Pod kocem błękitu niejedno zdarzyć się może, coś, czego się nie spodziewamy.
A ja liczyłam na wiele, na morze spełnienia, na to, że los pobłogosławi.
Że każde jego słowo będzie spoiwem naszej miłości, jej potwierdzeniem.
 
Pewnego dnia przyszedł do mnie i z uśmiechem powiedział, tak lekko, tak naturalnie, że mnie kocha i beze mnie nie wyobraża sobie życia. Był bardzo miły, czuły i był też tajemniczy.
W jego oku dostrzegłam wnet jakąś nieuchwytną, ledwie widoczną zmianę, która osobie obcej nigdy nie rzuciłaby się w oczy. Umknęłaby ona nawet wprawnemu obserwatorowi.
Poczułam, że coś się zmieniło, nie było co do tego wątpliwości. Nigdy nie umiał kłamać. Udawał beztroski spokój, lecz nie szło mu to najlepiej – fałszował od samego początku. Byłam ciekawa i poruszona tą nagłą zmianą, którą wyczuwałam intuicyjnie. On patrzył na mnie i uśmiechał się słodko.
 
- W Teksasie można dobrze zarobić. Chcę spróbować. Za kilka miesięcy wrócę. Z furą kasy. Nie jesteś na mnie zła?
- Nie.
- Na pewno?
- Na pewno.
- To dobrze. Jak wrócę, kupię ci pierścionek zaręczynowy, najlepszy i najpiękniejszy jaki będą mieć w sklepie – powiedział z uśmiechem niczym nieróżniącym się od reszty jego uśmiechów, jakie dotąd widywałam w przyjemniejszych okolicznościach.
- Skąd wiem, że wrócisz? – spytałam.
- Bo ci to obiecuję – rzekł.
- A więc trzymam cię za słowo. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
- Nawet bym nie śmiał.
- Gdybyś to zrobił, wbiłbyś mi nóż w serce.
 
Później długo się ze mną żegnał, jakby wyjeżdżał na zawsze, i patrzył tak, jak patrzą ci, którzy wyjeżdżają na zawsze i są absolutnie pewni, że nigdy nie wrócą i nie pożałują wyboru.
Tak patrzył. Nawet, gdy był już w drzwiach, spojrzał raz jeszcze w ten sposób. Poczułam ból.
Nie znałam go dotąd. Nie wiedziałam, jak boli serce kobiety. Kobiety, która musi zamknąć drzwi za mężczyzną, którego kocha. Zamknąć w ten sposób. Jak za kimś, kto bezpowrotnie znika. Jak za kimś, kto jutro wyda się tylko snem.
 
Jeszcze w powietrzu przez chwilę znajomy zapach perfum, znajomy zapach słów.
Gdyby można było zamknąć go w szczelnym słoiku, zrobiłabym to. By go mieć przy sobie bodaj w tej formie. Jakiejkolwiek. Na własność. Na wieczność…
Jednak nie miałam go nawet tak.
Nie miałam go wcale - miała go tylko moja obolała pamięć.
I wizja, którą ujrzałam – jego beze mnie.
Coś z niebytu wyłaniało się niczym konkretny kształt.
Nie wiedziałam jeszcze, że istnieją myśli prorocze.

Że ludzki umysł ma władzę stanąć nad ciałem, i stać się siłą sprawczą.
Prymat ducha nad materią.
 
Początkowo, zaraz po zniknięciu, dzwonił i mówił wiele o wielu rzeczach, lecz jego głos nie brzmiał jak głos kogoś, kto jest w dalekim stanie. Był wyraźny i nic go nie zakłócało, żadne trzaski ani chrzęsty w eterze. Czysty i niczym niezniekształcony, sprawiał wrażenie głosu dochodzącego z sąsiedniego domu, stojącego nieopodal, w zasięgu wzroku, po drugiej stronie ulicy. Nie podejrzewał mnie o podejrzenia. Poczułam przykre ukłucie w sercu, kiedy powiedział mi pewnego razu, że nie może podać mi swego numeru telefonu, twierdząc ku memu zdziwieniu, iż to nienajlepszy pomysł. Mówił to bez emocji, bez wczuwania się w to, co ja czułam, słuchając jego słów. Taki zimny i nieporuszony wydał mi się wtedy. Życie uczy każdego ostrożności i nakazuje rozwiązywać zawiłe zagadki. Ta nie była specjalnie trudna – nawet dla kobiety, nawet dla mnie – naiwnej od początku.
W mej głowie zapaliło się ostre, czerwone światło.

On nie dzwonił do mnie z Teksasu.
 
Nigdy tam nawet nie dotarł, nigdy nie wyjechał, nie opuścił stanu.
Był tu nadal, nie bacząc na to, że gdzieś, tam czekam na niego i sama myśl o nim przyprawia mnie o szybsze bicie serca i koszmarną, niekończącą się bezsenność.
Że każdy dzień bez niego był stracony, i zmarnowany na bezowocne marzenia.
Marzenia o wspólnym życiu, o domku z ogródkiem, o gromadce dzieci.
 
Nie mogłam i nie chciałam pozostać bierną – było to przecież moje życie. Musiałam to zrobić dla własnego dobra, dla świętego spokoju, którego nie zaznałam, odkąd opuścił mój dom tamtego dnia, jak człowiek, który jak najszybciej chciałby znaleźć się gdzie indziej.
 
Ustaliłam, skąd do mnie telefonował.

Przebywał w innym mieście, nazwa nieistotna, element drugorzędny…
 
Tam właśnie mijał mu czas, dziesiątki dni i nocy, które mógł spędzać ze mną. Mógł – miał przecież wybór, miał w sobie miłość, którą mi dotąd dawał. Tak myślałam wówczas, pamiętając dobre czasy. Poczułam znów ból. Okłamał mnie w całej swej perfidii.
Nie znałam powodów jego postępowania i tak dziwnego, niewytłumaczalnego zachowania. Myślałam, że go dobrze poznałam, że naprawdę znam go na tyle, by czuć jego myśli, nastroje i lęki. Chciałam go takim mieć. Poznanym i oswojonym. Mieć dla siebie. Tylko dla siebie. Poznać smak spokoju i delektować się nim po kres naszych dni. Poczuć radość przewidywalności.
 
Ufałam samej sobie, że potrafię przewidzieć każdy jego ruch, każde najmniejsze słowo.
Tego pragnęłam, lecz czy przypadkiem zbyt daleko nie oddaliłam się od rzeczywistości? Może nie dostrzegłam czegoś po drodze, co powinno rzucić mi się w oczy? Może widziałam tylko to, co było mi na rękę? Gdzieś umknęły niezauważone małe, ważne drobiazgi.
Na pewno było ich wiele. Musiały przewinąć się nie raz, nie dając mi nic do myślenia ani zrozumienia. Coś było bez wątpienia między wierszami, lecz nie umiałam tego przeczytać.
Moje oczy czytały tylko jego. Miłość jest ślepa. Usypia czujność umysłu. To stan cudownej choroby, zawężającej pole świadomości. Do tego jednego obiektu. Tylko do niego.
 
Pojechałam…
 
Bez trudu odnalazłam dom – była to mała, elegancka willa, otoczona pięknym, gęstym żywopłotem. Stałam wśród drzew, niewidoczna i skryta za grubym pniem i patrzyłam. Wiedziałam, że coś zobaczę.
Wiedziałam to na pewno.
Domyślałam się powoli, co to będzie.
Po kilku godzinach otworzyła się furtka i zobaczyłam go z inną kobietą, przeciętnej urody i znacznie starszą od niego. Wyglądali na szczęśliwych, na zakochanych. Wyglądali, jak my wyglądaliśmy jakiś czas temu, siedząc przy kamiennej fontannie. Pocałowali się i podeszli do samochodu, pięknego i drogiego. Potem odjechali. Dla nich nic się nie stało, nic nie zmieniło.
 
Myślałam o nim jak o śnie, który mi się tylko przyśnił i rozpłynął w powietrzu po przebudzeniu. Jak o marzeniu, bezmyślnym i beznadziejnym, które nigdy nie mogło się spełnić, bo było zbyt nierealne i nieosiągalne.
Czułam narastającą bezsilność i gniew, co pojawił się nagle i pozostał.
Wypełnił mnie po brzegi jaźni i pulsował niczym wezbrana rzeka.
 
Idąc ulicami obcego miasta patrzyłam pustym wzrokiem zabitej kobiety, której serce wyrzucono na śmietnik, na witryny sklepowe, jakieś puste twarze, mało istotne widoki.

Wtedy przypadkiem dostrzegłam sklep z bronią…
Pistolety, strzelby, noże…
Niektóre były na śrut, inne na ostrą amunicję. Spojrzałam na tę drugą kategorię i pomyślałam sobie o nim. Pomyślałam tak, jak nigdy nie sądziłam, że pomyślę. Jednak to zrobiłam.
Wyobraziłam sobie wszystko, niezwykle plastycznie i wyraźnie…

Czy było to pragnienie?
Niestety tak…
Silne i nieodwracalne.
Wtedy, w tym mieście, co budziło tylko nienawiść, zapragnęłam.
Tak jak kiedyś pragnęłam, by był mój na wieki.
Gdyby moja myśl mogła kruszyć skały, na ziemi pozostałby po nich tylko pył.
 
Spytałam kogoś na dworcu o ten dom, o niego i tę kobietę. Znali ich tu wszyscy. Niedawno się pobrali. Był jej trzecim mężem i jak dwaj poprzedni, stracił głowę dla jej pieniędzy.
Jak ja kiedyś dla niego. Jak ja, kiedy spojrzał na mnie tamtego dnia, na szarej, bezbarwnej ulicy, kiedy wszystko mogło się zdarzyć.
 
Coś jeszcze słabo podszeptywało, aby bezwarunkowo odrzucić straszliwą myśl, wyplenić ją natychmiast z umysłu, jeśli chce się uniknąć nieobliczalnych w swej ważkości następstw.
Na próżno i na daremno. Uporczywa, natrętna wizja rozkwitła w całej bujności i fantastycznej wyrazistości. Treść jej zamknięta w ramy obrazu, wyrażała się z zaskakującą prostotą. Najsilniej rysowała się jego twarz, jego martwa twarz i oczy, co wyszłe z orbit, nie patrzyły już beztrosko i bezdusznie na nikogo, zapatrzone zimnym, zastygłym spojrzeniem w bezkres zaświatów.
 
Było już za późno – są chwile, kiedy krok do tyłu oznacza uderzenie o ścianę.
Bardzo bolesne i nieodwracalne. Trwałe w swych przykrych skutkach.
Bo nie igra się z miłością.
 
Wróciłam do domu i zamykając drzwi przypomniałam sobie nagle, jak on to kiedyś robił.
Jakby wyjeżdżał na zawsze. Jakbym odczytała na czas dany mi znak.
Miałam w sercu dziurę.
Powstała kilkanaście pocałunków temu, kiedy jeszcze mu wierzyłam.
Powoli uczyłam się oszukiwać siebie i uśmiechać do pustych pokojów, po których nikt nie chodził, bo nikogo już nie gościłam. W samotności uśmiechałam się do swego bólu.
Nowego towarzysza. Wszedł we mnie i zamieszkał w każdej cząsteczce duszy i ciała.
Poszerzyłam się o nowy, niechciany wymiar – cierpienie. Rodził się nowy świat.
Nie zależało mi na tym, czy zaświeci w nim słońce.
 
Nadal wierzył, że na niego czekam i przyjmuję za złotą monetę każde jego słowo.
Moje opanowanie nie zdradziło mnie. Zastygłam w sobie, nie wiedząc, czemu pozwalam mu wciąż siebie okłamywać. Nie potrafiłam tego zakończyć. Ani zdecydować się na wyjawienie prawdy – nadal jego głos był mi na swój sposób bliski i nieobojętny. Zbyt wiele mu oddałam, by wyrzucić przez okno kawałek własnego serca. Lecz on mi to oddawał za każdym razem, kiedy do mnie dzwonił, aby mnie okłamywać i obiecywać, że niedługo wróci, tylko załatwi jeszcze kilka ważnych spraw, które nie mogą czekać.
 
Nagle wyczułam coś nowego…
 
Jego głos zdawał się tracić naturalny spokój i wesołą nutę.
Po drugiej stronie telefonu był człowiek, który mnie zdradził i przechodził przedziwnie smutną przemianę.
Dusił się we własnym ogrodzie nieznanej, przedziwnej rozpaczy. Postawił na złą kartę, w złym czasie, w złym miejscu. Skąd mógł wiedzieć, że będzie to as trefl ogonkiem do góry?
Dobrzy chłopcy wygrywają tylko na filmach, jak ktoś kiedyś słusznie zauważył.
Życie jest bardziej skomplikowane niż nam się wydaje.
Niż jemu się wydawało.

Nadszedł czas, kiedy coś pękło…
 
Był to zwykły, szary, marcowy dzień, kiedy na świecie nieśmiało budziła się do życia wiosna.
Dla niektórych był to znak, że idzie nowe, dla innych nie znaczyło to nic.
Jak dla mnie w te puste, beznadziejne dni.
Poranna kawa oznaczała pustkę, nie pobudzała, była zwykłą brązową cieczą.

Wtedy do mnie zadzwonił…
 
Było po północy, prawie już zasypiałam.
Nigdy nie dzwonił tak późno. Jego głos drżał, kiedy cicho i wręcz szeptem mówił mi, że przyjedzie, że wraca. Miał przecież to, co sobie sam wybrał - miał nowe, bogate życie. Czegóż mógł jeszcze chcieć ode mnie? Skąd ta nagła przemiana? Nie wiedział nic o tym, przez co przechodziłam, odkąd zobaczyłam go z inną kobietą. Nie wiedział już o mnie nic.
Co więc skłoniło go do tak nagłych odwiedzin?
Poprosił, żebym na niego czekała – niedługo przyjedzie.
Potem czekałam, jak czeka się na kogoś, kto będzie tylko przejazdem i za chwilę wróci do swego świata, do ciepłego domu. Czekałam jak na gościa, nie jak na mężczyznę, który był mi bliższy niż ktokolwiek inny kiedykolwiek w przyszłości mógłby być. Wyglądałam przez okna, choć wszystkim, co wtedy odczuwałam, była pusta beznadziejność.
 
Było to w marcu, kiedy Dick przyszedł do domu z prezentem dla mnie.
Powiedział, że kupił to, bo mnie kocha, i że jestem mu bardzo bliska, bliska jak nikt.
Był taki miły, taki słodki, że pomyślał o mnie w tym właśnie czasie.
Poprosił, żebym się odwróciła – jego prezent miał być wielką niespodzianką.
Czułam, że głos mu drży, kiedy stałam i patrzyłam na sąsiednią ścianę.
Wokół nas była cisza, przerywana jego cichym, szarpanym płaczem.
 
Nie odwracaj się – prosił…
Nie płaczę, nie płaczę – mówił…
Jeszcze trochę, jeszcze chwila – szeptał…
 
Nie liczyłam czasu. Stanął nagle i rozpłynął się w nieistnieniu. Tylko on głęboko i ciężko oddychał, gdzieś za moimi plecami.

Wtedy padł strzał.
 
Leżał na podłodze.
Wokół jego głowy tworzyła się wielka plama krwi.

W zegarze życia pękły wszystkie sprężyny i mechanizm stanął na zawsze.
Nagle teraźniejszość stała się lodowatą, bolesną przeszłością.
Jak on, jak mój martwy mężczyzna.
 
Nigdy do mnie nie zadzwoni i nigdy już nie okłamie. Nigdy nie powie ciepłym, matowym głosem, że kocha, a ja nie będę już łudzić się, że tym razem mówił prawdę.
Pozostanie tylko moje nigdy. Moje zatracenie się w nicości.
Jakże wtedy zapragnęłam, by znów do mnie dzwonił i mówił bez końca, że wraca, że jedzie do domu i lada moment będzie tu. Że niedługo będzie znów ze mną i nigdy się już nie rozstaniemy. W tamtej chwili nie żyłam razem z nim, umarłam jak on i byłam w grobie, co stał się nagle naszym ślubnym kobiercem – z moim czułym zdrajcą.
 
Chciałam znów słyszeć ten głos w słuchawce i wierzyć ci, Dick, przez resztę życia, w każde słowo, co było złudzeniem i grą, której nigdy nie powinieneś był zaczynać…
Nie musiałeś tego robić – wybaczyłabym ci wszystko, wszystko i jeszcze więcej.
Dałeś mi niebo, dałeś mi śmierć.

Bez ciebie nie ma mnie, nigdy już nie będzie. Nie wiem, co zrobić z życiem, które otrzymałam w ten sposób. Czy mogę nazwać to życiem? Czy przekleństwem, co ma twoją twarz, którą widzę wszędzie wokoło? W drgającym, martwym powietrzu, na zimnych ścianach smutnego domu.

Wtedy obudziłam się.
Zrozumiałam, że był to sen.
 
Dzwonił telefon i coś mówiło mi, że nie powinnam go odbierać.
Mogłoby to zaburzyć cały mój pozorny spokój i wyimaginowaną ciszę.
Wprowadzić piekło do życia i zaburzyć je tak, że już nigdy nie potrafiłabym odnaleźć się w rzeczywistości i nazwać je własnym światem, ukochanym i znanym od podszewki.
Czasem lepiej wiedzieć mniej niż więcej, dla własnego dobra.
Jego upiorny dźwięk był jak jęk skazańca, którego mają wieszać.
W całym swym szaleństwie dławił i dusił jak ciężki kamień.
Są w życiu takie chwile, kiedy wiemy, że może być o jeden krok za daleko.
Choć to czujemy, jednak idziemy dalej.
Wciągnął mnie wir wydarzeń, więc za późno było na wszystko.
Choć nie znałam prawdy, czułam, że ta droga wiedzie w złym kierunku.
Czy była to intuicja czy inna moc, nie wiem, ale popłynęłam z tym prądem.
 
Kilka dni później listonosz przyniósł mi paczkę: w środku była kaseta video.
Po raz drugi przeżyłam cały mój sen.
I ciebie, nagrywającego się w teksaskim pokoju.
Obskurnym, mrocznym i pełnym nienazwanego zła.
I twój prezent.
Obraz był jak z najgorszych horrorów gore.
Lecz kto był nadawcą przesyłki, kto po raz ostatni patrzył ci w oczy po tamtej stronie kamery?
I dlaczego tak bardzo drżały mu ręce?
I czemu się na to zgodził.

Z czym mnie tu pozostawiasz?
Tęsknię za tobą, mój miły, tęsknię za tobą na śmierć…

 
2 stycznia 2020

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 27.01.2020 11:04 · Czytań: 779 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 37
Komentarze
makir dnia 27.01.2020 23:12 Ocena: Świetne!
Przejmująca opowieść i w pewien sposób bliska moim własnym przeżyciom ,w miłości nie zdrada jest najgorsza ,ale świadomość ,że to co mamy ,choć rani może się skończyć , choćby najlichsza bliskość jest lepsza od braku wszelkiej nadziei ,którą przynosi ze sobą śmierć.



nawet
gdy jesteś z inną
gdy się z nią kochasz
jest to częścią naszej historii
wszystko prócz nas - to detale
poboczne wątki

nawet gdybym odeszła
z innym próbowała znaleźć
szczęście z tobą zgubione
zawsze będziesz wszystkiego skutkiem
i powodem

będziemy się w sobie
jak echo odbijać
aż wszystko się zatrze
wymiesza i tylko
- kocham z twoich ust
wybawieniem
tylko na twoim rozpalonym ciele
moje dłonie
przywrócą światu sens
nam
rozsądek

na chwilę
a może na wieczność
gdy wreszcie się odnajdziemy
w milczeniu patrząc w oczy
w duszach tonąc

myśląc - kochać
to takie proste
gdy wreszcie się spotka
dwoje
przeznaczonych sobie
ludzi
ClakierCat dnia 28.01.2020 00:43
MIKE,

Cudowna opowieść, ale TY piszesz, popatrz i posłuchaj, jak mamy czytać i opowiadać:

-------------------------------------------

[i]Są dni, kiedy myślimy, że nic się nie wydarzy,
nic nas nie zaskoczy –
są takie dni…

Szary poranek, szary świat za oknem, szary wieczór.
Ale szarość też jest kolorem i może nagle zamienić się w błękit lub czerwień.

Nagle, bez zapowiedzi, ni stąd ni zowąd.
Za naszymi plecami coś wyrasta i choć przed chwilą jeszcze nieznane,
wnet staje się częścią życia i świata.

Jak on wtedy, jak on tamtego dnia.
Zapytał mnie o aptekę, której nie było w naszej okolicy,
chciał kupić sobie proszki od bólu głowy –
jego szczerość zaskoczyła mnie i zaintrygowała.

Rozmawialiśmy chwilę na ulicy,
a obok panowała szarość zwykłego dnia,
który powoli zaczynał nabierać nowych,
zaskakujących kolorów.

Nie widziałam już tego. Patrzyłam teraz na niego,
na jego wesołe oczy i białe zęby, kiedy do mnie mówił,
byle dłużej mnie przy sobie zatrzymać,
byle dłużej ze mną być.

I uśmiech, który mi dał, miał być właśnie dla mnie.
I był, wtedy, owego szarego dnia na szarej ulicy.

Czas płynął powoli, a ja szybko zrozumiałam,
że będę chciała go znów zobaczyć.
Jak najszybciej.

Patrzyłam w jego oczy i chciałam,
aby ta chwila trwała wieki i nigdy nie miała końca,
bym mogła zatonąć w niej i zastygnąć po minut zgon.
[/i]

-----------------------

Piszesz w zakładce PROZA/MINIATURA – a ja protestuję, że TY piszesz w zakładce PROZA, a jest to wiersz, i ja to wciąż czuję, czy pamiętasz, że kiedyś powiedziałem, ale TY piszesz wierszem, i TY powiedziałeś, że wiem – i że jeszcze – więc jeszcze przyjmuję i kocham – że napisałeś wierszem … Ty i może ktoś dla Ciebie pozwoli, aby wspominać, że TY piszesz wierszem – TY i Twoja dziewczyna … oboje piszecie wierszem!

---

Twoja praca, więc, to odpowiednia redakcja...

PS.

Nie mogłem do Ciebie napisać - bo masz zapełnioną skrzynkę pocztową.
BlueRiver dnia 28.01.2020 02:26
Piękna choć smutna opowieść, wczułam się w bohaterkę i z zaciekawieniem czytałam dalej i dalej :)
Nie chciałabym przeżyć tego co ona i czuć tak wielkiej pustki w sercu...
Kobiety mają jednak dodatkowy zmysł - intuicja, można im mydlić oczy jak najlepiej się umie, jednak one i tak wyczają o co chodzi :)
Twoja miniatura wciąga jak wir wodny, bardzo mi się podobała i chyba zacznę wpadać do Ciebie częściej.

Pozdrawiam,
Blue :)
al-szamanka dnia 28.01.2020 08:54 Ocena: Świetne!
Cytat:
W jego oku do­strze­głam wnet jakąś nie­uchwyt­ną, le­d­wie wi­docz­ną zmia­nę, która oso­bie obcej nigdy nie rzu­ci­ła­by się w oczy. Umknę­ła­by ona nawet wpraw­ne­mu ob­ser­wa­to­ro­wi.

niepotrzebne
Cytat:
Na próż­no i na da­rem­no.

nadaremno

No to rozpędziłeś się.
Przyznaję, że musiałam nawrócić, bo pod koniec wydało mi się, że czegoś nie zrozumiałam.
Bo pomyślałam, że po raz pierwszy postanowiłeś nie wierzyć w dobro i zdecydowałeś, aby zaszalało zło.
Sugestia zadziałała i byłam przekonana, że będę oto światkiem krwawej zemsty kobiety porzuconej. Oczami wyobraźni widziałam już jak bierze go na cel, naciska spust i z lubością ładuje mu w tors zawartość całego magazynku... a potem pada przed nim na kolana, gdyż nagle rozumie, że zabicie jego, jeszcze bardzie zabiło ją.
A tu nic z tego.
Bo to nie byłbyś Ty :)
Czy wszystkie kobiety kochają tak jak ona?
Czy wszyscy mężczyźni kochają tak jak on?
Bo przecież on ją kochał bezustannie.
Zbłądził, poszedł na manowce, dał się oślepić bogactwu, temu wspaniałemu życiu podtrzymywanemu licznymi zerami na koncie.
Zerami.
A przecież wiemy, że zero to nic. Pustka.
Twój bohater zrozumiał to aż za bardzo.
I za późno dla samego siebie.
Szkoda tylko, że nie zaufał jej miłości.
Ona by przebaczyła.
Czuła go poza materialną granicę, stąd jej profetyczny sen, który niestety się sprawdził.

Bardzo smutne opowiadanie, a przecież przyzwyczaiłam się u Ciebie do happy endów.

pozdrawiam ciepło :)
Kazjuno dnia 28.01.2020 10:39 Ocena: Świetne!
Rzeczywiście, jak na Ciebie wyjątkowo smutna, by nie powiedzieć, ponura opowieść.
Nie jest to na pewno opowiadanie z gatunku harlequin, bo zarówno jego artystyczna forma jak i przeżycia dotkniętej zdradą kochanki, wybrzmiewają autentyzmem. Czytam nie mało, ale jak Ty specjalizującego się w oddawaniu złożonych aspektów
w i e l k i c h m i ł o ś c i, chyba nie czytywałem.
Też, podobnie do Al Szamanki, przypuszczałem, że bohaterka wygarnie do "zdrajcy" parę pocisków. Ale to nie byłoby w Twoim stylu, wybrałeś inny zwrot akcji. Samounicestwienie się kochanka bohaterki.
I przyznam Ci się, że aczkolwiek to co napisałeś jest na swój sposób spójne, lekko mnie uwiera pewien jej aspekt. Z jednej strony ukochany jest czarusiem potrafiącym rozniecić w dziewczynie tak silne uczucia, a z drugiej strony, to kawałek wykalkulowanego cwaniaka, omamionego mirażem luksusów przy boku bogatej kobiety. Jej przeszłość określasz w paru słowach: trzykrotna rozwódka. Wydzwaniał do porzuconej, więc nie była mu obojętna. Ciśnie się do głowy pytanie: co kazało mu się targnąć na własne życie? Strach, że po powrocie mu nigdy dziewczyna nie wybaczy? Przekonanie, że życie po powrocie do tej, którą naprawdę kochał stanie się koszmarem? Niby dlaczego? Czyżby jej ocena w jego mniemaniu była tak beznadziejna, iż sądził, że powrotem do niej skazuje się na życie w ubóstwie? A może to facet z zaburzeniami psychicznymi?
Choć jego decyzja o porzuceniu tej, którą naprawdę kochał, wydaje się mieć motywy czysto materialne.
"Łowcy posagów" zazwyczaj rekrutują się z przekonanych o swoich męskich atutach cwaniaków. Tacy nie należą do mięczaków.
Więc kolejna trudna do ogarnięcia niejasność. Czyżby zaniemógł jako kochanek nimfomanki, którego za niedomogi erekcji lafirynda wyrzuciła jak niepotrzebny łachman?

Wprawdzie opowieść prowadzisz z perspektywy dziewczyny. Więc nie musisz się wgłębiać w jego tajemnice. Są bohaterce nieznane.
Jednak targnięcie się na własne życie, to nie byle jaka decyzja. Może zdał sobie sprawę z własnej nikczemności, z faktu, że jest życiowym zerem. Odrzucony przez bogatą żonę sobie nie radzi, co potwierdza wideo z nędznego pokoiku. Więc dlaczego wysyła nagranie skrzywdzonej dziewczynie? Mało mu, że zadał jej tyle bólu?

Wybacz, że jak rzep do psiego ogona przyssałem się do niezrozumiałej dla mnie postaci ukochanego. Jednak w tego rodzaju czarujących cwaniakach trudno mi dostrzegać kandydatów na samobójców.
Choć życie bywa zawiłe, mógł się zdarzyć czaruś z ukrytą wadą mózgu(?).

W sumie przejmująca opowieść. Jak wszystkie Twoje opowieści. Napisana świetnie.

Pozostaje mi Cię serdecznie pozdrowić i jak zawsze dać najwyższą ocenę.

PS Napisałbym to na privie, ale masz zapchaną pocztę. W Warszawie będę dopiero 10 lutego. Nie pominę okazji do nawilżenia otworu gębowego browcem w Twoim towarzystwie w knajpie Na rozdrożu. Będę 10 dni, zadzwonię
mike17 dnia 28.01.2020 12:28
Makirmasz rację, lepsza najlichsza miłość niż brak nadziei.
Człowiek nie jest stworzony do samotności.
Musi mieć w kimś oparcie.
Kochać bodaj "pomimo"

Piękny wiersz mi przysłałaś :)

Clakierzezgadzam się z Tobą, że w wielu moich miniaturach jest zastosowana proza poetycka.
Bo ja piszę tak, jakby to było z innego świata, innego wymiaru.
Ładnie ułożyłeś te wersy.
Rzeczywiście wyglądają na wiesz :)
Cieszę się, że uznałeś tę historię za cudowną.
Pomimo całego jej tragizmu.

Blue River,trzymam Cię za słowo - wpadaj jak najczęściej.
Moja bohaterka miała piekielną intuicję i nie tylko.
Miała bardzo silne zdolności paranormalne.
To dlatego wszystko się wydarzyło.
Nie umiała zapanować nad siłami, które w niej drzemały.

Aldonkobohaterka zapragnęła jego śmierci i to się ziściło.
To jest prymat ducha nad materią.
Siła sprawcza woli ludzkiej jest niezbadana.
Stąd hipnoza, telepatia czy telekineza.
Tu mieliśmy z tym do czynienia.
Myśl przyoblekła się w ciało, a potem nastąpił tragiczny finał...

Kaziu, właśnie, może zdał sobie sprawę z własnej nikczemności, a może zostało mu to zaindukowane siłą myśli porzuconej dziewczyny na zasadzie zbliżonej do hipnozy.
Obstawałbym właśnie przy takiej wersji.
Umysł ludzki ma niezwykłą moc.
Dziewczyna musiała posiadać silne zdolności paranormalne.
Choć sobie nie zdawała z tego sprawy.
Choć po śnie proroczym możemy się tego domyślać.

A więc czekam na telefon, Kaziu :)

Wszystkim Wam serdecznie dziękuję za wizytę i piękne komentarze.
Dla takiej publiczności warto występować.
Kłaniam się nisko!
Milena1 dnia 28.01.2020 13:17 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam z przyjemnością. Wszystkie wątpliwości odnośnie tekstu wyłuszczył Kazjuno :)
Końcówka jak dla mnie, trochę zagmatwana, ale dzięki komentarzom dałam radę :)
Tak sobie myśle, ze kobieta tak mocno zakochana i przez to skupiona na jednej osobie, mogła mieć sny prorocze. Z resztą każdy czasami takie ma. Nawet nie trzeba mieć zdolności paranormalnych.
Natomiast losy samego Dick’a i motywy jego postępowania - dlaczego wolał samobójstwo od miłości zakochanej w niej na zabój dziewczyny... hmm, bez butelki nie rozbieriosz :)
Pozdrawiam
mike17 dnia 28.01.2020 13:46
Milenobardzo dziękuję za literacki nalot i podzielenie się ze mną swoimi refleksjami :)
We wcześniejszym komentarzu wyjaśniłem domniemane pobudki samobójstwa Dick'a.
Lecz w tym opku zależało mi na zasianiu fermentu i nieukazaniu pewnych rzeczy na tacy.
Tak samo nie przypadkowe były myśli dziewczyny przy sklepie z bronią.
W całości jest łańcuch przyczynowo- wynikowy.
Co dajesz, to do Ciebie wraca, czasem ze zdwojoną siłą...

Pozdrawiam wesoło :)
Arkady dnia 28.01.2020 20:02 Ocena: Świetne!
Michał mam z tobą niestety problem... Chciałem napisać ci coś mądrego i nawet miałem już miałem sporo napisane, ale coś mnie podkusiło aby zajrzeć w inne komentarz i mnie zamurowało... Prawie wszystko już napisano i jak ja biedny kuracjusz w Wysowej teraz wyglądam...
Powiem, że opowiadanie jest niesamowite. Skąd bierzesz pomysły, nic się nie powtarza, a ja w co drugim wierszu używam tych samych słów i ClakierCat ma rację twoje opowiadania przy lekkiej zmianie formy zapisu jest proza poetycką... Nie rozpisuję się więcej, tylko postawię ocenę... Chętnie poczytam nastepne :)
mike17 dnia 28.01.2020 20:20
Arkady ja moje pomysły biorę z wyobraźni :)
Wiem bardzo wiele o kochaniu, stąd ta wiedza.
I prawdą jest, że piszę prozą poetycką, nawet tego nie czując.
Ale tematyka moich dziełek nakazuje taką konwencję.

Może jest we mnie coś z poety?
Kto wie...

Arkady, bardzo Ci dziękuję za miłe słowo i trafną kategorię :)
Tak, piszę prozę poetycką choć to mnie przerasta :)

Ale cóż...

Tak widocznie musi być :)
Arkady dnia 28.01.2020 20:21 Ocena: Świetne!
Nie przerasta i to widać.... ;)
EDyta To dnia 28.01.2020 20:45
Hej, ja u Ciebie pierwszy raz.
Świetna narracja - natychmiast podwoiła moją solidarność z bohaterką.
Przeczytałam jednym tchem. Będę znowu :)
Pozdrawiam.
mike17 dnia 28.01.2020 21:17
Dzięki, Arkady

Edytojakże się cieszę :)
Wpadaj tak często, jak to możliwe.
Będzie mi niezmiernie miło.

Pozdrawiam
Galernik dnia 28.01.2020 22:17 Ocena: Bardzo dobre
mike - dziękuję za zaproszenie, wpadłem, przeczytałem z przyjemnością. Czyta się płynnie, fabuła wciągająca, choć pierwsza część historii mnie zmyliła, nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Moi przedmówcy dokonali już rozbioru, analizy etc obojga Twoich bohaterów, więc nie będę się wymądrzał... zgadzam się w szczególności z tym, co napisał Kazjuno.

Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski dnia 30.01.2020 13:54
Czy to na pewno miniatura?

Pozdrawiam!
mike17 dnia 30.01.2020 14:15
Marku to na pewno miniatura ma tylko 14 900 znaków :)
Krótsze teksty to szorty.

Pozdrawiam.
Quentin dnia 03.02.2020 21:26 Ocena: Bardzo dobre
Za...

Mrocznie tym razem u ciebie, Mistrzu. W sumie to zawsze jest trochę mroczno, ale w tym przypadku atmosfera zgęstniała naprawdę mocno. Końcówka miażdży kości. Właśnie takie rozwiązania "lubię" w tekstach.

Tekst jak zwykle bardzo życiowy ( cokolwiek to znaczy:-)). Odnoszę wrażenie, że w życiu zawsze jest albo za późno, albo za wcześnie. Jakbyśmy za cholerę nie mogli wstrzelić się z czasem. Zawsze coś nie po drodze, zawsze jakoś tak nie tu i nie teraz. Znam to z autopsji.

Miłość, zdrady, umieranie, życie, radości rozczarowania - wszystko to składa się na sumę doświadczeń. Każdy wie swoje i każdy rozumie to, co wie po swojemu. W tym przypadku nigdy, albo prawie nigdy nie ma wystarczająco "mądrych", aby w porę zrozumieć, że tak naprawdę są rzeczy, które odbywają się poza naszą władzą, które nie są naszym dziełem. Sam wiele razy łapię się na tym, że staram się k o n t r o l o w a ć WSZYSTKO, choć wiem, że to nierealne. Czasem po prostu coś się przydarzy i myślisz sobie, że tak właśnie miało być. Wtedy często jest... za późno.

Oby w naszym życiu było jak najmniej "za późno". Tego nam właśnie życzę.

Pozdro
Q
mike17 dnia 04.02.2020 13:33
Witaj, Stary w moich skromnych progach :)
Tym razem postawiłem na mroczne opko jako małą odskocznię.
I mroki jakie drzemią w ludzkim umyśle, jak u bohaterki, która siłą swych myśli wpłynęła na decyzję Dicka.
Gdyby nie życzyła mu śmierci, człowiek pewnie by przeżył, a tak siła sugestii/hipnozy/telepatii, jak zwał tak zwał zmiażdżyła mu życie.
Wierzę w takie przypadki, zbyt wiele o nich czytałem.

Oby nigdy nie było "za późno", bo wtedy może być naprawdę źle.
Zdrada tak naprawdę rzadko się opłaca.
Jakoś tak się składa, że Los odpłaca swoim.
I wtedy dopiero jest za późno na cokolwiek.

Więc warto żyć uczciwie i nie kręcić na boku.
To się nie opłaci.
Wierzę w szczerą miłość i jej się trzeba trzymać :)

Bardzo Ci dziękuję, Kamilu, za wizytę i tradycyjnie mądry koment :)

Do zoba!
bened dnia 04.02.2020 23:30 Ocena: Świetne!
Witam, znów zaskakujesz i szokujesz, i to z niezwykla latwością. Twoja lekkość pióra sprawia, ze tekst ten czyta się z niesamowitą łatwością i nie pozwala się od niego oderwać przed zaskoczeniem.

Uwielbiam niedomówienia dające szereg możliwości rozpatrywania prawdopobnych wersji wydarzeń , a Ty daleś, aż kilka takich momentów skłaniających do rozważań dotyczących wydarzeń.

Motyw przewidywania przyszłości jest świetny.
Ludzki umysł nie jest czymś w stałej kondycji, zaslakuje nas pod wieloma względami

Czytasz jakies książkid tyczace telepatii?
I czy udalo Ci sie doświadczyć czegoś podobnego w zyciu osobistym?
bruliben dnia 05.02.2020 02:36 Ocena: Bardzo dobre
Taaa, długa ta miniatura. Jest tu dosyć na kilka miniatur. Jeśli podzielę te nastepujące sny po sobie,
jak matrioszki na odcinki. Najgorszym byłoby nie obudzić się z tego koszmaru. Na szczęście, nie jestem tą dziewczyną, nadchodzi świt i nie muszę otwierać paczki z niespodzianką. Dziwna ta para, jakby nie było innego rozwiązania ich bolączki, tylko śmierć. Klimat twojej narracji przypomniał nastrój filmów Dawida Lyncha. Cieszę się, że mogłem zapoznać się z twoim kolejnym, ciekawym tekstem. Pozdrawiam, Bruli.
mike17 dnia 05.02.2020 14:12
Witaj,Beniu po dłuższej przerwie :)
Umysł ludzki to zagadka i nigdy jej nie rozwiążemy.
Pozostaje tylko dziwić się różnym zjawiskom paranormalnym.
Przewidywanie przyszłości jest faktem, wielokrotnie w dziejach świata udowodnionym.
Zależało mi na efekcie wpłynięcia na czyjąś wolę z zewnątrz.
Jak to zrobiła nieświadomie bohaterka.
Nie nazwę tego po imieniu, ale tak właśnie było.

Czytałem w życiu wiele książek o telepatii, ale nie pamiętam już ani tytułów ani autorów.
Mam dar silnej intuicji i udaje mi się od czasu do czasu przewidzieć to, co nastąpi.
Sny prorocze miewam dość często.
A Ty, miałaś do czynienia z Paranormalem?

Bruli moje miniatury są faktycznie długie, ale nie traktuję ich jeszcze jako opowiadania.
Tak, koszmarem byłoby zastygnąć w tym śnie, choć i tak na jedno wyszło.
Ta śmierć to dość zagadkowa sprawa, można ją rozpatrywać w różny sposób.
Każdy z nich będzie nie z tego świata, bo wiele jest rzeczy między niebem a ziemią, o których się ludziom nie śniło.
Dzięki za porównanie do mistrza Lyncha :)

Dziękuję Wam za miłą wizytę i mądre komentarze :)

Howgh!
bened dnia 06.02.2020 00:57 Ocena: Świetne!
Mike,
z pirokinezą, dermooptyką, psychokinezą czy też lewitacją lub ektoplazmą niestety nie, ale z telepatią czy takim zjawiskiem nadnaturalnym jak jasnowidzenie owszem i to wielokrotnie.

Problem polega na tym, że niezwykle trudno poddają się one naukowej analizie. Są bardzo ciężkie do przewidzenia i często przeczą temu co mówi o nich świat nauki, ale kiedyś też twierdzono, że Ziemia jest płaska i potrzebne bylo mnóstwo czasu, by udowodnić, iż tak nie jest.

Zazwyczaj słuchamy głosu rozsądku. Lecz czym on jest tak naprawdę? Czy racjonalizm powinien odrzucać anomalie nadprzyrodzone czy raczej mimo braku twardych dowodów na istnienie innych wymiarów dążyć do szukania prawdy dotyczacej paranormslnych zjawisk ?

Ciepło pozdrawiam w tę zimną noc.;)
mike17 dnia 06.02.2020 13:26
No to wiesz, BENIU, jak to jest wiedzieć coś, zanim się to wydarzy i nie móc nic z tym zrobić.
Mam na myśli rzeczy złe, które są już zapisane w gwiazdach.
Co innego, gdy mamy do czynienia z pozytywem - wówczas nasz dar jest zbawienny.

Problem mojej bohaterki polegał na niesamowitej sile myśli, mogącej kruszyć skały.
Nie wiedziała, że ma taki dar.
Do czasu...

A nie sądzisz, że na ogół to extremalne sytuacje wyzwalają te siły?
Znany jasnowidz o szerokim spektrum uzdolnień paranormalnych ks.Klimuszko dostał swe zdolności w obliczu śmierci z rąk Niemców.
Przedtem był "normalny".

Mnie udało się przewidzieć śmierć aż 5 razy - śni mi się wtedy dana osoba i patrzymy w niebo i spada gwiazda - gwiazda jego życia.
Tak było z moim Tatą.
czarnanna dnia 08.02.2020 23:05
Cześć Mike,
zachęcona przed samego autora do odwiedzin, nie mogłam przegapić Twojej historii. Także jeszcze raz serdeczne dzięki za zaproszenie. Wybacz, że aż tyle to trwało :) Ostatnio nie ogarniam życia, a co dopiero znaleźć miejsce relaks i/lub ukulturalnianie się na portalu...
Przechodząc do sedna, gratuluję pomysłu i wykonania. Historia bardzo smutna i przejmująca. Myślę, że wrażliwcy mogliby uronić tu nawet i łezkę. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie finał więc plus za zaskoczenie czytelnika :) Patrząc bardziej psychologicznie na całą tę relację, muszę przyznać, że żal mi całej trójki bohaterów...
Kiedy Cię czytam, za każdym razem mam podobne odczucia. Szokuje mnie fakt, że mężczyźni też mogą pisać tak romantyczne, pełne wrażliwości teksty. Szacun, Ty biały kruku. Co do kwestii technicznych, wychwyciłam kilka powtórzeń, które myślę, że usunięte, uświetniłyby historię.

Pozdro600 i do zobaczenia, mam nadzieję, szybciej niż za kolejnych dziesięć lat :)

Czarna
mike17 dnia 09.02.2020 15:24
Czarna bardzo dziękuję za tak fajny koment, uznanie dla mojego pisania i w ogóle :)
Nie piszę smutnych historii, ot, tak mi się wyrwało.
Wolę te z happy endem.

Bo ja jestem romantykiem, tyle że mocno stąpającym po ziemi :)
Lubię wzruszać i poruszać.
No i pisać o różnych odcieniach miłości.
To moja pasja.

Tak, biały kruk to dobre określenie mojej osoby.
Acz mam na koncie wiele opowiadania z gatunku męskiej prozy.
Trza być wielostronnym.

Powtórzenia oczywiście wyłapię i pozmieniam :)

Kłaniam się nisko!
Lilah dnia 12.02.2020 20:32
No, takiego smutku u Ciebie to jeszcze nie czytałam, Michale.
Zaskoczyłeś mnie, muszę przyznać. No i łezka w oku też się zakręciła, ale cóż, takie życie, nie wszystkie historie kończą się happy endem.
Przeczytałam z przyjemnością. Ciekawe, co wymyślisz następnym razem.

Pozdrowienia serdeczne :)
mike17 dnia 12.02.2020 21:10
Lilu, dziękuję za czytanie, ale nie zawsze musi być miły koniec.
Czasem jest wręcz odwrotnie.
Czas kiwa nas i nic nie jest takie jak być powinno.
A w ogóle co jakiś czas warto zrobić woltę :)
By nie było ciągle to samo.

Pozdrawiam Cię :)
Madawydar dnia 17.02.2020 10:11
Mroczna historia, ale wciągająca. Powoli od samego początku czuje się narastające napięcie, rozpala się ciekawość zakończenia. Ten sklep z bronią był dla mnie, jako czytelnika znakiem, że coś wypali. Nie wiedziałem tylko co, albo kto i kiedy? Czyta się ze smakiem, bo po mistrzowsku operujesz słowem porywając czytelnika w nurt poezji, filozofii, odczuć zdradzonej zakochanej kobiety. Mamy tu dwa oblicza miłości: Miłość dziewczyny jest ślepa, ale prawdziwa, szczera aż do bólu i wzniosła. Miłość która wybacza wszystko z wyjątkiem śmierci.
Cytat:
Nie mu­sia­łeś tego robić – wy­ba­czy­ła­bym ci wszyst­ko, wszyst­ko i jesz­cze wię­cej.

Cytat:
Lecz kto był nadaw­cą prze­sył­ki, kto po raz ostat­ni pa­trzył ci w oczy po tam­tej stro­nie ka­me­ry?I dla­cze­go tak bar­dzo drża­ły mu ręce?I czemu się na to zgo­dził.

Druga miłość już nie jest ślepa. Jest wyrachowana, bewzględna, egoistyczna. Powiedziałbym, że wredna. Targasz też i moimi emocjami. Jestem facetem, ale nie czuję tu męskiej solidarności. Wręcz przeciwnie. Wiem, że śmierć samobójcza nie jest rozwiązaniem, ale jakoś mi go nie żal. Dobrze, że sobie w łeb palnął, tylko po co to nagrał? Zaiste szokujący prezent dla zakochanej dziewczyny, który zapewne będzie prześladował ją do samej śmierci.

Pozdrawiam

Mad
mike17 dnia 17.02.2020 15:34
Madawydarze, dzięki ogromne za podzielenie się ze mną swoimi odczuciami :)
Tyle dobrych słów, aż nie wiem, co powiedzieć.
Ona wybaczyłaby mu wszystko, tylko jej skondensowane myśli popchnęły go do finału.
W przestrzeni nic nie ginie, a myśl ludzka bywa jak piorun.
Są ludzie obdarzeni takimi zdolnościami, choć może o tym nie wiedzą.
Jak dziewczyna.

Zjawiska paranormalne to jedna wielka zagadka, ale to fakt.

Końcówkę chciałem zostawić bez odpowiedzi.
Lubię niedopowiedzenia.

Masz rację - nic gorszego, kiedy dobra miłość zmienia się w złą...
Wszak od miłości do nienawiści jest bardzo blisko, o włos.
Jak tu, w tym opowiadaniu.

Okrutne myśli czynią okrutne czyny.

Pozdrawiam

M.
bened dnia 18.02.2020 11:58 Ocena: Świetne!
Hej,
otwartość umysłu to klucz do osiągnięcia wiedzy nadzwyczajnej.

"A nie sądzisz, że na ogół to extremalne sytuacje wyzwalają te siły?"

Tak właśnie sądzę.
Traumatyczne przeżycia, skrajnie groźne zdarzenia zagrażajace zdrowiu są ściśle zwiazane z wizjami dotyczącymi przyszłości.
To pewnego rodzaju ostrzeżenia uprzedzające fakty choć dają jedynie możliwość duchowego nastawienia się na dane nieszczęście, lecz z regóły nic więcej nie jesteśmy w stanie z tą informacją zdziałać.

Skąd jednak ta wiedza pochodzi?
Co powinniśmy z nią robić, by właściwie wykorzystać?

Myśle, że coraz więcej ludzi będzie miało taki dar...

Pozdrawiam
mike17 dnia 18.02.2020 13:15
Bo tak właśnie jest, Beniu że w obliczu zagrożenia życia ujawniają się w nas moce, o których istnieniu nie mogliśmy pomarzyć, a jednak...
Skąd to przychodzi?
Tego jeszcze nikt nie ustalił.
Może to dar od Boga, a może ludzka moc, która ujawnia się tylko w określonych sytuacjach.
Czy my w ogóle możemy ją wykorzystać?
To spada na nas i jesteśmy już biernymi aktorami w przedstawieniu, które napisano dla nas gdzieś, w zaświatach...

Mam bardzo rozwiniętą intuicję i potrafię wyczuć, co się może zdarzyć.
To silna myśl, która opanowuje całą jaźń.
Najgorzej, kiedy to złe przeczucia...
Ale i od nich nie ma ucieczki.

W jaki sposób starałabyś się "przeciwstawić", jeśli miałabyś zły sen proroczy?

Pozdrawiam wesoło :)
mlodepioro dnia 20.03.2020 20:49 Ocena: Świetne!
Jak zawsze nic dodać, nic ująć! Genialny tekst! Podziwiam Cię za nieustanną wenę i kreatywność!

Życzę dalszych sukcesów i powodzenia!

P.S. Zapraszam do mnie na krótką lekturę ;)
mike17 dnia 20.03.2020 21:21
Wielkie dzięki, bo każde miłe słowo coś znaczy :)
Tworzę i nie przestaję.
Staram się być na fali.
Młodepioro, napewno, do Ciebie zajrzę :)
stawitzky dnia 21.04.2020 03:11 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Za na­szy­mi ple­ca­mi coś wy­ra­sta i choć przed chwi­lą jesz­cze nie­zna­ne, wnet staje się czę­ścią życia i świa­ta

Cytat:
Po­wo­li uczy­łam się oszu­ki­wać sie­bie i uśmie­chać do pu­stych po­ko­jów


Lubię czytać, bo lubię wyłapywać pojedyncze zdania, które zostają ze mną na dłużej. Te dwa mi się podobały.

Całość czyta się jak wiersz. Fajne. Sprawnie napisane, ale to wiesz.

pozdrawiam, stawitzky.
mike17 dnia 21.04.2020 16:34
Dzięki, Stawitzky za wizytę i wrażenia :)
To prawda - zdarza mi się pisać prozą poetycką, kiedy piszę niektóre utwory o miłości.
Tu tak było.
Ta konwencja wydaje się być naturalną.

Pozdrawiam wesoło :)
Slavek dnia 03.05.2020 19:57 Ocena: Bardzo dobre
Tekst w pierwszej chwili wydał mi się deczko przegadany, ale to wynika z mojego charakteru bo raczej jestem małomówny. jednak dzięki Twojej ekspresji i rozmachowi w tej nieraz przecież opisywanej miłosnej historii dużo się dzieje, czyta się płynnie bez przystanków. Choć na koniec trochę się pogubiłem.
Widać, że autor lubi pisać :)
No i szkoda, że chciała zabić...
mike17 dnia 05.05.2020 15:32
Slavku dziękuję za wizytę i refleksje :)
Wiem, że każdy z nas jest inny - jeden lubi powolne wprowadzanie w akcję, inny od raz skok na głęboką wodę.
Starałem się, by opowieść była spokojna i jednocześnie wybuchowa.
By nic nie było wiadomo do końca, ot, niedopowiedzenie.

Cieszę się, że się podobało, i że na koniec się pogubiłeś - taki był mój plan - końcówka miała wyprowadzić czytacza z równowagi i pozostawić go z otwartymi ustami.

Jeśli mi się to choć trochę udało, tom rad :)

Pozdrowczyk :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas