Co lubię - SylwiaJ
Publicystyka » Felietony » Co lubię
A A A
Od autora: To, co lubię nie zawsze jest tym, co lubić wypada. Bywa, że nie jest tym, o czym inni powszechnie mówią. Bo ktoś dostał jakąś ważną nagrodę albo jego utwór (obojętne czy chodzi o literaturę, film czy muzykę) uznany został za arcydzieło. I nagle cała uwaga skupia się wokół tego jednego autora.

Robiąc ostatnio porządki na półkach z książkami (część niestety - ze względu na brak miejsca - wywędrowała do piwnicy), wygrzebałam kilka z posiadanych przeze mnie książek Olgi Tokarczuk. Kupiłam je i czytałam... Nie. Nie pamiętam kiedy. Chyba jakieś dwanaście czy dziesięć lat temu. Raczej "przed" niż "po". I nie chodzi mi wcale o rozwód. Choć faktem jest, że to taka data graniczna. Znacząca jeśli idzie o znaczenie słowa. O czytanie. Pisanie. I... przemyśliwanie różnych stanów naszego umysłu i duszy.

Czas "przed" można by przy tym podzielić na dwa inne podrozdziały. Ten pierwszy, w którym oprócz "Twojego Stylu" i innych podobnych do niego kolorowych, kobiecych pism, nie czytałam NIC (chyba, że doliczę tu jeszcze jakieś opracowania i ustawy podatkowe). Czas "po"? Cóż... to być może zupełnie zabawne, ale... Wróciłam do czytania przez "Dziennik Bridget Jones" i jedną z moich klientek, która wpadła do biura na pięć minut przed moim wyjazdem na urlop, zadając przy tym pytanie, czy czytałam. Usłyszawszy z mojej strony NIE, powiedziała:
- To koniecznie musi to pani przeczytać.

Czytanie to groźny proceder. Nieźle namieszało w głowie. Zapoczątkowało myślenie. Wcześniej był strach i smutna rola rodzinnego przytakiwacza. Potem to wszystko zaczęło się zmieniać. Dziś uważam, że mądra i inteligentna Polka, powinna czytać. Powinna chcieć wiedzieć więcej. Tylko po to, by wyjść z pewnych schematów. Z zakotwiczenia w jakimś wybiórczym i wąskim spojrzeniu na otaczający nas świat. Z zaszufladkowania swoich uczuć i przeczuć w kilku niewielkich komódkach czy pudełkach.

Obejrzałam ostatnio kilka filmów. Dobrych. Złych. Fenomenalnych. Kto je tam wie... Uważam, że każdy ma swój własny punkt widzenia i to w nim powinien odbijać się świat ogólnoludzkich trendów i mód. 

Zaczęłam od "Kleru", który w pełni świadomie opuściłam, gdy wszedł na ekrany kin. Jakoś nie kręcił mnie wtedy ten medialny szum. Nagonki z prawa czy lewa. 

Obejrzałam go w dwóch częściach. Po pierwszych 40 minutach byłam na tyle zmęczona ciężarem gatunkowym panującym w tej filmie atmosfery, że postanowiłam go sobie odpuścić. Czy ja naprawdę muszę to oglądać? - pomyślałam.

Była sobota. Ta po świętach i przed Sylwestrem. Poszłam spać z myślą, że do tego nie wrócę. Swoje wiem. Nie muszę tego chyba widzieć. To, co mnie najbardziej w tym filmie zmęczyło, to ta totalna kościelna rozpierducha i nędza. To kompletne zepsucie. Jakby rzeczywiście Kościół był już na samym dnie i znikąd nie było nadziei na jakiś progres. Jakby każdy, kto przekroczy próg świątynnych murów, skalany był złem cudzego zepsucia. I jakby kapłani - wszyscy i bez wyjątku - nacechowani byli tym, co przedstawiał ten film.

Sylwester spędziłam w domu. Sama. Na HBO puszczali "Kler". Reszta programów nie oferowała mi nic godnego obejrzenia. Włączyłam więc sobie kontynuację filmu i męczyłam dalej. Do samego końca. Kompletnie nie rozumiejąc tej ostatniej sceny. Czułam mniej więcej to samo, co przy oglądaniu sceny ukrzyżowania z "Pokłosia" Pasikowskiego. Do jasnej cholery - myślę sobie - czy my Polacy musimy wszystko ubierać w tego typu znaczenia? Mickiewicz czy Słowacki zapewne by się do nas uśmiechnęli, mówiąc przy tym: jesteśmy ponadczasowi.

Dwa dni później udało mi się obejrzeć film "Dwóch papieży". Niby zupełnie coś innego, a jednak niekoniecznie. To jakby nie było też dramat. Tym razem nie idzie już o jakichś podrzędnych księżulków czy biskupów z Polski, ale o najwyższą władzę kościelną. O papieży. O ich spojrzenie na piętrzące się wokół nich problemy. Na nie cichnące skandale związane z finansami i pedofilią. Z butą i pychą hierarchów kościelnych. 

Film Smarzowskiego ma zapewne wiele zalet. Jedną z nich jest obsada i gra aktorów. Nie bardzo jednak rozumiem jak wiązać ze sobą niektóre sceny. Powrót do przeszłości bohaterów. Trudne dzieciństwo. Złe wspomnienia. O co w tym wszystkim chodzi? O wytłumaczenie widzowi, że w pewnym momencie ofiara może stać się sprawcą? A może bardziej idzie o usprawiedliwienie sprawcy. No, bo jeśli bóg jest taki miłosierny, to zrozumie... 

To, co wpisuje mi się jako pewna całość - nie historii poszczególnych bohaterów filmu, ale jako leżąca u podstaw zrozumienia niektórych z problemów duchownych, to fakt, że każdy z nas jest tylko człowiekiem. Każdy ma własną historię. I zazwyczaj każdy z nas kiedyś upada. Nawet ci najwięksi. I właśnie to dopowiada mi film o papieżach. 

Właściwa ocena nie tylko własnego błędu, ale trwałości jego skutków, które nie jeden raz wymagają od nas trudnych zmian. Co z tego, że kapłan nie pozwolił swojej kochance usunąć ciąży, skoro sam zamierza nadal pełnić swoją skandaliczną posługę. Okradać ludzi tylko po to, by jego dzieciak miał z czego żyć. Kompromisy, które przeczą głoszonej wszem i wobec prawdzie są nieetyczne. Choć zapewne życiowe. A przecież dzisiejszy świat wymaga wielu korekt.

Każdy kiedyś upada. Każdy z nas jest grzesznikiem. Jedni myślą, że zgrzeszą jak zjedzą w piątek wędlinę. Inni uważają, że miłosierny Bóg wybaczy im wszystko - łącznie z molestowaniem dzieci, okradaniem wiernych i kłamaniem ludziom prosto w twarz. Tu właśnie jest problem. Zło jest jednak w pewien sposób mierzalne. Ma swój ciężar właściwy. I może w oczach Boga zostanie kiedyś każdemu grzesznikowi wybaczone, ale w prawach ludzkich domaga się odpowiedniego dla ciężaru sprawy, wymiaru sprawiedliwości. Gdy tymczasem świat bawi się w swoje własne dyskursy, opowiadania i wizje bez polotu. 

Cieszę się, że nie zdecydowałam się pójść na "Kler" do kina. Wyrzuciłabym w błoto jakieś 30 zł. Umęczyła oglądaniem. I wróciła do domu zła. Obejrzenie w domu - w warunkach zwyczajnych - gdy w dowolnym momencie mogę przerwać, daje mi taki wewnętrzny luz. Domowe ciuchy. Kocyk. Herbatka. Coś na ząb. To ma swój sens. Czasem mogę sobie siarczyście zakląć. Mogę coś na głos skomentować. Przemyśleć. Przełączyć swoją głowę na jakiś wolniejszy bieg.

W ostatnim czasie zdecydowanie nie lubię oglądania filmów w kinie. Jestem na to zbyt wygodna. Zbyt zmęczona codziennością. Płacę przy tym za HBO i Canal+ niemałe pieniądze, warto więc z tego korzystać.

Obejrzenie filmów o podobnej tematyce - z takim samym mianownikiem w tle - ma swoje zalety. Coś czemuś zaprzecza i jednocześnie coś innego dopowiada. 

Żyjemy w zdecydowanie o wiele ciekawszych czasach niż kiedyś. Tak myślę. Z wielu różnych ofert możemy wybierać. I to chyba lubię najbardziej - mieć wybór. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SylwiaJ · dnia 27.01.2020 11:12 · Czytań: 907 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 29.01.2020 15:32
Klery nie oglądałem, ale dwóch Papieży to dobry film, chociaż powiela stereotypy. Felieton dobrze napisany, lecz w sumie jest o niczym.

Pozdrawiam!
Madawydar dnia 22.08.2020 20:56
Nie oglądałem ani jednego, ani drugiego filmu. Po prostu nie interesuje mnie ich tematyka. Od filmu oczekuję przede wszystkim dobrej rozrywki, która potrafi na 2-3 godziny oderwać mnie od rzeczywistości. Nie jest istotne, czy jest to mały, czy duży ekran. Każdy z nich ma swoje wady i zalety.

Przedstawiłaś w felietonie swój punkt widzenia, dowiedziałem się co lubisz i o to w takich formatach chodzi. Można się zgadzać lub nie z osadami w nich zawartymi, dyskutować o nich lub nie. I to też jest nasz wybór.

Pozdrawiam


Mad.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty