Smutne życie zabawnego Tomasza - kulawanoga
Proza » Miniatura » Smutne życie zabawnego Tomasza
A A A

Wczoraj umierałem po raz pierwszy. I choć umierałem naprawdę długo, ostatecznie nie umarłem.
Tak, jakbym nie mógł się zdecydować.
Może, gdyby w naszym pięknym języku istniał jedynie aspekt dokonany, wziąłbym i umarł porządnie, w całości. Może ktoś napisałby o mnie to jedno zdanie: On umarł. Dalej nie byłoby co czytać. Bo skoro umarł, to nie ma opowieści.
Wracając do aspektu niedokonanego: gdyby go nie było, może by tak wszyscy ludzie, którzy czytają książki, w końcu je przeczytali? Może człowiek, który zawsze chodzi przed siebie, bez celu, w końcu dokądś by doszedł, do kogoś zaszedł?
A tak, idzie samotnie, nie wiedząc po co i ku czemu.
Skoro jednak nie dokończyłem wczoraj mojego umierania, pozostaje mi żyć i opowiadać. I opowiedzieć.
Czasami myślę, że nikt nie traktuje mnie poważnie. Ludzie przechodzą koło mnie, spoglądając zawsze z góry, zawsze tym samym, pogardliwym wzrokiem, którego prawie nie widać spod półprzymkniętych powiek. Na swój użytek nazwałem go “lisie oczy”. A może właśnie na wskroś ludzkie, takie lisie.
Niektórzy ślinią się na mój widok, niektórym robi się niedobrze i mówią, że zbliżanie się do mnie jakoś im się nie widzi.
Doskonale pamiętam pierwszy raz, kiedy spotkałem się z odtrąceniem. To był poniedziałek. W pracy zjawiłem się punktualnie, jak zawsze świeży, z nienagannie przyciętym zarostem, wydepilowaną klatką piersiową i otwartymi ustami, jak u ryby. Zapowiadał się dobry dzień, niezbyt dużo klientów, mała grupa do przeszkolenia, a potem dom i błogie nicnierobienie.
Kiedy przyszła jej kolej, podeszła do mnie, cała w czerni, z oczami podkrążonymi, jakby spadające łzy ciążyły jej w ostatnich dniach tak bardzo, że wyciągnęły jej twarz ku ziemi, ku śmierci. Onieśmielony, wbiłem wzrok w sufit, nie miałem dużego doświadczenia z kobietami. Zamarłem w jakiejś dziwnej apatii, nie mogąc wydusić z siebie odpowiednich słów. Uklęknęła nade mną. Była bardzo blisko, czułem jej niespokojny oddech na moim czole, jej zapach. Pachniała przerażeniem, cuchnęła samotnością i zniczem. Pewnie właśnie wróciła z cmentarza. Ludzie, którzy wracają z cmentarzy zawsze pachną niepewnością. Już zaczęło robić mi się jej żal, kiedy podniosła się i zaczęła krzyczeć.
– Nie dotknę cię, brzydzę się tobą! Przypominasz mi o nim! – Rzuciła przed siebie słowami, jakby wyrzucała z rąk coś oślizgłego, coś, czego się brzydzi i chce się jak najszybciej pozbyć. Słowa upadły na ziemię, tuż obok mnie, ale wiedziałem, że zaraz zaczną pełznąć w kierunku mojego serca.
– To moja praca! Muszę jakoś zarabiać! – odkrzyknąłem, a moje oczy wciąż nieruchomo wpatrywały się w sufit. Nie usłyszała mnie. Oni nigdy nie słyszą.
– Nie wiedziałam co robić. Nie wiedziałam co ci się dzieje, tato. Przepraszam… – Czy to mnie nazwała ojcem, czy jakieś ulotne wspomnienie kazało jej wierzyć, że ma przed sobą kogoś innego ode mnie? Pamiętam, jak upadła na kolana, ciężko, zabrzmiała jak plaśnięcie grubej książki o podłogę. Po chwili na moim policzku pojawiły się pierwsze łzy. Nikt ich nie dostrzegł. Zabrałem je ze sobą i zjadłem na kolację. Smakowały wyjątkowo dobrze. Coś jak przesolona pomidorowa.

Od tego dnia, a minęły już cztery lata, każdy poniedziałek nazywam Czarną Melancholią. I dziś też tkwię w Czarnej Melancholii. A może to Czarna Melancholia tkwi we mnie.
Wczoraj zgromadził się nade mną tłum gapiów, pamiętam białe twarze zwisające z sufitu. Napływały jedna po drugiej. Najpierw pierwsza, zatroskana, tuż nade mną, początkowo biała, po chwili czerwona z wysiłku. Słabnące dłonie uciskające moją niezamieszkałą klatkę piersiową.
Kolejna twarz. Usta-usta. Śmiechy. Tykanie zegara w tle.
– Umrze wam! Szybciej, bo wam umrze! – krzyknął jakiś męski głos w tle, a białe twarze zaczęły falować w nerwowych grymasach.
– Zabiliśmy go – szepnęła biała twarz nade mną, by po chwili dodać: – Ha.Ha. Zabiliśmy go, kurwa.
Odpowiedział jej śmiech. Szaleńczy rechot białych twarzy. I tykanie zegara w tle.
I poczułem, że zaraz zniknę, że skończył się tlen w płucach. Że nie mam płuc. Że w ogóle nigdy nie istniałem. Nagle ktoś pocałował mnie w półotwarte usta, położył zatroskane dłonie w miejscu, w którym zazwyczaj jest serce.
Ugniatał.
Uciskał.
Odliczał.
Pachniał zniczem i Czarną Melancholią. I nagle zacząłem widzieć. I byłem. A w mojej klatce piersiowej pojawiło się pierwsze uderzenie serca. Wpatrywałem się w sufit. Udawałem, że nie istnieję. Tak po prostu, z przyzwyczajenia.
A później włożyli mnie do trumny z napisem “Fantom medyczny”.
I nie dostrzegli, że choć codziennie umieram, to jeszcze żyję.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
kulawanoga · dnia 06.02.2020 08:41 · Czytań: 305 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 2
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Galernik dnia 06.02.2020 21:40 Ocena: Dobre
Hmm, czyta się fajnie, ale zakończenie mnie rozczarowało. Wolałbym, aby to była opowieść jakiegoś truposza, kogoś wymyślonego przez Ciebie, kogoś o wielu życiach. Nie wypada mi się wymądrzać, bo i moje dwa ostatnie teksty trafiły na dolną półkę (łaska Redaktorów na pstrym Pegazie jeździ). Uważam, że to całkiem zgrabne opowiadanko, w moich ulubionych klimatach.
Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski dnia 10.02.2020 09:33
Ciekawy sposób okazania samotności w obecnym świecie. Jednak nie udało ci się oddać smutnego nastroju; może to przez widoczną w tym piórze złośliwość?

Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
14/08/2022 22:59
Wiersz pełen emocji i bardzo gorzki w wymowie, ten los… »
wolnyduch
14/08/2022 22:53
Ciekawy wiersz przywodzący tytułem hiszpańskiego… »
wolnyduch
14/08/2022 22:42
Witaj Akacjowa Bardzo ciekawa ek fraza, trudna do… »
wolnyduch
14/08/2022 22:11
Ciekawy obrazek turystycznego miejsca, opisany w… »
wolnyduch
14/08/2022 21:58
Witaj Berele Mój wiersz jest moim odczuciem, uważam, iż… »
Marek Adam Grabowski
14/08/2022 14:11
Już czytałem u konkurencji. Pozdrawiam »
Marek Adam Grabowski
14/08/2022 14:10
Już czytałem u konkurencji. Pozdrawiam »
Berele
14/08/2022 13:54
Wiersz sprzyja ekofanatykom, którzy potrafią uprzykrzyć los… »
Berele
14/08/2022 13:46
Ustawka, los gołodupny, baranie skóry piękne! Wiersz mi się… »
Berele
14/08/2022 13:35
Przy każdym twoim wierszu liczę na wielkiego kopa w dupę,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:30
Nie jestem przekonana czy to jest haiku, a co do neologizmu,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:26
Tak, Agnieszko, też uważam, że dobrze, gdy chce się chcieć,… »
wolnyduch
14/08/2022 13:23
Cieszy mnie, iż mój odczyt jest prawidłowy. Miłego… »
AnDob
14/08/2022 11:37
Czuję, że poezja pisana odręcznie dużo lepiej trzyma się… »
pociengiel
14/08/2022 10:46
Masz chyba najlepszy okres. Znowu poemat, powiem hipermarket… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 14/08/2022 20:07
  • Wiedziałam, że na coś się przydam i bez moich życzeń, mogłoby być dużo gorzej ;)
  • Dobra Cobra
  • 14/08/2022 09:59
  • Dzięki Twemu życzeniu miałam naprawdę dobrą noc. A i długi weekend też niczego sobie ;) Pozdrawiam
  • akacjowa agnes
  • 13/08/2022 21:54
  • Dobrej nocy, portalowcy :) Miłego długiego weekendu
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas