Lucjusz - andres
Proza » Obyczajowe » Lucjusz
A A A

LUCJUSZ

Przyznaję – nie potrafiłem znaleźć klucza do postaci Lucjusza. I doprawdy nie wiem, co było przyczyną, że nie chciała się ona poddać żadnemu schematowi organizacyjnemu.

Na pozór wszystko było proste: oczywista niekonwencjonalność postaci Lucjusza – alkoholizm, regularne pobyty w zakładach karnych czy pewna awanturniczość przeciwstawione miłości do literatury i swoistej erudycji - powinna była ułatwić mi zadanie. A jednak Lucjusz wciąż mi się wymykał niczym sprytna niewiadoma w pogardzie mająca każdy uniwersalny algorytm.

-Wstydzę się tego, co robię – powiedział mi, gdy pierwszy raz, pewnego zimowego przedpołudnia, zajrzałem do jego nory.

I może właśnie o to codzienne, pozwalające otworzyć oczy, wyjść na podwórko i pokazać się ludziom, światu, przemaganie poczucia wstydu chodzi?

- Przecież nie robisz nic czego musiałbyś się wstydzić – odpowiedziałem z przekonaniem, gdyż w moim mniemaniu Lucjusz zasługiwał na szacunek w stopniu nie mniejszym niż większość obywateli naszego miasteczka.

Czego właściwie wstydził się Lucjusz? Swojej bezradności, która nie pozwalała mu być godnym ojcem zapewniającym byt rodzinie? Warunków, w jakich żył? Dobijającej do tuzina liczby swoich dzieci? A może swojego pijaństwa i wynikającej z niego porywczości, ślady której często na twarzy nosiła jego żona? Czy też tego, że – aby zdobyć pieniądze na alkohol – często był na bakier z prawem?

W połowie października Lucjusz przyszedł do mnie wymachując gęsto zadrukowanym świstkiem papieru.

- Dostałem wezwanie do odsiadki – zakomunikował. – Ale popatrz: napisali za co, gdzie, a nie podali od kiedy. A co ja, wróżka jestem?

Podrapał się po głowie i dodał :

- Nie chciałbyś kupić paru kosmetyków? Markowe. Niekradzione – i wyciągnął z kieszeni błękitne pojemniki i pudełeczka. – Rozumiesz, pożegnalna imprezka.

- Nie, Lucjusz, dzięki.

Na drugi dzień z tajemniczą miną zademonstrował mi opasłą księgę w poszarpanej, granatowej oprawie.

 - Zobacz, co mam. Prawdziwe cudo. Fińska. Oryginalna.

Album zawierał zbiór przedwojennych, czarno-białych fotografii Finlandii. Lasy, morskie wybrzeże, wioski i miasteczka, olbrzymie jeziora poprzecinane wąskimi groblami, łodzie rybackie, konne wozy, prace rolne...

 - Weź ją.

 - Co ja z nią zrobię...

 - Lubisz książki, u ciebie będzie na swoim miejscu.

 - Po co mi fińska książka ..?

 - Weź ją, nie chcę pieniędzy...

Dałem mu dziesięć złotych.

Nie było go przez całą zimę. Przez ten czas synowie Lucjusza, z których najstarszy miał czternaście lat, musieli zadbać o ogrzanie mieszkania. Co wieczór widziałem ich drobne sylwetki uwijające się przy stercie, przyniesionego przez młodsze dzieci, drewna czy chrustu.

Gdy Lucjusz wrócił własnoręcznie przez niego posadzony kilkanaście lat temu przy płocie krzak bzu pokrył się właśnie śnieżnobiałym pióropuszem. Lucjusz siedział na progu zatopiony w lekturze. Czytał pisma Nietzschego.

 - Który Nietzsche jest prawdziwy? – spytał. – Ten piszący o „rasie panów” i „nadludziach” czy ten obejmujący katowanego przez dorożkarza konia? Ten racjonalny czy ten popadający w obłęd?

Z wiadomych przyczyn lubił też książki Pilcha.

Potem na pewien czas pochłonęła go poezja, zwłaszcza „ Kwiaty zła” i „ Źdźbła trawy”.

Lucjusz mieszkał na parterze starego, położonego w głębi podwórka budynku nazywanego „barakiem”. Piętro zajmowała jego żona, z którą był od niedawna rozwiedziony, i dwunastka dzieciaków. Zresztą może dzieci było jedenaścioro albo trzynaścioro, duże wzajemne podobieństwo oraz minimalne odstępy między nimi utrudniały ich identyfikację, a co za tym idzie dokładne policzenie, mimo iż od dobrych paru lat ich liczba nie ulegała zmianie. Kiedy jednak utrwaliłem sobie w pamięci, który z podobnych kropka w kropkę do ojca synów Lucjusza ma na imię Jurek, to po jakimś czasie okazywało się, że miejsce Jurka zajmował niepostrzeżenie, zdążywszy podrosnąć, następny w kolejności Pawełek, zaś Jurek awansował w hierarchii wiekowej o szczebel wyżej, zastępując Piotrusia. Na dodatek nigdy nie widziałem dzieci Lucjusza wszystkich naraz, ukazywały mi się wyrywkowo, pojedynczo lub parami, tak czy inaczej fragmentarycznie w swej bratersko – siostrzanej całości, więc nigdy nie wiedziałem, który akurat fragment piramidki widzę.

Tuż obok Lucjusza mieszkała postawna kobieta zwana potocznie Grubą Kryśką. Towarzyszem życia Grubej Kryśki był przez pewien czas wątły i fioletowy na twarzy jegomość o nieznanym mi do dziś imieniu. Czas spędzali głównie na przepijaniu jego renty lub jej zapomogi. Ich potrzeby znacznie przerastały pozostające do dyspozycji środki i nieuchronną konsekwencją tego stanu rzeczy był nadzwyczaj ubogi wybór trunków jakimi codziennie się raczyli. Prawdę mówiąc przez większą część roku nie było żadnego wyboru, albowiem na pokrytym pociętą ceratą stole pojawiała się najczęściej znajoma butelka denaturatu. Czasami jesienią, gdy Grubej Kryśce udało się spieniężyć nazbierane wczesnym rankiem w sobie tylko znanym miejscu wiaderko podgrzybków, następował odwrót od tej trunkowej monotonii. Wtedy na stole pojawiało się parę flaszek słodkiego, mile łechcącego podniebienie wina „Pokusa” lub „Rozkosz”.

Sielanka niestety nie trwała długo. Pewnego wiosennego poranka Lucjusz znalazł fioletowego jegomościa leżącego z twarzą w trawie, zupełnie jakby silne pragnienie zmusiło go do zlizywania kropel porannej rosy ze świeżych źdźbeł. Spomiędzy łopatek wyrastała mu czarna rękojeść sporych rozmiarów kuchennego noża.

Zamroczoną Grubą Kryśkę wyciągnięto z wyra i zabrano na komisariat w celu przesłuchania, ale stosowana systematycznie cowieczorna dawka pośledniej jakości alkoholu sprawiła, że główna oskarżona nie była w stanie odtworzyć wydarzeń z ostatnich dwunastu godzin. Po dwóch dniach bezowocnych pytań zwolniono ją do domu nie stawiając żadnego zarzutu.

Na mieszkańców kamienicy padł blady strach. Stara Wiśniewska wychodząc z bramy rozglądała się czujnie na boki, gotowa w każdej chwili uskoczyć przed śmiertelnym ciosem ostrego kuchennego noża. Mimo opanowania do perfekcji sztuki uników, obowiązek wieczornego wyrzucania śmieci powierzała jednak zięciowi.

Pierwszego maja Lucjusz wszedł do Unii nieco chwiejnym krokiem człowieka znajdującego się w nieprzerwanym, prawie tygodniowym alkoholowym ciągu.

- Jak tam w Unii ? – zagadnąłem go, gdy w przyjaznym cieniu swego maciupkiego podwórka oddawał się przyjemności gry w karty z jednym ze swoich butelkowych towarzyszy.

- Wyraźnej poprawy jeszcze nie widać – odparł podnosząc wzrok znad rozcapierzonych palców. – Ale ma być lepiej.

Nad domem Lucjusza łopotała dumnie biało-czerwona flaga – jedyna w okolicy.

Wieczorem z okazji naszego wstąpienia do Unii Europejskiej Lucjusz urządził na podwórku przed domem grilla. Nęcący zapach pieczonej kiełbasy roznosił się po okolicy, zwabiając wszystkich zainteresowanych. Gruba Kryśka przyniosła konserwowe ogóreczki w wysokim słoju, pan Henio dumnie zaprezentował flaszkę żytniej, Rysio pobrzękiwał kilkoma piwami, nawet stara Wiśniewska przyglądała się z bezpiecznej odległości całemu zamieszaniu, w końcu dołączając do towarzystwa z bochenkiem chleba w dłoni. Impreza ciągnęła się długo w noc, dyskusjom nie było końca. Po zapadnięciu zmroku Lucjusz wyciągnął z szopki stertę starych desek i rozpalił ognisko. Jego kumple ciągnęli do światła jak ćmy, jak ponure zjawy wyłaniające się na umówiony sygnał z mroku

Równo o północy pan Henio wydobył skądś stary, skrzypiący rower Lucjusza i począł zataczać na nim chybotliwe kręgi wokół dogasającego ogniska, a chrapliwy, jakby z trzewi się dobywający, śmiech Grubej Kryśki ścigał go przez podwórko, śmiech, który niczym wolny, nieskrępowany żadnymi więzami wędrowiec rozchodził się coraz dalej i dalej przekraczając pozbawione już szlabanów i budek strażniczych granice i docierając aż po krańce zjednoczonej właśnie Europy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
andres · dnia 27.02.2020 15:56 · Czytań: 384 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 5
Komentarze
Dobra Cobra dnia 29.02.2020 12:33 Ocena: Świetne!
Ikoniczna sprawa! Opowiadanie zdecydowanie warte przeczytania.


andres,

Opowieść z klimatem, bez napinki i wykrecania dialogów, niczym w epoce strojów glam- rocka. Napisane prosto z mostu, z należnym brudem i zgoda na wszystko, co następuje w życiu.

Tu przypomina się ostatni Tarantino, "Pewnego razu...", gdzie Brada Pitta wywalono z roboty, a on następnego dnia wspomina to doświadczenie i mówi do siebie: - Miał rację, że mnie wyrzucił.

Jak widzisz jesteś stawiany dzis obok ikon. Jak to w zyciu - wiekszość rzeczy jest sprawą przypadku lub Bożego prowadzenia.

Gratuluję tak udanego dzieła.


Uszanowania,

Dobra Cobra


PS. Dodaję Autora do Ulubionych piszących na PP. Nie może być inaczej.
Marek Adam Grabowski dnia 01.03.2020 15:19
Bardzo dobre opowiadanie. Świetnie oddaje problem marginalizacji społecznej. Finał dowcipny.

Pozdrawiam!
andres dnia 02.03.2020 13:35
Do Dobra Cobra - dziękuję za bardzo przychylną recenzję, trochę się wahałem czy zamieścić to opowiadanie, bo nie jestem z niego do końca zadowolony, więc tym bardziej cieszę się, że się podobało. Muszę obejrzeć ostatniego Tarantino, żeby zrozumieć kontekst...
Do Marek Adam Grabowski - interesują mnie postacie funkcjonujące trochę na uboczu, a także wpływ jaki wywierają na życie tzw. zwykłych ludzi "wielkie" wydarzenia, stąd wybór tematu i bohatera. Dziękuję za lekturę.
Madawydar dnia 24.03.2020 11:56 Ocena: Bardzo dobre
No cóż, moje królestwo nie jest z tego świata, którego opis przedstawiłeś w tym opowiadaniu. Wydaje mi się on obcy, bo nie poznany. W życiu bywają jednak życiowe sytuacje, które zepchną nas poza nawias obejmujący ustaloną społeczne normę. Każdy z nas może się znaleźć w świecie Lucjusza i wtedy okazuje się, że jest on w pewnym sensie także normalny.
Trochę w Hrabalowym stylu.

Pozdrawiam

Mad.
andres dnia 25.03.2020 22:22
Jest to świat funkcjonujący gdzieś obok nas, taki trochę "alternatywny" i na swój sposób interesujący...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
06/02/2023 17:08
Jeśli chodzi o samo pióro to jestem zadowolony. Piszesz… »
Woland
06/02/2023 07:17
Mocno nijakie, zgodzę się ;) »
Woland
06/02/2023 07:16
Dziękuję za wskazówki i ocenę :) :) Dziękuję… »
Marek Adam Grabowski
05/02/2023 21:47
Oj, byłeś, byłeś. Natomiast tutaj chyba nie byłeś (a… »
AnDob
05/02/2023 17:43
Bez cudu to się nie spotkają jeszcze raz »
Ronin
05/02/2023 16:59
Bardzo fajny tekst Marku. Cykl Kości Wielkich ma z pewnością… »
TakaJedna
04/02/2023 14:18
Mnie taki styl podoba się. Może to i nie miejsce… »
Korektorka
04/02/2023 13:44
Dzień dobry:) Ciekawe! I bardzo dobrze mi się to czyta.… »
TakaJedna
04/02/2023 13:42
Uważam, że najgorzej to być w środku stawki, to takie… »
ajw
04/02/2023 10:45
I ja dobrze się czuję przebywając wśród Twoich wersów :) »
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Cmurka
Wspierają nas